Witam! Koledzy, od pewnego czasu mam straszny problem ze złowieniem sandacza, zaczynam wątpić w moje umiejętności, ale nie o tym jest temat.
Często miewam pobicia w toni podczas pierwszego opadu, część z nich jest dość wyraźnie odczuwalna, a część ledwie widoczna na wklejanej szczytówce lub plecionce. Ot, kamienna rafa na 3m, rzut, zamknięcie kołowrotka, kontrolowany opad, w połowie drogi "pstryk pstryk", zacięcie i nic - ani śladu ataku drapieżnika. Miejscówka postindustrialna w okolicach starego koryta rzeki, zarzut, kontrolowany opad, może metr pod wodą "pstryk", zacięcie i znowu lipa. I takich akcji jest mnóstwo.
Odpadają wysokie podwodne przeszkody bo miejscówki solidnie wybadane echosondą. Takie akcje mają miejsce najczęściej z samego rana - w godzinach od 5 do 6 może 7. Próbowałem mniejszych gum, próbowałem dozbrajać te większe i nic nie pomaga. Nie wiem co to może być. Już x-nasta wyprawa sandaczowa, z której wracam o kiju, a tych pobić nie potrafię wytłumaczyć. Pomożecie?
Może to nie sandacz? Może to np. kleń nurkuje za przynętą, sandacz w pół drogi tak by nie pykał. A próbowałeś nie zacinać? .. tylko pozwolić na pełen opad i odczekać chwilę niech ponurkuje za nią i poobserwuje chwilę jak już guma znajdzie się na dnie a następnie uskutecznić delikatne podbicie z dna?
U mnie jak jeszcze była zapora na "Witce" też była podobna sytuacja, a okazało się że to duże ławice białorybu, głównie leszczy. Sprawdź plecionkę po takich pstrykach może być że będziesz mieć na niej śluz i sprawa się wyjaśni.
Dozbrój przynętę taką dwugrotową kotwicą nie spawaną po śroodku(na TAAAkiej rybie jest) . Jeżeli to sandacz to go zatniesz chociaż wątpie w to żeby zender atakował przynętę w toni. Koledzy mogą miećrację jednak w wędkarstwie nie ma nic pewnego.
Może to być ławica ryb, ale powinieneś odróżnić puknięcie od uderzenia. Jeżeli to jest sandacz zmień tępo prowadzenia, dłuższe przerwy przy podbijaniu, lub spróbuj na wleczonego, możesz też zmienić kopyto o innym kolorze, jeżeli to jest w toni to proponuję wobler sandaczowy tzn smukły o delikatnej pracy, imitacja uklei z dodatkiem niebieskiego, mnie się często sprawdza na rzekach przy delikatnych braniach. Ale mam wrażenie że to nie sandacz bo przy dozbrojeniu byś zaciął, no chyba że masz refleks szachisty na emeryturze :-))
Akcje mają miejsce na zbiorniku zaporowym - kleni brak. Śluzu nie ma, dozbrajać próbowałem, raz zacinałem, raz nie. Zmieniałem rozmiary i kolory gumek, zmieniałem też ciężar główki i sposoby prowadzenia. Na wleczonego, płasko, mniej agresywnie, bujanie w toni. Natomiast woblera nie próbowałem, choć mam dwa sprawdzone, sandaczowe killery (smukłe, 9cm z niebieskim grzbietem) SDR i medium runner. Następnym razem spróbuję. Z refleksem u mnie dobrze - gram w squasha i w counter-strike, reaguję w czasie 0,1-0,15s ;)
Witam też tak ostatnio miałem na Poraju i były to okonie,natomiast na warcie w Częstochowie na srebrną obrotówkę 2 walną mi sandacz 55 cm miałem małe zdziwienie gdy go wyciągłem na brzeg w takim miejscu nie spodziewałem się sandacza no cóż powódz zrobiła swoje pozdrawiam.
O ile pamietam wspominales o lowieniu na Przeczycach. Jesli tak to bardzo mozliwe ze to okoń- nie tak dawno temu podczas polowu w miejscu brzmiacym podobnieo ktorym wspominales maly okoń odprowadzal mi kopyto swojej wielkosci....
Witam! No możliwe, że okoń, nie zaprzeczam - dlatego pytam Was ;) Zakładałem mniejsze gumki - zarówno kolorystycznie identyczne do ich większych poprzedników jak i odmienne - w rozmiarach 3-5cm i nic. Sygnalizacja na wklejance to szybkie, energiczne szarpnięcie szczytówką - ot klasyczne branie albo przygięcie niemal niewidoczne . Ogonki przynęt całe, śladów zębów brak.
Cóż, trzeba będzie spróbować jeszcze lżej i może niewielką obrotówką albo tym woblerem.
Witam!
Koledzy, od pewnego czasu mam straszny problem ze złowieniem sandacza, zaczynam wątpić w moje umiejętności, ale nie o tym jest temat.
Często miewam pobicia w toni podczas pierwszego opadu, część z nich jest dość wyraźnie odczuwalna, a część ledwie widoczna na wklejanej szczytówce lub plecionce.
