Ja zdecydowanie wybieram koguta. Przynęta posiadająca niesamowity potencjał i niezliczoną ilość możliwości kolorystycznych. Techniki prowadzenia, jak wydaje się na pierwszy rzut oka, są zbliżone w obu wabikach, ale w przypadku koguta, praca piór góruje nad gumami. To spostrzeżenie spowodowało, że dawno temu zrezygnowałem z blach, obrotówek i wszechobecnych gum. Wcześniej wspomniałem o technice prowadzenia gum i kogutów, że wydają się podobne. Jeśli tak jest, to dzieje się to wskutek niekoniecznie prawidłowego, jednostajnego i monotonnego prowadzenia koguta, podbijanego jedynie od czasu do czasu, jak czyni większość wędkarzy. Wychodzą widocznie z założenia, że to i tak wystarcza, że i tak przecież łapią. Jednak efektywne wykorzystanie koguta jako przynęty polega na czymś więcej. Potrzeba włożyć w niego więcej pracy, wskrzesić w nim życie, kogut musi skakać po dnie, tłuc się o nie, hałasować, wzbudzać tumany obłoków, impulsywnie i konwulsyjnie podrygiwać, skakać na różne wysokości, by po chwili po dnie szurać, ale też i na nim odpoczywać, krótko, jedynie parę sekund, by następnie od początku, na różne sposoby drapieżnikom się pokazywać, drażnić je i prowokować. Bezustanny ruch poparty odpowiednim kolorem nie będzie niezauważony. Warto spróbować, warto się potrudzić.Opisane czynności sprawdzają się idealnie w zbiornikach zaporowych, jeziorach i kanałach. A w rzekach? Moja ulubiona Wisła na wysokości Mazowsza jest pełna wszelakich zawad, zaczepów, zatopionych drzew i różnej wielkości kamieni. Życia, niestety, nie ułatwiają. A i człowiek, ponoć istota rozumna, wkład swój, raczej wstydliwy posiada. Masa zatopionych torebek foliowych, butelek i dowolnych innych śmieci mówi sama za siebie.Praca kogutem na takim dnie kończy się przeważnie utratą wabika. Ale co robić? Tam gdzie zawady, tam i ryby. Owszem są miejsca bezzaczepowe, piękny piaseczek na nich - piękna plaża, ale ryb na nich jak na lekarstwo. Co więc robić? Jest na to rada. Stosujemy koguta na lżejszej główce, prowadząc go nad dnem, nad zawadami. Ja nim pływam lekko, ale ciągle pracując szczytówką: góra - dół, raz niżej, raz wyżej, wolniej lub szybciej. Staram się być nim w pobliżu wszelkich rybich potencjalnych kryjówek i kusić i drażnić i prowokować. Co do sprzętu: ważne jest sztywne wędzisko i dobra plecionka - to podstawa tego przedsięwzięcia. Do tego już tylko odpowiednio dobrany kogut i zaczynamy. Przyjemnością jest nawet przyglądanie się pracy koguta, zwłaszcza takiego z długim ogonem. Drgająca szczytówka wprawia w ruch piórka, z przodu puchnie i rozciąga się kryza, dalej zaczyna posłusznie falować ogon. A to wszystko w kolorach "przecudnej urody", jak mawia pewien satyryk. Wystarczy więc już tylko trochę popracować nad techniką prowadzenia, zresztą nie zawsze jednakową. Ryby, jak my, odczuwają zmiany pogody, ciśnienia, pór roku i mają też swoje humory. A my mamy je tylko... rozpoznać (!) i spróbować. Warto w swoje monotonne gumowe wędkowanie wpleść coś nowego, a przy tym nie nudzić się!
witam pod koniec sezonu zapaliłem sie na sandacze na poczatku na gumy, poźniej poczytałem o kogutach i też sobie zakupiłem.jeśli chodzi o efekty to miałem kilka bran na gumy za to na koguta jeszcze nie ale wydaje mi sie że jeszcze nie dopracowałem do końca techniki prowadzenia koguta a pozatym miałem za miekki kij bo-270/20. ale nie zamierzam rezygnować z tej przynety, wręcz przeciwnie myśle o zakupie sprzetu do ich robienia. a te widoczne na zdjęciu twojej robutki? bo bardzo ladne i napewno bujnie pracują!?
powiem tak, są dni że guma ma przewagę nad kogutem , są takze dni gdy jest odwrotnie , nie można od razu skazywać gumę na pozycje straconą,
łowiłem dużo na koguty, i stwierdziłem że gdy są małe brania lub brak zainteresowania na gumy , powodzenie przynosi kogut, prowadzony z opadu jest killerem, ataki następują zdecydowanie,
dlatego postanowiłem sam nakręcic sobie kogutów i wypróbować
w moim przypadku obetnę dwa haki i będę łowił na jednym haku , szkoda bo mam tak wspaniałe koguty że serce mi się ściska, no ale trudno jak mus to mus ..........
