Reklama
  • wedkarz902010-11-21 15:59:49

    Zapraszam, was do opisywania swoich najśmieszniejszych historyjek wędkarskich.
    Oraz różnego typu przygód wędkarskich, to tak dla umilenia czasu!!!!

    Moja najśmieszniejszą historia była taka;|
    Pewnego dnia postanowiłem pomachać spinem na blachę za szczupakiem
    kilka rzutów i blacha wjechała w kamienie próbowałem ją odszczelić i rzeczywiście udało się
    a finał był taki ze dostałe 40g blachą po oczy a kotwica wpiła mi się koło skroni kumpel zobaczył co się stało i próbował ja od czepić rękami ale na nic.
    Powiedział tak to daj obetnę plecionkę i jedź na szpital a ja mu na to że nie bo ze śmiechu tam popadają. Nagle go olśniło i wyjął szczypce i jakoś udało się ją wyjąć historia dość zabawna
    ale nie życzę tego nikomu

    Pozdrawiam!!!!

  • sebas93 2010-11-21 17:00:25

    ja raz łowiłem z kumplem na grunt na takiej plaży na Wiśle no i wędki były zarzucone jedna obok drugiej i nurt je chyba splątał w wodzie
    nic nie brało to kumpel mnie namówił żebyśmy poszli pogadać z wędkarzami którzy stali 30m niżej
    kiedy z nimi rozmawialiśmy usłyszeliśmy dzwonki patrzymy na nasze wędki a tu 2 gruntówki na raz są mocno szarpane (1 moja i jedna jego) rzuciliśmy się do wędek ale zanim dobiegliśmy branie ustało
    poczekaliśmy kilka minut a tu znowu to samo obie dzwonią więc obie zostały zacięte ja poczatkowo poczułem coś na wędce ale tylko przez chwile bo potem mi sie żyłka poluzowała i się okazało że jest zmotana z zestawem kolegi który był już na brzegu
    wziąłem się za odmotywanie (mój zestaw jeszcze leżał w wodzie) wtedy czuje że coś ciągnie mi żyłkę
    rękami zacząłem ją ciągnąć a i wyciągnąłem rękami  wyskoczyła piękna prawie medalowa świnkę 1,15kg (jest w mojej galerii):)

  • pangaz4 2010-11-21 21:35:16

    było tego sporo kiedyś na listopadowej zasiadce 3 dniowej spłonął nam namiot przez kuchenkę turystyczną która też wybuchła inego razu bylismy świadkami jak koleś chciał utopic psa w worku z cegłą było ciemno (zasiadka węgorzowa ) my po kilku czaso umilaczach w puszce i ja do gościa co ty chu.u robisz ? a on że gówno mnie to obchodzi po chyba niespełna  3 sekundach leżał na ziemni i błagał o litość proponowałem koledze by go utopić ale kumpel stwierdził że - zabijemy świnie a będziemy odsiadywać za człowieka    pies dostał nowe imie rambo i żyje do dziś znalazł dom u innego kolegi jest rozpieszczany przez jego córki

  • wedkarz90 2010-11-21 21:41:16

    To nie źle kol.pangaz4 fajnie ze piesek żyje i ma dobrego właściciela. ;)

  • Reklama
  • pangaz4 2010-11-21 21:46:38

    aaaaaaaa jeszcze jeden epizod na jednej z zasiadek robiąc śniadanie wpadłem na pomysł żeby podgrzać  puszkę rybną i zobaczyć jak szprot smakuje na ciepło no i sru na żar z ogniska poszliśmy przerzucić zestawy a tu nagle jebssssssssssss huk jak by z moździerza ktoś pipnoł  patrzymy a tam szprot jest wszędzie na namiocie na plecakach na wszystkim masakraaaaaaa  

  • kulaszusza 2010-11-21 21:56:09

    Witam, będąc latem na nocce na Narwi poszedłem się kimnąć do namiotu , i gdy się ocknąłem siedziała mi na twarzy wielka żaba ,to było straszne ,wystrzeliłem z namiotu jak strzała .pozdro MIKOŁAJ

  • Jędrula 2010-11-22 16:30:38

    Ja wkleję post który niedawno napisałem w innym temacie .

    Ps. Fajny temat :)

    Ja kiedyś miałem podobnie . Pojechałem na Odrę za Buków niedaleko Krzyżanowic . Zabrałem z auta

    spina i poszedłem pokillować . Udałem się na moje sandaczowe złote miejsce . Było to świeżo po większej wodzie która dość mocno podmyła brzegi  , stanąłem i śmigam . Miałem jedno branie , wkurzony , że nie zaciąłem ryby podszedłem jeszcze bliżej brzegu i w amoku śmigam jeszcze dokładniej . W pewnym momencie ziemia pode mną się osunęła i walnąłem z około 1,5 m do rzeki . Płynąłem tak około 30 m , rzeka ściągnęła mi gumiaki , zabrała telefon i drobne na piwko .

    Wracając do domu rozebrałem się do majtek i tak prowadziłem samochód . Oczywiście , że nieszczęścia chodzą parami i w myśl tego przysłowia do kontroli zatrzymał mnie patrol drogówki , a ja w tych majtkach jak jakiś trzepokoński , ale się wstydziłem tym bardziej , że znałem tych policmajstrów .

    Na szczęście nie paradowałem nago po osiedlu bo miałem w garażu ubranie robocze

  • Forum wedkuje.pl 2010-11-22 23:58:33

    Witam...

