29.07.2011 - Piątek, postanowiliśmy wraz z Tomkiem Jopkiem wybrać się na popołudniowe rybki. Po głowach chodziły nam najczarniejsze myśli "Znów wrócimy o kiju" , a jednak... Ok 15:00 wyjechaliśmy z Poznania w poszukiwaniu jakiegoś nowego łowiska. Pojechaliśmy na wschód ok 20km od P-nia i ku mojemu ździwieniu trafiliśmy za pierwszym razem w miejsce gdzie 15 lat temu ostatni raz byłem pod namiotem. Oczywiście na początku wysłałem Tomka na zwiad czy jeszcze da się tam łowić no i oczywiście czy nikt już tam nie wędkuje. Na nasze szczęście było pusto i wystarczająco miejsca na nasze 4 kije. Obydwoje zdecydowaliśmy by łapać jedną wędką na koszyk, druga to klasyczny bacik. No to do roboty. Zaczęło się obiecująco gdyż na koszyk złapałem w ok 2 min. po zarzuceniu leszcza ok 30 cm.. Z lewej strony machałem batem, na którego jak się okazało na 60 cm gruncie nałapałem najwięcej (17 leszczy średnio po ok 30 cm każdy i ok 10 płotek, wszystkie 15 cm.) i taką zabawe ze "sztywnym kijem" miałem do samego wieczora a na z gruntu łapałem już tylko same płotki a brały tak że chyba tylko połykały haczyk i stały w miejscu bo "małpka" nie drgła ani razu, a jednak kolejne 15-20 płotek "popełniło samobujstwo" wieszając się na haku :) . W tym samym czasie siedzący po mojej prawej stronie Tomuś miał też sporo brań ale i też sporo mniej złapał, pewnie tylko dlatego że pikerem łapał pierwszy raz w życiu. Na bata złapał jazgara i to chyba wszystko (jego debiut pikerowy okazał się znacznie lepszy). Zaczęło się od kilku okonków po ok 10-12cm, ale z czasem podwieszały się już wymiarowe okonie, na to poprawił trzema leszczami w granicach 20-30 cm i chyba ze 20 płotek ok 15cm. No i wszyscy zadowoleni. Ja że "trochę" połapałem a Tomaszko że nauczył się łapać na koszyk/sprężynę. Pozatym padało i mocno wiało przez 2,5 h , kolejne 2,5 h tylko mocno wiało ;) na dodatek prosto w twarz... Trochę zmokliśmy, choć ani Tomek ani ja nie zwracaliśmy na to uwagi, wkońcu rybki brały dość dobrze. Koniec wyprawy ( ok 20:30 ) idealnie zbiegł się z końcem robaków i zanęty co pozwoliło nam powrócić do naszych domów z uśmiechem na twarzach :) Dołączam kilka fotek i dwa filmy :)
29.07.2011 - Piątek, postanowiliśmy wraz z Tomkiem Jopkiem wybrać się na popołudniowe rybki. Po głowach chodziły nam najczarniejsze myśli "Znów wrócimy o kiju" , a jednak... Ok 15:00 wyjechaliśmy z Poznania w poszukiwaniu jakiegoś nowego łowiska. Pojechaliśmy na wschód ok 20km od P-nia i ku mojemu ździwieniu trafiliśmy za pierwszym razem w miejsce gdzie 15 lat temu ostatni raz byłem pod namiotem. Oczywiście na początku wysłałem Tomka na zwiad czy jeszcze da się tam łowić no i oczywiście czy nikt już tam nie wędkuje. Na nasze szczęście było pusto i wystarczająco miejsca na nasze 4 kije. Obydwoje zdecydowaliśmy by łapać jedną wędką na koszyk, druga to klasyczny bacik. No to do roboty. Zaczęło się obiecująco gdyż na koszyk złapałem w ok 2 min. po zarzuceniu leszcza ok 30 cm.. Z lewej strony machałem batem, na którego jak się okazało na 60 cm gruncie nałapałem najwięcej (17 leszczy średnio po ok 30 cm każdy i ok 10 płotek, wszystkie 15 cm.) i taką zabawe ze "sztywnym kijem" miałem do samego wieczora a na z gruntu łapałem już tylko same płotki a brały tak że chyba tylko połykały haczyk i stały w miejscu bo "małpka" nie drgła ani razu, a jednak kolejne 15-20 płotek "popełniło samobujstwo" wieszając się na haku :) .
W tym samym czasie siedzący po mojej prawej stronie Tomuś miał też sporo brań ale i też sporo mniej złapał, pewnie tylko dlatego że pikerem łapał pierwszy raz w życiu. Na bata złapał jazgara i to chyba wszystko (jego debiut pikerowy okazał się znacznie lepszy). Zaczęło się od kilku okonków po ok 10-12cm, ale z czasem podwieszały się już wymiarowe okonie, na to poprawił trzema leszczami w granicach 20-30 cm i chyba ze 20 płotek ok 15cm. No i wszyscy zadowoleni. Ja że "trochę" połapałem a Tomaszko że nauczył się łapać na koszyk/sprężynę. Pozatym padało i mocno wiało przez 2,5 h , kolejne 2,5 h tylko mocno wiało ;) na dodatek prosto w twarz... Trochę zmokliśmy, choć ani Tomek ani ja nie zwracaliśmy na to uwagi, wkońcu rybki brały dość dobrze. Koniec wyprawy ( ok 20:30 ) idealnie zbiegł się z końcem robaków i zanęty co pozwoliło nam powrócić do naszych domów z uśmiechem na twarzach :) Dołączam kilka fotek i dwa filmy :)
FOTO - Nasze stanowisko >>>KLIKNIJ<<<.
FOTO - Tomek i jedna z jego płotek> >>>KLIKNIJ<<<
FILM - Tomek "A lesze to ze trzy będą" >>>KLIKNIJ<<< "
FILM - Piotr - "Trochę Jest!" >>>KLIKNIJ<<< "
Dziękuję wszystkim za przeczytanie mojego pierwszego sprawozdania z "Wędkarsich przygód Piotra i Tomka" :D
Fajnie.Ale jak patrzę na zdjęcie to widzę am tylko kupę narybku,żadnej ryby.:)
http://forum.wedkuje.pl/post/jak-bylo-dzis-na-rybach/118339/6400