Reklama
  • pawko2232012-03-05 16:05:38

    W okresie ochronnym troci występuje tzw. legalne kłusownictwo w dorzeczu Parsęty. Chodzi mi tutaj o takie rzeki jak: Leszczynka, Liśnica, Leśnica i Chotla. Te rzeki są dobrze osłonięte lasem, co stwarza raj dla kłusowników. Przykładowo na Leszczynce w okolicach Klępina - wytwórnia asfaltu, szczególnie okres przedświąteczny tłuką prądem co się da lub w okolicach Modrolasu i Bukówka (były obóz jeńców alianckich). Jakim problemem jest, aby w tym okresie Listopad - Grudzień zwiększyć patrole w tym rejonie? Piękne pstrągowe rzeki, a w okresie zimowym wytłuczone prądem i innymi mechanizmami kłusownictwa. Naprawdę szkoda. 

  • tstaros 2012-03-05 18:20:46

    Kolego,

    a czy na przykład powiadomiłeś o przypadkach kłusownictwa PSR, policję?

  • str 2012-03-05 18:32:55

    Proponuję stronę (nie wiem, czy to nie jest na tym portalu zabronione) fors.com.pl - na przykład, skontaktować się z OSA.

    Chłopaki nieźle sobie radzą.

    Pozdrawiam P.B.

  • Forum wedkuje.pl 2012-03-05 18:40:39

    "jarek gdzie twoje strażniki?"

  • Reklama
  • pawko223 2012-11-06 18:39:44

    Ile w tym roku wykusują? Zbliża się najlepszy okres dla kłusowników. Listopad i Grudzień. W lesie, gdzie płynie Leszczynka, Leśnica - Liśnica i Chotla głucho, ciemno, bez żadnej kontroli, szczególnie okolice Modrolasu - Klępina.

  • ZanderHunter 2013-12-02 19:37:40

    Ręce opadają jak coś takiego człowiek słyszy!!!...:


    ....Urządzenie, którym posługiwali się kłusownicy, miało moc 40 amperów. Wybijali w wodzie wszystko, co żyło – ryby, ssaki. Po czymś takim rzeka jest wyjałowiona w stu procentach, a straty te trudno wycenić...

    ...Wcześniej za pomocą prądu uśmiercili 42 kilogramy ryb. Tym razem mieli już w worku 16 kilogramów, w tym 6 samic pełnych ikry!!!...


    27 minut temu Wędrował przez rzekę z akumulatorem na plecach. Zabijał wszystkie ryby

    Od po­cząt­ku se­zo­nu ochron­ne­go ryb ło­so­sio­wa­tych za­trzy­ma­li 13 kłu­sow­ni­ków. Ostat­ni wę­dro­wał przez rzekę z aku­mu­la­to­rem na ple­cach. Za­bi­jał wszyst­ko na swej dro­dze - in­for­mu­je "Głos Ko­sza­liń­ski".

    60-letni Zygmunt G. łowił ryby podbierakiem po uprzednim porażeniu ich prądem. Mężczyznę przekazano świdwińskiej policji, grozi mu do 2 lat za kratami Foto: osa / Onet

    Człon­ko­wie Od­mło­dzo­nej Sek­cji An­ty­kłu­sow­ni­czej (OSA) dzia­ła­ją od trzech lat. Są grupą Stra­ży Ry­bac­kiej po­wia­tu ko­sza­liń­skie­go, wy­spe­cja­li­zo­wa­ną w walce z rzecz­nym kłu­sow­nic­twem. – W pierw­szych dwóch la­tach dzia­łal­no­ści udało nam się za­trzy­mać trzy­dzie­stu czte­rech kłu­sow­ni­ków. Od 1 paź­dzier­ni­ka tego roku ko­lej­nych trzy­na­stu – mówi An­drzej Za­włoc­ki, szef OSY.