Ot, kamienna rafa na 3m, rzut, zamknięcie kołowrotka, kontrolowany opad, w połowie drogi "pstryk pstryk", zacięcie i nic - ani śladu ataku drapieżnika.
Miejscówka postindustrialna w okolicach starego koryta rzeki, zarzut, kontrolowany opad, może metr pod wodą "pstryk", zacięcie i znowu lipa. I takich akcji jest mnóstwo.
Odpadają wysokie podwodne przeszkody bo miejscówki solidnie wybadane echosondą.
Takie akcje mają miejsce najczęściej z samego rana - w godzinach od 5 do 6 może 7.
Próbowałem mniejszych gum, próbowałem dozbrajać te większe i nic nie pomaga.
Nie wiem co to może być. Już x-nasta wyprawa sandaczowa, z której wracam o kiju, a tych pobić nie potrafię wytłumaczyć.
Pomożecie?
Może to nie sandacz? Może to np. kleń nurkuje za przynętą, sandacz w pół drogi tak by nie pykał. A próbowałeś nie zacinać? .. tylko pozwolić na pełen opad i odczekać chwilę niech ponurkuje za nią i poobserwuje chwilę jak już guma znajdzie się na dnie a następnie uskutecznić delikatne podbicie z dna?
U mnie jak jeszcze była zapora na "Witce" też była podobna sytuacja, a okazało się że to duże ławice białorybu, głównie leszczy. Sprawdź plecionkę po takich pstrykach może być że będziesz mieć na niej śluz i sprawa się wyjaśni.
Dozbrój przynętę taką dwugrotową kotwicą nie spawaną po śroodku(na TAAAkiej rybie jest) . Jeżeli to sandacz to go zatniesz chociaż wątpie w to żeby zender atakował przynętę w toni. Koledzy mogą miećrację jednak w wędkarstwie nie ma nic pewnego.
kolego jamesbond pisze sie zander a nie zender zobacz w google albo słowniku
palec za szybko chodzi racja mój błąd.
ni szkodzi mi sie tez czasami tak zdarza
Może to być ławica ryb, ale powinieneś odróżnić puknięcie od uderzenia. Jeżeli to jest sandacz zmień tępo prowadzenia, dłuższe przerwy przy podbijaniu, lub spróbuj na wleczonego, możesz też zmienić kopyto o innym kolorze, jeżeli to jest w toni to proponuję wobler sandaczowy tzn smukły o delikatnej pracy, imitacja uklei z dodatkiem niebieskiego, mnie się często sprawdza na rzekach przy delikatnych braniach. Ale mam wrażenie że to nie sandacz bo przy dozbrojeniu byś zaciął, no chyba że masz refleks szachisty na emeryturze :-))
Akcje mają miejsce na zbiorniku zaporowym - kleni brak.
Śluzu nie ma, dozbrajać próbowałem, raz zacinałem, raz nie.
Zmieniałem rozmiary i kolory gumek, zmieniałem też ciężar główki i sposoby prowadzenia.
Na wleczonego, płasko, mniej agresywnie, bujanie w toni.
Natomiast woblera nie próbowałem, choć mam dwa sprawdzone, sandaczowe killery (smukłe, 9cm z niebieskim grzbietem) SDR i medium runner. Następnym razem spróbuję.
Z refleksem u mnie dobrze - gram w squasha i w counter-strike, reaguję w czasie 0,1-0,15s ;)
Dzięki za pomoc, będziem próbować ;)
Marcinie , to jest sprawka okoni, miałem to samo i wreszcie się przekonałem,
załozyłem małego ripera i juz po bólu, mały okoń , on delikatnie bije w przynętę .................
Witam też tak ostatnio miałem na Poraju i były to okonie,natomiast na warcie w Częstochowie na srebrną obrotówkę 2 walną mi sandacz 55 cm miałem małe zdziwienie gdy go wyciągłem na brzeg w takim miejscu nie spodziewałem się sandacza no cóż powódz zrobiła swoje pozdrawiam.
O ile pamietam wspominales o lowieniu na Przeczycach. Jesli tak to bardzo mozliwe ze to okoń- nie tak dawno temu podczas polowu w miejscu brzmiacym podobnieo ktorym wspominales maly okoń odprowadzal mi kopyto swojej wielkosci....
Witam!
No możliwe, że okoń, nie zaprzeczam - dlatego pytam Was ;)
Zakładałem mniejsze gumki - zarówno kolorystycznie identyczne do ich większych poprzedników jak i odmienne - w rozmiarach 3-5cm i nic.
Sygnalizacja na wklejance to szybkie, energiczne szarpnięcie szczytówką - ot klasyczne branie albo przygięcie niemal niewidoczne .
Ogonki przynęt całe, śladów zębów brak.
Cóż, trzeba będzie spróbować jeszcze lżej i może niewielką obrotówką albo tym woblerem.
Dzięki za pomoc, będę próbował.
Pozdrawiam