Witam, wczoraj będąc na rybkach byłem świadkiem śmiesznej sytuacji, otóż nad zalew przyjechała młoda parka , ładne autko zgrabna dziewczyna, muzyka w opór, łowiłem viza-vie, przykuło to moją uwagę, parka wybrała się na "romantyczny" spacerek nagle doszło do kłótni , zdenerwowana dziewczyna zaserwowała piękną blaszkę w twarz chłopka a ten wylądował w zimnej wodzie, ona nie myśląc obróciła się na pięcie wsiadła do samochodu i pięknym driftem odjechała, widziałem że chłopak nie może sobie poradzić z opuszczeniem zbiornika podbiegłem i pomogłem mu się wydostać, zapytał mnie czy palę, poczęstowałem go papierosem a on całą sytuację spuentował tak ; " chciałem jej tylko kupić bieliznę na święta a ona myślała że chcę ją od razu w ten sam dzień zobaczyć na niej" , słysząc to nie wytrzymałem i roześmiałem się... pierwszy raz miałem taką sytuację...
Jeśli przeżyliście jakąś śmieszną sytuację będąc na rybach, napiszcie ciekawy jestem co was spotkało...
Kiedyś na łowisku prywatnym dwoje wędkarzy łowiło jedną wędką karpie w ten sposób że facet rzucał zestaw pod czciny a jego towarzyszka potem wyciągała rybki wszystko było ok do czasu kiedy haczyk szarpnął 3 kg okazik, zaplątał zestaw o trzciny więc facet wszedł do wody aby go wyjąc rękami. Wody po szyję, facet nurka po karpia odplątał go ale w takisposób że nie odczepił go z zestawu, trzymał rybę w rękach nad głowa a laska zwijała żyłkę, jak wychodził na brzeg poślizg karp sie wypiął a hak wbił sie mu w bark, potem już tylko instrukcje dla dziewczyny od sąsiadujacych wędkarzy "ciągnij, popuśc mu trochę niech się zmęczy bo takiego byka nie wyciągniesz" całe łowisko ryło ze smiechu.
heheheh dobre kolego, mocna sprawa. A u mnie widocznie źle zrozumiała intencje chłopczyka, i chęc zakupu bielizny potraktowała jako spędkę na małe co nieco, a chłopak miał jak najlepsze intencję, najlepsze było to że pojechała jego piękną audicą, żal mi się go zrobiło i jak się zbierałem to go podwiozłem.
ale to nic...
w ubiegłe lato nad nidzkim siedzimy z kuzynem i łapiemy leszcza z gruntu, podjeżdza facet piękny Merolek ML klasa, wyciąga sprzęt Shimano, wszystko najlepsza półka, z autka wysiada piękna blondyneczka, no marzenie , po jakiejś godzinie rozbił na polance namiocik, rozstawił sprzet jak na stanowisko karpiowe, chyba na 5 wędek, wrzucił dobre 5 litrow wiadro zanęty, kuzynek mówi; -patrz jakiś zawodowiec- no i nic siedzimy i obserwujemy, gościu wypina klatę w przód i mówi do laseczki, -no kotek to ci pokażę jak się łowi ryby, godzina nic, u nas branie jedno po drugim chociaż zanęciliśmy chyba jak dobrze pamietam,1,5 kg professa , kuzyn pyknął takiego 2,5 kg, gość widzi nas jak na dłoni i jest coraz bardziej wkur... potem ja ciągne takiego ponad kilo, gość robi się czerwony, u niego nic, blondyneczka się śmiej , druga godzina nic, wreszcie braciak ciągnie 2kg, a tamten nic, wreszcie blondynka mówi, - jak z ciebie taki kochanek jak wędkarz to o numerku możesz sobie pomarzyć, wszyscy beka, nawet dziadek, który był schowany w trzcinach, pęk ze śmiechu aż zachrypł ,ale to nic zaczął mu dzwonić elektryk, ciągnie, a to mały krąpik, laseczka do niego, aha rozumiem łowisz takie na rozmiar twojej męskości... gość nie wytrzymał, zwinął sprzęt puścił buraka i poszedł pic z żalu do namiotu :)
ok. Miałem parę takich akcji, bo często po pracy lecę z kolegami na rybki. Zwłaszcza tam gdzie jest dużo osób plażowiczów itp można wiele ciekawego zobaczyć.
a więc trochę z innej bajki...