Skoro mowa o kogutach i gumach, ja również chciałbym wrzucić swoje 3 grosze do tematu przytaczając swoją wędkarską przygodę dotyczącą tej metody połowu. Pewnego razu, słysząc i czytając tu i ówdzie, jakie to sukcesy odnoszą
koledzy wędkarze łowiąc na koguta, postanowiłem, że nie będę gorszy i
przystąpiłem do działania. Na podwórzu u sąsiada wypatrzyłem najbardziej
dorodny okaz i zacząłem go ścigać. Pot sperlił mi skronie, bo gadzina
bardzo bystra była, ale postanowiłem, że się nie poddam i w końcu
zdybałem go gdzieś w kącie, schwyciłem za pióra i do wora. Sądząc, że schwytanie tak skutecznej przynęty to więcej niż połowa sukcesu chwyciłem wędki i
pojechałem nad rzekę z myślą, że teraz rybom
dam po ogonach. Gdy dotarłem na miejsce, na przeciwnym brzegu siedziało dwóch wędkarzy, którzy
zapytani o brania, pokręcili przecząco głową. Pomyślałem sobie, no to ja Wam teraz
pokażę jak się łowi ryby. Rozwiązałem worek i sięgnąłem ręką ręką do jego wnętrza, aby wyjąć moją bezcenną przynętę, ale chyba byłem zbyt
mało ostrożny, bo gadzina wyskoczyła z wora niczym Chuck Norris i
skoczyła na pobliskie drzewo piejąc szyderczo. Wędkarze na przeciwległym
brzegu pokładali się ze śmiechu trzymając się za brzuchy, a ja zwinąłem się jak niepyszny nie
mogąc znieść takiego upokorzenia. Od tamtej pory powiedziałem sobie, że
nigdy więcej nie będę łowić z kogutem, choćby największe autorytety
wędkarskie zachwalały pod niebiosa skuteczność owej metody. Z mojej przygody nietrudno wywnioskować, że od tamtego czasu przedkładam gumy nad koguty, które maja jeszcze tą zaletę, że można je wykorzystać, jakby się jaka baba nad wodą trafiła. Hahaha!
Ja zdecydowanie wybieram koguta. Przynęta posiadająca niesamowity potencjał i niezliczoną ilość możliwości kolorystycznych. Techniki prowadzenia, jak wydaje się na pierwszy rzut oka, są zbliżone w obu wabikach, ale w przypadku koguta, praca piór góruje nad gumami. To spostrzeżenie spowodowało, że dawno temu zrezygnowałem z blach, obrotówek i wszechobecnych gum.
Wcześniej wspomniałem o technice prowadzenia gum i kogutów, że wydają się podobne. Jeśli tak jest, to dzieje się to wskutek niekoniecznie prawidłowego, jednostajnego i monotonnego prowadzenia koguta, podbijanego jedynie od czasu do czasu, jak czyni większość wędkarzy. Wychodzą widocznie z założenia, że to i tak wystarcza, że i tak przecież łapią.
Jednak efektywne wykorzystanie koguta jako przynęty polega na czymś więcej. Potrzeba włożyć w niego więcej pracy, wskrzesić w nim życie, kogut musi skakać po dnie, tłuc się o nie, hałasować, wzbudzać tumany obłoków, impulsywnie i konwulsyjnie podrygiwać, skakać na różne wysokości, by po chwili po dnie szurać, ale też i na nim odpoczywać, krótko, jedynie parę sekund, by następnie od początku, na różne sposoby drapieżnikom się pokazywać, drażnić je i prowokować. Bezustanny ruch poparty odpowiednim kolorem nie będzie niezauważony. Warto spróbować, warto się potrudzić.Opisane czynności sprawdzają się idealnie w zbiornikach zaporowych, jeziorach i kanałach.
A w rzekach? Moja ulubiona Wisła na wysokości Mazowsza jest pełna wszelakich zawad, zaczepów, zatopionych drzew i różnej wielkości kamieni. Życia, niestety, nie ułatwiają. A i człowiek, ponoć istota rozumna, wkład swój, raczej wstydliwy posiada. Masa zatopionych torebek foliowych, butelek i dowolnych innych śmieci mówi sama za siebie.Praca kogutem na takim dnie kończy się przeważnie utratą wabika. Ale co robić? Tam gdzie zawady, tam i ryby. Owszem są miejsca bezzaczepowe, piękny piaseczek na nich - piękna plaża, ale ryb na nich jak na lekarstwo. Co więc robić? Jest na to rada. Stosujemy koguta na lżejszej główce, prowadząc go nad dnem, nad zawadami. Ja nim pływam lekko, ale ciągle pracując szczytówką: góra - dół, raz niżej, raz wyżej, wolniej lub szybciej. Staram się być nim w pobliżu wszelkich rybich potencjalnych kryjówek i kusić i drażnić i prowokować.
