To mój pierwszy temat, pomimo, że forum śledzę od dwóch lat, więc proszę o wyrozumiałość ;)
Z wielką przyjemnością chodzę na spinning nad Wartę, w okolicach mego miejsca zamieszkania (Poznań, Starołęka). Przygodę z tą metodą wędkowania rozpocząłem trzynaście lat temu, kiedy przeprowadziliśmy się w bezpośrednie okolice Warty.
Pierwszy mój październikowy wypad, po przeprowadzce, ze spiningiem i pierwszy w życiu wymiarowy szczupak. Ba, to był mój pierwszy w życiu wypad na spinning. A za wędkę posłużyła mi stara czeska (czechosłowacka) gruntówka. Chyba gruntówka ;) Mam to wędzisko do dziś. Wszelkie napisy na blanku zdążyły się przez lata ulotnić. Ale mniejsza o wędkę. Za przynętę posłużyła mi wielka błękitna wahadłówka, kupiona w topornym zestawie podobnych sobie wyrobów stworzonych rękoma naszych rosyjskich przyjaciół. Kolejne moje wypady i kolejne szczupaki: ciut większe, ciut mniejsze i w ogóle malutkie. I tak przez lata. Nic ponad półtora kilograma. A wszystkie złapane na mniej lub bardziej wulgarne wahadłówki. Owszem, obrotówki też były w użyciu, ale na nie połapałem jeno okonki i mikro szczupaczki – aż szkoda.
Po kilku latach zacząłem kupować tzw. kopytka, ze względu na to, jak mi się wydawało, że świetnie imitują prawdziwą rybę. Lata mijają, a ja nigdy, przenigdy nic nie złapałem na rzeczone kopytko...
Dlaczego? Może na białe u mnie akurat nic nie bierze?! Może, zbyt żółte? Może, te które są na wpół przeźroczyste nazbyt przypominają jazgara?! A może nie potrafię ich odpowiednio prowadzić?
I tu jest Do Was moje pytanie: jak prawidłowo prowadzić kopytko? Widziałem wielu wędkarzy nad Wartą, którzy po zarzuceniu przynęty, energicznie przyciągali ją w swoim kierunku mając szczytówkę wysoko podniesioną do góry; widziałem też takich, którzy szczytówkę opuszczali maksymalnie w dół: pod kątem, prowadząc ją w prawo i lewo, w górę i w dół. Itd. I jednych i drugich dotyczyła ta metoda prowadzenie.
A ja, jak to robię? Podpatrując innych wędkarzy, próbowałem powyżej opisanych metod. I nic. Przez te kilka lat nie udało mi się złapać żadnego szczupaka na kopytko, jakie by ono nie było.
Panowie, co począć? Jak Wy prowadzicie taką przynętę, rzucając w szybki płytki nurt za główką, rzucając w spokojną wodę na zakolu i rzucając bezpośrednio w nurt?
a moze by tak sandacza poszukac tym kopytem - musisz dobrac gramature i lekko podbijac - nurt tez zrobi swoje - jak to nie pomoze to na tak zwanego wleczonego - a co do koloru to na chwile obecna jest taki wybor ze napewno cos mozna dopasowac - pzdr
Cześć, tez jestem z Poznania,nigdy nie łowiłem w tych okolicach natomiast jadę czasem w okolice Naramowic na bolenie i jazie, możne wystarczy kupić inne kolory gum albo zmienić miejscówkę ? :)
A moze poprostu sprobuj zamienic raz na jakis czas to kopytko na wahadłowke np: mors, gnom, alga. Sa to nie drogie przynety troszeczke zapominane przez zalew plastiku i gumy, ale uwazam ze do nauki i w niektorych przypadkach sa idelane i nadal bardzo lowne. Sam bardzo czesto wracam do nich na rzece gdy nic nie wyciaga z bankowej mijscowki szczuplego to morsik daje rade. Pozdrawiam i zycze powodzenia
Nie wiem co robisz źle, ale powiem Ci tak, miałem podobnie. Łowiłem szczupaki na obrotówki, wahadłówki, a na rippery czy kopyta nie mogłem nic złapać. Ponadto, najważniejsza jest... wiara w przynętę. Mało razy było tak, że
po 5-10 rzutach kopytem czy woblerem uznawałem, że ta przynęta jest do
kitu i zamieniałem na poczciwą Algę? Do zmiany zdania zmusiło mnie
wędkowanie z łodzi na 5m wodzie, gdzie sprowadzenie nawet ciężkiej
wahadłówki i utrzymanie jej na odpowiedniej głębokości jest dość trudne.