Po długiej konsultacji z narzeczoną , którą uprosiłem, bo nie jest zwolenniczką męskich wypadów na ryby, zgodziła się abym pojechał na 3 dniową zasiadkę na leszcza , pojechał wtedy ze mną szwagier, i kuzyn. Siedzieliśmy wtedy na świętajnie, kumpel ma tam domek nad jeziorem, poleciła nam ciekawą miejscówkę blisko plaży nieopodal trzcin, w pierwszym dniu efektów żadnych, w drugim ciekawiej ale nie tylko ze względu na ryby, zaciekawił nas fakt iż przy audi 80 stoi chmara chłopaków a że akurat nic nie brało to się przeszliśmy zobaczyć o co chodzi. dwie panienki na Olsztyńskich rejestracjach nie mogły odpalić tego zacnego auta, w koło tak śmierdziało podtlenkiem LPG że dziwię sie że to nie wybuchło. Trzech specjalistów grzebie coś przy silniku, jeden - to parownik -nie to przewody itd. my też wtrąciliśmy swoje trzy grosze, auto nic , mineła jakieś 15 min , z trzech speców zrobiło się 9 , przegrzebaliśmy całe auto, znalazły sie i klucze i samochód do pociągnięcia, nic... nagle jedna z panienek parskneła może trzeba zatankować? wszyscy w śmiech...tylko szwagier coś nie w humorze, poszedł do opelka i przyniósł bańkę , moment podskoczyli z jakimś typkiem do stacji po paliwko...wlali...bęc auto chodzi jak burza, i naglę wszystkim specom, zrobiło się głupio, mi też....ot, kobietka okazała sie mądrzejsza od stada chłopstwa
i jeszcze taka krótka.... Zawsze gdy jestem na rybkach lubie siedzieć w towarzystwie starszych panów, bardzo fajnych rzeczy można sie od nich dowiedzieć , a doświadczeniem przebijają nie jednego speca...
Siedzę sobie wśród takich dwóch na zalewie Serafińskim, panowie grubo po 60-tce,łowią na spławik, gawędzimy sobie, nagle jeden mówi -wczoraj wyciągnełem tu ładnego szczupaka z 6kg miał a drugi -taaa, wyciągnełeś chyba na gierce na naszej klasie
hehehe, myślałem że pęknę i ta znajomość mediów masowych i portali i aktualności. godne podziwu. a cięta riposta na najwyższym poziomie
Siedzę sobie nad Bugiem na płoteczkach... Wpada dziki skuter 50cc 289KM z dziurawym kominem... Rajd po skarpie... po patykach.... ehh jaka to maszina :D łepek z panną wyskakuje z spławikeim sieka płotki 10 min 15 min 30 min... natłukł z 30... i spakował się... wskakuję na hajabuzę odpala przejeżdża 30 metrów a super maszin staje dęba... gość bryka, kombinuje... w końcu czerwony woła o pomoc... oglądamy szturamy i nie możemy pomóc playboyowi... w końcu kumpel odkręcil wlew paliwa wsadził kichala niucha niucha i w końcu krzyczy ze gościu nigdzie nie pojedzie... A on pyta dlaczego...
Cieżar wlasciwy etyliny wacha sie od 0,740-0,770 natomiast ON 0,820- 0,860. Nie moge zalapac jak przyjechal na ON a odjechac juz nie mógl podejrzewam ze ta laska miala wplyw na silnik. Zawiedziona ze tylko na wedkowaniu sie skonczylo byla zniesmaczona i to sie udzielilo silnikowi??
hahahah ja pierdu.. dobre, no nie mogę. ale widziałem takie patenty, podgrzewasz ropę a właściwie opałówkę, dolewasz benzy i śmigasz;p takie bestie czasami na takich wynalzkach chodzą że szok :)
Przedzieraliśmy się kiedyś z jednego jeziora na drugie wąską rzeczką. Trwało to trochę, bo woda niska i trzeba było brzegiem łódkę ciągnąć. Mój kolega strasznie był niecierpliwy z natury i głodny sukcesów spinningowych. Ledwie wpłynęliśmy na drugie jezioro a on zobaczył już wielkie bąble pod trzcinami. Ja potrzebowałem odpoczynku i zimnego piwka po tej przeprawie w wodzie po kolana a on już za spinning chwycił. Nawet nie zdążyłem zobaczyć co to za bąble pod grążelami się pojawiły. Rzucił blachą , ale zawadził o trzciny. Szarpie się z zaczepem, bo tam w jego mniemaniu metrowy szczupak szaleje. Mało z łódki nie wypadł w tym podnieceniu. Jakoś uwolnił błystkę. Zrobił zamach i już miał rzucać w te grążele a tu z wody wyłania się ...nurek ! Blacha zatrzymana po paru metrach zahaczyła o jego skrzynkę z przynętami i cały jego majdan ląduje w wodzie. Śmiałem się cały dzień...
