WITAM WSZYSTKICH KOLEGÓW Z KOŁA MIEJSKIEGO NR 21 W SĘPÓLNIE KRAJEŃSKIM . PISZĘ DO WAS W SPRAWIE JEZIORA PIASZCZYNEK , KTÓRE W WYNIKU UTRATY DZIERŻAWY PRZE OPZW BYDGOSZCZ W ROKU 2009 Z ATRAKCYJNEGO ŁOWISKA , STAŁO SIĘ WYRZUCONYM POZA NAWIAS NIEUŻYTKIEM . AKWEN TEN JEST WŁASNOŚCIĄ PARAFII KATOLICKIEJ ( WCALE NIE "KSIĘDZA " JAK TO NIEKTÓRZY MÓWIĄ ) I POJAWIŁ SIĘ NAWET PLAN JEGO WYKUPU CELEM ODDANIA GO W RĘCE KOŁA WĘDKARSKIEGO W SĘPÓLNIE - NIESTETY PROJEKT TEN PRAWDOPODOBNIE NIGDY NIE ZOSTANIE ZREALIZOWANY PONIEWAŻ WŁADZE SĘPÓLNA ZAPOMNIAWSZY O NALEŻYTEJ OCHRONIE KRAJEŃSKIEJ PRZYRODY - OBECNIE ANGAŻUJĄ SIĘ W ROZWÓJ INFRASTRUKTURY JEZIORA SĘPOLEŃSKIEGO ( AMFITEATR , KAWIARNIA NA WODZIE , MOLO ITP ) JAK SĄDZICIE :CO BĘDZIE Z PIERŚCIONKIEM , JAKI LOS SPOTKA TO NIEGDYŚ BARDZO CIEKAWE I RYBNE JEZIORO ?? MOŻE WARTO BYŁOBY SPORZĄDZIĆ PETYCJĘ DO BURMISTRZA SĘPÓLNA KRAJEŃSKIEGO - O PODJĘCIE OSTATECZNEJ DECYZJI W KWESTII ZAGOSPODAROWANIA JEZIORA PRZEZ NASZE SĘPOLEŃSKIE KOŁO ?? PISZCIE CO O TYM SĄDZICIE .POZDRAWIAM .
Kloego podjąłeś ciekawy temat, lecz boje się że poprzeczka jest zbyt wysoko zawieszona.
Apele, petycje i inne odnośniki w sprawie jęziora tu nic nie pomogą.
Za wysokie progi dla zwykłego szarego człeka.
Pozdrawiam..........
Niestety muszę się z kolegą zgodzić, ale uważam również, ze taki stan rzeczy jest wynikiem wieloletniego przyzwolenia nas, prywatnych osób, czy aktywnych grupek próbujących coś pozytywnego wywalczyć tzw. "marmurem władzy", na jego bierność. O ile nawet łaskawie władza opuści oczy i dostrzeże te osoby czy ich działania, to postrzega je jako akty wichrzycielstwa i prowokacji, nie zaś próby pozytywnego działania społecznego. Przez kilkadziesiąt lat wszyscy podchodziliśmy i podchodzimy nadal do tego tak, że po co to robić, skoro i tak się nic nie da załatwić. I właśnie tego ten beton na górze chciał i do tego dążył a my, poprzez swoje zrezygnowanie i zniechęcenie pozwoliliśmy i nadal w wielu przypadkach pozwalamy na bezczynność. Myślę, że jeżeli zebrała by się grupa upartych ludzi, chcących osiagnąć swój cel, potrafiąca zaangażować również środki finansowe (np. na opłacenie prawnika, który sporządzi odpowiednią petycję zawierającą odnośniki do aktów prawnych, również dotyczących braku odpowiedzi ze strony organów do których adresowane są petycje - czasami wystarczy rzucić kilkoma mądrymi, trudnymi czy bardziej niezrozumiałymi wyrazami, rzucić kilka paragrafów i się nóżki niektórym uginają) to spokojnie mogą wywalczyć swoje. W zasadzie to jest potężna grupa takich ludzi. Członkowie PZW. I do tego celu PZW zostało powołane wiele lat temu. Ale tam gdzie stanowiska, gdzie podziały terytorialne i hierarchiczne, gdzie możliwość podejmowania decyzji, mających skutki finansowe (w większości przypadków pozytywne) u niektórych osób czy grup, tam wchodzi w grę polityka i inne ciemne strony życia publicznego. I z potężnego związku społeczności zorganizowanej poprzez wspólne zainteresowania zrodziła się karykatura członkostwa "przymuszonego", bo gdzie mam należeć jak nie do PZW, które ma pod sobą większość wód w tym kraju, a z drugiej strony dewiacja i swego rodzaju patologia społeczna w postaci reprezentowania tak szerokiej grupy wędkarzy przez garstkę wybrańców (co gorsza