Reklama
  • slash2011-02-11 10:49:48


    Moja przygoda z wędkowaniem zaczęła się 15 lat temu. Pamiętam to jak dziś pirwszą rybę złowioną na chaczyk ze szpilki, żyłkę z nici podprowadzonej matuli i kija z leszczyny. Pierwsza rybka nie była okazała. Był to ciernik, tak na oko 5 cm.

    Od tamtej chwili na dobre zaczęła się moja pasja związana z wędkarstwem spławikowym. Przez lata wyspecjalizowałem się w tej metodzie, głównie w połowie moich ulubionych linów, karasi i karpi.

    Kuzyn zawsze podziwiał mój upór i pasję. Zawsze, kiedy tylko zanosiło się na burzę, wymykałem się na glinianki. Wiedziałem, że właśnie wtedy lin intensywnie żeruje. Moja sprawdzona przynęta zawsze dawała rezultaty. Było kilkanaście okazów na koncie, ale ten njwiększy zasłużenie wygrał długą i męczącą walkę. Myślę, że był to okaz na miano złota. Zafascynowany spławikiem nie myślałem, a nawet nie chciałem otworzyć się na inne metody.

    Wszystko stało się za sprawą przypadku w czerwcu 3 lata temu. Znajomi chcieli sobie trochę porzucać, wypróbować zakupiony zimą spiningowy arsenał i przy okazji uczknąć co nie co żołądkowej z okazji inauguracji sezonu. Poprosili bym przetransportował ich nad Wartę. Oczywiście zgodziłem się bez namysłu, ale nie brałem mojego ulubionego zestwu spławikowego, chciałem pochodzić, obczaić miejscówki, pogadać z wędkującymi.

    Już nad wodą chłopaki rozłożyli swoje błyskotki. Zmontowali sprzęt i zaczęli rzucać. Po półtoragodzinnym bezskutecznym biczowaniu rzeki postanowili odsapnąć i dziabnąć po jednym.

    Zrezygnowany Kuba otworzył butelkę i rzucił tekst „ Masz mój spin i porzucaj trzochę, bo pewno ci smutno, że nie dziabniesz”. Odparłem, że spoko golnijcie moje zdrowie, ja sobie pochodzę i obczaję miejsca. Uparł się skubany jednak i wcisnął mi do ręki spinia. „Chociaż spróbuj będziemy mieć niezły ubaw, może jakiś konar wychaczysz”. Kpili sobie prześmiewając się, że spin to wyższa szkoła jazdy. Nieco się wkurzyłem. Wziołem niechętnie spina. Kijek 2,40 lecutki z korkową rękojeścią, młynek drogi, na młynku plecionka a na końcu wolfram i gumowa rybka biało czarna 5 centymetrowa. Przymierzyłem do ręki ale coś mi nie pasuje. Korbka po prawej stronie. No tak przecież to mańkut. Nie chce mi się przekładać korbki. Dokonuje jednak drobnej zmiany, wymieniam gumę na nieco większą, taką 12 cm w kolorze motoroil. „Chyba żartujesz, na to nic nie złowisz, weź mniejsze”, ale pozostałem przy swoim. Oddaliłem się 40 m i znalazłem ciekawe miejsce. Spokojny nurt i dołek, a w dołku zwalona topola. „Gdybym był drapieżnikiem na pewno wybrałbym właśnie „to” stanowisko.

    Pierwszy rzut, cholera, coś świsnęło mi nad głową. Guma wplątała się w konary drzew. Jeszcze ta korbka po prawej, pięknie. Słychać śmiech, to panowie mają ubaw. Wyplątuję kopyto z konarów, może się uda. Po kilkunastu minutach rzucam kolejny raz wzdłuż brzegu, prowadzę pod prąd, tuż przy dnie. Prowadząc przynęte zastanawiam się w jaki sposób normalna ryba może pokusić się na jakieś gumowe badziewie. Moje myśli zostały gwałtownie przerwane, w momencie gdy zobaczyłem duży cień tuż za gumą. Cień odwrócił się i poszedł w dołek. Serce zaczęło szybko bić, wiem że coś tu jest. Wykonuję kolejny rzut, tym razem z prądem i zwijam powoli. Przynęta jest już blisko, chyba nic z tego nie będzie. W pewnej chwili, gdy widzę już gumę pod powierzchnią z pod moich nóg ten sam cień jak strzała atakuje pod powierzchnią kopyto. Nawet nie zaciąłem, ryba zrobiła młyn i odbiła w stronę konaru. Przykręciłem hamulec i próbowałem odciągnąć rybę od tego zamiaru, na szczęście udało się i ryba odbiła w nurt. Przy brzegu jak nie konary to grążele, będzie ciężko.

    Wołam Kubę na pomoc. Słyszę „nie rób se jaj”. Jednak w kilka sekund zorientowali się że rzeczywiście coś mam na kiju i podbiegli z podbierakiem. Nie pozwól mu wejść pod konar! wyżej wędzisko trzymaj!. Ryba była już prawie przy podbieraku, nagle wyskok z wody i trzepie paszczą na lewo i prawo. Napnij kij nie popuszczaj ! Jeszcze chwila i ryba była w podbieraku. Ja pier.. ale kaczor, k.. miał fart, chłopaki byli w większym szoku ode mnie. Mierzymy szczupłego, 68 cm, jakieś 2,90 kg. Nieźle jak na pierwszy raz. Chwilę po tym kumple w ekspresowym tępie odstawili butelkę i wznowili obławianie rzeki. Po 2 godzinach, dali spokój, stwierdzili, że żółtodziób ma zawsze szczęście. Może to przypadek?, ale od tamtej pory spin stał się nr. 1. Czasami jednak zawitam na gliniance i myślę o moim linie. Teraz chyba ma koło 4 kg, wiem, że jest tam nadal i chyba nawet ma spore potomstwo, małe piękne zielone linki. Może jeszcze kiedyś się zmierzymy.


  • khakiprichi 2011-02-11 12:15:02

    Warta moje łowisko numer 1!!!

    na szupłego,sandacza i pięknego bolenia.

    Jeszcze jazie i klenie nie dają mi sie przechytrzyć ale dopiero od zeszłego sezonu studiuję rzeki :).

    A na pierwszym wyjeżdzie na warte z myślą o kleniu złowiłem bolenia plus 60cm i ok 2,5kg a na drugim wyjeżdzie boleń 50cm 1 kg i kilka maluchów i wiele niezacietych strzałów boleniowych :)

    pozdrawiam i jeszcze większych rzyczę!!!

  • Waldi Fish 2011-02-12 14:13:10

    Ciekawe opowiadanie Slash! Tylko na przyszłość pisz mniejszymi czcionkami, bo takie duże jakoś gorzej się czyta. Czekam na relację walki z owym legendarnym linem z glinianki.

  • SLOWAK 2011-02-12 14:39:35

    jestem początkującym wędkarzem mimo mojego średniego wieku i właśnie też mam zamiar opanować tą metodę , na sprzet chcę wydać około 500 zeta ,jaką wędkę kupić do spiningu teleskopową czy składana prosze o pomoc która jest lepsza za kij chce wydac 200 zeta

  • Reklama


Reklama
Reklama