Jaki karp według forumowiczów,wagowo jest najsmaczniejszy? Taki dwukilogramowy czy lepiej większy albo też zgoła odwrotnie- mniejszy? Wielokrotnie zdarza się,że łowimy nocną porą i mamy już w saku karpia, na oko 2-kilogramowego. Czy lepiej zabrać do domu takiego karpia, właśnie 1,5kg-2 kg ( nocne pitraszenie) czy zabieracie też duże okazy?Istnieje przepis na karpia wędzonego: karpia bierze się w rajstopy ( uwaga to nie figura retoryczna ani napad na bank, rajstopy bowiem są w tym przypadku niezbędne do przygotowania) i wędzi nad żarem ogniska. Według mnie najlepsze są właśnie te mniejsze,ale każdy ma inny gust - poza tym sprawianie dużego karpia, wiąże się z dużą ilością krwi i bebechów.
Jaki karp według forumowiczów,wagowo jest najsmaczniejszy? Taki dwukilogramowy czy lepiej większy albo też zgoła odwrotnie- mniejszy? Wielokrotnie zdarza się,że łowimy nocną porą i mamy już w saku karpia, na oko 2-kilogramowego. Czy lepiej zabrać do domu takiego karpia, właśnie 1,5kg-2 kg ( nocne pitraszenie) czy zabieracie też duże okazy?Istnieje przepis na karpia wędzonego: karpia bierze się w rajstopy ( uwaga to nie figura retoryczna ani napad na bank, rajstopy bowiem są w tym przypadku niezbędne do przygotowania) i wędzi nad żarem ogniska. Według mnie najlepsze są właśnie te mniejsze,ale każdy ma inny gust - poza tym sprawianie dużego karpia, wiąże się z dużą ilością krwi i bebechów.
najlepiej wyłapać i zjeść wszystkie małe tzn do 2 kg co biorą jak głupie, a za dwa lata mieć na zbiorniku 5 karpi na krzyż.. To jest najlepsza opcja.. Super wręcz. Idz gdzieś na hodowlane i kup za 30 pln świeżej ryby i sobie usmaż, kilo do półtora wybieraj...
Jaki karp według forumowiczów,wagowo jest najsmaczniejszy? Taki dwukilogramowy czy lepiej większy albo też zgoła odwrotnie- mniejszy? Wielokrotnie zdarza się,że łowimy nocną porą i mamy już w saku karpia, na oko 2-kilogramowego. Czy lepiej zabrać do domu takiego karpia, właśnie 1,5kg-2 kg ( nocne pitraszenie) czy zabieracie też duże okazy?Istnieje przepis na karpia wędzonego: karpia bierze się w rajstopy ( uwaga to nie figura retoryczna ani napad na bank, rajstopy bowiem są w tym przypadku niezbędne do przygotowania) i wędzi nad żarem ogniska. Według mnie najlepsze są właśnie te mniejsze,ale każdy ma inny gust - poza tym sprawianie dużego karpia, wiąże się z dużą ilością krwi i bebechów.
Wędzone w pończochach po starej omie są najlepsze.
Wszystko zależy od tego czym żywił sie karp. Chodowlany może sie schować przed karpiem który rósł kilka lat w jeziorze. Nawet taki ok. 5 kg jest smaczniejszy od takiego 2 kg. ze stawu hodowlanego, który trafia póżniej do marketów.
Życze Wam abyście złowili karpia który sie uchował przez kilka lat w jeziorze po zarybieniu. Różnica jest wielka :))
heh ;D Myślałem że prima aprillis już było ;p Nie zabieramy żądnego karpia ! A jak chcemy sobie go zjeść to do marketu na zakupy polecam jechać ;)
I tutaj zgadzam się z kilkoma rozmówcami: najlepiej smakuje karp własnoręcznie złowiony i to niezbyt duży: około 2kg.Większe (5 kg) też dają się zjeść,ale taka ryba ma już jednak spory łeb.Jak już koledzy stwierdzili: walory kulinarne takiej rybki, zależą nie tylko od wagi ,ale w dużej mierze : od źródła z, którego pochodzą, jakości wody w akwenie bądź cieku, pokarmu,nawet roślinności wodnej. Na cóż, Nam jechać do marketu - skoro wędkujemy i łowimy ryby: świeże i zazwyczaj z pewnego źródła? Karp to według mnie- smaczna ryba, można go przygotować na różne sposoby - tak jak i zresztą dzieje się to w przypadku innych gatunków ryb.
najlepiej wyłapać i zjeść wszystkie małe tzn do 2 kg co biorą jak głupie, a za dwa lata mieć na zbiorniku 5 karpi na krzyż.. To jest najlepsza opcja.. Super wręcz. Idz gdzieś na hodowlane i kup za 30 pln świeżej ryby i sobie usmaż, kilo do półtora wybieraj...
I co by się stało? Po prostu nie byłoby w wodach PZW, karpia i wtedy - tak jak to napisałeś albo jak napisał inny kolega: należałoby udać się do hodowli (lub marketu zaopatrującego się tamże), celem kupna ryby konsumpcyjnej.
Ja zajadam się karpiem zawsze jak takiego złowię. a jaki jest smaczny dla mnie taki do 4 kg. Uwielbiam rybki własnoręcznie złowione i przyrządzone. Tłukę w łeb każdego co przekroczy wymiar oraz zgodnie z limitami.Przeżyje i bez niego Dla mnie są atrakcyjniejsze ryby . A im wiecej go wytłuką tym lepiej. z reszta to i tak jest handlówka:)
A ja kupuję ryby w sklepie ,uwielbiam w galaretce albo szprotki w pomidorach, bo inaczej ich nie tknę .A tak w ogóle to szkoda mi ryby zabijać, jaka by nie była , też zasługuje na to żeby żyć , po za tym lepiej wygląda w wodzie:-);-)
Wędzone w pończochach po starej omie są najlepsze.
Wszystko zależy od tego czym żywił sie karp. Chodowlany może sie schować przed karpiem który rósł kilka lat w jeziorze. Nawet taki ok. 5 kg jest smaczniejszy od takiego 2 kg. ze stawu hodowlanego, który trafia póżniej do marketów.
Życze Wam abyście złowili karpia który sie uchował przez kilka lat w jeziorze po zarybieniu. Różnica jest wielka :))
Wiadomo. Smak karpia związany jest z łowiskiem i zdarza się że czuć go np. mułem i dlatego rajstopy noszone non-stop, minimum dwa tygodnie gwarantują pełny rybi smak. Jednak przestrzegam przed używaniem dłużej noszonej bielizny , gdyż dominować będzie zapach śledzia i to takiego jedzonego bezpośrednio na starym wysłużonym kutrze rybackim.
Wędzone w pończochach po starej omie są najlepsze.
Wszystko zależy od tego czym żywił sie karp. Chodowlany może sie schować przed karpiem który rósł kilka lat w jeziorze. Nawet taki ok. 5 kg jest smaczniejszy od takiego 2 kg. ze stawu hodowlanego, który trafia póżniej do marketów.
Życze Wam abyście złowili karpia który sie uchował przez kilka lat w jeziorze po zarybieniu. Różnica jest wielka :))
Wiadomo. Smak karpia związany jest z łowiskiem i zdarza się że czuć go np. mułem i dlatego rajstopy noszone non-stop, minimum dwa tygodnie gwarantują pełny rybi smak. Jednak przestrzegam przed używaniem dłużej noszonej bielizny , gdyż dominować będzie zapach śledzia i to takiego jedzonego bezpośrednio na starym wysłużonym kutrze rybackim.
Biedny... Takie doświadczenia :) Pojęcia nie mam jak smakują rajstopy nawet jednodniowe a cóż dopiero dwutygodniowe ;)
"A ja kupuję ryby w sklepie ,uwielbiam w galaretce albo szprotki w pomidorach, bo inaczej ich nie tknę .A tak w ogóle to szkoda mi ryby zabijać, jaka by nie była , też zasługuje na to żeby żyć , po za tym lepiej wygląda w wodzie:-);-)"
"No racja karpie nie są zbyt smaczne :)" A jadłeś w ogóle karpia kiedyś?
"heh ;D Myślałem że prima aprillis już było ;p Nie zabieramy żądnego
karpia ! A jak chcemy sobie go zjeść to do marketu na zakupy polecam
jechać ;) "
"najlepiej wyłapać i zjeść wszystkie małe tzn do 2 kg co biorą jak
głupie, a za dwa lata mieć na zbiorniku 5 karpi na krzyż.. To jest
najlepsza opcja.. Super wręcz. Idz gdzieś na hodowlane i kup za 30 pln
świeżej ryby i sobie usmaż, kilo do półtora wybieraj... " Moje podsumowanie tych wypowiedzi:
Nie przesadzajmy. Karp to przecież hodowlana ryba. A po co jest hodowana? Przede wszystkim w celu konsumpcyjnym.I tu jest pies pogrzebany:zapomnieliście, że karp istnieje w Polsce, wyłącznie po to, by go jeść, ponieważ taką rolę dlań przygotowano już dawno ,dawno temu . Tak mi się wydaje.