wybranych przez wędkarzy wśród wędkarzy) z definicji jak widać umoczonych w jakieś brudne sprawy i wykazujących całkowitą niemoc jeżeli chodzi o obronę interesów braci wędkarskiej oraz należytą ochronę wód i jej zasobów w tym jakże pięknym JESZCZE kraju. No cóż ale jak widać kilkaset tysięcy aktywnych członków jednego z największych związków społecznych w kraju to za mało, aby wpłynąć na decyzje polityków i kolejnych rządów i ustawodawców. A może wystarczy spróbować? Tylko żeby spróbować, trzeba chcieć to zrobić. A żeby chcieć, trzeba mieć bodziec. A jak to było przez ostatnie 50 lat, najlepszym bodźcem są bilety... :)
Smutną prawdą jest fakt iż nasze wody chronione są przed kłusolami w
niedostateczny sposób .Rozgoryczenie i smutek przybiera jednak na sile
gdy uzmysłowimy sobie przyczynę takiego stanu rzeczy . Zatem : dlaczego
polskie wody ( choć liczne i przyciągające nas niczym magnes ) nadal w
zuchwały sposób , trzebione są przez przez te nadwodne hieny o
barbarzyńskich kształtach ? Odpowiedź wydaje się być prosta i kwi ona
nawet w znanym powiedzonku "kiedy nie wiadomo o co chodzi to wiadomo że
chodzi oczywiście o pieniądze . Otóż Państwowa Straż Rybacka ma nadal
wciąż zbyt mało środków " na walkę z kłusownictwem - zjawiskiem wybitnie
szkodliwym lecz w krajach wysoko rozwiniętych praktycznie wyplenionym .
Ponadto należy wziąć pod uwagę fakt iż zawód strażnika rybackiego - to
zawód tyleż niewdzięczny i niebezpieczny co niedoceniany . Subtelne
dokonania i drobne sukcesy lokalnych strażników - często są zupełnie
niewidoczne na tle dziczy jaka odbywa się nad wodą za sprawą
kłusowniczej hałastry - a dzieje się tak głównie z powodu braku środków i
ludzi wykwalifikowanych w ściganiu przestępców .
Masz rację, ale Straż to tylko organ ścigania, tak jak policja. Może ukarać ale tylko mandatem, coś grubszego musi trafić do sądu a tam już sędzia lub sędzina wędkarzem nie musi być i w większości wypadków nie jest. A że jeszcze niedawno kłusownictwo wodne było wykroczeniem, to przeważnie ocena szkodliwości czynu była subiektywna i od kary odstępowano. Teraz może się to zmienić, bo kłusownictwo to już przestępstwo. O tyle może być lepiej, że wchodzi w grę recydywa. Nie liczę na to, że ta zmiana kwalifikacji czynu powstrzyma kłusowników przez kłusowaniem, niemniej jednak za recydywę może już dostać odwieszenie zawiasów i poważniejszą grzywnę, a najważniejsze jest to, że przestępstwo jest ścigane z urzędu i nie podlega ocenie szkodliwości czynu. W takiej np Hiszpanii jak jedziesz łowić to musisz zapłacić, jak na polskie warunki wcale nie mało, ale i tak lepiej to zrobić, bo jak Cie złapie straż, a są nad wodami dużo częściej niż u nas, to masz taką grzywnę, ze głowa mała. ALe jak widać warto. Poza tym jak nie masz z czego zapłacić, to powinno być do odpracowania i to po bardzo zaniżonych stawkach godzinowych. Zobacz jak sobie Anglia poradziła z kibicami. Jak był problem tak nagle zniknął. Ale kamery to raz, a druga rzecz o grzywna. Za wejście na murawę, za rozwalenie krzesełka za wandalizm... za każde coś 1500 funtów. I porządek jest. Jakby u nas kary były odpowiednio wysokie i przede wszystkim wymierzane i ściągane to by było ok. Ale u nas ciężko z wymierzaniem sprawiedliwości, niestety.