Wtedy w ruch poszły rippery na 10, 15 i 20g główkach. Choroba przeszła sama, pierwsze szczupaki z łodzi na 12cm mann"sa, dalej poszło lawinowo. Niestety, szczupak na obrotówkę czy wahadło to łatwizna (o ile żeruje), wystarczy zmiennym tempem ściągać przynętę. Z gumą jest nieco inaczej.
Najgorsze co można robić z gumą to zarzucić, obniżyć szczytówkę do wody i równomiernie ściągać. Pamiętajmy, że gumy montujemy na główkach JIGOWYCH. Zatem są to jigi, przynęty pracujące niezwykle pięknie w tzw opadzie. Zobaczcie jak pracuje w wodzie opadający na naprężonej żyłce ripper - w zależności od modelu może machać ogonkiem, lusterkować itp.
Osobiście dzielę metody opadowe na dwie grupy: sandaczowe i szczupakowe. Każda z tych grup ma kilka podgrup, a każda podgrupa milion technik, których cały czas się uczę. Najskuteczniejsze według mnie to "bujanie po szczupakowemu" czyli zarzucenie przynęty, opad do dna (żeby wyczaić głębokość) i podnoszenie przynęty tak, aby wyciągnąć ją jak najwyżej i pozwolenie na opad do dna albo tak do 3/4 głębokości. Oczywiście wszystkie udziwnienia są mile widziane. Pamiętajmy, że staramy się naśladować ruchy chorej rybki - naturalnego pożywienia zielonej strzały, zatem wszelkiego rodzaju drgania szczytówki, pukanie w blank wędki, zmiany tempa i częstotliwości podbić są jak najbardziej wskazane.
Brania najczęściej występują podczas podrywania przynęty albo opadania. Raczej nie ma problemu z ich obserwacją, jeszcze podczas opadu można je przegapić, teoretycznie. Natomiast jeżeli podczas podbicia coś będzie wyrywało wędkę z ręki to gratuluję, uwiesił się szczupak :)
Zgadzam się z kolegą pisag i uważam że powinieneś się dostosować do jego rad a od siebie dodam że spróbuj to kopyto uzbroić bokiem może ten sposób pomoże trzeba próbować różnych sposobów, pozdrowienia i połamania kija.
Odpowiadając na większość waszych
wiadomości muszę nadmienić, że: oczywiście zmieniam kolor i
wielkość kopytka w trakcie wypadu. Kombinuję z gramaturą główki
próbując dostosować ją do głębokości danego odcinka rzeki.
Oczywiście, zmieniam też od czasu do czasu kopytko na inne ww.
przez Was przynęty. Ale nie o to mi chodziło. Na wahadłówki,
obrotówki, algi, mepsy, gnomy, sztuczne żaby i woblery udaje mi się
złowić szczupaka, czy okonia. Problem przeze mnie zaakcentowany
polega nie na doborze przynęty, tylko sposobie prawidłowego
wykorzystania i prowadzenia kopytka.
Nie chodzi mi o to, by pójść nad
Wartę i w jakikolwiek sposób wyholować rybę. Chciałbym się
nauczyć konkretnego podejścia do tej metody spinningowej. Mam
świadomość, że są w danym sezonie mniej lub bardziej łowne
przynęty, a podług nich wielkości i kolory. Wiem. Mam też
względem tego oddzielne pudełko z kopytkami, od mikro kopytek we
wszelkich kolorach, po egzemplarze wielkości 10cm płotki. Itd.
daniel25 – dziękuję za
zainteresowanie. Ale właśnie chodziło mi o przybliżenie tego, co
masz na myśli pisząc: „lekko podbijać”, czy „wleczonego”.
Perch91 – miejscówka jest na
prawdę dobra. Ten odcinek Warty był kiedyś wspaniały, póki nie
powstała autostrada i przy tym nie zakłócono spokoju i nie
zniszczono kilku pięknych zakoli. A kierując się w stronę Wiórka,
to już poezja: i przyrody i rybostanu (wiem, brzmi to wulgarnie).
Ale z czystym sercem mogę Ci polecić wyprawę na ryby w okolice
Wiórka, przy stadnie koni.
Miałem wielką nadzieję na
przeczytanie takiej odpowiedzi, jaką zaserwował pisaq.
