Dzisiaj o godzinie 3.30 razem z kolegą TheBrychu wybraliśmy się na połów wędkami gruntowymi. Przez pierwsze 2-3 godziny nic nie chciało brać ani nawet skubać, dopiero po godzini 7-30 zaczęły brać okonki, płocie, leszcze. Kolega łowił na zanęty Trapera (Leszcz Special) zmieszany z Karp Wanilia Bolesława Brudy oraz pinkami i grubą kukurydzą. Ja łowiłem na zanętę Stila Karp, Lin Wanilia. Brały same małe płocie oraz małe leszcze. Nikt nie spodziewał się żę zaraz zaczną brać większe ryby (od dłuższego czasu łapiemy na naszej miejscówce i do tej pory żadna grubsza ryba nie wylądowała na brzegu). Około 6-00 mój koszyk się zerwał lecz nie poleciał do wody. Kolejne 10 minut poświęciłem na poszukiwania ale nie znalazłem. Tutaj szczególne podziękowania dla wędkarzy z Wielunia za użyczenie mi koszyka i rurki anty-splątaniowej. Po uzbrojeniu zestawu koszyk z zanętą i pinkami wylądował w wodzie. Nic przez jakiś czas się nie działo, ale nagle Damian miał silne branie niestety chwilowe... Coś "weszło w zanętę i wyszło tak szybko jak weszło". Znowu te dłużące minuty oczekiwania na tę jedną jedyną. Tym razem silne branie na mojej wędce. Ale to tym razem mały leszczyk (ok. 18 -20 cm). Znowu silne branie tym razem na wędce Damiana! Zaciął! - Jest? - Taaa. Coś tam siedzi... Pewnie znowu jakaś płoć albo leszcz... Po niedługim czasie holowania ryby ląduje ona na brzegu. - I co?? - E tam... Płotka jakieś 20 cm. - No to już nie mała (jak na Zalew Głowieński). Rybka wylądowała w siatce razem z leszczem i inną płocią. Po 10 minutach Damian zwija żeby założyć świeżą pinkę i nasypać zanęty. Zarzuca i koszyk ląduje w wodzie. W tym czasie ja holuję do brzegu rybę. Z daleka wygląda jak duża płoć, lecz pozory mylą! Jest to nieduży okoń (ok 20 cm) który bardzo głęboko połknął haczyk. Niestety mimo usilnych prób uratowania go niestety zdechł. Wylądował w siatce razem z leszczami i płociami. Nagle potężne branie na mojej wędce! - Damian, Damian podbierak szybko!!! - Co jest?! - Nie wiem ale coś bardzo silnego - nigdy nie ciągnąłem ryby ponad 2 kg - to może być lin lub karp! - W tym czasie ryba zaczęła swój 1 odjazd - Damian odjeżdża! tylko nie w krzaki! - ryba nie poszła w krzaki lecz obok nich. - I co jak idzie? - Ciężko! - ryba zaczęła 2 odjazd - znowu odjeżdża! - Jeja to musi być naprawdę duża ryba! - Noooo. - Po kilku minutach holu ryba niestety w 3 odjeździe wpada w krzaki! - Damian w krzakach już siedzi. - Dobra to delikatnie! - Dobra wiem co robić! - Popuściłem jej żyłki z kołowrotka Okuma Safina SNa 40 i ryba sama wyplątała się z krzaków! Teraz to już tylko powolne, uważne ciągnięcie ryby do brzegu. Po 1 minucie ryba przy brzegu lecz podbierak jest troszkę za krótki! Damian gnie się wyciąga i w końcu okrzyk radości! Złapałeś lina! Pięknego lina! Po ostudzeniu emocji przyszedł czas na wyciągnięcie haczyka (nr. 12) ciężka praca gdyż zadziorek utkwił w podniebieniu ryby. W końcu udało się wyjąć hak i teraz gra z czasem o to aby ryba przeżyła! Po kilku sekundach leży już w wodzie i chlapie niemiłosiernie! - Udało się! UDAŁO SIĘ! JUHUUUUU. - No gratuluje Piotrek takiego lina! - Dzięki, dzięki! Życzę Ci takiego samego a nawet większego! Po dogłębnym zmierzeniu i ważeniu okazało się że lin ma 30 cm i waży 650g. Jak na pierwszego z rodziny karpiowatych to ok. Ale pojawiły się wątpliwości czy to rzeczywiście lin! Lin jest bardziej spłaszczony a ten jest jak karp! To jest Karp! Czyli niewymiarowy Karp! Mina mi zrzedła. Połów uważam za bardzo udany lecz jutro czekam na jego mamę bądź tatę!
PS. Serdeczne dzięki dla wędkarza z wielunia za danie mi rurki i koszyka! Dziękuję tęż Damianowi Bryszewskiemu (TheBrychu) za podebranie ryby nad którym się tak namęczył.
