2007r. grudzień 2-ch kolegów wybrało się na zbiornik zaporowy na rzece Nysa Szalona (zbiornik SŁUP) obok 10 km. od Legnicy po wejściu na taflę porobili otwory w lodzie do łowienia jeden obok drugiego tak ze 2 metry. było b. zimno wiadomo i odzież ciepła - wtedy lód zaczął pękać i wpadli pod lód ten kolega który pracował ze mną w jednym zakładzie po prostu zaczął logiczniej myśleć ( gumofilce jak namokną to robią się bardzo ciężkie ) zdjął z siebie buty i odzież nawet majtki i jakoś się wyczołgał na taflę lodu . Tamtego już nie było widać . Jak wyszedł z tej wody dostał jakiegoś szoku ( relacja wędkarzy którzy też byli w tym czasie na rybach ) pobiegł i zniknął w pobliskim lasku. Po około pół godzinie znaleźli go wymarzniętego i przestraszonego,podzielili się z nim jakimś ubraniem ( przez cały czas nic się nie odzywał ) któryś miał wódkę !! wlali w niego całą ćwiartkę rozpalili ognisko żeby się rozgrzał. W końcu przemówił po pierwsze pytał o kolegę który z nim był, powiedzieli mu prawdę że utoną. w międzyczasie Ktoś zadzwonił na pogotowie przyjechało i na sygnale do szpitala. Z tego co wiem do dzisiaj nie może się otrząsnąć z tego wini się za śmierć kolegi ponieważ on był inicjatorem tej wyprawy. A zawsze łowiąc na lodzie mówiliśmy sobie i tak robiliśmy z kumplami ( jak jeszcze łowiłem z pod lodu ) żeby powiązać się przynajmniej po dwóch jakąś linką lub grubszym sznurem. Ale cuż brak wyobraźni i kłopot. JUŻ NIGDY NIE WEJDĘ NA LÓD Z WĘDKĄ tym bardziej że głębokość tego akwenu sięga do 30 metrów. Z wiarą w rozsądek Pozdrawiam wszystkich czytających tą PRAWDZIWĄ HISTORIĘ
słyszałem różne historie o wędkarzach łąwiacych na lodzie i nie ma rzeczy która by mnie ciągła w wędkowanie na lodzie w tę porę roku wole sięgnąć po gazety, książki wędkarskie i poczytać trochę nowej wiedzy nałapać. Polecam PDK
Ja jak koledzy powyżej, zamiast łowić z lodu, wolę przygotowywać się w domu do sezonu. A tak nawiasem mówiąc - wzajemne wiązanie się wędkujących na lodzie to chyba też nie najszczęśliwszy pomysł. Co najwyżej wiązanie się w miarę możliwości do przybrzeżnych drzew, pali, etc. Podobnie pojenie niedoszłego topielca wódką mogło przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Historia przytoczona powyżej dramatyczna, współczuję.
Ja tylko mówię taką wiadomosć dla innych jak wchodzicie na lód to załóżcie na siebie dentkę samochodową ( na wysokość pasa ) nie ma bata żeby utonąć ( chyba ze się odziwo przedziurawi).
Głupców nie sieją...Nigdy nie wchodzę na lód w pobliżu płynącej wody, opażeliska itp. Jest wybór kombinezonów pływających na allegro do wyboru. Łowię z lodu ze 20 lat i nie miałem sytuacji,że pękł pode mną lód. Na niepewny nie wchodzę po prostu.
ja łażę po lodzie od dzieciaka i we wszystkie dziury zaglądam ale nie wędkuje zimą. Przy zachowaniu ostrożności nie powinno być przykrych wypadków. Jak się człowiek braniem podnieci to i głowę straci nieraz
"któryś miał wódkę !! " Nie wiem jak było tym razem ale większość takich wypadków właśnie tak się zaczyna. Któryś miał wódkę a za chwile jej nie miał a wszyscy dokoła beztrosko biegają po lodzie.
