Witam! Koledzy mam do Was pytanie, gdyż ogarnia mnie niemoc straszna. Z resztą nie tylko mnie, ale o tym później. Co spinninguje za sandaczem i mam dziada na kiju to: - spada 5-10m od łodzi - spada pod samą łodzią, widzę jak odwraca się na grzbiet i wypina... Zacinam mocno, szybko i zdecydowanie. Wędkowałem kijem Mitchell Premium Spinn 2,40m c.w. 10-35g, ale jest wybitnie zbyt miękki i to mogło być problemem. Dlatego na sandacza poluję kijem Robinson Xenon Zander 2,25m c.w.7-35g, kij jest wyjątkowo toporny, o akcji szczytowej. Zacięcia są mocniejsze i zdecydowanie szybsze. Niestety sytuacja identyczna. Sandały spadają pod łódką. Jak dotąd każdego podebranego sandacza uważam za przyłów i farta, bo przecież mógł spaść. To nie tylko mój problem, Kolega z forum ma podobnie, tak samo ojciec i szwagier. Szwagier używa wędki Daiwa SamFisher Triforce, ale nie jestem pewien co do c.w. Cała nasza trójka używa plecionek - jak wiadomo nie są one rozciągliwe.
Dodam jeszcze, że używam główek Gamakatsu BIG Classic i Mustad Classic, rozmiary haków są dość dobrze dobrane do rozmiarów gum. Szczupłe (nawet te szalone i tańczące) się nie wypinają, chyba że faktycznie spieprzę zacięcie...
Haha! Żeby ryby nie kaleczyć :p Wszystko ładnie pięknie, wszystko - moim zdaniem - dopracowane, a jednak spadają... Wiem, że ten Mitchell się nie nadaje, bo to miękki parabolik, ale Robinson? Sztywna pała o akcji szczytowej powinna być OK. Więc błędów szukam w technice...
Powiem tak ,że na plecionce ale z gruntu często dochodziło do spięć co nie działo się na żyłkach a w każdym razie nie w takiej skali , mój kumpel jeśli spinninguje za sandaczem na ogól dozbraja gumę . To tyle co mogę powiedzieć do tematu ,może coś z tego się przyda .
Właśnie, też zapomniałem powiedzieć. Jak są delikatne "pstryki" to dozbrajam gumę na dwa sposoby. 1. Kotwiczką na przyponie wolframowym ~15cm 10kg. Wolfram z dozbrojką dopinam do agrafki przyponu głównego a samą kotwiczkę wbijam w bok gumy, niedaleko ogonka. 2. Kotwiczkę z dwoma ostrzami wbijam w gumę tak, aby później "przewlec" przez "oczko" kotwiczki hak na główce jigowej. Wtedy ostrza wystają "od dołu" przynęty.
W obu przypadkach miałem spięcia i to niemało(!). Właśnie z powodu tych spięć żyłkę (Trabucco T-Force 0,227mm chyba) zamieniłem na plecionkę (Cormoran CoraStrong 0,16mm). Myślałem, że rozciągliwość żyłki uniemożliwia mi dobre zacięcie. Powiem, że pomogło, ale nadal spina się bardzo dużo sandaczy... Generalnie wadą i zaletą plecionki jest brak rozciągliwości. Z jednej strony lepsza, szybsza reakcja, z drugiej zaś plecionka "nie wybacza błędów" przy holowaniu. Centymetr luzu i dvpa, ale nie daję rybom luzu :p
Sandacz jest w tej dziedzinie mistrzem i tyle. Pamiętam jak kiedyś wyhlowałem sandałka i przy podebraniu zauważyłem, że z pyska wystaje sama główka a hak jest wbity po samo kolanko w podniebienie. Położyłem go na trawie żeby sięgnąć po szczypce a jak ponownie wziąłem go do ręki był już wypięty. Razem z kolegą zastanawialiśmy się jakim cudem sandałowi udało się wypiąć. Nikt z nas nic sesownego nie wymyślił...
Marcin, miałem dosłownie to samo co ty, bydlak na haku wypłynął na górę, pokazał swoje oblicze i hak wypadł i po krzyku , łowię na ten sam kij co ty, raz plecionka , raz żyłka i już sam nie wiem co robie nie tak, sandacza jak nie było , tak nie ma, a tyle ich miałem na haku, natomiast szczupaczki holuję , nie powiem i to z powodzeniem ............
No właśnie dlatego tu napisałem, ale nie napisałem Kolegi nicka, bo nie wiedziałem czy Kolega sobie życzy. Tak jak rozmawialiśmy ostatnio... tragedia. Czary jakieś...