Konkretnie i w temacie.
Idę dziś na nockę w moje okolice z
nastawieniem na leszcza. Wszak od czasów tegorocznych powodzi na
moim odcinku, o tej porze roku, jest go zdumiewająco dużo. Ale od
18tej od 21 pierwszej będę się starał popracować spinningiem na
kopytko i wcielić w życie porady pisaq"a.
Bardzo Dziękuję
wszystkim za odzew. Jutro napiszę co i jak, po dzisiejszym wypadzie.
Kopyto aby było atrakcyjne dla szczupaka musi być odpowiedniej wielkości, koloru w zależności od wody, pory dnia, roku i warunków pogodowych, musi się zachowywać w wodzie jak chora czy zraniona ryba. Szczupak zachowuje się podobnie jak kot, mimo że jest najedzony jak jego czymś zainteresujesz zaatakuje, poluje na wróbla z ukrycia, lub na myszy kiedy harcują, jest leniwy kiedy jest gorąco. Kopyto jest mało atrakcyjne kiedy zwijasz równomiernie żyłkę, natomiast to samo zwijanie z jednoczesnym ruchem szczytówki jak batutą daje efekty, druga metoda to zwijanie żyłki kręcąc wędziskiem tzn korbka kołowrotka stoi w miejscu a ruchy robisz wędziskiem. Pamiętaj że szczupak nie widzi co się dzieje pod nim i metoda podrywania i opadu jest bardziej skuteczna na sandacza. Pytasz o rzekę, moim zdaniem najlepsze miejsca na szczupaka to spokojniaczki, nawroty, zatoki, jest takie powiedzenie "tam są wyniki gdzie są patyki", czyli powalone drzewa, stare zalane główki, a przede wszystkim miejsca przebywania drobnicy. Ja używam do połowu szczupaka przeważnie kopyt Manns i używam żyłkę nie plecionkę. Pamiętaj że to samo kopyto jest bardzo łowne na jednym łowisku a na innym podobnym nie będzie brań. Przeważnie zależy to od rodzaju dna ,występujących gatunków ryb, czystości i natlenienia wody, presji wędkarskiej, czy rybackiej i kłusowniczej itp. Dużo możesz dowiedzieć się o łowisku obserwując miejscowych wędkarzy, lub po prostu zapytaj jak oczywiście będą chcieli udzielić informacji. Kiedyś zaprosiłem na kieliszek starego, miejscowego wędkarza który zdradził mi po którymś kieliszku przyczynę braku brań, okazało się że pod wodą były umocowane dwie butelki napełnione do połowy wodą i one uderzając w nurcie o siebie wystraszały ryby. Udanych połowów
Dziękuję Koledze Manolo8 za
udział w tym temacie. Skorzystam z tego, jakże obrazowego sposobu
prowadzenia przynęty „na batutę” :) Może być ciekawie.
Cóż, byłem wczoraj i próbowałem...
Zaprzestałem tego, co dotychczas
czyniłem, czyli: rzut i szybsze bądź wolniejsze zwijanie; szybkie
na przemian z wolnym; jednostajne, itd. Zastosowałem się do tego,
co radził pisaq, jeśli chodzi o prowadzenie. Próbowałem,
kombinowałem. Rzut i odczekanie aż kopytko opadnie na dno; dwa,
trzy podciągnięcia kołowrotkiem, znów odczekanie, aż opadnie i
ruchy korbką, itd. Zamiast podciąganie młynkiem, próbowałem
tego samego szczytówką i dopiero nadmiar żyłki zwijałem. I tak
od osiemnastej do dwudziestej pierwszej. Póki woda nie ucichła.
Nie mogę tego zwalić na brak ryby, bo
przez te trzy godziny woda przede mną pięknie tętniła życiem:
grasowały okonie i, na pewno, szczupaki. Co jeszcze tam szalało,
tego nie wiem. Bolenia na tym odcinku dawno nie widziano, to na
pewno. Bardzo dobrze znam nie tylko to miejsce, ale i cały
kilkukilometrowy odcinek Warty, od miejscowości Czapury, aż do
pętli tramwajowej na Starołęce. Wiem, gdzie i czego można się
spodziewać, mniej więcej orientuję się, co do głębokości,
ukształtowania dnia i stałych zawad. W skrócie – znam ten
fragment rzeki.
Czyli brak ryb nie był przyczyną.