Mnie nic i nikt nigdy nie namówi do wędkowania na lodzie. Owszem wchodzę zimą na lód i zaglądam do wszystkich przerębli i pytam wędkarzy co tam bierze ale sezon otwieram wiosna jak już nie ma lodu. Ja tam wole najbardziej wędkować późna wiosna i latem bo przynajmniej jak rybki nie biorą to się opalę :) Lód to jednak niebezpieczna rzecz a jak niektórzy do tego dorzuca alkohol to już nie jest za wesoło. Zimą lepiej konserwujmy sprzęt, czytajmy gazety, dokupmy to co nam potrzebne aby wiosna cali i zdrowi wyruszyć na wędkowanie. W słoneczku i ładnej pogodzie. Od wiosny do późnej jesieni jest raczej dość czasu i zdążymy się nacieszyć trym wędkowanie, a przerwa dobrze nam zrobi bo będziemy jeszcze bardziej zapaleni i będziemy chcieli więcej czasu spędzać na rybach. Pozdrawiam :*
Po prostu na lodzie trzeba uważać ale zdarzają się wypadki wg mnie każdy powinien mieć skafander wypornościowy i specjalne szpikulce do wyczołgania się na lód
Do Krisskowron Jeśli chodzi o Twoje zdanie "Podobnie pojenie niedoszłego topielca wódką mogło przynieść skutek
odwrotny od zamierzonego." jest trafne, jeśli po takim napojeniu nie zostałby szybko osuszony, ubrany i ogrzany. Alkohol rozszerza naczynie krwionośne i pobudza krążenie krwi powodując powstanie uczucia ciepła, ale po krótkim czasie następuje szybkie wyziębienie organizmu poprzez "ucieczkę" ciepła na zewnątrz przez większą powierzchnią naczyń włosowatych. Z tego powodu osoby pijane, które zasnęły na mrozie, często umierają wskutek wychłodzenia organizmu. Natomiast w opisanym przypadku, gdy osoba doznawszy szoku uległa wychłodzeniu, alkohol może pobudzić krążenie krwi co spowoduje podwyższenie temperatury ciała, jednak takiego osobnika należy również szybko osuszyć i ubrać w suchą odzież. W opisanym przypadku, gdyby wędkarz, który utonął posiadał specjalną odzież do łowienia pod lodem, które jest lekka, niezamakająca wskutek czego pozwoliłaby na pływanie po powierzchni do momentu udzieleniu pomocy, nie doszłoby do tej tragedii. Mam nadzieję, że inni amatorzy wędkowania pod lodem wezmą sobie to do serca i odpowiednio zabezpieczą się. A więc, wędkowanie, gdy lód posiada bezpieczną grubość, odpowiednią odzież, zabezpieczenie poprzez przywiązanie się np. do drzewa, posiadanie w samochodzie ręcznika, zapasowej odzieży na wypadek zmoknięcia, termosu z gorącą kawą czy herbatą i flaszki alkoholu. Ten ostatni rekwizyt tylko na wypadek wyżej opisany lub w celu ochrony przed odmrożeniami, nigdy przed lub w czasie wędkowania, bo wtedy człowiek jest mniej ostrożny i łatwiej o wypadek. Pozdrawiam!
Smutna to historia . Niepotrzebna straszna śmierć naszego bliskiego kolegi . Wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich . Panowie tylko żeby ta WAsza KATASTROFA życiowa kogoś nauczyła. Wątpię , będzie ja w piosence Budki Suflera < A następni pójdą dalej , ryzyko ......> . A niby uczymy się na błędach .
Historia rzeczywiście bardzo przykra i niestety nie odosobniona. Głosy typu "ja nigdy na lód nie wejdę" to głosy rozsądku. Nieminiej jednak wędkowanie podlodowe ma swój niepowtarzalny swoisty klimat, czego nie da się z niczym innym porównać. Oczywiście na pierwszym miejscu zawsze powinno być bezpieczeństwo. Zdrowy rozsądek (wyłącznie na trzeźwo), zachowanie podstawowych zasad bezpieczeństwa - a jest ich kilka, nabyte doświadczenie pozwalają cieszyć się naprawdę nieziemskimi wrażeniami. Wypadki oczywiście się zdarzają. Nie wiem czy ktoś kiedyś robił jakąś statystykę, ale nie jestem przekonany że wypadki na lodzie zajmują pierwsze miejsce na liście tragicznych zdarzeń. Wszak i w środku lata wędkarze wpadają do wody, łódki i pontony się przewracają nie wspominając o uderzeniach pioruna.