Sandacz ma bardzo twardą gębę. To co wbije się szczupakowi nie wbije się sandaczowi. Sztywna wędka, mocne zacięcie i zero luzu w trakcie holu. Wiem, że czasem kusi popracować hamulcem ale w tym przypadku żadnych kompromisów, zacięcie i do góry , minimum pompowania by się nie wyczepił, szybkie podebranie za kark lub podbierakiem, zanim nie zacznie pluskać i spadać.
dzięki za radę, to samo mi radził kumak1970, zero luzu, ale ten byczek , którego miałem na haku to myślałem że to zaczep, wędkę podałem żonie ( która też wędkuje ) i podnosiłem kotwicę , aż tu nagle zaczep ruszył, żona mi krzyczy że zaczep się ruszył, więc podała mi wedkę, wyszedł na powierzchnię, ale zrobił obrót i spokojnie sobie poszedł, i tyle go widziałem ..............
Niestety, to się często zdarza. 11 czerwca holowałem sandacza życia. Po 5 min mniej więcej przytrzymałem szpulę, bo chciałem zakończyć tę zabawę. Na mocno naprężonej plecionce sandacz trzepnął łbem i tyle go widziałem. Nie wytrzymałem nerwowo tego pojedynku. Może dlatego,że wysunąłem się zbyt daleko od słupka granicznego...
Jeżeli mogę Wam coś doradzić to napiszę tak : po zacięciu luzuję hamulec i to bardzo. Jednak stale kontroluję naprężenie plecionki. Hol przez to trwa dłużej, ale jest szansa,że nie wytrzepie gumy z pyska, bo będzie wyciągał plecionkę. Wiele razy wyjmowałem z wody sandacze po takim holu i gumy wyskakiwały im z pysków w podbieraku...
wróciłem własnie z Kozłowej Góry, zero brań , zero pobić, nawet te smarkacze nie brały, karp też ponoć jeszcze chodzi górą, za to wpuszczono 250 kg okonia i to ładnego i 200kg sandacza, ładne byczki, niektóre miały po parę kilo, ale przeciętnie wszystko wymiarowe ............
Witam!
Koledzy mam do Was pytanie, gdyż ogarnia mnie niemoc straszna. Z resztą nie tylko mnie, ale o tym później.
Co spinninguje za sandaczem i mam dziada na kiju to:
- spada 5-10m od łodzi
- spada pod samą łodzią, widzę jak odwraca się na grzbiet i wypina...
Zacinam mocno, szybko i zdecydowanie.
Wędkowałem kijem Mitchell Premium Spinn 2,40m c.w. 10-35g, ale jest wybitnie zbyt miękki i to mogło być problemem.
Dlatego na sandacza poluję kijem Robinson Xenon Zander 2,25m c.w.7-35g, kij jest wyjątkowo toporny, o akcji szczytowej. Zacięcia są mocniejsze i zdecydowanie szybsze. Niestety sytuacja identyczna. Sandały spadają pod łódką.
Jak dotąd każdego podebranego sandacza uważam za przyłów i farta, bo przecież mógł spaść.
To nie tylko mój problem, Kolega z forum ma podobnie, tak samo ojciec i szwagier.
Szwagier używa wędki Daiwa SamFisher Triforce, ale nie jestem pewien co do c.w.
Cała nasza trójka używa plecionek - jak wiadomo nie są one rozciągliwe.
Może Koledzy wiecie w czym tkwi problem?
Dodam jeszcze, że używam główek Gamakatsu BIG Classic i Mustad Classic, rozmiary haków są dość dobrze dobrane do rozmiarów gum.
Szczupłe (nawet te szalone i tańczące) się nie wypinają, chyba że faktycznie spieprzę zacięcie...
a już myślałem że zapominasz uzbroić przynętę w hak:D:D
Haha!
Żeby ryby nie kaleczyć :p
Wszystko ładnie pięknie, wszystko - moim zdaniem - dopracowane, a jednak spadają...
Wiem, że ten Mitchell się nie nadaje, bo to miękki parabolik, ale Robinson?
Sztywna pała o akcji szczytowej powinna być OK. Więc błędów szukam w technice...
sandacz taki jest i nie tylko tobie się spina:D Co jeszcze można poprawić? nie wiem.
Powiem tak ,że na plecionce ale z gruntu często dochodziło do spięć co nie działo się na żyłkach a w każdym razie nie w takiej skali , mój kumpel jeśli spinninguje za sandaczem na ogól dozbraja gumę . To tyle co mogę powiedzieć do tematu ,może coś z tego się przyda .
Właśnie, też zapomniałem powiedzieć.
Jak są delikatne "pstryki" to dozbrajam gumę na dwa sposoby.
1. Kotwiczką na przyponie wolframowym ~15cm 10kg. Wolfram z dozbrojką dopinam do agrafki przyponu głównego a samą kotwiczkę wbijam w bok gumy, niedaleko ogonka.
