Reklama
  • Marek Tczew2011-07-12 21:23:29

    Popoludniowy wypad nad Wisle w poniedzialek niczego dobrego nie obiecywal. Pogoda zmienna przelotne opady deszczu, wiatr raz z poludnia a raz z polnocy. Przepadywalo co jakis czas i nie mialem nadzieji ze co kolwiek zlowie tym bardziej ze ryba od niedzieli niechciala brac . Wiem bo bylem w sobote i niedziela nad Wislo. Woda ciagle przybierala niosac ze soba wiele galezi klod drewna i czego tam jeszcze. Stanolem miedzy glowkami bo i tak byly zalane no i prubowalem . Dwie gruntowki  zarzucone na gnojaka , bran co niemiara ale niemoglem zaciac. W koncu udaje sie i krap. I to na tyle , po dwoch godzinach daje sobie spokuj z pilnowania gruntowek i rozwijam siudemke i zaczynam na bata. Zbadalem grunt i niezbyt dleboko okolo 1.5 metra. Podkarmilem i zaczela sie zabawa. Bran co niemiara dochodzila 21.00 Mysle juz czas sie zwijac bo rano do pracy wyciagam siadke a tu ,,,,policzylem 30 szt, samego krapia. Takie dloniaki , niby nic wielkiego ale cieszylo. I tak zakonczylem dzien z wedka nad woda.



Reklama
Reklama