Pomysł na założenie tego wątku, wziął się podczas czytania
marcowego wydania Wiadomości Wędkarskich. Były w nim poruszane tematy typu czy
łowić ryby w okresie ochronnym, autorstwa pana Pawła Oglęckiego, pt.;
"Regulamin i zdrowy rozsadek", zainspirowany rozmowami na forach
wędkarskich.
Lecz, mnie zaintrygowała i rozśmieszyła historyjka (komiks), Pana Krystianka. I
pomyślałem, że to jest całkiem niezły temat na wątek, na temat nęcenia naszych
łowisk. Przecież tylu tu młodych wędkarzy pisze; Jaka zanęta na...? Ale nie,
ile sypać tej zanęty, kiedy i dlaczego? Dość fajnie jest to zilustrowane, jak
koleś przeświadczony, że bardzo obfite nęcenie łowiska sprawi, że stanie się
super łowcą. Co jest mylne.
Nie raz przygotowałem sobie łowisko. Paczka 1kg. kupnej zanęty starczała na
dwie 5-8 godzinne zasiadki, a jak ryby słabo żerowały to i na 3-4 takie
zasiadki. Na każdą zasiadkę brałem puszkę kukurydzy, ale nie wsypywałem do wody
więcej niż 1/3 jej zawartości. Zacząłem targać ryby, że wykarmił bym nimi z 10
rodzin. Oczywiście zabierałem tyko tyle co mi potrzeba (2-3 kg).
Za jakiś czas, wpadam na swoją miejscówkę, a tu studnia, nic, parę krąpi i
płoteczek. Gdzie te ryby? Spotykam kumpla, i dowiaduję się, że kilku
podglądaczy zrobiło obławę na moją miejscówkę. No i wszystko już jasne! łowisko
przenięcili, wodę zakwasili, ryby przepłoszyli. I już do końca sezonu (ok. 2
miesięcy), porządnej rybki tam nie uświadczyłem.
Panowie, chłopaki, nikt wam nie broni łowić ryb (nawet w naszych miejscówkach,
jak nas nie ma). Ale nie niszczcie czyjejś pracy, szanujcie środowisko.
Który z Was, jak kobita nałożyła by obiad na cały tydzień, i wrzuciła do
jednego gara. To, co wszystko byście wyjedli za jednym zamachem? Czy ruszylibyście
to na drugi dzień jak zaczęłoby kisnąć? Ile by z tego wylądowało w śmietniku?
Tylko, że ryby nie mają takiego wynalazku, one po nas nie posprzątają łowiska,
i nie zutylizują odpadów. Za nie to z czasem zrobi przyroda. Tyle, że do tego
czasu rybki będą omijać ten chlew. One lubią czystą wodę tak, więc sobie pójdą
i znajdą inne żerowisko. A przyroda, która już i tak po nas ma, co sprzątać,
będzie zdana na siebie samą. Jedno, dwa takie przynęcone łowiska jakoś zniesie,
ale jak ich będzie więcej to już sobie nie poradzi. Nie tylko woda to odczuje,
ale też i nasze kochane rybki, bo odczyn kwaśny powoduje rozwój szkodliwych bakterii,
które osiadają na skrzelach i skórze (łuski, śluz), i rybki zaczynają chorować,
występują przyduchy, bo brak tlenu w wodzie, bo rozkładająca się zanęta
wytwarza siarczany i grzyby…
Pamiętajmy, że ryby odżywiają się głównie tym, co naturalnie
występuje w wodzie. I zazwyczaj im to wystarczy, dlatego nasze zanęty stosujmy,
jako dodatek do ich menu. W celu zwabienia, zachęcenia do żerowania (szukania
pokarmu). I nie traktujmy ich jak tuczników. Bo dobry gospodarz, jak świnie nie
wyjedzą, to zanim poda im nową porcję, usuwa reszki z koryta. My niestety na
łowisku tego nie zrobimy, bo nie jesteśmy w stanie.
Artur, rozumiem ideę napisania tego posta.na Mazurach macie faktycznie duży problem z nadgorliwymi wędkarzami. To że wrzuca się do wody tony kupnej zanęty to jeszcze nic. Nęcenie suchym chlebem albo suchą bułką to jest hardcore.
Nęcenie łowiska, kule zanętowe lądują w łowisku.
(wiele kul...)
Nie za dużo tego nęcenia, Panowie?
A, gdzie tam!
Jesteśmy zawodowcami, MUSIMY dużo nęcić!
