Moim zdaniem jedna lub druga metoda połowu jest mniej lub bardziej skuteczna z wielu przyczyn. Jedną z nich jest na pewno pora roku. Proszę o podzielenie się swoimi uwagami w merytorycznej dyskusji!
Żywa,zdechła czy gumiano-żelazna?oto jest pytanie....Moim skromnym zdaniem,spinning bije na głowę tradycyjne metody połowu,jego różnorakie odmiany pozwalają na prezentacje wabika dosłownie wszędzie czego nie można powiedzieć o mięsku na haku.W sytuacji słabej aktywności drapieżników(norma) ,zaniku żerowania,odpowiednio dobrana przynęta pozwala na wywołanie chociażby odruchu agresji czego konsekwencja jest często atak,przynęty naturalne raczej nie doprowadzą do tego.Ponadto aktywny spinningista w ciągu jednej wyprawy powtarza po kilkaset rzutów penetrując ogromny areał wody,szuka i z reguły znajduje chętnych drapieżców,jak nie tu to gdzie indziej.Amator mięsnych przynęt łowiący nawet w sposób aktywniejszy niż tradycyjny,stacjonarny,nie jest w stanie przeczesać tylu miejscówek co gość ze spinnem w ręku.Sam osobiście wielokrotnie potwierdzałem tę teorię,drapieżniki miały wszystko gdzieś,żywce znudzone pływały na hakach,i tylko spinning okazywał się skuteczny.Dodatkowo metoda ta pozwala na połów wszystkich drapieżników,ba nawet białorybu,zwolennicy styropianowej bojki mogą zapomnieć np o łososiowatych.Ktoś kiedyś napisał że jeśli przed pyskiem pojawią się jednocześnie -żywa rybka i przyneta sztuczna ,to ten bez wachania połknie rybkę-bzdura.Nażarty do granic możliwości esox oleje mięsko choćby mu je na głowę położyć,jedyne co go ruszy to agresja nie głód.
Ale to tak aktywnego spiningu , często niezbędna jest łódka, ponton, tratwa... Z brzegu możliwości spiningisty są ograniczone. No nie do końca tak jest,często jedynym ograniczeniem jest zwykłe lenistwo wędkarza,szukanie samemu powodów na NIE.Owszem niektóre ryby np.sandacze z zaporówek,dla kogoś bez łajby są poza zasięgiem,ale w porażającej wiekszości przypadków łódkowicze i łowiący z brzegu mają takie same szanse .Najpopularniejszy drapieżca naszych wód-esox-stacjonuje w wiekszości w przybrzeżnej strefie litoralu w dobrym zasięgu z brzegu,dopiero jesień zmienia równowagę sił.Ze łzą w oku wspominam czasy kiedy wraz z moim starszym mentorem Tomkiem brodząc po pas w spodniobutach na rozlewiskach,przyprowadzaliśmy do stóp takie cętkowane drągale że hej.Konkurencja z łódek mogła tylko pomarzyć o takich wynikach,szczupły do pażdziernika stał zawsze na płyciznach do pasa pośród rzadkiej trzciny,łódka je płoszyła,my zaś w połowie niewidoczni miewaliśmy czasami brania metrówek pod nogami dosłownie.Poza szczupłym wiele gatunków zażartym łódkowiczom myka koło nosa-troć,łosoś,potok,klen,jaż....,myslenie że tylko efekty mozna mieć z <wody>,jest błędne.Moje 2 łajby do czerwca stoją nieużywane,pół roku spędzam w spodniobutach i nie czuję abym w tym okresie był mniej że tak powiem -wędkarsko spełniony
Moim zdaniem jedna lub druga metoda połowu jest mniej lub bardziej skuteczna z wielu przyczyn. Jedną z nich jest na pewno pora roku. Proszę o podzielenie się swoimi uwagami w merytorycznej dyskusji!