    Oj było kilka takich :)))Pojechaliśmy na noc do Koszelówki (na węgorza) jak dobrze pamiętam,noc piękna spokojna nie to co teraz ktoś tam komaruje jakieś pomruki nagle branie !!!! dzwonek(dawne czasy) szaleje panika wszyscy się zrywają.Kolega po fachu podbiega do wędki profesjonalne zacięcie jakieś dziwne wygibasy i krzyczy chłopaki nie mam kołowrotka !!!Już ktoś jest z latarką :)I jeden wielki śmiech Ernest w przypływie sił wędkarskich wyrwał z wody palik do mierzenia stanu wody.hahahah zebyście widzieli nasze miny.. Pozdrawiam brać wędkarską

  • Reklama
  • perwer 2010-11-23 17:50:44

    Miałem taki jeden wyjazd że płakałem ze śmiechu pół nocy.Pewnego letniego wekendu wyjechaliśmy na nocke na ryby.Byłismy w pięciosobowej ekipie w sumie zazwyczaj razem jeżdzimy.Jeżdzi z nami taki gostek ,kawał chłopa 150 kilo wagi i nazywamy go misiek,bardzo fajny zabawny gośc,ma tylko pecha troche ,bo nigdy zazwyczaj jak jedzie z nami nic mu nie bierze.No i siedzimy.Wedki zarzucone,gril sie pali,ognisko,wódka sie leje i jest wesoło.Godzina około 24 zero brań,ale kto by sie przejmował jak jest atmosfera.Nagle jeden sygnalizator zaczyna wyc jak wsciekły ,patrzymy i ku naszemu zdziwieniu to sygnalizator miska.Ten sparaliżowany ze zdziwienia że to jego i siedzi i nie może uwieżyc że to jego.To krzyczymy MIsiek dawaj ,masz branie..misiek ma już w czubie sporo i sie zrywa z siedzenia.Zanim sie podniósł to juz mineło z 3 minuty,ale start jak wstał miał taki jak BEN JOnson ...najpierw wpadł na grila ,po tem wpadł do ogniska ,płonący przewrócił wszystkie stoliki i jak pochodnia wystartował do wędek.Przewrócił 4 wędki ale trafił na swoja i zaciął.Na kiju wisiało cos sporego to z przerażenian weszedł do wody i wleciał w szlify razem z wędką.Coś tam krzyczał,ale wszyscy popłakani ze smiechu nie byli w stanie podjąc współpracy.Ze szlifów musielismy go wyciągac a na kiju miał suma 80 cm.O 1 w nocy misiek i sum byli na brzegu a zabawa trwała jeszcze całą noc i dzien.Trzeba by to widziec..masakra

  • bosman9090 2010-11-23 20:57:16

    pewnego dnia pojechaliśmy na nockę (ja, mój tato i kolega- Marek)próbowaliśmy wjechać na fajne miejsce oczywiście ford escord się zakopał ale jakoś wspólnymi siłami udało nam się go odkopać pojechaliśmy na inny staw i fajne miejsce próbowaliśmy dojechać jak najbliżej miejscówki w pewnym momencie ford znów siadł w błocietym razem mnie daliśmy rady dróżką szli dwaj około 17-nasto letni "chłopcy"poprosiliśmy ich o pomoc oczywiście nam pomoglitato wbił wsteczny ja i marek byliśmy po środku maski a oni po bokachpierwsza próba sił nie udanaza drugim razem było troszkę lepiejza trzecim razem fura wyszła i sporo odjechaliśmy od miejsca przychodzimy na nasze miejsce widzimy tych kolesi a oni jak murzyni po polowaniucali z błota jeden to błoto z uszu i nosa wyciągał drugi mył się w stawie gdzie woda brudniejsza niż onale było się z czego pośmiaćpozdrawiam 

  • wedkarz90 2010-11-23 22:11:53

    Zapraszam do przeczytania moich wisów na blogu!!!!

  • poldek1952 2010-11-24 15:20:59

    Tak tak, haczyk wbity w miejsce które służy do siedzenia,kąpiel w rzece po " soczystym zacięciu " i temu podobne przypadki udało mi się zaliczyć chadzając z wędką.Ale najśmieszniejsza rzecz przytrafiła mi się na Wiśle.Byłem na wypadzie nad Wisełką,żona zapowiedziała mi że muszę coś przywieżć na dowód,że byłem na rybach.Jak na złość trafiłem na kompletne bezrybie.W pewnym momencie jest długo oczekiwane branie na federa,zacinam i czuję że coś na haku wisi.Z trudem udaje mi się podciągnąć zdobycz do brzegu i w tym momencie widzę że na haku wisi całkiem w dobrym stanie sporych rozmiarów biustonosz.Chyba domyślacie się że do domu wróciłem bez trofeum.Pozdro.

  • Reklama
  • bosman9090 2010-11-24 17:32:33

    żona chyba by Cię zabiła ;D haha

  • trebor123 2010-11-24 20:19:59

    Witam. Przeczytałem kilka opowiadań są super. Pewnie nie będę oryginalny ale miałem taką wpadkę że głowa boli...Wybraliśmy się z moim synem i ojcem ta spining. Po kilku dłuższych chwilach złapałem zaczep. Oczywiście każdy z nas próbuje uratować blachę...No więc i ja ratowałem ale bez rezultatu. Szarpałem i nic. Więc zapadła decyzja że czas urwać. Napiołem żyłkę i.... wirówka wyskoczyła z wody trafiając mnie w usta. Centralnie wbiła się. Do śmiechu mi nie było. Odciołem żyłkę od wolframu. Miałem dwa wyjścia albo jechać do szpitala ( pewnie by po padali ze śmiechu bo byłem raz z kuzynem który miał w nosie wbity hak z proteiną to wiem co się działo) albo wyjąć sobie sam. Ojciec i syn padali ze śmiechu na mój widok:-)Postanowiłem wyjąć kotwice. Uwierzcie ból był straszny. Wyrwałem sobie jakieś tkanki ( mięso?). Aż mam ciarki jak to pisze...Ale wiem teraz co czuje ryba. pozdrawiam.