    REKLAMA

    Straż­ni­cy dzia­ła­ją w do­rze­czu Par­sę­ty i Wie­przy. – Co roku, tylko w samym do­rze­czu Par­sę­ty, ofia­rą kłu­sow­ni­ków pada kilka ton ryb szla­chet­nych – mówi pre­zes OSY. Ło­so­sie, tro­cie, wie­dzio­ne gło­sem na­tu­ry, po­ko­nu­ją dzie­siąt­ki ki­lo­me­trów, aby do­trzeć do celu swo­jej wę­drów­ki: do tar­lisk roz­miesz­czo­nych na całej dłu­go­ści rzek i ich do­pły­wów. Na ich dro­dze stają prze­stęp­cy, któ­rzy liczą na szyb­ki zysk. Skłu­so­wa­ne ryby sprze­da­ją nawet za 7 zł za ki­lo­gram!

    Straż­ni­cy po­świę­ca­ją swój wolny czas i or­ga­ni­zu­ją spo­łecz­ne pa­tro­le. W tym ty­go­dniu, co zda­rza się nie­zwy­kle rzad­ko, za­trzy­ma­li na go­rą­cym uczyn­ku dwóch męż­czyzn, któ­rzy kłu­so­wa­li uży­wa­jąc prądu. Było to na jed­nym z do­pły­wów Par­sę­ty – Po­krzyw­ni­cy w Le­pi­nie. – Naj­pierw za­uwa­ży­li­śmy tzw. czuj­kę. Męż­czy­zna robił roz­po­zna­nie, czy nad rzeką nie ma służb mun­du­ro­wych. Po kilku mi­nu­tach wodą nad­szedł jego ko­le­ga. Miał gu­mo­we wo­de­ry, ple­cak z aku­mu­la­to­rem, prze­twor­ni­cę, pod­bie­rak. Uży­wał sprzę­tu, a na po­wierzch­nię wy­pły­wa­ły mar­twe ryby – opi­su­je An­drzej Za­włoc­ki.

    Czło­wie­ka może zabić prąd o na­tę­że­niu 0,2 am­pe­ra.

    – Urzą­dze­nie, któ­rym po­słu­gi­wa­li się kłu­sow­ni­cy, miało moc 40 am­pe­rów. Wy­bi­ja­li w wo­dzie wszyst­ko, co żyło – ryby, ssaki. Po czymś takim rzeka jest wy­ja­ło­wio­na w stu pro­cen­tach, a stra­ty te trud­no wy­ce­nić – tłu­ma­czy straż­nik. Człon­ko­wie OSY za­dzia­ła­li bły­ska­wicz­nie. Za­trzy­ma­li obu męż­czyzn, a na miej­sce we­zwa­li funk­cjo­na­riu­szy Stra­ży Gra­nicz­nej.

    – Spraw­cy, Zyg­munt G. z Do­ma­cy­na i Józef B. z Ro­ko­so­wa byli już ka­ra­ni za kłu­sow­nic­two. Wcze­śniej za po­mo­cą prądu uśmier­ci­li 42 ki­lo­gra­my ryb. Tym razem mieli już w worku 16 ki­lo­gra­mów, w tym 6 samic peł­nych ikry – mówi Za­włoc­ki. In­spek­tor ds. ochro­ny wód Pol­skie­go Związ­ku Węd­kar­skie­go Mi­ro­sław Kach­nicz wy­ce­nił stra­ty na 800 zł, ale przed sądem, jako oskar­ży­ciel po­sił­ko­wy, do­ma­gać się jesz­cze bę­dzie 15-krot­nej na­wiąz­ki na rzecz PZW. – To tylko uła­mek strat, jakie po­wo­du­ją kłu­sow­ni­cy. Trud­no jest bo­wiem wy­ce­nić war­tość ryb z ikry samic, które to mo­gły­by za­si­lić nasze rzeki – mówi An­drzej Za­włoc­ki.

    – Sądy po­win­ny kłu­sow­ni­ków trak­to­wać zde­cy­do­wa­nie su­ro­wiej – mówi Mi­ro­sław Kach­nicz. Przy­po­mnij­my – mak­sy­mal­ny wy­miar kary za to prze­stęp­stwo to dwa lata za kra­ta­mi.