Karp to ryba hodowlana ale nią jest tylko do momentu zarybienia. Mamy też hodowlane sandacze, szczupaki, leszcze, jazie może i nawet liny. Trudno mówić o karpiach hodowlanych po zarybieniu nimi bo w hodowli ktoś o nie dba, karmi, sprawdza przyrosty, podaje jakieś witaminy itd. W hodowli czeka się aż ten karp urośnie i dopiero wtedy na Wigilię najczęściej jest sprzedawany. Jak wypuści się je wolno pozostawione są same sobie i o hodowli mowy nie ma czyli hodowlane być przestają. One pochodzą z hodowli ale hodowlane już nie są.Jeśli już tak musisz jadać te karpie ( ciekawe czy z taką samą satysfakcją jadasz sandacze, liny, jazie i leszcze ) to jednak najlepszym rozwiązaniem jest jej zakup w gospodarstwie rybackim. Jest to metoda prosta i najtańsza - nie musisz ani opłacać karty, zezwolenia, paliwa na ryby, zanęt, wędek itd - wystarczy paliwo na dojazd do gospodarstwa rybackiego i gotówka na zakup. " że karp istnieje w Polsce, wyłącznie po to, by go jeść, ponieważ taką rolę dlań przygotowano już dawno ,dawno temu "Dawno, dawno temu karp był rarytasem na stołach duchownych i panów jadany tylko i wyłącznie w piątki. To nasze władze sprowadziły te ryby w pewnym momencie do roli tradycyjnego i w miarę taniego dania jadanego w czasie kolacji wigilijnej. Tradycja polegała również na tym, że ojciec rodziny jak już " wystał " tego karpia w kolejce przynosił go dumnie do domu zwiniętego w Trybunę, po czym wpuszczano go do wanny. Kilka dni tam się biedak męczył a rodzina dzielnie znosiła trudy bycia brudnym do Wigilii. Następnie wołano dzieci i pokazywano jak uśmiercano te ryby w imię pojednania, miłości i takich innych wyższych celów. Tytuł posta nie sugeruje nic o łowieniu na wędkę stąd pozwoliłem sobie na wolne przemyślenia.Chcę jeszcze powiedzieć, że karp kilo czy dwa to profanacja smaku ryby ważącej od trzech kilo w górę złowionej nie na jakimś łowisku a w wodzie PZW.W tej chwili każdy karp złowiony przeze mnie na wędkę jest traktowany jak przyjaciel a przyjaciół się nie zjada :-)JK
Janusz ja nawet przyjacielowi bym nie odpuścił jak by mi wbijał hak w usta, a potem przepraszał :-)
Czyli taka przyjaźń lekko jednostronna "platroniczna"?
Dobrze, że wiesz co robisz "wypuszczasz" i ja z tego powodu bardzo się ciesze.
Nie dlatego, że lubię zjeść karpia ale może dzięki temu w stawach czy innych oczkach wreszcie dzieciaki zobaczą jak wykląda duża ryba np, taki karp 15kg.
Bo teraz to tyko na święta i jeszcze nikt nie dodał, że ????????? teraz nie pamiętam jak to fachowo nazywało ale generalnie karp miał stracić "zapach i smak" błota.
Ne będę z siebie robił znawcy tematu ale hodowcy wiedzą o czym napisałem.
Karp to ryba hodowlana ale nią jest tylko do momentu zarybienia. Mamy też hodowlane sandacze, szczupaki, leszcze, jazie może i nawet liny. Trudno mówić o karpiach hodowlanych po zarybieniu nimi bo w hodowli ktoś o nie dba, karmi, sprawdza przyrosty, podaje jakieś witaminy itd. W hodowli czeka się aż ten karp urośnie i dopiero wtedy na Wigilię najczęściej jest sprzedawany. Jak wypuści się je wolno pozostawione są same sobie i o hodowli mowy nie ma czyli hodowlane być przestają. One pochodzą z hodowli ale hodowlane już nie są.Jeśli już tak musisz jadać te karpie ( ciekawe czy z taką samą satysfakcją jadasz sandacze, liny, jazie i leszcze ) to jednak najlepszym rozwiązaniem jest jej zakup w gospodarstwie rybackim. Jest to metoda prosta i najtańsza - nie musisz ani opłacać karty, zezwolenia, paliwa na ryby, zanęt, wędek itd - wystarczy paliwo na dojazd do gospodarstwa rybackiego i gotówka na zakup. " że karp istnieje w Polsce, wyłącznie po to, by go jeść, ponieważ taką rolę dlań przygotowano już dawno ,dawno temu "Dawno, dawno temu karp był rarytasem na stołach duchownych i panów jadany tylko i wyłącznie w piątki. To nasze władze sprowadziły te ryby w pewnym momencie do roli tradycyjnego i w miarę taniego dania jadanego w czasie kolacji wigilijnej. Tradycja polegała również na tym, że ojciec rodziny jak już " wystał " tego karpia w kolejce przynosił go dumnie do domu zwiniętego w Trybunę, po czym wpuszczano go do wanny. Kilka dni tam się biedak męczył a rodzina dzielnie znosiła trudy bycia brudnym do Wigilii. Następnie wołano dzieci i pokazywano jak uśmiercano te ryby w imię pojednania, miłości i takich innych wyższych celów. Tytuł posta nie sugeruje nic o łowieniu na wędkę stąd pozwoliłem sobie na wolne przemyślenia.Chcę jeszcze powiedzieć, że karp kilo czy dwa to profanacja smaku ryby ważącej od trzech kilo w górę złowionej nie na jakimś łowisku a w wodzie PZW.W tej chwili każdy karp złowiony przeze mnie na wędkę jest traktowany jak przyjaciel a przyjaciół się nie zjada :-)JK
Próbowałem ale nie podchodzi mi , inne ryby też nie bardzo . Jest jeden mały wyjątek , Szczupak lub okoń , czasami na te ryby z niewiadomych mi przyczyn się skuszę, mimo że naprawdę nie przepadam za rybami.:-);-)
CześćJacek ja doskonale wiem, że ta przyjaźń z karpiami może nie jest taka jaką one chciały by kultywować. Ale mimo wszystko po złowieniu są chuchane i dmuchane a brak im chyba tylko gwiazdki z nieba. No najważniejsze - ryby wracają do siebie :-) To nawet nie chodzi o to, że takich klocków po 15 kilo nie ma w jeziorkach, jeziorach i innych żwirowniach. One są tylko nikt przy zdrowych zmysłach nie krzyknie - tak złowiłem w ciągu trzech dni 10 ryb o wadze łącznej np 150 kilo. Ja tylko raz popełniłem ten błąd i opisałem miejsce i połowy...Teraz żaden opis nie jest instruktażem gdzie. Same ogólniki - woda i tyle ;-) A mówiąc o smaku to i tak wolę takiego lecha z dwa kilo a czasem takie dają się łowić na kulki :-)JK
Janusz ja nawet przyjacielowi bym nie odpuścił jak by mi wbijał hak w usta, a potem przepraszał :-)
Czyli taka przyjaźń lekko jednostronna "platroniczna"?
Dobrze, że wiesz co robisz "wypuszczasz" i ja z tego powodu bardzo się ciesze.
Nie dlatego, że lubię zjeść karpia ale może dzięki temu w stawach czy innych oczkach wreszcie dzieciaki zobaczą jak wykląda duża ryba np, taki karp 15kg.
Bo teraz to tyko na święta i jeszcze nikt nie dodał, że ????????? teraz nie pamiętam jak to fachowo nazywało ale generalnie karp miał stracić "zapach i smak" błota.
Ne będę z siebie robił znawcy tematu ale hodowcy wiedzą o czym napisałem.
Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak... a później jeszcze takie osoby kręcą nosem że nie ma ładnych okazów w zbiornikach. Płotki czy jakieś wzdręgi to rozumiem zabrać ale karpia ?! Taniej wyjdzie kupić w sklepie.
Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak... a później jeszcze takie osoby kręcą nosem że nie ma ładnych okazów w zbiornikach. Płotki czy jakieś wzdręgi to rozumiem zabrać ale karpia ?! Taniej wyjdzie kupić w sklepie.
Chłopcze, jako wędkarz powinieneś myśleć zupełnie odwrotnie(chodzi o wytłuszczone zdanie z twojej wypowiedzi). A kto niby jest mięsiarzem? Czy ty w ogóle wiesz co mieści się w kategorii mięsiarstwa czyli innymi słowy: znasz to zjawisko z własnego doświadczenia? Skoro tak, to może opisz w kilku słowach "mięsiarza"- przez co doprecyzujesz swoją myśl... Jak dotąd bowiem- nie wiadomo tak naprawdę co kryje się w twoim mniemaniu, pod definicją "mięsiarza " czy "mięsiarstwa". Czy według ciebie- każdy wędkarz, który zjada samodzielnie upolowaną(tak , to nie pomyłka) rybę - jest mięsiarzem? Zapewne bardzo często jadasz ryby i przetwory z nich zrobione i nawet jeśli nie jadasz ryb w sensie stricte, to bez wątpienia spotykasz się z produktami takimi jak: paluszki rybne , kotlety, ryba po grecku na święta, sałatki z dodatkiem ryby, ryby wędzone... Czy jedząc kiedyś - któryś z podanych zestawów: zastanawiałeś się skąd te ryby pochodzą i, że też musiały zginąć abyś ty, mógł sobie dobrze zjeść? Twój pogląd, (skądinąd bardzo popularny i szeroko propagowany przez pewne środowiska) to jedna wielka eskalacja zakłamania, hipokryzji -i nieledwie oszukiwanie samego siebie w sferze o, której mowa. Pokrótce odniosę się jeszcze do kwestii obecności "ładnych okazów w zbiorniku" lub ich braku: otóż, to nie jest tak, że jak w danym akwenie żyją duże karpie czy amury - to zbiornik jest rybny- nie są to bowiem populacje lecz sztuczny areał, który ma ubogacić a niestety z czasem również i zastąpić - naturalne populacje, zbyt małe- by móc je odławiać na skalę gospodarczą. Gdyby chcieć wyławiać na potrzeby gospodarcze człowieka ryby np: z danej rzeki, to w przeliczeniu rzeki na hektar - ile należałoby odłowić? Służę odpowiedzią: WSZYSTKIE! Tymczasem , proszę sobie wyobrazić, jaki przyrost roczny w zależności od wielkości zbiornika - dają karpie lub inne ryby hodowlane wpuszczane na siłę do naszych wód? To imponująca wartość: od 45-295 kg przyrostu rocznego czyli ilość jaką można wyłowić - obojętnie jakim sposobem: siecią , wędką... Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz.
Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak... a później jeszcze takie osoby kręcą nosem że nie ma ładnych okazów w zbiornikach. Płotki czy jakieś wzdręgi to rozumiem zabrać ale karpia ?! Taniej wyjdzie kupić w sklepie.
Chłopcze, jako wędkarz powinieneś myśleć zupełnie odwrotnie(chodzi o wytłuszczone zdanie z twojej wypowiedzi). A kto niby jest mięsiarzem? Czy ty w ogóle wiesz co mieści się w kategorii mięsiarstwa czyli innymi słowy: znasz to zjawisko z własnego doświadczenia? Skoro tak, to może opisz w kilku słowach "mięsiarza"- przez co doprecyzujesz swoją myśl... Jak dotąd bowiem- nie wiadomo tak naprawdę co kryje się w twoim mniemaniu, pod definicją "mięsiarza " czy "mięsiarstwa". Czy według ciebie- każdy wędkarz, który zjada samodzielnie upolowaną(tak , to nie pomyłka) rybę - jest mięsiarzem? Zapewne bardzo często jadasz ryby i przetwory z nich zrobione i nawet jeśli nie jadasz ryb w sensie stricte, to bez wątpienia spotykasz się z produktami takimi jak: paluszki rybne , kotlety, ryba po grecku na święta, sałatki z dodatkiem ryby, ryby wędzone... Czy jedząc kiedyś - któryś z podanych zestawów: zastanawiałeś się skąd te ryby pochodzą i, że też musiały zginąć abyś ty, mógł sobie dobrze zjeść? Twój pogląd, (skądinąd bardzo popularny i szeroko propagowany przez pewne środowiska) to jedna wielka eskalacja zakłamania, hipokryzji -i nieldwie oszukiwanie samego siebie w sferze o, której mowa. Pokrótce odniosę się jeszcze do kwestii obecności "ładnych okazów w zbiorniku" lub ich braku: otóż, to nie jest tak, że jak w danym akwenie żyją duże karpie czy amury - to zbiornik jest rybny- nie są to bowiem populacje lecz sztuczny areał, który ma ubogacić a niestety z czasem również i zastąpić - naturalne populacje, zbyt małe- by móc je odławiać na skalę gospodarczą. Gdyby chcieć wyławiać na potrzeby gospodarcze człowieka ryby np: z danej rzeki, to w przeliczeniu rzeki na hektar - ile należałoby odłowić? Służę odpowiedzią: WSZYSTKIE! Tymczasem , proszę sobie wyobrazić, jaki przyrost roczny w zależności od wielkości zbiornika - dają karpie lub inne ryby hodowlane wpuszczane na siłę do naszych wód? To imponująca wartość: od 45-295 kg przyrostu rocznego czyli ilość jaką można wyłowić - obojętnie jakim sposobem: siecią , wędką... Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz.
I dodam jeszcze: W UMIARKOWANYM JEDZENIU WŁASNORĘCZNIE ZŁOWIONYCH RYB, NIE MA NIC ZŁEGO.Ryby są smaczne i zdrowe- jemy mięso zwierząt ciepłokrwistych, które tak jak my są ssakami: krowy, kozy, ba - nawet konie i owce a zwłaszcza: bardzo podobne wewnętrznie do nas świnie- i czy przeżuwając kolejne kęsy, myślimy choć przez chwilę o kaźni, jaką przeszły niezawinione ofiary naszych kulinarnych potrzeb ? Bądźmy poważni i szczerzy a nie snobistyczni i dziecinni.
Na forum większość to C&R .....a w rzeczywistości ????
Bo wielu z nas to jeszcze dzieciaki- wiekowo albo mentalnie lub co gorsza snoby: nasłuchawszy się głupot od wujków, kolegów i sąsiadów- próbują przejmować aktualnie panujące mody- papugują... Jak kolega powie:"Wypuść karpia, bo jak zabierzesz toś mięsiarz" - to już łykają to hasło jak młode pelikany i... wypuszczają. Czy warto zawsze dręczyć rybę - nawet po kilka razy w roku tę samą? Czasem dobrze jest zjeść karpia, płotkę , sandacza... etc.
Karasku88 polemika z Tobą jest co najmniej śmieszna i pozbawiona sensu - bynajmniej dla mnie.Dlaczego - bo wyrywasz z kontekstu moje słowa i zdania dopisując przy okazji to czego nie powiedziałem.Tak - ja to powtórzę. Mięsiarzowi jest obojętne " Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak.." Smak, wielkość, okres ochronny, limit jest obojętne. Ważne żeby kasa za zanętę, haczyk itd się zwróciła. Mięsiarz nie łowi w miejscach trudnych technicznie bo straci za dużo sprzętu w postaci haczyków, krętlików itd a to wszystko to dodatkowe koszty niewkalkulowane w pozyskiwanie ryb. Nigdzie nie napisałem, że o rybności zbiornika świadczy obecność karpi i amurów. Napisałem, że są takie wody a nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze jaka to woda. " Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz. " Chyba żartujesz ? Jak dla mnie łów sobie te płotki, krasnopiórki.W tym roku nie byłem i nie zamierzam być na żadnym łowisku. Ogólnie to mało jeżdżę na takie wody. Natomiast zawsze wielką konsternację wywołuje karp złowiony a następnie wypuszczony. Widocznie nikt przy Tobie nigdy nie złowił karpia na wędkę w obecności innych wędkarzy ? Widziałeś ich miny jak karp odpływa z powrotem by być może kiedyś ucieszyć innego karpiarza? Nie - nie widziałeś bo inaczej nigdy tak nie napisałbyś. Tak ogólnie to piszemy o smaku ryby a nie o tym, że jest czy nie jest w wodzie, złowiony czy nie złowiony na wędkę.Odnieśmy się do smaku tej ryby ze sklepu.JK
Na forum większość to C&R .....a w rzeczywistości ????
Ja mimo że rzadko połakomię się na rybę , od czasu do czasu zabiorę ze sobą jakąś sztuczkę ,ponieważ moja żona wprost przeciwnie ode mnie, przepada za rybami . Ale tak jak piszesz , tutaj praktycznie wszyscy to C&R.:-)A nad wodą bestie...:-)
Karasku88 polemika z Tobą jest co najmniej śmieszna i pozbawiona sensu - bynajmniej dla mnie.Dlaczego - bo wyrywasz z kontekstu moje słowa i zdania dopisując przy okazji to czego nie powiedziałem.Tak - ja to powtórzę. Mięsiarzowi jest obojętne " Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak.." Smak, wielkość, okres ochronny, limit jest obojętne. Ważne żeby kasa za zanętę, haczyk itd się zwróciła. Mięsiarz nie łowi w miejscach trudnych technicznie bo straci za dużo sprzętu w postaci haczyków, krętlików itd a to wszystko to dodatkowe koszty niewkalkulowane w pozyskiwanie ryb. Nigdzie nie napisałem, że o rybności zbiornika świadczy obecność karpi i amurów. Napisałem, że są takie wody a nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze jaka to woda. " Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz. " Chyba żartujesz ? Jak dla mnie łów sobie te płotki, krasnopiórki.W tym roku nie byłem i nie zamierzam być na żadnym łowisku. Ogólnie to mało jeżdżę na takie wody. Natomiast zawsze wielką konsternację wywołuje karp złowiony a następnie wypuszczony. Widocznie nikt przy Tobie nigdy nie złowił karpia na wędkę w obecności innych wędkarzy ? Widziałeś ich miny jak karp odpływa z powrotem by być może kiedyś ucieszyć innego karpiarza? Nie - nie widziałeś bo inaczej nigdy tak nie napisałbyś. Tak ogólnie to piszemy o smaku ryby a nie o tym, że jest czy nie jest w wodzie, złowiony czy nie złowiony na wędkę.Odnieśmy się do smaku tej ryby ze sklepu.JK
Przecież to były słowa kierowane do tego chłopaka... To przecież on stwierdził ,że lepiej brać płoć znad wody,ale karpia - broń Boże! Jeśli ktoś chce zjeść rybę - to zgodnie z literą prawa- może wziąć każdą, którą złowi, jeżeli jest ona wymiarowa- choć oczywiście tkwi w tym - osobista pułapka na każdego z nas, gdyż każdy ma sentyment do jakiegoś gatunku i może być mu po prostu szkoda zabierać daną rybę do domu w celu konsumpcyjnym.
Karasku88 polemika z Tobą jest co najmniej śmieszna i pozbawiona sensu - bynajmniej dla mnie.Dlaczego - bo wyrywasz z kontekstu moje słowa i zdania dopisując przy okazji to czego nie powiedziałem.Tak - ja to powtórzę. Mięsiarzowi jest obojętne " Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak.." Smak, wielkość, okres ochronny, limit jest obojętne. Ważne żeby kasa za zanętę, haczyk itd się zwróciła. Mięsiarz nie łowi w miejscach trudnych technicznie bo straci za dużo sprzętu w postaci haczyków, krętlików itd a to wszystko to dodatkowe koszty niewkalkulowane w pozyskiwanie ryb. Nigdzie nie napisałem, że o rybności zbiornika świadczy obecność karpi i amurów. Napisałem, że są takie wody a nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze jaka to woda. " Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz. " Chyba żartujesz ? Jak dla mnie łów sobie te płotki, krasnopiórki.W tym roku nie byłem i nie zamierzam być na żadnym łowisku. Ogólnie to mało jeżdżę na takie wody. Natomiast zawsze wielką konsternację wywołuje karp złowiony a następnie wypuszczony. Widocznie nikt przy Tobie nigdy nie złowił karpia na wędkę w obecności innych wędkarzy ? Widziałeś ich miny jak karp odpływa z powrotem by być może kiedyś ucieszyć innego karpiarza? Nie - nie widziałeś bo inaczej nigdy tak nie napisałbyś. Tak ogólnie to piszemy o smaku ryby a nie o tym, że jest czy nie jest w wodzie, złowiony czy nie złowiony na wędkę.Odnieśmy się do smaku tej ryby ze sklepu.JK
Tak przyglądam się dyskusji i wnioskuje , ze jednak każdy ma własne przekonania. Jeden wypuści drugi zabierze po co sie kłócić jak zawsze każdy będzie za swoim zdaniem.
