Ot takie pytanie do wędkarskiej braci o podejście do tradycji bo w mediach szum co do handlu tzw. żywym karpiem. Ja od razu wypowiadam się, że karpi nie jadam, a na stole wigilijnym pojawi się kilka okoni (woda ciągle wysoka i mętna na rzece) bądź śledź.
Podobno ta tradycja powstała z biedy. W dawnych czasach na stołach królowały ryby morskie lub sandacze. Nastały ciężkie czasy i na stołach pojawił się stosunkowo tani karp. No i tak zostało... tak czytałem..
Ludzie kupują żywe karpie i jedzą je, dlatego że są smaczne, gdyby na Walentego były w sklepach smaczne karpie, to narodziłaby się nowa tradycja. Zamiast żywych karpi, można przywozić do sklepu zabite kilka godzin wcześniej ryby. Ważne żeby ryba była świeża, bo te zaklejone w folii, z kilkudniowym terminem ważności są czymś zatrute i smakują jak klej do tapet.
No poniekąd właśnie o tego typu wypowiedzi mi chodzi bo wątek założyłem z czystej ciekawości. Karp jako gatunek mało mnie interesuje pod względem wędkarskim, a co do kulinariów nie lubię jadać karpiowatych poza marynowaną płocią Tatuśka co mi się zdarzy raz na dwa trzy lata.
Prawdziwą staropolską wigilijną rybka był śledzik. A karpik go zastąpił gdyż po wojnie było zbyt mało kutrów rybackich itd, i był problem ze śledziem wigilijnym. I śląski żyd, chcąc zarobić mimo ze śledzi na sprzedaż nie miał. Wpierał kobietom że Wigilia to takie wyjątkowe święta, ze i można podać wyjątkowa rybkę zwaną karp. http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/726467,karp-pozarl-nam-sledzia-na-bezrybiu-w-swieta,id,t.html?cookie=1
U mnie na stole wigilijnym zgodnie z tradycją króluje śledzik. :-)
Karpi nie kupuję są znacznie bardziej wartościowe i smaczniejsze gatunki. Nie szukam i nie dociekam w internetach czy gdzieś indziej historii tej tradycji. Jest to moja własna decyzja.
No cóż, tradycja w kady domu na wuigilijnym stole może być ina i nie zawsze obowiązkowym punktem aa być karp- op prostu generalnie ryba. Akurat nie rozumiem całego medialnego szumu zwiazanego z karpiem, u nas np: jada się dorsza.
Ot takie pytanie do wędkarskiej braci o podejście do tradycji bo w mediach szum co do handlu tzw. żywym karpiem. Ja od razu wypowiadam się, że karpi nie jadam, a na stole wigilijnym pojawi się kilka okoni (woda ciągle wysoka i mętna na rzece) bądź śledź.
Podobno ta tradycja powstała z biedy. W dawnych czasach na stołach królowały ryby morskie lub sandacze. Nastały ciężkie czasy i na stołach pojawił się stosunkowo tani karp. No i tak zostało... tak czytałem..
Ludzie kupują żywe karpie i jedzą je, dlatego że są smaczne, gdyby na Walentego były w sklepach smaczne karpie, to narodziłaby się nowa tradycja. Zamiast żywych karpi, można przywozić do sklepu zabite kilka godzin wcześniej ryby. Ważne żeby ryba była świeża, bo te zaklejone w folii, z kilkudniowym terminem ważności są czymś zatrute i smakują jak klej do tapet.
No poniekąd właśnie o tego typu wypowiedzi mi chodzi bo wątek założyłem z czystej ciekawości. Karp jako gatunek mało mnie interesuje pod względem wędkarskim, a co do kulinariów nie lubię jadać karpiowatych poza marynowaną płocią Tatuśka co mi się zdarzy raz na dwa trzy lata.
Prawdziwą staropolską wigilijną rybka był śledzik. A karpik go zastąpił gdyż po wojnie było zbyt mało kutrów rybackich itd, i był problem ze śledziem wigilijnym. I śląski żyd, chcąc zarobić mimo ze śledzi na sprzedaż nie miał. Wpierał kobietom że Wigilia to takie wyjątkowe święta, ze i można podać wyjątkowa rybkę zwaną karp.
http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/726467,karp-pozarl-nam-sledzia-na-bezrybiu-w-swieta,id,t.html?cookie=1
U mnie na stole wigilijnym zgodnie z tradycją króluje śledzik. :-)
ja lubie lowic karpie ale na stole wigilijnym bedzie dorsz
Karpi nie kupuję są znacznie bardziej wartościowe i smaczniejsze gatunki. Nie szukam i nie dociekam w internetach czy gdzieś indziej historii tej tradycji. Jest to moja własna decyzja.
Karpie jadm czasami , a na wigilie to tylko u rodziców bo smak nie powtarzalny nigdy nie udało mi się go samemu powtórzyć.
A sam najczęsie jadam u siebie szczupaka ot taka moja własna tradycja.
No cóż, tradycja w kady domu na wuigilijnym stole może być ina i nie zawsze obowiązkowym punktem aa być karp- op prostu generalnie ryba. Akurat nie rozumiem całego medialnego szumu zwiazanego z karpiem, u nas np: jada się dorsza.