Będąc na rybach, kilka krotnie zostałem napadnięty przez chuliganów. Chciał bym się dowiedzieć cz to tylko mi się coś takiego przytrafia, a jeśli nie tylko mi to w jaki sposób się obroniliście? Jak postępować w takich sytuacjach?
cos takiego mnie nie spotkalo acz kolwiek slyszalem o takich sytuaciach ja proponoje chodzic na ryby z kolega zawsze to inaczej pozdrawiam i nie daj sie
cos takiego mnie nie spotkalo acz kolwiek slyszalem o takich sytuaciach ja proponoje chodzic na ryby z kolega zawsze to inaczej pozdrawiam i nie daj sie
Chamstwa nad wodą jest mnustwo,ale na szczęście nic takiego mnie nie spotkalo.Radzę wobec tego,abyś znalazł kolegę i chodzcie przynajmniej we dwoje nad wodę.Zaszeć to bezpieczniej.
i ty koleżanka w zupełności ma rację we dwójkę zawsze razniej nie chodzi tu nawet o napaści ale nawet gdybyś coś sobie zrobił(odpukać)to zawsze masz pomocną dłoń
Miałem kiedyś przejście z bandą oprychów! Od tamtej pory jak jeżdżę sam, jestem uzbrojony w różne takie tam pomocne rzeczy:) Mimo wszystko najlepiej jeździc z innym zapaleńcem. Jakeś 5 lat temu bandyci utopili w wiśle mojego kolegę. Niestety do dziś nie wiadomo kto i za co.
Kiedyś wybrałem się na glinianki.Siedziałem sobie spokojnie na pomoście i wędkowałem.Po drugiej stronie podjechał zielony golf i wysiadło z niegi pięciu łepków.Wyciągneli dwie wiatrówki i zaczeli strzelać do moich spławików.Miałem czapeczke z daszkiem wiec tylko pochyliłem głowe żeby nie dostać w oko. Oczywiście wymianka niecenzuralnych zdań, ale bez skutku.Chwyciłem za telefon i to ich spłoszyło.Są sytuacje w których możemy liczyć tylko na szczęście.
Na ryby wybieram sie raczej z bratem. Ale byl moment,ze musialemp odjechac do sklepu i brat zostal sam.Gdy wróciłem jednego prawie rozjechalem a drugim sie odpowiednio zajelismy.Bylismy na znanym nam terenie.Ale to byli obcy.Nigdy nie dyskutujcie z innymi przypadkowymi ludzmi.Wystarczy niby telefon do kumpla , który jest niedaleko.Pozdrawiam
TERAZ NIE WIADOMO KOGO MOŻNA SPOTKAĆ NAD WODA SŁYSZAŁEM PRZYPADEK ZE WEDKARZ W PODESZŁYM WIEKU ZOSTAŁ WRZUCONY DO WODY I NIESTETY DOSTAŁ ZAWAŁU ,,MOIM ZDANIEM NAJLEPIEC MIEC PRZY SOBIE TELEFON W RAZIE NIEBEZPIECZENSTWA DZWONIC,,ALE NAJLEPIEJ NA RYBY WYBIERAC SIE Z KIMS ZNAJOMYM,,,,
z tym telefonem to moim zdaniem nienajlepszy pomysl pierwszy powod by ci go zabrac a w razie oporu wp.....lic -,niepowiem warto go miec ale zciszony i schowany
Masz racja rysiek,ale zależy kto nas atakuje.Jak przyszli tylko sobie kogoś pokopać to okopią,a jak przyszli po fanty to znajdą i wyciszony telefon a i kije pozabierają.Nie ma bata na baranów.No chyba,że i nas jest więcej to wtedy inaczej.Ale człowiek idzie na rybki się wyluzować więc nie zabiera ze sobą arsenału.Ciężko to wszystko pojąć.
mnie cos takiego nie spotkalo na ryby najlepiej chodzic z kumplem a morze powinienes pomnyslec o kupnie gazu lzawiacego jest niedrogi ma zasieg nawet do 10m a jak nie to morze tak jak ja nos ze soba noz wbij obok siebie i jak by co to masz sie czym obronic pozdrawiam i nie daj sie:D
Przepraszam Cię bardzo ale z tym nożem to najgłupszy pomysł na jaki mogłeś wpaść. Trzeba się nim umieć posługiwać i nie chodzi mi o obieranie ryb. Co zrobisz jak koleś też wyciągnie kosę? Powiesz przepraszam myślałem, że się wystraszysz? Wracając do pytania, wydaje mi się, że w większości przypadków bardziej jesteśmy narażeni na atak kiedy jesteśmy sami tak więc kolega to chyba najlepsze rozwiązanie.
