Czy można złowić sandacza na rosówkę ?Odpowiem krótko: tak, ale są to szczęśliwe przypadki. Zestawy z rosówką zwykle posyłane są do wody z myślą o innych rybach, stanowiska też dobierane są pod kątem poszczególnych gatunków. Można złowić sandacza na dżdżownicę, ale nie jest to sposób godny polecenia - a jedynie pośledni, dość słaby, obliczony na szczęście. Sumy biorą na chrabąszcze w rzekach, to i sandacz połknie rosówkę.Ogólnie rzecz ujmując: nie do polecenia.
"W rzece sandacz jest rybą znacznie mniej ostrożną i nie tak wybredną jak np : sandacz jeziorowy.Ma mało czasu na przyglądanie się smakołykom i nie "wysmradza" tak jak w niektórych innych miejscach. Spróbuj w jeziorze planowo łowić na rosówkę to uosobienie sprytu, jakim jest sandacz."
Sandacz jeziorowy jest dla mnie "najgłupszą" i najłatwiejszą rybą drapieżną z jaką miałem kontakt.
Jaki spryt? Kilka piór wyglądających jak pęczek robaków i przerzucasz ryby dodając krzeski w kalendarzu. Na rosówki się nie łowi, są mniej trwałe od piór przy kogucie.
Ten Nasz kolega portalowy na pewno sandaczy nie łowi ,twierdząc, "że rzeczny jest mniej ostrożny niż jeziorowy".
JEST.Sandacz w jeziorze jest często dużo trudniejszy do złowienia : zwłaszcza z brzegu, na grunt. Łowię na martwe ukleje, płoteczki i małe krąpie, które są bardzo dobre. Zestaw wyrzucam daleko za pomocą karpiówki 3lbs. To ,że np: przybór wody w rzece potrafi namieszać i tam, gdzie były dobre miejscówki tam nie ma nic - to o niczym nie świadczy. Taka jest rzeka i trzeba też ją czytać. Generalnie sandacz w jeziorze jest bardziej chimeryczny a nawet płochliwy. W grę wchodzi tutaj także ciepłolubność ( tak , sandacz jest drapieżnikiem dość ciepłolubnym) . W jeziorze są strefy termiczne - ryby jako zwierzęta zmiennocieplne , reagują na te czynniki -lepszym lub gorszym apetytem. W rzece - sandacz będzie zawsze bardziej przyzwyczajony do wód chłodniejszych a poza tym: ma mniej czasu na "zastanowienie" i bardziej pewnie bierze smakołyk ,który mu się napatoczy.I jeszcze jedna uwaga: rzeki zasiedlane przez sandacza - zazwyczaj płyną poprzez krajobraz mocno zurbanizowany( miasto) - podczas,gdy jeziora (nierzadko - rozległe) , posiada strefy - gdzie spokój ryb nie jest tak zakłócany.Ryby w rzece zurbanizowanej ( i nie tylko bo także w jeziorach zmienionych przez człowieka) - są stale przyzwyczajane do hałasu , ludzi , sprzętu pływającego ( np : barki na rzekach, kajaki ). Sandacz w jeziorze o bardziej "kameralnym" charakterze , sandacz duży, który widział niejedno a przy tym mający wiele pokarmu postaci obficie występującej drobnicy - będzie w jeziorze chimeryczny. Nie łowię na spinning w ogóle.Ryby drapieżne (np; węgorza, sandacza), łowię tylko na trupki. Troszkę mnie rozbawiłeś.;-)))
Ach, dzięki.Tylko proszę: nie chwal się czasem ,że jesteś najprzystojniejszy i pierwszy miałeś motór we wsi.Zapraszam na jezioro w, którym łowię na grunt, z brzegu.Jest rybka! I to sandacz. Ile radionukleotydów nazbierały w sobie sztuki z twoich rzek ( we Włocławku )? Czy nadal cuchną? Nie? (Zapewne nie). W latach 80" cudownie przecież woniały karbolem. Spróbuj wyćwiczyć się w gruntówce, ciągłe gmeranie w szafie ze spinningiem być może sprawi kiedyś,że poczujesz się znudzony. Jak długo można wierzyć,że sztuczna kupa z gipsu - naprawdę śmierdzi g*? Jak można odrzucać pra-matkę wędkarstwa, którą jest gruntówka? "Tępy grunt" - mawiasz,ale czy aby na pewno wiesz co mówisz? Sandacza z brzegu na grunt - łowi się cierpliwie i wcale niełatwo. Jak jest rybka w wodzie to bierze,tylko trzeba potrafic ją złowic.Widocznie w jeziorku gdzie łowisz sandaczy nie ma za wiele.Ryby to nie mądrale.;-)))
Sandaczy jest sporo, ale znacznie więcej jest mądrali wyposażonych w spinningi i łódki.Jako wędkarz pozostający w doku, mam cięższy żywot.Mam miejsce po zachodniej stronie jeziora, gdzie blat - szybko przechodzi w ostry uskok - łowi się tam pod koniec września i w październiku.Wybieram się nieczęsto.