Wszystko dla ludzi, tylko z zastrzeżeniem że dla ludzi rozsądnych i z wyobraźnią
Szanuję tych, co to na lód nie wejdą i łowić na nim nie mają zamiaru, bo to ich prywatne zdanie, ich decyzja i uszanować ją trzeba. Ale na miłość boską, nie chisteryzujmy !!! Stał się wypadek, są ofiary i jest nam przykro. Zdarza się. Ale idąc tym tokiem rozumowania, to chyba Wy też nie wsiadacie do samochodów ? No, bo wypadków tyle !!! Pociągi też się potrafią wykoleić a o katastrofach lotniczych nie wspomnę. Siedźcie w domu, czytajcie prasę, własnoręcznie dłubcie nowe przynęty a ja posiedzę na lodzie, gdy już będzie odpowiednio gruby. Będę miał miejscówek pod dostatkiem, bo wszyscy będą czytać gazety. Pozdrawiam serdecznie wszystkich tych co to w przerębli lubią zestaw pomoczyć, jak i tych, którzy mają odmienne zdanie na temat wędkarstwa podlodowego. Macie takie prawo.
Po pierwsze, nie wchodzę na lód cieńszy niż 10cm,tzn przy brzegu robię odwiert i sprawdzam ręką grubość pokrywy lodowej(dotyczy to wody stojącej)Po drugie na taflę nigdy ,no może oprócz bardzo tęgich mrozów gdzie lód jest naprawdę gruby,nie wchodzę sam.Po trzecie raczej trzymam się na nieznanej wodzie blisko brzegu , bliżej trzcin.Po czwarte staram się chodzić po czyichś śladach.Po piąte 20m linki plecionej grubości ok.15mm przewiązana w pasie i rzucona za mną lużno po lodzie no i ktoś tu wspomniał o dwóch szpikulcach połączonych sznurkiem i wiszących na szyi.Przestrzegając tych zasad raczej nie ma szans na kąpiel.
Witam jak już kiedyś pisałem miałem podobną historię parę lat temu od tamtej pory nie wchodze na lód nie myślę o wedkowaniu z lodu ale szanuję decyzję innych wędkarzy co do takiej formy wedkowania oraz lubię ale z brzegu kibicować kolegą pozdrawiam wszystkich wedkujacych z pod lodu i proszę o rozwagę Piotrek.
Łowiłem wielokrotnie na lodzie i czasami za młodu lubiłem ryzykować ale zawsze z głową.
Jeżeli to była rzeka to zawsze mocny sznur którego koniec był przywiązany do drzewa , a jak na zbiorniku to na lodzie nie cieńszym jak 12 cm (grubość taka nawet jeżeli są miejscowe podmycia , zawsze utrzyma wędkarza do 100kg.) Następna zasadą jest zachowanie odpowiednich odstępów poszczególnych otworów i nigdy nie nawiercać od strony ewentualnej ewakuacji jeżeli jest coś nie tak . Zawsze posiadaćodpowiednie kolce lub coś co pomoże wdrapać się na lud . Wiercąc zawsze kontrolować grubość lodu i jeżeli zmniejsza się to lepiej wycofać się . Na koniec nie wędkować wiosną jak są bardzo ciepłe dni , lub jest woda przybiurkowa . Jeżeli zachowamy te zasady to na pewno wędkowanie będzie bardziej bezpieczne.
Panowie nie wchodźcie na lód-będzie więcej miejsca dla mnie.Ja bardzo lubię tych co nie lubią wędkować na lodzie.Co do wypadków - były , są ,i będą.Większość z ludzkiej głupoty , i tylko należy wszystkim współczuć braku wyobraźni i rozsądku.Nawet prawidłowo ubrany i wyposażony wędkarz nigdy nie może mieć stu procent pewności."" Ale silny jest bezwład i przyzwyczajenie.""Jak śpiewają w kabarecie, więc dalej będę wędkował na lodzie.Pozdro
Zastanawiam się nad łowieniem rybek w przerębli, czy też w otworze wywierconym .Ja nigdy nie wchodzę na lód ,dla mnie jest zdrowym rozsądkiem nie przeginać pały. Ale kamikadze nie brakuje.Nie mogę zrozumieć co dla niektórych jest wędkarstwo pod lodowe, i tego nigdy nie zrozumiem. Czy wato narażać życie i zdrowie dla kilku rybek .Niech postawią sobie pytanie ci co wchodzą na zdradliwy i niebezpieczny lód .Pozdrawiam.
