Moje pytanie się rodzi z zaistniałej sytuacji, która miała miejsce wczoraj!
Będąc z kolegą ze spinem nad Odrą, kolega zaciął w pewnym momencie rybę.
Myślałem, że jest to sandacz, bo nie było charakterystycznych dla szczupaka "walnięć" na kiju, obaj wędkarze, którzy byli obok, byli tego samego zdania.
Przy brzegu wyłonił się zębaty średniaczek (ok. 2 kg), ale po chwili mieliśmy odp., dlaczego tak "walczył": był podhaczony.
Kolega go wyjął i poprosił o pstyryknięcie kilku zdjęć, co mnie troszkę zdziwiło i aż zapytałem ze zdziwieniem: TY GO SOBIE ZALICZASZ?:O
Odpowiedź była nieco zaskakująca: TAK.
Jeszcze tego samego dnia zdjęcie poszło na nk...
Co Wy o tym sądzicie koledzy?
Czy powinno się zaliczać rybę, która została podhaczona i jeszcze pozować z nią do zdjęcia i wstawiać do internetu?
Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Ps. Podam przykład, w którym pokażę, jakie jest moje zdanie na ten temat:
Miałem podobną sytuację, łowiąc pierwszy raz z kutra.
Łowiłem tylko jakąś godzinę, fale były takie wstrępne, że tylko dokarmiałem ryby porannym śniadaniem, na szczęście udało mi się przysnąć...
Ale nie o tym chcę mówić...
Udało mi się w tym czasie złowić jednego dorsza (ok. 1 kg).
Jest to mój jedyny złowiony w życiu dorsz, który niestety był podhaczony.
Z tego względu nie zrobiłem sobie z nim pamiątkowej fotki, nie zaliczam tej ryby i mój rekord w dorszu, to 0 cm...
Gdybym to zrobił, to bym m.in. oszukał samego siebie...
wydaje mi się, że nie powinieneś się tym przejmować
czasem jest tak, że ryba przeprowadza atak i po chwili robi odwrót po czym sie zachacza za kotwice lub hak
wydaje mi się , że nie jest to tak że ryba sobie stała i jakiś hak ja zaatakował - chyba mało prawdopodobne w przypadku drapieżnika choć możliwe pewnie
wydaje mi się ,że szczupak zainteresował się sposobem prezentacji przynęty twojego kolegi i w pewnym momencie moze po ataku, może w trakcie sie zaciął
no i chyna utrzymanie tak zaciętej ryby też nei jest łatwe bo może się spiąć w każdej chwili
nie ma co się chyba przejmować
ale z 2 strony
liczy się efekt
ryba na brzegu była
ja fotek kiedyś wcale nie robiłem - nie miałem aparatu w telefonie, a jak zawsze wziałem aparat to nigdy nic nie złapałem, więc przestałem zabieraćaparat nad wodę, teraz mam w telefonie więc mam zawsze przy sobie ale ost lipne wyniki.... no cóż takie jest życie
To wszystko zależy od samego wędkarza. Jak niechcący zahaczona to trochę fuks. Ja miałem inne zdarzenie. Widziałem atak ryby (szczupak) na przynętę czułem uderzenia na kiju, zacinam siedzi, ale on chyba nie trafił, albo nie wiem jak to tłumaczyć, a ja w porę, lub za późno zaciąłem, bo był zapięty za szczękę od spodu jak nieraz sandacze . Dodam że hol przebiegał normalnie,jak przy normalnym zapięciu, nawet wyskoki z wody były. No i jak czy Ty byś to uznał (dla samego siebie)
Kiedys prowadzilem wlasny dziennik z zapiskami i rekordami. Jesli lowilem na spinning i wyciagalem rybe podhaczona a byl to drapieznik, zaliczalem go. Czesto ryba po prostu pudluje i zapina sie gdzies w okolicach lba ( a widzialem raz atak szczupaka ktory zapiol sie za ogon). Jesli lowilem jakas biala rybe (leszcz, jaz czy ploc) na spinning to liczylem tylko te ktore mialy w pysku przynete. Ale to byly moje prywatne ustalenia na podstawie spostrzezen. PS. Mialem przypadki bran lipieni na suchara, zapietych gdzie w okolicach pletw piersiowych.