  • ala 2010-11-24 20:41:01

    Miałem taki jeden wyjazd że płakałem ze śmiechu pół nocy.Pewnego letniego wekendu wyjechaliśmy na nocke na ryby.Byłismy w pięciosobowej ekipie w sumie zazwyczaj razem jeżdzimy.Jeżdzi z nami taki gostek ,kawał chłopa 150 kilo wagi i nazywamy go misiek,bardzo fajny zabawny gośc,ma tylko pecha troche ,bo nigdy zazwyczaj jak jedzie z nami nic mu nie bierze.No i siedzimy.Wedki zarzucone,gril sie pali,ognisko,wódka sie leje i jest wesoło.Godzina około 24 zero brań,ale kto by sie przejmował jak jest atmosfera.Nagle jeden sygnalizator zaczyna wyc jak wsciekły ,patrzymy i ku naszemu zdziwieniu to sygnalizator miska.Ten sparaliżowany ze zdziwienia że to jego i siedzi i nie może uwieżyc że to jego.To krzyczymy MIsiek dawaj ,masz branie..misiek ma już w czubie sporo i sie zrywa z siedzenia.Zanim sie podniósł to juz mineło z 3 minuty,ale start jak wstał miał taki jak BEN JOnson ...najpierw wpadł na grila ,po tem wpadł do ogniska ,płonący przewrócił wszystkie stoliki i jak pochodnia wystartował do wędek.Przewrócił 4 wędki ale trafił na swoja i zaciął.Na kiju wisiało cos sporego to z przerażenian weszedł do wody i wleciał w szlify razem z wędką.Coś tam krzyczał,ale wszyscy popłakani ze smiechu nie byli w stanie podjąc współpracy.Ze szlifów musielismy go wyciągac a na kiju miał suma 80 cm.O 1 w nocy misiek i sum byli na brzegu a zabawa trwała jeszcze całą noc i dzien.Trzeba by to widziec..masakra
    usmialam sie do lez-przesmieszna przygoda!

  • jacenty75 2010-11-25 10:00:00

    Tak tak, haczyk wbity w miejsce które służy do siedzenia,kąpiel w rzece po " soczystym zacięciu " i temu podobne przypadki udało mi się zaliczyć chadzając z wędką.Ale najśmieszniejsza rzecz przytrafiła mi się na Wiśle.Byłem na wypadzie nad Wisełką,żona zapowiedziała mi że muszę coś przywieżć na dowód,że byłem na rybach.Jak na złość trafiłem na kompletne bezrybie.W pewnym momencie jest długo oczekiwane branie na federa,zacinam i czuję że coś na haku wisi.Z trudem udaje mi się podciągnąć zdobycz do brzegu i w tym momencie widzę że na haku wisi całkiem w dobrym stanie sporych rozmiarów biustonosz.Chyba domyślacie się że do domu wróciłem bez trofeum.Pozdro.

    Dobrze, że nie była to prezerwatywa bo w naszej kochanej Wiśle takich gadżetów nie brakuje.

    Pozdrowienia dla Ciebie i małżonki.

  • GBH 2010-11-25 10:35:28

    To były zawody spinningowe z łódek kilka lat temu. Dolosowany do mnie wędkarz pod koniec tury założył dość grubą wahadłówkę (chyba Alga 3) i ją spinningować. Wiatr wiał coraz silniejszy i blacha latała gdzie chciała z wyjątkiem zamierzonego miejsca. W pewnym momencie:

    wędkarz krzyczy: -siedzi!!!

    ja: dać podbierak?

    wędkarz: nie... zmęczę ją trochę... ale chodzi!!!

    po chwili wędkarz drze się: ku...a gości oddawaj mi moją blachę!!!!

    Ja patrzę w kierunku, w którym wskazuje ręka wściekającego się współtowarzysza, a tam w odległości kilkunastu metrów widzę taki obrazek: utrzymujący się na wodzie miłośnik windsurfingu usiłuje wdrapać się na deskę, ale nie pozwala mu na to.. blacha zaczepiona kotwicami za piankowe ubranko (na plecach) biedaka. Hamulec gra, towarzysz równo opier... surfera, że "na ch... tak blisko podpływa i płoszy ryby" :-),  ja już nie moge ze śmiechu..., a widzący całą akcję wędkarz na brzegu leży w trawie i rży :-).

    Finał był taki, że surfer wypiął blachę i zawinął się razem z deską i ze zwiędniętymi od bluzg mego współtowarzysza uszami :-)

  • Reklama
  • splawik 112233 2010-11-26 20:02:30

    Witam ja wybrałem się kiedyś z ojcem na rybki. W pewnym momęcie haczyk się o coś zaczepił nie chciał puścić więc postanowiłem zerwać żyłke lecz po zerwaniu w wodzie był jeszcze spławik i stoper. Po zerwaniu zaczep wypuścił haczyk i pływał wraz ze spławikem po wodzie a że to było latem postanowiłem wskoczyć do wody gdy dopłynąłem wyciągam rękę i nagle spławik robi odjazd no to ja za nim po jakichś 20m łapie go i holuje do brzegu czuje że coś jest zaczepione wszedłem na pomost i wyciągam żyłkę a ojciec kręci filmik okazuje się że na haczyku wisi piękny pół kilogramowy karaś. Troche się pośmialiśmy zrobiliśmy sesje i rybka wróciła do wody. Pozdro!!!

