Przypomniały mi się moje pierwsze dzwonki na węgorze . Pamiętacie bezpieczniki porcelanowe ? Do nich są (chyba jeszcze do dziś) używane oprawki taki gwint z porcelaną , tłukło się więc porcelanę i sam ten gwint zbroiliśmy w środku najczęściej sprężynką i nakrętką ...żeby dzwoniło ! A jako uchwyt najlepsza była żabka do zasłon ,ale również krokodylki ze sklepu elektrycznego czy klamerki do bielizny . Bezpieczniki miały różne wielkości tak więc oprawki podobnie , i to dawało różne tony dźwięków. Po za tym same bezpieczniki to były wówczas najlepsze foremki do odlewania ołowianych ciężarków. Chętnie poczytam o waszych patatach z lamusa
No, tych wynalazków nie pamiętam, być może, że nie łowiłem ( z ojcem ) w początkowych okresach swojego wędkowania na rzekach. Pamiętam za to, urokliwe nocne zasiadki na nocnego leszcza na Dzierżnie woj. Katowickie ( Śląskie ). Zestawy spławikowe, spławiki malowane białą farbą olejną i poziomy słup światła lamp górniczych, żeby widać było antenki. Cóż to była za frajda, gdy spławik powoli wykładał się na wodzie. Do dzisiaj wspominam te łopaty po ok 2kg.
PS> Poruszyłeś fajny temat, będzie można powspominać.
A tu mnie Romek totalnie zaskoczyłeś z chęcią zapoznał by się ze szkicem takiego dzwonka z oprawki po bezpieczniku które jeszcze w Polsce widnieją w wielu domach jak i w sprzedaży.
Eeeee....Norbert ? Nie podpuszczasz mnie ?...? Jak te dzwonki tworzyliśmy z kolegą to przyznaje korzystaliśmy z pomocy w samej już definicji mało edukacyjnej , a mianowicie Wino marki Wino http://files.moblo.pl/0/1/26/12653_wino1.jpg I szkopuł w tym że dzisiaj już takich nie robią a to by w znacznym stopniu pomogło w odtworzeniu niemal fotograficznym takiego dzwonka- obrazka ... :)
pamiętam jakie trzeba było robić sztuki,żeby daleko rzucić z kołowrotkiem z ruchomą szpulą.na trawę ,ostrożnie ,żeby nie poplątać i nie nadepnąć ściągało się z kołowrotka żyłkę.z jednej ,dwóch,albo nawet trzech przelotek-zależało jak daleko planowało się rzucić. a potem wymach i leciał zestawik,jak się doszło do wprawy to całkiem spore wyrzuty wychodziły:) żyłki były toporne,bo cienkie nie nadawały się do takich wyczynów,ale rwały się czasami jak się nie umiejętnie przeprowadziło procedurę:) to była wyższa szkoła jazdy:)
Witam , oczywiście , że pamiętam ,jak się robiło te dzwonki , gdzieś w piwnicy w jakimś kartonie posiadam jeszcze taki jeden ----------------- pamiętam, że w jeden wieczór zrobiliśmy we trzech ponad 50 sztuk............................. A PAMIĘTACIE , JAK W STANIE WOJENNYM : pożyczało się na stałe od mamy wałki do włosów )........... idealnie nadawały się do nęcenia przeróżnym robactwem ...zatykając go z dwu stron blaszką z puszki po śledziach ( przy okazji obciążały to ustrojstwo ) ..............Jurek .
My szukaliśmy kabli z ołowianą otuliną. Rozcinało się te kable i była taśma ołowiana na ciężarki. Potem trzeba było wybrać się na plażę, w miejsca mało uczęszczane i szukać piór łabędzi na spławiki. W wersji morskiej, potrzebna była jeszcze pianka z "korków" od sieci. Z tego robiliśmy spławiki. Do bambusa doklejało się taśmą dwa odwrotnie zaginane druty, zeby było na co nawijać żyłkę. To był mój pierwszy "kołowrotek". Przelotki miałem z aluminiowego drutu, żyłka Stilon Gorzów. Miałem jej mało i nie we wszystkie miejsca mogłem dorzucić, więc wybierałem miejsca na falochronie, gdzie było najmniej nasypanych kamieni.