Własciwa ocena sytuacji - to jest wszystko w temacie. Ludzie prowadzący auta /lekko licząc 20 procent wszystkich posiadaczy prawa jazdy/ - mają podstawowe problemy z oceną pojazdu nadjeżdżającego z przeciwka. To znaczy - wyprzedzam teraz, czy nie! Są problemy. Piesi przechodzący przez jezdnię na pasach...Wiecie gdzie nauczyłem się drałować na czerwonym świetle? W SZWECJI !!!. Jak zobaczyłem wesołe szwedzkie babcie, które zerkneły tu i tu, czy nic nie jedzie - i wio! To był dla mnie szok, naprawdę. W całej Szwecji ROCZNIE ginie od 40 do 100 osób na drodze. W Polsce - ok. 5500 osób rocznie ! Co do lodu - ta sama sytuacja. Ktoś, kto nie jest w stanie ocenić, czy mozna wejsc i chodzic po lodzie - jeżeli wejdzie - zginie ! W czasie drugiej wojny swiatowej na Monte Cassino był sławny tekst - Nie bądz głupi - nie daj się zabić.
Ja tak jak Mirkli! Na lodzie są pewne zasady których przekroczenie grozi komplikacjami! Choć po takich tekstach chęć na łowienie z pod lodu jakby przechodzi!
Dwa razy się skąpałem i więcej nie mam zamiaru. Dzisiaj nauczony własnym doświadczeniem, wiem kiedy wejść na lód a kiedy sobie odpuścić i pojechać np. na rzekę, której tafla lodowa nie pokryła. Trzeba się zastanowić, czy warto, jak przedmówca w osobie kol. rubin44wr powiedział: "dla tych kilku rybek ...". Gwoli wyjaśnienia - wpadłem pod pokrywę przez pecha, niemniej jednak jako małoletni wędkarz i pod opieką ojca. To były inne czasy, ryzykowałem. Dzisiaj mam dla kogo żyć. A na ryby w zimie to i owszem, ale jeżeli będę pewny, że wejdę i wrócę. kocham łowienie z przerębli.
2007r. grudzień 2-ch kolegów wybrało się na zbiornik zaporowy na rzece Nysa Szalona (zbiornik SŁUP) obok 10 km. od Legnicy po wejściu na taflę porobili otwory w lodzie do łowienia jeden obok drugiego tak ze 2 metry. było b. zimno wiadomo i odzież ciepła - wtedy lód zaczął pękać i wpadli pod lód ten kolega który pracował ze mną w jednym zakładzie po prostu zaczął logiczniej myśleć ( gumofilce jak namokną to robią się bardzo ciężkie ) zdjął z siebie buty i odzież nawet majtki i jakoś się wyczołgał na taflę lodu . Tamtego już nie było widać . Jak wyszedł z tej wody dostał jakiegoś szoku ( relacja wędkarzy którzy też byli w tym czasie na rybach ) pobiegł i zniknął w pobliskim lasku. Po około pół godzinie znaleźli go wymarzniętego i przestraszonego,podzielili się z nim jakimś ubraniem ( przez cały czas nic się nie odzywał ) któryś miał wódkę !! wlali w niego całą ćwiartkę rozpalili ognisko żeby się rozgrzał. W końcu przemówił po pierwsze pytał o kolegę który z nim był, powiedzieli mu prawdę że utoną. w międzyczasie Ktoś zadzwonił na pogotowie przyjechało i na sygnale do szpitala. Z tego co wiem do dzisiaj nie może się otrząsnąć z tego wini się za śmierć kolegi ponieważ on był inicjatorem tej wyprawy. A zawsze łowiąc na lodzie mówiliśmy sobie i tak robiliśmy z kumplami ( jak jeszcze łowiłem z pod lodu ) żeby powiązać się przynajmniej po dwóch jakąś linką lub grubszym sznurem. Ale cuż brak wyobraźni i kłopot. JUŻ NIGDY NIE WEJDĘ NA LÓD Z WĘDKĄ tym bardziej że głębokość tego akwenu sięga do 30 metrów. Z wiarą w rozsądek Pozdrawiam wszystkich czytających tą PRAWDZIWĄ HISTORIĘ
słyszałem różne historie o wędkarzach łąwiacych na lodzie i nie ma rzeczy która by mnie ciągła w wędkowanie na lodzie w tę porę roku wole sięgnąć po gazety, książki wędkarskie i poczytać trochę nowej wiedzy nałapać. Polecam PDK
ŚWIĘTE SŁOWA KOLEGO PINDRAL
dlatego wole łowić latem ,wiosną i jesienią niż zimą . na lodzie nigdy nie jest bezpiecznie .