  • ijek 2010-11-26 22:57:58

    Witam. Przeczytałem kilka opowiadań są super. Pewnie nie będę oryginalny ale miałem taką wpadkę że głowa boli...Wybraliśmy się z moim synem i ojcem ta spining. Po kilku dłuższych chwilach złapałem zaczep. Oczywiście każdy z nas próbuje uratować blachę...No więc i ja ratowałem ale bez rezultatu. Szarpałem i nic. Więc zapadła decyzja że czas urwać. Napiołem żyłkę i.... wirówka wyskoczyła z wody trafiając mnie w usta. Centralnie wbiła się. Do śmiechu mi nie było. Odciołem żyłkę od wolframu. Miałem dwa wyjścia albo jechać do szpitala ( pewnie by po padali ze śmiechu bo byłem raz z kuzynem który miał w nosie wbity hak z proteiną to wiem co się działo) albo wyjąć sobie sam. Ojciec i syn padali ze śmiechu na mój widok:-)Postanowiłem wyjąć kotwice. Uwierzcie ból był straszny. Wyrwałem sobie jakieś tkanki ( mięso?). Aż mam ciarki jak to pisze...Ale wiem teraz co czuje ryba. pozdrawiam.

    miałem to samo tylko że byłem z kolegą i wbił mi sie hak od gumki przeszedł na wylot wbił sie od zewnątrz a wyszedł wewnątrz ust napoczatku sie śmialem z kolegą ale póżniej gdy nie mogłem wyjac zaczeło bolec i zdałem sobie sprawe jak to boli mnie i ryby :D jakoś udało się wyjać kleszczykami

  • striggley 2010-11-27 15:13:24

    zapraszam do czytania :")
    Śmieszna historia - wdzięczność odzyskanego kija

  • mizerny 2010-11-29 11:42:44

    Czytając te wszystkie śmieszne i mniej śmieszne opowieści ( przygody wędkarskie) przypomniała i mi się jedna. Z tego co pamiętam wybrałem się latem z kolegami ,, karpiarzami;na typową zasiadkę na karpia. Wczesna pora ranna, zestawy zarzucone, my zadowoleni i jak to bywa że najlepszym tematem na rybach jest oczywiście temat o ,,rybach"" więc rozmawiamy i żartujemy, nagle słychać u kolegi sygnalizator, o jest branie !!!!  Zadowolony kolega zacina śmiejąc się przy tym że jest ,,wspaniały okaz"", już po wędce widać że nie mała sztuka, wedka się ugina jak banan  po jakimś czasie holu, są niesamowite odjazdy a ryby nie widać???? Co jest? Patrzymy jeden na drugiego jak dwa baranki ze zdumieniem, dopiero gdzieś koło 15, 10 metrów od pomostu wyłania się nasz ,,wspaniały okaz"" jest to ...... Perkoz samiec (uwzględniając po upierzeniu), biedny zaczepił się o ,pojdę"" wyjadając nam zanętę - (a jakim cudem"" to do dzisiejszego dnia nie wiemy ???)ale to była najśmieszniejsza przygoda wędkarska jaką pamiętam, śmiechu i humoru nie brakowało z podebraniem tego ,,wspaniałego okaza"" ale jakoś udało się i nasz ,,wspaniały okaz Perkoz"" został wypuszczony na wolność.......Pozdrowienia dla wszystkich miłośników wędkarstwa:):) 

  • wedkarz2309 2010-12-02 10:12:33

    Osobiście kilka przygód pamiętam i coś tam opiszę...:)
    Śmiechu było sporo, ale mogło się to skończyć zdecydowanie gorzej, niż śmierć karasia...
    Na szczęście skończyło się, jak się skończyło...:)

     

    Przygoda miała miejsce 5-6 lat temu.
    Jestem z dwoma kolegami na Odrze w porcie i łowimy na spławiki...:)
    Był to nasz pierwszy wspólny wypad nad Odrę...:)
    Siedzimy pod mostem, biorą małe krąpie, złowiliśy ich sporo, mi się udało złowić wówczas życiówkę bolenia, który miał całe 31 cm...:)
    Rybka przestała brać, więc jeden z kolegów przerobił kijek na żywcówkę, założył karasia, zrobił zamach i... AAA...!!!
    Okazało się, że zestaw z impetem napotkał po drodze na moją głowę, a dokładniej, to na okolice skroni...
    Przy tym zderzeniu cały zestaw się rozsypał, oliwka z bojką poszybowały daleko do wody, a karaś z kotwicą wylądował w strefie przybrzeżnej...
    Szkoda tylko, że biedak nie przeżył "czołówki"...:)

    Szczęściem było to, że nie dostałem kotwicą lub oliwką...:)

  • wedkarz90 2010-12-02 11:57:57

    Znam tą historie Mariusz ja miałem nieco gorzej bo mi się wbiła kotwica.
    Jednak wędkarstwo to ekstremalny sport ;)



    Pozdrawiam!!!!!

