Witam Szanowni Koledzy mam pytanie: Co sądzicie o legalnosci czy etyce stosowania przez wedkarzy urzadzenia samozacinajacego? Otóż w tym roku na jednym z łowisk spotkałem wedkarza, który w nocy stosował na 2 wędkach urzadzenia o prawie 100% skutecznosci. Co branie ryba trafiała do siaty. Rano okazało się że ma w siatce na oko z 10 -15 kilgramów małych leszczy. Urzadzenie wyglada nastepujaco: jest to płaski cylinder o średnicy ok 25 cm z przymocowanym szpikulcem, który wbija się w ziemię obok wedki umieszczonej poziomo na stojakch. Do srodka urzadzenia wprowadza się zyłkę wybraną spomiedzy pierwszych przelotek od strony kołowrotka. W srodku cylindra znajduje sie mechanizm, który po nawet najdelikatniejszym braniu cofa gwałtownie zyłkę o 20 - 30 cm. Skuteczność w nocy jest zaskakujaca. Urzadzenie to wzbudziło zainteresowanie wielu wedkarzy łowiacych tej nocy. Podobno jest dostepne w internecie. Produkuje je ktoś z Opola. Dla mnie jest to narzedzie kłusownicze nie dajace szans rybie. Ciekaw jestem opinii. Pozdro
Ciekawe zagadnienie poruszyłeś Kolego Trader. Tak samo uważam jest w przypadku ciężarków samozacinających się lub spławików gdzie zarowno jeden jak i drugi cieszył sie dużą popularnością. Według mnie Jego sprawa (tego człowieka) jakich sposobów używa ważne że robi to przy pomocy wędki biorąc pod uwagę fakt że regulamin tego nie uwzględnia zapewne nie nadążą za technologią, jeśli natomiast o mnie chodzi nigdy nie pokuszę się o użycie takiego urządzenia pozbawiłoby mnie ono moich ambicji dlatego uważam po raz kolejny że jest to urządzenie dla ludzi lubiących mieć pełną lodówkę. (celowo unikam nazewnictw i tak każdy wie o co mi chodzi)
Czy wedle prawa jest to sprzęt kłusowniczy - tego nie wiem. Ale wydaje mi się, że takie " cuś " pozwala na uzyskanie jak najobfitszego połowu. I teraz trzeba zadać sobie pytanie - po co jeździmy nad wodę? By pozyskać jak najwięcej mięcha, czy by przebywać nad wodą, cieszyć oczy pięknymi widokami, " wtopić " się w Naturę i postarać się przechytrzyć rybę? Ja wybieram tą drugą opcję i mi taki sprzęcior do niczego nie jest potrzebny. Albo umiem zaciąć biorące ryby, albo nie. Czasem ryby są sprytniejsze niż wędkarze i niech tak zostanie. Mi taka maszynka do zacinania się nie podoba. Takie jest moje zdanie.
a teraz pozdrawiam i lecę na godzinkę nad Wisłę ;-)
Zgadzam się z Tobą Sławku , nie dość że podpada pod kłusownictwo...jest bardzo cieniutka linia między przepisami i wędkarze nieetyczni zawsze będą chcieli , jak najwięcej mięsa rybiego , a producenci będą tylko zacierać ręce z popytu na tego typu urządzenia ............... A tak swoją drogą to warto , by było zrobić fotkę takiemu nieetycznemu i opublikować w portalu ...oni uważają , że skoro już przyjechali na nockę ---to musi im się to zwrócić ...bo co on zrobi z 15-ma kilogramami małego leszczyka ............ pewnie sprzeda gdzieś , albo weźmie te większe , a resztę wyrzuci do wody............dopóki nie zmieni się Nasz tok myślenia --to będą takie i inne incydenty............Pozdrawiam Jurek .
Jak dla mnie wszelkie urządzenia, zestawy, ciężarki, spławiki samozacinające to już nie wędkarstwo. Jeżeli ktoś nie potrafi zaciąć ryby bo jest łajza to jest łajza i ma słabe wyniki. Jeżeli komuś nie chce się zaciąć ryby, woli spać i czekać, aż sama się zatnie to też jest łajza, a do tego leń.
Cieszyłbym się gdyby takiemu wędkarzowi coś wciągnęło wędkę do wody ;) Jakby stracił teleskop za 50zł to to nawet cała siata ryb nie pokryje jego straty i może nauczyłby się sam zacinać ;)
Troszkę panowie zbaczacie to urządzenie które opisał trader47 ma cechy samołówki ,ale nie wrzucajcie wszystkiego do jednego worka Naprawdę karpiowy zestaw zwany tez samozacinającym stosowany jest przez karpiarzy na całym świecie i jakoś nikomu moralnie to nie przeszkadza .Ciężarek samozacinający z naciągiem sprężynowym prezentował w swoim filmie Przemysław Mroczek człowiek któremu niemożna zarzucić chyba mięsiarstwa.Czy ktoś z kolegów próbował pociągnąć za haczyk w zestawie gruntowym wywiezionym na żyłce jakieś 150 metrów ???Czy ktoś z was widział jak żeruje ryba , ile razy ma przynętę w pyszczku,czy jest coś w tym złego by wykonać taki zestaw by uniemożliwić rybie wyplucie przynęty i zacięcie się ...myślę ze przez takie bzdurne wynalazki jak spławik samo... i to urządzenie chcecie wylać dziecko z kąpielą........ niektóre patenty to badziewie nic nie zastąpi sprawnej ręki spławikowca ani spinningisty > jeśli bezie potrzeba to wkleję linki do filmów by sie przekonać jak to jest
Według Regulaminu wszystkie urządzenia samozacinające są zakazane. Na ryby nie zawsze się chodzi po ryby. I jak długo nie będzie to zrozumiałe tak długo będą wymyślane tego typu wynalazki. Nie mające nic wspólnego z Wędkarstwem przez duże "W" i etyką!
Dla mnie sprawa jest prosta - samozacięcie to samozacięcie. "Automatyka" wędkarstwa, niedługo będzie "hol automatyczny". Czy wywiezienie zestawu na 150m obliguje do użycia zestawu samozacinającego? Ryba nie ma żadnych szans. Najpierw wywózka zanęty i zestawu (po co się męczyć, lepiej wywieźć), później zestaw samozacinający (po co się męczyć i mieć puste zacięcia?!) i co jeszcze?
Nie obchodzi mnie czy jest mistrzem, czy jest autorytetem - ważne, że propaguje użycie zestawu samozacinającego, a to dla mnie skreśla go jako autorytet. Nie jest w stanie zaciąć ryby ze 150m to niech łowi na 50m, albo nie łowi wcale...
Jakby Pan XXX (załóżmy, że autorytet w wędkarstwie spinningowym) zaprezentował w swoim filmie użycie "wędki elektrycznej" to znaczy, że trzeba go bezwzględnie popierać? Tam się nie da zaciąć zestawu na 150m, a tu ryby nie reagują na przynętę? Czy któryś z Kolegów wie czym jest ryba olewająca przynętę? Jak trudno ją wyciągnąć? I tu z pomocą przychodzi wędka elektryczna!
Dopóki sami nie potrafimy zaciąć i złowić ryby to ona jest sprytniejsza i to ona wygrywa pojedynek. A użycie wszelkiego rodzaju urządzeń samozacinających jest po prostu oszustwem a samo urządzenie jest nieetycznym wspomagaczem. Albo wędkujemy, albo haratamy ryby... Proste.
Bo on nie potrafi.... - wyrzucić zestawu i zanęty na dalszą odległość - zaciąć ryby na dalekim dystansie znaczy, że różne urządzenia mają go w tym wyręczać? Sama czynność wędkowania to zlokalizowanie lub zwabienie ryby na łowisko, umieszczenie zestawu z tym co rybie odpowiada, moment brania - zacięcie i hol. Narazie kombinują jak ominąć zarzucenie - bo się może ręka zmęczyć i zacinanie - bo można zaciąć w złym momencie i w sumie też można sobie nadwyrężyć ramię.
Jeżeli czegoś nie jesteśmy w stanie zrobić sami, ze względu na brak umiejętności, doświadczenia, predyspozycji fizycznych czy umysłowych to znaczy, że nie powinniśmy tego robić w ogóle, a tym bardziej nie powinniśmy szukać urządzeń, które zrobią to za nas. W taki sposób piękny sport, piękne hobby zamienia się w nowoczesne gówno, wyścig o medale, gdzie nie liczy się już przyroda, a liczą się wyniki. Nie mogę złowić sandacza na Kozłowej, jak już mam to wypina się przy łodzi - jestem marnym wędkarzem. Ale czy to obliguje mnie do użycia siatki? NIE! Powinno skłonić do przemyśleń i praktyki, a także do zmian...
Szacun dla pisaq"a. Byłem, jestem i mam nadzieję, że pozostanę zagorzałym przeciwnikiem wszelkich urządzeń samozacinających i wędkarstwa trollingowego. Ja nie stosuję nawet elektrycznych sygnalizatorów brań a jedynie tradycyjne dzwoneczki i to tylko nocą. Jak idę nad wodę to obserwuję przyrodę a nie wsadzam dupsko do namiotu i wyłażę tylko wtedy jak się ryba zatnie. Pisałem już na ten temat wiele razy i zdania nie zmieniam. A to wspomniane urządzenie pakuję do jednego wora z siatkami i wędkami elektrycznymi. Toż to lepiej pójść do sklepu i kupić. Skuteczność wtedy jest jeszcze większa niż przy stosowaniu tych nowinek.