Pewnego letniego dnia łowiłem sobie na Wiśle. Obok mnie wędkowało małżeństwo 50 latków. W pewnym momencie doszło między nimi do kłótni. Kobieta miała pretensję do męża, że nie spakował jej koca do opalania, a ona na krzesełku nie będzie się smażyć. Od słowa do słowo i wybuchła awantura. Facet mówi:
- Ech, ty masz szczęście, że ze mnie żaden damski bokser bo jak bymcię....(i zagestykulowal uderzenie).
Kobita wkurzona zerwała się z krzesełka potknęła się o coś i jak długa zaliczyła glebę. Wstała coś tam poburczała, zabrała krzesełko i poszła usiąść trochę dalej od męża. Za jakiś kwadrans facet wyciągnął wielkiego leszcza i zawołał zonę żeby mu podała szczypce do odhaczania. Facet miał problemy z wyjęciem haka. Żona mówi:
- Ostrożnie, biedna ryba!!!
- Jakby pierd.....a pyska niepotrzebnie nie otworzyła to by się jej nic nie stało. Odrzekł mąż.
Witam, wczoraj będąc na rybkach byłem świadkiem śmiesznej sytuacji, otóż nad zalew przyjechała młoda parka , ładne autko zgrabna dziewczyna, muzyka w opór, łowiłem viza-vie, przykuło to moją uwagę, parka wybrała się na "romantyczny" spacerek nagle doszło do kłótni , zdenerwowana dziewczyna zaserwowała piękną blaszkę w twarz chłopka a ten wylądował w zimnej wodzie, ona nie myśląc obróciła się na pięcie wsiadła do samochodu i pięknym driftem odjechała, widziałem że chłopak nie może sobie poradzić z opuszczeniem zbiornika podbiegłem i pomogłem mu się wydostać, zapytał mnie czy palę, poczęstowałem go papierosem a on całą sytuację spuentował tak ; " chciałem jej tylko kupić bieliznę na święta a ona myślała że chcę ją od razu w ten sam dzień zobaczyć na niej" , słysząc to nie wytrzymałem i roześmiałem się... pierwszy raz miałem taką sytuację...
Jeśli przeżyliście jakąś śmieszną sytuację będąc na rybach, napiszcie ciekawy jestem co was spotkało...
pozdrawiam
I za co dostał w pysk? Nie chciał jej zobaczyć czy co?
Kiedyś na łowisku prywatnym dwoje wędkarzy łowiło jedną wędką karpie w ten sposób że facet rzucał zestaw pod czciny a jego towarzyszka potem wyciągała rybki wszystko było ok do czasu kiedy haczyk szarpnął 3 kg okazik, zaplątał zestaw o trzciny więc facet wszedł do wody aby go wyjąc rękami. Wody po szyję, facet nurka po karpia odplątał go ale w takisposób że nie odczepił go z zestawu, trzymał rybę w rękach nad głowa a laska zwijała żyłkę, jak wychodził na brzeg poślizg karp sie wypiął a hak wbił sie mu w bark, potem już tylko instrukcje dla dziewczyny od sąsiadujacych wędkarzy "ciągnij, popuśc mu trochę niech się zmęczy bo takiego byka nie wyciągniesz" całe łowisko ryło ze smiechu.
heheheh dobre kolego, mocna sprawa. A u mnie widocznie źle zrozumiała intencje chłopczyka, i chęc zakupu bielizny potraktowała jako spędkę na małe co nieco, a chłopak miał jak najlepsze intencję, najlepsze było to że pojechała jego piękną audicą, żal mi się go zrobiło i jak się zbierałem to go podwiozłem.
ale to nic...