Tylko wyraziłem swoje zdanie i chcę poznać Wasze, bo jak wspomniałem już, zdziwiło mnie to:)
Prawdopodobieństwo zahaczenia ryby było spore, bo uczę ostatnio kolegów metody opadowej, a jak wiemy, w tej metodzie przynęta ma kontakt z dnem niemal cały czas...
Kol. szczupi:
Np. w WŚ jest tak:
4. Komisja Konkursowa nie przyjmuje zgłoszeń ryb: złowionych z naruszeniem prawa; złowionych w akwenach mających status obrebu hodowlanego; zahaczonych poza obrębem głowy; karpi, amurów i tołpyg złowionych metodą spinningową.
Tutaj ryby podhaczone są ewidentnie "spalone"...
Ale ryba zahaczona z zew. strony jest zaliczana, pod warunkiem, że hak tkwi w obrębie głowy, więc Twój szczupak byłby zaliczony:)
Kol. pawelz
Osobiście i drapieżne i białe ryby na spina zaliczam, pod warunkiem, że są zahaczone w obrębie pyska:)
Właśnie przypomniało mi się, jak na twistera koloru dżdżownicy, przywalił mi karpik trzydziestak... Zassał gumkę pięknie...
W czasie wypraw wędkarskich różnie bywa-ryba atakuje przynętę z różnych stron i czasami zapina się w taki sposób,że trudno jest to sobie wyobrazic.Osobiście to raczej bym nie zaliczał tej rybki,a już na pewno bym się nią nie chwalił.
Ryby zapięte w okolicach głowy to tak zwany domniemany atak i zaliczane są na zawodach spinningowych.Faktem jest,że złowiłem kilka szczupaków za tzw. bety po wyczuwalnym braniu i myślę,że spudłował i zahaczył się przy nawrocie(o czym już wspomniano).Jakby na to nie patrzyć dla mnie taka ryba to wypadek przy pracy i niema mowy o zdjęciach i chwaleniu się przed kolegami.
Szczupak takie akcje na wędce wyprawia, że wypluta przynęta może się wbić wszędzie. Kiedyś w pogoni za kleniem na przelewie przed którym było góra 40 cm wody zaciąłem takiego ok 2kg szczupaczka. Szalał jak wściekły, wyskakiwał nad wodę. Kiedy go wyjmowałem z wody zobaczyłem, że odgryzł przynęte a wyciągnąłem go dlatego że krecac młynki oplątał się pokrywami skrzelowymi o żyłkę.
I TAK i NIE tzn. chodzi o to jaka ryba i w jaki sposób łowimy.
Np. łowiąc na spławik wiele razy miałem sytuację ze spławik się wynużył (ewidentne branie leszcza) zacinam, holuje i przy brzegu okazuje się że leszcz jest zacięty za bok lub skrzela. Rybe złowioną w takiej sytacji uważam za ZALICZONĄ.
Co innego ze spinningiem gdzie przyneta jest w ciągłym ruchu, wiele razy miałem szczupaki, leszcze a nawet raz karpia zahaczone za bok lub grzbiet. Te bym nazwał, bardzo miłym PRZYPADKIEM! :D
W odpowiedzi na pytanie kol.wedkarz2309 ja uważam że TAK. Przede wszystkim dlatego, że sam hol i podebranie takiej ryby jest dużo trudniejsze niż zaczepionej za pysk. Poza tym w pewnym sensie przyczyniliśmy się do 100% sukcesu tym, że odnaleźliśmy miejsce pobytu naszej zdobyczy. Ja osobiście zaliczam z dopiskiem w uwagach, że podchaczona (nie mylić z szarpakiem).
Tego leszcza mój brat dostał od kolegi, który złowił go w Wiśle poniżej stopnia wodnego Łączany (2,80 kg ) w tym samym dniu , w którym byłem na wyprawie wędkarskiej opisanej przeze mnie w artykule pod tytułem ; Wspomnienie : i nawet mi na myśl nie przyszło , żeby tego leszcza zgłosić do WW - rekordy na plan - chociaż kto by mi to udowodnił ? Panowie Wędkarze - trochę kultury i honoru - niech Was nie zżera zbytnia ambicja i chęć zaistnienia przed innymi . Z poważaniem .
Mialem podobna sytuacje,zapialem szczupaka,po efektownych mlynkach tak naprawde ryba bylaby wolna lecz zaplatala sie w zylke. Zdarza sie. Mysle,ze raczej ciezko zaczepic zebatego,zeby byl nieswiadomy do samego momentu zaczepienia kotwica,ma silnie rowzinieta linie boczna.
