Reklama
  • apatina2009-03-07 20:38:06

    Pewnego majowego popołudnia wybrałem się rowerem nad moją ukochaną rzeczkę Radunię. Jadąc rozmyślałem o tym , jaką taktykę łowiecką założyć ,
    żeby złowić jakąś rybę . W końcu dojechałem , kiedy rozłożyłem sprzęt i wszystko było gotowe zacząłem łowić . Po jakimś czasie stanąłem na kamieniu , który wynurzał się z wody i wtem pod małym drzewkiem w cieniu zobaczyłem "frędzelek" na wodzie . Wiadomo o co chodziło . Natychmiast wprawnym rzutem posłałem woblerka w ten wodny " frędzelek " . Poczułem
    opór , aha czyli ryba uderzyła . I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby fakt, iż
    ryba prawie nie walczyła . Zaczęła dopiero " ruszać się pod powierzchnią wody " .
    Zadowolony wyjąłem rybę , był to mój to pierwszy klonek . Byłem szczęśliwy tak
    jak uczeń , który dostał świadectwo końcowe i udał się na pragnone wakacje.
    Trzumając rybkę w dłoniach cieszyłem się , a tu nagle przypływ sił witalnych,
    hyc i do wody . Stałem jak sparaliżowany, nie wiedziałem co mam zrobić . Ohydna gorycz porażki. Nie wiem może nie chciał nieproszonych gości , może przerwałem klonkowi poobiednią sjestę? Nie wiem co tam ryba ma w głowie.


    Każdy kleń ma w genach cwaniactwo. Nie daj się przechytrzyć.



Reklama
Reklama