Reklama
  • pavel-932012-05-17 16:47:23

    Nie dalej jak w ostatnią sobotę ok. godziny 14:30 wyruszyliśmy z ojcem i bratem na kolejną wędkarską nockę. Spakowaliśmy niezbędnę sto kilo sprzętu na każdą okazję, pogodę i rybę. Ruszaliśmy w nieznane, ponieważ mieliśmy wiadomość, że za Węgorzewem jest fajna miejscówka. Po przejechaniu 83km okazało się, że jesteśmy na miejscu bez żadnego błądzenia. Ojciec jak zwykle wybrał miejsce blisko samochodu i teoretycznie najlepiej przygotowane na połów. Brat także znalazł sobie szybko fajną miejscówkę, a ja swoim zwyczajem wziąłem siekierę i saperkę i poszedłem robić całkiem nowe miejsce, co okazało się dosyć trudne ze względu na strome brzegi, a przecież mieliśmy tam spędzić noc. Podczas, gdy ja bawiłem się ze zrobieniem czegoś w rodzaju schodków i planowałem łowisko ojciec złapał leszcza ok. pół kilo, a po jakichś 15 minutach Przemek jakimś znanym tylko sobie sposobem wyciągnął szczupłego (50cm, 1kg). Jak zwykle nie zdradził na co skusił się szczupak. Gdy miałem rozstawione wszystko, ojciec miał na koncie kilka leszczyków, a Przemek szczupaka i leszczyka. Jednak za chwilę miała zapaść cisza... Pierwsza godzina nic... Druga godzina nic... Trzecia to samo... Nie ruszało ani gruntówek u mnie, ani spławików u ojca i Przemka. Coś było nie tak... Nie pomagało nęcenie, dodatkowo denerwował ciągły wiatr i przelotne deszcze. Jako, że do tej pory nie byłem fanem spinningu, to nie chciało mi się ruszać z nim w trasę, tymbardziej gdy patrzyłem w niebo. Dodatkowo chciałem odpocząć po ciężkim tygodniu matur. W takiej ciszy upłynął cały wieczór. A Przemek mocno zdenerowany i zmęczony poszedł spać. Po 2h dołączył do niego ojciec. Ja dalej marzłem nad wodą. Około 30 minut po północy zaczęły się mocne walnięcia na gruntówkach, lecz nie mogłem tego zaciąć. Nie mam pojęcia co to było. Po kolei na każdej wędce było mocne uderzenie i koniec brania. I tak co 2-3 min, przez godzinę. Około 1:30 mieliśmy niespodziewaną kontrolę straży granicznej. Jednak kiedy okazało się, że wszystko gra, a my jesteśmy tylko wędkarzami, strażnik dał nam numer dyżurnego i prosił, aby dzwonić jak będziemy przyjeżdżać na ryby oraz życzył nam dużych ryb:). Jednak one nie nadchodziło, więc skoro ojciec już nie spał, to ja poszedłem pospać 30min około 2 w nocy. Wstałem o 5 z nowymi siłami i zasadą w głowie, że wędkarza poznaje się po tym nie jak zaczyna, a jak kończy. Moje krzesło było mokre, a na brzegu było błoto i się ślizgałem, więc nie zostało mi nic innego jak ruszyć ze spinningiem, którego nie specjalnie lubiłem. Obrzucałem pół zalewu i nic... Wypróbowałem około 30-40 przynęt i nic. Ojciec około 7 wołał mnie, że się będziemy zwijać, bo nic nie bierze. Powiedziałem, że jeszcze jedno miejsce. Pomyślałem, że skoro szczupak nie żeruje, to trzeba go zmusić do ataku i założyłem ciężką obrotówkę Dragon Cobra de Luxe. Pierwszy rzut i zaczep... Ale udało się wyszarpać i poszedł drugi rzut. I jest! Wtedy, gdy już zwątpiłem i rzucałem od niechcenia chwycił szczupły. Wybrałem go ręką z wody i zważyłem. Nie był jakiś powalający - 1,6kg i 63cm, ale była to miła odmiana dla tegorocznych leszczy i płotek. Przemek, gdy usłyszał o moim wyczynie, poszedł ze mną rzucać. Po 20 minutach wróciliśmy na stanowiska, a po kolejnych 5 Przemek holował pięknego okonia o,5kg i 33cm. Postanowiliśmy porzucać jeszcze trochę. Na sam koniec Przemek chwycił znowu coś ogromnego! Po 2 minutach walki złamał mu się kij, który był lekko nadłamany, ale z dwójkami i trójkami sobie zawsze radził... Ale w następną sobotę wracamy tam z nastawieniem spinningisty po tę rybę :) A ja w końcu pokochałem spinning!

  • kazik1975 2012-05-17 20:20:24

    Podobna historia jak u mnie kiedyś wędkowełem wyłącznie na grunt ale po kilku sezonach postanowiłem spróbować czegoś nowego mój wybór padł na spining i ta metoda pochłoneła mnie bez reszty a na wedkowanie na grunt wybieram się może dwa razy w sezonie.

  • pavel-93 2012-05-17 22:01:41

    Fakt, ale myślę, że grunt dalej będzie moją ulubioną metodą, bo cały czas najbardziej lubię łowić węgorze, lecz dużo, dużo częśćiej będę wybierać spinning, tym bardziej że mam jakieś 15 minut piechotą do Łyny, gdzie można złapać naprawdę fajnego szczupaka, bolenia, klenia i okonia. Często jeżdżę na nocki, więc w dzień będzie spinning, a w nocy przyczajać się będę na węgorza :)



Reklama
Reklama