TAK............. cześć Mirek ,co tak ????? bo ja tak wszystko przeczytałem i cholera teraz nie wiem czy ryby takie zaliczać czy nie ???
TAK , to znaczy że uważam że powinno się zaliczyć taka złowioną rybke, w dodatku że to wedkarz jej szuka spiningując zbiornik a ryba ma różne sposoby atakowania . Nie widzę tutaj nic złego w zaliczeniu.
ha to ja teraz będę zaliczał ,nie mam co zresztą ostatnio ,ale na przyszłość będę zaliczał dzięki Mirek za poradę ,ciekawe czy wszyscy co tam tak wcześniej pisali ,to na prawdę takich rybek nie zaliczają he he
ha to ja teraz będę zaliczał ,nie mam co zresztą ostatnio ,ale na przyszłość będę zaliczał dzięki Mirek za poradę ,ciekawe czy wszyscy co tam tak wcześniej pisali ,to na prawdę takich rybek nie zaliczają he he
Zgadza sie, ale to już sprawa kazdego wędkarza z osobna jego indywidualnego podejścia do tematu..............
No właśnie kwestia zaliczenia podhaczonej ryby to już kwestia podejścia danego wędkarza.Często późna jesienią łowiłem karpiowate za fraki i z góry wiedziałem,że to zimowisko więc szukałem następnej miejscówki.To kwestia podejścia do tego co robimy-łowię bo lubię albo łowię bo chciałbym coś przekąsić.Zaznaczam,że bynajmniej nie chodzi mi o samo zabranie ryby(to wolno każdemu)ale o sposób w jaki została złowiona.Dla mnie ryba złowina za bety to coś w stylu szarpaka tylko może nieco mniej dobitnie.Tak czy inaczej NIE ZALICZAM.Pozdrawiam.
wedkarz2309 trochę racji to masz , bo faktycznie chwalić się publicznie rybą podhaczoną to niezbyt fair, choć gdybyć przeżył taki hol jaki miałem wczoraj to byś bardzo mocno sie zastanowił czy nie zaliczyć takiej ryby. Mianowicie byłem z kolegą na łódce na Wisełce w naszym małym sandaczowym eldorado. Ryby brały bardzo anemicznie, ja miałem 2 pstryki za ogon z pamiątkami na gumach, kumpel 1 . Po koniec wędkowania nagle mam podwójny pstryk, zacięcie i szok. Ryba bez najmniejszego problemu wyciągnęła 30-40 m plećki 0.18 MOMOI więc bardzo mocnej. Potem stop, pompowanie nic nie daje, ryba stoi w miejscu i tak bawimy się z dobre 7-8 minut w samym nurcie. Myślałem że trafiłem suma dobrze ponad metr, w końcu zaczynam ją podciągać. Ryba dochodzi do łódki na jakieś 30 m. I spina się! Myślę kurde znów przegrałem walkę z sumem życia, bo już miałem 3 razy doczynienia z dużymi wąsaczami. Ale po wyciągnięciu gumy na haku widzimy z kolegą dwie sandaczowe łuski. Złapałem już w życiu troche sandaczy i wiem jakiej wielkości łuska odpowiada danej wielkości osobnikowi. Łuska nie była zbyt duża więc na chłodno oceniliśmy niedoszłą zdobycz na 1,5-2 kilo. Ale powiedz który sandacz o takiej niewielkiej wadze może tak walczyć nawet w bardzo mocnym prądzie? Żaden normalnie zahaczony, swojego musiałem trafić w okolicach brzucha, bo łuski były wręcz przezroczyste. I muszę uczciwie napisać że zaliczyłbym tą rybę za wspaniały ponad 10 minutowy hol, natomiast nigdy bym nie chwalił się nią publicznie. Więc myślę że wszystko zależy od sytuacji tym bardziej , że miałem prawidłowe branie a jakim cudem nie dostał w pysk to już nie wiem. Mogę się jedynie domyślać, że może chciał po prostu odgonić moją gumę albo przestrzelił i nie trafił swoją mordką, a mi sie go udało zaciąć. Tak czy siak sandała bym zaliczył ze względu na prawidłowe zacięcie i wspaniały hol.