Moja nieznajomość wody, również raczej nie. Przynęty? Myślę,
że chyba też nie, bo przez te trzy godziny przynajmniej sześc
różnych kopytek poleciało do wody. Wydaje mi się, że nie jest to
mało, ale mogę się mylić. Trzy wielkości, od 10cm po maleństwa
– na samym końcu. Kolory: perłowy, żółty, zielono-czarny.
Starałem się dobierać kolor kopytka pod kątem ryb, które
dominują w tym miejscu: uklejka, leszczyk, okoń.
Jako ciekawostkę napiszę, że koło
godziny dwudziestej na przeciwległym krańcu zakola pojawił się
spinningista, którego spotkać można na tym odcinku prawie
codziennie. Nie wiem ile oddał rzutów, bo byłem skupiony na swoich
poczynaniach, ale chyba dłużej niż 10 minut nie zabawił w tym
miejscu. Pyk, pyk i dwa, trzy metry od brzegu uderzył mu szczupak!
Nie jakiś potwór, ale około pół metra mógł mieć. Na dużą
wahadłówkę.
Nie skłoniło mnie to, do zdjęcia
kopytka i przerzucenia się na blachę, bo nie w tym rzecz. Nie
chciałem za wszelką cenę złapać ryby, ale rozpracować „gumę”.
Cóż i tym razem się nie udało. Ale
dziś ponownie wybieram się w to samo miejsce i będę walczył :)
Dodam tylko, że resztę wypadu
poświęciłem na łapanie z gruntu na jedną wędkę. Przynęta:
kukurydza. W koszyczku zanęta na leszcze plus własne dodatki:
wiórki kokosowe, bułka tarta, nasiona słonecznika podgrzewane na
patelni przed urobieniem zanęty, i kukurydza. Do jedenastej branie
za braniem. Ale wszystkie leszczyki nie większe niż moja dłoń.
Myślę, że nawet bez tej zanęty w koszyczku byłoby podobnie, bo
od dłuższego czasu na tym odcinku Warty małego leszczyka jest dość
sporo. Zaznaczę, że pierwsze rzuty na grunt, celowane na środek
zakola, nie przyniosły żadnego efektu. Dopiero skierowanie zestawu
na okolice, gdzie nurt styka się z wolniejszą wodą wpływającą
do zakola dało efekt. A po jedenastej: czerwony robak w ilości
około dziesięciu sztuk na haczyku (dodam, że to robaczki wykopane
z własnego kompostownika, więc cieniutkie). I nic. No, jeden sumik
karłowaty, i to wszystko. O pierwszej do domu.
Koledzy, jutro napiszę, co i jak po
dzisiejszym „męczeniu gumy”. :)
Radzę sprubować przyciąć lekko pod kątem z dwuch stron koncówkę ogonka w kopycie to daje dobry efekt rybka zachowuje sie jak by była na zdechnięciu :) i polecam kopytko rybka biała, grzbiet niebieski, ogon czerwony oraz w czerwieni pysk a naprawde są brania i dobre sztuki jestem z Suwałk i powiem szczerze że u nas jest tragedia ludzie sobie kłusują a PZW sobie jak nie prąd to siadki jest tych jezior dużo ale łowie bez karty bo co mam teraz w karte walić chajs
wole kupić sobie przynęty
jak w co drugim jeziorze typu Jezioro Krzywe u chamów z wioski nie widać nawet drobnicy przy brzegu jak kiedyś złapie takiego delikwęta to nie pożałuje wędki zatłukę :) POZDRAWIAM
Ja łowię od lat na kopyta Relaxa jak pojawiły się na polskim rynku , do tej pory mnie nie zawiodły jesienią na szczupaka stosuję 8- 12cm bardzo wolno prowadzone , ale to nie znaczy ,że nie jestem elastyczny w doborze przynęt innych w odpowiednim momencie . Po tylu latach 80% na kopyta nabrałem pewnego doświadczenia w ich prowadzeniu.
Witam serdecznie kolegów.
To mój pierwszy temat, pomimo, że forum śledzę od dwóch lat, więc proszę o wyrozumiałość ;)
Z wielką przyjemnością chodzę na spinning nad Wartę, w okolicach mego miejsca zamieszkania (Poznań, Starołęka). Przygodę z tą metodą wędkowania rozpocząłem trzynaście lat temu, kiedy przeprowadziliśmy się w bezpośrednie okolice Warty.
