Mam zamiar tej jesieni złowić pierwszego sandacza w życiu :) łowić będę na warcie i oczywiście zdam relacje :) Moze ktoś mi doradzi co do przynęt czy miejsc gdzie ich szukać?:)
U mnie to nieporozumienie Na Skawie sandacze brały jak szalone w sierpniu na upale 30*C między godziną 14:00 a 18:00 . Chyba te ryby oszalały na upale łowiłem po 5 sztuk w tym dwa wymiary po godzinie 18:00 nic ani na głębokiej ani na płyciźnie? Nie rozumie tego upały się skończyły i ryby nie biorą.
U mnie też w lipcu i sierpniu skubały w godzinach 20-22 (co prawda same mikrusy) ale ostatnio to w ogóle słabizna...wczoraj na spinning tylko jedno pstryknięcie...spróbuję dzisiaj na filecika...może się coś skusi...
Mam zamiar tej jesieni złowić pierwszego sandacza w życiu :) łowić będę na warcie i oczywiście zdam relacje :)
Moze ktoś mi doradzi co do przynęt czy miejsc gdzie ich szukać?:)
Dużo na ten temat znajdziesz w sieci...co do miejsc to musisz szukać...czasami trochę to trwa ale chcąc mieć efekty powinieneś najpierw poświęcić trochę czasu...zresztą dla wędkarza sam czas spędzony nad wodą to już nagroda:-)
Sam w tym roku zaczynałem z łowieniem sandaczy na dobre, a dodam, że tam gdzie łowię ryb nie ma zbyt dużo...jak na razie wyniki niezbyt dobre bo tylko 19 sztuk wyjętych z czego tylko jeden wymiarowy:-)
U mnie też w lipcu i sierpniu skubały w godzinach 20-22 (co prawda same mikrusy) ale ostatnio to w ogóle słabizna...wczoraj na spinning tylko jedno pstryknięcie...spróbuję dzisiaj na filecika...może się coś skusi...
no i wróciłem...zimno już nad wodą...było tylko 8 stopni...co do ryb to tylko jeden 43-centymetrowy mikrus się powiesił...
Witam Szanowne Grono poszukiwaczy mętnookich. Od kilku już wypraw nad Wartę spotykam się z tym samym problemem - mam po kilka pstryków w przynętę ale nic nie mogę zaciąć choćbym nie wiem jak się skupiał. Dodam, że łowie na sandałowy standard wiązany na plecionce w miejscach w których miałem już styczność z tą ryba(choć to pojedynczy przypadek). Stąd pytanie- czy problem leży w moim refleksie, w rozmiarze czy może chimeryczności zainteresowanych.
Witam Szanowne Grono poszukiwaczy mętnookich. Od kilku już wypraw nad Wartę spotykam się z tym samym problemem - mam po kilka pstryków w przynętę ale nic nie mogę zaciąć choćbym nie wiem jak się skupiał. Dodam, że łowie na sandałowy standard wiązany na plecionce w miejscach w których miałem już styczność z tą ryba(choć to pojedynczy przypadek). Stąd pytanie- czy problem leży w moim refleksie, w rozmiarze czy może chimeryczności zainteresowanych.
Czasami są takie dni że nie można nic zaciąć to są takie chimerycze brania podszczypywania gum a czasami każdy pstryk kończy się holem,wiesz z sandaczami nie ma łatwo:-)
Hmm.... podrąże jeszcze chwilę, co do główek nie zauważyłem na nich nic specjalnego więc chyba szczypią gumę zresztą razu pewnego został wyraźny ślad po dwóch kłach (to musiał być "piesek"), ale pytanie mi się nasuwa związane z czasami jakie wyciągacie pomiędzy "akcja-reakcja". Większość pstryków w moim przypadku to "dublety". Czy odpowiedź na to (żeby była skuteczna) powinna się zawierać w tym czasie czy w sekundę po też będzie ok?. Myślę sobie może ja "przesypiam" te brania...