Ale gdybyś wyjął tą rybę, to pewnie byłbyś zawiedziony, że nie jest zapięta w pysk, hmmm?:)
Bo ja osobiście bym się rozczarował...:)
Kolego nieraz sam przy zacięciu ryby wyrwiesz jej z pyska przynętę i trafisz nią wtedy rybę w inne miejsce ,np brzuch ,ale Możesz być pewien że ta ryba właśnie atakowała to na co łowisz ,no chyba że zachaczysz płotkę za brzuch na kopytko tak jak ja wczoraj ,po prostu przypadki też się zdażają
Witam!
Moje pytanie się rodzi z zaistniałej sytuacji, która miała miejsce wczoraj!
Będąc z kolegą ze spinem nad Odrą, kolega zaciął w pewnym momencie rybę.
Myślałem, że jest to sandacz, bo nie było charakterystycznych dla szczupaka "walnięć" na kiju, obaj wędkarze, którzy byli obok, byli tego samego zdania.
Przy brzegu wyłonił się zębaty średniaczek (ok. 2 kg), ale po chwili mieliśmy odp., dlaczego tak "walczył": był podhaczony.
Kolega go wyjął i poprosił o pstyryknięcie kilku zdjęć, co mnie troszkę zdziwiło i aż zapytałem ze zdziwieniem: TY GO SOBIE ZALICZASZ?:O
Odpowiedź była nieco zaskakująca: TAK.
Jeszcze tego samego dnia zdjęcie poszło na nk...
Co Wy o tym sądzicie koledzy?
Czy powinno się zaliczać rybę, która została podhaczona i jeszcze pozować z nią do zdjęcia i wstawiać do internetu?
Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Ps. Podam przykład, w którym pokażę, jakie jest moje zdanie na ten temat:
Miałem podobną sytuację, łowiąc pierwszy raz z kutra.
Łowiłem tylko jakąś godzinę, fale były takie wstrępne, że tylko dokarmiałem ryby porannym śniadaniem, na szczęście udało mi się przysnąć...
Ale nie o tym chcę mówić...
Udało mi się w tym czasie złowić jednego dorsza (ok. 1 kg).
Jest to mój jedyny złowiony w życiu dorsz, który niestety był podhaczony.
Z tego względu nie zrobiłem sobie z nim pamiątkowej fotki, nie zaliczam tej ryby i mój rekord w dorszu, to 0 cm...
Gdybym to zrobił, to bym m.in. oszukał samego siebie...
wstrętne*
hmm trudno powiedzieć
wydaje mi się, że nie powinieneś się tym przejmować
czasem jest tak, że ryba przeprowadza atak i po chwili robi odwrót po czym sie zachacza za kotwice lub hak
wydaje mi się , że nie jest to tak że ryba sobie stała i jakiś hak ja zaatakował - chyba mało prawdopodobne w przypadku drapieżnika choć możliwe pewnie
wydaje mi się ,że szczupak zainteresował się sposobem prezentacji przynęty twojego kolegi i w pewnym momencie moze po ataku, może w trakcie sie zaciął
no i chyna utrzymanie tak zaciętej ryby też nei jest łatwe bo może się spiąć w każdej chwili
nie ma co się chyba przejmować
ale z 2 strony
liczy się efekt
ryba na brzegu była
ja fotek kiedyś wcale nie robiłem - nie miałem aparatu w telefonie, a jak zawsze wziałem aparat to nigdy nic nie złapałem, więc przestałem zabieraćaparat nad wodę, teraz mam w telefonie więc mam zawsze przy sobie ale ost lipne wyniki.... no cóż takie jest życie
może inni wyrażą swoje zdanie
pozdrawiam
To wszystko zależy od samego wędkarza. Jak niechcący zahaczona to trochę fuks.
Ja miałem inne zdarzenie. Widziałem atak ryby (szczupak) na przynętę czułem uderzenia na kiju, zacinam siedzi, ale on chyba nie trafił, albo nie wiem jak to tłumaczyć, a ja w porę, lub za późno zaciąłem, bo był zapięty za szczękę od spodu jak nieraz sandacze . Dodam że hol przebiegał normalnie,jak przy normalnym zapięciu, nawet wyskoki z wody były. No i jak czy Ty byś to uznał (dla samego siebie)
Kiedys prowadzilem wlasny dziennik z zapiskami i rekordami.
Jesli lowilem na spinning i wyciagalem rybe podhaczona a byl to drapieznik, zaliczalem go.
