Na początku chciałbym podkreślić, że jest to mój pierwszy sezon wędkarski. Wszystkie swoje umiejętności zdobywam czytając różne Wasze uwagi i opisy oraz obserwując łowiących w pobliżu. Chciałbym, żeby ten artykuł był zachętą dla wędkarzy amatorów. Kolejna jesienna sobota....wstałem jak zwykle bez planu działania....dzień pochmurny..wiatr dość mocny. Po chwili namysłu postanowiłem pojechać na rybki. Szybko wrzucony do bagażnika sprzęt. Po drodze odwiedziłem sklep wędkarski żeby kupić białe robaki....bo w końcu trzeba żywca nałapać. Nad jezioro dojechałem około godziny 11. Po drodze na stanowisko zatrzymałem się przy wędkującym, który z grymasem na twarzy marudził, że niepotrzebnie w ogóle dziś rozwinął swój sprzęt bo siedzi od wczesnego rana bez żadnego brania. Stwierdził iż pogoda nie sprzyja łowieniu. W końcu sprzęt rozłożony i trzeba nałapać jakiegoś żywca. Mada na haczyk i......cisza żywca nie ma...nie ma nawet skubnięcia. Chwila , a może ten gość miał rację...może dziś jest jeden z tych dni gdzie kija moczy się tylko dla zasady ?! Przeszukałem plecak i znalazłem troszkę zanęty leszczowej. W końcu nie mam nic do stracenia....zanęta rozrobiona i wrzucona pod trzcinkę. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Żywiec nałowiony :) Pierwsza rybka wędruje na kotwiczkę i do dzieła. Zestaw wyrzucony jakieś 4 metry za linię trzcin. W tym czasie montuje drugi zestaw i dalej go na przeciwległą stronę przestąpki. Teraz pozostaje tylko czekać. Jak wspomniałem dzień był dość chłodny, więc postanowiłem napić się czegoś ciepłego. Poszedłem zatem do auta po termos. Wróciłem i kontrola gdzie są spławiki. Wytężam wzrok i widzę tylko jeden ze spławików. Na początku nasunęła mi się myśl, że żywiec ściągnął zestaw w trzcinę. Ale co tam ... biorę wędkę...zacinam ( zawsze zacinam jak nie widzę spławika) i zaczynam ściągać zestaw. Na początku idzie bez żadnego oporu co potwierdza moją wcześniejszą tezę. A tu nagle ....wędka ugięta ...żyłka ściągana z kołowrotka. Uśmiech na ustach.....jest ryba. Teraz trzeba ją tylko wyholować ją na brzeg. A nie jest to łatwe, ryba walczy dzielnie o swoją wolność, liczne odjazdy. Naprawdę dobry test sprzętu. Po kilkunastu minutach walki rybka jest już w zasięgu wzroku...teraz podbierak i na brzegu. Moją zdobyczą był szczupak ( nie ukrywam, że największy jakiego udało mi się złowić w mojej kilkumiesięcznej karierze), o długości 77 cm :) Rybka naprawdę śliczna. Takie momenty ukazują piękno tego sportu...bo nie ma nic lepszego jak walka wędkarz----ryba i ta adrenalinka. Teraz już wiem, żeby nie słuchać innych wędkujących bo : "zawsze biorą tam gdzie nas nie ma" :)
Na początku chciałbym podkreślić, że jest to mój pierwszy sezon wędkarski. Wszystkie swoje umiejętności zdobywam czytając różne Wasze uwagi i opisy oraz obserwując łowiących w pobliżu. Chciałbym, żeby ten artykuł był zachętą dla wędkarzy amatorów. Kolejna jesienna sobota....wstałem jak zwykle bez planu działania....dzień pochmurny..wiatr dość mocny. Po chwili namysłu postanowiłem pojechać na rybki. Szybko wrzucony do bagażnika sprzęt. Po drodze odwiedziłem sklep wędkarski żeby kupić białe robaki....bo w końcu trzeba żywca nałapać. Nad jezioro dojechałem około godziny 11. Po drodze na stanowisko zatrzymałem się przy wędkującym, który z grymasem na twarzy marudził, że niepotrzebnie w ogóle dziś rozwinął swój sprzęt bo siedzi od wczesnego rana bez żadnego brania. Stwierdził iż pogoda nie sprzyja łowieniu.
W końcu sprzęt rozłożony i trzeba nałapać jakiegoś żywca. Mada na haczyk i......cisza żywca nie ma...nie ma nawet skubnięcia. Chwila , a może ten gość miał rację...może dziś jest jeden z tych dni gdzie kija moczy się tylko dla zasady ?! Przeszukałem plecak i znalazłem troszkę zanęty leszczowej. W końcu nie mam nic do stracenia....zanęta rozrobiona i wrzucona pod trzcinkę. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Żywiec nałowiony :) Pierwsza rybka wędruje na kotwiczkę i do dzieła. Zestaw wyrzucony jakieś 4 metry za linię trzcin. W tym czasie montuje drugi zestaw i dalej go na przeciwległą stronę przestąpki. Teraz pozostaje tylko czekać. Jak wspomniałem dzień był dość chłodny, więc postanowiłem napić się czegoś ciepłego. Poszedłem zatem do auta po termos. Wróciłem i kontrola gdzie są spławiki. Wytężam wzrok i widzę tylko jeden ze spławików. Na początku nasunęła mi się myśl, że żywiec ściągnął zestaw w trzcinę. Ale co tam ... biorę wędkę...zacinam ( zawsze zacinam jak nie widzę spławika) i zaczynam ściągać zestaw. Na początku idzie bez żadnego oporu co potwierdza moją wcześniejszą tezę. A tu nagle ....wędka ugięta ...żyłka ściągana z kołowrotka. Uśmiech na ustach.....jest ryba. Teraz trzeba ją tylko wyholować ją na brzeg. A nie jest to łatwe, ryba walczy dzielnie o swoją wolność, liczne odjazdy. Naprawdę dobry test sprzętu. Po kilkunastu minutach walki rybka jest już w zasięgu wzroku...teraz podbierak i na brzegu. Moją zdobyczą był szczupak ( nie ukrywam, że największy jakiego udało mi się złowić w mojej kilkumiesięcznej karierze), o długości 77 cm :) Rybka naprawdę śliczna. Takie momenty ukazują piękno tego sportu...bo nie ma nic lepszego jak walka wędkarz----ryba i ta adrenalinka. Teraz już wiem, żeby nie słuchać innych wędkujących bo : "zawsze biorą tam gdzie nas nie ma" :)
no fajnie się czyta i oczywiście gratuluję połowu ... :)
teraz tak , z tekstu wnioskuje że łowiłeś na 3 wędki ;) Pozdrawiam .
nie 3 tylko 2 żeby nie było niejasności :) żywca nałowiłem w pierwszej kolejności do wiaderka ...a później dopiero wyprowadziłem zestawy żywcowe :))