Panowie o braniach sandaczy można by napisać książkę grubości pana Tadka:)
Czasem zandery walą jak oszalałe od przodu główki, brania te są niesamowite, potężne lecz w ponad 90% nie do zacięcia. Zdarza się że jest tylko lekkie trącenie a ryba sama siedzi na haku a przynęta jest w gardle. Bywają "tradycyjne" pstryki, czasem podwójne, z potrójnym się jeszcze nie spotkałem. Spotyka się też że ryby tylko trącają zamkniętym pyskiem wabik, po prostu nie żerują a tylko odganiają przynętą-brania to typowe szybkie pstryki. Zdarza się to, przynajmniej mi na Wiśle, gdy trafię na stadko a nie pojedyncze sztuki. To jest oznaka agresji, obrony terytorium lecz nie chęci jedzenia. Są też branie "miękkie" tj. ryby dociskają przynętę do dna brzuchem lub pyskiem-to oznaka żeru ale dość leniwego. Objawia się to często ugięciem szczytówki bez szarpnięcia, jakby na linkę napłynęła trawa czy inne zielicho. Oczywiście większe sztuki potrafią na dobrym żerze tak przywalić i co ważne łyknąć przynętę że aż boli łokieć;) Czasem też branie jest widoczne jako leciutkie przesunięcie linki w bok-atak z boku lub nawet jej zbyt szybkie zwiotczenie przy opadzie-atak w kierunku wędkarza. Więc jak widzicie objawy brań sandaczy są bardzo różne, a ja opisuję je głownie z doświadczeń wiślanych bo na jeziorach rzadko łowię.
W każdym razie jest tylko jedna rada: ZAWSZE TNIEMY ILE FABRYKA DAŁA jeśli tylko poczujemy coś dziwnego. A z czasem przyjdzie doświadczenie i człek będzie wiedział z czym ma do czynienia:)
Kolego Tomas81 widać że z nie jednego pieca chleb jadłeś jak mówią starzy górale i choć moje doświadczenia wyglądają znacznie mizerniej to na stówe się z Tobą zgadzam. Jednak mój problem leży w trochę innym miejscu. Odkąd to kręcę na plećke czuję naprawdę sporo brań, rzadko zdarza się że nic nie interesuje się tym co wisi na jej końcu tyle że ni w cholerę nie mogę zaciąć. Stąd zaczynam mieć wątpliwości co jest nie tak... Na domiar złego dziś przywarkoczowy domniemany i w końcu trafiony sandał okazał się być około dwudziestocentymetrowym dziobakiem.
"Na domiar złego dziś przywarkoczowy domniemany i w końcu trafiony sandał
okazał się być około dwudziestocentymetrowym dziobakiem."
I tu masz najpewniejszą odpowiedź: drobnica. Sam miałem z tym zjawiskiem do czynienia przez lipiec i sierpień. Sama drobnica mi waliła, nie do wyjęcia, tylko że sandałki a nie szczupaczki. Poza tym jak pisałem wcześniej pstryki nie do zacięcia to oznaka zdenerwowanych obecnością przynęty ale nieżerujących ryb.
Inna sprawa to że jak mniemam dopiero zacząłęś łowić na plećkę, zgadza się? Jeśli tak to nie jesteś przyzwyczajony do jej czułości a ta przekazuje nawet napłynięcie małej rybki na linkę. Oczywiście przy dość czułem patyku. W nocy też mogą Cię mylić latające myszy czyli nietoperze. Boże ileż razy miałem potężne strzały! Człek myślał że zaraz z wody wynurzy się metrowiec a tu okazuje się że to netoperek się zagapił:) Więc tu też może być problem, problem z rozróżnieniem brań od rzeczy napływających wraz z wodą, nurtem. Ale i tak wszystko tnij! To jedyne rozwiązanie na początku. Potem nauczysz się co jest grane. Ja łowię na plećki od 95" więc trochę;) wiem co się dzieje ale i tak człowiek czasem się złapie na kociej mordce: Kurde, co to było?! :)
Sporo trafnych spostrzeżeń z Waszej strony Pany - coś w tym niewątpliwie jest. Na linkę faktycznie pierwszy sezon. Ale nic to, póki co mam w sobie jeszcze sporo samozaparcia i jak radzisz Tomas81 będę świstał batem ile wlezie aż któregoś trafie w jape.
