Reklama
  • Forum wedkuje.pl2009-07-13 06:53:15

    Mam taki problem. Wczoraj cały dzień się szykuje, sprawdzam pojazd, ekwipunek i zadowolony idę spać. Rano wstaje, wsiadam jadę nad ukochaną wodę i co się ukazuje?- światła przestają działać!! Więc włączam długie i zadowolony patrzę jak przez chwilę działają. Wkurzony wracam do domu a teraz czekam aż otworzą sklep... Wam też zdarzają się takie sytuacje?? Mam nadzieję że chociaż nocki zostaną nagrodzone:P

  • withanight88 2009-07-13 18:30:44

    mi niedawno fura calkiem odmówila posluszenstwa.... ale dziwnym trafem jak scholowalem go do domu to odpalil i smiga do tej pory bez najmniejszego problemu..

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-15 00:06:24

    Takie sytuacje to normalka. Z początkiem miesiąca miałem wybrać się na ryby, cały dzień się szykowałem, jak już wszystko sprawdziłem dwa razy to położyłem się spać. Wstałem rano, napiłem się kawy i pojechałem. Na miejscu okazało się, że nie mam zanęty - została w garażu, ale nic to. W radiu leciała moja ulubiona piosenka, więc pomimo tego, że samochód musi być na zapłonie, żeby radio grało(tak ustawiony bezpiecznik :x) postanowiłem posłuchać jeszcze troszkę. Przygotowałem zestawy, stanowisko itp i zapomniałem wyłączyć zapłon. Przypomniałem sobie po jakimś czasie, jak w radiu leciała reklama, od razu wyłączyłem. Oczywiście już nie chciał odpalić. Tak samo jak wybrałem sie na spinning bez spinningu... Pomyliłem pokrowce i w efekcie byłem nad wodą i nie miałem wędki. Ale najgorzej bolał brak długopisu, żeby wypełnić rejestr :x Pech to pech :p

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-15 13:05:06

    Hehe, to przeczytaj "Złoto dla zuchwałych" u mnie na blogu. To był peszek!

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2009-07-15 14:21:16

    Ja tam pomykam rowerem. On nigdy nie zawiedzie. Ja w zeszłym roku połamałem wędkę. Gdyż żyłka zahaczyła o podpórkę i trach wędka złamana. Również w zeszłym roku skąpałem się jedną nogą w stawie :D. A W tym roku gdy staw nie pomieścił wody skąpałem się po kolana. Jedną nogą stanąlem tam gdzie była trawa myślę no nic tu płytko. Druga noga a tu siup i pól metra wody:D

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-15 19:20:47

    Hehe, to ja miałem podobnie, jechałem nad pobliskie jeziorko rowerkiem (dla kondycji :P) i nagle słyszę trach i wędka ob szprychy:D Nie ma to jak motywacja z rana...

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-16 17:40:27

    Czytałem wszystkie Pana wpisy na blogu, fakt - to był "peszek". Połączenie Rambo z MacGyverem :d Ale nagroda była przednia pzdr!

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-16 19:46:42

    To za dwa , trzy dni możesz przeczytac na moim blogu nowy wpis. Będzie chyba pod tytułem "RÓJ".

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2009-07-16 20:33:34

    To było w czasach kiedy białych robaków nie można było kupić w sklepie wędkarskim, bo ich nie było, robaków i sklepów. Robaki zdobywało się od takich starszych wędkarzy którzy jechali do ubojni zwierząt i tam bez specjalnego obrzydzenia, tak mniemam strząsali robale z kości zwierzęcych do worków z trocinami. Po kikakrotnym wytarciu się w trocinach sprzedawono je wędkarzom. W owym czasie na czas podróży na łowisko robaki trzymało się w workach płóciennych szczelnie zawiązanych, bo jak wiecie mają tendencje do wychodzenia! Nawet ze szczelnych niby pudełek. Wybrałem się na ryby nad rzekę Nidę autobusem PKS. Odległość od mojego miejsca zamieszkania do rzeki to jakieś 150 km, więc kilka godzin jazdy. Sprzęt na pułkę, a robaki pod siedzenie. Jedziemy może ze dwie godziny, aż w pewnym momencie , że tak powiem "baby " podniosly okropny rwetes. Robaki wyszły z woreczka i rozeszły się po autobusie. Skończylo się na tym, że mnie wysadzono z autobusu daleko od rzeki i na dodatek bez robaków! Ale nad Nidę dotarłem, nałapałem koników polnych, a pod krowimi tależami są żuczki. I na przekór " babom " połwiłem. Do domu wróciłem bez przygód!

  • szczupak1993 2009-07-17 20:02:51

    rowerem trudno przejechać ok 100km

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-17 23:11:45

    A kto tu mówi o 100 km na rowerze?
    A ,i fajnie się słucha " jak to było kiedyś".Zawsze lepsze to niz opowieści dziadków z bujną wyobraznią,choć i z takich jest pozytek bo mozna się popłakjac ze smiechu...

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-21 08:05:01

    Ja też często na ryby rowerem śmigam. Przy zjeździe z wiślanego walu kilka razy przeleciałem przez kierownicę ale na szczęście wędki całe do tej pory:)

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2009-07-21 10:08:11

    Ja wczoraj wybrałem się z kolegą rano na rybki. Wstaliśmy po godzinie 4:00 i ruszyliśmy nad umówiony zbiornik. W weekend przycięliśmy tam 2 ładne okonie, kilka mniejszych, 5 płotek, 10 karasi, kilka kiełbi i kolucha (w 8 godzin). Wczoraj ja złapałem 4 karasie, kolega 4 kiełbie, złamałem moją spławikówkę na szczytówce i generalnie nie tego oczekiwałem po tej wyprawie...