Pierwszy mój październikowy wypad, po przeprowadzce, ze spiningiem i pierwszy w życiu wymiarowy szczupak. Ba, to był mój pierwszy w życiu wypad na spinning. A za wędkę posłużyła mi stara czeska (czechosłowacka) gruntówka. Chyba gruntówka ;) Mam to wędzisko do dziś. Wszelkie napisy na blanku zdążyły się przez lata ulotnić. Ale mniejsza o wędkę. Za przynętę posłużyła mi wielka błękitna wahadłówka, kupiona w topornym zestawie podobnych sobie wyrobów stworzonych rękoma naszych rosyjskich przyjaciół. Kolejne moje wypady i kolejne szczupaki: ciut większe, ciut mniejsze i w ogóle malutkie. I tak przez lata. Nic ponad półtora kilograma. A wszystkie złapane na mniej lub bardziej wulgarne wahadłówki. Owszem, obrotówki też były w użyciu, ale na nie połapałem jeno okonki i mikro szczupaczki – aż szkoda.
Po kilku latach zacząłem kupować tzw. kopytka, ze względu na to, jak mi się wydawało, że świetnie imitują prawdziwą rybę. Lata mijają, a ja nigdy, przenigdy nic nie złapałem na rzeczone kopytko...
Dlaczego? Może na białe u mnie akurat nic nie bierze?! Może, zbyt żółte? Może, te które są na wpół przeźroczyste nazbyt przypominają jazgara?! A może nie potrafię ich odpowiednio prowadzić?
I tu jest Do Was moje pytanie: jak prawidłowo prowadzić kopytko? Widziałem wielu wędkarzy nad Wartą, którzy po zarzuceniu przynęty, energicznie przyciągali ją w swoim kierunku mając szczytówkę wysoko podniesioną do góry; widziałem też takich, którzy szczytówkę opuszczali maksymalnie w dół: pod kątem, prowadząc ją w prawo i lewo, w górę i w dół. Itd. I jednych i drugich dotyczyła ta metoda prowadzenie.
A ja, jak to robię? Podpatrując innych wędkarzy, próbowałem powyżej opisanych metod. I nic. Przez te kilka lat nie udało mi się złapać żadnego szczupaka na kopytko, jakie by ono nie było.
Panowie, co począć? Jak Wy prowadzicie taką przynętę, rzucając w szybki płytki nurt za główką, rzucając w spokojną wodę na zakolu i rzucając bezpośrednio w nurt?
Kolego szanowny byc może pora zamienic kopytko na kogucika.Kiedyś był gnom,alga póżniej mepsy a teraz ...
Jeśli jest dosyć duży wiatr to trzymamy wędzisko nisko, gdybyśmy trzymali wysoko wiatr ruszał by żyłką i oczywiście też przynętą.
Kolego szanowny byc może pora zamienic kopytko na kogucika.Kiedyś był gnom,alga póżniej mepsy a teraz ...
Jak kiedyś? Ja w tym roku złowiłem około 40 szczupaków na chińską imitację Algi
Jeśli jest dosyć duży wiatr to trzymamy wędzisko nisko, gdybyśmy trzymali wysoko wiatr ruszał by żyłką i oczywiście też przynętą.
To nie chodzi o wiatr a głębokość i sposób prowadzenia przynęty
a moze by tak sandacza poszukac tym kopytem - musisz dobrac gramature i lekko podbijac - nurt tez zrobi swoje - jak to nie pomoze to na tak zwanego wleczonego - a co do koloru to na chwile obecna jest taki wybor ze napewno cos mozna dopasowac - pzdr
Cześć, tez jestem z Poznania,nigdy nie łowiłem w tych okolicach natomiast jadę czasem w okolice Naramowic na bolenie i jazie, możne wystarczy kupić inne kolory gum albo zmienić miejscówkę ? :)
A moze poprostu sprobuj zamienic raz na jakis czas to kopytko na wahadłowke np: mors, gnom, alga. Sa to nie drogie przynety troszeczke zapominane przez zalew plastiku i gumy, ale uwazam ze do nauki i w niektorych przypadkach sa idelane i nadal bardzo lowne. Sam bardzo czesto wracam do nich na rzece gdy nic nie wyciaga z bankowej mijscowki szczuplego to morsik daje rade. Pozdrawiam i zycze powodzenia
Nie wiem co robisz źle, ale powiem Ci tak, miałem podobnie.
