Nas, wszystkich łowiących obowiązuje RAPR i składki, jednak jest jeszcze coś takiego jak "przepisy państwowe". WW pisało w tym roku jakoś w artykule "czy dobrze chronimy ryby", że są to inne regulacje. Czym różnią się "przepisy państwowe" od RAPR? Gdzie i kiedy obowiązują?
"Przepisy państwowe" czyli ustawa lub rozporządzenie są formą nadrzędną w stosunku do RAPR. Czyli RAPR musi być podporządkowany ustawie i nie może być z nią sprzeczny.
1. Ustawa 2. Rozporządzenie 3. Zarządzenie 4. Inne (np. RAPR)
A nad nimi są jeszcze dyrektywy unijne, które jak do tej pory mamy w d...e. Pobieranie opłat za amatorski połów ryb w morzu, ochrona łososiowatych w sensie ułatwień w migracji w postaci przepławek itp.
"Przepisy państwowe" czyli ustawa lub rozporządzenie są formą nadrzędną w stosunku do RAPR. Czyli RAPR musi być podporządkowany ustawie i nie może być z nią sprzeczny.
1. Ustawa 2. Rozporządzenie 3. Zarządzenie 4. Inne (np. RAPR)
Czy RAPR jest sprzeczny z Ustawą jeśli jest bardziej restrykcyjny?
RAPR może zaostrzyć przepis z ustawy lecz nie może go łamać. Krótki przykład mówię powtarzam przykład. Ustawa mówi o pstrągu np 25cm w RAPR jest więcej co okręg to inaczej, ale do zawodów muchowych czy jakichkolwiek można zjechać do "Ustawowego" wymiaru i wszystko jest na legalu trochę bezsens no, ale PZW....
Co do Bolenia hmmm widocznie dla ministra jest nie opłacalną rybą w handlu to i nie ma ochrony prawnej, a dla wędkarzy jest sporym wyzwaniem podczas holu.
Czy R.A.P.Ryb jest sprzeczny z ustawa jeśli jest bardziej restrykcyjny?A no nie bo uprawniony do rybactwa w obwodzie rybackim w tym wypadku PZW ma prawo wprowadzac obostrzenia zasad wedkowania.Natomiast nie moze niwelowac obostrzeń zasad wędkowania przewidzianych w ustawie.
Czy R.A.P.Ryb jest sprzeczny z ustawa jeśli jest bardziej restrykcyjny?A no nie bo uprawniony do rybactwa w obwodzie rybackim w tym wypadku PZW ma prawo wprowadzac obostrzenia zasad wedkowania.Natomiast nie moze niwelowac obostrzeń zasad wędkowania przewidzianych w ustawie.
No z tym pstrągiem to zły przykład,poniwaz ma wymiar 25 i 30 cm to zalezy w jakim miejscu na terenie kraju znajduje sie rzeka i zgodnie z tym podczas zawodów na zywej rybie ustala sie wymiar minimalny zaliczanej ryby.Jak juz wczewśniej pisałem uprawniony do r. w obwodzie ryb.ma prawo zmiejszyc limit zabieranych ryb i zwiększyc wymiar ochronny.
No i znowu koledzy wprowadzają dowolną interpretację, bo tak komuś wygodnie, a to w ustawie jest niedopuszczalne. Albo jest w ustawie wymiar albo po nowym roku PZW będzie wszystkie sprawy przegrywał w sądach w dodatku z naszych pieniędzy. Skoro Koledzy mówicie, że pstrąg ma wymiar według RAPR 30 cm a w czasie zawodów 25cm to czemu do cholery jest dowolność interpretacji i na niektórych zawodach nie wolno łowić wzdręgi i płoci poniżej wymiarów ustalonych przez RAPR a nawet ustalonych przez okręgi a dozwolonych przez ustawę mimo, że i tak wszystkie ryby są wypuszczane. Tylko niech nikt mi nie powie"bo tak"
Nie tu prawdopodobnie chodzi o drobnice, że tak powiem wiadomo pewnie że częściej się trafiają te mniejsze, a nie łamiące w przepisach ustawy więc regulują to pod zawody by jakoś tam się odbyły niż czekać na wymiarowe z RAPR
Przypadkow "obnizania" wymiarow ochronnych ryb na zawodach jest sporo. Napisalem "obnizania" w cudzyslowiu bo administrator danego lowiska moze samodzielnie obnizyc do wymiarow "ministerialnych". Nizej mu nie wolno. I tak np na Sanie robi sie zawody na rybkach 25 cm. A co ciekawsze, mozna jeszcze nizej zejsc z wymiarami tyle tylko ze potrzebna jest juz na to zgoda jakichs instancji panstwowych. Nie chce strzelac z glowy kto taka zgode musi wydac, ale bylo o tym przy okazji mistrzostw swiata w tym roku na Sanie. I dotyczy to wszystkich ryb , nie tylko pstragow i lipieni. A robi sie to glownie na tych rybach, bo jak twierdza organizatorzy, w Polsce jest malo wod muchowych ktore posiadaja wystarczajaca ilosc miarowych ryb do rozegrania zawodow.
Jeszcze raz napisze ze z tym pstragiem to zły przykład poniewaz wymiar 25 i 30 cm jest zgodny z przepisami ustawy i wszystko zalezy od rzeki w której jest poławiany(chodzi o zyznosc rzeki i zwiazane z tym przyrosty ryb).Dlatego można podczas zawodów na żywej rybie ustalic takie wymiary minimalne zaliczanej ryby.Nie wolno zmiejszac tych wymiarów podczas zawodów rangi mistrzowskiej(wszystkie takie zawody musza odbywac sie na żywej rybie).N.p. podczas zawodów rozgrywanych na rzece Nysa Kłodzka minimalne wymiary to dla pstraga 25 cm i lipienia 30 cm.Natomiast podczas zawodów nad Bobrem wymiarem będzie 30 cm dla pstrąga i 30 dla lipienia.Wszystko jest w zgodzie z ustawa.Natomias uprawniony do prowadzenia gospodarki rybackiej w tym przypadku PZW ma prawo zgodnie z ustawa zwiekszyc wymiar ochronny i zmiejszyc limit ryb zabieranych z łowiska.Moze to dotyczyc jednej rzeki(obwodu rybackiego) lub wszystkich rzek (obwody rybackie na których prowadzi gospodarke).W tym przypadku chodzi o wody krainy pstrąga i lipienia.
No a ja jeszcze raz powiem że to był tylko przykład, a że trafiłem w ustawę nie zmienia faktu że przykład był jak pawelz nadmienił że takie rzeczy stosuję się na chyba wszystkich rybach przy zawodach.
Teraz tak zapytam poza tematem skąd w sklepach pstrążki koło 20centów i nie mówię tu o tęczakach tylko o kropkach.
Nie wiem co koledzy widzicie negatywnego w takim przeprowadzaniu zawodów przeciez sto procet ryb i tak wraca do wody.W moim przekonaniu takie formułowanie regulaminu zawodów w pewnym sęsie wyrównuje szanse zawodnikom mającym miej szczescia podczas losowania.Wiadomo jakie sa nasze rzeki górskie.Natomiast nie spotkałem sie z przypadkiem zaniżania podczas zawodów wymiarów ryb objetych wymiarem ochronnym.Mało tego podczas zawodow spinningowych okoń ma wymiar 18 cm.Gdzie podczas zawodów spławikowych jest na niektórych łowiskach jego pozbawiony.Co do tych małych pstrągow to skandal i zgroza.Powinny trafic do rzeki a nie na patelnie.
Nie wiem co koledzy widzicie negatywnego w takim przeprowadzaniu zawodów przeciez sto procet ryb i tak wraca do wody.W moim przekonaniu takie formułowanie regulaminu zawodów w pewnym sęsie wyrównuje szanse zawodnikom mającym miej szczescia podczas losowania.Wiadomo jakie sa nasze rzeki górskie.Natomiast nie spotkałem sie z przypadkiem zaniżania podczas zawodów wymiarów ryb objetych wymiarem ochronnym.Mało tego podczas zawodow spinningowych okoń ma wymiar 18 cm.Gdzie podczas zawodów spławikowych jest na niektórych łowiskach jego pozbawiony.Co do tych małych pstrągow to skandal i zgroza.Powinny trafic do rzeki a nie na patelnie.