  • Forum wedkuje.pl 2010-12-02 14:36:19

    Świetny temat panowie naprawdę a wpis kolegi perwera to masakra, prawie się herbatą udławiłem. Ja też podzielę się z wami moimi przejściami na rybach: Wybrałem się kiedyś z kumplami na stawy prywatne, oni jeździli tam często ale ja byłem z nimi pierwszy raz. Wrześniowy poranek zimno jak cholera więc wzięliśmy ze sobą flaszkę, wędki zarzucone a my siedzimy sobie przy tej flaszeczce. Dodam jeszcze że do przepicia mieliśmy tylko termos gorącej herbaty, nigdy więcej nie będę przepijał gorącą herbatą to było coś strasznego! Ale wróćmy do tematu, w pewnym momencie zauważyłem na spławiku bramie i w bieg, energiczne zacięcie a tu niespodzianka podczas zacięcia połamałem sobie fajke a ta przykleiła mi się obok nosa. Wędki przecież nie puszcze wiec więc dmucham może się odlepi ale gdzie tam a szczypie strasznie, w końcu szybki rich ręką i ulga, kumple to myślałem że do wody powpadają ze śmiechu! Przez pół roku miałem ślad na twarzy, co do rybki to wyciągnąłem wtedy całkiem fajnego karpia i jeszcze jedno teraz już nie palę!!!

  • Reklama
  • tomiczek22 2010-12-02 20:14:49

    Moja historia z żywcem była podobna jak u Mariusza,  tyle tylko że nikogo nie zaczepiłem nikogo. 

    Grunt trochę większy... za placami skrzynka... wyrzut... i bach!! Skrzynia stoczyła się ze stromego brzegu do wody :D Dziwne że kij się nie połamał albo żyłka nie pękła. Dobrze chociaż że było przy brzegu ze 50 cm wody to udało mi się wszystko pozbierać .



     Bywały inne sytuacje ... nie moje a ludzi łowiących nieopodal :D

    Nic nie brało i dwóch kolegów przysypiało po nocce. Gdy jeden zasnął, drugi przyczepił do haczyka kolegi jednorazowkę. Gdy się zwijali do domu kolega z workiem na kiju drze się że ma rybę życia... Prawie do wody ze śmiechu nie wpadłem :D Kiedy przy brzegu zobaczył jednorazówkę prawie się popłakał ze złości a my ze śmiechu :D



     Słyszałem też historie nad wodą...


    Dwóch wędkarzy siedzi nad wodą... wspólny wypad. Obaj łowią na żywca. Jeden z nich idzie załatwić swoje potrzeby w krzaki. Jego kompan zwinął zestaw  założył na kotwiczkę drugiego okonika. I siup... do wody . Spławik odjeżdża... Z krzaków przybiega kolega i zacina... Jakaż była jego mina... bezcenna :D

  • tomiczek22 2010-12-02 20:15:45

    ehhh sory za drobne błędy

  • Jack14 2010-12-10 18:56:56

    Było to naście lat temu. Wspólnie z kolegą po kiju postanowiliśmy wybrać się po raz kolejny na nasze ulubione nocne łowisko. Rosówki zbieraliśmy na przy domowych trawnikach chyba ze dwa dni (susza). Owe łowisko to rzeczka szeroka na jakieś 6m głęboka na 2,5m ale z odnogą 2m na 0,5m dostępna suchą nogą tylko z jednej strony oczywiście dla w tajemniczonych, która zresztą była naszym celem wyprawy.

    Odpowiednio wcześniej zadbaliśmy o nasz komfort łowienia, czyli ławeczka do siedzenia przygotowana z kilku palików znalezionych na miejscu i oczywiście ukryta w przybrzeżnej roślinności (wcześniej postawione w różnych miejscach były dewastowane).

    Na co łowić? Już mieliśmy dorodne robaczki ale czym zanęcić? Kolega jako, że pracował w zakładzie mięsnym wpadł na zdawać by się mogło rewelacyjny pomysł białe robaczki, które tam są w każdym koszu na śmieci.

    Jak on to zebrał nie wiem nie pytałem ale był strasznie "wq..." jak szliśmy na ryby i lekko zalatywał padliną.

    Pogoda odpowiednia, schowana ławeczka cała już ustawiona w trzcinach, po robaczku na haku, słońce zachodzi, czas użyć asa i ?

    Kolega wyciąga słoik (źle zakręcony) i cała zawartość ląduje prawie na naszą ławeczkę.

    Wytrzymaliśmy (wytrzymałem) nieco ponad godzinę.

    Kolega był twardy i mówił, że jak je "zmuszał" do opuszczania pojemnia na śmieci to gorzej "jechało", a to teraz to nic.

    Nie przekonał mojego nosa ani mnie dlatego dołączył do mnie po 30 min na nowym stanowisku.

    Wtedy byliśmy na siebie prawie obrażeni, a teraz jak to wspominam to ze śmiechu pękamy.

    Pozdrawiam.