Łowiłem szczupaki na obrotówki, wahadłówki, a na rippery czy kopyta nie mogłem nic złapać.
Ponadto, najważniejsza jest... wiara w przynętę. Mało razy było tak, że po 5-10 rzutach kopytem czy woblerem uznawałem, że ta przynęta jest do kitu i zamieniałem na poczciwą Algę? Do zmiany zdania zmusiło mnie wędkowanie z łodzi na 5m wodzie, gdzie sprowadzenie nawet ciężkiej wahadłówki i utrzymanie jej na odpowiedniej głębokości jest dość trudne. Wtedy w ruch poszły rippery na 10, 15 i 20g główkach.
Choroba przeszła sama, pierwsze szczupaki z łodzi na 12cm mann"sa, dalej poszło lawinowo.
Niestety, szczupak na obrotówkę czy wahadło to łatwizna (o ile żeruje), wystarczy zmiennym tempem ściągać przynętę. Z gumą jest nieco inaczej.
Najgorsze co można robić z gumą to zarzucić, obniżyć szczytówkę do wody i równomiernie ściągać.
Pamiętajmy, że gumy montujemy na główkach JIGOWYCH. Zatem są to jigi, przynęty pracujące niezwykle pięknie w tzw opadzie.
Zobaczcie jak pracuje w wodzie opadający na naprężonej żyłce ripper - w zależności od modelu może machać ogonkiem, lusterkować itp.
Osobiście dzielę metody opadowe na dwie grupy: sandaczowe i szczupakowe.
Każda z tych grup ma kilka podgrup, a każda podgrupa milion technik, których cały czas się uczę.
Najskuteczniejsze według mnie to "bujanie po szczupakowemu" czyli zarzucenie przynęty, opad do dna (żeby wyczaić głębokość) i podnoszenie przynęty tak, aby wyciągnąć ją jak najwyżej i pozwolenie na opad do dna albo tak do 3/4 głębokości. Oczywiście wszystkie udziwnienia są mile widziane. Pamiętajmy, że staramy się naśladować ruchy chorej rybki - naturalnego pożywienia zielonej strzały, zatem wszelkiego rodzaju drgania szczytówki, pukanie w blank wędki, zmiany tempa i częstotliwości podbić są jak najbardziej wskazane.
Brania najczęściej występują podczas podrywania przynęty albo opadania. Raczej nie ma problemu z ich obserwacją, jeszcze podczas opadu można je przegapić, teoretycznie.
Natomiast jeżeli podczas podbicia coś będzie wyrywało wędkę z ręki to gratuluję, uwiesił się szczupak :)
Połamania!
Witam
Zgadzam się z kolegą pisag i uważam że powinieneś się dostosować do jego rad a od siebie dodam że spróbuj to kopyto uzbroić bokiem może ten sposób pomoże trzeba próbować różnych sposobów, pozdrowienia i połamania kija.
Witam. Kolega Pisag bardzo ładnie to opisał. Też mam mały problem ze spiningiem, ale będę sie trzymał Jego porady. Połamania
Bardzo dziękuję Koledzy za odzew.
Odpowiadając na większość waszych wiadomości muszę nadmienić, że: oczywiście zmieniam kolor i wielkość kopytka w trakcie wypadu. Kombinuję z gramaturą główki próbując dostosować ją do głębokości danego odcinka rzeki. Oczywiście, zmieniam też od czasu do czasu kopytko na inne ww. przez Was przynęty. Ale nie o to mi chodziło. Na wahadłówki, obrotówki, algi, mepsy, gnomy, sztuczne żaby i woblery udaje mi się złowić szczupaka, czy okonia. Problem przeze mnie zaakcentowany polega nie na doborze przynęty, tylko sposobie prawidłowego wykorzystania i prowadzenia kopytka.
Nie chodzi mi o to, by pójść nad Wartę i w jakikolwiek sposób wyholować rybę. Chciałbym się nauczyć konkretnego podejścia do tej metody spinningowej. Mam świadomość, że są w danym sezonie mniej lub bardziej łowne przynęty, a podług nich wielkości i kolory. Wiem. Mam też względem tego oddzielne pudełko z kopytkami, od mikro kopytek we wszelkich kolorach, po egzemplarze wielkości 10cm płotki. Itd.
daniel25 – dziękuję za zainteresowanie. Ale właśnie chodziło mi o przybliżenie tego, co masz na myśli pisząc: „lekko podbijać”, czy „wleczonego”.