100% ryb rzeczywiscie wraca do wody ale... 1) w jakiej kondycji wracaja. Np. podczas zawodow na Sanie czy Dunajcu zawodnik nieraz kilkadziesiat metrow musi tachac rybe do sedziego, potem mierzyc i dopiero wypuscic. Kilkadziesiat metrow w ostrym nurcie na takich rzekach to naprawde duzo. Ci ktorzy lowili wiedza co to oznacza. Nie raz ciezko pokonac 10m. 2) Zalozmy ze na potrzeby zawodow na Sanie obnizono wymiar lipienia do 30 cm (przypominam ze na Sanie obowiazuje 35 cm. ). Jak sie ma CELOWE lowienie 33 cm ryb do RAPR. Owszem jest to zgodne z ministerialnymi wymiarami , ale dla mnie syf pozostaje. "Elyta" muszkarstwa robi sobie zawody na nazwijmy to narybku. 3) Co do idei samych zawodow. Z mojego punktu widzenia (szarego wedkarza) nic nie wnosza poza tym, ze kilkakrotnie przez zawody wyproszono mnie z wody (mimo wykupionych licencji). Z jakiej racji jakis burak ktory sciga sie z innymi o jakis kolowrotek czy kij ma byc lepszy ode mnie ?. A jesli chodzi o zawody na zywej rybie to juz przeklenstwo. Zwlaszcza jak parze z perspektywy swojego regionu. Juz kilkakrotnie o tym pisalem co dzieje sie na Pilicy. Pojawia sie drapierznik, i nagle pojawia sie milion kol ktore chca organizowac zawody. I tak do ostatniej ryby. Potem kilka lat spokoju i od nowa.
Jakos Twoje wywody szarego wędkarza mnie nie przekonuja poniewarz jak pisalem wymiar wedlug R,A,P,Ryb jest dla ryb zabieranych i mimo ze jak słusznie nadmieniłeś ryby na zawodach nieraz wracaja do wody w słabszej kondycji jednak wracają.Łowiąc powiedzmy rekreacyjnie nie masz wpływu na to jakiego wymiaru będa Tobie brały ryby.Przerzucasz i drobnicę.Natomiast w moim okręgu na wszystkich zawodach rangi mistrzowskiej nie ma nagród rzeczowych(puchary i dyplomy).Nagroda jest praktycznie mozliwośc sprawdzenia swych umiejetności i sił.Pomijam fakt ze jest to doskonała szkoła łowienia.Proponuje wziąśc udział w takiej imprezie(trzy tury po 2 godz. w trzech sektorach) ale zaznaczam że to nie jest lekki kawałek chleba.Co do licęcji to ja bym nie darował jak mozna sprzedawac je w dniu zwodów.RZADAL BYM ZWROTU KASY.Uwazam że Twoje obuzenie zaistniałą sytuacja nie uprawnia Ciebie do używania obraźliwych okreslen pod adresem kogokolwiek.Pamietam lata gdy zwody rozgrywane były w stylu klasycznym to dopiero była rzeź niewinątek w rzece pozostawały tylko palczaki pstrąga i lipienia.Ryby były ale w lodowkach działaczy.Ale to już w moim Okregu wstydliwa przeszłośc.Wszystkie zawody rozgrywane sa na żywej rybie.
Buraki - bo pewnie o te obraliwe slowa miales pretensje , odnosilo sie do tych ktorzy wyprosili mnie z lowiska. Np w zeszlym roku pol OS"u na Dunajcu zostalo wylaczone bo ktos tam sobie zrobil zawody. Oczywiscie sprzedajac mi licencje nikt slowem nie wspomnial o tym ze z 12 km rzeki zostalo mi 5. Drugi przypadek to BB i Wisla. Oczywiscie przed wyjazdem dzwonilem, pytalem w okregu i wszystko bylo OK. Przyjezdzaj i zostawiaj kase. Oplacilem 2 dni z gory po czym w niedziele musialem wyladowac ponizej skoczowa bo byly jakies zawody. Nie uwazam ze wszyscy startujacy w zawodach sa zli. To ich wybor uprawiania tego sportu. Ale celowe obnizanie wymiarow aby zawody mogly sie odbyc mnie wk.. i tyle. Owszem ja tez lowie niemiarowe ryby. Problem polega na tym, ze ja lowiac taka rybe od razu ja odczepiam i wypuszczam. A "sportowcy" startujacy w takich zawodach targaja ja po rzece do sedziego i mierza rybe ktora od razu sprawia wrazenie krotkiej. Poza tym taki zawodnik namierzajac jeden rocznik np. 31 cm lipieni bedzie je lowil do bolu nie zwracajac uwagi na wymiar 35 cm dla przecietnego wedkarza. Wazne sa punkty.
Wymiar RAPR nie jest dla ryb zabieranych. Wymiar RAPR jest dla wszystkich ryb. Ryby ponizej wymiaru musza byc natychmiast uwalniane. Nie targane przez pol rzeki i mierzone. To nie jest tak ze jak nie zabieramy ryb to mozemy lowic co i kiedy nam sie chce. To tak jakbys lowil pstragi w pazdierniku ktore wg RAPR od wrzesnia maja okres ochrony i mowil ze okresy RAPR sa dla ryb zabieranych.
Powiem tak. Bylem , jestem i bede wrogiem zawodow. Czy to NK czy tych na martwej rybie. Ale sadze ze nie bedziemy o to drzec kotow :). Ty masz swoje zdanie , ja swoje i niech tak pozostanie. Potepiac moge jedynie organizatorow zawodow ktorzy w taki a nie inny sposob je organizuja. Zawodnicy albo sie do tego dostosuja albo ich start nie bedzie mial sensu. Jedynie mam zal do zawodnikow o to ze zgadzaja sie brac udzial w zawodach na obnizanych wymiarach. Ja osobiscie nie potrafilbym ustawic sie na rybach w stanowisku gdzie z gory wiedzialbym ze zlowie tylko krotkie ryby.
Jak nadmieniłes masz swoje zdanie ja swoje .Ja nie mam takich problemów ponieważ w moim okregu wymiar ministerialny i w R.A.P.Ryb jest jednakowy a podczas zawodow towazyskich go podwyższamy.Natomias przykład z łowieniem pstrągów w okresie ochronnym jest jawnym kłosownictwem i ma sie nijak do regulaminu zawodów.Chociaz musze sie z Tobą zgodzic że organizacja zawodow ma wielkie znaczenie a nie podanie do publicznej wiadomosci daty ich rozgrywania oraz sprzedawanie w tym dniu licęcji i nie poinformowanie o tym fakcie jest jawnym świństwem.To wina gospodarza łowiska ale gdzie wina zawodnikow.
Przyznam się, że od kilkunastu lat też jestem przeciwnikiem zawodów! Dlaczego? Ano dlatego, że mam przeciwko nim wiele argumentów, które wymienię!!! Przede wszystkim zanieczyszczają łowiska taką ilością drobnej zanęty, że nawet drobnica nie jest w stanie tego wyzbierać! Na sygnał sędziego "NĘCIĆ", do wody lecą w ciągu 5 minut setki kilogramów różnych najdziwniejszych kompozycji, a woda jest tak bombardowana ogromnymi kulami, że aż się gotuje! Po takim załadunku przez kilka dni ta gruba warstwa niezjedzonej zanęty fermentuje i kiśnie, a łowić tam później nie ma sensu, bo to ten sam efekt, jakby ktoś tam karbidu lub mydła nawrzucał! Teraz sam przebieg zawodów wygląda z reguły tak, że jeśli nawet w ich trakcie miłośnicy "oktanów" trochę się wstrzymują, lub ograniczają tylko do pociągania piwka, to już po sygnale "KONIEC" często dopiero zaczynają się "uciechy", tu i ówdzie pojawia się buteleczka, i humor, nawet tym przegranym wyraźnie się poprawia, a nieraz zaczynają się docinki i złośliwości! Byłem nawet kiedyś świadkiem najzwyklejszej pijackiej bijatyki w sprawie "niesłusznie" zajętego miejsca na podium!!! Co zostaje po takim spotkaniu na stanowiskach i obok, to pewnie też niejeden już widział, więc daruję sobie opis! A proszę popatrzeć na powierzchnię wody, do której "wpuszczono" zlowione ryby! Aż biało na powierzchni, przykry widok!!! No i wreszcie niebagatelna sprawa, to niedostępność wielu łowisk dla wielu pracujących cały tydzień, a chcących sobie posiedzieć nad wodą w niedzielę! Wielu sposobi się wieczorami szykując sprzęt i przynęty, by w niedzielę nad wodą przeczytać kartkę, że teren jest zarezerwowany na zawody!!!
Reasumując, w moim wyliczeniu więcej jest przeciw, niż za! Pozdrawiam!