     

     

     

  • Forum wedkuje.pl 2010-12-11 09:28:17

    Było to kilka lat temu i dopiero zaczynałem wędkować. Wybrałem się z kumplem na jeziorko, ulokowaliśmy się koło trzcin z fajnym pomostem. No i tak siedzieliśmy z 4h, jedyne co złowiliśmy to jakieś ukleje, okonka, aż tu nagle mój spławik leci w dół. Ciesze się jak durny widząc jak wędka się ugięła kumpel tylko mnie przeklina, zwijam zestaw już mam przy pomoście a tu wyskakuje coś wielkiego czarnego, aż się wystraszyliśmy, emocje, pojęcie zerowe. Jak się okazało był to kawał porządnego drewna. 
    Inna przygoda to teraz we wrześniu na warcie, podczas łowienia na grunt. Porządne ugięcie, zacinam rybę, ciesze się jak durny bo czuje leszcze z 1,5kg. Zwijam z oporem żyłkę, szczytówka aż się ugina. Krzyczę do kumpla żeby dawał podbierak bo "potężną rybe ciągnę". Kumpel przeklina, bo więcej ryb od niego wyciągnąłem. Rybka już przy brzegu, wypatruje tego olbrzyma, aż tu nagle wszystko się rozmyło, krąp 20cm zaczepił się na środku jego ciała i poruszał się takim ruchem kolistym stawiając opór. Kumpel był zadowolony ja nie 

  • michal0210 2010-12-23 21:40:00

    W lipcu tego roku wybraliśmy się na ryby całą rodziną na cały dzień. Siedzieliśmy nic nie mogliśmy złowić większego oprócz kilku 20 cm krąpi. Po obiadku (zupka Amino) postanowiłem że będę łowił na feederka, rozłożyłem zestaw rozrobiłem zanętę no i zacząłem łowienie. Nic nie brało. Około godziny 17 wyciągam swój zestaw aby napełnić koszyk i zmienić przynętę. Zwijam zestaw zwijam ale widzę mi się coś naplątało na szczytówce (trochę wkurzony bo dosyć że nic nie bierze to jeszcze mi się poplątało) dosłownie 1.5 metra od brzegu. Zestaw był w wodzie a ja odplątywałem na szczytówce żyłkę nagle poczułem szarpnięcie jedno a zaraz drugie dosyć mocne to nie zastanawiając się pociągnęłem żyłkę i czuję że mam coś na haczyku (cała rodzinka się śmieje że ryby łowie ręką) wyciągam to żyłkę a na powierzchni wody ok 50cm kleń. Próbuje się schylić po niego a ten chlapnął ogonem i popłynął. Najwidoczniej za lekko był zacięty. Mam nadzieje że jeszcze kiedyś go spotkam!

  • Forum wedkuje.pl 2010-12-23 21:48:19

    Kiedyś spinningując na pewnym jęziorku, w sierpniowe popołudnie, po deszczu, zaliczyłem kąpiel spadając prawie z każdego pomostu jakie tam były. Pocieszeniem był fakt, że woda była cieplutka, więc jakoś to przeżyłem.

  • lizak 2011-01-23 12:23:25

    Było i u mnie kilka takich histori. Gdy mój tata kilka lat temu zaczynał wędkowanie zarzucał któryś raz z kolei wędkę z betonowego brzegu wykonał rzut i wędka wypadła mu z impetem z rąk uderzając o kant betonu.I stalo się. Wędka złamała się w pół. Oczywiście wcześniej złowiliśmy malutką płotkę.

    Bodaj w zeszłym roku  byłem nad jez. wieleńskim. Po nie udanych połowach poszliśmy zobaczyć co u innych wędkarzy. Na brzegu jeden wędkarz ciągnął ""rybę""na spining. Nie miał podbieraka, dlatego mój tata wysłał mnie do samochodu po nasz podbierak. Gdy wróciłem z podbierakiem okazało się ,że ryba była workiem po nawozie.

  • rozap37 2011-01-23 13:54:03

    ktoregoś dnia siedzialem sobie nad zalewem , zarzuciłem zestaw , ale brania nie było, ale i tak zawsze przy sciaganiu lekko zacinam , i nagle opór :) czuje cos siedzi juz podjarany ciągne do brzegu ale opór pożądny , i lekko idzie w bok , ale jakos docholowałem ,,,,,, cholerną butlę  5 litrową  :(  

  • rozap37 2011-01-23 14:11:49

    w pazdzierniku wybrałem się na spinning na miejski zalew , żadko tam spinniguję ale co tam , po godzinie chodzenia wyniki połowów - 4 małże , 2 gałęzie i wielka szmata , plakać czy sie smiać :( , :) 

  • Forum wedkuje.pl 2011-01-23 14:14:03

    Będąc w wakacje nad domaniowem na nocną zasiadke jak zawsze pali sie ognisko.Wędki zarzucone sygnałki włączone wokół cisza przysnołem i poczułem że moja noga była gorąca otwieram oczy i widze że jeden z kaloszy mi sie pali szybko lece do wody i gasze ogień wszyscy wokół sie śmiali lecz ja byłem wkurzony na tate bo też sie śmiał ale po tem też sie śmiałem.To chyba najbardziej ekstremalna moja wpadka na rybach

  • Mlody1305 2011-01-28 22:38:21

    Dobre

  • Mlody1305 2011-01-28 22:44:32

    To ja wam opowiem moją Siedzę na stawie 2 wędki wystawione (Grunt i Spławik ) Cisza jak makiem zasiał a tu nagle Ktoś kichnoł wydobywając przy tym słowa A Psi H** Oczywiście wszyscy głośno i wyraznie słyszeli wszyscy w śmiech  jeden chłopak ze śmiechu do wody z pomostu wpadł to wszyscy się zaczęli z niego śmiać  Na szczęście nic mu się nie stało 

  • adamoski 2011-01-28 23:09:25

    Cudowna pogoda wieczór, chcąc zarazić narzeczoną wędkarstwem ściągnąłem ją na ryby , oczywiście zapomniałem poinformować ją wcześniej , ale na szczęście moja mama pożyczyła jej adidasów co by w szpilkach nie musiała nad wodą siedzieć. 

