Niezapomniane, czarujące miejsca zdobywania pierwszych wędkarskich szlifów, moja ulubiona miejscówka z dzieciństwa. Wspomnienia powróciły niedawno, w pierwsze listopadowe dni, podczas pobytu na grobach dziadków. Miejscówka przedstawiona na zdjęciu, położona jest przed wioską Ewopole, w gminie Trawniki na kanale łączącym rzekę Wieprz z Krzną.
Heh ..Przepiękny temat na wpis do bloga, aż szkoda go "spalić" na forum :)
Gdybym chciał opowiedzieć o swojej miejscówce dzieciństwa musiałbym napisać o łowieniu pstrągów na robaki :) Do tego w ilościach i rozmiarach w które się raczej nie wierzy. Oczywiście wtedy wszystko było ok, zgodne z RAPR. Raz próbowałem już o tym pisać i od razu mnie "rozjechali" ci co są (prawie) pewni, że to było nielegalne :)
Na tej wodzie w okresie wakacji dominował sumik karłowaty i karaś. Metoda feeder leszczynowy z czerwonym robakiem. Na spławiczek wykonany ze stosiny pióra bociana, na zakrętach przy pasie roślinności dominowała płoć i kiełbiki. Najlepszą przynętą były koniki polne.
Marku super temat :)Kazdemu (chyba) odrazu pojawiaja się obrazy z dzieciństwa.Ja takze mam ich kilka i niestety teraz musze powiedziec że te miejsca prawie nie istnieją :(Smutne ale postęp cywilizacyjny robi swoje . PozdrawiamZion BEll
I ja mam takie swoje jezioro z dzieciństwa gdzie łowiłem jeszcze na leszczynowego kija, płocie, leszcze a nawet okonie. Nad to jezioro jeździliśmy rowerem z bratem ciotecznym starszy o 10 lat, ja oczywiście siedziałem na ramie lub bagażniku i trzymałem wędki. To jezioro to wspomnienia dzieciństwa tam nie tylko chodziliśmy na ryby, ale tez latem się kąpać i popływać na dętce od ciągnika tam też parę lat później kidy przestałem bywać nad tym jeziorem utopił się mój brat stryjeczny.
Właśnie dziś byłem nad tym jeziorem położonym w lesie, do którego można dojechać tylko leśną drogą pełną kałuż i rozjeżdżoną przez ciągniki, to szczęście, że udało mi się tam dojechać i wrócić.
Zdjęcie jest trochę podrasowane żeby jeziorko wyglądało jak z bajki.
Na tej wodzie w okresie wakacji dominował sumik karłowaty i karaś. Metoda feeder leszczynowy z czerwonym robakiem. Na spławiczek wykonany ze stosiny pióra bociana, na zakrętach przy pasie roślinności dominowała płoć i kiełbiki. Najlepszą przynętą były koniki polne.
Rozbawił mnie ten "feeder leszczynowy", chyba każdy z nas ma takie wspomnienia....
Szczęściarze którzy mogli pozyskać lub zlecić wykonanie dwóch spasowanych tulejek aluminiowych lub mosiężnych (łączniki jak w wędkach bambusowych), mogli wykonać "wklejankę" dołączając za pomocą tulejek szczytówkę z niekorowanego pędu jałowca. Zestaw na każdą rybę.
ja swoje pierwsze szlify zdobywałem na bagnach gdzie kiedyś kopano torf, wędka z leszczyny, hak z drutu wyprofilowany i naostrzony spławik był ze styropianu a karasie brały jak szalone. Ale nawet teraz czasem tam chodzę bo chyba tylko tam jeszcze ryby biorą małe bo małe ale ryby...