Łza się w oku kręci...
Jurek masz rację z tymi wałkami, a kto pamięta zmywaki do garów, rozplątywało się to, to, potem nad parą w miarę prostowało i zestawy były ja się patrzy. Pióra na spławiki były z naszych , domowych gęsi, ale jak się czekało na korek od wina, który wyrzucili amatorzy patykiem pisanego.,
Jakie Jacku były żyłki toporna Gorzowska ze stilonu ,a co do dzwonków to robione były takze z kapsli po piwie co prada nie dawały dobrych efektów ale cieszyły spławiki z kory piór pamietam wycieczke do zoo nic tak nie cieszyło jak spotkanie z jeżozwiezem choć pilnowali a i tak kilka sztuk przy pomocy kolegów przywiozło sie do domu to wtedy była rewelka i jaki szpan,ale to były piękne czasy nikt nikomu nie był wrogiem dziś można tylko pomazyć pozdrawiam.
A robiliście przypony szczupakowe z linki od gazu do motorowera "Komar". PO rozpleceniu były troszkę "sfalowane" ale dość wytrzymałe, rekordzista wytrzymał obciążenie statyczne 10,5 kg. Zaplatało się końce z obu stron na gwoździu i było ucho do krętlika z agrafką.Mam jeszcze gdzies kilka takich "egzemplarzy muzealnych"
No tak koledzy, sentymentalne wspomnienia. Pamiętam te spławiki z piór i korka, strugane z kory, blaszki robione z łyżek stołowych. Wędzisko leszczynowe z klapką z zestawem przywiązaną sznurkiem. Tak, tak ciekawe to były doświadczenia.
co do jeżozwierza-całą wycieczkę szkolną spędziłem kiedyś przy klatce z nimi:) było kilka kolcy-ale nie dało się zabrać. dobre spławiki były z pióra kawki,ktoś na to wpadł i się robiło. jeszcz niedawno widziałem na Zaciszu jak łowił na taki ,bacikiem pan Mietek.
Do Jacek czy wiesz jak szykowano wedki z olszyny dziadek mój zrywał patyk z drzewa potem na zime wkładali go do obory pod gnój nastepnie na wiosne wyjmowali patyk był prosciutki przelotki robili z drutu a na końcu patyka wbijali 2 gwozdzie które słózyły jako nawijadełko do żyłki taki prymitywny kołowrotek ,bo zyłka była na metry im to wystarczało .
ja nie łowiłem na wędki z olchy,ani z leszczyny.miałem już bambusy,ale o moczeniu w gnojówce slyszałem. wujek mi mówił,że wycinali odpowiednią leszczynę i mocowali pionowo.do cieńszego końca wieszali ciężarek i wisiała tak całą zimę.w bardziej wypasionycz szczytówki były z jałowca. pierwsze"wklejanki":)
A spiningi dwuczęściowe to się skrobało szkłem z ....tyczek od pastucha elektrycznego - (takie pomarańczowe z włókna szklanego ) ale to "gryzło" jak pomyśle dzisiaj to jeszcze się czochram brrrry .
Pirwsza moja wędka była z kija leszczyny spławik z gęsigo pierza a haczyk z szpilki krawieckiej i pierwsza ryba to był karaś.Był to rok 1961 glinianki Pęgów/k Wrocławia.
Pierwsza ryba to mały karaś złowiony nad stawem kumpla , miałem może 5 może 6 lat . Rybka była mała miała może 5-6 cm. wędka to krótki leszczynowy kijek ,do tego gruba żyłka , spławik z gęsiego pióra , ciężarek z kawałka wyklepanego ołowiu i nie wiem jakim cudem dowiązana do grubej żyłki wygięta szpilka . Co to była za radośc , aż łza się w oku kręci . Pamiętam że kilka lat później z kolegami strugaliśmy spławiki z kory sosnowej . Nie lakierowaliśmy ich więc mam teraz niezły ubaw wspominając jak dziwiłem się dlaczego im dłużej łowiłem tym bardziej tonęły .Dobranoc . Pozdrawiam .