Wszystkie te wasze argumenty koledzy można wyeliminowac restrykcyjnie stosując regulamin zawodów.No moze poza ograniczeniem w czasie ich trwania dostępu do wody.Na to nie widzę lekarstwa a to jest najprawdopodobniej przyczyną Wszej niecheci do zawodów.Sądze ze wyjściem jest brac w nich udział hehehe.
Koledzy macie jakieś kompleksy wobec sportowców - Jeśli "sport" interesuje sporą część
wędkarskiego światka - to chyba dobrze co? Wędkarze sportowcy łowią dla
przyjemności , rywalizacji, współzawodnictwa. Jeśli ktoś nigdy nie poczuł
"tego" ciągu do rywalizacji , przyjemności ze zwyciężania - to nigdy
tego nie zrozumie. Z Waszych postów oraz niechęci do sportowców - wyłania się
obraz grunciarza w filcokach , których pełno spotykam nad wodą - a czasami się
ich nawet boję, kiedy wypuszczam kolejny piękny okaz do wody (a w tle słychać -
przecież można z niej kotlety zrobić).Za takie tematy i takim wędkarzom ja
"dziękuję". Tematy związane z inna dyscypliną niż spławik mnie nie
interesują więc ich nie poruszam. Co nie znaczy , że ich nie toleruję - i nie
mam nic przeciwko nim. Nikogo nie zamierzam agitować ani
przekonywać do swoich poglądów. Każdy niech pozostanie przy swoich, bo takie
każdego prawo. Dopóki PZW jest związkiem sportowym choćby z nazwy to będzie tak
jak jest. Jak wyniosą sztandar wtedy część odetchnie a większość zatęskni.
Chyba, że przekształci się w organizację pożytku publicznego ze wszystkimi
konsekwencjami.
Mamy tu różnych wędkarzy i trzeba pisać o wszystkim, czy
nam się to podoba czy nie. Na tym polega profesjonalizm. Piszemy nawet o tym
czego nie lubimy, czy nie akceptujemy. Po prostu "samo życie". Trzeba
się z tym liczyć, że nawet tu przepisy kulinarne mogą się znaleźć. Nawet gdy
się znajdzie na forum post ze sposobem sprawienia np. okonia to powinniśmy taki
post zaakceptować. Nie możemy tworzyć forum "sztucznego". To jest
forum dla wszystkich i niektóre posty mogą wzbudzać różne reakcje wśród
forumowiczów. Martwi mnie ,że są "Polowania na czarownice". Kiedyś
bardzo lubiłem to forum i nie mogłem się doczekać aby tu nie zajrzeć i coś
napisać . Teraz też, z ta różnicą ,że nie piszę wiele, odechciewa mi się. Coraz
więcej tu sfrustrowanych ludzi, a przecież wiadomości i doświadczenia zdobyte
latami w zawodach mogły by procentować i w rekreacji, tylko trzeba się otworzyć
a nie być odpornym na wiedzę. Nie chciał bym się tu odnosić do demokracji i
wolności poglądów, bo demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują, co
na obiad zjedzą. A wolność jest wtedy, gdy owca jest w stanie namówić wilki do
zmiany menu..
Na koniec, żeby nie było, że skaczemy sobie po grzebiecie
i muszę się bronić. Nie. Szanuję niektórych punkt widzenia, bo choć totalnie
inny od mojego to macie do niego prawo i nikt z nas nie ma monopolu na wiedzę i
słuszność. Ale proszę skończmy na tym, pozostając każdy przy swoim, bo cóż nam
zostało?
Koledzy macie jakieś kompleksy wobec sportowców - Jeśli "sport" interesuje sporą część
wędkarskiego światka - to chyba dobrze co? Wędkarze sportowcy łowią dla
przyjemności , rywalizacji, współzawodnictwa. Jeśli ktoś nigdy nie poczuł
"tego" ciągu do rywalizacji , przyjemności ze zwyciężania - to nigdy
tego nie zrozumie. Z Waszych postów oraz niechęci do sportowców - wyłania się
obraz grunciarza w filcokach , których pełno spotykam nad wodą - a czasami się
ich nawet boję, kiedy wypuszczam kolejny piękny okaz do wody (a w tle słychać -
przecież można z niej kotlety zrobić).Za takie tematy i takim wędkarzom ja
"dziękuję". Tematy związane z inna dyscypliną niż spławik mnie nie
interesują więc ich nie poruszam. Co nie znaczy , że ich nie toleruję - i nie
mam nic przeciwko nim. Nikogo nie zamierzam agitować ani
przekonywać do swoich poglądów. Każdy niech pozostanie przy swoich, bo takie
każdego prawo. Dopóki PZW jest związkiem sportowym choćby z nazwy to będzie tak
jak jest. Jak wyniosą sztandar wtedy część odetchnie a większość zatęskni.
Chyba, że przekształci się w organizację pożytku publicznego ze wszystkimi
konsekwencjami.
Mamy tu różnych wędkarzy i trzeba pisać o wszystkim, czy
nam się to podoba czy nie. Na tym polega profesjonalizm. Piszemy nawet o tym
czego nie lubimy, czy nie akceptujemy. Po prostu "samo życie". Trzeba
się z tym liczyć, że nawet tu przepisy kulinarne mogą się znaleźć. Nawet gdy
się znajdzie na forum post ze sposobem sprawienia np. okonia to powinniśmy taki
post zaakceptować. Nie możemy tworzyć forum "sztucznego". To jest
forum dla wszystkich i niektóre posty mogą wzbudzać różne reakcje wśród
forumowiczów. Martwi mnie ,że są "Polowania na czarownice". Kiedyś
bardzo lubiłem to forum i nie mogłem się doczekać aby tu nie zajrzeć i coś
napisać . Teraz też, z ta różnicą ,że nie piszę wiele, odechciewa mi się. Coraz
więcej tu sfrustrowanych ludzi, a przecież wiadomości i doświadczenia zdobyte
latami w zawodach mogły by procentować i w rekreacji, tylko trzeba się otworzyć
a nie być odpornym na wiedzę. Nie chciał bym się tu odnosić do demokracji i
wolności poglądów, bo demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują, co
na obiad zjedzą. A wolność jest wtedy, gdy owca jest w stanie namówić wilki do
zmiany menu..
Na koniec, żeby nie było, że skaczemy sobie po grzebiecie
i muszę się bronić. Nie. Szanuję niektórych punkt widzenia, bo choć totalnie
inny od mojego to macie do niego prawo i nikt z nas nie ma monopolu na wiedzę i
słuszność. Ale proszę skończmy na tym, pozostając każdy przy swoim, bo cóż nam
zostało?
Właśnie. Kazdy ma swój światopogląd. Jeden lubi z warzyw szpinak, a inny fasolę. Jednemu podoba się futbol, a innemu balet mongolski. Ja nie krytykuję wielbicieli i uczestników zawodów wędkarskich i ich "adrenalin" związanych z zawodami, lecz konsekwencje z nimi związane, te złe aspekty. Tak jak Ty, szanuję niektórych punkt widzenia i ja proszę o to samo wobec mojego punktu widzenia.
P.S.
Brałem udział w wielu zawodach wędkarskich dla samego poznania takiej imprezy i de facto z doskonałymi wynikami, ale nie o wyniki sportowe mi w tej pasji jednak chodzi. Zbierac grzyby tez uwielbiam, ale nie na wyścigi. A sport jako sport, nie jest mi obcy w wielu dyscyplinach.
To ja proponuje jakis wniosek vel pomysł wysłać do PZŁ żęby sobie urządziły zawody na zwierzynie płochej nie wiem może pint ballowymi kulkami by doń strzelali albo nabojami usypiający,i i by było łowiectwo No kill i wszystko by nadal biegało qwa żywe dla mnie ogólnie zawody czy siakie czy śmakie na żywych stworzeniach to kretynizm i koniec kropka.
Masz racje po to jest miedzyinnymi to forum żeby można było bez emocji prowadzic dyskusje,swoje zdanie znam ale nigdy sie nie zarzekam może ktos przekona minie do zmiany poglądów.Natomiast trzeba to robic w sposób rzeczowy i starac sie jezeli to możliwe nie obrazac oraz negowac poglądów innych.