Zadałem pytanie i jakoś nikt mi nie odpowiedział gdzie jest taki punkt ........... Po drugie w Anglii kolebce wędkarstwa karpiowego ,powstały właśnie zestawy samzacinające ale jeśli ktoś nie ma pojęcia o co chodzi i myli zestaw samozacinający z samołówką to bardzo mi przykro.........
To że nie idziecie z duchem czasu to wasza sprawa Podpowiem wam zamiast dzwonków są już grzechotki z dodatkowym mocowaniem na światełko chemiczne to też takie udogodnienie są też inne udogodnienia .......... ale co wam będę mówił dla niektórych czas się zatrzymał
Jedyne co tu niektórzy potrafią to szczekanie ,Pisaq to przeszedł już samego siebie można osrać autorytety nowoczesne wędkarstwo to zbrodnia zdaniem niektórych. Sam sobie rzucaj te 50 metrów .Umiesz tylko oczerniać bo o czytaniu ze zrozumieniem to już nie mówię .99 % karpiarzy używa zestawów samozacinajacych i 99% karpiarzy wypuszcza swoje ryby ale ty o tym nie wiesz nie wież też że przy odległości 150m nawet nie jesteś w stanie zauważyć brania bo żyłka jest na tyle rozciągliwa że je po prostu amortyzuje skuteczność wędkarską podnosi się przez ciągłe udoskonalanie swoich umiejętności i stosowaniu metod innowacyjnych .Po to stosuje sie 200gr ciężarki do wywózki by móc jak najbardziej naciągnąć żyłkę niektóre swingery mają nawet dodatkowy naciąg sprężynowy . I niech mi nikt nie mówi że popieram coś takiego jak podpórka samozacinająca lub spławik smozacinający bo to badziewia ładne na filmie ,skuteczność ich jest .......... bardzo wątpliwa Wędkarstwo to ogólnie jest oszustwo ,człowieku co ty piszesz , wrzucasz błystkę co imituje coś lub muchę co też coś imituje ,chcesz oszukać przechytrzyć rybę na tym to polega. Wędkarze oszukują rybę to jest normalne bo jesteśmy łowcami tobie człowieku coś się pomyliło ,ja jadę po wędkować i chce byc skuteczny a nie siedzieć i słuchać ptaków bo nie jestem ornitologiem. Może to być dodatkiem ale jeśli biorę wędkę to jadę wędkować
Witam . Ja jestem za zakazaniem wszelkiego rodzaju urządzeń samo zacinających .Zakazałbym także używanie wszelkich sygnalizatorów brań. Zakazałbym łowienia z jednostek pływających oraz nęcenia łowisk 50 lub 20 kilami zanęty . Na nocne zasiadki tolerował bym tylko i wyłącznie świetliki Szlak mnie trafia jak na nocce z każdej strony piszczą sygnalizatory bo wiaterek jest za mocny albo dzwonią dzwoneczki . jeżeli wybieram się na ryby a nie po ryby ,to sam muszę zauważyć branie i zacjąć rybkę własnoręcznie ,i to mnie najbardziej satysfakcjonuje .Pozdrawiam
A większości osób które się tu wypowiedziały zakazał bym dostępu do internetu :D
Zakaz używania sygnalizatorów dźwiękowych :D Jak byś posiedział tydzień czasu nad wodą żeby złowić rybę i w końcu w ostatnia noc gdy idziesz się wy... w krzaki :) Masz branie i to spartolisz to jestem ciekaw jaka by była twoja reakcja :D Czasami trzeba nawet więcej jak tydzień oczekiwać na branie.
A ja bym zakazał stosowania haczyków :) Bo po co one skoro jesteście tak staroświeccy ??? Zamiast haczyka weźcie Sobie szpilkę wygnijcie i łówcie :) Jest tańsza,nie posiada zadzioru, no i była stosowana wieki temu .
Ostatnio byłem zmuszony do szczegółowego przejrzenia regulaminu właśnie pod kątem "samołówek".Nic takiego nie ma w regulaminie!!! Jedyną zabronioną metodą kłusowniczą jest łowienie "na szarpaka". Z regulaminu zniknęły nawet tzw. "pupy" na węgorza. Oczywiście nie jestem zwolennikiem ułatwień tego typu, ale są już kołowrotki automatycznie zwijające żyłkę. znak czasów i komercjalizacja. Pozdrawiam
Jasne, że wędkarstwo to oszustwo! Chodzi o oszukanie ryby, a nie samego siebie. Jak rzucam błystkę czy gumę do wody to sam ją prowadzę i to moje umiejętności decydują o tym czy ta ryba pożre tą przynętę czy nie! Ja decyduję o tym czy zatnę czy nie! Spóźnię się - sandał wypluje kopytko i wygra ten pojedynek! O to w wędkarstwie chodzi! Jeżeli nie będę umiał zaciąć w dobrym momencie to nie będę miał wyników. Dla tych wyników mogę kupić "elektryka" i będę miał ryb od cholery! Zrobię sobie 298182 zdjęć i wrzucę na wedkuje.pl, ale i tak siebie nie oszukam i zawsze będę miał tą świadomość, że jakiś czynnik zewnętrzny wykonał za mnie to czego sam nie potrafiłem zrobić. Szacunek dla "przeciwnika" i pokora człowieku! A nie 100% skuteczność bez najmniejszego zaangażowania.
Wędkarstwo właśnie powinno być taką odskocznią od "nowoczesności". Idę na ryby, chcę popatrzeć na piękną taflę wody, posłuchać śpiewu ptaków, obserwować piękno przyrody. Czasami siedzę nad wodą i w ogóle nie łowie, odkładam kij, siadam na dvpie i podziwiam, bo jest co podziwiać! A nie przyjść nad wodę, wyciąć drzewa, skosić trawę, rozłożyć miasteczko namiotowe, wykopać dół na śmieci, zasrać krzaki, zaśmiecić wodę "pelletami wysokiej klasy" i pójść.
Stosuje sobie dzwoneczki z światełkiem chemicznym albo nawet diodą LED. Używam elektronicznych sygnalizatorów brań, swingerów i hangerów LED. Mam echosondę i GPS :O Ale laptopa nad wodę nie zabiorę. Czemu? Idę na ryby! Podnęcić (ręką albo procą, jeszcze mam na tyle energii, żeby móc rzucić kulą zanętową...), zarzucić zestaw z czymś smakowitym, branie dojrzeć i w porę zaciąć (to jest moment decydujący! albo będzie walka albo nie), następnie umiejętnie wyholować, podebrać, zmierzyć i zdecydować czy wypuścić czy zabrać. Wykluczenie któregoś z w/w w metodzie spławikowej i gruntowej jest równe ze skreśleniem słowa "wędkarstwo".
Jasne, takie autorytety można osrać. Jeżeli promuje się lenistwo zamiast wędkarstwa i propaguje wprowadzenie techniki, która zastępuje umiejętności to jasne, że można. Bo autorytet w danej dziedzinie mówi "hop" to inni skaczą bez myślenia. Jakby Lech Wałęsa (autorytet nie do podważenia!) nagle zaczął propagować narodowy socjalizm to każdy kto uważał Pana Wałęsę za autorytet powinien podnieść prawą rękę i krzyknąć "Hail!"? Człowieku, nic nie zwalnia Cię z myślenia, jeżeli pozwalasz się w tym wyręczać innym to szerokości i przyczepności.
Powiedziałem - nie potrafisz sam zaciąć toś jest słaby wędkarz. Że niemożliwym jest dojrzenie brania i jego zacięcie na 150m to po cholere ktoś tak łowi? Wywózka, samozacięcie, automatyczny hol, podebranie zautomatyzowane, miara zdalna, cyfrowa. To jeszcze wędkarstwo czy już Fishing Simulator NextGen? Rozsądek, umiar i pokora.
Gadka o tym czytaniu ze zrozumieniem (hau! hau!) to czyste pierdzielenie, człowieku próbujesz mi coś wmówić i dosłownie wbić do łba podpierając się "wielkim autorytetem". Mam w dupie co karpiarze robią z karpiami, bo na nich najmniej mi zależy.
Wędkowanie przy użyciu zestawów samozacinających to jak granie w gry komputerowe przy użyciu cheatów - pójście na łatwizne. Jak czegoś nie wiem albo nie umiem to pytam i się uczę, a nie wynajduje coś, aby obejść obowiązujące reguły. Cholera śpiewać nie umiem! A bardzo bym chciał! :( Mógłbym użyć komputera i programu modulującego dźwięk, nagrać swój "bawoła głos", przepuścić przez kompa, wysłać do wytwórni i uważać się za wokalistę. Ale będę tylko oszustem i wokalnym beztalencie... i dobrze będę o tym wiedział.
Kolegów oszukasz, rodzinę oszukasz, ale siebie samego nigdy :)
Również wynoszę się z tego forum, za dużo tutaj (cenzura autorska) i inszych plugastw. Szkodzi mi to na wątrobę.
Osobom rozsądnym życzę wielu sukcesów zarówno w wędkarstwie jak i życiu prywatnym. Gadżeciarzom i kombinatorom smacznego siana i powrotu do zdrowia. Pozdrawiam!
Dodam jeszcze tyle. "Co nie jest zabronione to jest dozwolone". W regulaminie nie ma ani słowa o takich samokradziejkach. Ale nie ma też ani słowa o zabieraniu każdej złowionej ryby, aż pod sam limit. Czy to oznacza, że zabieranie "kompletu" dzień w dzień jest czymś zdrowym i dobrym?