w ubiegłe lato nad nidzkim siedzimy z kuzynem i łapiemy leszcza z gruntu, podjeżdza facet piękny Merolek ML klasa, wyciąga sprzęt Shimano, wszystko najlepsza półka, z autka wysiada piękna blondyneczka, no marzenie , po jakiejś godzinie rozbił na polance namiocik, rozstawił sprzet jak na stanowisko karpiowe, chyba na 5 wędek, wrzucił dobre 5 litrow wiadro zanęty, kuzynek mówi;
-patrz jakiś zawodowiec- no i nic siedzimy i obserwujemy, gościu wypina klatę w przód i mówi do laseczki, -no kotek to ci pokażę jak się łowi ryby, godzina nic, u nas branie jedno po drugim chociaż zanęciliśmy chyba jak dobrze pamietam,1,5 kg professa , kuzyn pyknął takiego 2,5 kg, gość widzi nas jak na dłoni i jest coraz bardziej wkur... potem ja ciągne takiego ponad kilo, gość robi się czerwony, u niego nic, blondyneczka się śmiej , druga godzina nic, wreszcie braciak ciągnie 2kg, a tamten nic, wreszcie blondynka mówi, - jak z ciebie taki kochanek jak wędkarz to o numerku możesz sobie pomarzyć, wszyscy beka, nawet dziadek, który był schowany w trzcinach, pęk ze śmiechu aż zachrypł ,ale to nic zaczął mu dzwonić elektryk, ciągnie, a to mały krąpik, laseczka do niego, aha rozumiem łowisz takie na rozmiar twojej męskości... gość nie wytrzymał, zwinął sprzęt puścił buraka i poszedł pic z żalu do namiotu :)
Abra, Ty to masz dar. No ale pisz dalej bo można sie pośmiać sporo :))
ok. Miałem parę takich akcji, bo często po pracy lecę z kolegami na rybki. Zwłaszcza tam gdzie jest dużo osób plażowiczów itp można wiele ciekawego zobaczyć.
a więc trochę z innej bajki...
Po długiej konsultacji z narzeczoną , którą uprosiłem, bo nie jest zwolenniczką męskich wypadów na ryby, zgodziła się abym pojechał na 3 dniową zasiadkę na leszcza , pojechał wtedy ze mną szwagier, i kuzyn. Siedzieliśmy wtedy na świętajnie, kumpel ma tam domek nad jeziorem, poleciła nam ciekawą miejscówkę blisko plaży nieopodal trzcin, w pierwszym dniu efektów żadnych, w drugim ciekawiej ale nie tylko ze względu na ryby, zaciekawił nas fakt iż przy audi 80 stoi chmara chłopaków a że akurat nic nie brało to się przeszliśmy zobaczyć o co chodzi. dwie panienki na Olsztyńskich rejestracjach nie mogły odpalić tego zacnego auta, w koło tak śmierdziało podtlenkiem LPG że dziwię sie że to nie wybuchło. Trzech specjalistów grzebie coś przy silniku, jeden - to parownik -nie to przewody itd. my też wtrąciliśmy swoje trzy grosze, auto nic , mineła jakieś 15 min , z trzech speców zrobiło się 9 , przegrzebaliśmy całe auto, znalazły sie i klucze i samochód do pociągnięcia, nic... nagle jedna z panienek parskneła może trzeba zatankować? wszyscy w śmiech...tylko szwagier coś nie w humorze, poszedł do opelka i przyniósł bańkę , moment podskoczyli z jakimś typkiem do stacji po paliwko...wlali...bęc auto chodzi jak burza, i naglę wszystkim specom, zrobiło się głupio, mi też....ot, kobietka okazała sie mądrzejsza od stada chłopstwa
i jeszcze taka krótka....
Zawsze gdy jestem na rybkach lubie siedzieć w towarzystwie starszych panów, bardzo fajnych rzeczy można sie od nich dowiedzieć , a doświadczeniem przebijają nie jednego speca...
Siedzę sobie wśród takich dwóch na zalewie Serafińskim, panowie grubo po 60-tce,łowią na spławik, gawędzimy sobie, nagle jeden mówi
-wczoraj wyciągnełem tu ładnego szczupaka z 6kg miał
a drugi
-taaa, wyciągnełeś chyba na gierce na naszej klasie
hehehe, myślałem że pęknę i ta znajomość mediów masowych i portali i aktualności. godne podziwu. a cięta riposta na najwyższym poziomie
abra1990
Zatankować powiadasz?
