Witam,
Przeczytałem Twój artykuł i w miare czytania robiłem coraz większe oczy.No cóż prawdziwe "buraczane tango"-tak zwykłem nazywać takie zachowania.Myślałem że w naszym kraju przekroczono już dawno granice absurdu,ale niestety nie.Ten artykuł pokazuje że niemożliwe jest tylko rozpięcie parasola w d...ie ,a zrobienie prywatnego folwarku przez "prezesa" jest jak najbardziej możliwe.Mam tylko nadzieję że to był i będzie jednostkowy przypadek.
Pozdrawiam
Kolego robcik,wszyscy wiemy że takie zachowanie nie jest jedynym przypadkiem w Polsce,ale miejmy nadzieję że jednym z ostatnich. GHOSTMIR a ty łap za sztandar i poprowadź masowe ruszenie wśród wędkarskiej braci,w kupie siła jak to mówią.....
NIESTETY, SPOTKAŁO MNIE TO NAWET NA WODZIE MOJEGO KOŁA, GDZIE GOŚCINNIE ODBYWAŁY SIE ZAWODY KOŁA Z jASTRZĘBIA . Ale to było kilka lat temu. Za to na wodzie nr 624, też nas kiedys wyrzucano, choć informacji wieczorem nie było na tablicach, a podchmielony osobnik następnego dnia, straszył nas i wyrzucał z łowiska. Szczegół że kartki wieszał do południa, zanim ku nam przyszedł z ryjem. Nawet sami widzieliśmy jak je wieszał. A potem nam chciał coś wmawiać. Niestety takie buractwo u nas to norma.
A co najciekawsze , gdy chcesz się czegoś dowiedzieć to jesteś be i traktowany jak intruz i wrog publiczny nr 1.Walczymy ze starą ekipą w kole , którzy zatrzymali się chyba na Pocachontas, co zarybią to zaroski w mig jest wyszarpane a gdy człowiek chce po pracy sobie odpocząć i poczuć choby jedną rybkę na kiju to mo z głowy a reszta obdzieli rybami cały blok , pół rodziny bo im zamrażarki się nie zamykają.Stara śpiewka , chcesz coś zmienić , przyjdź na zebranie a więc przychodzimy , robimy zadymę o zarybianie , gdzie karp jest nr 1, o pilnowanie wody itd itd , niestety ten beton jest nie do przebicia.U nas w kole też dochodzi do dziwnych zdarzeń, gdy o nich pomyślę to nóż się w kapsie otwiera
pomógł bym, ale u nas pociągi jeszcze na ropę, wiecie ile czasu taki jedzie byście się na mnie nie doczekali:) albo zajechał bym na sam finał, ale jakby co to mam rodzinę w Cieszynie to delegacje mogę podesłać, :) też wędkują więc koledze po kiju pomogą :)......u mnie w regionie, taka sytuacja, nie wyobrażam sobie czegoś takiego, jest parę jezior powyżej 300ha, i parę mniejszych jeszcze by się znalazło, więc miejsca do łowienia każdemu wystarczy, i nawet jak są zawody z jakiegoś koła to szybciej można dostać zaproszenie do wspólnej zabawy, niż jakieś nie potrzebne kłótnie, tu się wszyscy raczej znają więc na chamstwo nikt sobie pozwolić nie może, jeżeli chodzi o poruszenie twoją historią, Mirku, to jest tak jak napisał Kazik, więcej chłopa teraz nad wodą siedzi niż w domu przed kompem, ja się w jeszcze innej sytuacji znalazłem bo mi się rodzina powiększyła z 3 na 4, więc też ledwo raz w tygodniu na ryby zdołam się wyrwać. pozdro dla kumatych, możesz na mnie liczyć.
taki wędkarski hymn.... hehe.... amury ryną, runą.....
Witam,
Przeczytałem Twój artykuł i w miare czytania robiłem coraz większe oczy.No cóż prawdziwe "buraczane tango"-tak zwykłem nazywać takie zachowania.Myślałem że w naszym kraju przekroczono już dawno granice absurdu,ale niestety nie.Ten artykuł pokazuje że niemożliwe jest tylko rozpięcie parasola w d...ie ,a zrobienie prywatnego folwarku przez "prezesa" jest jak najbardziej możliwe.Mam tylko nadzieję że to był i będzie jednostkowy przypadek.
Pozdrawiam
Kolego robcik,wszyscy wiemy że takie zachowanie nie jest jedynym przypadkiem w Polsce,ale miejmy nadzieję że jednym z ostatnich. GHOSTMIR a ty łap za sztandar i poprowadź masowe ruszenie wśród wędkarskiej braci,w kupie siła jak to mówią.....
NIESTETY, SPOTKAŁO MNIE TO NAWET NA WODZIE MOJEGO KOŁA, GDZIE GOŚCINNIE ODBYWAŁY SIE ZAWODY KOŁA Z jASTRZĘBIA . Ale to było kilka lat temu. Za to na wodzie nr 624, też nas kiedys wyrzucano, choć informacji wieczorem nie było na tablicach, a podchmielony osobnik następnego dnia, straszył nas i wyrzucał z łowiska. Szczegół że kartki wieszał do południa, zanim ku nam przyszedł z ryjem. Nawet sami widzieliśmy jak je wieszał. A potem nam chciał coś wmawiać. Niestety takie buractwo u nas to norma.
A co najciekawsze , gdy chcesz się czegoś dowiedzieć to jesteś be i traktowany jak intruz i wrog publiczny nr 1.Walczymy ze starą ekipą w kole , którzy zatrzymali się chyba na Pocachontas, co zarybią to zaroski w mig jest wyszarpane a gdy człowiek chce po pracy sobie odpocząć i poczuć choby jedną rybkę na kiju to mo z głowy a reszta obdzieli rybami cały blok , pół rodziny bo im zamrażarki się nie zamykają.Stara śpiewka , chcesz coś zmienić , przyjdź na zebranie a więc przychodzimy , robimy zadymę o zarybianie , gdzie karp jest nr 1, o pilnowanie wody itd itd , niestety ten beton jest nie do przebicia.U nas w kole też dochodzi do dziwnych zdarzeń, gdy o nich pomyślę to nóż się w kapsie otwiera
pomógł bym, ale u nas pociągi jeszcze na ropę, wiecie ile czasu taki jedzie byście się na mnie nie doczekali:) albo zajechał bym na sam finał, ale jakby co to mam rodzinę w Cieszynie to delegacje mogę podesłać, :) też wędkują więc koledze po kiju pomogą :)......u mnie w regionie, taka sytuacja, nie wyobrażam sobie czegoś takiego, jest parę jezior powyżej 300ha, i parę mniejszych jeszcze by się znalazło, więc miejsca do łowienia każdemu wystarczy, i nawet jak są zawody z jakiegoś koła to szybciej można dostać zaproszenie do wspólnej zabawy, niż jakieś nie potrzebne kłótnie, tu się wszyscy raczej znają więc na chamstwo nikt sobie pozwolić nie może, jeżeli chodzi o poruszenie twoją historią, Mirku, to jest tak jak napisał Kazik, więcej chłopa teraz nad wodą siedzi niż w domu przed kompem, ja się w jeszcze innej sytuacji znalazłem bo mi się rodzina powiększyła z 3 na 4, więc też ledwo raz w tygodniu na ryby zdołam się wyrwać. pozdro dla kumatych, możesz na mnie liczyć.