NA ZAJUTRZ…
No i Co?!
Cholera wszystkie ryby Śnięte!
Hej, Spokojnie! One żyją!
Co ???????????!!!!
Tylko zanęty w wodzie tyle, że je wypycha na wierzch!
Idiota!!!!!!!! Nie zawodowiec!!!!!!!!!!
Pomysł na założenie tego wątku, wziął się podczas czytania marcowego wydania Wiadomości Wędkarskich. Były w nim poruszane tematy typu czy łowić ryby w okresie ochronnym, autorstwa pana Pawła Oglęckiego, pt.; "Regulamin i zdrowy rozsadek", zainspirowany rozmowami na forach wędkarskich.
Lecz, mnie zaintrygowała i rozśmieszyła historyjka (komiks), Pana Krystianka. I pomyślałem, że to jest całkiem niezły temat na wątek, na temat nęcenia naszych łowisk. Przecież tylu tu młodych wędkarzy pisze; Jaka zanęta na...? Ale nie, ile sypać tej zanęty, kiedy i dlaczego? Dość fajnie jest to zilustrowane, jak koleś przeświadczony, że bardzo obfite nęcenie łowiska sprawi, że stanie się super łowcą. Co jest mylne.
Nie raz przygotowałem sobie łowisko. Paczka 1kg. kupnej zanęty starczała na dwie 5-8 godzinne zasiadki, a jak ryby słabo żerowały to i na 3-4 takie zasiadki. Na każdą zasiadkę brałem puszkę kukurydzy, ale nie wsypywałem do wody więcej niż 1/3 jej zawartości. Zacząłem targać ryby, że wykarmił bym nimi z 10 rodzin. Oczywiście zabierałem tyko tyle co mi potrzeba (2-3 kg).
Za jakiś czas, wpadam na swoją miejscówkę, a tu studnia, nic, parę krąpi i płoteczek. Gdzie te ryby? Spotykam kumpla, i dowiaduję się, że kilku podglądaczy zrobiło obławę na moją miejscówkę. No i wszystko już jasne! łowisko przenięcili, wodę zakwasili, ryby przepłoszyli. I już do końca sezonu (ok. 2 miesięcy), porządnej rybki tam nie uświadczyłem.
Panowie, chłopaki, nikt wam nie broni łowić ryb (nawet w naszych miejscówkach, jak nas nie ma). Ale nie niszczcie czyjejś pracy, szanujcie środowisko.
Który z Was, jak kobita nałożyła by obiad na cały tydzień, i wrzuciła do jednego gara. To, co wszystko byście wyjedli za jednym zamachem? Czy ruszylibyście to na drugi dzień jak zaczęłoby kisnąć? Ile by z tego wylądowało w śmietniku?
Tylko, że ryby nie mają takiego wynalazku, one po nas nie posprzątają łowiska, i nie zutylizują odpadów. Za nie to z czasem zrobi przyroda. Tyle, że do tego czasu rybki będą omijać ten chlew. One lubią czystą wodę tak, więc sobie pójdą i znajdą inne żerowisko. A przyroda, która już i tak po nas ma, co sprzątać, będzie zdana na siebie samą. Jedno, dwa takie przynęcone łowiska jakoś zniesie, ale jak ich będzie więcej to już sobie nie poradzi. Nie tylko woda to odczuje, ale też i nasze kochane rybki, bo odczyn kwaśny powoduje rozwój szkodliwych bakterii, które osiadają na skrzelach i skórze (łuski, śluz), i rybki zaczynają chorować, występują przyduchy, bo brak tlenu w wodzie, bo rozkładająca się zanęta wytwarza siarczany i grzyby…
Pamiętajmy, że ryby odżywiają się głównie tym, co naturalnie występuje w wodzie. I zazwyczaj im to wystarczy, dlatego nasze zanęty stosujmy, jako dodatek do ich menu. W celu zwabienia, zachęcenia do żerowania (szukania pokarmu). I nie traktujmy ich jak tuczników. Bo dobry gospodarz, jak świnie nie wyjedzą, to zanim poda im nową porcję, usuwa reszki z koryta. My niestety na łowisku tego nie zrobimy, bo nie jesteśmy w stanie.
Artur, rozumiem ideę napisania tego posta.na Mazurach macie faktycznie duży problem z nadgorliwymi wędkarzami. To że wrzuca się do wody tony kupnej zanęty to jeszcze nic. Nęcenie suchym chlebem albo suchą bułką to jest hardcore.