"AKWEN TEN JEST WŁASNOŚCIĄ PARAFII KATOLICKIEJ ( WCALE NIE "KSIĘDZA " JAK
TO NIEKTÓRZY MÓWIĄ )"
I tutaj dla kolegów mogła być być szansa. Można się zwyczajnie dogadać, pomóc zagospodarować ten akwen w taki sposób żeby wszyscy byli zadowoleni. Parafia skorzysta - mając nawet niewielki dochód a i wędkarze, za niewielką odpłatnością (lub wspólnym gospodarzeniem) zyskają, jak pisze zrakdęw - ciekawe łowisko. Nie potrzeba O PZW w Bydgoszczy tylko kilku zapaleńców z Waszego koła, jasne i czytelne warunki z właścicielem i łowisko zachowane a i zadbane. Stare przysłowie mówi: "jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze". A może proboszcz tej parafii jest zapalonym wędkarzem, a może niejeden parafianin kocha wędkarstwo (na razie np. nielegalnie) ale z Waszą pomocą może stać się najgorliwszym społecznym strażnikiem. W parafii jest też młodzież, dzieci - one uwielbiają przygodę a i przyrodę.
Na zakończenie sorki, że się wtrącam, nie będąc nawet mieszkańcem Waszych okolic, jednak zauroczyło mnie zdjęcie zamieszczone przez zrakdęw, w jego poście. Za pewną opłatą, jak już zdobędziecie to łowisko, sam pokuszę się do Was wybrać. Pozdrawiam
WITAM WSZYSTKICH KOLEGÓW Z KOŁA MIEJSKIEGO NR 21 W SĘPÓLNIE KRAJEŃSKIM . PISZĘ DO WAS W SPRAWIE JEZIORA PIASZCZYNEK , KTÓRE W WYNIKU UTRATY DZIERŻAWY PRZE OPZW BYDGOSZCZ W ROKU 2009 Z ATRAKCYJNEGO ŁOWISKA , STAŁO SIĘ WYRZUCONYM POZA NAWIAS NIEUŻYTKIEM . AKWEN TEN JEST WŁASNOŚCIĄ PARAFII KATOLICKIEJ ( WCALE NIE "KSIĘDZA " JAK TO NIEKTÓRZY MÓWIĄ ) I POJAWIŁ SIĘ NAWET PLAN JEGO WYKUPU CELEM ODDANIA GO W RĘCE KOŁA WĘDKARSKIEGO W SĘPÓLNIE - NIESTETY PROJEKT TEN PRAWDOPODOBNIE NIGDY NIE ZOSTANIE ZREALIZOWANY PONIEWAŻ WŁADZE SĘPÓLNA ZAPOMNIAWSZY O NALEŻYTEJ OCHRONIE KRAJEŃSKIEJ PRZYRODY - OBECNIE ANGAŻUJĄ SIĘ W ROZWÓJ INFRASTRUKTURY JEZIORA SĘPOLEŃSKIEGO ( AMFITEATR , KAWIARNIA NA WODZIE , MOLO ITP ) JAK SĄDZICIE :CO BĘDZIE Z PIERŚCIONKIEM , JAKI LOS SPOTKA TO NIEGDYŚ BARDZO CIEKAWE I RYBNE JEZIORO ?? MOŻE WARTO BYŁOBY SPORZĄDZIĆ PETYCJĘ DO BURMISTRZA SĘPÓLNA KRAJEŃSKIEGO - O PODJĘCIE OSTATECZNEJ DECYZJI W KWESTII ZAGOSPODAROWANIA JEZIORA PRZEZ NASZE SĘPOLEŃSKIE KOŁO ?? PISZCIE CO O TYM SĄDZICIE .POZDRAWIAM .