No tak bo to by było jak z seksem w biegu.Raczej niemożliwe bo kobieta z podniesiona spódnica szybciej biegnie niż facet z opuszczonymi spodniami.hahaha
Przeważnie ryby nielimitowane na szt maja limit wagowy 5 kg. W niektórych okręgach jest limit leszcza 10 szt ale w moim przypadku te 10 szt to często 35kg lub więcej
W dzisiejszym poście, po kilku dniach nieobecności tutaj, popieram całkowicie zdanie "mielca", choć nieraz sie różniliśmy w wypowiedziach, ale święta prawda! Bo co to za sport, którego wynikiem jest kilkadziesiąt, a nieraz sto kilkadziesiąt kilogramów martwych ryb na powierzchni wody, z czego rzeczywistą uciechę maja tylko wrzeszczące mewy, a wiele większych płoci i leszczy, którym mewy nie dały rady dogorywa przez kilka godzin poruszjąc się od czasu do czasu na powierzchni! Też dawniej jeździłem na zawody, gdy nie były one rozgrywane "na żywej rybie", bo tak to się teraz elegancko nazywa, choć elegancji w tym jest ZERO!!! Mimo, że ryby były zabierane do domu, jednak nie było marnotrawstwa, bo wszystko było zagospodarowane! A dziś nieraz po takich zawodach spotykam na promenadzie nad wodą spacerowiczów, którzy z mieszanymi uczuciami patrzą kołyszący się dywan konających i martwych ryb! Bestialstwo!
A dla kolegi "J" ma pytanie, gdzie to on w nazwie PZW dopatrzył się sportu??? Bo dla mnie wędkarz, to pasjonat, miłośnik natury, a nie żaden sportowiec!!!
A dziś nieraz po takich zawodach spotykam na promenadzie nad wodą spacerowiczów, którzy z mieszanymi uczuciami patrzą kołyszący się dywan konających i martwych ryb! Bestialstwo!
A dla kolegi "J" ma pytanie, gdzie to on w nazwie PZW dopatrzył się sportu??? Bo dla mnie wędkarz, to pasjonat, miłośnik natury, a nie żaden sportowiec!!!
Nigdy, powtarzam nigdy na zawodach gdzie uczestniczyłem czynnie lub biernie nie było "dywanu martwych i konających ryb ". W pierwszej fazie po wypuszczeniu jest tylko 10% a już po kilku minutach jest kilkanaście szt.
Jak chodzi o PZW i sport wystarczy przeczytać statut tego znienawidzonego związku do którego siłą Cię przymuszają należeć aby zrozumieć. Pewnie nie wiesz gdzie szukać to jak niewidomemu pomogę.
:"...Celem Związku jest organizowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu
wędkarskiego, użytkowanie wód, działanie na rzecz ochrony przyrody i
kształtowanie etyki wędkarskiej. ..."
Te mądre słowa napisał kolega Mielec.To ja proponuje jakis wniosek vel pomysł wysłać do PZŁ żęby sobie urządziły zawody na zwierzynie płochej nie wiem może pint ballowymi kulkami by doń strzelali albo nabojami usypiający,i i by było łowiectwo No kill i wszystko by nadal biegało qwa żywe dla mnie ogólnie zawody czy siakie czy śmakie na żywych stworzeniach to kretynizm i koniec kropka. Kolego Mielec zgadzam się z Twoim zdaniem i tokiem myślenia, nic dodać nic ująć . Pozdrowienia
To ja proponuje jakis wniosek vel pomysł wysłać do PZŁ żęby sobie urządziły zawody na zwierzynie płochej nie wiem może pint ballowymi kulkami by doń strzelali albo nabojami usypiający,i i by było łowiectwo No kill i wszystko by nadal biegało qwa żywe dla mnie ogólnie zawody czy siakie czy śmakie na żywych stworzeniach to kretynizm i koniec kropka.
Czy to zawody czy łowienie rekreacyjne i dla przyjemności to i tak kaleczenie ryb i tak. Dla mnie zawody to sposób na życie i odstresowanie, na przykład zamiast używek.
Ci, co łowią i kaleczą ryby
wyznający zasadę no kil (haczykami – kotwiczkami) też nie są w porządku. Bo skoro
uważają się za „świętych” i lepszych od tych, co zabierają ryby czy uczestniczą w zawodach wędkarskich to, dlaczego
„kaleczą” ryby? Pewnie robią to z premedytacją dla przyjemności zamiast oglądać
filmy przyrodnicze. Może będzie lepiej dla obu stron zaprzestać całkowicie wędkowania. Po
co nękać „biedne” stworzenia.?
Żyjemy na obszarach, gdzie ryba stanowiła od zawsze,
źródło pokarmu. Ponad to, w naszej naturze jest potrzeba polowania a zawody to nic innego jak polowanie. Mamy to, we krwi. Oczywiście, rozwój cywilizacji zmienił
nasz styl życia
i zdobywania pokarmu, ale instynkt został. Tak jak udomowionym kotom, które mając pod nosem mleko
i tak pójdą
czasem zapolować na
mysz a sąsiad na sąsiadkę.
Żeby nie było, że skaczemy sobie po
grzebiecie i muszę się bronić. Nie. Szanuję niektórych punkt widzenia, bo choć
totalnie inny od mojego to macie do niego prawo i nikt z nas nie ma monopolu na
wiedzę i słuszność. Ale proszę skończmy na tym, pozostając każdy przy swoim, bo
cóż nam zostało?
Polowanie? Może tak, ale w jakim celu??? Od zarania dziejów polowało się w jednym konkretnym celu, w celu zdobycia pożywienia, a nie w celu okaleczania zwierzyny, żeby ją potem zmęczoną i śmiertelnie zestressowaną wypuścić na wolność!!! To ma być instynkt łowiecki??? To zwykła chęć imponowania innym i żądza niezdrowej rywalizacji!!! To jest po prostu chore! Tak uważam, choć przed wielu laty brałem udział w zawodach, ale już po kilku takich wyjazdach byłem "zniesmaczony" i mi się ich odechciało!!!
A koledze, który nie widział dywanu martwych ryb po zawodach proponuję trafić na teren zawodów na wodzie, gdzie ryba jest słabsza z różnych powodów, np małej czystości wody itp, a najlepiej niech pójdzie popatrzeć nie zaraz po zawodach, ale po obiedzie, gdy to, co najpierw dało nura niby w głębiny, po dwóch godzinach wypłynęło spowrotem na wierzch!!!
Musisz czuć się bardzo ważny żeby uważać, że ktoś odpisuje na twoje posty! To zakrawa na manię wielkości! To jest forum publiczne i każdy ma prawo przedstawiać tu swoje zdanie bez względu na to, czy jaśnie pan "J" bierze też udział w temacie, czy nie!!! Ja tu wyrażam właśnie swoje zdanie na tematy tu poruszane(teraz też!) i mam w głębokim poważaniu osoby wrogo nastawione do moich wypowiedzi!!! Wiem, że "prawda w oczy kole" i dlatego wiele moich wpisów może kogoś drażnić, ale nic na to nie poradzę, prawda jest prawdą!!! Więc ujmij sobie trochę tej "ważności", bo ona po prostu nazywa się "PYCHĄ"!!! Trochę samokrytyki nikomu nie zszkodzilo!!!
Bardzo kulturalna koleżeńska odpowieź!!! Znam takiego, który jak nie miał racji, to z wściekłości kawałek włsnego języka sobie odgryzł, więc OSTROŻNIE!!!
Ten obrazek sobie zadedykuj!!! Ale myślę, że moja rada na nic się nie zda!!! Jest takie staropolskie powiedzenie:"Mów do chłopa święte słowa, a on w kółko-MOJA KROWA!"
Anglicy mówią "No comment" i to chyba też nie wymaga komentarza, bo kto się wróblem urodzil, orłem nie poleci, he, he!!!
Ot, szkoda słów! Ale ciekawe skąd się bierze dumna postawa i wyniosłość u "orła" wychowanego na końskim łajnie, he, he??? Ale kto za wysoko się ceni, tanio zostaje sprzedany!!!
Nas, wszystkich łowiących obowiązuje RAPR i składki, jednak jest jeszcze coś takiego jak "przepisy państwowe". WW pisało w tym roku jakoś w artykule "czy dobrze chronimy ryby", że są to inne regulacje. Czym różnią się "przepisy państwowe" od RAPR? Gdzie i kiedy obowiązują?
"Przepisy państwowe" czyli ustawa lub rozporządzenie są formą nadrzędną w stosunku do RAPR. Czyli RAPR musi być podporządkowany ustawie i nie może być z nią sprzeczny.
1. Ustawa
2. Rozporządzenie
3. Zarządzenie
4. Inne (np. RAPR)
A nad nimi są jeszcze dyrektywy unijne, które jak do tej pory mamy w d...e. Pobieranie opłat za amatorski połów ryb w morzu, ochrona łososiowatych w sensie ułatwień w migracji w postaci przepławek itp.