Perch91 – miejscówka jest na prawdę dobra. Ten odcinek Warty był kiedyś wspaniały, póki nie powstała autostrada i przy tym nie zakłócono spokoju i nie zniszczono kilku pięknych zakoli. A kierując się w stronę Wiórka, to już poezja: i przyrody i rybostanu (wiem, brzmi to wulgarnie). Ale z czystym sercem mogę Ci polecić wyprawę na ryby w okolice Wiórka, przy stadnie koni.
Miałem wielką nadzieję na przeczytanie takiej odpowiedzi, jaką zaserwował pisaq. Konkretnie i w temacie.
Idę dziś na nockę w moje okolice z nastawieniem na leszcza. Wszak od czasów tegorocznych powodzi na moim odcinku, o tej porze roku, jest go zdumiewająco dużo. Ale od 18tej od 21 pierwszej będę się starał popracować spinningiem na kopytko i wcielić w życie porady pisaq"a.
Bardzo Dziękuję wszystkim za odzew. Jutro napiszę co i jak, po dzisiejszym wypadzie.
Witam, o co chodzi z tym pukaniem w blank węddki?
Kopyto aby było atrakcyjne dla szczupaka musi być odpowiedniej wielkości, koloru w zależności od wody, pory dnia, roku i warunków pogodowych, musi się zachowywać w wodzie jak chora czy zraniona ryba. Szczupak zachowuje się podobnie jak kot, mimo że jest najedzony jak jego czymś zainteresujesz zaatakuje, poluje na wróbla z ukrycia, lub na myszy kiedy harcują, jest leniwy kiedy jest gorąco. Kopyto jest mało atrakcyjne kiedy zwijasz równomiernie żyłkę, natomiast to samo zwijanie z jednoczesnym ruchem szczytówki jak batutą daje efekty, druga metoda to zwijanie żyłki kręcąc wędziskiem tzn korbka kołowrotka stoi w miejscu a ruchy robisz wędziskiem. Pamiętaj że szczupak nie widzi co się dzieje pod nim i metoda podrywania i opadu jest bardziej skuteczna na sandacza. Pytasz o rzekę, moim zdaniem najlepsze miejsca na szczupaka to spokojniaczki, nawroty, zatoki, jest takie powiedzenie "tam są wyniki gdzie są patyki", czyli powalone drzewa, stare zalane główki, a przede wszystkim miejsca przebywania drobnicy. Ja używam do połowu szczupaka przeważnie kopyt Manns i używam żyłkę nie plecionkę. Pamiętaj że to samo kopyto jest bardzo łowne na jednym łowisku a na innym podobnym nie będzie brań. Przeważnie zależy to od rodzaju dna ,występujących gatunków ryb, czystości i natlenienia wody, presji wędkarskiej, czy rybackiej i kłusowniczej itp. Dużo możesz dowiedzieć się o łowisku obserwując miejscowych wędkarzy, lub po prostu zapytaj jak oczywiście będą chcieli udzielić informacji. Kiedyś zaprosiłem na kieliszek starego, miejscowego wędkarza który zdradził mi po którymś kieliszku przyczynę braku brań, okazało się że pod wodą były umocowane dwie butelki napełnione do połowy wodą i one uderzając w nurcie o siebie wystraszały ryby. Udanych połowów
Dziękuję Koledze Manolo8 za udział w tym temacie. Skorzystam z tego, jakże obrazowego sposobu prowadzenia przynęty „na batutę” :) Może być ciekawie.
Cóż, byłem wczoraj i próbowałem...
Zaprzestałem tego, co dotychczas czyniłem, czyli: rzut i szybsze bądź wolniejsze zwijanie; szybkie na przemian z wolnym; jednostajne, itd. Zastosowałem się do tego, co radził pisaq, jeśli chodzi o prowadzenie. Próbowałem, kombinowałem. Rzut i odczekanie aż kopytko opadnie na dno; dwa, trzy podciągnięcia kołowrotkiem, znów odczekanie, aż opadnie i ruchy korbką, itd. Zamiast podciąganie młynkiem, próbowałem tego samego szczytówką i dopiero nadmiar żyłki zwijałem. I tak od osiemnastej do dwudziestej pierwszej. Póki woda nie ucichła.