Kloego podjąłeś ciekawy temat, lecz boje się że poprzeczka jest zbyt wysoko zawieszona.
Apele, petycje i inne odnośniki w sprawie jęziora tu nic nie pomogą.
Za wysokie progi dla zwykłego szarego człeka.
Pozdrawiam..........
Kloego podjąłeś ciekawy temat, lecz boje się że poprzeczka jest zbyt wysoko zawieszona.
Apele, petycje i inne odnośniki w sprawie jęziora tu nic nie pomogą.
Za wysokie progi dla zwykłego szarego człeka.
Pozdrawiam..........
Niestety muszę się z kolegą zgodzić, ale uważam również, ze taki stan rzeczy jest wynikiem wieloletniego przyzwolenia nas, prywatnych osób, czy aktywnych grupek próbujących coś pozytywnego wywalczyć tzw. "marmurem władzy", na jego bierność. O ile nawet łaskawie władza opuści oczy i dostrzeże te osoby czy ich działania, to postrzega je jako akty wichrzycielstwa i prowokacji, nie zaś próby pozytywnego działania społecznego. Przez kilkadziesiąt lat wszyscy podchodziliśmy i podchodzimy nadal do tego tak, że po co to robić, skoro i tak się nic nie da załatwić. I właśnie tego ten beton na górze chciał i do tego dążył a my, poprzez swoje zrezygnowanie i zniechęcenie pozwoliliśmy i nadal w wielu przypadkach pozwalamy na bezczynność. Myślę, że jeżeli zebrała by się grupa upartych ludzi, chcących osiagnąć swój cel, potrafiąca zaangażować również środki finansowe (np. na opłacenie prawnika, który sporządzi odpowiednią petycję zawierającą odnośniki do aktów prawnych, również dotyczących braku odpowiedzi ze strony organów do których adresowane są petycje - czasami wystarczy rzucić kilkoma mądrymi, trudnymi czy bardziej niezrozumiałymi wyrazami, rzucić kilka paragrafów i się nóżki niektórym uginają) to spokojnie mogą wywalczyć swoje. W zasadzie to jest potężna grupa takich ludzi. Członkowie PZW. I do tego celu PZW zostało powołane wiele lat temu. Ale tam gdzie stanowiska, gdzie podziały terytorialne i hierarchiczne, gdzie możliwość podejmowania decyzji, mających skutki finansowe (w większości przypadków pozytywne) u niektórych osób czy grup, tam wchodzi w grę polityka i inne ciemne strony życia publicznego. I z potężnego związku społeczności zorganizowanej poprzez wspólne zainteresowania zrodziła się karykatura członkostwa "przymuszonego", bo gdzie mam należeć jak nie do PZW, które ma pod sobą większość wód w tym kraju, a z drugiej strony dewiacja i swego rodzaju patologia społeczna w postaci reprezentowania tak szerokiej grupy wędkarzy przez garstkę wybrańców (co gorsza wybranych przez wędkarzy wśród wędkarzy) z definicji jak widać umoczonych w jakieś brudne sprawy i wykazujących całkowitą niemoc jeżeli chodzi o obronę interesów braci wędkarskiej oraz należytą ochronę wód i jej zasobów w tym jakże pięknym JESZCZE kraju. No cóż ale jak widać kilkaset tysięcy aktywnych członków jednego z największych związków społecznych w kraju to za mało, aby wpłynąć na decyzje polityków i kolejnych rządów i ustawodawców. A może wystarczy spróbować? Tylko żeby spróbować, trzeba chcieć to zrobić. A żeby chcieć, trzeba mieć bodziec. A jak to było przez ostatnie 50 lat, najlepszym bodźcem są bilety... :)
Pozdrawiam
Warun
Smutną prawdą jest fakt iż nasze wody chronione są przed kłusolami w niedostateczny sposób .Rozgoryczenie i smutek przybiera jednak na sile gdy uzmysłowimy sobie przyczynę takiego stanu rzeczy . Zatem : dlaczego polskie wody ( choć liczne i przyciągające nas niczym magnes ) nadal w zuchwały sposób , trzebione są przez przez te nadwodne hieny o barbarzyńskich kształtach ? Odpowiedź wydaje się być prosta i kwi ona nawet w znanym powiedzonku "kiedy nie wiadomo o co chodzi to wiadomo że chodzi oczywiście o pieniądze . Otóż Państwowa Straż Rybacka ma nadal wciąż zbyt mało środków " na walkę z kłusownictwem - zjawiskiem wybitnie szkodliwym lecz w krajach wysoko rozwiniętych praktycznie wyplenionym . Ponadto należy wziąć pod uwagę fakt iż zawód strażnika rybackiego - to zawód tyleż niewdzięczny i niebezpieczny co niedoceniany . Subtelne dokonania i drobne sukcesy lokalnych strażników - często są zupełnie niewidoczne na tle dziczy jaka odbywa się nad wodą za sprawą kłusowniczej hałastry - a dzieje się tak głównie z powodu braku środków i ludzi wykwalifikowanych w ściganiu przestępców .