Sporo trafnych spostrzeżeń z Waszej strony Pany - coś w tym niewątpliwie jest. Na linkę faktycznie pierwszy sezon. Ale nic to, póki co mam w sobie jeszcze sporo samozaparcia i jak radzisz Tomas81 będę świstał batem ile wlezie aż któregoś trafie w jape.
Sporo trafnych spostrzeżeń z Waszej strony Pany - coś w tym niewątpliwie jest. Na linkę faktycznie pierwszy sezon. Ale nic to, póki co mam w sobie jeszcze sporo samozaparcia i jak radzisz Tomas81 będę świstał batem ile wlezie aż któregoś trafie w jape.
Wielkie dzięki. Nie wiem jak Wam ale mnie to ochłodzenie i obraz za oknem kojarzy się bardzo pozytywnie, wspominki w głowie i coś uwiera w tyłek kiedy siedzę w domu i ni jak nad wodę ruszyć...
Tomek, czytając Twój post w innym podobnie brzmiącym wątku widzę drobne podobieństwo do moich dotychczasowych wyników (oczywiście porównując Twoje początki). Sandacze łowię od czerwca. Mam ich w sumie na koncie 21 sztuk z czego tylko dwa wymiarowe i to na dodatek oba złowione z gruntu. Wszystkie złowione na spinning nie przekraczały 47 cm:-) Najczęściej stosuję gumy 10 centymetrowe. Chciałbym z powodzeniem łowić zanderki w dzień ale do tej pory wszystkie zostały złowione wieczorami.
Mimo, iż rzeki, w których łowimy znacznie się od siebie różnią byłbym wdzięczny za jakieś wskazówki:-)
Według mnie (sam tak postepuje) warto w rzece wyszukiwać miejsc głębokich tj w przypadku Wisły na moim odcinku 3-4 m to juz jest fajnie,o spowolnionym nurcie,dobrze jesli na dnie sa jakies kamienie np. resztki starej regulacji.Generalnie wyszukuje miejsca pod kątem jesiennego jigowania juz teraz.Takie miejsca gdzie prad nie pedzi i trzyma sie ich białoryb oraz jest gleboko.Chodzi o to zeby łowienie z opadu bylo tam technicznie wykonalne.Nie lubie łowic b.ciezko,lubie kiedy bez problemu mozna poprowadzic gume na głowce max 20-25 g a najlepiej jeszcze nizsza gramatura.Niestety dzis załamałem sie psychicznie po wyprawie w poszukiwaniu sandaczowej mety na jesien i nie chodzi o brak bran.Niestety Wisełka zasypała mi w diably wszystkie bankowki,plycizna straszna a tam gdzie głeboko i fajnie rwie nurt potworny i nawet głowka 80 g nic by nie dala....:-( Coż trzeba sie wyniesc na inny odcinek - takie zycie.
Według mnie (sam tak postepuje) warto w rzece wyszukiwać miejsc głębokich tj w przypadku Wisły na moim odcinku 3-4 m to juz jest fajnie,o spowolnionym nurcie,dobrze jesli na dnie sa jakies kamienie np. resztki starej regulacji.Generalnie wyszukuje miejsca pod kątem jesiennego jigowania juz teraz.Takie miejsca gdzie prad nie pedzi i trzyma sie ich białoryb oraz jest gleboko.Chodzi o to zeby łowienie z opadu bylo tam technicznie wykonalne.
Właśnie u mnie ciężko o takie miejsca. Za to rzeka jest na większości odcinkach zarośnięta podwodną trawą:-) Poza tym w okresie od lipca do października wierzchem płynie sporo zielska, które znacznie utrudnia łowienie. Byłem wczoraj i nie wygląda to wesoło - co zarzut przyczepia się jakieś ziele.