"Przepisy państwowe" czyli ustawa lub rozporządzenie są formą nadrzędną w stosunku do RAPR. Czyli RAPR musi być podporządkowany ustawie i nie może być z nią sprzeczny.
1. Ustawa
2. Rozporządzenie
3. Zarządzenie
4. Inne (np. RAPR)
Czy RAPR jest sprzeczny z Ustawą jeśli jest bardziej restrykcyjny?
Nie mogę odnaleźć tego numeru WW ale było tam napisane, że przepisy państwowe nie chronią bolenia a RAPR owszem. Różnica jednak jest.
RAPR może zaostrzyć przepis z ustawy lecz nie może go łamać.
Krótki przykład mówię powtarzam przykład.
Ustawa mówi o pstrągu np 25cm w RAPR jest więcej co okręg to inaczej, ale do zawodów muchowych czy jakichkolwiek można zjechać do "Ustawowego" wymiaru i wszystko jest na legalu trochę bezsens no, ale PZW....
Co do Bolenia hmmm widocznie dla ministra jest nie opłacalną rybą w handlu to i nie ma ochrony prawnej, a dla wędkarzy jest sporym wyzwaniem podczas holu.
Czy R.A.P.Ryb jest sprzeczny z ustawa jeśli jest bardziej restrykcyjny?A no nie bo uprawniony do rybactwa w obwodzie rybackim w tym wypadku PZW ma prawo wprowadzac obostrzenia zasad wedkowania.Natomiast nie moze niwelowac obostrzeń zasad wędkowania przewidzianych w ustawie.
Czy R.A.P.Ryb jest sprzeczny z ustawa jeśli jest bardziej restrykcyjny?A no nie bo uprawniony do rybactwa w obwodzie rybackim w tym wypadku PZW ma prawo wprowadzac obostrzenia zasad wedkowania.Natomiast nie moze niwelowac obostrzeń zasad wędkowania przewidzianych w ustawie.
Oczywiście. Niwelować lub łagodzić.
No z tym pstrągiem to zły przykład,poniwaz ma wymiar 25 i 30 cm to zalezy w jakim miejscu na terenie kraju znajduje sie rzeka i zgodnie z tym podczas zawodów na zywej rybie ustala sie wymiar minimalny zaliczanej ryby.Jak juz wczewśniej pisałem uprawniony do r. w obwodzie ryb.ma prawo zmiejszyc limit zabieranych ryb i zwiększyc wymiar ochronny.
No i znowu koledzy wprowadzają dowolną interpretację, bo tak komuś wygodnie, a to w ustawie jest niedopuszczalne. Albo jest w ustawie wymiar albo po nowym roku PZW będzie wszystkie sprawy przegrywał w sądach w dodatku z naszych pieniędzy. Skoro Koledzy mówicie, że pstrąg ma wymiar według RAPR 30 cm a w czasie zawodów 25cm to czemu do cholery jest dowolność interpretacji i na niektórych zawodach nie wolno łowić wzdręgi i płoci poniżej wymiarów ustalonych przez RAPR a nawet ustalonych przez okręgi a dozwolonych przez ustawę mimo, że i tak wszystkie ryby są wypuszczane. Tylko niech nikt mi nie powie"bo tak"
BO TAK:):):)
Nie tu prawdopodobnie chodzi o drobnice, że tak powiem wiadomo pewnie że częściej się trafiają te mniejsze, a nie łamiące w przepisach ustawy więc regulują to pod zawody by jakoś tam się odbyły niż czekać na wymiarowe z RAPR
Przypadkow "obnizania" wymiarow ochronnych ryb na zawodach jest sporo. Napisalem "obnizania" w cudzyslowiu bo administrator danego lowiska moze samodzielnie obnizyc do wymiarow "ministerialnych". Nizej mu nie wolno. I tak np na Sanie robi sie zawody na rybkach 25 cm.
A co ciekawsze, mozna jeszcze nizej zejsc z wymiarami tyle tylko ze potrzebna jest juz na to zgoda jakichs instancji panstwowych. Nie chce strzelac z glowy kto taka zgode musi wydac, ale bylo o tym przy okazji mistrzostw swiata w tym roku na Sanie.
I dotyczy to wszystkich ryb , nie tylko pstragow i lipieni. A robi sie to glownie na tych rybach, bo jak twierdza organizatorzy, w Polsce jest malo wod muchowych ktore posiadaja wystarczajaca ilosc miarowych ryb do rozegrania zawodow.
Jeszcze raz napisze ze z tym pstragiem to zły przykład poniewaz wymiar 25 i 30 cm jest zgodny z przepisami ustawy i wszystko zalezy od rzeki w której jest poławiany(chodzi o zyznosc rzeki i zwiazane z tym przyrosty ryb).Dlatego można podczas zawodów na żywej rybie ustalic takie wymiary minimalne zaliczanej ryby.Nie wolno zmiejszac tych wymiarów podczas zawodów rangi mistrzowskiej(wszystkie takie zawody musza odbywac sie na żywej rybie).N.p. podczas zawodów rozgrywanych na rzece Nysa Kłodzka minimalne wymiary to dla pstraga 25 cm i lipienia 30 cm.Natomiast podczas zawodów nad Bobrem wymiarem będzie 30 cm dla pstrąga i 30 dla lipienia.Wszystko jest w zgodzie z ustawa.Natomias uprawniony do prowadzenia gospodarki rybackiej w tym przypadku PZW ma prawo zgodnie z ustawa zwiekszyc wymiar ochronny i zmiejszyc limit ryb zabieranych z łowiska.Moze to dotyczyc jednej rzeki(obwodu rybackiego) lub wszystkich rzek (obwody rybackie na których prowadzi gospodarke).W tym przypadku chodzi o wody krainy pstrąga i lipienia.
No a ja jeszcze raz powiem że to był tylko przykład, a że trafiłem w ustawę nie zmienia faktu że przykład był jak pawelz nadmienił że takie rzeczy stosuję się na chyba wszystkich rybach przy zawodach.
Teraz tak zapytam poza tematem skąd w sklepach pstrążki koło 20centów i nie mówię tu o tęczakach tylko o kropkach.
Teraz tak zapytam poza tematem skąd w sklepach pstrążki koło 20centów i nie mówię tu o tęczakach tylko o kropkach.
Uciekły do stawów hodowlanych
To dobrze, że do bo jakby z to nie dobrze by było...
Nie wiem co koledzy widzicie negatywnego w takim przeprowadzaniu zawodów przeciez sto procet ryb i tak wraca do wody.W moim przekonaniu takie formułowanie regulaminu zawodów w pewnym sęsie wyrównuje szanse zawodnikom mającym miej szczescia podczas losowania.Wiadomo jakie sa nasze rzeki górskie.Natomiast nie spotkałem sie z przypadkiem zaniżania podczas zawodów wymiarów ryb objetych wymiarem ochronnym.Mało tego podczas zawodow spinningowych okoń ma wymiar 18 cm.Gdzie podczas zawodów spławikowych jest na niektórych łowiskach jego pozbawiony.Co do tych małych pstrągow to skandal i zgroza.Powinny trafic do rzeki a nie na patelnie.
"kropki" tez sie hoduje w stawach..
Nie wiem co koledzy widzicie negatywnego w takim przeprowadzaniu zawodów przeciez sto procet ryb i tak wraca do wody.W moim przekonaniu takie formułowanie regulaminu zawodów w pewnym sęsie wyrównuje szanse zawodnikom mającym miej szczescia podczas losowania.Wiadomo jakie sa nasze rzeki górskie.Natomiast nie spotkałem sie z przypadkiem zaniżania podczas zawodów wymiarów ryb objetych wymiarem ochronnym.Mało tego podczas zawodow spinningowych okoń ma wymiar 18 cm.Gdzie podczas zawodów spławikowych jest na niektórych łowiskach jego pozbawiony.Co do tych małych pstrągow to skandal i zgroza.Powinny trafic do rzeki a nie na patelnie.
100% ryb rzeczywiscie wraca do wody ale...
1) w jakiej kondycji wracaja. Np. podczas zawodow na Sanie czy Dunajcu zawodnik nieraz kilkadziesiat metrow musi tachac rybe do sedziego, potem mierzyc i dopiero wypuscic. Kilkadziesiat metrow w ostrym nurcie na takich rzekach to naprawde duzo. Ci ktorzy lowili wiedza co to oznacza. Nie raz ciezko pokonac 10m.
2) Zalozmy ze na potrzeby zawodow na Sanie obnizono wymiar lipienia do 30 cm (przypominam ze na Sanie obowiazuje 35 cm. ). Jak sie ma CELOWE lowienie 33 cm ryb do RAPR. Owszem jest to zgodne z ministerialnymi wymiarami , ale dla mnie syf pozostaje. "Elyta" muszkarstwa robi sobie zawody na nazwijmy to narybku.
