Pamiętam te wakacyjne dnie, w które wraz z rodziną jeździliśmy na okoliczne jeziora. Rozpalaliśmy grilla, jedliśmy, a potem przychodził moment jeszcze gorszy z resztą od wyjazdu, kiedy wszyscy wykładali się na słońcu i opalali, cali wysmarowani filtrem dwudziestką. Ja nienawidziłem leżenia plackiem na trzydziesto stopniowym upale i właśnie wtedy szukałem wszelkiego rodzaju rozrywki. Najlepsze było gapienie się na wędkarzy, a właściwie na starych dziadków z ,,kijem z bambusa,, w ręku. Czasem któryś z nich dawał popatrzeć mi na spławik ze znanej tylko wędkarzom perspektywy. To zawsze było wielkie wydarzenie, o którym zawsze długo i treściwie opowiadałem babci.Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że ja też chcę zostać łowcą ryb.
Wszystko dobrze się składało, ponieważ zbliżał się już upragniony dzień moich urodzin. Zażyczyłem więc sobie wędki. Wraz z rodzicami poszliśmy do sklepu wędkarskiego. Sprzedawca polecił oczywiście wszystko co nie było najtańsze, ale rodzice chęcią spełnienia moich najskrytszych marzeń zgodzili się. Reszta stała się zadziwiająco szybko-tego samego dnia mąż mojej siostry zabrał mnie na ryby. Skończyło się to oczywiście świetnymi wynikami u stryja, a u mnie poplątaniem żyłki i złamaniem szczytówki. Z czasem Jednak nabierałem coraz to nowych umiejętności, a splątania i supły odeszły w niepamięć.
Dzisiaj wszystkie, a jeśli nie to większość oszczędności wydaje na sprzęt wędkarski. Szczególne podekscytowanie budzi kolekcjonowanie sztucznych przynęt spinningowych, a także późniejsze wymienianie się nimi z kuzynem podzielającym moje hobby. Wędkarstwo stało się moją życiową pasją i głównym ,,zajmowaczem,, czasu. Jedynym moim wędkarskim sukcesem był szczupak złowiony na obrotówkę. Nie posiadał on wymiaru-44,3 cm. Mogę jedynie łudzić się, iż miarka była nie dokładna lub ryba była nie rozciągnięta. Oczywiście z jeziora Hajka.
Pamiętam te wakacyjne dnie, w które wraz z rodziną jeździliśmy na okoliczne jeziora. Rozpalaliśmy grilla, jedliśmy, a potem przychodził moment jeszcze gorszy z resztą od wyjazdu, kiedy wszyscy wykładali się na słońcu i opalali, cali wysmarowani filtrem dwudziestką. Ja nienawidziłem leżenia plackiem na trzydziesto stopniowym upale i właśnie wtedy szukałem wszelkiego rodzaju rozrywki. Najlepsze było gapienie się na wędkarzy, a właściwie na starych dziadków z ,,kijem z bambusa,, w ręku. Czasem któryś z nich dawał popatrzeć mi na spławik ze znanej tylko wędkarzom perspektywy. To zawsze było wielkie wydarzenie, o którym zawsze długo i treściwie opowiadałem babci.Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że ja też chcę zostać łowcą ryb.
Wszystko dobrze się składało, ponieważ zbliżał się już upragniony dzień moich urodzin. Zażyczyłem więc sobie wędki. Wraz z rodzicami poszliśmy do sklepu wędkarskiego. Sprzedawca polecił oczywiście wszystko co nie było najtańsze, ale rodzice chęcią spełnienia moich najskrytszych marzeń zgodzili się. Reszta stała się zadziwiająco szybko-tego samego dnia mąż mojej siostry zabrał mnie na ryby. Skończyło się to oczywiście świetnymi wynikami u stryja, a u mnie poplątaniem żyłki i złamaniem szczytówki. Z czasem Jednak nabierałem coraz to nowych umiejętności, a splątania i supły odeszły w niepamięć.
Dzisiaj wszystkie, a jeśli nie to większość oszczędności wydaje na sprzęt wędkarski. Szczególne podekscytowanie budzi kolekcjonowanie sztucznych przynęt spinningowych, a także późniejsze wymienianie się nimi z kuzynem podzielającym moje hobby. Wędkarstwo stało się moją życiową pasją i głównym ,,zajmowaczem,, czasu.
Jedynym moim wędkarskim sukcesem był szczupak złowiony na obrotówkę. Nie posiadał on wymiaru-44,3 cm. Mogę jedynie łudzić się, iż miarka była nie dokładna lub ryba była nie rozciągnięta. Oczywiście z jeziora Hajka.
Autor: pajacyk113 (Jakub Janiel)
Tekst został przeniesiony z mojego bloga www.pajacyk113.wedkuje.pl - nie życzę sobie kopiowania części oraz całości.