Ja jak koledzy powyżej, zamiast łowić z lodu, wolę przygotowywać się w domu do sezonu. A tak nawiasem mówiąc - wzajemne wiązanie się wędkujących na lodzie to chyba też nie najszczęśliwszy pomysł. Co najwyżej wiązanie się w miarę możliwości do przybrzeżnych drzew, pali, etc. Podobnie pojenie niedoszłego topielca wódką mogło przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Historia przytoczona powyżej dramatyczna, współczuję.
Ja tylko mówię taką wiadomosć dla innych jak wchodzicie na lód to załóżcie na siebie dentkę samochodową ( na wysokość pasa ) nie ma bata żeby utonąć ( chyba ze się odziwo przedziurawi).
Można zaopatrzyć się w odpowiednią odzież
Toms a jak dętka się odwróci ??
Głupców nie sieją...Nigdy nie wchodzę na lód w pobliżu płynącej wody, opażeliska itp. Jest wybór kombinezonów pływających na allegro do wyboru. Łowię z lodu ze 20 lat i nie miałem sytuacji,że pękł pode mną lód. Na niepewny nie wchodzę po prostu.
ja bym nigdy nie poszedł na lód łowic.
ja łażę po lodzie od dzieciaka i we wszystkie dziury zaglądam ale nie wędkuje zimą. Przy zachowaniu ostrożności nie powinno być przykrych wypadków. Jak się człowiek braniem podnieci to i głowę straci nieraz
"któryś miał wódkę !! " Nie wiem jak było tym razem ale większość takich wypadków właśnie tak się zaczyna. Któryś miał wódkę a za chwile jej nie miał a wszyscy dokoła beztrosko biegają po lodzie.
Mnie nic i nikt nigdy nie namówi do wędkowania na lodzie. Owszem wchodzę zimą na lód i zaglądam do wszystkich przerębli i pytam wędkarzy co tam bierze ale sezon otwieram wiosna jak już nie ma lodu. Ja tam wole najbardziej wędkować późna wiosna i latem bo przynajmniej jak rybki nie biorą to się opalę :) Lód to jednak niebezpieczna rzecz a jak niektórzy do tego dorzuca alkohol to już nie jest za wesoło. Zimą lepiej konserwujmy sprzęt, czytajmy gazety, dokupmy to co nam potrzebne aby wiosna cali i zdrowi wyruszyć na wędkowanie. W słoneczku i ładnej pogodzie. Od wiosny do późnej jesieni jest raczej dość czasu i zdążymy się nacieszyć trym wędkowanie, a przerwa dobrze nam zrobi bo będziemy jeszcze bardziej zapaleni i będziemy chcieli więcej czasu spędzać na rybach. Pozdrawiam :*
Po prostu na lodzie trzeba uważać ale zdarzają się wypadki wg mnie każdy powinien mieć skafander wypornościowy i specjalne szpikulce do wyczołgania się na lód
Do Krisskowron
Jeśli chodzi o Twoje zdanie "Podobnie pojenie niedoszłego topielca wódką mogło przynieść skutek odwrotny od zamierzonego." jest trafne, jeśli po takim napojeniu nie zostałby szybko osuszony, ubrany i ogrzany. Alkohol rozszerza naczynie krwionośne i pobudza krążenie krwi powodując powstanie uczucia ciepła, ale po krótkim czasie następuje szybkie wyziębienie organizmu poprzez "ucieczkę" ciepła na zewnątrz przez większą powierzchnią naczyń włosowatych. Z tego powodu osoby pijane, które zasnęły na mrozie, często umierają wskutek wychłodzenia organizmu. Natomiast w opisanym przypadku, gdy osoba doznawszy szoku uległa wychłodzeniu, alkohol może pobudzić krążenie krwi co spowoduje podwyższenie temperatury ciała, jednak takiego osobnika należy również szybko osuszyć i ubrać w suchą odzież. W opisanym przypadku, gdyby wędkarz, który utonął posiadał specjalną odzież do łowienia pod lodem, które jest lekka, niezamakająca wskutek czego pozwoliłaby na pływanie po powierzchni do momentu udzieleniu pomocy, nie doszłoby do tej tragedii. Mam nadzieję, że inni amatorzy wędkowania pod lodem wezmą sobie to do serca i odpowiednio zabezpieczą się. A więc, wędkowanie, gdy lód posiada bezpieczną grubość, odpowiednią odzież, zabezpieczenie poprzez przywiązanie się np. do drzewa, posiadanie w samochodzie ręcznika, zapasowej odzieży na wypadek zmoknięcia, termosu z gorącą kawą czy herbatą i flaszki alkoholu. Ten ostatni rekwizyt tylko na wypadek wyżej opisany lub w celu ochrony przed odmrożeniami, nigdy przed lub w czasie wędkowania, bo wtedy człowiek jest mniej ostrożny i łatwiej o wypadek. Pozdrawiam!