Kolego Team V70 .Nie podniecaj się za bardzo bo jak idziesz srać ,to wlaśnie wtedy ryba ma szansę ciebie oszukać .Niczego ci nie zakazuję ,i zakazać nie mogę nikomu.wyrażam tylko swoje zdanie na ten temat . Kolega Hektores .Wyjaśnił niema w regulaminie takich zakazów. i to powinno wystarczyć . Ty kolego rozdygotałeś się ja desperado. Pozdrawiam.
No to jest szczyt wędkarza .Przez tydzień zasrywać krzaki .Wyobrażam sobie pozostawione łowisko po tobie .Zasrane ,śmierdzące i cholera wie co jeszcze. Małe pouczenie Jeżeli już trzeba flaki opróżnić to trzeba dołek wykopać ,po wydaleniu zaległości w jelitach .Zasypujemy dołek i wracamy . Etycznie zadowoleni z siebie .
A ja właśnie lubię jak mi coś tam się rusza , brzęczy , lub sprawdza się własna konstrukcja. . ile frajdy jest przy tym że jednak coś potrafię. Fedder , metoda włosowa ,ciężka gruntówka czy nie jest samo zacinający sposób wędkowania , wędkowanie spinningowe też można podciągnąć pod samo zacięcie ( bo przynęta jest w ruchu i haki same wbijają się w szczękę biorącej ryby) . Osoby nie pełnosprawne mają takie wynalazki że wielu z was nawet się nie śniło że takie cos można zrobić i jeżeli chcą łowić to muszą czymś zastąpić swoją niepełnosprawność, jak np. kołowrotki samo skręcające wrażliwe na branie (bo bombki lub innego sygnalizatora to nie może sam założyć ) itd. A tak naprawdę to nie mylcie samołówki od samo zacieńcia bo to moim zdaniem inne pojęcia. Dlaczego nie mam na starość wygodnie posiedzieć w fotelu popatrzeć na ptactwo wodne , fale , czy gdzieś tam na ładny krajobraz nie wykluczając spokojnego wypicia piwa i porozmawiania z kolegą ,tylko siedzieć z rąkami nad wędziskiem i wpatrywać się w bąbkę czy inny sygnalizator myśląc drgnęła czy nie. Ja jeżeli łowię na taki zestaw to zachowuję się tak samo jak przy łowieniu na spławik czyli większość ryb idzie do wody. A najlepiej zawsze robię taki zestaw na który biorą tylko takie ryby na jakie się nastawiam , a nie wszystko co podejdzie , jak to robią co nie którzy . Każdy stosuje takie metody jakie mu pasują , tylko aby były zgodne z regulaminem i etyką wędkarską i wszystko będzie w porządku..
Zdarzały się sytuacje, że coś mi ostro skubało ale nie mogłem tego za cholerę zaciąć. Kiedy już wyobraźnia robiła swoje a różne sposoby modernizacji nic nie dawały. Ile złości do własnej osoby, że trzeba było poczekać albo trzeba było wcześniej zaciąć. Bywało, że dopiero koncentracja i refleks pozwoliły wreszcie zaciąć tego zgrywusa. To dopiero jest frajda bo co za przyjemność kiedy siedzisz na krześle pijesz piwo i wiesz, że co się dotknie przynęty zostanie zacięte to już nie jest wędkarstwo moim zdaniem
Jadę nad wodę dla relaksu ,Jestem łowcą bo łowię Jestem skuteczny więc ,sprawia mi to przyjemność Nie widzę różnicy miedzy dzwonkiem a elektronicznym wskaźnikiem Jeszce raz proponuje obejrzeć ten film http://www.youtube.com/watch?v=-Hx4hB7ZPHQ
zauważcie że to konstrukcja zestawu czyli ułożenie haka decyduje o skutecznym zahaczeniu ryby a ciężarek jak by tylko dokonywał formalności
moim zdaniem nie ma nic w tym nagannego le dla wielu to i tak samołówka
A twoim zdanie kolego ,, Ja1kuba”czym jest wędkarstwo – sportem czy hobby ? Bo jeżeli hobby to każdy sposób jest dozwolony w granicach regulaminu i etyki. Jeden lubi posiedzieć sobie przy wędce a drugi cały czas zarzucać i wyjmować tą wędkę i obal czatują na branie tyko sposób jest inny. Wszystko zależy od sposobu uzbrojenia przynęty i czy grot haka wystaje czy nie , a reszta tylko pomaga w szybkiej reakcji i lepiej jeżeli hak jest wbity na początku pyska , niż za zębami gardłowymi lub w jelitach co wędkarzom etycznym nie raz się zdarza.
Dla mnie wędkarstwo jest hobby. Wiem, że każdy sposób jest dozwolony dlatego użyłem sformułowania "moim zdaniem" . Ja takich metod nie zamierzam używać bo dla mnie są bez sensu jednak nikomu nie zabroniłem.
Witam serdecznie kolegów wędkarzy. Dawno mnie nie było na portalu ale widzę że nic się nie zmieniło.... jak zwykle z byle gówna wyszła zadyma. A poza tym ja i norbiko1 już nie jednokrotnie łowiliśmy nawet na dwieście metrów od brzegu i jakoś udawało się nam zauważyć branie ryby, ba... nawet ją zaciąć :):):) Każdy z nas dobrze wie że żyłka ma swoją rozciągliwość (jedna bardziej inna mniej) ale żeby mieć tak poważne kłopoty z zacięciem i używać zaraz tego urządzenia to chyba przesada. Morze to nie jest żyłka tylko jakaś guma od starych gaci. Drogi kolego Hektores, z całym szacunkiem dla Ciebie, jeżeli żyłka za bardzo się rozciąga to kup sobie plecionkę( na 100 metrów ma rozciągliwość 1,5 cm). Pozdrawiam wszystkich. PS. A z tą szpilką to dobre, pasuje do zestawu samo zacinającego. Pozdro.
Dobrze Kazik prawisz ....to jest jak łowienie z gruntu na czerwonego robaka okoni etycznie????? Moim zdaniem nie bardzo- dozwolone i bez samozacięcia Po prostu postęp pamiętam czasy jak feedera tez chcieli zabronić tak samo jak the method bo były za skuteczne
Szpanerstwa nad wodami ja też nie lubię , a jeżeli ktoś przyjechał sobie posiedzieć i przy tym zastosował coś nowego ( a zwłaszcza sam wykonał) to dlaczego takiego nie mam podziwiać że coś potrafi oprócz wyciągania ryb . W końcu nas jest tak wielu że tego postępu i tak nie zatrzymamy i dlaczego za wszelką cenę mamy sobie utrudniać życie , mam ochotę łowić spławikówką to łowię , mam ochotę pochodzić to biorę spinning , mam ochotę posiedzieć i pogadać z kolegami to biorę zestaw samo zacinający . Zresztą moim ulubionym sposobem wędkowania jest nastawienie gruntówki na sygnalizatorze lub podpórce samo zacinającej i skoncentrować się na wędce spławikowej gdzie nie zawsze mamy możliwość obserwowania gruntówki.
Dobrze koledzy wiecie lepiej macie racje , przepraszam że w ogóle zacząłem nie potrzebną dyskusje zachowałem się jak gówniarz i za to was przepraszam Przepraszam że używam zestawów włosowych a nie nabijam przynęt na haczyk ,przepraszam że blokuje krętlik z przyponem w ciężarku,przepraszam że wypuszczam ryby,przepraszam ze za dużo nęcę,przepraszam ze kładę ryby na macie a nie na ziemi,przepraszam że odkażam rany po haku i nie tylko,przepraszam ze staram się zgłębiać wiedzę wędkarską i staram się być skuteczny.
Każdy tu wyraża własne zdanie, a te mogą być ( i są ) różne. Więc nie przepraszaj nas za te maty, odkażanie ran czy przypony włosowe. Nie przepraszaj też za to, że masz inne zdanie niż inni. Ale za swoją formę wypowiedzi ( zwłaszcza za wpis do którego się odnoszę ) to chyba powinieneś, bo grzeczna dyskusja przerodziła się w utarczkę słowną... Można byś " skutecznym " ( Twoje słowa ) i słuchać jednocześnie ptaków. A też nie jestem ornitologiem.