3) Co do idei samych zawodow. Z mojego punktu widzenia (szarego wedkarza) nic nie wnosza poza tym, ze kilkakrotnie przez zawody wyproszono mnie z wody (mimo wykupionych licencji).
Z jakiej racji jakis burak ktory sciga sie z innymi o jakis kolowrotek czy kij ma byc lepszy ode mnie ?. A jesli chodzi o zawody na zywej rybie to juz przeklenstwo. Zwlaszcza jak parze z perspektywy swojego regionu. Juz kilkakrotnie o tym pisalem co dzieje sie na Pilicy. Pojawia sie drapierznik, i nagle pojawia sie milion kol ktore chca organizowac zawody. I tak do ostatniej ryby. Potem kilka lat spokoju i od nowa.
Jakos Twoje wywody szarego wędkarza mnie nie przekonuja poniewarz jak pisalem wymiar wedlug R,A,P,Ryb jest dla ryb zabieranych i mimo ze jak słusznie nadmieniłeś ryby na zawodach nieraz wracaja do wody w słabszej kondycji jednak wracają.Łowiąc powiedzmy rekreacyjnie nie masz wpływu na to jakiego wymiaru będa Tobie brały ryby.Przerzucasz i drobnicę.Natomiast w moim okręgu na wszystkich zawodach rangi mistrzowskiej nie ma nagród rzeczowych(puchary i dyplomy).Nagroda jest praktycznie mozliwośc sprawdzenia swych umiejetności i sił.Pomijam fakt ze jest to doskonała szkoła łowienia.Proponuje wziąśc udział w takiej imprezie(trzy tury po 2 godz. w trzech sektorach) ale zaznaczam że to nie jest lekki kawałek chleba.Co do licęcji to ja bym nie darował jak mozna sprzedawac je w dniu zwodów.RZADAL BYM ZWROTU KASY.Uwazam że Twoje obuzenie zaistniałą sytuacja nie uprawnia Ciebie do używania obraźliwych okreslen pod adresem kogokolwiek.Pamietam lata gdy zwody rozgrywane były w stylu klasycznym to dopiero była rzeź niewinątek w rzece pozostawały tylko palczaki pstrąga i lipienia.Ryby były ale w lodowkach działaczy.Ale to już w moim Okregu wstydliwa przeszłośc.Wszystkie zawody rozgrywane sa na żywej rybie.
Buraki - bo pewnie o te obraliwe slowa miales pretensje , odnosilo sie do tych ktorzy wyprosili mnie z lowiska. Np w zeszlym roku pol OS"u na Dunajcu zostalo wylaczone bo ktos tam sobie zrobil zawody. Oczywiscie sprzedajac mi licencje nikt slowem nie wspomnial o tym ze z 12 km rzeki zostalo mi 5. Drugi przypadek to BB i Wisla. Oczywiscie przed wyjazdem dzwonilem, pytalem w okregu i wszystko bylo OK. Przyjezdzaj i zostawiaj kase. Oplacilem 2 dni z gory po czym w niedziele musialem wyladowac ponizej skoczowa bo byly jakies zawody.
Nie uwazam ze wszyscy startujacy w zawodach sa zli. To ich wybor uprawiania tego sportu.
Ale celowe obnizanie wymiarow aby zawody mogly sie odbyc mnie wk.. i tyle.
Owszem ja tez lowie niemiarowe ryby. Problem polega na tym, ze ja lowiac taka rybe od razu ja odczepiam i wypuszczam. A "sportowcy" startujacy w takich zawodach targaja ja po rzece do sedziego i mierza rybe ktora od razu sprawia wrazenie krotkiej. Poza tym taki zawodnik namierzajac jeden rocznik np. 31 cm lipieni bedzie je lowil do bolu nie zwracajac uwagi na wymiar 35 cm dla przecietnego wedkarza. Wazne sa punkty.
Wymiar RAPR nie jest dla ryb zabieranych. Wymiar RAPR jest dla wszystkich ryb. Ryby ponizej wymiaru musza byc natychmiast uwalniane. Nie targane przez pol rzeki i mierzone.
To nie jest tak ze jak nie zabieramy ryb to mozemy lowic co i kiedy nam sie chce. To tak jakbys lowil pstragi w pazdierniku ktore wg RAPR od wrzesnia maja okres ochrony i mowil ze okresy RAPR sa dla ryb zabieranych.
Powiem tak. Bylem , jestem i bede wrogiem zawodow. Czy to NK czy tych na martwej rybie. Ale sadze ze nie bedziemy o to drzec kotow :). Ty masz swoje zdanie , ja swoje i niech tak pozostanie. Potepiac moge jedynie organizatorow zawodow ktorzy w taki a nie inny sposob je organizuja. Zawodnicy albo sie do tego dostosuja albo ich start nie bedzie mial sensu. Jedynie mam zal do zawodnikow o to ze zgadzaja sie brac udzial w zawodach na obnizanych wymiarach. Ja osobiscie nie potrafilbym ustawic sie na rybach w stanowisku gdzie z gory wiedzialbym ze zlowie tylko krotkie ryby.
Jak nadmieniłes masz swoje zdanie ja swoje .Ja nie mam takich problemów ponieważ w moim okregu wymiar ministerialny i w R.A.P.Ryb jest jednakowy a podczas zawodow towazyskich go podwyższamy.Natomias przykład z łowieniem pstrągów w okresie ochronnym jest jawnym kłosownictwem i ma sie nijak do regulaminu zawodów.Chociaz musze sie z Tobą zgodzic że organizacja zawodow ma wielkie znaczenie a nie podanie do publicznej wiadomosci daty ich rozgrywania oraz sprzedawanie w tym dniu licęcji i nie poinformowanie o tym fakcie jest jawnym świństwem.To wina gospodarza łowiska ale gdzie wina zawodnikow.
Przyznam się, że od kilkunastu lat też jestem przeciwnikiem zawodów! Dlaczego? Ano dlatego, że mam przeciwko nim wiele argumentów, które wymienię!!! Przede wszystkim zanieczyszczają łowiska taką ilością drobnej zanęty, że nawet drobnica nie jest w stanie tego wyzbierać! Na sygnał sędziego "NĘCIĆ", do wody lecą w ciągu 5 minut setki kilogramów różnych najdziwniejszych kompozycji, a woda jest tak bombardowana ogromnymi kulami, że aż się gotuje! Po takim załadunku przez kilka dni ta gruba warstwa niezjedzonej zanęty fermentuje i kiśnie, a łowić tam później nie ma sensu, bo to ten sam efekt, jakby ktoś tam karbidu lub mydła nawrzucał! Teraz sam przebieg zawodów wygląda z reguły tak, że jeśli nawet w ich trakcie miłośnicy "oktanów" trochę się wstrzymują, lub ograniczają tylko do pociągania piwka, to już po sygnale "KONIEC" często dopiero zaczynają się "uciechy", tu i ówdzie pojawia się buteleczka, i humor, nawet tym przegranym wyraźnie się poprawia, a nieraz zaczynają się docinki i złośliwości! Byłem nawet kiedyś świadkiem najzwyklejszej pijackiej bijatyki w sprawie "niesłusznie" zajętego miejsca na podium!!! Co zostaje po takim spotkaniu na stanowiskach i obok, to pewnie też niejeden już widział, więc daruję sobie opis! A proszę popatrzeć na powierzchnię wody, do której "wpuszczono" zlowione ryby! Aż biało na powierzchni, przykry widok!!! No i wreszcie niebagatelna sprawa, to niedostępność wielu łowisk dla wielu pracujących cały tydzień, a chcących sobie posiedzieć nad wodą w niedzielę! Wielu sposobi się wieczorami szykując sprzęt i przynęty, by w niedzielę nad wodą przeczytać kartkę, że teren jest zarezerwowany na zawody!!!
Reasumując, w moim wyliczeniu więcej jest przeciw, niż za! Pozdrawiam!
Ja również byłem, jestem i będę przeciwnikiem zawodów wędkarskich na wodzie.
Wszystkie te wasze argumenty koledzy można wyeliminowac restrykcyjnie stosując regulamin zawodów.No moze poza ograniczeniem w czasie ich trwania dostępu do wody.Na to nie widzę lekarstwa a to jest najprawdopodobniej przyczyną Wszej niecheci do zawodów.Sądze ze wyjściem jest brac w nich udział hehehe.