Do tych spławików podstawa to kolorowe lakiery do paznokci się podciągało mamie . A jak pierwszy spławik fosforyzujący (świecący się wtedy nazywał ) zdobyłem to więcej pod kołdrą " świecił" niż na wyprawach wędkarskich :) , bo jak bym zerwał to....uuuuuuuuu?
Ja robiłem dzwonki z oprawki żarówki. Bardzo dokladnie czyszcząc metalową wkrętkę i mocując serce dzwonka na druciku z nie dużej nakrętki. Działało! Co do wina. Pamiętam takie które nosiło dość pretensjonalną nazwę " Czar Nałęczowa" za jedyne 14,50! Właściwie to każda impreza, a w tamtych czasach były modne tzw. prywatki opierały się na tych wynalazkach. Wino marki wino, a dla kobiet nie co słodsze pod tytułem " La crima" ! To były szalone sześćdziesiąte i siedemdziesiąte lata XX wieku!
Oczywiście taką czerwoną stuwą! Choć doś rzadko dysponowałem w tamtych czasach taką sumą! Raczej to były drobniaki składkowe! Ale jak widzę jesteś przygotowany na trudne pytania młodziech! I etykietka i stuwa! Muszę poszukać mam gdzieś banknot o nominale 1000 zł z tamtych czasów!
Nie no longin był okres potem co ta setka nic warta nie była ale ja lody kupowałem mały po 2 złot z winogronkiem a duży piątaka z... rybakiem kosztował 32 lata temu ....
I prezerwatywy marki Eros trzy sztuki też kosztowały piątala z rybakiem! Ale kupowanie tego w owym czasie wiązało się z wielką loterią. Bo niektóre panie kioskarki były bardzo pruderyjne i potrafiły odmówić sprzedaży takim młokosom jak ja w tych latach! Teraz nie do pomyślenia!
Mój pierwszy zestaw wędkarski to wędka z kija leszczynowego :), kołowrotek z dwóch gwoździ :), żyłka z bardzo cienkiego sznurka :), spławik z gęsiego pióra :), ciężarek - nakrętka śrubki :), haczyk z jakiegoś drutu wyostrzony papierem ściernym :), przelotki z tego samego materiału co haczyk :)... "Klasyka" ;)... To był początek lat "90, miałem wtedy 5 albo 6 lat :). Jakiś czas później łowiłem już bardziej wyszukanym sprzętem ;) a była to prawdziwa żyłka nawinięta na szpulę i haczyk na który zakładało się konika polnego i stojąc w wodzie łowiło się piękne klenie i jelce (siwaki). To były czasy... Miło się wspomina...
To pamięta ktoś czy nie ? Kochane Pepe ..../Patykiem Pisane/ i na Jego temat powstał utwór "Pepe Wróć" Perfektu.
A kije gruntowe robiono również z włókna szklanego używanego przez elektromonterów przy przeciąganiu kabli telefonicznych w kanałach telefonicznych. Szlifowanie takiego 1,4m elementu zamocowanego w wiertarce przy pomocy papieru ściernego, każdy element /przeważnie 3 elementy bo waga wędziska była kolosalna/ okuwany tulejkami z długopisów Zenith, przelotki "porcelanowe" przywożone z DDR / Deutsche Demokratische Republik/, dolniki z korków od wina szlifowane podobnie jak włókno szklane, żyłka "tęczówka" z Leska, haki wszelakiej maści kupowane w SH /Składnica Harcerska/.
A ryby ...ach panie drogi ;) gruba była niczym udo teściowej a długa...jak miesiąć :)
Przypomniały mi się moje pierwsze dzwonki na węgorze .
Pamiętacie bezpieczniki porcelanowe ? Do nich są (chyba jeszcze do dziś) używane oprawki taki gwint z porcelaną , tłukło się więc porcelanę i sam ten gwint zbroiliśmy w środku najczęściej sprężynką i nakrętką ...żeby dzwoniło !
A jako uchwyt najlepsza była żabka do zasłon ,ale również krokodylki ze sklepu elektrycznego czy klamerki do bielizny .