pewnie że można ale to tylko dodatek ......niektórym się po prostu pomyliło po co jadą nad wodę .............. jeśli ktoś sadzi ze przy 150 metrach widzi branie na żyłce to niech wejdzie do wody i to sprawdzi zamiast pisać głupoty to ze któremuś podskakuje bombka to znaczy że ryba na 99% się zahaczyła a przepraszanie to był sarkazm ... niech mi Ci mistrzowi powiedzą jak łowią sandacza na na przykład martwą rybkę
Kolego wyluzowany to ja jestem ale nie lubię ludzi którzy opowiadają bzdury Sprawdzaliśmy kilka krotnie jak to jest . i przy 150 metrach na żyłce (a nie na plecionce) nie ma szansy powtarzam nie ma szansy by widzieć branie ,przy 150 metrach na zyłce nie jesteś w stanie wykonać skutecznego zacięcia Jesteście po prostu fantaści ,a dowód na to że wielu z was pisało że zestaw samozcinający jest zakazany w RAPR nawet nie znacie regulaminu a to wstyd ....... Wędkarze
Kolego - jeżeli piszesz do mnie, to używaj zwrotu " ty ", a nie " wy ". To po pierwsze. Po drugie - skoro piszesz do mnie ( a tak wnioskuję ), to przemyśl co piszesz - dlaczego uważasz, że jestem fantastą? Czy napisałem, że ten zestaw jest zabroniony w RAPR? Skoro tak twierdzisz, to WSKAŻ mi gdzie użyłem takiego stwierdzenia. A jeżeli nie potrafisz tego zrobić, oznacza to że Twoje " mądrości " dotyczące mojej osoby są kłamstwem. Albo inaczej - opowiadasz bzdury. A sam napisałeś, że nie lubisz ludzi którzy opowiadają bzdury - także gratuluję. Po trzecie - na temat żyłki i plecionki odpowiedzieli Ci koledzy powyżej. Ale skoro nie potrafisz odpuścić tej kwestii, to i ja się wypowiem co sądzę na ten temat. Jeżeli nie potrafisz zaciąć z tej odległości to polecam plecionkę, albo krótsze rzuty. Ty wybierasz pomoc jakiejś maszynki do zacinania - ja Ci tego nie bronię, ale swoje zdanie na ten temat mam. Więc je uszanuj, tak jak ja szanuję Twoje. Po czwarte - naucz się KONSTRUKTYWNIE prowadzić dyskusję. W takiej formie wymiany poglądów jaką wybrałeś, będzie to prowadziło do kłótni - a ja nie będę się spinał i dyskutował z kimś, kto nie potrafi tego robić. Biorę więc przykład z kolegów i kończę z Tobą wymianę zdań, bo widzę że jest ona bezsensowna.
P.S. Zrozum, że każdy może mieć swoje zdanie. Trzeba umieć je przedstawić, a może wtedy nawet ktoś kto ma inne poglądy przyzna Ci rację. Jeżeli będziesz machał rękoma, krzyczał i tupał ( taka mała przenośnia ukazująca jak ja widzę Twoje wypowiedzi powyżej ) - nikogo do swoich racji nie przekonasz. Co więcej - koledzy zabiorą zabawki i przeniosą się do innej piaskownicy. Co i ja czynię.
łysy wąż nie chciałem Cie urazić a odpisałem w ciągu myślowym , do Ciebie napisałem że jestem wyluzowany i tyle było skierowane do Ciebie kolego zaraz przedstawię dowody do tego co pisze bo sobie coś przypomniałem Jeśli poczułeś się dotknięty to przepraszam.
w sumie jest to zapisane w statucie i powinniśmy tego przestrzegać Członek Związku ma obowiązek: 1) przestrzegać postanowień Statutu, regulaminów i uchwał władz Związku; 2) kierować się zasadą koleżeństwa i wzajemnego poszanowania, strzec jedności i dobrego imienia Związku; 3) sumiennie wykonywać zadania powierzone przez władze Związku i wynikające z pełnionych funkcji w Związku; 4) chronić i pomnaŜać mienie Związku jako dobro wspólne; 5) przestrzegać przepisów z zakresu rybactwa, wędkarstwa i ochrony przyrody; 6) naleŜeć tylko do jednego koła PZW; 7) aktualizować dane osobowe i adres zamieszkania; 8) wnosić składkę członkowską nie później niŜ do 30 kwietnia kaŜdego roku.
Ok, też ochłonąłem i chciałem szczerze Kolegę Hektoresa przeprosić, za ostro było...
Co chciałem powiedzieć? Chodziło o to, że jak dla mnie wędkowanie (powtarzam, jak dla mnie) musi zawierać: zauważenie brania i samo zacięcie. I od techniki zacięcia(jak zaciąć), refleksu, doświadczenia(kiedy zaciąć) zależy nasz sukces. Gdybym miał do wyboru łowić na 150m i nie widzieć brania albo mieć kłopoty z zacięciem oraz łowić na 50m to bez wahania wybrałbym opcję drugą. Po prostu uwielbiam brania klasyczne i puste zacięcia, przynajmniej mogę z sąsiadem wypić piwko i snuć teorie o tym jaka to wielka ryba musiała być.
Nie raz ani nie dwa łowiłem na dalekich dystansach (wchodziłem do wody jak najdalej mogłem i wyrzucałem jak najdalej mogłem, czy było to 150m? nie wiem) i nigdy nie miałem problemu z dojrzeniem brania sandacza i jego zacięciem. A łowiłem na żyłce, bo plecionki używam tylko do spinningu i do przyponów karpiowych.
Swoje karpie (świadomie) łowiłem w odległości na jaką pozwoliła mi teleskopowa karpiówka ojca i moja cięższa gruntówka(z resztą wyrzut czy wywiezienie na 150m oznaczałoby przerzucenie zbiornika ;d)
Generalnie fajnie jest gdy ryba bierze, są brania, zacięcia, hole, spięcia, lądowania - coś się dzieje. Ale jak wracam o kiju to też zawsze zaliczam wypad do udanych. Nad wodą zawsze jest coś wartego uwagi.
Np w piątek złowiłem więcej szczupaków niż przez cały sezon. Drapieżnik pięknie współpracował. Oczywiście największe się spięły (tradycyjnie), obcięcia ogonków, spięcia - coś się działo. Rozochocony sukcesem pojechałem w niedzielę. Wędkarzy od groma. Kolejka do stanicy po łódki, mało miejsca na parkingu, na wodzie też ciasno, najlepsze miejscówki oblegane. Do tego praktycznie nic się nie działo, kilka skubnięć, jedno obcięcie, hol olbrzymiego... karcza. Ale mogłem sobie porozmawiać z Kolegami po kiju, mogłem sobie zjeść kanapkę z serem i pomidorem (jak wiadomo nad wodą smakuje najlepiej), popić kawą z termosu, powiosłować. Nie stawiam na skuteczność, choć i na nią nie mogę narzekać bo w metodzie spinningowej idzie mi całkiem dobrze jak na początkującego, rzadko wracam o kiju. Jakbym chciał holować okazy to nie należałbym do PZW tylko jeździłbym na łowiska komercyjne ;)
Czas się nie zatrzymał do końca. Mam elektroniczne sygnalizatory brań, swingera, kołowrotek z wolnym biegiem, używam plecionek, świetlików, LED, echosondę, gps(fakt, że samochodowego :p), na karpia mam przygotowany piórnik z przyponami włosowymi, w pudełku mam 2 szpulki nici PVA, używam dipów, atraktorów, pelletów i kulek (z umiarem), bambusami też nie łowię. Ale... Ale wszystko to jest dla mnie tylko pomocą, nie wyręcza mnie, a tylko pomaga. Echosonda ma wyłączoną fish id, szukam stoków górek i karczy, a nie ryb. Nie ma takiej sytuacji, że włączam "pikacza" i idę spać. Ustawiam go najciszej jak mogę i jest on tylko asekuracją (na wypadekjakby mi się oko przymknęło w fotelu), a jak idę spać to ściągam zestawy (RAPR, poza tym boje się, że w końcu uderzy ryba życia i ukradnie mi wędkę za 60zł ;p).
Po prostu mając świadomość, że jakieś urządzenie wyręcza mnie w tych podstawowych dla mnie czynnościach nie czułbym się skuteczny pomimo skuteczności (o.O). Lubię mieć świadomość, że każda złowiona przeze mnie ryba to moja zasługa. Dobrze wybrałem miejsce, dobrze zanęciłem, dobrałem przynętę, w porę zaciąłem, umiejętnie holowałem.
Co do tych autorytetów... Osoba jest dla mnie autorytetem nie za swoje nazwisko ale za swoją postawę. Tak jak powiedziałem, gdyby Pan Lech Wałęsa nagle zaczął propagować narodowy socjalizm (nazizm) wcale nie krzyknąłbym "Heil!", bo to my decydujemy co jest dla nas dobre, a co nie. Dobrze mieć jakiś wzór do naśladowania, ale nic nie zwalnia nas z myślenia.
Ktoś pisał o osobach niepełnosprawnych. To jest inna bajka, nie wyobrażam sobie, żeby jakaś forma niepełnosprawności mogła stanąć na drodze do wędkowania. Uważam, że niepełnosprawni mają prawo do korzystania z "ulepszeń" tak aby wędkowanie było dla nich równie proste i przyjemne jak dla reszty. Tak, żeby niepełnosprawny nie musiał się męczyć i stresować a jedynie cieszyć czasem spędzonym nad wodą.
Kol. Hektores przepraszam jeszcze raz. Pozdrawiam.
Witam
Szanowni Koledzy mam pytanie:
Co sądzicie o legalnosci czy etyce stosowania przez wedkarzy urzadzenia samozacinajacego?
Otóż w tym roku na jednym z łowisk spotkałem wedkarza, który w nocy stosował na 2 wędkach urzadzenia o prawie 100% skutecznosci. Co branie ryba trafiała do siaty. Rano okazało się że ma w siatce na oko z 10 -15 kilgramów małych leszczy.
Urzadzenie wyglada nastepujaco: jest to płaski cylinder o średnicy ok 25 cm z przymocowanym szpikulcem, który wbija się w ziemię obok wedki umieszczonej poziomo na stojakch. Do srodka urzadzenia wprowadza się zyłkę wybraną spomiedzy pierwszych przelotek od strony kołowrotka. W srodku cylindra znajduje sie mechanizm, który po nawet najdelikatniejszym braniu cofa gwałtownie zyłkę o 20 - 30 cm. Skuteczność w nocy jest zaskakujaca. Urzadzenie to wzbudziło zainteresowanie wielu wedkarzy łowiacych tej nocy.
Podobno jest dostepne w internecie. Produkuje je ktoś z Opola.