Pozdrawiam
Koledzy macie jakieś kompleksy wobec sportowców - Jeśli "sport" interesuje sporą część wędkarskiego światka - to chyba dobrze co? Wędkarze sportowcy łowią dla przyjemności , rywalizacji, współzawodnictwa. Jeśli ktoś nigdy nie poczuł "tego" ciągu do rywalizacji , przyjemności ze zwyciężania - to nigdy tego nie zrozumie. Z Waszych postów oraz niechęci do sportowców - wyłania się obraz grunciarza w filcokach , których pełno spotykam nad wodą - a czasami się ich nawet boję, kiedy wypuszczam kolejny piękny okaz do wody (a w tle słychać - przecież można z niej kotlety zrobić).Za takie tematy i takim wędkarzom ja "dziękuję". Tematy związane z inna dyscypliną niż spławik mnie nie interesują więc ich nie poruszam. Co nie znaczy , że ich nie toleruję - i nie mam nic przeciwko nim. Nikogo nie zamierzam agitować ani przekonywać do swoich poglądów. Każdy niech pozostanie przy swoich, bo takie każdego prawo. Dopóki PZW jest związkiem sportowym choćby z nazwy to będzie tak jak jest. Jak wyniosą sztandar wtedy część odetchnie a większość zatęskni. Chyba, że przekształci się w organizację pożytku publicznego ze wszystkimi konsekwencjami.
Mamy tu różnych wędkarzy i trzeba pisać o wszystkim, czy nam się to podoba czy nie. Na tym polega profesjonalizm. Piszemy nawet o tym czego nie lubimy, czy nie akceptujemy. Po prostu "samo życie". Trzeba się z tym liczyć, że nawet tu przepisy kulinarne mogą się znaleźć. Nawet gdy się znajdzie na forum post ze sposobem sprawienia np. okonia to powinniśmy taki post zaakceptować. Nie możemy tworzyć forum "sztucznego". To jest forum dla wszystkich i niektóre posty mogą wzbudzać różne reakcje wśród forumowiczów. Martwi mnie ,że są "Polowania na czarownice". Kiedyś bardzo lubiłem to forum i nie mogłem się doczekać aby tu nie zajrzeć i coś napisać . Teraz też, z ta różnicą ,że nie piszę wiele, odechciewa mi się. Coraz więcej tu sfrustrowanych ludzi, a przecież wiadomości i doświadczenia zdobyte latami w zawodach mogły by procentować i w rekreacji, tylko trzeba się otworzyć a nie być odpornym na wiedzę. Nie chciał bym się tu odnosić do demokracji i wolności poglądów, bo demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują, co na obiad zjedzą. A wolność jest wtedy, gdy owca jest w stanie namówić wilki do zmiany menu..
Na koniec, żeby nie było, że skaczemy sobie po grzebiecie i muszę się bronić. Nie. Szanuję niektórych punkt widzenia, bo choć totalnie inny od mojego to macie do niego prawo i nikt z nas nie ma monopolu na wiedzę i słuszność. Ale proszę skończmy na tym, pozostając każdy przy swoim, bo cóż nam zostało?
Koledzy macie jakieś kompleksy wobec sportowców - Jeśli "sport" interesuje sporą część wędkarskiego światka - to chyba dobrze co? Wędkarze sportowcy łowią dla przyjemności , rywalizacji, współzawodnictwa. Jeśli ktoś nigdy nie poczuł "tego" ciągu do rywalizacji , przyjemności ze zwyciężania - to nigdy tego nie zrozumie. Z Waszych postów oraz niechęci do sportowców - wyłania się obraz grunciarza w filcokach , których pełno spotykam nad wodą - a czasami się ich nawet boję, kiedy wypuszczam kolejny piękny okaz do wody (a w tle słychać - przecież można z niej kotlety zrobić).Za takie tematy i takim wędkarzom ja "dziękuję". Tematy związane z inna dyscypliną niż spławik mnie nie interesują więc ich nie poruszam. Co nie znaczy , że ich nie toleruję - i nie mam nic przeciwko nim. Nikogo nie zamierzam agitować ani przekonywać do swoich poglądów. Każdy niech pozostanie przy swoich, bo takie każdego prawo. Dopóki PZW jest związkiem sportowym choćby z nazwy to będzie tak jak jest. Jak wyniosą sztandar wtedy część odetchnie a większość zatęskni. Chyba, że przekształci się w organizację pożytku publicznego ze wszystkimi konsekwencjami.
Mamy tu różnych wędkarzy i trzeba pisać o wszystkim, czy nam się to podoba czy nie. Na tym polega profesjonalizm. Piszemy nawet o tym czego nie lubimy, czy nie akceptujemy. Po prostu "samo życie". Trzeba się z tym liczyć, że nawet tu przepisy kulinarne mogą się znaleźć. Nawet gdy się znajdzie na forum post ze sposobem sprawienia np. okonia to powinniśmy taki post zaakceptować. Nie możemy tworzyć forum "sztucznego". To jest forum dla wszystkich i niektóre posty mogą wzbudzać różne reakcje wśród forumowiczów. Martwi mnie ,że są "Polowania na czarownice". Kiedyś bardzo lubiłem to forum i nie mogłem się doczekać aby tu nie zajrzeć i coś napisać . Teraz też, z ta różnicą ,że nie piszę wiele, odechciewa mi się. Coraz więcej tu sfrustrowanych ludzi, a przecież wiadomości i doświadczenia zdobyte latami w zawodach mogły by procentować i w rekreacji, tylko trzeba się otworzyć a nie być odpornym na wiedzę. Nie chciał bym się tu odnosić do demokracji i wolności poglądów, bo demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują, co na obiad zjedzą. A wolność jest wtedy, gdy owca jest w stanie namówić wilki do zmiany menu..
Na koniec, żeby nie było, że skaczemy sobie po grzebiecie i muszę się bronić. Nie. Szanuję niektórych punkt widzenia, bo choć totalnie inny od mojego to macie do niego prawo i nikt z nas nie ma monopolu na wiedzę i słuszność. Ale proszę skończmy na tym, pozostając każdy przy swoim, bo cóż nam zostało?
Właśnie. Kazdy ma swój światopogląd. Jeden lubi z warzyw szpinak, a inny fasolę. Jednemu podoba się futbol, a innemu balet mongolski. Ja nie krytykuję wielbicieli i uczestników zawodów wędkarskich i ich "adrenalin" związanych z zawodami, lecz konsekwencje z nimi związane, te złe aspekty. Tak jak Ty, szanuję niektórych punkt widzenia i ja proszę o to samo wobec mojego punktu widzenia.
P.S.
Brałem udział w wielu zawodach wędkarskich dla samego poznania takiej imprezy i de facto z doskonałymi wynikami, ale nie o wyniki sportowe mi w tej pasji jednak chodzi. Zbierac grzyby tez uwielbiam, ale nie na wyścigi. A sport jako sport, nie jest mi obcy w wielu dyscyplinach.
To ja proponuje jakis wniosek vel pomysł wysłać do PZŁ żęby sobie urządziły zawody na zwierzynie płochej nie wiem może pint ballowymi kulkami by doń strzelali albo nabojami usypiający,i i by było łowiectwo No kill i wszystko by nadal biegało qwa żywe dla mnie ogólnie zawody czy siakie czy śmakie na żywych stworzeniach to kretynizm i koniec kropka.
Masz racje po to jest miedzyinnymi to forum żeby można było bez emocji prowadzic dyskusje,swoje zdanie znam ale nigdy sie nie zarzekam może ktos przekona minie do zmiany poglądów.Natomiast trzeba to robic w sposób rzeczowy i starac sie jezeli to możliwe nie obrazac oraz negowac poglądów innych.
Pozdrawiam Stanisław
Zbierać grzyby tez uwielbiam, ale nie na wyścigi.
Perły i pieniądze też
J to musimy sie wybrac na grzyby na wyścigi hehehe
Też. Ale nie na wyścigi :)
No tak bo to by było jak z seksem w biegu.Raczej niemożliwe bo kobieta z podniesiona spódnica szybciej biegnie niż facet z opuszczonymi spodniami.hahaha
Bywa odwrotnie.
Prosze o wyjaśnienie tej kwesti :
Ile kilogramów lub sztuk leszcza złowionego w ciągu doby można zabrać ?
Regulamin RAPR mówi :
Limity nie dotyczą, krąpia, karasia srebrzystego, leszcza.
Chodzi mi o to czy słowo LIMITY, dotyczy rówież ilości dobowej, czyli 5 kilogramów ?
Dziękuje.