Po prostu na siłę nikogo nie uszczęśliwimy. Nie każdy jest mięsiarzem kto zabiera ryby,jednak za takowego go uważają
Na forum większość to C&R .....a w rzeczywistości ????
Bo wielu z nas to jeszcze dzieciaki- wiekowo albo mentalnie lub co gorsza snoby: nasłuchawszy się głupot od wujków, kolegów i sąsiadów- próbują przejmować aktualnie panujące mody- papugują... Jak kolega powie:"Wypuść karpia, bo jak zabierzesz toś mięsiarz" - to już łykają to hasło jak młode pelikany i... wypuszczają. Czy warto zawsze dręczyć rybę - nawet po kilka razy w roku tę samą? Czasem dobrze jest zjeść karpia, płotkę , sandacza... etc.
Kto chce to zje rybę kto nie chce nie zje ryby proste . więc po co te draki???
Karasku88 polemika z Tobą jest co najmniej śmieszna i pozbawiona sensu - bynajmniej dla mnie.Dlaczego - bo wyrywasz z kontekstu moje słowa i zdania dopisując przy okazji to czego nie powiedziałem.Tak - ja to powtórzę. Mięsiarzowi jest obojętne " Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak.." Smak, wielkość, okres ochronny, limit jest obojętne. Ważne żeby kasa za zanętę, haczyk itd się zwróciła. Mięsiarz nie łowi w miejscach trudnych technicznie bo straci za dużo sprzętu w postaci haczyków, krętlików itd a to wszystko to dodatkowe koszty niewkalkulowane w pozyskiwanie ryb. Nigdzie nie napisałem, że o rybności zbiornika świadczy obecność karpi i amurów. Napisałem, że są takie wody a nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze jaka to woda. " Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz. " Chyba żartujesz ? Jak dla mnie łów sobie te płotki, krasnopiórki.W tym roku nie byłem i nie zamierzam być na żadnym łowisku. Ogólnie to mało jeżdżę na takie wody. Natomiast zawsze wielką konsternację wywołuje karp złowiony a następnie wypuszczony. Widocznie nikt przy Tobie nigdy nie złowił karpia na wędkę w obecności innych wędkarzy ? Widziałeś ich miny jak karp odpływa z powrotem by być może kiedyś ucieszyć innego karpiarza? Nie - nie widziałeś bo inaczej nigdy tak nie napisałbyś. Tak ogólnie to piszemy o smaku ryby a nie o tym, że jest czy nie jest w wodzie, złowiony czy nie złowiony na wędkę.Odnieśmy się do smaku tej ryby ze sklepu.JK
Janusz , więc odnoszę się do smaku i mówię stanowcze nie! , dla mięsa Karpia..:-)
Trzymając się tematu: a co według Was (wędkarzy) jest właściwsze: złowić karpia1,5-2 kg i go zjeść czy kupić takiego samego w centrali rybnej - i w tym samym celu?
Trzymając się tematu: a co według Was (wędkarzy) jest właściwsze: złowić karpia1,5-2 kg i go zjeść czy kupić takiego samego w centrali rybnej - i w tym samym celu?
witam. ja nie zabieram karpi z łowisk na których łowię. pod jakim względem właściwsze? jeśli chodzi o smak to złowiony jak i kupny może być dobry.;)
Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak... a później jeszcze takie osoby kręcą nosem że nie ma ładnych okazów w zbiornikach. Płotki czy jakieś wzdręgi to rozumiem zabrać ale karpia ?! Taniej wyjdzie kupić w sklepie.
Chłopcze, jako wędkarz powinieneś myśleć zupełnie odwrotnie(chodzi o wytłuszczone zdanie z twojej wypowiedzi). A kto niby jest mięsiarzem? Czy ty w ogóle wiesz co mieści się w kategorii mięsiarstwa czyli innymi słowy: znasz to zjawisko z własnego doświadczenia? Skoro tak, to może opisz w kilku słowach "mięsiarza"- przez co doprecyzujesz swoją myśl... Jak dotąd bowiem- nie wiadomo tak naprawdę co kryje się w twoim mniemaniu, pod definicją "mięsiarza " czy "mięsiarstwa". Czy według ciebie- każdy wędkarz, który zjada samodzielnie upolowaną(tak , to nie pomyłka) rybę - jest mięsiarzem? Zapewne bardzo często jadasz ryby i przetwory z nich zrobione i nawet jeśli nie jadasz ryb w sensie stricte, to bez wątpienia spotykasz się z produktami takimi jak: paluszki rybne , kotlety, ryba po grecku na święta, sałatki z dodatkiem ryby, ryby wędzone... Czy jedząc kiedyś - któryś z podanych zestawów: zastanawiałeś się skąd te ryby pochodzą i, że też musiały zginąć abyś ty, mógł sobie dobrze zjeść? Twój pogląd, (skądinąd bardzo popularny i szeroko propagowany przez pewne środowiska) to jedna wielka eskalacja zakłamania, hipokryzji -i nieledwie oszukiwanie samego siebie w sferze o, której mowa. Pokrótce odniosę się jeszcze do kwestii obecności "ładnych okazów w zbiorniku" lub ich braku: otóż, to nie jest tak, że jak w danym akwenie żyją duże karpie czy amury - to zbiornik jest rybny- nie są to bowiem populacje lecz sztuczny areał, który ma ubogacić a niestety z czasem również i zastąpić - naturalne populacje, zbyt małe- by móc je odławiać na skalę gospodarczą. Gdyby chcieć wyławiać na potrzeby gospodarcze człowieka ryby np: z danej rzeki, to w przeliczeniu rzeki na hektar - ile należałoby odłowić? Służę odpowiedzią: WSZYSTKIE! Tymczasem , proszę sobie wyobrazić, jaki przyrost roczny w zależności od wielkości zbiornika - dają karpie lub inne ryby hodowlane wpuszczane na siłę do naszych wód? To imponująca wartość: od 45-295 kg przyrostu rocznego czyli ilość jaką można wyłowić - obojętnie jakim sposobem: siecią , wędką... Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz.
Pomijając uszczypliwości, wyczytałem z tego tekstu wiele ciekawych i mądrych poglądów. Ja również karpia postrzegam jako produkt (metodę zarabiania pieniędzy) a nie część naszej, gdzieniegdzie jeszcze pięknej przyrody.
Nie miałem okazji jeść karpia ponad 6 kg. ale te nieco ponad 5 kg. z dobrej wody były smaczne.Do rosołu z karpia dodaję trochę kwasu z kapusty i jem z kluskami z tartych kartofli. Na rosół lepsze są tłuste karpie. Smażony mlecz z karpia jest mniej smaczny ale jest jadalny. Z gotowanej głowy karpia też jest co obgryzać (skrzela trzeba usunąć przed gotowaniem).
Jaki karp według forumowiczów,wagowo jest najsmaczniejszy?
Proponuję brać wszystkie na ile regulamin łowiska pozwala. I próbować. Za rok, będziesz już wiedział jaki lepszy do wędzenia, jaki na patelnię, czy na kotlety. Pamiętaj że każdy ma inny gust. I jak sam nie spróbujesz nie będziesz wiedział.
Jaki karp według forumowiczów,wagowo jest najsmaczniejszy? Taki dwukilogramowy czy lepiej większy albo też zgoła odwrotnie- mniejszy? Wielokrotnie zdarza się,że łowimy nocną porą i mamy już w saku karpia, na oko 2-kilogramowego. Czy lepiej zabrać do domu takiego karpia, właśnie 1,5kg-2 kg ( nocne pitraszenie) czy zabieracie też duże okazy?Istnieje przepis na karpia wędzonego: karpia bierze się w rajstopy ( uwaga to nie figura retoryczna ani napad na bank, rajstopy bowiem są w tym przypadku niezbędne do przygotowania) i wędzi nad żarem ogniska.
Według mnie najlepsze są właśnie te mniejsze,ale każdy ma inny gust - poza tym sprawianie dużego karpia, wiąże się z dużą ilością krwi i bebechów.
Najsmaczniejsze mięso jest z karpia 1 kg. do max 1, 5 kg. Okazy powyżej 2 kg. mają już bardziej tłuste mięso.
Z tego co wiem to tak z 3 - 3,5 kg :P Bynajmniej u mnie na swieta takiego kupuja. Wieksze maja tluszczyku wiecej :)
Oczywiście żartobliwie ale co ty robisz w Szczecinie (nick).
http://www.24kurier.pl/Aktualnosci/Szczecin/Smietnik-z-Gwiezdnych-Wojen
:-)))))
Najsmaczniejsze są karpie z rzek .
dla mnie to karp 2kg+ jest najlepszy i z rzeki jak kolega napisał pobijają wszystkie
Jeden lubi ogórki a drugi ogrodnika córki jak widać powyżej
mówią też ze z ryb to najlepsze rypanie jest
Jakość kulinarna karpia w dużej mierze jest też zależna od zbiornika w którym karpik sobie pływał
Jaki karp według forumowiczów,wagowo jest najsmaczniejszy? Taki dwukilogramowy czy lepiej większy albo też zgoła odwrotnie- mniejszy? Wielokrotnie zdarza się,że łowimy nocną porą i mamy już w saku karpia, na oko 2-kilogramowego. Czy lepiej zabrać do domu takiego karpia, właśnie 1,5kg-2 kg ( nocne pitraszenie) czy zabieracie też duże okazy?Istnieje przepis na karpia wędzonego: karpia bierze się w rajstopy ( uwaga to nie figura retoryczna ani napad na bank, rajstopy bowiem są w tym przypadku niezbędne do przygotowania) i wędzi nad żarem ogniska.