Wieczorami nad wodą jest niebezpieczne lepiej jezdzić w gronie kumpli wędkarzy.A jerzeli już jestem sam to biore ze sobom mojego psa {zdięcie w mojej galeri} to pare razy już mi pomogło.
Po pierwsze zawsze jeździć z koleżką, z kimś na kim możemy polegać. Po drugie telefon pod ręką, i dzwonić po policję, tudzież innych kolegów. Po trzecie warto mieć jakiś sprzęt do obrony: może to być gaz, który jest chyba najbardziej popularny i najprostszy w obsłudze; może to być pałka teleskopowa, która zajmuje mało miejsca, a może to być wesoły nóż (nie scyzoryk), który służy nam do patroszenia ryb. Ma kolega rację, że trzeba umieć się tym posługiwać, ale możecie mi uwierzyć, że w przypadku gdy macie nóż, napastnik nie będzie ryzykował i poszuka potencjalnie słabszej osoby. No i jeszcze jedna sprawa, może w szerszym kontekście i zalezy to juz od naszej osobowości i postawy w ogóle. Dowiedzione jest, że częściej są atakowane osoby, które zachowują się w sposób bojaźliwy i sprawiają wrażenie wystraszonych. Takie osoby są w odczuciu napastników słabsze i nie będące w stanie stawić oporu.
W połowach nocnych lub kilku dniowych przedewszystkim sprawny telefon i nigdy samemu nad wodą nocą.Najlepiej takie wypady organizować z grupą zaprzyjażnionych wedkarzy.W gronie zawsze rażniej.Stosujemy te zasady od dawna i nic jak do tej pory złego nas nie spodkało.Pozdro.
A to mój czujnik ruchu.Oprócz tego mam jeszcze pare zabawek jedną widać w moim blogu.Zasada moja jest prosta nie wchodz mi w droge to i ja tobie nie wejde.
Z kolei ja proponuję zająć stanowisko obok innego wędkarza i zawsze gdy jeżdżę na nocne łowienie pytam czy ktoś zostaje na noc, razem raźniej i bezpieczniej nawet gdy jest to przypadkowo spotkany wędkarz nad wodą. Przyznaję że nie zawsze jest to możliwe i wtedy ryzyko wzrasta. Najlepszy przyjaciel człowieka-pies to też bardzo dobry pomysł, chodźby najmniejszy, zawsze narobi hałasu i w porę ostrzeże.
cóż Panowie i Panie. Ja mam taki problem, że nie mam z kim pojechać na ryby na noc. Jeżdżę sam i jak do tej pory miałem szczęście...oby mi nadal sprzyjało, bo nie zapowiada się na to abym znalazł kolegę po kiju do nocnych wypadów.
no tak tylko że co do psów to trzymajcie te psy jakoś uwiązane ... wiem fajnie iść z psiolem na ryby niech sobie pobiega ale już nie raz miałem problemy z psami takich wędkarzy ... także pilnujcie swoich pupili nad wodą :)
Ja dotychczas miałem szczęście, lecz znam historię człowieka, który został napadnięty nad Wisłą. Typowy napad rabunkowy, przyszli po fanty, jednak tak chłopa okopali ze ledwo przeżył. Stracił śledzionę i nerkę, ogólnie przeżył tylko dlatego że bandyci nie zorientowali się że przyjechał samochodem, bo gdyby go zabrali to by zmarł nad wodą. Doczołgał sie do auta i dotarł do najbliższej stacji benzynowej gdzie wypadł z auta i zemdlał. Sprzedał resztę sprzętu i zrezygnował z wędkarstwa.