    – Wpraw­dzie coraz czę­ściej orze­ka­ne są kary bez­względ­ne­go wię­zie­nia, ostat­nio jeden z kłu­sow­ni­ków usły­szał osiem mie­się­cy, to za­zwy­czaj za kraty tra­fia­ją re­cy­dy­wi­ści. Naj­pierw to kary ogra­ni­cze­nia wol­no­ści, grzyw­na, od­pra­co­wa­nie, potem kara w za­wie­sze­niu i wresz­cie od­wie­sze­nie – tłu­ma­czy in­spek­tor.

    Żeby kłu­sow­ni­cy od­po­wie­dzie­li za po­peł­nio­ne prze­stęp­stwo, człon­ko­wie OSY pa­tro­lu­ją rzeki. Ko­lej­ne akcje z ostat­nich dni: straż­ni­cy za­trzy­ma­li męż­czy­znę kłu­su­ją­ce­go za po­mo­cą oście­nia nad jed­nym z do­pły­wów w do­rze­czu Par­sę­ty. 59-let­ni miesz­ka­niec gminy Bia­ło­gard przy­był nad rzekę także z wędką. Wła­dy­sław K. przy­znał się do po­peł­nie­nia prze­stęp­stwa, choć do ostat­niej chwi­li pró­bo­wał wyjść z opre­sji, po­da­jąc fał­szy­we dane oso­bo­we. Męż­czy­zna był już 8 lat temu ka­ra­ny za kłu­sow­nic­two.

    Jaki jest pro­fil kłu­sow­ni­ka? Czy to ubogi czło­wiek, który kłu­su­je, by mieć coś do je­dze­nia?

    – Nie, to mit – od­po­wia­da szef OSY. – Do­wo­dzą tego ko­lej­ne przy­pad­ki za­trzy­mań. Psz­cze­larz, rol­nik, pra­cow­nik dużej firmy, za­rob­ki rzędu 2,5 tys. zło­tych. Żony jed­ne­go za­py­ta­li­śmy, dla­cze­go mąż kłu­su­je. Od­po­wie­dzia­ła, że sama nie wie. Kłu­su­ją mło­dzi, naj­czę­ściej "z dzia­da pra­dzia­da”. Tak się w domu ro­bi­ło – i tyle. Wresz­cie kłu­su­ją i ci, któ­rzy do­ra­bia­ją – głów­nie na al­ko­hol. Oni sprze­da­ją ryby za gro­sze lub wy­mie­nia­ją na flasz­ki.

    An­drzej Za­włoc­ki prze­strze­ga przed na­by­wa­niem ryb z nie­zna­ne­go źró­dła. Nie tylko dla­te­go, że popyt na­pę­dza prze­stęp­czą dzia­łal­ność. Mięso ryb nie za­wsze jest bez­piecz­ne dla czło­wie­ka.

    To skłu­so­wa­ne prą­dem nie jest smacz­ne. Mię­śnie zwie­rzę­cia na­pi­na­ją się, krę­go­słup pęka w kilku miej­scach i to, co znaj­du­je się w rdze­niu, wsią­ka w mięso. Groź­niej­sze są scho­rze­nia ryb. W na­szych rze­kach pły­wa­ją ło­so­sie za­ra­żo­ne ple­śniaw­ką, która czę­sto wi­kła­na jest do­dat­ko­wo z roz­wo­jem cho­ro­bo­twór­czych bak­te­rii, które wy­wo­łu­ją groź­ną wrzo­dzie­ni­cę i za­kaź­ną mar­twi­cę skóry. Zda­niem In­spek­to­ra We­te­ry­na­rii je­dze­nie ryb za­ra­żo­nych wrzo­dzie­ni­cą jest groź­ne dla na­sze­go zdro­wia.

    Jo­an­na Krę­że­lew­ska/"Głos Ko­sza­liń­ski"














Reklama
Reklama