Dla mnie jest to narzedzie kłusownicze nie dajace szans rybie.
Ciekaw jestem opinii.
Pozdro
Ciekawe zagadnienie poruszyłeś Kolego Trader. Tak samo uważam jest w przypadku ciężarków samozacinających się lub spławików gdzie zarowno jeden jak i drugi cieszył sie dużą popularnością.
Według mnie Jego sprawa (tego człowieka) jakich sposobów używa ważne że robi to przy pomocy wędki biorąc pod uwagę fakt że regulamin tego nie uwzględnia zapewne nie nadążą za technologią, jeśli natomiast o mnie chodzi nigdy nie pokuszę się o użycie takiego urządzenia pozbawiłoby mnie ono moich ambicji dlatego uważam po raz kolejny że jest to urządzenie dla ludzi lubiących mieć pełną lodówkę. (celowo unikam nazewnictw i tak każdy wie o co mi chodzi)
Czy wedle prawa jest to sprzęt kłusowniczy - tego nie wiem. Ale wydaje mi się, że takie " cuś " pozwala na uzyskanie jak najobfitszego połowu. I teraz trzeba zadać sobie pytanie - po co jeździmy nad wodę? By pozyskać jak najwięcej mięcha, czy by przebywać nad wodą, cieszyć oczy pięknymi widokami, " wtopić " się w Naturę i postarać się przechytrzyć rybę? Ja wybieram tą drugą opcję i mi taki sprzęcior do niczego nie jest potrzebny. Albo umiem zaciąć biorące ryby, albo nie. Czasem ryby są sprytniejsze niż wędkarze i niech tak zostanie. Mi taka maszynka do zacinania się nie podoba. Takie jest moje zdanie.
a teraz pozdrawiam i lecę na godzinkę nad Wisłę ;-)
papa
Zgadzam się z Tobą Sławku , nie dość że podpada pod kłusownictwo...jest bardzo cieniutka linia między przepisami i wędkarze nieetyczni zawsze będą chcieli , jak najwięcej mięsa rybiego , a producenci będą tylko zacierać ręce z popytu na tego typu urządzenia ............... A tak swoją drogą to warto , by było zrobić fotkę takiemu nieetycznemu i opublikować w portalu ...oni uważają , że skoro już przyjechali na nockę ---to musi im się to zwrócić ...bo co on zrobi z 15-ma kilogramami małego leszczyka ............ pewnie sprzeda gdzieś , albo weźmie te większe , a resztę wyrzuci do wody............dopóki nie zmieni się Nasz tok myślenia --to będą takie i inne incydenty............Pozdrawiam Jurek .
Jak dla mnie wszelkie urządzenia, zestawy, ciężarki, spławiki samozacinające to już nie wędkarstwo.
Jeżeli ktoś nie potrafi zaciąć ryby bo jest łajza to jest łajza i ma słabe wyniki.
Jeżeli komuś nie chce się zaciąć ryby, woli spać i czekać, aż sama się zatnie to też jest łajza, a do tego leń.
Cieszyłbym się gdyby takiemu wędkarzowi coś wciągnęło wędkę do wody ;)
Jakby stracił teleskop za 50zł to to nawet cała siata ryb nie pokryje jego straty i może nauczyłby się sam zacinać ;)
Troszkę panowie zbaczacie to urządzenie które opisał trader47
ma cechy samołówki ,ale nie wrzucajcie wszystkiego do jednego worka
Naprawdę karpiowy zestaw zwany tez samozacinającym stosowany jest przez karpiarzy na całym świecie i jakoś nikomu moralnie to nie przeszkadza .Ciężarek samozacinający z naciągiem sprężynowym prezentował w swoim filmie Przemysław Mroczek człowiek któremu niemożna zarzucić chyba mięsiarstwa.Czy ktoś z kolegów próbował pociągnąć za haczyk w zestawie gruntowym wywiezionym na żyłce jakieś 150 metrów ???Czy ktoś z was widział jak żeruje ryba , ile razy ma przynętę w pyszczku,czy jest coś w tym złego by wykonać taki zestaw by uniemożliwić rybie wyplucie przynęty i zacięcie się ...myślę ze przez takie bzdurne wynalazki jak spławik samo... i to urządzenie chcecie wylać dziecko z kąpielą........ niektóre patenty to badziewie nic nie zastąpi sprawnej ręki spławikowca ani spinningisty > jeśli bezie potrzeba to wkleję linki do filmów by sie przekonać jak to jest
Według Regulaminu wszystkie urządzenia samozacinające są zakazane. Na ryby nie zawsze się chodzi po ryby. I jak długo nie będzie to zrozumiałe tak długo będą wymyślane tego typu wynalazki. Nie mające nic wspólnego z Wędkarstwem przez duże "W" i etyką!
Proszę mi pokazać ten punkt w regulaminie .
Dla mnie sprawa jest prosta - samozacięcie to samozacięcie. "Automatyka" wędkarstwa, niedługo będzie "hol automatyczny".
Czy wywiezienie zestawu na 150m obliguje do użycia zestawu samozacinającego?
Ryba nie ma żadnych szans. Najpierw wywózka zanęty i zestawu (po co się męczyć, lepiej wywieźć), później zestaw samozacinający (po co się męczyć i mieć puste zacięcia?!) i co jeszcze?
Nie obchodzi mnie czy jest mistrzem, czy jest autorytetem - ważne, że propaguje użycie zestawu samozacinającego, a to dla mnie skreśla go jako autorytet.
Nie jest w stanie zaciąć ryby ze 150m to niech łowi na 50m, albo nie łowi wcale...
Jakby Pan XXX (załóżmy, że autorytet w wędkarstwie spinningowym) zaprezentował w swoim filmie użycie "wędki elektrycznej" to znaczy, że trzeba go bezwzględnie popierać? Tam się nie da zaciąć zestawu na 150m, a tu ryby nie reagują na przynętę? Czy któryś z Kolegów wie czym jest ryba olewająca przynętę? Jak trudno ją wyciągnąć? I tu z pomocą przychodzi wędka elektryczna!
Dopóki sami nie potrafimy zaciąć i złowić ryby to ona jest sprytniejsza i to ona wygrywa pojedynek. A użycie wszelkiego rodzaju urządzeń samozacinających jest po prostu oszustwem a samo urządzenie jest nieetycznym wspomagaczem.
Albo wędkujemy, albo haratamy ryby... Proste.
Bo on nie potrafi....
- wyrzucić zestawu i zanęty na dalszą odległość
- zaciąć ryby na dalekim dystansie
znaczy, że różne urządzenia mają go w tym wyręczać?
Sama czynność wędkowania to zlokalizowanie lub zwabienie ryby na łowisko, umieszczenie zestawu z tym co rybie odpowiada, moment brania - zacięcie i hol.
Narazie kombinują jak ominąć zarzucenie - bo się może ręka zmęczyć i zacinanie - bo można zaciąć w złym momencie i w sumie też można sobie nadwyrężyć ramię.
Jeżeli czegoś nie jesteśmy w stanie zrobić sami, ze względu na brak umiejętności, doświadczenia, predyspozycji fizycznych czy umysłowych to znaczy, że nie powinniśmy tego robić w ogóle, a tym bardziej nie powinniśmy szukać urządzeń, które zrobią to za nas.
W taki sposób piękny sport, piękne hobby zamienia się w nowoczesne gówno, wyścig o medale, gdzie nie liczy się już przyroda, a liczą się wyniki.
Nie mogę złowić sandacza na Kozłowej, jak już mam to wypina się przy łodzi - jestem marnym wędkarzem. Ale czy to obliguje mnie do użycia siatki? NIE!
Powinno skłonić do przemyśleń i praktyki, a także do zmian...
Szacun dla pisaq"a. Byłem, jestem i mam nadzieję, że pozostanę zagorzałym przeciwnikiem wszelkich urządzeń samozacinających i wędkarstwa trollingowego. Ja nie stosuję nawet elektrycznych sygnalizatorów brań a jedynie tradycyjne dzwoneczki i to tylko nocą. Jak idę nad wodę to obserwuję przyrodę a nie wsadzam dupsko do namiotu i wyłażę tylko wtedy jak się ryba zatnie. Pisałem już na ten temat wiele razy i zdania nie zmieniam. A to wspomniane urządzenie pakuję do jednego wora z siatkami i wędkami elektrycznymi. Toż to lepiej pójść do sklepu i kupić. Skuteczność wtedy jest jeszcze większa niż przy stosowaniu tych nowinek.
Piękny monolog z Twojej strony Marcinie.... Nic dodać, nic ująć... ;-)
Zadałem pytanie i jakoś nikt mi nie odpowiedział gdzie jest taki punkt ...........
Po drugie w Anglii kolebce wędkarstwa karpiowego ,powstały właśnie zestawy samzacinające ale jeśli ktoś nie ma pojęcia o co chodzi i myli zestaw samozacinający z samołówką to bardzo mi przykro.........