Według mnie najlepsze są właśnie te mniejsze,ale każdy ma inny gust - poza tym sprawianie dużego karpia, wiąże się z dużą ilością krwi i bebechów.
Żaden ;-)
najlepiej wyłapać i zjeść wszystkie małe tzn do 2 kg co biorą jak głupie, a za dwa lata mieć na zbiorniku 5 karpi na krzyż.. To jest najlepsza opcja.. Super wręcz. Idz gdzieś na hodowlane i kup za 30 pln świeżej ryby i sobie usmaż, kilo do półtora wybieraj...
heh ;D Myślałem że prima aprillis już było ;p Nie zabieramy żądnego karpia ! A jak chcemy sobie go zjeść to do marketu na zakupy polecam jechać ;)
popieram:)
Jaki karp według forumowiczów,wagowo jest najsmaczniejszy? Taki dwukilogramowy czy lepiej większy albo też zgoła odwrotnie- mniejszy? Wielokrotnie zdarza się,że łowimy nocną porą i mamy już w saku karpia, na oko 2-kilogramowego. Czy lepiej zabrać do domu takiego karpia, właśnie 1,5kg-2 kg ( nocne pitraszenie) czy zabieracie też duże okazy?Istnieje przepis na karpia wędzonego: karpia bierze się w rajstopy ( uwaga to nie figura retoryczna ani napad na bank, rajstopy bowiem są w tym przypadku niezbędne do przygotowania) i wędzi nad żarem ogniska.
Według mnie najlepsze są właśnie te mniejsze,ale każdy ma inny gust - poza tym sprawianie dużego karpia, wiąże się z dużą ilością krwi i bebechów.
Żaden ;-)
1-2 kg
Wędzone w pończochach po starej omie są najlepsze.
Wszystko zależy od tego czym żywił sie karp. Chodowlany może sie schować przed karpiem który rósł kilka lat w jeziorze. Nawet taki ok. 5 kg jest smaczniejszy od takiego 2 kg. ze stawu hodowlanego, który trafia póżniej do marketów.
Życze Wam abyście złowili karpia który sie uchował przez kilka lat w jeziorze po zarybieniu. Różnica jest wielka :))
heh ;D Myślałem że prima aprillis już było ;p Nie zabieramy żądnego karpia ! A jak chcemy sobie go zjeść to do marketu na zakupy polecam jechać ;)
I tutaj zgadzam się z kilkoma rozmówcami: najlepiej smakuje karp własnoręcznie złowiony i to niezbyt duży: około 2kg.Większe (5 kg) też dają się zjeść,ale taka ryba ma już jednak spory łeb.Jak już koledzy stwierdzili: walory kulinarne takiej rybki, zależą nie tylko od wagi ,ale w dużej mierze : od źródła z, którego pochodzą, jakości wody w akwenie bądź cieku, pokarmu,nawet roślinności wodnej.
Na cóż, Nam jechać do marketu - skoro wędkujemy i łowimy ryby: świeże i zazwyczaj z pewnego źródła?
Karp to według mnie- smaczna ryba, można go przygotować na różne sposoby - tak jak i zresztą dzieje się to w przypadku innych gatunków ryb.
najlepiej wyłapać i zjeść wszystkie małe tzn do 2 kg co biorą jak głupie, a za dwa lata mieć na zbiorniku 5 karpi na krzyż.. To jest najlepsza opcja.. Super wręcz. Idz gdzieś na hodowlane i kup za 30 pln świeżej ryby i sobie usmaż, kilo do półtora wybieraj...
I co by się stało? Po prostu nie byłoby w wodach PZW, karpia i wtedy - tak jak to napisałeś albo jak napisał inny kolega: należałoby udać się do hodowli (lub marketu zaopatrującego się tamże), celem kupna ryby konsumpcyjnej.
Te po 40kg są smaczne...
A ja polecam nałapać 5kg koluchów są smaczne mało ości i przyczynimy się do dobra łowiska :)
Najsmaczniejsze są karpie z rzek .
Ja jeszcze karpia w rzece nie złowiłem. Zawsze ze stawu, ale rzadko kiedy trafiają one na moją patelnię.
Mama Ci usmaży.
Żaden karp nie jest smaczny :) niezależnie od wagi jak to Janusz Karp zauważył ;)
Żaden karp nie jest smaczny :) niezależnie od wagi jak to Janusz Karp zauważył ;)
No racja karpie nie są zbyt smaczne :)
Ja zajadam się karpiem zawsze jak takiego złowię. a jaki jest smaczny dla mnie taki do 4 kg.
Uwielbiam rybki własnoręcznie złowione i przyrządzone.
Tłukę w łeb każdego co przekroczy wymiar oraz zgodnie z limitami.Przeżyje i bez niego
Dla mnie są atrakcyjniejsze ryby .
A im wiecej go wytłuką tym lepiej. z reszta to i tak jest handlówka:)
A ja kupuję ryby w sklepie ,uwielbiam w galaretce albo szprotki w pomidorach, bo inaczej ich nie tknę .A tak w ogóle to szkoda mi ryby zabijać, jaka by nie była , też zasługuje na to żeby żyć , po za tym lepiej wygląda w wodzie:-);-)
Wędzone w pończochach po starej omie są najlepsze.
Wszystko zależy od tego czym żywił sie karp. Chodowlany może sie schować przed karpiem który rósł kilka lat w jeziorze. Nawet taki ok. 5 kg jest smaczniejszy od takiego 2 kg. ze stawu hodowlanego, który trafia póżniej do marketów.
Życze Wam abyście złowili karpia który sie uchował przez kilka lat w jeziorze po zarybieniu. Różnica jest wielka :))
Wiadomo. Smak karpia związany jest z łowiskiem i zdarza się że czuć go np. mułem i dlatego rajstopy noszone non-stop, minimum dwa tygodnie gwarantują pełny rybi smak. Jednak przestrzegam przed używaniem dłużej noszonej bielizny , gdyż dominować będzie zapach śledzia i to takiego jedzonego bezpośrednio na starym wysłużonym kutrze rybackim.Wędzone w pończochach po starej omie są najlepsze.
Wszystko zależy od tego czym żywił sie karp. Chodowlany może sie schować przed karpiem który rósł kilka lat w jeziorze. Nawet taki ok. 5 kg jest smaczniejszy od takiego 2 kg. ze stawu hodowlanego, który trafia póżniej do marketów.
Życze Wam abyście złowili karpia który sie uchował przez kilka lat w jeziorze po zarybieniu. Różnica jest wielka :))
Wiadomo. Smak karpia związany jest z łowiskiem i zdarza się że czuć go np. mułem i dlatego rajstopy noszone non-stop, minimum dwa tygodnie gwarantują pełny rybi smak. Jednak przestrzegam przed używaniem dłużej noszonej bielizny , gdyż dominować będzie zapach śledzia i to takiego jedzonego bezpośrednio na starym wysłużonym kutrze rybackim.Biedny... Takie doświadczenia :) Pojęcia nie mam jak smakują rajstopy nawet jednodniowe a cóż dopiero dwutygodniowe ;)
"A ja kupuję ryby w sklepie ,uwielbiam w galaretce albo szprotki w pomidorach, bo inaczej ich nie tknę .A tak w ogóle to szkoda mi ryby zabijać, jaka by nie była , też zasługuje na to żeby żyć , po za tym lepiej wygląda w wodzie:-);-)"
"No racja karpie nie są zbyt smaczne :)"
A jadłeś w ogóle karpia kiedyś?
"heh ;D Myślałem że prima aprillis już było ;p Nie zabieramy żądnego karpia ! A jak chcemy sobie go zjeść to do marketu na zakupy polecam jechać ;) "
"najlepiej wyłapać i zjeść wszystkie małe tzn do 2 kg co biorą jak głupie, a za dwa lata mieć na zbiorniku 5 karpi na krzyż.. To jest najlepsza opcja.. Super wręcz. Idz gdzieś na hodowlane i kup za 30 pln świeżej ryby i sobie usmaż, kilo do półtora wybieraj... "
Moje podsumowanie tych wypowiedzi:
Nie przesadzajmy. Karp to przecież hodowlana ryba. A po co jest hodowana? Przede wszystkim w celu konsumpcyjnym.I tu jest pies pogrzebany:zapomnieliście, że karp istnieje w Polsce, wyłącznie po to, by go jeść, ponieważ taką rolę dlań przygotowano już dawno ,dawno temu . Tak mi się wydaje.
Karp to ryba hodowlana ale nią jest tylko do momentu zarybienia. Mamy też hodowlane sandacze, szczupaki, leszcze, jazie może i nawet liny. Trudno mówić o karpiach hodowlanych po zarybieniu nimi bo w hodowli ktoś o nie dba, karmi, sprawdza przyrosty, podaje jakieś witaminy itd. W hodowli czeka się aż ten karp urośnie i dopiero wtedy na Wigilię najczęściej jest sprzedawany. Jak wypuści się je wolno pozostawione są same sobie i o hodowli mowy nie ma czyli hodowlane być przestają. One pochodzą z hodowli ale hodowlane już nie są.Jeśli już tak musisz jadać te karpie ( ciekawe czy z taką samą satysfakcją jadasz sandacze, liny, jazie i leszcze ) to jednak najlepszym rozwiązaniem jest jej zakup w gospodarstwie rybackim. Jest to metoda prosta i najtańsza - nie musisz ani opłacać karty, zezwolenia, paliwa na ryby, zanęt, wędek itd - wystarczy paliwo na dojazd do gospodarstwa rybackiego i gotówka na zakup.