Moje miejscówki z dziećinstwa gdzie zaczynałem wędkować juz samodzielnie to leśny przeciwpożarowy staw bardzo płytki zarośniety dziki ale zawsze go dorybialiśmy rybami przywiezionymi z innych łowisk i tym sposobem było tam tyle linów ze do dziś dnia nie spotkałem takiego łowiska były tam nawet liny takie czerwone i żółte z kilkoma czarnymi kropkami na grzbiecie do tego sporo karasi i słonecznicy ale ja miałem szczęscie do linów 30-50cm wtedy jeszcze łowiłem na stary taki zielony spinning 2 częściowy z kołowrotkiem o ruchomej szpulu z terkotką spławik z pióra i wyniki były ale jak to bywa przyjechali ludziska zaczęli podrywami łowic i w ŁOCET wszystko wydusili .
Inna miejscówka to starorzecze nad Wartą w Pyzdrach piekna starucha taka kiszka bardzo głęboka zarośnieta przez grzybienie i grązele zabiscieki i inne rosliny a między nimi łowilem wzdregi plocie krąpie i karasie a czasem na czerwonego podeszly okoniska to były łowy :)
póżniej zaczalem juz spinnngowac chyba w wieku 12 lat bo mialem tę odznakę która mnie upoważniala do tego :) i ten spinning został mi do dziś tylko miejscówki jakies mniej rybne :(
Wciąż na niej łowię.:) Dlatego że nie nie licząc krótkiej przygody na samym początku z wodami stojącymi łowię na jednej rzece, zazwyczaj zawsze na jednym odcinku o długości kilku kilometrów. Jednak jak ktoś już powiedział "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" i poszczególne miejscówki dziś zupełnie nie przypominają tych sprzed lat.
To samo jeziorko o powierzchni 2,8 h zdjęcie zrobiłem w połowie marca 2012, do tego jeziorka mam 30 kilometrów ale nad jezioro mojego dzieciństwa wróciłem z wędką po kilkudziesięciu latach.
Nad te jeziorko jeżdżę, bo jest tam wyjątkowo cicho i spokojnie rzadko tam spotykam wędkarzy, tylko czasem tam przyjeżdżają miłośnicy karpia.
Miejscówka z dzieciństwa
Niezapomniane, czarujące miejsca zdobywania pierwszych wędkarskich szlifów, moja ulubiona miejscówka z dzieciństwa. Wspomnienia powróciły niedawno, w pierwsze listopadowe dni, podczas pobytu na grobach dziadków. Miejscówka przedstawiona na zdjęciu, położona jest przed wioską Ewopole, w gminie Trawniki na kanale łączącym rzekę Wieprz z Krzną.
Heh ..Przepiękny temat na wpis do bloga, aż szkoda go "spalić" na forum :)
Gdybym chciał opowiedzieć o swojej miejscówce dzieciństwa musiałbym napisać o łowieniu pstrągów na robaki :) Do tego w ilościach i rozmiarach w które się raczej nie wierzy. Oczywiście wtedy wszystko było ok, zgodne z RAPR. Raz próbowałem już o tym pisać i od razu mnie "rozjechali" ci co są (prawie) pewni, że to było nielegalne :)
Na tej wodzie w okresie wakacji dominował sumik karłowaty i karaś. Metoda feeder leszczynowy z czerwonym robakiem. Na spławiczek wykonany ze stosiny pióra bociana, na zakrętach przy pasie roślinności dominowała płoć i kiełbiki. Najlepszą przynętą były koniki polne.
Gdy czytałem ten wpis to od razu przypomniały mi się moje stare miejscówki. Takie miejsca mają swój urok.
Marku super temat :)Kazdemu (chyba) odrazu pojawiaja się obrazy z dzieciństwa.Ja takze mam ich kilka i niestety teraz musze powiedziec że te miejsca prawie nie istnieją :(Smutne ale postęp cywilizacyjny robi swoje .
PozdrawiamZion BEll
I ja mam takie swoje jezioro z dzieciństwa gdzie łowiłem jeszcze na leszczynowego kija, płocie, leszcze a nawet okonie. Nad to jezioro jeździliśmy rowerem z bratem ciotecznym starszy o 10 lat, ja oczywiście siedziałem na ramie lub bagażniku i trzymałem wędki. To jezioro to wspomnienia dzieciństwa tam nie tylko chodziliśmy na ryby, ale tez latem się kąpać i popływać na dętce od ciągnika tam też parę lat później kidy przestałem bywać nad tym jeziorem utopił się mój brat stryjeczny.