Bezpieczniki miały różne wielkości tak więc oprawki podobnie , i to dawało różne tony dźwięków.
Po za tym same bezpieczniki to były wówczas najlepsze foremki do odlewania ołowianych ciężarków.
Chętnie poczytam o waszych patatach z lamusa
No, tych wynalazków nie pamiętam, być może, że nie łowiłem ( z ojcem ) w początkowych okresach swojego wędkowania na rzekach. Pamiętam za to, urokliwe nocne zasiadki na nocnego leszcza na Dzierżnie woj. Katowickie ( Śląskie ). Zestawy spławikowe, spławiki malowane białą farbą olejną i poziomy słup światła lamp górniczych, żeby widać było antenki. Cóż to była za frajda, gdy spławik powoli wykładał się na wodzie. Do dzisiaj wspominam te łopaty po ok 2kg.
PS> Poruszyłeś fajny temat, będzie można powspominać.
A tu mnie Romek totalnie zaskoczyłeś z chęcią zapoznał by się ze szkicem takiego dzwonka z oprawki po bezpieczniku które jeszcze w Polsce widnieją w wielu domach jak i w sprzedaży.
Eeeee....Norbert ? Nie podpuszczasz mnie ?...?
Jak te dzwonki tworzyliśmy z kolegą to przyznaje korzystaliśmy z pomocy w samej już definicji mało edukacyjnej , a mianowicie Wino marki Wino
http://files.moblo.pl/0/1/26/12653_wino1.jpg
I szkopuł w tym że dzisiaj już takich nie robią a to by w znacznym stopniu pomogło w odtworzeniu niemal fotograficznym takiego dzwonka- obrazka ... :)
pamiętam jakie trzeba było robić sztuki,żeby daleko rzucić z kołowrotkiem z ruchomą szpulą.na trawę ,ostrożnie ,żeby nie poplątać i nie nadepnąć ściągało się z kołowrotka żyłkę.z jednej ,dwóch,albo nawet trzech przelotek-zależało jak daleko planowało się rzucić.
a potem wymach i leciał zestawik,jak się doszło do wprawy to całkiem spore wyrzuty wychodziły:)
żyłki były toporne,bo cienkie nie nadawały się do takich wyczynów,ale rwały się czasami jak się nie umiejętnie przeprowadziło procedurę:)
to była wyższa szkoła jazdy:)
Witam , oczywiście , że pamiętam ,jak się robiło te dzwonki , gdzieś w piwnicy w jakimś kartonie posiadam jeszcze taki jeden ----------------- pamiętam, że w jeden wieczór zrobiliśmy we trzech ponad 50 sztuk............................. A PAMIĘTACIE , JAK W STANIE WOJENNYM : pożyczało się na stałe od mamy wałki do włosów )........... idealnie nadawały się do nęcenia przeróżnym robactwem ...zatykając go z dwu stron blaszką z puszki po śledziach ( przy okazji obciążały to ustrojstwo ) ..............Jurek .
My szukaliśmy kabli z ołowianą otuliną. Rozcinało się te kable i była taśma ołowiana na ciężarki. Potem trzeba było wybrać się na plażę, w miejsca mało uczęszczane i szukać piór łabędzi na spławiki. W wersji morskiej, potrzebna była jeszcze pianka z "korków" od sieci. Z tego robiliśmy spławiki. Do bambusa doklejało się taśmą dwa odwrotnie zaginane druty, zeby było na co nawijać żyłkę. To był mój pierwszy "kołowrotek". Przelotki miałem z aluminiowego drutu, żyłka Stilon Gorzów. Miałem jej mało i nie we wszystkie miejsca mogłem dorzucić, więc wybierałem miejsca na falochronie, gdzie było najmniej nasypanych kamieni.
Łza się w oku kręci...
Jurek masz rację z tymi wałkami, a kto pamięta zmywaki do garów, rozplątywało się to, to, potem nad parą w miarę prostowało i zestawy były ja się patrzy.