Masz rację, ale Straż to tylko organ ścigania, tak jak policja. Może ukarać ale tylko mandatem, coś grubszego musi trafić do sądu a tam już sędzia lub sędzina wędkarzem nie musi być i w większości wypadków nie jest. A że jeszcze niedawno kłusownictwo wodne było wykroczeniem, to przeważnie ocena szkodliwości czynu była subiektywna i od kary odstępowano. Teraz może się to zmienić, bo kłusownictwo to już przestępstwo. O tyle może być lepiej, że wchodzi w grę recydywa. Nie liczę na to, że ta zmiana kwalifikacji czynu powstrzyma kłusowników przez kłusowaniem, niemniej jednak za recydywę może już dostać odwieszenie zawiasów i poważniejszą grzywnę, a najważniejsze jest to, że przestępstwo jest ścigane z urzędu i nie podlega ocenie szkodliwości czynu. W takiej np Hiszpanii jak jedziesz łowić to musisz zapłacić, jak na polskie warunki wcale nie mało, ale i tak lepiej to zrobić, bo jak Cie złapie straż, a są nad wodami dużo częściej niż u nas, to masz taką grzywnę, ze głowa mała. ALe jak widać warto. Poza tym jak nie masz z czego zapłacić, to powinno być do odpracowania i to po bardzo zaniżonych stawkach godzinowych. Zobacz jak sobie Anglia poradziła z kibicami. Jak był problem tak nagle zniknął. Ale kamery to raz, a druga rzecz o grzywna. Za wejście na murawę, za rozwalenie krzesełka za wandalizm... za każde coś 1500 funtów. I porządek jest. Jakby u nas kary były odpowiednio wysokie i przede wszystkim wymierzane i ściągane to by było ok. Ale u nas ciężko z wymierzaniem sprawiedliwości, niestety.
Pozdrawiam
Warun
"AKWEN TEN JEST WŁASNOŚCIĄ PARAFII KATOLICKIEJ ( WCALE NIE "KSIĘDZA " JAK TO NIEKTÓRZY MÓWIĄ )"
I tutaj dla kolegów mogła być być szansa. Można się zwyczajnie dogadać, pomóc zagospodarować ten akwen w taki sposób żeby wszyscy byli zadowoleni. Parafia skorzysta - mając nawet niewielki dochód a i wędkarze, za niewielką odpłatnością (lub wspólnym gospodarzeniem) zyskają, jak pisze zrakdęw - ciekawe łowisko.
Nie potrzeba O PZW w Bydgoszczy tylko kilku zapaleńców z Waszego koła, jasne i czytelne warunki z właścicielem i łowisko zachowane a i zadbane.
Stare przysłowie mówi: "jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze".
A może proboszcz tej parafii jest zapalonym wędkarzem, a może niejeden parafianin kocha wędkarstwo (na razie np. nielegalnie) ale z Waszą pomocą może stać się najgorliwszym społecznym strażnikiem. W parafii jest też młodzież, dzieci - one uwielbiają przygodę a i przyrodę.
Na zakończenie sorki, że się wtrącam, nie będąc nawet mieszkańcem Waszych okolic, jednak zauroczyło mnie zdjęcie zamieszczone przez zrakdęw, w jego poście. Za pewną opłatą, jak już zdobędziecie to łowisko, sam pokuszę się do Was wybrać.
Pozdrawiam