W mojej okolicy takie rzeczy zdarzają się nad Wisłą podczas weekendu. Na najbliższy posterunek policji daleko, a do dyskoteki blisko. Pobliska przystań jest pełna samochodów podskakujących w rytm jęków panien lekkich obyczajów z pobliskich wsi. Leżą tam dziesiątki zużytych kondomów, aż się rzygać chce. Ci którzy nie poznali żadnej panny, a przyjechali z owym "szczęściarzem", muszą zwolnić samochód, więc łażą pijani po brzegu i szukają zaczepki. To najczęstszy scenariusz.
Nad Wisłę zawsze jeżdżę w towarzystwie co najmniej jednego kolegi. Coś cieżkiego też się przydaje, chociaż zawsze unikam konfrontacji, w myśl zasady że mądrzejszy powinien ustąpić.
Kolego Szymbor ja też miałem problem z psami.Bo nie każdy czyma swojego na smyczy a bo to malutki albo że nie gryzie.Nie zawsze też zabieram swojego.W nocy i na pare dni jest ze mną zawsze.Jest tak ułożona że nie musze jej czymać na smyczy.I nic nikomu nie zrobi chyba że wydam komende.Jest po szkoleniu pies towarzysz i pies obrońca.
no tak ja nie mówie że każdy pies ... bo też spotykałem miłe psy które nawet chciały się bawić ... ale bywa tak też że psy błąkają się po całym łowisku a właściciel zajęty wędkowanie nawet nie wie gdzie jest ... tak jak mówisz co innego jak pies jest poukładany :) ale mówię jak się psa spuszcza to chociaż dla bezpieczeństwa zakładać kaganiec ... bo nigdy nic nie wiadomo ... chociaż wiemy jak psy kochają kagańce :P no ale no niestety sami nie jesteśmy musimy też myśleć o innych :) pozdrawiam :)
Będąc na rybach, kilka krotnie zostałem napadnięty przez chuliganów. Chciał bym się dowiedzieć cz to tylko mi się coś takiego przytrafia, a jeśli nie tylko mi to w jaki sposób się obroniliście? Jak postępować w takich sytuacjach?
kilka takich przypadkow jest opisanych na moim blogu pt,smutny niecodzienny polow - poczytaj i dopisz sie do reszty wpisow
cos takiego mnie nie spotkalo acz kolwiek slyszalem o takich sytuaciach ja proponoje chodzic na ryby z kolega zawsze to inaczej pozdrawiam i nie daj sie
cos takiego mnie nie spotkalo acz kolwiek slyszalem o takich sytuaciach ja proponoje chodzic na ryby z kolega zawsze to inaczej pozdrawiam i nie daj sie
Chamstwa nad wodą jest mnustwo,ale na szczęście nic takiego mnie nie spotkalo.Radzę wobec tego,abyś znalazł kolegę i chodzcie przynajmniej we dwoje nad wodę.Zaszeć to bezpieczniej.
i ty koleżanka w zupełności ma rację we dwójkę zawsze razniej nie chodzi tu nawet o napaści ale nawet gdybyś coś sobie zrobił(odpukać)to zawsze masz pomocną dłoń
Miałem kiedyś przejście z bandą oprychów! Od tamtej pory jak jeżdżę sam, jestem uzbrojony w różne takie tam pomocne rzeczy:) Mimo wszystko najlepiej jeździc z innym zapaleńcem. Jakeś 5 lat temu bandyci utopili w wiśle mojego kolegę. Niestety do dziś nie wiadomo kto i za co.
Kiedyś wybrałem się na glinianki.Siedziałem sobie spokojnie na pomoście i wędkowałem.Po drugiej stronie podjechał zielony golf i wysiadło z niegi pięciu łepków.Wyciągneli dwie wiatrówki i zaczeli strzelać do moich spławików.Miałem czapeczke z daszkiem wiec tylko pochyliłem głowe żeby nie dostać w oko. Oczywiście wymianka niecenzuralnych zdań, ale bez skutku.Chwyciłem za telefon i to ich spłoszyło.Są sytuacje w których możemy liczyć tylko na szczęście.
