Witam! Miałem 19 letnią przerwę w łowieniu (a raczej w przebywaniu nad wodą z wędką bo ryb albo nie łowię albo nie zabieram. Postanowiłem "zwiedzić" sobie stare kąty i zobaczyć czy wogóle warto odkurzać kartę wędkarską. Jak postanowiłem taj zrobiłem i wybrałem się na rowerową wyprawę nad zalew rybnicki z zamiarem odwiedzenia paru starych miejscówek - bez wędki, li tylko by odświerzyć wspomnienia.
Padło na Gzel stanowiący odnogę/zatokę zalewu rybnickiego. Woda jest pod opieką PZW okręgu Katowickiego. Pod koniec Września dokonałem okrążenia zbiornika z zamiarem kontynuowania wyprawy później na zbiorniku zapüorowym. Widać "brać wędkarska" często gości na tym wycinku kurczącej się nieustannie ostoi przyrody i korzysta z dobrodziejstw łona natury... Oto co zastałem:
Jako że nie byłem sam, widziałem reakcję osoby towarzyszącej i zacząłem się mimowolnie tłumaczyć że "ja już od dawna nie jestem wędkarzem"...
Rzygać się chce.
tak - zamówiłem śmieciarkę, i opłaciłem wywóz, kupiłem łopatę i rękawice oraz odzież ochronną (o maseczkach nie wspominając i kolejne 2 dni spędziłem tam na tym syfie ogarniając "wędkarską brać" kurwa jego mać . W życiu nie zostawiłem w lesie czy nad wodą nawet niedopałka - rzygać się chce.
Wędkarze zapytani twierdzą że tak jest od miesięcy.
kaczandrilejs kurwajego mać
Ps. Koło wędkarskie odmówiło mi zwolnienia z opłacenia składki za rok w zamian za zorganizowanie sprzątania.
Wędkarz widocznie czuje się dobrze w takim otoczeniu - to jego środowisko naturalne.
Ja tam już nie pojadę.
Gdybym tylko robił zdjęcia śmieci jakie widzę codziennie nad wodą dawno by mi kręgosłup siadł że o ich zbieraniu nawet nie wspomnę. Coś mi tu zalatuje baśniami od J. Ch. Andersen.
Witam!
Miałem 19 letnią przerwę w łowieniu (a raczej w przebywaniu nad wodą z wędką bo ryb albo nie łowię albo nie zabieram.
Postanowiłem "zwiedzić" sobie stare kąty i zobaczyć czy wogóle warto odkurzać kartę wędkarską.
Jak postanowiłem taj zrobiłem i wybrałem się na rowerową wyprawę nad zalew rybnicki z zamiarem odwiedzenia paru starych miejscówek - bez wędki, li tylko by odświerzyć wspomnienia.
Padło na Gzel stanowiący odnogę/zatokę zalewu rybnickiego. Woda jest pod opieką PZW okręgu Katowickiego.
Pod koniec Września dokonałem okrążenia zbiornika z zamiarem kontynuowania wyprawy później na zbiorniku zapüorowym.
Widać "brać wędkarska" często gości na tym wycinku kurczącej się nieustannie ostoi przyrody i korzysta z dobrodziejstw łona natury...
Oto co zastałem:
"Jak dbocie tak mocie"...
Jako że nie byłem sam, widziałem reakcję osoby towarzyszącej i zacząłem się mimowolnie tłumaczyć że "ja już od dawna nie jestem wędkarzem"...
Rzygać się chce.
I co w związku z tym? Pozbierałeś i wyrzuciłeś?
tak - zamówiłem śmieciarkę, i opłaciłem wywóz, kupiłem łopatę i rękawice oraz odzież ochronną (o maseczkach nie wspominając i kolejne 2 dni spędziłem tam na tym syfie ogarniając "wędkarską brać" kurwa jego mać . W życiu nie zostawiłem w lesie czy nad wodą nawet niedopałka - rzygać się chce.
Wędkarze zapytani twierdzą że tak jest od miesięcy.
kaczandrilejs kurwajego mać
Ps. Koło wędkarskie odmówiło mi zwolnienia z opłacenia składki za rok w zamian za zorganizowanie sprzątania.
Wędkarz widocznie czuje się dobrze w takim otoczeniu - to jego środowisko naturalne.
Ja tam już nie pojadę.
Gdybym tylko robił zdjęcia śmieci jakie widzę codziennie nad wodą dawno by mi kręgosłup siadł że o ich zbieraniu nawet nie wspomnę. Coś mi tu zalatuje baśniami od J. Ch. Andersen.