Reklama
  • rygiel2011-08-07 11:53:49

    KAPRYŚNE RYBY.


    Tuż przed świtem jestem nad Wisłą,Rozkładam sprzęt i siadam przed rozłożystym krzakiem, który częściowo zanurzony jest w wodzie wstrzymując wsteczny prąd odchodzącego nurtu. Wrzucam do wody garść grochu i wstawiam na pograniczu nurtu zestaw przystawkowy z grochem na haczyku miejscu tym woda utworzyła rynienkę o głębokości około 2,5 metra.Po upływie nie spełna pół godzinie spławik majestatycznie zanurzając się odjeżdża w nurt. Zacinam niezbyt śpiesznie czekając aż ryba dokładnie weźmie groch w pyszczek. Reakcja ryby jest dziwna otóż zamiast swoim zwyczajem uciekać w nurt zaczęła uparcie przeć pod krzak na bez mała pół metrową wodę. Rybą okazał się dwu i pół kilowy leszcz, ale dziwne jest to, że wszystkie ryby (płocie,klenie,krąpie)które brały w tym miejscu uparcie uciekały na płyciznę.

    Słonko zaczęło już wschodzić po drugiej stronie Wisły,kiedy przyszedł mój stery znajomy wędkarz.

    Siada za krzakiem(chce złowić parę kiełbi na klenia)głębokość wody w tym miejscu 70cm.Nahaczyk zakłada jednego małego czerwonego robaczka spławik na wpół leżąco.Po zaledwie chwilce branie i piękny leszcz ląduje na brzegu za moment jeszcze jeden.


    Każdemu, kto zobaczyłby miejsce, w którym on łowił nawet przez myśl by nie przeszło żeby się tam zatrzymać i łowić A jednak???

    Następnego dnia jak zwykle idę na swoją miejscówkę przed krzakiem. Mija pół godziny nic mija godzina i nic. Zmieniam miejsce i siadam za krzakiem na miejscu znajomego. Mija następna godzina i dalej nic.Po około tygodniu ryby wróciły i brały już normalnie.



Reklama
Reklama