Co do sprzętu: ważne jest sztywne wędzisko i dobra plecionka - to podstawa tego przedsięwzięcia. Do tego już tylko odpowiednio dobrany kogut i zaczynamy. Przyjemnością jest nawet przyglądanie się pracy koguta, zwłaszcza takiego z długim ogonem. Drgająca szczytówka wprawia w ruch piórka, z przodu puchnie i rozciąga się kryza, dalej zaczyna posłusznie falować ogon. A to wszystko w kolorach "przecudnej urody", jak mawia pewien satyryk.
Wystarczy więc już tylko trochę popracować nad techniką prowadzenia, zresztą nie zawsze jednakową. Ryby, jak my, odczuwają zmiany pogody, ciśnienia, pór roku i mają też swoje humory. A my mamy je tylko... rozpoznać (!) i spróbować. Warto w swoje monotonne gumowe wędkowanie wpleść coś nowego, a przy tym nie nudzić się!
witam pod koniec sezonu zapaliłem sie na sandacze na poczatku na gumy, poźniej poczytałem o kogutach i też sobie zakupiłem.jeśli chodzi o efekty to miałem kilka bran na gumy za to na koguta jeszcze nie ale wydaje mi sie że jeszcze nie dopracowałem do końca techniki prowadzenia koguta a pozatym miałem za miekki kij bo-270/20. ale nie zamierzam rezygnować z tej przynety, wręcz przeciwnie myśle o zakupie sprzetu do ich robienia. a te widoczne na zdjęciu twojej robutki? bo bardzo ladne i napewno bujnie pracują!?
powiem tak, są dni że guma ma przewagę nad kogutem , są takze dni gdy jest odwrotnie , nie można od razu skazywać gumę na pozycje straconą,
łowiłem dużo na koguty, i stwierdziłem że gdy są małe brania lub brak zainteresowania na gumy , powodzenie przynosi kogut, prowadzony z opadu jest killerem, ataki następują zdecydowanie,
dlatego postanowiłem sam nakręcic sobie kogutów i wypróbować
Kol.sandokan kogutowanie na 3 się skończyło jak sam powiedziałeś.Powiedz mi tylko co z nimi zrobic?
w moim przypadku obetnę dwa haki i będę łowił na jednym haku , szkoda bo mam tak wspaniałe koguty że serce mi się ściska, no ale trudno jak mus to mus ..........
Kogutowanie na 3 się skończyło?
Oznaczo to ,że nie wolno używać już kotwić?
Kogut musi być skonstruowany na jigu?
tak ponoć uchwalono, co bardzo mnie oburzyło, ale trudno , trzeba się dostosować .......
współczuję tym co mają kilka tysięcy zrobionych .................
Dzięki za info...
Masz może jakiś link do tej uchwały???
Coś musi być w tym co mówisz ,ceny kogutów na allegro spadły.
Dobre koguty kosztują po 8 zł szt.
Witam a czy da się łowić kogutem na zarośniętym dnie bo mi się zdaje ze nie da się.
Skoro mowa o kogutach i gumach, ja również chciałbym wrzucić swoje 3 grosze do tematu przytaczając swoją wędkarską przygodę dotyczącą tej metody połowu.
Pewnego razu, słysząc i czytając tu i ówdzie, jakie to sukcesy odnoszą koledzy wędkarze łowiąc na koguta, postanowiłem, że nie będę gorszy i przystąpiłem do działania. Na podwórzu u sąsiada wypatrzyłem najbardziej dorodny okaz i zacząłem go ścigać. Pot sperlił mi skronie, bo gadzina bardzo bystra była, ale postanowiłem, że się nie poddam i w końcu zdybałem go gdzieś w kącie, schwyciłem za pióra i do wora. Sądząc, że schwytanie tak skutecznej przynęty to więcej niż połowa sukcesu chwyciłem wędki i pojechałem nad rzekę z myślą, że teraz rybom dam po ogonach. Gdy dotarłem na miejsce, na przeciwnym brzegu siedziało dwóch wędkarzy, którzy zapytani o brania, pokręcili przecząco głową. Pomyślałem sobie, no to ja Wam teraz pokażę jak się łowi ryby. Rozwiązałem worek i sięgnąłem ręką ręką do jego wnętrza, aby wyjąć moją bezcenną przynętę, ale chyba byłem zbyt mało ostrożny, bo gadzina wyskoczyła z wora niczym Chuck Norris i skoczyła na pobliskie drzewo piejąc szyderczo. Wędkarze na przeciwległym brzegu pokładali się ze śmiechu trzymając się za brzuchy, a ja zwinąłem się jak niepyszny nie mogąc znieść takiego upokorzenia. Od tamtej pory powiedziałem sobie, że nigdy więcej nie będę łowić z kogutem, choćby największe autorytety wędkarskie zachwalały pod niebiosa skuteczność owej metody.
Z mojej przygody nietrudno wywnioskować, że od tamtego czasu przedkładam gumy nad koguty, które maja jeszcze tą zaletę, że można je wykorzystać, jakby się jaka baba nad wodą trafiła. Hahaha!
Oj Waldi Fish Ty to masz poczucie humoru :) *****