Coz trafiles na specyficzna wode.Nie pomoge.Moje doswiadczenia ograniczaja sie do Wisły a woda o ktorej piszesz to zupelnie inna bajka.Moze inni koledzy cos doradza.
Witam u mnie się trochę ruszyło z sandaczem z czego niezmiernie się cieszę;-) na drop shota dwa pstryki i jeden znderek wylądował na brzegu co prawda nie wymiarowy 46cm ale jest,do tego jeszcze piękny garbus 36cm na gume 10cm.
No to wczoraj pierwszy wypad za sandaczem na Wisle. 5 godzin plywania i czesania wody od najplytszej po najglebsze doliki w nurcie, stojacej, plynacej i nic.... bylo nas 3 i zadnego podbicia.
No to wczoraj pierwszy wypad za sandaczem na Wisle. 5 godzin plywania i czesania wody od najplytszej po najglebsze doliki w nurcie, stojacej, plynacej i nic.... bylo nas 3 i zadnego podbicia.
Z brzegu u wedkarzy tez nie widac bylo bran....
Myslicie, ze jeszcze zbyt wczesnie?
Byłem wczoraj z wieczora pomachać kijem godzinkę i 3 pstryki...niestety żaden nie zacięty...więc wychodzi na to, żę podgryzają ale słabiutko...:-)
Panowie chciałbym odgrzać trochę kotleta. Kilka krótkich ostatnich wypraw nad Wartę i zero jeśli chodzi o zandera- myślę że wyniosły się gdzie indziej. Z dwóch najgłębszych warkoczy udało mi się wyciągnąć kilka niewymiarowych szczupaczków plus przegrana z rybą życia jak sądzę (sumicho nie zostawiło żadnych złudzeń- po około 15 min skończyła się plecionka 0,15 przy ciasno dokręconym hamulcu) co może być jednym z powodów "przeprowadzki". W związku z powyższym chciałbym was zapytać gdzie o tej porze roku szukać sandałów!? Artykuły które czytałem przynoszą wiele sprzecznych informacji.
Jesień tuż, tuż...jak tam u Was sytuacja z sandaczem na rzekach wygląda? :-)
U mnie narazie lipa jak i z sandaczem tak i szczupakiem ale jutro łódką popróbuje
Mam zamiar tej jesieni złowić pierwszego sandacza w życiu :) łowić będę na warcie i oczywiście zdam relacje :)
Moze ktoś mi doradzi co do przynęt czy miejsc gdzie ich szukać?:)
taki wątek już istnieje......
http://forum.wedkuje.pl/f,jesienne-rzeczne-sandacze,338207,725.html#679819
U mnie to nieporozumienie Na Skawie sandacze brały jak szalone w sierpniu na upale 30*C między godziną 14:00 a 18:00 . Chyba te ryby oszalały na upale łowiłem po 5 sztuk w tym dwa wymiary po godzinie 18:00 nic ani na głębokiej ani na płyciźnie? Nie rozumie tego upały się skończyły i ryby nie biorą.
taki wątek już istnieje......
http://forum.wedkuje.pl/f,jesienne-rzeczne-sandacze,338207,725.html#679819
Wiem, że istnieje ale jest zamknięty.
U mnie też w lipcu i sierpniu skubały w godzinach 20-22 (co prawda same mikrusy) ale ostatnio to w ogóle słabizna...wczoraj na spinning tylko jedno pstryknięcie...spróbuję dzisiaj na filecika...może się coś skusi...