Pozdrawiam Serdecznie Lopez
To może ja, jako pierwszy, nie zawsze merytoryczny...
nie powiedziałbym, żeby pora roku miała jakiekolwiek znaczenie w łowieniu szczupaków.
Pozdrawiam Serdecznie Lampe
Żywa,zdechła czy gumiano-żelazna?oto jest pytanie....Moim skromnym zdaniem,spinning bije na głowę tradycyjne metody połowu,jego różnorakie odmiany pozwalają na prezentacje wabika dosłownie wszędzie czego nie można powiedzieć o mięsku na haku.W sytuacji słabej aktywności drapieżników(norma) ,zaniku żerowania,odpowiednio dobrana przynęta pozwala na wywołanie chociażby odruchu agresji czego konsekwencja jest często atak,przynęty naturalne raczej nie doprowadzą do tego.Ponadto aktywny spinningista w ciągu jednej wyprawy powtarza po kilkaset rzutów penetrując ogromny areał wody,szuka i z reguły znajduje chętnych drapieżców,jak nie tu to gdzie indziej.Amator mięsnych przynęt łowiący nawet w sposób aktywniejszy niż tradycyjny,stacjonarny,nie jest w stanie przeczesać tylu miejscówek co gość ze spinnem w ręku.Sam osobiście wielokrotnie potwierdzałem tę teorię,drapieżniki miały wszystko gdzieś,żywce znudzone pływały na hakach,i tylko spinning okazywał się skuteczny.Dodatkowo metoda ta pozwala na połów wszystkich drapieżników,ba nawet białorybu,zwolennicy styropianowej bojki mogą zapomnieć np o łososiowatych.Ktoś kiedyś napisał że jeśli przed pyskiem pojawią się jednocześnie -żywa rybka i przyneta sztuczna ,to ten bez wachania połknie rybkę-bzdura.Nażarty do granic możliwości esox oleje mięsko choćby mu je na głowę położyć,jedyne co go ruszy to agresja nie głód.
Ale to tak aktywnego spiningu , często niezbędna jest łódka, ponton, tratwa... Z brzegu możliwości spiningisty są ograniczone.
kolego luxis, podpisuję się do pod tym co napisałeś, aktywne łowienie to jest coś, wciąga, podkreślam wywołuje dla mnie wielkie emocje,
zresztą Lopez dobrze wiesz co lubimy i razem robimy ............
Ale to tak aktywnego spiningu , często niezbędna jest łódka, ponton, tratwa... Z brzegu możliwości spiningisty są ograniczone.
No nie do końca tak jest,często jedynym ograniczeniem jest zwykłe lenistwo wędkarza,szukanie samemu powodów na NIE.Owszem niektóre ryby np.sandacze z zaporówek,dla kogoś bez łajby są poza zasięgiem,ale w porażającej wiekszości przypadków łódkowicze i łowiący z brzegu mają takie same szanse .Najpopularniejszy drapieżca naszych wód-esox-stacjonuje w wiekszości w przybrzeżnej strefie litoralu w dobrym zasięgu z brzegu,dopiero jesień zmienia równowagę sił.Ze łzą w oku wspominam czasy kiedy wraz z moim starszym mentorem Tomkiem brodząc po pas w spodniobutach na rozlewiskach,przyprowadzaliśmy do stóp takie cętkowane drągale że hej.Konkurencja z łódek mogła tylko pomarzyć o takich wynikach,szczupły do pażdziernika stał zawsze na płyciznach do pasa pośród rzadkiej trzciny,łódka je płoszyła,my zaś w połowie niewidoczni miewaliśmy czasami brania metrówek pod nogami dosłownie.Poza szczupłym wiele gatunków zażartym łódkowiczom myka koło nosa-troć,łosoś,potok,klen,jaż....,myslenie że tylko efekty mozna mieć z <wody>,jest błędne.Moje 2 łajby do czerwca stoją nieużywane,pół roku spędzam w spodniobutach i nie czuję abym w tym okresie był mniej że tak powiem -wędkarsko spełniony