Siedzę sobie nad Bugiem na płoteczkach... Wpada dziki skuter 50cc 289KM z dziurawym kominem... Rajd po skarpie... po patykach.... ehh jaka to maszina :D łepek z panną wyskakuje z spławikeim sieka płotki 10 min 15 min 30 min... natłukł z 30... i spakował się... wskakuję na hajabuzę odpala przejeżdża 30 metrów a super maszin staje dęba... gość bryka, kombinuje... w końcu czerwony woła o pomoc... oglądamy szturamy i nie możemy pomóc playboyowi... w końcu kumpel odkręcil wlew paliwa wsadził kichala niucha niucha i w końcu krzyczy ze gościu nigdzie nie pojedzie... A on pyta dlaczego...
odpowiedź była zajebista...
Skuter nie traktor Ropy nie wącha... :D
Cieżar wlasciwy etyliny wacha sie od 0,740-0,770 natomiast ON 0,820- 0,860.
Nie moge zalapac jak przyjechal na ON a odjechac juz nie mógl podejrzewam ze ta laska miala wplyw na silnik. Zawiedziona ze tylko na wedkowaniu sie skonczylo byla zniesmaczona i to sie udzielilo silnikowi??
hahahah ja pierdu.. dobre, no nie mogę. ale widziałem takie patenty, podgrzewasz ropę a właściwie opałówkę, dolewasz benzy i śmigasz;p takie bestie czasami na takich wynalzkach chodzą że szok :)
Może to był skuter Made in China, model Piaggioshian :P TDI CR 140KM :p a właściwie TEDEII :P
Przedzieraliśmy się kiedyś z jednego jeziora na drugie wąską rzeczką. Trwało to trochę, bo woda niska i trzeba było brzegiem łódkę ciągnąć. Mój kolega strasznie był niecierpliwy z natury i głodny sukcesów spinningowych. Ledwie wpłynęliśmy na drugie jezioro a on zobaczył już wielkie bąble pod trzcinami. Ja potrzebowałem odpoczynku i zimnego piwka po tej przeprawie w wodzie po kolana a on już za spinning chwycił. Nawet nie zdążyłem zobaczyć co to za bąble pod grążelami się pojawiły. Rzucił blachą , ale zawadził o trzciny. Szarpie się z zaczepem, bo tam w jego mniemaniu metrowy szczupak szaleje. Mało z łódki nie wypadł w tym podnieceniu. Jakoś uwolnił błystkę. Zrobił zamach i już miał rzucać w te grążele a tu z wody wyłania się ...nurek ! Blacha zatrzymana po paru metrach zahaczyła o jego skrzynkę z przynętami i cały jego majdan ląduje w wodzie. Śmiałem się cały dzień...
dobre:) dał czadu:)
Opisałem fajną przygodę a posta nie widać. No wkurzyłem się...
Pewnego letniego dnia łowiłem sobie na Wiśle. Obok mnie wędkowało małżeństwo 50 latków. W pewnym momencie doszło między nimi do kłótni. Kobieta miała pretensję do męża, że nie spakował jej koca do opalania, a ona na krzesełku nie będzie się smażyć. Od słowa do słowo i wybuchła awantura. Facet mówi:
- Ech, ty masz szczęście, że ze mnie żaden damski bokser bo jak bymcię....(i zagestykulowal uderzenie).
Kobita wkurzona zerwała się z krzesełka potknęła się o coś i jak długa zaliczyła glebę. Wstała coś tam poburczała, zabrała krzesełko i poszła usiąść trochę dalej od męża. Za jakiś kwadrans facet wyciągnął wielkiego leszcza i zawołał zonę żeby mu podała szczypce do odhaczania. Facet miał problemy z wyjęciem haka. Żona mówi:
- Ostrożnie, biedna ryba!!!
- Jakby pierd.....a pyska niepotrzebnie nie otworzyła to by się jej nic nie stało. Odrzekł mąż.
Potem już do wieczora ze sobą nie gadali :)
staruszkowie :) hihi kolego Zender spróbuj jeszcze raz może się uda :)
Też już tak miałem wielkorotnie.
"Czas pisania przekracza możliwości czytania"
Jak piszesz za długo to lepiej kopiować do schowka WIN przed wysłaniem bo później to "amba"