Czesto ryba po prostu pudluje i zapina sie gdzies w okolicach lba ( a widzialem raz atak szczupaka ktory zapiol sie za ogon).
Jesli lowilem jakas biala rybe (leszcz, jaz czy ploc) na spinning to liczylem tylko te ktore mialy w pysku przynete.
Ale to byly moje prywatne ustalenia na podstawie spostrzezen.
PS. Mialem przypadki bran lipieni na suchara, zapietych gdzie w okolicach pletw piersiowych.
Kol. ziom7:
Nie, żebym się przejmował:)
Tylko wyraziłem swoje zdanie i chcę poznać Wasze, bo jak wspomniałem już, zdziwiło mnie to:)
Prawdopodobieństwo zahaczenia ryby było spore, bo uczę ostatnio kolegów metody opadowej, a jak wiemy, w tej metodzie przynęta ma kontakt z dnem niemal cały czas...
Kol. szczupi:
Np. w WŚ jest tak:
4. Komisja Konkursowa nie przyjmuje zgłoszeń ryb:
złowionych z naruszeniem prawa;
złowionych w akwenach mających status obrebu hodowlanego;
zahaczonych poza obrębem głowy;
karpi, amurów i tołpyg złowionych metodą spinningową.
Tutaj ryby podhaczone są ewidentnie "spalone"...
Ale ryba zahaczona z zew. strony jest zaliczana, pod warunkiem, że hak tkwi w obrębie głowy, więc Twój szczupak byłby zaliczony:)
Kol. pawelz
Osobiście i drapieżne i białe ryby na spina zaliczam, pod warunkiem, że są zahaczone w obrębie pyska:)
Właśnie przypomniało mi się, jak na twistera koloru dżdżownicy, przywalił mi karpik trzydziestak... Zassał gumkę pięknie...
Czyli komisja tak naprawdę nie ma 100% pewności co zgłaszanych medalowych czy rekordowych ryb.
Dokładnie, ale mi osobiście sumienie nie pozwoliłoby zgłosić takiej ryby...
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś się udzieli:)
Jeśli ktoś ma ochotę się wypowiedzieć szerzej na ten temat, to bardzo proszę:)
Jeśli natomiast nie, to wystarczy, że odpowiecie na pytanie CZY POWINNO ZALICZAĆ SIĘ PODHACZONE RYBY jedym słowem: TAK lub NIE:)
Podhaczony? a co to tak dokładnie znaczy? W którym miejscu miał hak?
No to uważam że NIE powinno się zaliczać ryby pod-haczonej chyba, że jest zapięta w obrębie głowy. Tak jak to opisałeś !!!
TAK.............
W czasie wypraw wędkarskich różnie bywa-ryba atakuje przynętę z różnych stron i czasami zapina się w taki sposób,że trudno jest to sobie wyobrazic.Osobiście to raczej bym nie zaliczał tej rybki,a już na pewno bym się nią nie chwalił.
Ryby zapięte w okolicach głowy to tak zwany domniemany atak i zaliczane są na zawodach spinningowych.Faktem jest,że złowiłem kilka szczupaków za tzw. bety po wyczuwalnym braniu i myślę,że spudłował i zahaczył się przy nawrocie(o czym już wspomniano).Jakby na to nie patrzyć dla mnie taka ryba to wypadek przy pracy i niema mowy o zdjęciach i chwaleniu się przed kolegami.
Szczupak takie akcje na wędce wyprawia, że wypluta przynęta może się wbić wszędzie. Kiedyś w pogoni za kleniem na przelewie przed którym było góra 40 cm wody zaciąłem takiego ok 2kg szczupaczka. Szalał jak wściekły, wyskakiwał nad wodę. Kiedy go wyjmowałem z wody zobaczyłem, że odgryzł przynęte a wyciągnąłem go dlatego że krecac młynki oplątał się pokrywami skrzelowymi o żyłkę.
I TAK i NIE tzn. chodzi o to jaka ryba i w jaki sposób łowimy.
Np. łowiąc na spławik wiele razy miałem sytuację ze spławik się wynużył (ewidentne branie leszcza) zacinam, holuje i przy brzegu okazuje się że leszcz jest zacięty za bok lub skrzela. Rybe złowioną w takiej sytacji uważam za ZALICZONĄ.
