Mija rok od kiedy zacząłem moją przygodę wędkarską. Mój pierwszy ‘sukces’ odniosłem 29 stycznia 2011 na plażach półwyspu Pointe Denis naprzeciw Libreville w Gabonie. Mogę powiedzieć śmiało, że jestem zupełnie początkującym wędkarzem. O Pointe Denis chodzą różne zdania, wielu mówi, że nic lub prawie nic tam nie ma, przeciwnie niektórzy uważają, że można tu złapać dorodne okazy. Chyba, jak zawsze, prawda leży pośrodku. Ponieważ zawsze pociągał mnie spinning postanowiłem właśnie tam spróbować pierwszych sił. Pierwsze popołudnie nie było udane – nic. Drugiego dnia rano ok. 9 wybrałem się w stronę oceanu. Jako przynętę założyłem ośmiogramową błystkę z dodatkowym 20 gramowym ciężarkiem coby wykorzystać moc wędki i dalej móc rzucić. Wędka 3m 15-40 lb i lure 2-8 oz, kołowrotek Okuma Lancet 80 z żyłką 40 lb. Dla polskiego wędkarza może wydać się superpancerny sprzęt ale nie tutaj. Karanks lub barrakuda 8-10 kilowe bez większego problemu się uwalniają, o czym się przekonałem parę miesięcy później.
Tak więc uzbrojony poszedłem rzucać. Na początku nic ale po kilkunastu minutach kiedy już w głowie przechodziły mi myśli, że jednak nic, szarpnięcie, lekko wygięło wędkę, którą z podniecenia oburącz chwyciłem i usłyszałem głos znajomego ‘Masz rybę, bierz, bierz bierz !’ no to i zacząłem ściągać. Walka krótka, prawie żadna, bo i okaz nietęgi, jak się okazało kilogramowy Karanks Żółtopłetwy. Ale ile miałem radości, moja pierwsza ryba! Po miesiącu jeszcze raz tam pojechałem i … ale o tym innym razem;]
Mija rok od kiedy zacząłem moją przygodę wędkarską. Mój pierwszy ‘sukces’ odniosłem 29 stycznia 2011 na plażach półwyspu Pointe Denis naprzeciw Libreville w Gabonie. Mogę powiedzieć śmiało, że jestem zupełnie początkującym wędkarzem. O Pointe Denis chodzą różne zdania, wielu mówi, że nic lub prawie nic tam nie ma, przeciwnie niektórzy uważają, że można tu złapać dorodne okazy. Chyba, jak zawsze, prawda leży pośrodku. Ponieważ zawsze pociągał mnie spinning postanowiłem właśnie tam spróbować pierwszych sił. Pierwsze popołudnie nie było udane – nic. Drugiego dnia rano ok. 9 wybrałem się w stronę oceanu. Jako przynętę założyłem ośmiogramową błystkę z dodatkowym 20 gramowym ciężarkiem coby wykorzystać moc wędki i dalej móc rzucić. Wędka 3m 15-40 lb i lure 2-8 oz, kołowrotek Okuma Lancet 80 z żyłką 40 lb. Dla polskiego wędkarza może wydać się superpancerny sprzęt ale nie tutaj. Karanks lub barrakuda 8-10 kilowe bez większego problemu się uwalniają, o czym się przekonałem parę miesięcy później.
Tak więc uzbrojony poszedłem rzucać. Na początku nic ale po kilkunastu minutach kiedy już w głowie przechodziły mi myśli, że jednak nic, szarpnięcie, lekko wygięło wędkę, którą z podniecenia oburącz chwyciłem i usłyszałem głos znajomego ‘Masz rybę, bierz, bierz bierz !’ no to i zacząłem ściągać. Walka krótka, prawie żadna, bo i okaz nietęgi, jak się okazało kilogramowy Karanks Żółtopłetwy. Ale ile miałem radości, moja pierwsza ryba! Po miesiącu jeszcze raz tam pojechałem i … ale o tym innym razem;]
jeszcze jedna fotka tegoż karanksa
Gratuluje. zawsze bardziej egzotycznie niz polskie płoteczki ;)
dzięki;]