Przeważnie ryby nielimitowane na szt maja limit wagowy 5 kg. W niektórych okręgach jest limit leszcza 10 szt ale w moim przypadku te 10 szt to często 35kg lub więcej
Busa Tobie kolego widocznie potrzeba,chyba że wracają do wody,jeżeli prawda jest prawdą a nie rzeczywistością to szacun.
Busa Tobie kolego widocznie potrzeba,chyba że wracają do wody,jeżeli prawda jest prawdą a nie rzeczywistością to szacun.
Wiara w ludzi
Nadzieja na przyszłość
Miłość do ryb (które lubię jeść)
W dzisiejszym poście, po kilku dniach nieobecności tutaj, popieram całkowicie zdanie "mielca", choć nieraz sie różniliśmy w wypowiedziach, ale święta prawda! Bo co to za sport, którego wynikiem jest kilkadziesiąt, a nieraz sto kilkadziesiąt kilogramów martwych ryb na powierzchni wody, z czego rzeczywistą uciechę maja tylko wrzeszczące mewy, a wiele większych płoci i leszczy, którym mewy nie dały rady dogorywa przez kilka godzin poruszjąc się od czasu do czasu na powierzchni! Też dawniej jeździłem na zawody, gdy nie były one rozgrywane "na żywej rybie", bo tak to się teraz elegancko nazywa, choć elegancji w tym jest ZERO!!! Mimo, że ryby były zabierane do domu, jednak nie było marnotrawstwa, bo wszystko było zagospodarowane! A dziś nieraz po takich zawodach spotykam na promenadzie nad wodą spacerowiczów, którzy z mieszanymi uczuciami patrzą kołyszący się dywan konających i martwych ryb! Bestialstwo!
A dla kolegi "J" ma pytanie, gdzie to on w nazwie PZW dopatrzył się sportu??? Bo dla mnie wędkarz, to pasjonat, miłośnik natury, a nie żaden sportowiec!!!
Pozdrawiam!
A dziś nieraz po takich zawodach spotykam na promenadzie nad wodą spacerowiczów, którzy z mieszanymi uczuciami patrzą kołyszący się dywan konających i martwych ryb! Bestialstwo!
A dla kolegi "J" ma pytanie, gdzie to on w nazwie PZW dopatrzył się sportu??? Bo dla mnie wędkarz, to pasjonat, miłośnik natury, a nie żaden sportowiec!!!
Nigdy, powtarzam nigdy na zawodach gdzie uczestniczyłem czynnie lub biernie nie było "dywanu martwych i konających ryb ". W pierwszej fazie po wypuszczeniu jest tylko 10% a już po kilku minutach jest kilkanaście szt.
Jak chodzi o PZW i sport wystarczy przeczytać statut tego znienawidzonego związku do którego siłą Cię przymuszają należeć aby zrozumieć. Pewnie nie wiesz gdzie szukać to jak niewidomemu pomogę.
:"...Celem Związku jest organizowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu wędkarskiego, użytkowanie wód, działanie na rzecz ochrony przyrody i kształtowanie etyki wędkarskiej. ..."Te mądre słowa napisał kolega Mielec.To ja proponuje jakis wniosek vel pomysł wysłać do PZŁ żęby sobie urządziły zawody na zwierzynie płochej nie wiem może pint ballowymi kulkami by doń strzelali albo nabojami usypiający,i i by było łowiectwo No kill i wszystko by nadal biegało qwa żywe dla mnie ogólnie zawody czy siakie czy śmakie na żywych stworzeniach to kretynizm i koniec kropka. Kolego Mielec zgadzam się z Twoim zdaniem i tokiem myślenia, nic dodać nic ująć . Pozdrowienia
To ja proponuje jakis wniosek vel pomysł wysłać do PZŁ żęby sobie urządziły zawody na zwierzynie płochej nie wiem może pint ballowymi kulkami by doń strzelali albo nabojami usypiający,i i by było łowiectwo No kill i wszystko by nadal biegało qwa żywe dla mnie ogólnie zawody czy siakie czy śmakie na żywych stworzeniach to kretynizm i koniec kropka.
Czy to zawody czy łowienie rekreacyjne i dla przyjemności to i tak kaleczenie ryb i tak. Dla mnie zawody to sposób na życie i odstresowanie, na przykład zamiast używek.
Ci, co łowią i kaleczą ryby wyznający zasadę no kil (haczykami – kotwiczkami) też nie są w porządku. Bo skoro uważają się za „świętych” i lepszych od tych, co zabierają ryby czy uczestniczą w zawodach wędkarskich to, dlaczego „kaleczą” ryby? Pewnie robią to z premedytacją dla przyjemności zamiast oglądać filmy przyrodnicze. Może będzie lepiej dla obu stron zaprzestać całkowicie wędkowania. Po co nękać „biedne” stworzenia.?
Żyjemy na obszarach, gdzie ryba stanowiła od zawsze, źródło pokarmu. Ponad to, w naszej naturze jest potrzeba polowania a zawody to nic innego jak polowanie. Mamy to, we krwi. Oczywiście, rozwój cywilizacji zmienił nasz styl życia i zdobywania pokarmu, ale instynkt został. Tak jak udomowionym kotom, które mając pod nosem mleko i tak pójdą czasem zapolować na mysz a sąsiad na sąsiadkę.
Żeby nie było, że skaczemy sobie po grzebiecie i muszę się bronić. Nie. Szanuję niektórych punkt widzenia, bo choć totalnie inny od mojego to macie do niego prawo i nikt z nas nie ma monopolu na wiedzę i słuszność. Ale proszę skończmy na tym, pozostając każdy przy swoim, bo cóż nam zostało?
Polowanie? Może tak, ale w jakim celu??? Od zarania dziejów polowało się w jednym konkretnym celu, w celu zdobycia pożywienia, a nie w celu okaleczania zwierzyny, żeby ją potem zmęczoną i śmiertelnie zestressowaną wypuścić na wolność!!! To ma być instynkt łowiecki??? To zwykła chęć imponowania innym i żądza niezdrowej rywalizacji!!! To jest po prostu chore! Tak uważam, choć przed wielu laty brałem udział w zawodach, ale już po kilku takich wyjazdach byłem "zniesmaczony" i mi się ich odechciało!!!
A koledze, który nie widział dywanu martwych ryb po zawodach proponuję trafić na teren zawodów na wodzie, gdzie ryba jest słabsza z różnych powodów, np małej czystości wody itp, a najlepiej niech pójdzie popatrzeć nie zaraz po zawodach, ale po obiedzie, gdy to, co najpierw dało nura niby w głębiny, po dwóch godzinach wypłynęło spowrotem na wierzch!!!
Pozdrawiam wszystkich wędkarzy!!!
sp1hhs na moje posty nie odpowiadaj jakbyś ich nie widział. Mnie dla ciebie nie ma. Jasne???
Hej przemądrzały panie "J"
Musisz czuć się bardzo ważny żeby uważać, że ktoś odpisuje na twoje posty! To zakrawa na manię wielkości! To jest forum publiczne i każdy ma prawo przedstawiać tu swoje zdanie bez względu na to, czy jaśnie pan "J" bierze też udział w temacie, czy nie!!! Ja tu wyrażam właśnie swoje zdanie na tematy tu poruszane(teraz też!) i mam w głębokim poważaniu osoby wrogo nastawione do moich wypowiedzi!!! Wiem, że "prawda w oczy kole" i dlatego wiele moich wpisów może kogoś drażnić, ale nic na to nie poradzę, prawda jest prawdą!!! Więc ujmij sobie trochę tej "ważności", bo ona po prostu nazywa się "PYCHĄ"!!! Trochę samokrytyki nikomu nie zszkodzilo!!!
sp1hhs
Ignor
Bardzo kulturalna koleżeńska odpowieź!!! Znam takiego, który jak nie miał racji, to z wściekłości kawałek włsnego języka sobie odgryzł, więc OSTROŻNIE!!!
sp1hhs Ignor
He, he, he!!!
Ten obrazek sobie zadedykuj!!! Ale myślę, że moja rada na nic się nie zda!!! Jest takie staropolskie powiedzenie:"Mów do chłopa święte słowa, a on w kółko-MOJA KROWA!"
Anglicy mówią "No comment" i to chyba też nie wymaga komentarza, bo kto się wróblem urodzil, orłem nie poleci, he, he!!!
sp1hhs Ignor
Ot, szkoda słów! Ale ciekawe skąd się bierze dumna postawa i wyniosłość u "orła" wychowanego na końskim łajnie, he, he??? Ale kto za wysoko się ceni, tanio zostaje sprzedany!!!
Precz z preczem!!!
Zabrania się zabraniać!!!
Dość już dościa!!!