2. Kotwiczkę z dwoma ostrzami wbijam w gumę tak, aby później "przewlec" przez "oczko" kotwiczki hak na główce jigowej. Wtedy ostrza wystają "od dołu" przynęty.
W obu przypadkach miałem spięcia i to niemało(!).
Właśnie z powodu tych spięć żyłkę (Trabucco T-Force 0,227mm chyba) zamieniłem na plecionkę (Cormoran CoraStrong 0,16mm).
Myślałem, że rozciągliwość żyłki uniemożliwia mi dobre zacięcie.
Powiem, że pomogło, ale nadal spina się bardzo dużo sandaczy...
Generalnie wadą i zaletą plecionki jest brak rozciągliwości. Z jednej strony lepsza, szybsza reakcja, z drugiej zaś plecionka "nie wybacza błędów" przy holowaniu. Centymetr luzu i dvpa, ale nie daję rybom luzu :p
Sandacz jest w tej dziedzinie mistrzem i tyle. Pamiętam jak kiedyś wyhlowałem sandałka i przy podebraniu zauważyłem, że z pyska wystaje sama główka a hak jest wbity po samo kolanko w podniebienie. Położyłem go na trawie żeby sięgnąć po szczypce a jak ponownie wziąłem go do ręki był już wypięty. Razem z kolegą zastanawialiśmy się jakim cudem sandałowi udało się wypiąć. Nikt z nas nic sesownego nie wymyślił...
To prawda już parę razy też tak miałem ,już był blisko już się z nim witałem aż tu w tył zwrot i tyle go widziałem.
Marcin, miałem dosłownie to samo co ty, bydlak na haku wypłynął na górę, pokazał swoje oblicze i hak wypadł i po krzyku , łowię na ten sam kij co ty, raz plecionka , raz żyłka i już sam nie wiem co robie nie tak, sandacza jak nie było , tak nie ma, a tyle ich miałem na haku, natomiast szczupaczki holuję , nie powiem i to z powodzeniem ............
No właśnie dlatego tu napisałem, ale nie napisałem Kolegi nicka, bo nie wiedziałem czy Kolega sobie życzy.
Tak jak rozmawialiśmy ostatnio... tragedia.
Czary jakieś...
dostałem kilka rad, jutro je postaram się zrealizować, zobaczę czy nastąpi jakakolwiek zmiana, Marcin dam ci pózniej znać ..................
Sandacz ma bardzo twardą gębę. To co wbije się szczupakowi nie wbije się sandaczowi. Sztywna wędka, mocne zacięcie i zero luzu w trakcie holu. Wiem, że czasem kusi popracować hamulcem ale w tym przypadku żadnych kompromisów, zacięcie i do góry , minimum pompowania by się nie wyczepił, szybkie podebranie za kark lub podbierakiem, zanim nie zacznie pluskać i spadać.
dzięki za radę, to samo mi radził kumak1970, zero luzu, ale ten byczek , którego miałem na haku to myślałem że to zaczep, wędkę podałem żonie ( która też wędkuje ) i podnosiłem kotwicę , aż tu nagle zaczep ruszył, żona mi krzyczy że zaczep się ruszył, więc podała mi wedkę, wyszedł na powierzchnię, ale zrobił obrót i spokojnie sobie poszedł, i tyle go widziałem ..............
Niestety, to się często zdarza. 11 czerwca holowałem sandacza życia. Po 5 min mniej więcej przytrzymałem szpulę, bo chciałem zakończyć tę zabawę. Na mocno naprężonej plecionce sandacz trzepnął łbem i tyle go widziałem. Nie wytrzymałem nerwowo tego pojedynku. Może dlatego,że wysunąłem się zbyt daleko od słupka granicznego...
Jeżeli mogę Wam coś doradzić to napiszę tak : po zacięciu luzuję hamulec i to bardzo. Jednak stale kontroluję naprężenie plecionki. Hol przez to trwa dłużej, ale jest szansa,że nie wytrzepie gumy z pyska, bo będzie wyciągał plecionkę. Wiele razy wyjmowałem z wody sandacze po takim holu i gumy wyskakiwały im z pysków w podbieraku...
Koledzy Okonhel i Mirkli zaprezentowali dwa różne sposoby. Który lepszy?
Jak jutro będą gryzły to sprawdzę i Wam powiem :)
wróciłem własnie z Kozłowej Góry, zero brań , zero pobić, nawet te smarkacze nie brały, karp też ponoć jeszcze chodzi górą, za to wpuszczono 250 kg okonia i to ładnego i 200kg sandacza, ładne byczki, niektóre miały po parę kilo, ale przeciętnie wszystko wymiarowe ............
Dowiedziałem się właśnie od kolegi, że sandacz teraz żeruje dużo lepiej o zmroku. Czyli nie świt a zmrok.