Na ryby wybieram sie raczej z bratem. Ale byl moment,ze musialemp odjechac do sklepu i brat zostal sam.Gdy wróciłem jednego prawie rozjechalem a drugim sie odpowiednio zajelismy.Bylismy na znanym nam terenie.Ale to byli obcy.Nigdy nie dyskutujcie z innymi przypadkowymi ludzmi.Wystarczy niby telefon do kumpla , który jest niedaleko.Pozdrawiam
TERAZ NIE WIADOMO KOGO MOŻNA SPOTKAĆ NAD WODA SŁYSZAŁEM PRZYPADEK ZE WEDKARZ W PODESZŁYM WIEKU ZOSTAŁ WRZUCONY DO WODY I NIESTETY DOSTAŁ ZAWAŁU ,,MOIM ZDANIEM NAJLEPIEC MIEC PRZY SOBIE TELEFON W RAZIE NIEBEZPIECZENSTWA DZWONIC,,ALE NAJLEPIEJ NA RYBY WYBIERAC SIE Z KIMS ZNAJOMYM,,,,
z tym telefonem to moim zdaniem nienajlepszy pomysl pierwszy powod by ci go zabrac a w razie oporu wp.....lic -,niepowiem warto go miec ale zciszony i schowany
Masz racja rysiek,ale zależy kto nas atakuje.Jak przyszli tylko sobie kogoś pokopać to okopią,a jak przyszli po fanty to znajdą i wyciszony telefon a i kije pozabierają.Nie ma bata na baranów.No chyba,że i nas jest więcej to wtedy inaczej.Ale człowiek idzie na rybki się wyluzować więc nie zabiera ze sobą arsenału.Ciężko to wszystko pojąć.
mnie cos takiego nie spotkalo na ryby najlepiej chodzic z kumplem a morze powinienes pomnyslec o kupnie gazu lzawiacego jest niedrogi ma zasieg nawet do 10m a jak nie to morze tak jak ja nos ze soba noz wbij obok siebie i jak by co to masz sie czym obronic pozdrawiam i nie daj sie:D
Przepraszam Cię bardzo ale z tym nożem to najgłupszy pomysł na jaki mogłeś wpaść. Trzeba się nim umieć posługiwać i nie chodzi mi o obieranie ryb.
Co zrobisz jak koleś też wyciągnie kosę? Powiesz przepraszam myślałem, że się wystraszysz?
Wracając do pytania, wydaje mi się, że w większości przypadków bardziej jesteśmy narażeni na atak kiedy jesteśmy sami tak więc kolega to chyba najlepsze rozwiązanie.
Pozdrawiam i oby nas takie sytuacje omijały
Wieczorami nad wodą jest niebezpieczne lepiej jezdzić w gronie kumpli wędkarzy.A jerzeli już jestem sam to biore ze sobom mojego psa {zdięcie w mojej galeri} to pare razy już mi pomogło.
ładny piesek
Po pierwsze zawsze jeździć z koleżką, z kimś na kim możemy polegać. Po drugie telefon pod ręką, i dzwonić po policję, tudzież innych kolegów. Po trzecie warto mieć jakiś sprzęt do obrony: może to być gaz, który jest chyba najbardziej popularny i najprostszy w obsłudze; może to być pałka teleskopowa, która zajmuje mało miejsca, a może to być wesoły nóż (nie scyzoryk), który służy nam do patroszenia ryb. Ma kolega rację, że trzeba umieć się tym posługiwać, ale możecie mi uwierzyć, że w przypadku gdy macie nóż, napastnik nie będzie ryzykował i poszuka potencjalnie słabszej osoby. No i jeszcze jedna sprawa, może w szerszym kontekście i zalezy to juz od naszej osobowości i postawy w ogóle. Dowiedzione jest, że częściej są atakowane osoby, które zachowują się w sposób bojaźliwy i sprawiają wrażenie wystraszonych. Takie osoby są w odczuciu napastników słabsze i nie będące w stanie stawić oporu.
Ale oby z moich rad, nigdy nikt nie musiał korzystać :)
W połowach nocnych lub kilku dniowych przedewszystkim sprawny telefon i nigdy samemu nad wodą nocą.Najlepiej takie wypady organizować z grupą zaprzyjażnionych wedkarzy.W gronie zawsze rażniej.Stosujemy te zasady od dawna i nic jak do tej pory złego nas nie spodkało.Pozdro.