Właśnie dziś byłem nad tym jeziorem położonym w lesie, do którego można dojechać tylko leśną drogą pełną kałuż i rozjeżdżoną przez ciągniki, to szczęście, że udało mi się tam dojechać i wrócić.
Zdjęcie jest trochę podrasowane żeby jeziorko wyglądało jak z bajki.
Na tej wodzie w okresie wakacji dominował sumik karłowaty i karaś. Metoda feeder leszczynowy z czerwonym robakiem. Na spławiczek wykonany ze stosiny pióra bociana, na zakrętach przy pasie roślinności dominowała płoć i kiełbiki. Najlepszą przynętą były koniki polne.
Rozbawił mnie ten "feeder leszczynowy", chyba każdy z nas ma takie wspomnienia....
Szczęściarze którzy mogli pozyskać lub zlecić wykonanie dwóch spasowanych tulejek aluminiowych lub mosiężnych (łączniki jak w wędkach bambusowych), mogli wykonać "wklejankę" dołączając za pomocą tulejek szczytówkę z niekorowanego pędu jałowca. Zestaw na każdą rybę.
ja swoje pierwsze szlify zdobywałem na bagnach gdzie kiedyś kopano torf, wędka z leszczyny, hak z drutu wyprofilowany i naostrzony spławik był ze styropianu a karasie brały jak szalone. Ale nawet teraz czasem tam chodzę bo chyba tylko tam jeszcze ryby biorą małe bo małe ale ryby...
Moje miejscówki z dziećinstwa gdzie zaczynałem wędkować juz samodzielnie to leśny przeciwpożarowy staw bardzo płytki zarośniety dziki ale zawsze go dorybialiśmy rybami przywiezionymi z innych łowisk i tym sposobem było tam tyle linów ze do dziś dnia nie spotkałem takiego łowiska były tam nawet liny takie czerwone i żółte z kilkoma czarnymi kropkami na grzbiecie do tego sporo karasi i słonecznicy ale ja miałem szczęscie do linów 30-50cm wtedy jeszcze łowiłem na stary taki zielony spinning 2 częściowy z kołowrotkiem o ruchomej szpulu z terkotką spławik z pióra i wyniki były ale jak to bywa przyjechali ludziska zaczęli podrywami łowic i w ŁOCET wszystko wydusili .
Inna miejscówka to starorzecze nad Wartą w Pyzdrach piekna starucha taka kiszka bardzo głęboka zarośnieta przez grzybienie i grązele zabiscieki i inne rosliny a między nimi łowilem wzdregi plocie krąpie i karasie a czasem na czerwonego podeszly okoniska to były łowy :)
póżniej zaczalem juz spinnngowac chyba w wieku 12 lat bo mialem tę odznakę która mnie upoważniala do tego :) i ten spinning został mi do dziś tylko miejscówki jakies mniej rybne :(
Wciąż na niej łowię.:)
Dlatego że nie nie licząc krótkiej przygody na samym początku z wodami stojącymi łowię na jednej rzece, zazwyczaj zawsze na jednym odcinku o długości kilku kilometrów.
Jednak jak ktoś już powiedział "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" i poszczególne miejscówki dziś zupełnie nie przypominają tych sprzed lat.
To samo jeziorko o powierzchni 2,8 h zdjęcie zrobiłem w połowie marca 2012, do tego jeziorka mam 30 kilometrów ale nad jezioro mojego dzieciństwa wróciłem z wędką po kilkudziesięciu latach.
Nad te jeziorko jeżdżę, bo jest tam wyjątkowo cicho i spokojnie rzadko tam spotykam wędkarzy, tylko czasem tam przyjeżdżają miłośnicy karpia.