Czy można złowić sandacza na rosówkę ?Odpowiem krótko: tak, ale są to szczęśliwe przypadki. Zestawy z rosówką zwykle posyłane są do wody z myślą o innych rybach, stanowiska też dobierane są pod kątem poszczególnych gatunków. Można złowić sandacza na dżdżownicę, ale nie jest to sposób godny polecenia - a jedynie pośledni, dość słaby, obliczony na szczęście.
Sumy biorą na chrabąszcze w rzekach, to i sandacz połknie rosówkę.Ogólnie rzecz ujmując: nie do polecenia.
Szanowni łowcy. Zróbcie sobie przerwę chociaż w święta...
"W rzece sandacz jest rybą znacznie mniej ostrożną i nie tak wybredną jak np : sandacz jeziorowy.Ma mało czasu na przyglądanie się smakołykom i nie "wysmradza" tak jak w niektórych innych miejscach. Spróbuj w jeziorze planowo łowić na rosówkę to uosobienie sprytu, jakim jest sandacz."
Sandacz jeziorowy jest dla mnie "najgłupszą" i najłatwiejszą rybą drapieżną z jaką miałem kontakt.
Jaki spryt? Kilka piór wyglądających jak pęczek robaków i przerzucasz ryby dodając krzeski w kalendarzu. Na rosówki się nie łowi, są mniej trwałe od piór przy kogucie.
Ten Nasz kolega portalowy na pewno sandaczy nie łowi ,twierdząc, "że rzeczny jest mniej ostrożny niż jeziorowy".
JEST.Sandacz w jeziorze jest często dużo trudniejszy do złowienia : zwłaszcza z brzegu, na grunt. Łowię na martwe ukleje, płoteczki i małe krąpie, które są bardzo dobre. Zestaw wyrzucam daleko za pomocą karpiówki 3lbs.
To ,że np: przybór wody w rzece potrafi namieszać i tam, gdzie były dobre miejscówki tam nie ma nic - to o niczym nie świadczy. Taka jest rzeka i trzeba też ją czytać. Generalnie sandacz w jeziorze jest bardziej chimeryczny a nawet płochliwy. W grę wchodzi tutaj także ciepłolubność ( tak , sandacz jest drapieżnikiem dość ciepłolubnym) . W jeziorze są strefy termiczne - ryby jako zwierzęta zmiennocieplne , reagują na te czynniki -lepszym lub gorszym apetytem. W rzece - sandacz będzie zawsze bardziej przyzwyczajony do wód chłodniejszych a poza tym: ma mniej czasu na "zastanowienie" i bardziej pewnie bierze smakołyk ,który mu się napatoczy.I jeszcze jedna uwaga: rzeki zasiedlane przez sandacza - zazwyczaj płyną poprzez krajobraz mocno zurbanizowany( miasto) - podczas,gdy jeziora (nierzadko - rozległe) , posiada strefy - gdzie spokój ryb nie jest tak zakłócany.Ryby w rzece zurbanizowanej ( i nie tylko bo także w jeziorach zmienionych przez człowieka) - są stale przyzwyczajane do hałasu , ludzi , sprzętu pływającego ( np : barki na rzekach, kajaki ). Sandacz w jeziorze o bardziej "kameralnym" charakterze , sandacz duży, który widział niejedno a przy tym mający wiele pokarmu postaci obficie występującej drobnicy - będzie w jeziorze chimeryczny. Nie łowię na spinning w ogóle.Ryby drapieżne (np; węgorza, sandacza), łowię tylko na trupki.
Troszkę mnie rozbawiłeś.;-)))
Ach, dzięki.Tylko proszę: nie chwal się czasem ,że jesteś najprzystojniejszy i pierwszy miałeś motór we wsi.Zapraszam na jezioro w, którym łowię na grunt, z brzegu.Jest rybka! I to sandacz. Ile radionukleotydów nazbierały w sobie sztuki z twoich rzek ( we Włocławku )?
Czy nadal cuchną? Nie? (Zapewne nie). W latach 80" cudownie przecież woniały karbolem. Spróbuj wyćwiczyć się w gruntówce, ciągłe gmeranie w szafie ze spinningiem być może sprawi kiedyś,że poczujesz się znudzony. Jak długo można wierzyć,że sztuczna kupa z gipsu - naprawdę śmierdzi g*? Jak można odrzucać pra-matkę wędkarstwa, którą jest gruntówka?
"Tępy grunt" - mawiasz,ale czy aby na pewno wiesz co mówisz?
Sandacza z brzegu na grunt - łowi się cierpliwie i wcale niełatwo.
Jak jest rybka w wodzie to bierze,tylko trzeba potrafic ją złowic.Widocznie w jeziorku gdzie łowisz sandaczy nie ma za wiele.Ryby to nie mądrale.;-)))
Sandaczy jest sporo, ale znacznie więcej jest mądrali wyposażonych w spinningi i łódki.Jako wędkarz pozostający w doku, mam cięższy żywot.Mam miejsce po zachodniej stronie jeziora, gdzie blat - szybko przechodzi w ostry uskok - łowi się tam pod koniec września i w październiku.Wybieram się nieczęsto.