Pióra na spławiki były z naszych , domowych gęsi, ale jak się czekało na korek od wina, który wyrzucili amatorzy patykiem pisanego.,
Jakie Jacku były żyłki toporna Gorzowska ze stilonu ,a co do dzwonków to robione były takze z kapsli po piwie co prada nie dawały dobrych efektów ale cieszyły spławiki z kory piór pamietam wycieczke do zoo nic tak nie cieszyło jak spotkanie z jeżozwiezem choć pilnowali a i tak kilka sztuk przy pomocy kolegów przywiozło sie do domu to wtedy była rewelka i jaki szpan,ale to były piękne czasy nikt nikomu nie był wrogiem dziś można tylko pomazyć pozdrawiam.
A robiliście przypony szczupakowe z linki od gazu do motorowera "Komar". PO rozpleceniu były troszkę "sfalowane" ale dość wytrzymałe, rekordzista wytrzymał obciążenie statyczne 10,5 kg. Zaplatało się końce z obu stron na gwoździu i było ucho do krętlika z agrafką.Mam jeszcze gdzies kilka takich "egzemplarzy muzealnych"
No tak koledzy, sentymentalne wspomnienia. Pamiętam te spławiki z piór i korka, strugane z kory, blaszki robione z łyżek stołowych. Wędzisko leszczynowe z klapką z zestawem przywiązaną sznurkiem. Tak, tak ciekawe to były doświadczenia.
co do jeżozwierza-całą wycieczkę szkolną spędziłem kiedyś przy klatce z nimi:)
było kilka kolcy-ale nie dało się zabrać.
dobre spławiki były z pióra kawki,ktoś na to wpadł i się robiło.
jeszcz niedawno widziałem na Zaciszu jak łowił na taki ,bacikiem pan Mietek.
Do Jacek czy wiesz jak szykowano wedki z olszyny dziadek mój zrywał patyk z drzewa potem na zime wkładali go do obory pod gnój nastepnie na wiosne wyjmowali patyk był prosciutki przelotki robili z drutu a na końcu patyka wbijali 2 gwozdzie które słózyły jako nawijadełko do żyłki taki prymitywny kołowrotek ,bo zyłka była na metry im to wystarczało .
ja nie łowiłem na wędki z olchy,ani z leszczyny.miałem już bambusy,ale o moczeniu w gnojówce slyszałem.
wujek mi mówił,że wycinali odpowiednią leszczynę i mocowali pionowo.do cieńszego końca wieszali ciężarek i wisiała tak całą zimę.w bardziej wypasionycz szczytówki były z jałowca.
pierwsze"wklejanki":)
A spiningi dwuczęściowe to się skrobało szkłem z ....tyczek od pastucha elektrycznego - (takie pomarańczowe z włókna szklanego ) ale to "gryzło" jak pomyśle dzisiaj to jeszcze się czochram brrrry .
Pirwsza moja wędka była z kija leszczyny spławik z gęsigo pierza a haczyk z szpilki krawieckiej i pierwsza ryba to był karaś.Był to rok 1961 glinianki Pęgów/k Wrocławia.
Pierwsza ryba to mały karaś złowiony nad stawem kumpla , miałem może 5 może 6 lat . Rybka była mała miała może 5-6 cm. wędka to krótki leszczynowy kijek ,do tego gruba żyłka , spławik z gęsiego pióra , ciężarek z kawałka wyklepanego ołowiu i nie wiem jakim cudem dowiązana do grubej żyłki wygięta szpilka . Co to była za radośc , aż łza się w oku kręci . Pamiętam że kilka lat później z kolegami strugaliśmy spławiki z kory sosnowej . Nie lakierowaliśmy ich więc mam teraz niezły ubaw wspominając jak dziwiłem się dlaczego im dłużej łowiłem tym bardziej tonęły .Dobranoc . Pozdrawiam .
Do tych spławików podstawa to kolorowe lakiery do paznokci się podciągało mamie . A jak pierwszy spławik fosforyzujący (świecący się wtedy nazywał ) zdobyłem to więcej pod kołdrą " świecił" niż na wyprawach wędkarskich :) , bo jak bym zerwał to....uuuuuuuuu?
To pamięta ktoś czy nie ?
Toż to ja się staro nie czuje a kosztowałem to czemu inni mieliby zapomnieć.
Toż to rozkosz niezapomniana.