Nie mogę tego zwalić na brak ryby, bo przez te trzy godziny woda przede mną pięknie tętniła życiem: grasowały okonie i, na pewno, szczupaki. Co jeszcze tam szalało, tego nie wiem. Bolenia na tym odcinku dawno nie widziano, to na pewno. Bardzo dobrze znam nie tylko to miejsce, ale i cały kilkukilometrowy odcinek Warty, od miejscowości Czapury, aż do pętli tramwajowej na Starołęce. Wiem, gdzie i czego można się spodziewać, mniej więcej orientuję się, co do głębokości, ukształtowania dnia i stałych zawad. W skrócie – znam ten fragment rzeki.
Czyli brak ryb nie był przyczyną. Moja nieznajomość wody, również raczej nie. Przynęty? Myślę, że chyba też nie, bo przez te trzy godziny przynajmniej sześc różnych kopytek poleciało do wody. Wydaje mi się, że nie jest to mało, ale mogę się mylić. Trzy wielkości, od 10cm po maleństwa – na samym końcu. Kolory: perłowy, żółty, zielono-czarny. Starałem się dobierać kolor kopytka pod kątem ryb, które dominują w tym miejscu: uklejka, leszczyk, okoń.
Jako ciekawostkę napiszę, że koło godziny dwudziestej na przeciwległym krańcu zakola pojawił się spinningista, którego spotkać można na tym odcinku prawie codziennie. Nie wiem ile oddał rzutów, bo byłem skupiony na swoich poczynaniach, ale chyba dłużej niż 10 minut nie zabawił w tym miejscu. Pyk, pyk i dwa, trzy metry od brzegu uderzył mu szczupak! Nie jakiś potwór, ale około pół metra mógł mieć. Na dużą wahadłówkę.
Nie skłoniło mnie to, do zdjęcia kopytka i przerzucenia się na blachę, bo nie w tym rzecz. Nie chciałem za wszelką cenę złapać ryby, ale rozpracować „gumę”.
Cóż i tym razem się nie udało. Ale dziś ponownie wybieram się w to samo miejsce i będę walczył :)
Dodam tylko, że resztę wypadu poświęciłem na łapanie z gruntu na jedną wędkę. Przynęta: kukurydza. W koszyczku zanęta na leszcze plus własne dodatki: wiórki kokosowe, bułka tarta, nasiona słonecznika podgrzewane na patelni przed urobieniem zanęty, i kukurydza. Do jedenastej branie za braniem. Ale wszystkie leszczyki nie większe niż moja dłoń. Myślę, że nawet bez tej zanęty w koszyczku byłoby podobnie, bo od dłuższego czasu na tym odcinku Warty małego leszczyka jest dość sporo. Zaznaczę, że pierwsze rzuty na grunt, celowane na środek zakola, nie przyniosły żadnego efektu. Dopiero skierowanie zestawu na okolice, gdzie nurt styka się z wolniejszą wodą wpływającą do zakola dało efekt. A po jedenastej: czerwony robak w ilości około dziesięciu sztuk na haczyku (dodam, że to robaczki wykopane z własnego kompostownika, więc cieniutkie). I nic. No, jeden sumik karłowaty, i to wszystko. O pierwszej do domu.
Koledzy, jutro napiszę, co i jak po dzisiejszym „męczeniu gumy”. :)
Radzę sprubować przyciąć lekko pod kątem z dwuch stron koncówkę ogonka w kopycie to daje dobry efekt rybka zachowuje sie jak by była na zdechnięciu :) i polecam kopytko rybka biała, grzbiet niebieski, ogon czerwony oraz w czerwieni pysk a naprawde są brania i dobre sztuki jestem z Suwałk i powiem szczerze że u nas jest tragedia ludzie sobie kłusują a PZW sobie jak nie prąd to siadki jest tych jezior dużo ale łowie bez karty bo co mam teraz w karte walić chajs wole kupić sobie przynęty jak w co drugim jeziorze typu Jezioro Krzywe u chamów z wioski nie widać nawet drobnicy przy brzegu jak kiedyś złapie takiego delikwęta to nie pożałuje wędki zatłukę :) POZDRAWIAM
Ja łowię od lat na kopyta Relaxa jak pojawiły się na polskim rynku , do tej pory mnie nie zawiodły jesienią na szczupaka stosuję 8- 12cm bardzo wolno prowadzone , ale to nie znaczy ,że nie jestem elastyczny w doborze przynęt innych w odpowiednim momencie . Po tylu latach 80% na kopyta nabrałem pewnego doświadczenia w ich prowadzeniu.