Mam zamiar tej jesieni złowić pierwszego sandacza w życiu :) łowić będę na warcie i oczywiście zdam relacje :)
Moze ktoś mi doradzi co do przynęt czy miejsc gdzie ich szukać?:)
Dużo na ten temat znajdziesz w sieci...co do miejsc to musisz szukać...czasami trochę to trwa ale chcąc mieć efekty powinieneś najpierw poświęcić trochę czasu...zresztą dla wędkarza sam czas spędzony nad wodą to już nagroda:-)
Sam w tym roku zaczynałem z łowieniem sandaczy na dobre, a dodam, że tam gdzie łowię ryb nie ma zbyt dużo...jak na razie wyniki niezbyt dobre bo tylko 19 sztuk wyjętych z czego tylko jeden wymiarowy:-)
U mnie też w lipcu i sierpniu skubały w godzinach 20-22 (co prawda same mikrusy) ale ostatnio to w ogóle słabizna...wczoraj na spinning tylko jedno pstryknięcie...spróbuję dzisiaj na filecika...może się coś skusi...
no i wróciłem...zimno już nad wodą...było tylko 8 stopni...co do ryb to tylko jeden 43-centymetrowy mikrus się powiesił...
Ale o kiju nie wróciłeś :)
Gratulacje :)
Chyba wszyscy na rybach gdyż słabo z aktywnością na forum...:-)
całą sobotę przebyłem nad wartą :) super dzionek :)
Chyba zanderki przeniosły się w inne miejsca bo ostatnie kilka dni słabizna straszna...
:) ja jeszcze nie próbowałem swoich sił na sandacze ale już wktórce :D
Wczorajszy 60-tak... :-)
Wczorajszy 60-tak... :-)
Gratuluję kolego,na co się połakomił?po zmierzchu czy w nocy gryzły?
Wczorajszy 60-tak... :-)
Gratuluję kolego,na co się połakomił?po zmierzchu czy w nocy gryzły?
Na filecika z ukleji po zmierzchu...
Witam Szanowne Grono poszukiwaczy mętnookich. Od kilku już wypraw nad Wartę spotykam się z tym samym problemem - mam po kilka pstryków w przynętę ale nic nie mogę zaciąć choćbym nie wiem jak się skupiał. Dodam, że łowie na sandałowy standard wiązany na plecionce w miejscach w których miałem już styczność z tą ryba(choć to pojedynczy przypadek). Stąd pytanie- czy problem leży w moim refleksie, w rozmiarze czy może chimeryczności zainteresowanych.
Witam Szanowne Grono poszukiwaczy mętnookich. Od kilku już wypraw nad Wartę spotykam się z tym samym problemem - mam po kilka pstryków w przynętę ale nic nie mogę zaciąć choćbym nie wiem jak się skupiał. Dodam, że łowie na sandałowy standard wiązany na plecionce w miejscach w których miałem już styczność z tą ryba(choć to pojedynczy przypadek). Stąd pytanie- czy problem leży w moim refleksie, w rozmiarze czy może chimeryczności zainteresowanych.
Czasami są takie dni że nie można nic zaciąć to są takie chimerycze brania podszczypywania gum a czasami każdy pstryk kończy się holem,wiesz z sandaczami nie ma łatwo:-)
Sprawdź główkę, być może ryby tłuką w ołów. Jeśli tak jest powierzchnia jest porysowana zębami.
Ja ostatnio spotkałem się pierwszy raz z podbiciem przynęty...niestety żadnego z dwóch nie zaciąłem...sandał to chimeryczna rybka...
Hmm.... podrąże jeszcze chwilę, co do główek nie zauważyłem na nich nic specjalnego więc chyba szczypią gumę zresztą razu pewnego został wyraźny ślad po dwóch kłach (to musiał być "piesek"), ale pytanie mi się nasuwa związane z czasami jakie wyciągacie pomiędzy "akcja-reakcja". Większość pstryków w moim przypadku to "dublety". Czy odpowiedź na to (żeby była skuteczna) powinna się zawierać w tym czasie czy w sekundę po też będzie ok?. Myślę sobie może ja "przesypiam" te brania...