Dzisiaj o godzinie 3.30 razem z kolegą TheBrychu wybraliśmy się na połów wędkami gruntowymi. Przez pierwsze 2-3 godziny nic nie chciało brać ani nawet skubać, dopiero po godzini 7-30 zaczęły brać okonki, płocie, leszcze. Kolega łowił na zanęty Trapera (Leszcz Special) zmieszany z Karp Wanilia Bolesława Brudy oraz pinkami i grubą kukurydzą. Ja łowiłem na zanętę Stila Karp, Lin Wanilia. Brały same małe płocie oraz małe leszcze. Nikt nie spodziewał się żę zaraz zaczną brać większe ryby (od dłuższego czasu łapiemy na naszej miejscówce i do tej pory żadna grubsza ryba nie wylądowała na brzegu). Około 6-00 mój koszyk się zerwał lecz nie poleciał do wody. Kolejne 10 minut poświęciłem na poszukiwania ale nie znalazłem. Tutaj szczególne podziękowania dla wędkarzy z Wielunia za użyczenie mi koszyka i rurki anty-splątaniowej. Po uzbrojeniu zestawu koszyk z zanętą i pinkami wylądował w wodzie. Nic przez jakiś czas się nie działo, ale nagle Damian miał silne branie niestety chwilowe... Coś "weszło w zanętę i wyszło tak szybko jak weszło". Znowu te dłużące minuty oczekiwania na tę jedną jedyną. Tym razem silne branie na mojej wędce. Ale to tym razem mały leszczyk (ok. 18 -20 cm). Znowu silne branie tym razem na wędce Damiana! Zaciął! - Jest? - Taaa. Coś tam siedzi... Pewnie znowu jakaś płoć albo leszcz... Po niedługim czasie holowania ryby ląduje ona na brzegu. - I co?? - E tam... Płotka jakieś 20 cm. - No to już nie mała (jak na Zalew Głowieński). Rybka wylądowała w siatce razem z leszczem i inną płocią. Po 10 minutach Damian zwija żeby założyć świeżą pinkę i nasypać zanęty. Zarzuca i koszyk ląduje w wodzie. W tym czasie ja holuję do brzegu rybę. Z daleka wygląda jak duża płoć, lecz pozory mylą! Jest to nieduży okoń (ok 20 cm) który bardzo głęboko połknął haczyk. Niestety mimo usilnych prób uratowania go niestety zdechł. Wylądował w siatce razem z leszczami i płociami. Nagle potężne branie na mojej wędce! - Damian, Damian podbierak szybko!!! - Co jest?! - Nie wiem ale coś bardzo silnego - nigdy nie ciągnąłem ryby ponad 2 kg - to może być lin lub karp! - W tym czasie ryba zaczęła swój 1 odjazd - Damian odjeżdża! tylko nie w krzaki! - ryba nie poszła w krzaki lecz obok nich. - I co jak idzie? - Ciężko! - ryba zaczęła 2 odjazd - znowu odjeżdża! - Jeja to musi być naprawdę duża ryba! - Noooo. - Po kilku minutach holu ryba niestety w 3 odjeździe wpada w krzaki! - Damian w krzakach już siedzi. - Dobra to delikatnie! - Dobra wiem co robić! - Popuściłem jej żyłki z kołowrotka Okuma Safina SNa 40 i ryba sama wyplątała się z krzaków! Teraz to już tylko powolne, uważne ciągnięcie ryby do brzegu. Po 1 minucie ryba przy brzegu lecz podbierak jest troszkę za krótki! Damian gnie się wyciąga i w końcu okrzyk radości! Złapałeś lina! Pięknego lina! Po ostudzeniu emocji przyszedł czas na wyciągnięcie haczyka (nr. 12) ciężka praca gdyż zadziorek utkwił w podniebieniu ryby. W końcu udało się wyjąć hak i teraz gra z czasem o to aby ryba przeżyła! Po kilku sekundach leży już w wodzie i chlapie niemiłosiernie! - Udało się! UDAŁO SIĘ! JUHUUUUU. - No gratuluje Piotrek takiego lina! - Dzięki, dzięki! Życzę Ci takiego samego a nawet większego! Po dogłębnym zmierzeniu i ważeniu okazało się że lin ma 30 cm i waży 650g. Jak na pierwszego z rodziny karpiowatych to ok. Ale pojawiły się wątpliwości czy to rzeczywiście lin! Lin jest bardziej spłaszczony a ten jest jak karp! To jest Karp! Czyli niewymiarowy Karp! Mina mi zrzedła. Połów uważam za bardzo udany lecz jutro czekam na jego mamę bądź tatę!
PS. Serdeczne dzięki dla wędkarza z wielunia za danie mi rurki i koszyka! Dziękuję tęż Damianowi Bryszewskiemu (TheBrychu) za podebranie ryby nad którym się tak namęczył.
Pozdrawiam Piotrek