To że nie idziecie z duchem czasu to wasza sprawa
Podpowiem wam zamiast dzwonków są już grzechotki z dodatkowym mocowaniem na światełko chemiczne to też takie udogodnienie
są też inne udogodnienia .......... ale co wam będę mówił dla niektórych czas się zatrzymał
Jedyne co tu niektórzy potrafią to szczekanie ,Pisaq to przeszedł już samego siebie można osrać autorytety nowoczesne wędkarstwo to zbrodnia zdaniem niektórych. Sam sobie rzucaj te 50 metrów .Umiesz tylko oczerniać bo o czytaniu ze zrozumieniem to już nie mówię .99 % karpiarzy używa zestawów samozacinajacych i 99% karpiarzy wypuszcza swoje ryby ale ty o tym nie wiesz nie wież też że przy odległości 150m nawet nie jesteś w stanie zauważyć brania
bo żyłka jest na tyle rozciągliwa że je po prostu amortyzuje
skuteczność wędkarską podnosi się przez ciągłe udoskonalanie swoich umiejętności i stosowaniu metod innowacyjnych .Po to stosuje sie 200gr ciężarki do wywózki by móc jak najbardziej naciągnąć żyłkę niektóre swingery mają nawet dodatkowy naciąg sprężynowy .
I niech mi nikt nie mówi że popieram coś takiego jak podpórka samozacinająca lub spławik smozacinający bo to badziewia ładne na filmie ,skuteczność ich jest .......... bardzo wątpliwa
Wędkarstwo to ogólnie jest oszustwo ,człowieku co ty piszesz , wrzucasz błystkę co imituje coś lub muchę co też coś imituje ,chcesz oszukać przechytrzyć rybę na tym to polega. Wędkarze oszukują rybę to jest normalne bo jesteśmy łowcami tobie człowieku coś się pomyliło ,ja jadę po wędkować i chce byc skuteczny a nie siedzieć i słuchać ptaków bo nie jestem ornitologiem. Może to być dodatkiem ale jeśli biorę wędkę to jadę wędkować
j
Witam . Ja jestem za zakazaniem wszelkiego rodzaju urządzeń samo zacinających .Zakazałbym także używanie wszelkich sygnalizatorów brań. Zakazałbym łowienia z jednostek pływających oraz nęcenia łowisk 50 lub 20 kilami zanęty . Na nocne zasiadki tolerował bym tylko i wyłącznie świetliki Szlak mnie trafia jak na nocce z każdej strony piszczą sygnalizatory bo wiaterek jest za mocny albo dzwonią dzwoneczki . jeżeli wybieram się na ryby a nie po ryby ,to sam muszę zauważyć branie i zacjąć rybkę własnoręcznie ,i to mnie najbardziej satysfakcjonuje .Pozdrawiam
A większości osób które się tu wypowiedziały zakazał bym dostępu do internetu :D
Zakaz używania sygnalizatorów dźwiękowych :D Jak byś posiedział tydzień czasu nad wodą żeby złowić rybę i w końcu w ostatnia noc gdy idziesz się wy... w krzaki :) Masz branie i to spartolisz to jestem ciekaw jaka by była twoja reakcja :D Czasami trzeba nawet więcej jak tydzień oczekiwać na branie.
A ja bym zakazał stosowania haczyków :) Bo po co one skoro jesteście tak staroświeccy ??? Zamiast haczyka weźcie Sobie szpilkę wygnijcie i łówcie :) Jest tańsza,nie posiada zadzioru, no i była stosowana wieki temu .
Robicie z Siebie paranoicznych teoretyków.
Ostatnio byłem zmuszony do szczegółowego przejrzenia regulaminu właśnie pod kątem "samołówek".Nic takiego nie ma w regulaminie!!! Jedyną zabronioną metodą kłusowniczą jest łowienie "na szarpaka". Z regulaminu zniknęły nawet tzw. "pupy" na węgorza. Oczywiście nie jestem zwolennikiem ułatwień tego typu, ale są już kołowrotki automatycznie zwijające żyłkę. znak czasów i komercjalizacja. Pozdrawiam
Witam ja też nie jestem za tego typu urządzeniami .... i to ma być wędkarstwo??!!
Jeszcze raz gdzie pisze w regulaminie ze nie wolno koledzy ???????
Jasne, że wędkarstwo to oszustwo! Chodzi o oszukanie ryby, a nie samego siebie. Jak rzucam błystkę czy gumę do wody to sam ją prowadzę i to moje umiejętności decydują o tym czy ta ryba pożre tą przynętę czy nie! Ja decyduję o tym czy zatnę czy nie! Spóźnię się - sandał wypluje kopytko i wygra ten pojedynek! O to w wędkarstwie chodzi!
Jeżeli nie będę umiał zaciąć w dobrym momencie to nie będę miał wyników. Dla tych wyników mogę kupić "elektryka" i będę miał ryb od cholery! Zrobię sobie 298182 zdjęć i wrzucę na wedkuje.pl, ale i tak siebie nie oszukam i zawsze będę miał tą świadomość, że jakiś czynnik zewnętrzny wykonał za mnie to czego sam nie potrafiłem zrobić.
Szacunek dla "przeciwnika" i pokora człowieku! A nie 100% skuteczność bez najmniejszego zaangażowania.
Wędkarstwo właśnie powinno być taką odskocznią od "nowoczesności".
Idę na ryby, chcę popatrzeć na piękną taflę wody, posłuchać śpiewu ptaków, obserwować piękno przyrody. Czasami siedzę nad wodą i w ogóle nie łowie, odkładam kij, siadam na dvpie i podziwiam, bo jest co podziwiać!
A nie przyjść nad wodę, wyciąć drzewa, skosić trawę, rozłożyć miasteczko namiotowe, wykopać dół na śmieci, zasrać krzaki, zaśmiecić wodę "pelletami wysokiej klasy" i pójść.
Stosuje sobie dzwoneczki z światełkiem chemicznym albo nawet diodą LED.
Używam elektronicznych sygnalizatorów brań, swingerów i hangerów LED.
Mam echosondę i GPS :O
Ale laptopa nad wodę nie zabiorę. Czemu? Idę na ryby! Podnęcić (ręką albo procą, jeszcze mam na tyle energii, żeby móc rzucić kulą zanętową...), zarzucić zestaw z czymś smakowitym, branie dojrzeć i w porę zaciąć (to jest moment decydujący! albo będzie walka albo nie), następnie umiejętnie wyholować, podebrać, zmierzyć i zdecydować czy wypuścić czy zabrać.
Wykluczenie któregoś z w/w w metodzie spławikowej i gruntowej jest równe ze skreśleniem słowa "wędkarstwo".
Jasne, takie autorytety można osrać. Jeżeli promuje się lenistwo zamiast wędkarstwa i propaguje wprowadzenie techniki, która zastępuje umiejętności to jasne, że można. Bo autorytet w danej dziedzinie mówi "hop" to inni skaczą bez myślenia.
Jakby Lech Wałęsa (autorytet nie do podważenia!) nagle zaczął propagować
narodowy socjalizm to każdy kto uważał Pana Wałęsę za autorytet powinien podnieść prawą rękę i krzyknąć "Hail!"?
Człowieku, nic nie zwalnia Cię z myślenia, jeżeli pozwalasz się w tym wyręczać innym to szerokości i przyczepności.
Powiedziałem - nie potrafisz sam zaciąć toś jest słaby wędkarz.
Że niemożliwym jest dojrzenie brania i jego zacięcie na 150m to po cholere ktoś tak łowi?
Wywózka, samozacięcie, automatyczny hol, podebranie zautomatyzowane, miara zdalna, cyfrowa. To jeszcze wędkarstwo czy już Fishing Simulator NextGen?
Rozsądek, umiar i pokora.
Gadka o tym czytaniu ze zrozumieniem (hau! hau!) to czyste pierdzielenie, człowieku próbujesz mi coś wmówić i dosłownie wbić do łba podpierając się "wielkim autorytetem".
Mam w dupie co karpiarze robią z karpiami, bo na nich najmniej mi zależy.
Wędkowanie przy użyciu zestawów samozacinających to jak granie w gry komputerowe przy użyciu cheatów - pójście na łatwizne.
Jak czegoś nie wiem albo nie umiem to pytam i się uczę, a nie wynajduje coś, aby obejść obowiązujące reguły.
Cholera śpiewać nie umiem! A bardzo bym chciał! :(
Mógłbym użyć komputera i programu modulującego dźwięk, nagrać swój "bawoła głos", przepuścić przez kompa, wysłać do wytwórni i uważać się za wokalistę.
Ale będę tylko oszustem i wokalnym beztalencie... i dobrze będę o tym wiedział.
Kolegów oszukasz, rodzinę oszukasz, ale siebie samego nigdy :)
Również wynoszę się z tego forum, za dużo tutaj (cenzura autorska) i inszych plugastw. Szkodzi mi to na wątrobę.
Osobom rozsądnym życzę wielu sukcesów zarówno w wędkarstwie jak i życiu prywatnym.
Gadżeciarzom i kombinatorom smacznego siana i powrotu do zdrowia.
Pozdrawiam!
Dodam jeszcze tyle. "Co nie jest zabronione to jest dozwolone".
W regulaminie nie ma ani słowa o takich samokradziejkach.
Ale nie ma też ani słowa o zabieraniu każdej złowionej ryby, aż pod sam limit.
Czy to oznacza, że zabieranie "kompletu" dzień w dzień jest czymś zdrowym i dobrym?
Nic nie zastąpi Wam Waszego rozumu i rozsądku.
Nigdy tego nie zrozumiesz bo totalnie nie masz pojęcia o czym piszesz
co niektórzy powinni zobaczyć jak działa zestaw SAMOZACINAJĄCY
proszę
http://www.youtube.com/watch?v=-Hx4hB7ZPHQ
dalej siedzie nad wodą i liczcie na cud
Kolego Team V70 .Nie podniecaj się za bardzo bo jak idziesz srać ,to wlaśnie wtedy ryba ma szansę ciebie oszukać .Niczego ci nie zakazuję ,i zakazać nie mogę nikomu.wyrażam tylko swoje zdanie na ten temat . Kolega Hektores .Wyjaśnił niema w regulaminie takich zakazów. i to powinno wystarczyć . Ty kolego rozdygotałeś się ja desperado. Pozdrawiam.
dużo ryb złowiłem na zagiętą szpilkę. Może i czas się dla mnie zatrzymał ale dobrze mi z tym że hoho.