Co innego ze spinningiem gdzie przyneta jest w ciągłym ruchu, wiele razy miałem szczupaki, leszcze a nawet raz karpia zahaczone za bok lub grzbiet. Te bym nazwał, bardzo miłym PRZYPADKIEM! :D
Też tak myślę, że w takim przypadku nie powinno być mowy o robieniu zdjęć, a tym bardziej chwaleniu się taką "zdobyczą"...
Osobiście, gdybym podhaczył metrowca i go wyjął, to nieźle bym się wkurzył...:)
Ale jest to oczywiście sprawa indywidualna, kto co zrobi z taką rybą...
Witam,
W odpowiedzi na pytanie kol.wedkarz2309 ja uważam że TAK. Przede wszystkim dlatego, że sam hol i podebranie takiej ryby jest dużo trudniejsze niż zaczepionej za pysk. Poza tym w pewnym sensie przyczyniliśmy się do 100% sukcesu tym, że odnaleźliśmy miejsce pobytu naszej zdobyczy. Ja osobiście zaliczam z dopiskiem w uwagach, że podchaczona (nie mylić z szarpakiem).
Ale, czy taka ryba jest "sportowa", jeśli tam można to określić?
Nawet, jeśli zaatakowała, nie trafiła i zaczepiła się za płetwę, czy za bok:)
Wydaje mi się, że taka ryba, jest rybą "spaloną" i chwalenie się taką zdobyczą, jest pomyleniem...
Jeszcze co do podhaczonych ryb, to w 99% nie wiemy, czy ryba spudłowała, czy ją DOSŁOWNIE podhaczyliśmy, nawet, jeśli chodzi o szczupaka...
Aha, i co do mojego pytania, to moja odowiedź brzmi NIE:)
jeśli tak*
Na zawodach tez sie zalicza takie cos ;[ ..
?
Po przemyśleniu definitywnie NIE
Tego leszcza mój brat dostał od kolegi, który złowił go w Wiśle poniżej stopnia wodnego Łączany (2,80 kg ) w tym samym dniu , w którym byłem na wyprawie wędkarskiej opisanej przeze mnie w artykule pod tytułem ; Wspomnienie : i nawet mi na myśl nie przyszło , żeby tego leszcza zgłosić do WW - rekordy na plan - chociaż kto by mi to udowodnił ? Panowie Wędkarze - trochę kultury i honoru - niech Was nie zżera zbytnia ambicja i chęć zaistnienia przed innymi . Z poważaniem .
Mialem podobna sytuacje,zapialem szczupaka,po efektownych mlynkach tak naprawde ryba bylaby wolna lecz zaplatala sie w zylke. Zdarza sie. Mysle,ze raczej ciezko zaczepic zebatego,zeby byl nieswiadomy do samego momentu zaczepienia kotwica,ma silnie rowzinieta linie boczna.
TAK.............
cześć Mirek ,co tak ????? bo ja tak wszystko przeczytałem i cholera teraz nie wiem czy ryby takie zaliczać czy nie ???
TAK.............
cześć Mirek ,co tak ????? bo ja tak wszystko przeczytałem i cholera teraz nie wiem czy ryby takie zaliczać czy nie ???
TAK , to znaczy że uważam że powinno się zaliczyć taka złowioną rybke, w dodatku że to wedkarz jej szuka spiningując zbiornik a ryba ma różne sposoby atakowania . Nie widzę tutaj nic złego w zaliczeniu.
Pozdrawiam i witam Cię Piotrek..........
ha to ja teraz będę zaliczał ,nie mam co zresztą ostatnio ,ale na przyszłość będę zaliczał dzięki Mirek za poradę ,ciekawe czy wszyscy co tam tak wcześniej pisali ,to na prawdę takich rybek nie zaliczają he he
ha to ja teraz będę zaliczał ,nie mam co zresztą ostatnio ,ale na przyszłość będę zaliczał dzięki Mirek za poradę ,ciekawe czy wszyscy co tam tak wcześniej pisali ,to na prawdę takich rybek nie zaliczają he he
Zgadza sie, ale to już sprawa kazdego wędkarza z osobna jego indywidualnego podejścia do tematu..............
No właśnie kwestia zaliczenia podhaczonej ryby to już kwestia podejścia danego wędkarza.Często późna jesienią łowiłem karpiowate za fraki i z góry wiedziałem,że to zimowisko więc szukałem następnej miejscówki.To kwestia podejścia do tego co robimy-łowię bo lubię albo łowię bo chciałbym coś przekąsić.Zaznaczam,że bynajmniej nie chodzi mi o samo zabranie ryby(to wolno każdemu)ale o sposób w jaki została złowiona.Dla mnie ryba złowina za bety to coś w stylu szarpaka tylko może nieco mniej dobitnie.Tak czy inaczej NIE ZALICZAM.Pozdrawiam.
