Reklama
  • aldente2016-05-04 12:03:06

    30 kwietnia znalazłem się na spadzistym kawałku kamiennej opaski wielkiego kanału żeglugowego. Zrobiłem niestety jeden krok za daleko. W ułamku sekundy fiknąłem na pokryte glonami i ptasimi odchodami brukowe kostki. W drobny mak rozleciał się smartfon, a ja wylądowałem w wodzie 6 st.C. Nie pomogło rozpaczliwe chwytanie się kamieni. Jedna oślizgła powierzchnia. Cudem udało mi się uchwycić paluchami jakąś kamienną bruzdę, ale i tak już po szyję siedziałem w wodzie. Do dna 4 m. Kolega położył się na tych kamieniach i z narażeniem własnego bezpieczeństwa wyciągnął mnie na brzeg. Niestety wiszące strzępy skóry na łokciu i kolanie nie wróżyły nic dobrego. Do szpitala 50 km. Zdjąłem ociekające wodą ciuchy, kolega pożyczył sweter. Na szczęście miałem jeszcze jedne zapasowe portki.
    Na chirurgii spędziłem 3 godziny. Najgorzej oberwało kolano. Rana 5 cm głęboka, w środku glony i ptasie gówno. Znieczulenie bolało, oj bolało...Rentgen, szukanie ciał obcych, wycięli w ranie mięso, wypłukali, wzięli wymaz, założyli drenaż,  Dostałem na 8 dni antybiotyk. Codzienna zmiana opatrunku. Od 3 dni leżę płasko i...oglądam na Whats appie foty kolegów z pięknymi szczupakami i innymi rybami. Z jutrzejszych spinningowych zawodów nici. I tak jeszcze 2 tygodnie!
    UWAŻAJCIE NAD WODĄ! TO TYLKO CHWILKA I NIESZCZĘŚCIE GOTOWE. Moja głupota dużo mnie kosztowała....

  • Sith 2016-05-04 12:25:43

    Andrzeju, serdecznie współczuję. Wczoraj o mały włos nie doznałbym podobnej niemiłej przygody, wkraczając na przybrzeżny spłachetek gliniastego błota. Nogi rozjechały się, a ja o mało co nie wylądowałbym w wodzie. Na szczęście towarzysząca mi spinning-lady pochwyciła mnie za kaptur kurtki, co uchroniło mnie przed kąpielą w bagnistym odcinku dna.
    Poza koniecznością zachowania ostrożności i przewidywaniem konsekwencji naszych działań, zarówno z Twojej, jak i mojej przygody, można wysnuć jeszcze jeden wniosek - nie wybierajcie się na takie eskapady samotnie, pomocna dłoń może uratować nie tylko zdrowie, ale i życie.

  • JKarp 2016-05-04 13:00:22

    Na Zegrzu jest jedno miejsce podobne. Kiedyś zjechałem też na doł. No ale było lato, ciepło I też była pomocna dłoń bo inaczej nie wiem jak bym wylazł. Na szczęście nic sobie nie robiłem.
    Zdrowiej Andrzeju :-)
    JK

  • aldente 2016-05-04 14:24:02

    Wielkie dzięki za miłe słowa. Człowiek myśli czasem, że jest niezniszczalny, a pechowe przypadki rezerwowane są dla innych. Ale tak nie jest! To cieniutka nić...Oczywiście cieszę się, bo moglo być gorzej. To co wlazło w kolano, mogło wwiercić się w głowe. To działo się dosłownie w ułamku sekundy! Jak rzut w judo. I niby takie małe gówno, ale ile cierpienia, wydatków , niezdolności do pracy i do normalnego funkcjonowania. Dlatego pomyślałem sobie, podzielę się moimi przemyśleniami z Kolegami. Połamania kija na taaaakich rybach :-)

  • Reklama
  • Haryyy5 2016-05-04 15:15:17

    Szybkiego powrotu do zdrowia. Niestety większość z nas przy okazji szukania tej najlepszej miejscówki gdzieś spadła, wpadła, ześlizgnęła się. Dalej to już tylko i wyłącznie kwestia szczęścia lub pecha czy obejdzie się na śmiechu ze zmoczonych butów czy jak w tym wypadku czymś poważniejszym. Niestety tak jak piszesz trzeba uważać za wczasu co robimy bo jak już człowiek leci to na ogół wyłącznie wola nieba co ten jego upadek zatrzyma

  • krisbeer 2016-05-04 15:56:15

    Witam,

    Szczęście w nieszczęściu że skończyło się tak jak się skończyło.
    ,,No i cały misterny plan w pi....'' jak mawiał klasyk :) nastepnym razem się odkujesz :)
    Szybkiego powrotu do zdrowia i połamania życzę :)

  • Artur z Ketrzyna 2016-05-04 17:23:51

    Andrzeju, zdrowiej. I wracaj do nas nad wodę.



Reklama
Reklama