No to jest szczyt wędkarza .Przez tydzień zasrywać krzaki .Wyobrażam sobie pozostawione łowisko po tobie .Zasrane ,śmierdzące i cholera wie co jeszcze. Małe pouczenie Jeżeli już trzeba flaki opróżnić to trzeba dołek wykopać ,po wydaleniu zaległości w jelitach .Zasypujemy dołek i wracamy . Etycznie zadowoleni z siebie .
A ja właśnie lubię jak mi coś tam się rusza , brzęczy , lub sprawdza się własna konstrukcja. . ile frajdy jest przy tym że jednak coś potrafię. Fedder , metoda włosowa ,ciężka gruntówka czy nie jest samo zacinający sposób wędkowania , wędkowanie spinningowe też można podciągnąć pod samo zacięcie ( bo przynęta jest w ruchu i haki same wbijają się w szczękę biorącej ryby) . Osoby nie pełnosprawne mają takie wynalazki że wielu z was nawet się nie śniło że takie cos można zrobić i jeżeli chcą łowić to muszą czymś zastąpić swoją niepełnosprawność, jak np. kołowrotki samo skręcające wrażliwe na branie (bo bombki lub innego sygnalizatora to nie może sam założyć ) itd. A tak naprawdę to nie mylcie samołówki od samo zacieńcia bo to moim zdaniem inne pojęcia. Dlaczego nie mam na starość wygodnie posiedzieć w fotelu popatrzeć na ptactwo wodne , fale , czy gdzieś tam na ładny krajobraz nie wykluczając spokojnego wypicia piwa i porozmawiania z kolegą ,tylko siedzieć z rąkami nad wędziskiem i wpatrywać się w bąbkę czy inny sygnalizator myśląc drgnęła czy nie. Ja jeżeli łowię na taki zestaw to zachowuję się tak samo jak przy łowieniu na spławik czyli większość ryb idzie do wody. A najlepiej zawsze robię taki zestaw na który biorą tylko takie ryby na jakie się nastawiam , a nie wszystko co podejdzie , jak to robią co nie którzy . Każdy stosuje takie metody jakie mu pasują , tylko aby były zgodne z regulaminem i etyką wędkarską i wszystko będzie w porządku..
Zdarzały się sytuacje, że coś mi ostro skubało ale nie mogłem tego za cholerę zaciąć. Kiedy już wyobraźnia robiła swoje a różne sposoby modernizacji nic nie dawały. Ile złości do własnej osoby, że trzeba było poczekać albo trzeba było wcześniej zaciąć. Bywało, że dopiero koncentracja i refleks pozwoliły wreszcie zaciąć tego zgrywusa. To dopiero jest frajda bo co za przyjemność kiedy siedzisz na krześle pijesz piwo i wiesz, że co się dotknie przynęty zostanie zacięte to już nie jest wędkarstwo moim zdaniem
zagięta szpilka :)
norbiko1.Nie wiem co chcesz przez to powiedzieć .Pozdrawiam.
Jadę nad wodę dla relaksu ,Jestem łowcą bo łowię
Jestem skuteczny więc ,sprawia mi to przyjemność
Nie widzę różnicy miedzy dzwonkiem a elektronicznym wskaźnikiem
Jeszce raz proponuje obejrzeć ten film
http://www.youtube.com/watch?v=-Hx4hB7ZPHQ
zauważcie że to konstrukcja zestawu czyli ułożenie haka decyduje o skutecznym zahaczeniu ryby a ciężarek jak by tylko dokonywał formalności
moim zdaniem nie ma nic w tym nagannego
le dla wielu to i tak samołówka
A twoim zdanie kolego ,, Ja1kuba”czym jest wędkarstwo – sportem czy hobby ? Bo jeżeli hobby to każdy sposób jest dozwolony w granicach regulaminu i etyki. Jeden lubi posiedzieć sobie przy wędce a drugi cały czas zarzucać i wyjmować tą wędkę i obal czatują na branie tyko sposób jest inny. Wszystko zależy od sposobu uzbrojenia przynęty i czy grot haka wystaje czy nie , a reszta tylko pomaga w szybkiej reakcji i lepiej jeżeli hak jest wbity na początku pyska , niż za zębami gardłowymi lub w jelitach co wędkarzom etycznym nie raz się zdarza.
Dla mnie wędkarstwo jest hobby. Wiem, że każdy sposób jest dozwolony dlatego użyłem sformułowania "moim zdaniem" . Ja takich metod nie zamierzam używać bo dla mnie są bez sensu jednak nikomu nie zabroniłem.
elektroniczne sygnalizatory - zakaz ? hehhehehehehe
co niektorzy popdaja w skrajnosci :)
Witam serdecznie kolegów wędkarzy. Dawno mnie nie było na portalu ale widzę że nic się nie zmieniło.... jak zwykle z byle gówna wyszła zadyma. A poza tym ja i norbiko1 już nie jednokrotnie łowiliśmy nawet na dwieście metrów od brzegu i jakoś udawało się nam zauważyć branie ryby, ba... nawet ją zaciąć :):):) Każdy z nas dobrze wie że żyłka ma swoją rozciągliwość (jedna bardziej inna mniej) ale żeby mieć tak poważne kłopoty z zacięciem i używać zaraz tego urządzenia to chyba przesada. Morze to nie jest żyłka tylko jakaś guma od starych gaci. Drogi kolego Hektores, z całym szacunkiem dla Ciebie, jeżeli żyłka za bardzo się rozciąga to kup sobie plecionkę( na 100 metrów ma rozciągliwość 1,5 cm). Pozdrawiam wszystkich. PS. A z tą szpilką to dobre, pasuje do zestawu samo zacinającego. Pozdro.
a te karpie tak pływaja kolo tej kukurydzy w zjesc jej niechca:)
Dobrze Kazik prawisz ....to jest jak łowienie z gruntu na czerwonego robaka okoni
etycznie????? Moim zdaniem nie bardzo- dozwolone i bez samozacięcia
Po prostu postęp pamiętam czasy jak feedera tez chcieli zabronić tak samo jak the method
bo były za skuteczne
Szpanerstwa nad wodami ja też nie lubię , a jeżeli ktoś przyjechał sobie posiedzieć i przy tym zastosował coś nowego ( a zwłaszcza sam wykonał) to dlaczego takiego nie mam podziwiać że coś potrafi oprócz wyciągania ryb . W końcu nas jest tak wielu że tego postępu i tak nie zatrzymamy i dlaczego za wszelką cenę mamy sobie utrudniać życie , mam ochotę łowić spławikówką to łowię , mam ochotę pochodzić to biorę spinning , mam ochotę posiedzieć i pogadać z kolegami to biorę zestaw samo zacinający . Zresztą moim ulubionym sposobem wędkowania jest nastawienie gruntówki na sygnalizatorze lub podpórce samo zacinającej i skoncentrować się na wędce spławikowej gdzie nie zawsze mamy możliwość obserwowania gruntówki.
Dobrze koledzy wiecie lepiej macie racje ,
przepraszam że w ogóle zacząłem nie potrzebną dyskusje
zachowałem się jak gówniarz i za to was przepraszam
Przepraszam że używam zestawów włosowych a nie nabijam przynęt na haczyk ,przepraszam że blokuje krętlik z przyponem w ciężarku,przepraszam że wypuszczam ryby,przepraszam ze za dużo nęcę,przepraszam ze kładę ryby na macie a nie na ziemi,przepraszam że odkażam rany po haku i nie tylko,przepraszam
ze staram się zgłębiać wiedzę wędkarską i staram się być skuteczny.
dobrze że otwarliście mi oczy bo błądziłem
wybaczam Ci :P
Każdy tu wyraża własne zdanie, a te mogą być ( i są ) różne. Więc nie przepraszaj nas za te maty, odkażanie ran czy przypony włosowe. Nie przepraszaj też za to, że masz inne zdanie niż inni. Ale za swoją formę wypowiedzi ( zwłaszcza za wpis do którego się odnoszę ) to chyba powinieneś, bo grzeczna dyskusja przerodziła się w utarczkę słowną...
Można byś " skutecznym " ( Twoje słowa ) i słuchać jednocześnie ptaków. A też nie jestem ornitologiem.
pozdrawiam i więcej luzu życzę
pewnie że można ale to tylko dodatek ......niektórym się po prostu pomyliło po co jadą nad wodę .............. jeśli ktoś sadzi ze przy 150 metrach widzi branie na żyłce to niech wejdzie do wody i to sprawdzi zamiast pisać głupoty to ze któremuś podskakuje bombka to znaczy że ryba na 99% się zahaczyła
a przepraszanie to był sarkazm ...
niech mi Ci mistrzowi powiedzą jak łowią sandacza na na przykład martwą rybkę
... jeszcze raz luzu życzę ...