Panowie o braniach sandaczy można by napisać książkę grubości pana Tadka:)
Czasem zandery walą jak oszalałe od przodu główki, brania te są niesamowite, potężne lecz w ponad 90% nie do zacięcia. Zdarza się że jest tylko lekkie trącenie a ryba sama siedzi na haku a przynęta jest w gardle. Bywają "tradycyjne" pstryki, czasem podwójne, z potrójnym się jeszcze nie spotkałem. Spotyka się też że ryby tylko trącają zamkniętym pyskiem wabik, po prostu nie żerują a tylko odganiają przynętą-brania to typowe szybkie pstryki. Zdarza się to, przynajmniej mi na Wiśle, gdy trafię na stadko a nie pojedyncze sztuki. To jest oznaka agresji, obrony terytorium lecz nie chęci jedzenia. Są też branie "miękkie" tj. ryby dociskają przynętę do dna brzuchem lub pyskiem-to oznaka żeru ale dość leniwego. Objawia się to często ugięciem szczytówki bez szarpnięcia, jakby na linkę napłynęła trawa czy inne zielicho. Oczywiście większe sztuki potrafią na dobrym żerze tak przywalić i co ważne łyknąć przynętę że aż boli łokieć;) Czasem też branie jest widoczne jako leciutkie przesunięcie linki w bok-atak z boku lub nawet jej zbyt szybkie zwiotczenie przy opadzie-atak w kierunku wędkarza. Więc jak widzicie objawy brań sandaczy są bardzo różne, a ja opisuję je głownie z doświadczeń wiślanych bo na jeziorach rzadko łowię.
W każdym razie jest tylko jedna rada: ZAWSZE TNIEMY ILE FABRYKA DAŁA jeśli tylko poczujemy coś dziwnego. A z czasem przyjdzie doświadczenie i człek będzie wiedział z czym ma do czynienia:)
Pozdro!
Kolego Tomas81 widać że z nie jednego pieca chleb jadłeś jak mówią starzy górale i choć moje doświadczenia wyglądają znacznie mizerniej to na stówe się z Tobą zgadzam. Jednak mój problem leży w trochę innym miejscu. Odkąd to kręcę na plećke czuję naprawdę sporo brań, rzadko zdarza się że nic nie interesuje się tym co wisi na jej końcu tyle że ni w cholerę nie mogę zaciąć. Stąd zaczynam mieć wątpliwości co jest nie tak...
Na domiar złego dziś przywarkoczowy domniemany i w końcu trafiony sandał okazał się być około dwudziestocentymetrowym dziobakiem.
"Na domiar złego dziś przywarkoczowy domniemany i w końcu trafiony sandał okazał się być około dwudziestocentymetrowym dziobakiem."
I tu masz najpewniejszą odpowiedź: drobnica. Sam miałem z tym zjawiskiem do czynienia przez lipiec i sierpień. Sama drobnica mi waliła, nie do wyjęcia, tylko że sandałki a nie szczupaczki. Poza tym jak pisałem wcześniej pstryki nie do zacięcia to oznaka zdenerwowanych obecnością przynęty ale nieżerujących ryb.
Inna sprawa to że jak mniemam dopiero zacząłęś łowić na plećkę, zgadza się? Jeśli tak to nie jesteś przyzwyczajony do jej czułości a ta przekazuje nawet napłynięcie małej rybki na linkę. Oczywiście przy dość czułem patyku. W nocy też mogą Cię mylić latające myszy czyli nietoperze. Boże ileż razy miałem potężne strzały! Człek myślał że zaraz z wody wynurzy się metrowiec a tu okazuje się że to netoperek się zagapił:) Więc tu też może być problem, problem z rozróżnieniem brań od rzeczy napływających wraz z wodą, nurtem. Ale i tak wszystko tnij! To jedyne rozwiązanie na początku. Potem nauczysz się co jest grane. Ja łowię na plećki od 95" więc trochę;) wiem co się dzieje ale i tak człowiek czasem się złapie na kociej mordce: Kurde, co to było?! :)
Pozdrawiam
Z tymi nietoperkami to prawda...też miałem sporo takich strzałów...