    Tak czy siak łowiąc na daleko zarzucony grunt i na spławik przy brzegu gdzie brała drobnica ( chciałem by ukochana coś złapała) gaworząc radośnie i doskonaląc lubej technikę zarzutu, nasz spokój przerwały... 

    Galopujące krowy, biegnące wprost na nas, wyprowadzane przez nie roztropnego tubylca , na szczęście gdy nas zauważył krzyknął głośne: "NIECH CIE..SKUR.&^%^  WEŹMIE" i krowy zwolniły:) 

    Moje życie mignęło mi przed oczami a krowy... namiętnie nawoziły zanęcone przeze mnie miejsce. Z połowów zostały tylko.. papierki po zapiekankach kupionych w pobliskim barze i miłe wspomnienia:) 

  • Xawery 2011-03-25 22:34:13

    kilka lat do tyłu,byłem z Alą i znajomymi na noc na rybach i był z nami prześmieszny facet-ksywa-Malina.I jak to w nocy,ryba nie bierze,to kielonek-dla zabicia czasu.Rano o 4ej,Pan Malina patrzy,a u jego wedek brakuje kołowrotków,zapomniał po pijaku,że je zdjął,a wędki odłożył,wkurzył się na wszystkich i postanowił dać upust swojej złości.Pech chciał,że obok nas stał jego polonez,więc p.Malina dosiadł go i na nim się wyżył.Jezdził nim po polu i statarował chłopu pole z sianem,przez otwarte drzwi w polonezie pogubił resztę przyrzadów wędkarskich,a na koniec wjechał do zalewu.Morał jest taki,że zamiast łowienia ryb,to mielismy tam kabaret,a nasz znajomy musiał iść do wsi po traktor,żeby uratować swojego mustanga-czyt.poloneza...

  • ala 2011-03-25 22:43:34

    kilka lat do tyłu,byłem z Alą i znajomymi na noc na rybach i był z nami prześmieszny facet-ksywa-Malina.I jak to w nocy,ryba nie bierze,to kielonek-dla zabicia czasu.Rano o 4ej,Pan Malina patrzy,a u jego wedek brakuje kołowrotków,zapomniał po pijaku,że je zdjął,a wędki odłożył,wkurzył się na wszystkich i postanowił dać upust swojej złości.Pech chciał,że obok nas stał jego polonez,więc p.Malina dosiadł go i na nim się wyżył.Jezdził nim po polu i statarował chłopu pole z sianem,przez otwarte drzwi w polonezie pogubił resztę przyrzadów wędkarskich,a na koniec wjechał do zalewu.Morał jest taki,że zamiast łowienia ryb,to mielismy tam kabaret,a nasz znajomy musiał iść do wsi po traktor,żeby uratować swojego mustanga-czyt.poloneza...

    Pamiętam to zdarzenie......nad Wisłą też się popisywał.

  • Xawery 2011-03-25 22:46:39

    takich rzeczy się nie zapomina,szkoda,że Malina nie żyje

  • qendo 2011-03-25 23:38:29

    Za dzieciaka pojechałem skuterem na ryby bez wędek ; ) po przejechaniu 20km ze skrzynką, podbierakiem i zanętą uzmysłowiłem sobie 500m od łowiska, że plecak został w garażu.

  • Reamedes 2011-03-26 00:23:50

    Ja w ubiegłoroczne wakacje pojechałem na nowe łowisko (staw zwany Gibirga) około 7km od domu. Podobno biorą tam ładne karasie namawiał mnie kolega i stało sie wyjechalismy rowerami o 2 w nocy aby przed świtem być na łowisku. Zajechalismy troche po 3 i rozpoczynamy rytułał. Widac że ryba jest w zanęconym przez nas dzień wcześniej łowisku bo bąble pokazywały sie bardzo często. Ja przygotowałem stanowisko, robaki, rozłożyłem podbierak itd. Robaki w dłoń i chce założyć je na haczyk ale zaraz gdzie jest wędka?? Okazało się, że zapomniałem jej zabrać (coś sie za wygodnie mi jechało:)). Szybki telefon do taty z prośbą o podrzucenie wędki. Tata zły jak diabli ale przywiózł zgube, a i sam chwile dał sie namówić posiedzieć ;)

  • Xawery 2011-03-26 10:13:23

    Ja parę lat temu umówiłem się z braciakiem na ryby.On miał dojechać 50 km,ja 20 km.Piękna,pogodna niedziela-idealnie na ryby.Zjechaliśmy się na konkretną godzinę,rozłożyliśmy,a tu na haczyk nie ma co założyć,bo tak sie każdemu śpieszyło,że robaszków nie wziął.Musieliśmy improwizować i kupiliśmy chlebek...

  • greyhunter 2011-03-26 10:20:10

    Mam fajnego znajomego, z nim zawsze coś się dzieje nad wodą. Oto historia którą opowiedzieli mi po powrocie z moim wujkiem.