" że karp istnieje w Polsce, wyłącznie po to, by go jeść, ponieważ taką rolę dlań przygotowano już dawno ,dawno temu "Dawno, dawno temu karp był rarytasem na stołach duchownych i panów jadany tylko i wyłącznie w piątki. To nasze władze sprowadziły te ryby w pewnym momencie do roli tradycyjnego i w miarę taniego dania jadanego w czasie kolacji wigilijnej. Tradycja polegała również na tym, że ojciec rodziny jak już " wystał " tego karpia w kolejce przynosił go dumnie do domu zwiniętego w Trybunę, po czym wpuszczano go do wanny. Kilka dni tam się biedak męczył a rodzina dzielnie znosiła trudy bycia brudnym do Wigilii. Następnie wołano dzieci i pokazywano jak uśmiercano te ryby w imię pojednania, miłości i takich innych wyższych celów.
Tytuł posta nie sugeruje nic o łowieniu na wędkę stąd pozwoliłem sobie na wolne przemyślenia.Chcę jeszcze powiedzieć, że karp kilo czy dwa to profanacja smaku ryby ważącej od trzech kilo w górę złowionej nie na jakimś łowisku a w wodzie PZW.W tej chwili każdy karp złowiony przeze mnie na wędkę jest traktowany jak przyjaciel a przyjaciół się nie zjada :-)JK
Janusz ja nawet przyjacielowi bym nie odpuścił jak by mi wbijał hak w usta, a potem przepraszał :-)
Czyli taka przyjaźń lekko jednostronna "platroniczna"?
Dobrze, że wiesz co robisz "wypuszczasz" i ja z tego powodu bardzo się ciesze.
Nie dlatego, że lubię zjeść karpia ale może dzięki temu w stawach czy innych oczkach wreszcie dzieciaki zobaczą jak wykląda duża ryba np, taki karp 15kg.
Bo teraz to tyko na święta i jeszcze nikt nie dodał, że ????????? teraz nie pamiętam jak to fachowo nazywało ale generalnie karp miał stracić "zapach i smak" błota.
Ne będę z siebie robił znawcy tematu ale hodowcy wiedzą o czym napisałem.
Pozdrawiam
Karp to ryba hodowlana ale nią jest tylko do momentu zarybienia. Mamy też hodowlane sandacze, szczupaki, leszcze, jazie może i nawet liny. Trudno mówić o karpiach hodowlanych po zarybieniu nimi bo w hodowli ktoś o nie dba, karmi, sprawdza przyrosty, podaje jakieś witaminy itd. W hodowli czeka się aż ten karp urośnie i dopiero wtedy na Wigilię najczęściej jest sprzedawany. Jak wypuści się je wolno pozostawione są same sobie i o hodowli mowy nie ma czyli hodowlane być przestają. One pochodzą z hodowli ale hodowlane już nie są.Jeśli już tak musisz jadać te karpie ( ciekawe czy z taką samą satysfakcją jadasz sandacze, liny, jazie i leszcze ) to jednak najlepszym rozwiązaniem jest jej zakup w gospodarstwie rybackim. Jest to metoda prosta i najtańsza - nie musisz ani opłacać karty, zezwolenia, paliwa na ryby, zanęt, wędek itd - wystarczy paliwo na dojazd do gospodarstwa rybackiego i gotówka na zakup.
" że karp istnieje w Polsce, wyłącznie po to, by go jeść, ponieważ taką rolę dlań przygotowano już dawno ,dawno temu "Dawno, dawno temu karp był rarytasem na stołach duchownych i panów jadany tylko i wyłącznie w piątki. To nasze władze sprowadziły te ryby w pewnym momencie do roli tradycyjnego i w miarę taniego dania jadanego w czasie kolacji wigilijnej. Tradycja polegała również na tym, że ojciec rodziny jak już " wystał " tego karpia w kolejce przynosił go dumnie do domu zwiniętego w Trybunę, po czym wpuszczano go do wanny. Kilka dni tam się biedak męczył a rodzina dzielnie znosiła trudy bycia brudnym do Wigilii. Następnie wołano dzieci i pokazywano jak uśmiercano te ryby w imię pojednania, miłości i takich innych wyższych celów.
Tytuł posta nie sugeruje nic o łowieniu na wędkę stąd pozwoliłem sobie na wolne przemyślenia.Chcę jeszcze powiedzieć, że karp kilo czy dwa to profanacja smaku ryby ważącej od trzech kilo w górę złowionej nie na jakimś łowisku a w wodzie PZW.W tej chwili każdy karp złowiony przeze mnie na wędkę jest traktowany jak przyjaciel a przyjaciół się nie zjada :-)JK
Próbowałem ale nie podchodzi mi , inne ryby też nie bardzo . Jest jeden mały wyjątek , Szczupak lub okoń , czasami na te ryby z niewiadomych mi przyczyn się skuszę, mimo że naprawdę nie przepadam za rybami.:-);-)
CześćJacek ja doskonale wiem, że ta przyjaźń z karpiami może nie jest taka jaką one chciały by kultywować. Ale mimo wszystko po złowieniu są chuchane i dmuchane a brak im chyba tylko gwiazdki z nieba. No najważniejsze - ryby wracają do siebie :-)
To nawet nie chodzi o to, że takich klocków po 15 kilo nie ma w jeziorkach, jeziorach i innych żwirowniach. One są tylko nikt przy zdrowych zmysłach nie krzyknie - tak złowiłem w ciągu trzech dni 10 ryb o wadze łącznej np 150 kilo. Ja tylko raz popełniłem ten błąd i opisałem miejsce i połowy...Teraz żaden opis nie jest instruktażem gdzie. Same ogólniki - woda i tyle ;-)
A mówiąc o smaku to i tak wolę takiego lecha z dwa kilo a czasem takie dają się łowić na kulki :-)JK
No cóż jednak jutro "olewam" wędkowanie (a miałem pojechać).
Wczoraj:
Rano temperaturka godz. 04:00 jak przystało na wiosnę? może już lato termometr +2C
Jednak jeszczę trochę poczekam bo "waciaki" już schowałem do piwnicy.
Narka.
Janusz ja nawet przyjacielowi bym nie odpuścił jak by mi wbijał hak w usta, a potem przepraszał :-)
Czyli taka przyjaźń lekko jednostronna "platroniczna"?
Dobrze, że wiesz co robisz "wypuszczasz" i ja z tego powodu bardzo się ciesze.
Nie dlatego, że lubię zjeść karpia ale może dzięki temu w stawach czy innych oczkach wreszcie dzieciaki zobaczą jak wykląda duża ryba np, taki karp 15kg.
Bo teraz to tyko na święta i jeszcze nikt nie dodał, że ????????? teraz nie pamiętam jak to fachowo nazywało ale generalnie karp miał stracić "zapach i smak" błota.
Ne będę z siebie robił znawcy tematu ale hodowcy wiedzą o czym napisałem.
Pozdrawiam
-odpicie karpi pewnie o to ci chodzi .
Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak... a później jeszcze takie osoby kręcą nosem że nie ma ładnych okazów w zbiornikach. Płotki czy jakieś wzdręgi to rozumiem zabrać ale karpia ?! Taniej wyjdzie kupić w sklepie.
Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak... a później jeszcze takie osoby kręcą nosem że nie ma ładnych okazów w zbiornikach. Płotki czy jakieś wzdręgi to rozumiem zabrać ale karpia ?! Taniej wyjdzie kupić w sklepie.
Chłopcze, jako wędkarz powinieneś myśleć zupełnie odwrotnie(chodzi o wytłuszczone zdanie z twojej wypowiedzi). A kto niby jest mięsiarzem? Czy ty w ogóle wiesz co mieści się w kategorii mięsiarstwa czyli innymi słowy: znasz to zjawisko z własnego doświadczenia?
Skoro tak, to może opisz w kilku słowach "mięsiarza"- przez co doprecyzujesz swoją myśl... Jak dotąd bowiem- nie wiadomo tak naprawdę co kryje się w twoim mniemaniu, pod definicją "mięsiarza " czy "mięsiarstwa".
Czy według ciebie- każdy wędkarz, który zjada samodzielnie upolowaną(tak , to nie pomyłka) rybę - jest mięsiarzem?
Zapewne bardzo często jadasz ryby i przetwory z nich zrobione i nawet jeśli nie jadasz ryb w sensie stricte, to bez wątpienia spotykasz się z produktami takimi jak: paluszki rybne , kotlety, ryba po grecku na święta, sałatki z dodatkiem ryby, ryby wędzone... Czy jedząc kiedyś - któryś z podanych zestawów: zastanawiałeś się skąd te ryby pochodzą i, że też musiały zginąć abyś ty, mógł sobie dobrze zjeść? Twój pogląd, (skądinąd bardzo popularny i szeroko propagowany przez pewne środowiska) to jedna wielka eskalacja zakłamania, hipokryzji -i nieledwie oszukiwanie samego siebie w sferze o, której mowa.