Sporo trafnych spostrzeżeń z Waszej strony Pany - coś w tym niewątpliwie jest. Na linkę faktycznie pierwszy sezon. Ale nic to, póki co mam w sobie jeszcze sporo samozaparcia i jak radzisz Tomas81 będę świstał batem ile wlezie aż któregoś trafie w jape.
Sporo trafnych spostrzeżeń z Waszej strony Pany - coś w tym niewątpliwie jest. Na linkę faktycznie pierwszy sezon. Ale nic to, póki co mam w sobie jeszcze sporo samozaparcia i jak radzisz Tomas81 będę świstał batem ile wlezie aż któregoś trafie w jape.
Oby jak najszybciej:)
Sporo trafnych spostrzeżeń z Waszej strony Pany - coś w tym niewątpliwie jest. Na linkę faktycznie pierwszy sezon. Ale nic to, póki co mam w sobie jeszcze sporo samozaparcia i jak radzisz Tomas81 będę świstał batem ile wlezie aż któregoś trafie w jape.
trzymam kciuki!
Wielkie dzięki. Nie wiem jak Wam ale mnie to ochłodzenie i obraz za oknem kojarzy się bardzo pozytywnie, wspominki w głowie i coś uwiera w tyłek kiedy siedzę w domu i ni jak nad wodę ruszyć...
A gdzie proponowalibyście szukać sandacza w dzień na średniej nizinnej rzece bez główek itp.?
Tomek, czytając Twój post w innym podobnie brzmiącym wątku widzę drobne podobieństwo do moich dotychczasowych wyników (oczywiście porównując Twoje początki). Sandacze łowię od czerwca. Mam ich w sumie na koncie 21 sztuk z czego tylko dwa wymiarowe i to na dodatek oba złowione z gruntu. Wszystkie złowione na spinning nie przekraczały 47 cm:-) Najczęściej stosuję gumy 10 centymetrowe. Chciałbym z powodzeniem łowić zanderki w dzień ale do tej pory wszystkie zostały złowione wieczorami.
Mimo, iż rzeki, w których łowimy znacznie się od siebie różnią byłbym wdzięczny za jakieś wskazówki:-)
Według mnie (sam tak postepuje) warto w rzece wyszukiwać miejsc głębokich tj w przypadku Wisły na moim odcinku 3-4 m to juz jest fajnie,o spowolnionym nurcie,dobrze jesli na dnie sa jakies kamienie np. resztki starej regulacji.Generalnie wyszukuje miejsca pod kątem jesiennego jigowania juz teraz.Takie miejsca gdzie prad nie pedzi i trzyma sie ich białoryb oraz jest gleboko.Chodzi o to zeby łowienie z opadu bylo tam technicznie wykonalne.Nie lubie łowic b.ciezko,lubie kiedy bez problemu mozna poprowadzic gume na głowce max 20-25 g a najlepiej jeszcze nizsza gramatura.Niestety dzis załamałem sie psychicznie po wyprawie w poszukiwaniu sandaczowej mety na jesien i nie chodzi o brak bran.Niestety Wisełka zasypała mi w diably wszystkie bankowki,plycizna straszna a tam gdzie głeboko i fajnie rwie nurt potworny i nawet głowka 80 g nic by nie dala....:-( Coż trzeba sie wyniesc na inny odcinek - takie zycie.
Według mnie (sam tak postepuje) warto w rzece wyszukiwać miejsc głębokich tj w przypadku Wisły na moim odcinku 3-4 m to juz jest fajnie,o spowolnionym nurcie,dobrze jesli na dnie sa jakies kamienie np. resztki starej regulacji.Generalnie wyszukuje miejsca pod kątem jesiennego jigowania juz teraz.Takie miejsca gdzie prad nie pedzi i trzyma sie ich białoryb oraz jest gleboko.Chodzi o to zeby łowienie z opadu bylo tam technicznie wykonalne.