    Wieczorkiem wpadli na pomysł by jechać na ryby - taki spoko koko luz i sponton.Wędki zawsze w bagażniku, no więc chop i pojechali na tamę na Wisłę powyżej Krakowa. Już po ciemku zarzucili sprzęt i wyjęli butlę gazową...Długie nic i nic, wkońcu w środku nocy branie... Znajomy zacina i jest jakiś potwór, hamulec nie przestaję wyć. Znajomy krzyczy do wujka by szykował podbierak, ten leci z podbierakiem, wadzi o butlę i ląduje w Wśle na główkę w wodzie po pas. Znajomy nie ma pola menewru, więc też wchodzi po pas do wody. I nagle ryba zmienia kierunek i płynie wprost na nich. Pewnie sum albo amur, Ledwie nadąża zwijać żyłkę. 12-15 metrów przed nimi pojawiają się bąble na powierzchni a ryba dalej jedzie na nich. Stoją w wodzie i niedowierzają. Jest 10 metrów a oni już wystraszeni że chyba ich pożre za wędkarskie przewinienia...Ryba nie zwalnia a ze strachu ich sparaliżowało. 5 metrów od nich wymuża się grzbiet a oni już posr.. ze strachu ...

    Przyglądają się a tu z wody wstaje PŁETWONUREK i do nich : "Panowie odłączyłem się od kolegów, zgubiłem kompas i straciłem orientację...Gdzie jestem?"  Ponoć nawciskali mu jak nikomu dotąd....a nurek musiał pieszo zasuwać na tamę...

    Współczuję nurkowi bo znam wujka i znajomego, więc wiem na co ich stać...no ale cóż jak to mówią w wojsku "przyroda"...

     

  • gruby12345 2011-03-26 18:27:39

    kiedys siedzialem na nocce nad jeziorem ze starym znajonym o kiju nie daleko z nas staly 2 namioty i spala w nich jakas rodzinka na wakacjach badz urlopie po chwili z jednego namiotu wyszedl facec i poszedl do drugiego wyciagnol mloda dziewczyne wpieprzyl jej i pochwili wyciagnol chlopaka a jemu to wpral i to tak zdrowo zrobil sie straszny chalas itp po chwili ten facet podszedl do nas izaczol nas przepraszac za halas itp i opowiedzial nam historie dziewczyny miala 16 lat i miala juz 2 dzieci i niewiadomo z kim i gdzie a chlopak z ktorym byla poznala zaledwie 4 godz szybciej podobno sypala sie jak stare budownictwo pozdrawiam i pilnujcie corki

  • Stypa63 2011-03-26 18:43:25

    kiedys siedzialem na nocce nad jeziorem ze starym znajonym o kiju nie daleko z nas staly 2 namioty i spala w nich jakas rodzinka na wakacjach badz urlopie po chwili z jednego namiotu wyszedl facec i poszedl do drugiego wyciagnol mloda dziewczyne wpieprzyl jej i pochwili wyciagnol chlopaka a jemu to wpral i to tak zdrowo zrobil sie straszny chalas itp po chwili ten facet podszedl do nas izaczol nas przepraszac za halas itp i opowiedzial nam historie dziewczyny miala 16 lat i miala juz 2 dzieci i niewiadomo z kim i gdzie a chlopak z ktorym byla poznala zaledwie 4 godz szybciej podobno sypala sie jak stare budownictwo pozdrawiam i pilnujcie corki


     

    Jak ma się syna to trzeba pilnować tylko jednego "ptaszka" żeby nie nabroił, a jak ma się córkę to trzeba mieć na oku wszystkich w okolicy :)

  • Xawery 2011-03-26 18:56:25

    hehehe-dobra sentencja Kuba.

  • gruby12345 2011-03-26 19:14:19

    tez sie zgadzam z kolega trzeba pilnowac wszystkich w poblizu

  • zibik33 2011-03-26 21:43:22

    Jakieś 20 lat temu wybrałem się z ojcem na ryby do Nieszawki kolo Torunia . Rozłożyliśmy się po jednej stronie główki gdy przyjechał inny wędkarz i grzecznie spytał się czy może łowić po drugiej . Słyszeliśmy jak zarzuca wędki , jedna , druga, no i trzecia trzecia - spinning . Po chwili usłyszeliśmy krzyk , facet podbiega do nas z wielką kotwicą wbitą w polik i dyndającą przy niej blachą z 15 cm . Powiedział że kabłąk mu się  zamknął przy rzucie i odbiło blachę w jego stronę . nie mogliśmy ze śmiechu ale ojciec odcioł mu żyłkę a facet wędki pod pachę i na rower . Jak odjechał to stwierdziliśmy że mogliśmy mu odciąc blachę od kotwicy bo narzędzia leżały w naszej Syrenie 102 ;-). Myśleliśmy że to koniec przygody ale jak wracaliśmy z ryb to spotkaliśmy tego faceta jak wracał rowerem z przychodni , mieszkał niedaleko . twarz miał całą żółta od odkażania. opowiedział nam jak to pojechał do lekarza i w jednej przychodni nie wiedzieli jak wyjąć kotwicę . pojechał rowerem do drugiej , kolejowej przez całe miasto z ta blachą dyndającą z polika . tam dopiero obcieli  grot i przebili na drugą stronę polika bo inaczej nie było można tak się wbiła kotwica . pokarało chłopa za zachłanność a my mieliśmy ubaw co nie miara ;-)))

  • gruby12345 2011-03-26 21:53:27

    ja cie krece ale sie usmialem czytajac to opowiadanie masakra jechac przez miasto z blacha na poliku ciekawe co sobie ludzie pomysleli jak go zobaczyli pewnie z kad ten debil sie wziol

  • Xawery 2011-03-26 22:18:38

    Nie będę wymieniał z nazwiska,ale znam gościa,który złapał się przy zarzucaniu haczykiem za nos i tak z wędką przy nosie wracał PEKAESEM znad Wisły z okolic Płock do Łodzi,moja mama ALA może to potwierdzić;)))



Reklama
Reklama