Smutna to historia . Niepotrzebna straszna śmierć naszego bliskiego kolegi . Wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich . Panowie tylko żeby ta WAsza KATASTROFA życiowa kogoś nauczyła. Wątpię , będzie ja w piosence Budki Suflera < A następni pójdą dalej , ryzyko ......> . A niby uczymy się na błędach .
Historia rzeczywiście bardzo przykra i niestety nie odosobniona. Głosy typu "ja nigdy na lód nie wejdę" to głosy rozsądku. Nieminiej jednak wędkowanie podlodowe ma swój niepowtarzalny swoisty klimat, czego nie da się z niczym innym porównać. Oczywiście na pierwszym miejscu zawsze powinno być bezpieczeństwo. Zdrowy rozsądek (wyłącznie na trzeźwo), zachowanie podstawowych zasad bezpieczeństwa - a jest ich kilka, nabyte doświadczenie pozwalają cieszyć się naprawdę nieziemskimi wrażeniami. Wypadki oczywiście się zdarzają. Nie wiem czy ktoś kiedyś robił jakąś statystykę, ale nie jestem przekonany że wypadki na lodzie zajmują pierwsze miejsce na liście tragicznych zdarzeń. Wszak i w środku lata wędkarze wpadają do wody, łódki i pontony się przewracają nie wspominając o uderzeniach pioruna.
Wszystko dla ludzi, tylko z zastrzeżeniem że dla ludzi rozsądnych i z wyobraźnią
Szanuję tych, co to na lód nie wejdą i łowić na nim nie mają zamiaru, bo to ich prywatne zdanie, ich decyzja i uszanować ją trzeba. Ale na miłość boską, nie chisteryzujmy !!! Stał się wypadek, są ofiary i jest nam przykro. Zdarza się. Ale idąc tym tokiem rozumowania, to chyba Wy też nie wsiadacie do samochodów ? No, bo wypadków tyle !!! Pociągi też się potrafią wykoleić a o katastrofach lotniczych nie wspomnę. Siedźcie w domu, czytajcie prasę, własnoręcznie dłubcie nowe przynęty a ja posiedzę na lodzie, gdy już będzie odpowiednio gruby. Będę miał miejscówek pod dostatkiem, bo wszyscy będą czytać gazety. Pozdrawiam serdecznie wszystkich tych co to w przerębli lubią zestaw pomoczyć, jak i tych, którzy mają odmienne zdanie na temat wędkarstwa podlodowego. Macie takie prawo.
Po pierwsze, nie wchodzę na lód cieńszy niż 10cm,tzn przy brzegu robię odwiert i sprawdzam ręką grubość pokrywy lodowej(dotyczy to wody stojącej)Po drugie na taflę nigdy ,no może oprócz bardzo tęgich mrozów gdzie lód jest naprawdę gruby,nie wchodzę sam.Po trzecie raczej trzymam się na nieznanej wodzie blisko brzegu , bliżej trzcin.Po czwarte staram się chodzić po czyichś śladach.Po piąte 20m linki plecionej grubości ok.15mm przewiązana w pasie i rzucona za mną lużno po lodzie no i ktoś tu wspomniał o dwóch szpikulcach połączonych sznurkiem i wiszących na szyi.Przestrzegając tych zasad raczej nie ma szans na kąpiel.
Witam jak już kiedyś pisałem miałem podobną historię parę lat temu od tamtej pory nie wchodze na lód nie myślę o wedkowaniu z lodu ale szanuję decyzję innych wędkarzy co do takiej formy wedkowania oraz lubię ale z brzegu kibicować kolegą pozdrawiam wszystkich wedkujacych z pod lodu i proszę o rozwagę Piotrek.