Kolego wyluzowany to ja jestem ale nie lubię ludzi którzy opowiadają bzdury
Sprawdzaliśmy kilka krotnie jak to jest . i przy 150 metrach na żyłce (a nie na plecionce) nie ma szansy powtarzam nie ma szansy by widzieć branie ,przy 150 metrach na zyłce nie jesteś w stanie wykonać skutecznego zacięcia
Jesteście po prostu fantaści ,a dowód na to że wielu z was pisało że zestaw samozcinający jest zakazany w RAPR
nawet nie znacie regulaminu a to wstyd ....... Wędkarze
ja tez w jakims temacie zadalem pytanie w ktorym paragrafie Rapr-u jest napisane ze zestawy samozacinajace sa zakazane bo ktos tak napisal
...a ten swoje .....
Kolego - jeżeli piszesz do mnie, to używaj zwrotu " ty ", a nie " wy ". To po pierwsze. Po drugie - skoro piszesz do mnie ( a tak wnioskuję ), to przemyśl co piszesz - dlaczego uważasz, że jestem fantastą? Czy napisałem, że ten zestaw jest zabroniony w RAPR? Skoro tak twierdzisz, to WSKAŻ mi gdzie użyłem takiego stwierdzenia. A jeżeli nie potrafisz tego zrobić, oznacza to że Twoje " mądrości " dotyczące mojej osoby są kłamstwem. Albo inaczej - opowiadasz bzdury. A sam napisałeś, że nie lubisz ludzi którzy opowiadają bzdury - także gratuluję. Po trzecie - na temat żyłki i plecionki odpowiedzieli Ci koledzy powyżej. Ale skoro nie potrafisz odpuścić tej kwestii, to i ja się wypowiem co sądzę na ten temat. Jeżeli nie potrafisz zaciąć z tej odległości to polecam plecionkę, albo krótsze rzuty. Ty wybierasz pomoc jakiejś maszynki do zacinania - ja Ci tego nie bronię, ale swoje zdanie na ten temat mam. Więc je uszanuj, tak jak ja szanuję Twoje. Po czwarte - naucz się KONSTRUKTYWNIE prowadzić dyskusję. W takiej formie wymiany poglądów jaką wybrałeś, będzie to prowadziło do kłótni - a ja nie będę się spinał i dyskutował z kimś, kto nie potrafi tego robić. Biorę więc przykład z kolegów i kończę z Tobą wymianę zdań, bo widzę że jest ona bezsensowna.
P.S. Zrozum, że każdy może mieć swoje zdanie. Trzeba umieć je przedstawić, a może wtedy nawet ktoś kto ma inne poglądy przyzna Ci rację. Jeżeli będziesz machał rękoma, krzyczał i tupał ( taka mała przenośnia ukazująca jak ja widzę Twoje wypowiedzi powyżej ) - nikogo do swoich racji nie przekonasz. Co więcej - koledzy zabiorą zabawki i przeniosą się do innej piaskownicy. Co i ja czynię.
pozdrawiam
łysy wąż nie chciałem Cie urazić a odpisałem w ciągu myślowym , do Ciebie napisałem że jestem wyluzowany i tyle było skierowane do Ciebie kolego
zaraz przedstawię dowody do tego co pisze bo sobie coś przypomniałem
Jeśli poczułeś się dotknięty to przepraszam.
OK, nie czuję się dotknięty ;-) Mam nadzieję, że ja Ciebie też nie uraziłem...
fajne zakończenie - dla mnie jest GIT. I tak się powinny kończyć wszelakie kłótnie na tym portalu ;-)
pozdro
przypomniałem sobie film gdzie jest to zobrazowane ale złamał bym prawa autorskie
Widzę że z normalnymi ludźmi można się poróżnić przy wymianie zdań oraz zaraz później pogodzić, ogólnie to miłe.
pozdrawiam.
w sumie jest to zapisane w statucie i powinniśmy tego przestrzegać
Członek Związku ma obowiązek:
1) przestrzegać postanowień Statutu, regulaminów i uchwał władz Związku;
2) kierować się zasadą koleżeństwa i wzajemnego poszanowania, strzec jedności i dobrego
imienia Związku;
3) sumiennie wykonywać zadania powierzone przez władze Związku i wynikające z
pełnionych funkcji w Związku;
4) chronić i pomnaŜać mienie Związku jako dobro wspólne;
5) przestrzegać przepisów z zakresu rybactwa, wędkarstwa i ochrony przyrody;
6) naleŜeć tylko do jednego koła PZW;
7) aktualizować dane osobowe i adres zamieszkania;
8) wnosić składkę członkowską nie później niŜ do 30 kwietnia kaŜdego roku.
Ok, też ochłonąłem i chciałem szczerze Kolegę Hektoresa przeprosić, za ostro było...
Co chciałem powiedzieć? Chodziło o to, że jak dla mnie wędkowanie (powtarzam, jak dla mnie) musi zawierać: zauważenie brania i samo zacięcie. I od techniki zacięcia(jak zaciąć), refleksu, doświadczenia(kiedy zaciąć) zależy nasz sukces.
Gdybym miał do wyboru łowić na 150m i nie widzieć brania albo mieć kłopoty z zacięciem oraz łowić na 50m to bez wahania wybrałbym opcję drugą.
Po prostu uwielbiam brania klasyczne i puste zacięcia, przynajmniej mogę z sąsiadem wypić piwko i snuć teorie o tym jaka to wielka ryba musiała być.
Nie raz ani nie dwa łowiłem na dalekich dystansach (wchodziłem do wody jak najdalej mogłem i wyrzucałem jak najdalej mogłem, czy było to 150m? nie wiem) i nigdy nie miałem problemu z dojrzeniem brania sandacza i jego zacięciem. A łowiłem na żyłce, bo plecionki używam tylko do spinningu i do przyponów karpiowych.
Swoje karpie (świadomie) łowiłem w odległości na jaką pozwoliła mi teleskopowa karpiówka ojca i moja cięższa gruntówka(z resztą wyrzut czy wywiezienie na 150m oznaczałoby przerzucenie zbiornika ;d)
Generalnie fajnie jest gdy ryba bierze, są brania, zacięcia, hole, spięcia, lądowania - coś się dzieje. Ale jak wracam o kiju to też zawsze zaliczam wypad do udanych. Nad wodą zawsze jest coś wartego uwagi.
Np w piątek złowiłem więcej szczupaków niż przez cały sezon. Drapieżnik pięknie współpracował. Oczywiście największe się spięły (tradycyjnie), obcięcia ogonków, spięcia - coś się działo.
Rozochocony sukcesem pojechałem w niedzielę. Wędkarzy od groma. Kolejka do stanicy po łódki, mało miejsca na parkingu, na wodzie też ciasno, najlepsze miejscówki oblegane. Do tego praktycznie nic się nie działo, kilka skubnięć, jedno obcięcie, hol olbrzymiego... karcza. Ale mogłem sobie porozmawiać z Kolegami po kiju, mogłem sobie zjeść kanapkę z serem i pomidorem (jak wiadomo nad wodą smakuje najlepiej), popić kawą z termosu, powiosłować.
Nie stawiam na skuteczność, choć i na nią nie mogę narzekać bo w metodzie spinningowej idzie mi całkiem dobrze jak na początkującego, rzadko wracam o kiju. Jakbym chciał holować okazy to nie należałbym do PZW tylko jeździłbym na łowiska komercyjne ;)
Czas się nie zatrzymał do końca. Mam elektroniczne sygnalizatory brań, swingera, kołowrotek z wolnym biegiem, używam plecionek, świetlików, LED, echosondę, gps(fakt, że samochodowego :p), na karpia mam przygotowany piórnik z przyponami włosowymi, w pudełku mam 2 szpulki nici PVA, używam dipów, atraktorów, pelletów i kulek (z umiarem), bambusami też nie łowię.
Ale... Ale wszystko to jest dla mnie tylko pomocą, nie wyręcza mnie, a tylko pomaga.
Echosonda ma wyłączoną fish id, szukam stoków górek i karczy, a nie ryb.
Nie ma takiej sytuacji, że włączam "pikacza" i idę spać. Ustawiam go najciszej jak mogę i jest on tylko asekuracją (na wypadekjakby mi się oko przymknęło w fotelu), a jak idę spać to ściągam zestawy (RAPR, poza tym boje się, że w końcu uderzy ryba życia i ukradnie mi wędkę za 60zł ;p).
Po prostu mając świadomość, że jakieś urządzenie wyręcza mnie w tych podstawowych dla mnie czynnościach nie czułbym się skuteczny pomimo skuteczności (o.O).
Lubię mieć świadomość, że każda złowiona przeze mnie ryba to moja zasługa. Dobrze wybrałem miejsce, dobrze zanęciłem, dobrałem przynętę, w porę zaciąłem, umiejętnie holowałem.
Co do tych autorytetów... Osoba jest dla mnie autorytetem nie za swoje nazwisko ale za swoją postawę. Tak jak powiedziałem, gdyby Pan Lech Wałęsa nagle zaczął propagować narodowy socjalizm (nazizm) wcale nie krzyknąłbym "Heil!", bo to my decydujemy co jest dla nas dobre, a co nie. Dobrze mieć jakiś wzór do naśladowania, ale nic nie zwalnia nas z myślenia.
Ktoś pisał o osobach niepełnosprawnych. To jest inna bajka, nie wyobrażam sobie, żeby jakaś forma niepełnosprawności mogła stanąć na drodze do wędkowania. Uważam, że niepełnosprawni mają prawo do korzystania z "ulepszeń" tak aby wędkowanie było dla nich równie proste i przyjemne jak dla reszty. Tak, żeby niepełnosprawny nie musiał się męczyć i stresować a jedynie cieszyć czasem spędzonym nad wodą.
Kol. Hektores przepraszam jeszcze raz.
Pozdrawiam.
Dejmy se luzu chopy!