Dziś poraz kolejny spotkałem się z "kontrowersyjną rybką"...
Był to podhaczony za płetwę (nie pamiętam jaką) sandałek 55 cm, przez mojego kolegę, który był dzisiaj na Oderce...
I poraz kolejny się zdziwiłem, bo rybka poszła do internetu...
No cóż, jego sprawa...:)
wedkarz2309 trochę racji to masz , bo faktycznie chwalić się publicznie rybą podhaczoną to niezbyt fair, choć gdybyć przeżył taki hol jaki miałem wczoraj to byś bardzo mocno sie zastanowił czy nie zaliczyć takiej ryby. Mianowicie byłem z kolegą na łódce na Wisełce w naszym małym sandaczowym eldorado. Ryby brały bardzo anemicznie, ja miałem 2 pstryki za ogon z pamiątkami na gumach, kumpel 1 . Po koniec wędkowania nagle mam podwójny pstryk, zacięcie i szok. Ryba bez najmniejszego problemu wyciągnęła 30-40 m plećki 0.18 MOMOI więc bardzo mocnej. Potem stop, pompowanie nic nie daje, ryba stoi w miejscu i tak bawimy się z dobre 7-8 minut w samym nurcie. Myślałem że trafiłem suma dobrze ponad metr, w końcu zaczynam ją podciągać. Ryba dochodzi do łódki na jakieś 30 m. I spina się! Myślę kurde znów przegrałem walkę z sumem życia, bo już miałem 3 razy doczynienia z dużymi wąsaczami. Ale po wyciągnięciu gumy na haku widzimy z kolegą dwie sandaczowe łuski. Złapałem już w życiu troche sandaczy i wiem jakiej wielkości łuska odpowiada danej wielkości osobnikowi. Łuska nie była zbyt duża więc na chłodno oceniliśmy niedoszłą zdobycz na 1,5-2 kilo. Ale powiedz który sandacz o takiej niewielkiej wadze może tak walczyć nawet w bardzo mocnym prądzie? Żaden normalnie zahaczony, swojego musiałem trafić w okolicach brzucha, bo łuski były wręcz przezroczyste. I muszę uczciwie napisać że zaliczyłbym tą rybę za wspaniały ponad 10 minutowy hol, natomiast nigdy bym nie chwalił się nią publicznie. Więc myślę że wszystko zależy od sytuacji tym bardziej , że miałem prawidłowe branie a jakim cudem nie dostał w pysk to już nie wiem. Mogę się jedynie domyślać, że może chciał po prostu odgonić moją gumę albo przestrzelił i nie trafił swoją mordką, a mi sie go udało zaciąć. Tak czy siak sandała bym zaliczył ze względu na prawidłowe zacięcie i wspaniały hol.
No to miałeś przygodę kol. Tomas81...:)
Ale gdybyś wyjął tą rybę, to pewnie byłbyś zawiedziony, że nie jest zapięta w pysk, hmmm?:)
Bo ja osobiście bym się rozczarował...:)
No to miałeś przygodę kol. Tomas81...:)
Ale gdybyś wyjął tą rybę, to pewnie byłbyś zawiedziony, że nie jest zapięta w pysk, hmmm?:)
Bo ja osobiście bym się rozczarował...:)
Kolego nieraz sam przy zacięciu ryby wyrwiesz jej z pyska przynętę i trafisz nią wtedy rybę w inne miejsce ,np brzuch ,ale Możesz być pewien że ta ryba właśnie atakowała to na co łowisz ,no chyba że zachaczysz płotkę za brzuch na kopytko tak jak ja wczoraj ,po prostu przypadki też się zdażają
Nawet tak, jak piszesz, to osobiście nie zaliczyłbym takiej ryby...:)
Tydzień temu niestety poraz kolejny spotkałem się z taką sytuacją...:)
Koledzy byli na rybkach i jeden z nich podhaczył szczupaka 65 cm, fotka i wiadomo, co dalej...
Jest nas 4, co łowimy opadem i już tylko mi pozostało podhaczyć jakąś rybkę, he he...:)