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-22 12:35:50

    Kilka dni temu wybrałem sie na Topolę-zbiornik jest oddalony od mojego domu jakieś 13 km ,jechałem rowerem.
    Wyjazd zaplanowałem na 8 godzin łowienia ale niespodziwanie po jakichś 5 godzinach za moimi plecami pojawiły się złowrogie czarniutkie chmury ;)
    Była godzina 19 kiedy baczeło kropić a ja postanowiłem się zbierać,myślę sobie,będzie dobrze,troche zmokne ale co mi tam.Wyjeżdzam z wioski Topola,deszcz pada średnio mocno więc jeszcze sie łudzę ze będe dość suchy aż tu nagle po moze 300 metrach drogi tuż nad moją głową potęzny wręcz ogłuszający grzmot i jednocześnie jakieś 30 moze 50 metrów odemnie piorun.
    Wystraszyłem się jak nigdy w zyciu bo dopiero teraz uswiadomiłem sobie ze wiozę ze sobą 2 węglóweczki a wokoło nawet drzewka na którym chciałby się uwziąć jakiś piorun.Nawet nie zauwazyłem ze z nieba lało się jak z cebra i byłem doszczętnie zmoknięty.Przede mną było jeszcze jakieś 10 km w ciągłym strachu.
    Niepolecam nikomu,nie dośc ze zmokłem do suchej nitki to w dodatku kiedy byłem juz w okolicy mojej ulicy poczułęm jakiś smród spalenizny,patrze przed siebie a tam dom się pali!!tego juz było za wiele,na szczescie byłem juz koło domu a burza jak na złość traciła na sile.
    Jak narazie najbardziej pechowa z moich wypraw.A co do rybek to kilka leszczy w granicach 30-40 cm.

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-22 12:39:23

    Dom nie mój oczywiście,zeby nie było nieścisłości,i dodam ze chyba nie bardzo ucierpiał,na szczescie nie bardzo.

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-22 12:54:26

    W takiej sytuacji radzę porzucić rower i przeczekać nawałnicę bo piorun to nie zabawa. Mig i koniec żywota. A tak metalowy rower jak i te węglówki wystawiały cię piorunom na tarczy.

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-22 14:05:57

    Rzeczywiście nie potzrebie bawiłem się z ogniem ale w takiej sytuacju byłem pierwszy raz więc nie byłem w stanie wymyślić czegoś konstruktywnego,teraz sam się z siebie smieje...
    No cóż człowiek uczy się na błędach,nastepnym razem pomysle.

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2009-07-22 14:10:28

    u mnie na blogu jest tekst pod tytułem "Trafi, nie trafi" Traktuje o zachowaniu podczas burzy gdy ta zastanie nas na łowisku lub na innym otwartym terenie. Możesz poczytać jeśli masz ochotę.

  • Figaro 2009-07-24 12:52:35

    Ostatni mój pechowy wyjazd to raptem był tydzień temu. Wyobraź sobie wpływam na łowisko . Sprawdzam głębokość i rzucam szwagrowi hasło do spuszczenia kotwicy a tu myk i nie ma kotwicy - utopiona. Za chwilę utopił podpórkę do wędki. Brzydkie wyrazy same cisnęły się na usta.

  • MaReX28 2009-07-24 16:30:36

    a ja po kilku tygodniach spinningowania postanowiłem wybrać się nad staw na zasiadkę ze spławikiem...... wszystko przygotowane......super..... a z tego względu że mam spławiki zapinane agrafke mialem schowane je w tubie.......gdy doszedlem nad staw zaczynam rozkładać sprzęt..... a co się......... okazuje nie mam splawikow .....tuba zostala w domu... :( nie wiedziałem co robić więc złożyłem wędkę i zirytowany wrócilem do domu

  • Forum wedkuje.pl 2009-07-25 15:27:09

    Ja miałem taki dzień w zeszłym tygodniu. Rano wstałem na rybki z kolegą, tłukłem się autobusem z całym sprzętem tylko po to żeby dojechać nad wodę i wyniki były takie mizerne że szkoda słów. Ja planowałem przyciąć lina- niestety bez skutku. Weszło kilka średnich karasi, które tam akurat nie są żadnym wyróżnieniem. Przez łowienie w zaroślach straciłem wiele haczyków a na dodatek na koniec wędkowania złamałem szczytówkę w wędce! Do tego dodam, że kolega który łowił w pół wody na czerwonego robaka zamiast okoni które tam bardzo chętnie się tym żywią nałapał kilka kiełbi. Żaden z nas nie wrócił wtedy szczęśliwy.

  • grzegorzk75 2009-07-25 19:19:23

    Tydzień temu wybraliśmy się we trzech na nockę. Po ostatnich deszczach wszystkie dołki zalane wodą, jadę spokojnie moją wierną felcią po tych kałużach i....... w jednej z nich jak coś nie pier.... lnie . Do domku delikatnie na dwójce bo cały przód siedział prawie na oponach, w poniedziałek rano do znajomego i co się okazuje........ urwałem kołnierze na obu amortyzatorach. Ryb nie było, kasy na nowe teleskopy też nie miałem, szczęśliwie znajomy mechanik miał dobre "używki" to taniej wyszło. Dziś pojechali na nockę beze mnie bo zachorowałem. To jest pech!!!



Reklama
Reklama