Pokrótce odniosę się jeszcze do kwestii obecności "ładnych okazów w zbiorniku" lub ich braku: otóż, to nie jest tak, że jak w danym akwenie żyją duże karpie czy amury - to zbiornik jest rybny- nie są to bowiem populacje lecz sztuczny areał, który ma ubogacić a niestety z czasem również i zastąpić - naturalne populacje, zbyt małe- by móc je odławiać na skalę gospodarczą. Gdyby chcieć wyławiać na potrzeby gospodarcze człowieka ryby np: z danej rzeki, to w przeliczeniu rzeki na hektar - ile należałoby odłowić? Służę odpowiedzią: WSZYSTKIE! Tymczasem , proszę sobie wyobrazić, jaki przyrost roczny w zależności od wielkości zbiornika - dają karpie lub inne ryby hodowlane wpuszczane na siłę do naszych wód?
To imponująca wartość: od 45-295 kg przyrostu rocznego czyli ilość jaką można wyłowić - obojętnie jakim sposobem: siecią , wędką...
Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz.
Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak... a później jeszcze takie osoby kręcą nosem że nie ma ładnych okazów w zbiornikach. Płotki czy jakieś wzdręgi to rozumiem zabrać ale karpia ?! Taniej wyjdzie kupić w sklepie.
Chłopcze, jako wędkarz powinieneś myśleć zupełnie odwrotnie(chodzi o wytłuszczone zdanie z twojej wypowiedzi). A kto niby jest mięsiarzem? Czy ty w ogóle wiesz co mieści się w kategorii mięsiarstwa czyli innymi słowy: znasz to zjawisko z własnego doświadczenia?
Skoro tak, to może opisz w kilku słowach "mięsiarza"- przez co doprecyzujesz swoją myśl... Jak dotąd bowiem- nie wiadomo tak naprawdę co kryje się w twoim mniemaniu, pod definicją "mięsiarza " czy "mięsiarstwa".
Czy według ciebie- każdy wędkarz, który zjada samodzielnie upolowaną(tak , to nie pomyłka) rybę - jest mięsiarzem?
Zapewne bardzo często jadasz ryby i przetwory z nich zrobione i nawet jeśli nie jadasz ryb w sensie stricte, to bez wątpienia spotykasz się z produktami takimi jak: paluszki rybne , kotlety, ryba po grecku na święta, sałatki z dodatkiem ryby, ryby wędzone... Czy jedząc kiedyś - któryś z podanych zestawów: zastanawiałeś się skąd te ryby pochodzą i, że też musiały zginąć abyś ty, mógł sobie dobrze zjeść? Twój pogląd, (skądinąd bardzo popularny i szeroko propagowany przez pewne środowiska) to jedna wielka eskalacja zakłamania, hipokryzji -i nieldwie oszukiwanie samego siebie w sferze o, której mowa.
Pokrótce odniosę się jeszcze do kwestii obecności "ładnych okazów w zbiorniku" lub ich braku: otóż, to nie jest tak, że jak w danym akwenie żyją duże karpie czy amury - to zbiornik jest rybny- nie są to bowiem populacje lecz sztuczny areał, który ma ubogacić a niestety z czasem również i zastąpić - naturalne populacje, zbyt małe- by móc je odławiać na skalę gospodarczą. Gdyby chcieć wyławiać na potrzeby gospodarcze człowieka ryby np: z danej rzeki, to w przeliczeniu rzeki na hektar - ile należałoby odłowić? Służę odpowiedzią: WSZYSTKIE! Tymczasem , proszę sobie wyobrazić, jaki przyrost roczny w zależności od wielkości zbiornika - dają karpie lub inne ryby hodowlane wpuszczane na siłę do naszych wód?
To imponująca wartość: od 45-295 kg przyrostu rocznego czyli ilość jaką można wyłowić - obojętnie jakim sposobem: siecią , wędką...
Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz.
I dodam jeszcze: W UMIARKOWANYM JEDZENIU WŁASNORĘCZNIE ZŁOWIONYCH RYB, NIE MA NIC ZŁEGO.Ryby są smaczne i zdrowe- jemy mięso zwierząt ciepłokrwistych, które tak jak my są ssakami: krowy, kozy, ba - nawet konie i owce a zwłaszcza: bardzo podobne wewnętrznie do nas świnie- i czy przeżuwając kolejne kęsy, myślimy choć przez chwilę o kaźni, jaką przeszły niezawinione ofiary naszych kulinarnych potrzeb ?
Bądźmy poważni i szczerzy a nie snobistyczni i dziecinni.
Na forum większość to C&R .....a w rzeczywistości ????
Na forum większość to C&R .....a w rzeczywistości ????
Bo wielu z nas to jeszcze dzieciaki- wiekowo albo mentalnie lub co gorsza snoby: nasłuchawszy się głupot od wujków, kolegów i sąsiadów- próbują przejmować aktualnie panujące mody- papugują... Jak kolega powie:"Wypuść karpia, bo jak zabierzesz toś mięsiarz" - to już łykają to hasło jak młode pelikany i... wypuszczają. Czy warto zawsze dręczyć rybę - nawet po kilka razy w roku tę samą?
Czasem dobrze jest zjeść karpia, płotkę , sandacza... etc.
Karasku88 polemika z Tobą jest co najmniej śmieszna i pozbawiona sensu - bynajmniej dla mnie.Dlaczego - bo wyrywasz z kontekstu moje słowa i zdania dopisując przy okazji to czego nie powiedziałem.Tak - ja to powtórzę. Mięsiarzowi jest obojętne " Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak.." Smak, wielkość, okres ochronny, limit jest obojętne. Ważne żeby kasa za zanętę, haczyk itd się zwróciła. Mięsiarz nie łowi w miejscach trudnych technicznie bo straci za dużo sprzętu w postaci haczyków, krętlików itd a to wszystko to dodatkowe koszty niewkalkulowane w pozyskiwanie ryb.
Nigdzie nie napisałem, że o rybności zbiornika świadczy obecność karpi i amurów. Napisałem, że są takie wody a nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze jaka to woda.
" Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz. "
Chyba żartujesz ? Jak dla mnie łów sobie te płotki, krasnopiórki.W tym roku nie byłem i nie zamierzam być na żadnym łowisku. Ogólnie to mało jeżdżę na takie wody. Natomiast zawsze wielką konsternację wywołuje karp złowiony a następnie wypuszczony. Widocznie nikt przy Tobie nigdy nie złowił karpia na wędkę w obecności innych wędkarzy ? Widziałeś ich miny jak karp odpływa z powrotem by być może kiedyś ucieszyć innego karpiarza? Nie - nie widziałeś bo inaczej nigdy tak nie napisałbyś.
Tak ogólnie to piszemy o smaku ryby a nie o tym, że jest czy nie jest w wodzie, złowiony czy nie złowiony na wędkę.Odnieśmy się do smaku tej ryby ze sklepu.JK
Na forum większość to C&R .....a w rzeczywistości ????
Ja mimo że rzadko połakomię się na rybę , od czasu do czasu zabiorę ze sobą jakąś sztuczkę ,ponieważ moja żona wprost przeciwnie ode mnie, przepada za rybami . Ale tak jak piszesz , tutaj praktycznie wszyscy to C&R.:-)A nad wodą bestie...:-)
Karasku88 polemika z Tobą jest co najmniej śmieszna i pozbawiona sensu - bynajmniej dla mnie.Dlaczego - bo wyrywasz z kontekstu moje słowa i zdania dopisując przy okazji to czego nie powiedziałem.Tak - ja to powtórzę. Mięsiarzowi jest obojętne " Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak.." Smak, wielkość, okres ochronny, limit jest obojętne. Ważne żeby kasa za zanętę, haczyk itd się zwróciła. Mięsiarz nie łowi w miejscach trudnych technicznie bo straci za dużo sprzętu w postaci haczyków, krętlików itd a to wszystko to dodatkowe koszty niewkalkulowane w pozyskiwanie ryb.
Nigdzie nie napisałem, że o rybności zbiornika świadczy obecność karpi i amurów. Napisałem, że są takie wody a nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze jaka to woda.
" Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz. "
Chyba żartujesz ? Jak dla mnie łów sobie te płotki, krasnopiórki.W tym roku nie byłem i nie zamierzam być na żadnym łowisku. Ogólnie to mało jeżdżę na takie wody. Natomiast zawsze wielką konsternację wywołuje karp złowiony a następnie wypuszczony. Widocznie nikt przy Tobie nigdy nie złowił karpia na wędkę w obecności innych wędkarzy ? Widziałeś ich miny jak karp odpływa z powrotem by być może kiedyś ucieszyć innego karpiarza? Nie - nie widziałeś bo inaczej nigdy tak nie napisałbyś.
Tak ogólnie to piszemy o smaku ryby a nie o tym, że jest czy nie jest w wodzie, złowiony czy nie złowiony na wędkę.Odnieśmy się do smaku tej ryby ze sklepu.JK
Przecież to były słowa kierowane do tego chłopaka... To przecież on stwierdził ,że lepiej brać płoć znad wody,ale karpia - broń Boże! Jeśli ktoś chce zjeść rybę - to zgodnie z literą prawa- może wziąć każdą, którą złowi, jeżeli jest ona wymiarowa- choć oczywiście tkwi w tym - osobista pułapka na każdego z nas, gdyż każdy ma sentyment do jakiegoś gatunku i może być mu po prostu szkoda zabierać daną rybę do domu w celu konsumpcyjnym.
Karasku88 polemika z Tobą jest co najmniej śmieszna i pozbawiona sensu - bynajmniej dla mnie.Dlaczego - bo wyrywasz z kontekstu moje słowa i zdania dopisując przy okazji to czego nie powiedziałem.Tak - ja to powtórzę. Mięsiarzowi jest obojętne " Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak.." Smak, wielkość, okres ochronny, limit jest obojętne. Ważne żeby kasa za zanętę, haczyk itd się zwróciła. Mięsiarz nie łowi w miejscach trudnych technicznie bo straci za dużo sprzętu w postaci haczyków, krętlików itd a to wszystko to dodatkowe koszty niewkalkulowane w pozyskiwanie ryb.