Ja nie łowiłem i nie mam zamiaru .Zima planuje wiosenne wyprawy i szukam nowych łowisk .
Łowiłem wielokrotnie na lodzie i czasami za młodu lubiłem ryzykować ale zawsze z głową.
Jeżeli to była rzeka to zawsze mocny sznur którego koniec był przywiązany do drzewa , a jak na zbiorniku to na lodzie nie cieńszym jak 12 cm (grubość taka nawet jeżeli są miejscowe podmycia , zawsze utrzyma wędkarza do 100kg.) Następna zasadą jest zachowanie odpowiednich odstępów poszczególnych otworów i nigdy nie nawiercać od strony ewentualnej ewakuacji jeżeli jest coś nie tak . Zawsze posiadać odpowiednie kolce lub coś co pomoże wdrapać się na lud . Wiercąc zawsze kontrolować grubość lodu i jeżeli zmniejsza się to lepiej wycofać się . Na koniec nie wędkować wiosną jak są bardzo ciepłe dni , lub jest woda przybiurkowa . Jeżeli zachowamy te zasady to na pewno wędkowanie będzie bardziej bezpieczne.
Panowie nie wchodźcie na lód-będzie więcej miejsca dla mnie.Ja bardzo lubię tych co nie lubią wędkować na lodzie.Co do wypadków - były , są ,i będą.Większość z ludzkiej głupoty , i tylko należy wszystkim współczuć braku wyobraźni i rozsądku.Nawet prawidłowo ubrany i wyposażony wędkarz nigdy nie może mieć stu procent pewności."" Ale silny jest bezwład i przyzwyczajenie.""Jak śpiewają w kabarecie, więc dalej będę wędkował na lodzie.Pozdro
Zastanawiam się nad łowieniem rybek w przerębli, czy też w otworze wywierconym .Ja nigdy nie wchodzę na lód ,dla mnie jest zdrowym rozsądkiem nie przeginać pały. Ale kamikadze nie brakuje.Nie mogę zrozumieć co dla niektórych jest wędkarstwo pod lodowe, i tego nigdy nie zrozumiem. Czy wato narażać życie i zdrowie dla kilku rybek .Niech postawią sobie pytanie ci co wchodzą na zdradliwy i niebezpieczny lód .Pozdrawiam.
Głupota ludzka nie zna granic.
Własciwa ocena sytuacji - to jest wszystko w temacie. Ludzie prowadzący auta /lekko licząc 20 procent wszystkich posiadaczy prawa jazdy/ - mają podstawowe problemy z oceną pojazdu nadjeżdżającego z przeciwka. To znaczy - wyprzedzam teraz, czy nie! Są problemy. Piesi przechodzący przez jezdnię na pasach...Wiecie gdzie nauczyłem się drałować na czerwonym świetle? W SZWECJI !!!. Jak zobaczyłem wesołe szwedzkie babcie, które zerkneły tu i tu, czy nic nie jedzie - i wio! To był dla mnie szok, naprawdę. W całej Szwecji ROCZNIE ginie od 40 do 100 osób na drodze. W Polsce - ok. 5500 osób rocznie ! Co do lodu - ta sama sytuacja. Ktoś, kto nie jest w stanie ocenić, czy mozna wejsc i chodzic po lodzie - jeżeli wejdzie - zginie ! W czasie drugiej wojny swiatowej na Monte Cassino był sławny tekst - Nie bądz głupi - nie daj się zabić.
Ja tak jak Mirkli! Na lodzie są pewne zasady których przekroczenie grozi komplikacjami! Choć po takich tekstach chęć na łowienie z pod lodu jakby przechodzi!
Dwa razy się skąpałem i więcej nie mam zamiaru. Dzisiaj nauczony własnym doświadczeniem, wiem kiedy wejść na lód a kiedy sobie odpuścić i pojechać np. na rzekę, której tafla lodowa nie pokryła. Trzeba się zastanowić, czy warto, jak przedmówca w osobie kol. rubin44wr powiedział: "dla tych kilku rybek ...". Gwoli wyjaśnienia - wpadłem pod pokrywę przez pecha, niemniej jednak jako małoletni wędkarz i pod opieką ojca. To były inne czasy, ryzykowałem. Dzisiaj mam dla kogo żyć. A na ryby w zimie to i owszem, ale jeżeli będę pewny, że wejdę i wrócę. kocham łowienie z przerębli.