Właśnie u mnie ciężko o takie miejsca. Za to rzeka jest na większości odcinkach zarośnięta podwodną trawą:-) Poza tym w okresie od lipca do października wierzchem płynie sporo zielska, które znacznie utrudnia łowienie. Byłem wczoraj i nie wygląda to wesoło - co zarzut przyczepia się jakieś ziele.
Coz trafiles na specyficzna wode.Nie pomoge.Moje doswiadczenia ograniczaja sie do Wisły a woda o ktorej piszesz to zupelnie inna bajka.Moze inni koledzy cos doradza.
Właśnie wróciłem z wieczornego spinningowania...niestety poza paroma pstrykami bez efektów ... Dobre chociaż, że podgryzają...
Witam u mnie się trochę ruszyło z sandaczem z czego niezmiernie się cieszę;-) na drop shota dwa pstryki i jeden znderek wylądował na brzegu co prawda nie wymiarowy 46cm ale jest,do tego jeszcze piękny garbus 36cm na gume 10cm.
Zobaczymy co dzisiaj da. Dla odmiany z gruntu. Właśnie się rozłożyłem ze sprzętem.
Wczorajszy wieczorny wypad nad wodę. Cel wyprawy sandacz. Tym razem padło na feedery z filetem z uklei na haczyku.
Pierwsze branie 19:45, zacięcie, kilka sekund holu, hamulec w Okumie ładnie pogrywa...nagle luz...wyciągam zestaw: haczyka brak:-(
Kolejne branie 20:15, zacięcie, hol, podciągam rybkę pod brzeg i tu niespodzianka, którą widać na zdjęciu (43 cm, 0,8 kg)...
Koniec wędkowania 21:00...więcej brań nie było...
Wczoraj niestety tylko jeden maluch się powiesił...
a jak tam u Was z sandaczem wygląda? Gryzie czy nie?
Wczoraj godzinka nad wodą i dwa pstryknięcia i jeden nie duży sie spiął...
No to wczoraj pierwszy wypad za sandaczem na Wisle. 5 godzin plywania i czesania wody od najplytszej po najglebsze doliki w nurcie, stojacej, plynacej i nic.... bylo nas 3 i zadnego podbicia.
Z brzegu u wedkarzy tez nie widac bylo bran....
Myslicie, ze jeszcze zbyt wczesnie?
No to wczoraj pierwszy wypad za sandaczem na Wisle. 5 godzin plywania i czesania wody od najplytszej po najglebsze doliki w nurcie, stojacej, plynacej i nic.... bylo nas 3 i zadnego podbicia.
Z brzegu u wedkarzy tez nie widac bylo bran....
Myslicie, ze jeszcze zbyt wczesnie?
Byłem wczoraj z wieczora pomachać kijem godzinkę i 3 pstryki...niestety żaden nie zacięty...więc wychodzi na to, żę podgryzają ale słabiutko...:-)
Dzisiejszy krótki godzinny wypad i tylko pstryknięcie, po którym predator stracił ogon...
Atakował ktoś na wiśle po zmroku na spina? Jak wyniki? :)
Wczorajsze wyniki to dwa króciaki z czego jeden szczupły...
Szczupły na kopyto 3 calowe...
...i zanderek na fileta z gruntu...branie było tak delikatne, że prawie niezauważalne...szczytówka feedera przygięła się może na 2 cm...
Panowie chciałbym odgrzać trochę kotleta. Kilka krótkich ostatnich wypraw nad Wartę i zero jeśli chodzi o zandera- myślę że wyniosły się gdzie indziej. Z dwóch najgłębszych warkoczy udało mi się wyciągnąć kilka niewymiarowych szczupaczków plus przegrana z rybą życia jak sądzę (sumicho nie zostawiło żadnych złudzeń- po około 15 min skończyła się plecionka 0,15 przy ciasno dokręconym hamulcu) co może być jednym z powodów "przeprowadzki". W związku z powyższym chciałbym was zapytać gdzie o tej porze roku szukać sandałów!? Artykuły które czytałem przynoszą wiele sprzecznych informacji.