A to mój czujnik ruchu.Oprócz tego mam jeszcze pare zabawek jedną widać w moim blogu.Zasada moja jest prosta nie wchodz mi w droge to i ja tobie nie wejde.
Z kolei ja proponuję zająć stanowisko obok innego wędkarza i zawsze gdy jeżdżę na nocne łowienie pytam czy ktoś zostaje na noc, razem raźniej i bezpieczniej nawet gdy jest to przypadkowo spotkany wędkarz nad wodą. Przyznaję że nie zawsze jest to możliwe i wtedy ryzyko wzrasta. Najlepszy przyjaciel człowieka-pies to też bardzo dobry pomysł, chodźby najmniejszy, zawsze narobi hałasu i w porę ostrzeże.
cóż Panowie i Panie. Ja mam taki problem, że nie mam z kim pojechać na ryby na noc. Jeżdżę sam i jak do tej pory miałem szczęście...oby mi nadal sprzyjało, bo nie zapowiada się na to abym znalazł kolegę po kiju do nocnych wypadów.
Siema niemasz zkim jezdzić na noc dej znać to się wybierymy szimejks klepa683 z Pszowa
no tak tylko że co do psów to trzymajcie te psy jakoś uwiązane ... wiem fajnie iść z psiolem na ryby niech sobie pobiega ale już nie raz miałem problemy z psami takich wędkarzy ... także pilnujcie swoich pupili nad wodą :)
Ja dotychczas miałem szczęście, lecz znam historię człowieka, który został napadnięty nad Wisłą. Typowy napad rabunkowy, przyszli po fanty, jednak tak chłopa okopali ze ledwo przeżył. Stracił śledzionę i nerkę, ogólnie przeżył tylko dlatego że bandyci nie zorientowali się że przyjechał samochodem, bo gdyby go zabrali to by zmarł nad wodą. Doczołgał sie do auta i dotarł do najbliższej stacji benzynowej gdzie wypadł z auta i zemdlał.
Sprzedał resztę sprzętu i zrezygnował z wędkarstwa.
W mojej okolicy takie rzeczy zdarzają się nad Wisłą podczas weekendu. Na najbliższy posterunek policji daleko, a do dyskoteki blisko. Pobliska przystań jest pełna samochodów podskakujących w rytm jęków panien lekkich obyczajów z pobliskich wsi. Leżą tam dziesiątki zużytych kondomów, aż się rzygać chce. Ci którzy nie poznali żadnej panny, a przyjechali z owym "szczęściarzem", muszą zwolnić samochód, więc łażą pijani po brzegu i szukają zaczepki. To najczęstszy scenariusz.
Nad Wisłę zawsze jeżdżę w towarzystwie co najmniej jednego kolegi. Coś cieżkiego też się przydaje, chociaż zawsze unikam konfrontacji, w myśl zasady że mądrzejszy powinien ustąpić.
Ja mam taką pieszczoszkę na takie przypadki:http://www.allegro.pl/item971815870_czarna_sprezyna_palka_teleskopowa_baton_50_cm.html
Sprawdza się rewelacyjnie. Jak ktoś zarobi po plerach na bank szybko nie zaatakuje "biednego" wędkarza :)
Koszt zakupu prawie zerowy a jaka satysfakcja.
PDK
Kolego Szymbor ja też miałem problem z psami.Bo nie każdy czyma swojego na smyczy a bo to malutki albo że nie gryzie.Nie zawsze też zabieram swojego.W nocy i na pare dni jest ze mną zawsze.Jest tak ułożona że nie musze jej czymać na smyczy.I nic nikomu nie zrobi chyba że wydam komende.Jest po szkoleniu pies towarzysz i pies obrońca.
no tak ja nie mówie że każdy pies ... bo też spotykałem miłe psy które nawet chciały się bawić ... ale bywa tak też że psy błąkają się po całym łowisku a właściciel zajęty wędkowanie nawet nie wie gdzie jest ... tak jak mówisz co innego jak pies jest poukładany :) ale mówię jak się psa spuszcza to chociaż dla bezpieczeństwa zakładać kaganiec ... bo nigdy nic nie wiadomo ... chociaż wiemy jak psy kochają kagańce :P no ale no niestety sami nie jesteśmy musimy też myśleć o innych :) pozdrawiam :)