Nigdzie nie napisałem, że o rybności zbiornika świadczy obecność karpi i amurów. Napisałem, że są takie wody a nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze jaka to woda.
" Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz. "
Chyba żartujesz ? Jak dla mnie łów sobie te płotki, krasnopiórki.W tym roku nie byłem i nie zamierzam być na żadnym łowisku. Ogólnie to mało jeżdżę na takie wody. Natomiast zawsze wielką konsternację wywołuje karp złowiony a następnie wypuszczony. Widocznie nikt przy Tobie nigdy nie złowił karpia na wędkę w obecności innych wędkarzy ? Widziałeś ich miny jak karp odpływa z powrotem by być może kiedyś ucieszyć innego karpiarza? Nie - nie widziałeś bo inaczej nigdy tak nie napisałbyś.
Tak ogólnie to piszemy o smaku ryby a nie o tym, że jest czy nie jest w wodzie, złowiony czy nie złowiony na wędkę.Odnieśmy się do smaku tej ryby ze sklepu.JK
Tak przyglądam się dyskusji i wnioskuje , ze jednak każdy ma własne przekonania.
Jeden wypuści drugi zabierze po co sie kłócić jak zawsze każdy będzie za swoim zdaniem.
Po prostu na siłę nikogo nie uszczęśliwimy.
Nie każdy jest mięsiarzem kto zabiera ryby,jednak za takowego go uważają
Na forum większość to C&R .....a w rzeczywistości ????
Bo wielu z nas to jeszcze dzieciaki- wiekowo albo mentalnie lub co gorsza snoby: nasłuchawszy się głupot od wujków, kolegów i sąsiadów- próbują przejmować aktualnie panujące mody- papugują... Jak kolega powie:"Wypuść karpia, bo jak zabierzesz toś mięsiarz" - to już łykają to hasło jak młode pelikany i... wypuszczają. Czy warto zawsze dręczyć rybę - nawet po kilka razy w roku tę samą?
Czasem dobrze jest zjeść karpia, płotkę , sandacza... etc.
Kto chce to zje rybę kto nie chce nie zje ryby proste
. więc po co te draki???
Karasku88 polemika z Tobą jest co najmniej śmieszna i pozbawiona sensu - bynajmniej dla mnie.Dlaczego - bo wyrywasz z kontekstu moje słowa i zdania dopisując przy okazji to czego nie powiedziałem.Tak - ja to powtórzę. Mięsiarzowi jest obojętne " Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak.." Smak, wielkość, okres ochronny, limit jest obojętne. Ważne żeby kasa za zanętę, haczyk itd się zwróciła. Mięsiarz nie łowi w miejscach trudnych technicznie bo straci za dużo sprzętu w postaci haczyków, krętlików itd a to wszystko to dodatkowe koszty niewkalkulowane w pozyskiwanie ryb.
Nigdzie nie napisałem, że o rybności zbiornika świadczy obecność karpi i amurów. Napisałem, że są takie wody a nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze jaka to woda.
" Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz. "
Chyba żartujesz ? Jak dla mnie łów sobie te płotki, krasnopiórki.W tym roku nie byłem i nie zamierzam być na żadnym łowisku. Ogólnie to mało jeżdżę na takie wody. Natomiast zawsze wielką konsternację wywołuje karp złowiony a następnie wypuszczony. Widocznie nikt przy Tobie nigdy nie złowił karpia na wędkę w obecności innych wędkarzy ? Widziałeś ich miny jak karp odpływa z powrotem by być może kiedyś ucieszyć innego karpiarza? Nie - nie widziałeś bo inaczej nigdy tak nie napisałbyś.
Tak ogólnie to piszemy o smaku ryby a nie o tym, że jest czy nie jest w wodzie, złowiony czy nie złowiony na wędkę.Odnieśmy się do smaku tej ryby ze sklepu.JK
Janusz , więc odnoszę się do smaku i mówię stanowcze nie! , dla mięsa Karpia..:-)
Trzymając się tematu: a co według Was (wędkarzy) jest właściwsze: złowić karpia1,5-2 kg i go zjeść czy kupić takiego samego w centrali rybnej - i w tym samym celu?
Trzymając się tematu: a co według Was (wędkarzy) jest właściwsze: złowić karpia1,5-2 kg i go zjeść czy kupić takiego samego w centrali rybnej - i w tym samym celu?
witam. ja nie zabieram karpi z łowisk na których łowię. pod jakim względem właściwsze? jeśli chodzi o smak to złowiony jak i kupny może być dobry.;)
mi smakowała 7ka
Na mięsiarza nie ma mocnych... i tak walnie taką rybę w łeb i tak... a później jeszcze takie osoby kręcą nosem że nie ma ładnych okazów w zbiornikach. Płotki czy jakieś wzdręgi to rozumiem zabrać ale karpia ?! Taniej wyjdzie kupić w sklepie.
Chłopcze, jako wędkarz powinieneś myśleć zupełnie odwrotnie(chodzi o wytłuszczone zdanie z twojej wypowiedzi). A kto niby jest mięsiarzem? Czy ty w ogóle wiesz co mieści się w kategorii mięsiarstwa czyli innymi słowy: znasz to zjawisko z własnego doświadczenia?
Skoro tak, to może opisz w kilku słowach "mięsiarza"- przez co doprecyzujesz swoją myśl... Jak dotąd bowiem- nie wiadomo tak naprawdę co kryje się w twoim mniemaniu, pod definicją "mięsiarza " czy "mięsiarstwa".
Czy według ciebie- każdy wędkarz, który zjada samodzielnie upolowaną(tak , to nie pomyłka) rybę - jest mięsiarzem?
Zapewne bardzo często jadasz ryby i przetwory z nich zrobione i nawet jeśli nie jadasz ryb w sensie stricte, to bez wątpienia spotykasz się z produktami takimi jak: paluszki rybne , kotlety, ryba po grecku na święta, sałatki z dodatkiem ryby, ryby wędzone... Czy jedząc kiedyś - któryś z podanych zestawów: zastanawiałeś się skąd te ryby pochodzą i, że też musiały zginąć abyś ty, mógł sobie dobrze zjeść? Twój pogląd, (skądinąd bardzo popularny i szeroko propagowany przez pewne środowiska) to jedna wielka eskalacja zakłamania, hipokryzji -i nieledwie oszukiwanie samego siebie w sferze o, której mowa.
Pokrótce odniosę się jeszcze do kwestii obecności "ładnych okazów w zbiorniku" lub ich braku: otóż, to nie jest tak, że jak w danym akwenie żyją duże karpie czy amury - to zbiornik jest rybny- nie są to bowiem populacje lecz sztuczny areał, który ma ubogacić a niestety z czasem również i zastąpić - naturalne populacje, zbyt małe- by móc je odławiać na skalę gospodarczą. Gdyby chcieć wyławiać na potrzeby gospodarcze człowieka ryby np: z danej rzeki, to w przeliczeniu rzeki na hektar - ile należałoby odłowić? Służę odpowiedzią: WSZYSTKIE! Tymczasem , proszę sobie wyobrazić, jaki przyrost roczny w zależności od wielkości zbiornika - dają karpie lub inne ryby hodowlane wpuszczane na siłę do naszych wód?
To imponująca wartość: od 45-295 kg przyrostu rocznego czyli ilość jaką można wyłowić - obojętnie jakim sposobem: siecią , wędką...
Tobie się marzą karpie wielkie jak Smok Wawelski, ponieważ słabo jeszcze odróżniasz naturalny, niewymuszony charakter naszego hobby od inscenizacji serwowanej przez ludzi zajmujących się tzw. "gospodarowaniem wód" a inni chcieliby łowić właśnie duże płocie i wzdręgi; nie znam wędkarza, którego nie skręcałoby z zazdrości - gdy widzi jak inny wędkarz wyciąga z wody wielką płoć czy naprawdę silną jak na warunki fizyczne- krasnopiórę, ale z drugiej strony trudno też znaleźć osobę, która wpadałaby w konsternację widząc karpia złowionego na sztucznie utworzonym do tego celu łowisku: woda jest zwykle nieduża, wszystkie karpie tam znane i dokładnie policzone, poza tym karp jest obecnie dosłownie wszędzie: ulokował się na półce sklepowej, gdzieś pomiędzy szybką przekąską a workiem ziemniaków. W ogóle mało jeszcze wiesz.
Pomijając uszczypliwości, wyczytałem z tego tekstu wiele ciekawych i mądrych poglądów. Ja również karpia postrzegam jako produkt (metodę zarabiania pieniędzy) a nie część naszej, gdzieniegdzie jeszcze pięknej przyrody.
Nie miałem okazji jeść karpia ponad 6 kg. ale te nieco ponad 5 kg. z dobrej wody były smaczne.Do rosołu z karpia dodaję trochę kwasu z kapusty i jem z kluskami z tartych kartofli. Na rosół lepsze są tłuste karpie. Smażony mlecz z karpia jest mniej smaczny ale jest jadalny. Z gotowanej głowy karpia też jest co obgryzać (skrzela trzeba usunąć przed gotowaniem).
Jaki karp według forumowiczów,wagowo jest najsmaczniejszy?
Proponuję brać wszystkie na ile regulamin łowiska pozwala. I próbować.
Za rok, będziesz już wiedział jaki lepszy do wędzenia, jaki na patelnię, czy na kotlety.
Pamiętaj że każdy ma inny gust. I jak sam nie spróbujesz nie będziesz wiedział.
Jaki karp jest najsmaczniejszy?
Jeżeli ktoś lubi karpia to pęłnołuski, pól dziki, z zaporówki lub z rzeki górskiej.