Ja robiłem dzwonki z oprawki żarówki. Bardzo dokladnie czyszcząc metalową wkrętkę i mocując serce dzwonka na druciku z nie dużej nakrętki. Działało! Co do wina. Pamiętam takie które nosiło dość pretensjonalną nazwę " Czar Nałęczowa" za jedyne 14,50! Właściwie to każda impreza, a w tamtych czasach były modne tzw. prywatki opierały się na tych wynalazkach. Wino marki wino, a dla kobiet nie co słodsze pod tytułem " La crima" ! To były szalone sześćdziesiąte i siedemdziesiąte lata XX wieku!
A... Longinku te 14,50 płacone było jak szeleszczący Ludwik Waryński śmigał w obiegu :)?
No to tak:
wędzisko zwykłe: kij z leszczyny,
wilnepicker : kij z krzaka dzikiej róży
spławiki: samo gęsie pióro z gumkami pochodzenia wentylowego, gęsie pióro wetknięte w korek po winie
żyłka: z rozplątanego zmywaka do garów :-)
haczyk: zgięta agrafka (bezzadziorowy) lub szpilka
przelotki: z drutu aluminiowego (typu SIC na podwójnej nóżce :-)
kołowrotek: dwa gwoździe
obciążenie: nikt o nim nie słyszał :-)
i największy hit sygnalizator brań (dzwonek) zrobiony z łuski od kałasznikowa :-)
zanęta: wino proste, tzw. "patyk", kordiał ziołowy lub rumowy, 3 beczki.... itd....
Oczywiście taką czerwoną stuwą! Choć doś rzadko dysponowałem w tamtych czasach taką sumą! Raczej to były drobniaki składkowe! Ale jak widzę jesteś przygotowany na trudne pytania młodziech! I etykietka i stuwa! Muszę poszukać mam gdzieś banknot o nominale 1000 zł z tamtych czasów!
Nie no longin był okres potem co ta setka nic warta nie była ale ja lody kupowałem mały po 2 złot z winogronkiem a duży piątaka z... rybakiem kosztował 32 lata temu ....
I prezerwatywy marki Eros trzy sztuki też kosztowały piątala z rybakiem! Ale kupowanie tego w owym czasie wiązało się z wielką loterią. Bo niektóre panie kioskarki były bardzo pruderyjne i potrafiły odmówić sprzedaży takim młokosom jak ja w tych latach! Teraz nie do pomyślenia!
Mój pierwszy zestaw wędkarski to wędka z kija leszczynowego :), kołowrotek z dwóch gwoździ :), żyłka z bardzo cienkiego sznurka :), spławik z gęsiego pióra :), ciężarek - nakrętka śrubki :), haczyk z jakiegoś drutu wyostrzony papierem ściernym :), przelotki z tego samego materiału co haczyk :)... "Klasyka" ;)... To był początek lat "90, miałem wtedy 5 albo 6 lat :). Jakiś czas później łowiłem już bardziej wyszukanym sprzętem ;) a była to prawdziwa żyłka nawinięta na szpulę i haczyk na który zakładało się konika polnego i stojąc w wodzie łowiło się piękne klenie i jelce (siwaki). To były czasy... Miło się wspomina...
To pamięta ktoś czy nie ?
Kochane Pepe ..../Patykiem Pisane/ i na Jego temat powstał utwór "Pepe Wróć" Perfektu.
A kije gruntowe robiono również z włókna szklanego używanego przez elektromonterów przy przeciąganiu kabli telefonicznych w kanałach telefonicznych. Szlifowanie takiego 1,4m elementu zamocowanego w wiertarce przy pomocy papieru ściernego, każdy element /przeważnie 3 elementy bo waga wędziska była kolosalna/ okuwany tulejkami z długopisów Zenith, przelotki "porcelanowe" przywożone z DDR / Deutsche Demokratische Republik/, dolniki z korków od wina szlifowane podobnie jak włókno szklane, żyłka "tęczówka" z Leska, haki wszelakiej maści kupowane w SH /Składnica Harcerska/.
A ryby ...ach panie drogi ;) gruba była niczym udo teściowej a długa...jak miesiąć :)