Pierwsze i chyba najważniejsze -- musisz tak się postarać aby przy pierwszym łowieniu złowiła trochę ( najlepiej więcej niż Ty ) , mogą to być najmniejsze rybki lecz musi wyciągać je z wody . Później jeśli się jej wędkowanie spodoba pójdzie łatwiej :)
nie, nie nie może złowić więcej niż Ty. bo straci zapał. zabierz ją na łowisko gdzie coś się dzieje, gdzie ryba bierze non stop. jeśli nie chce próbować łowić to na początek niech tylko jeździ z Tobą. tylko po co Ci żona na rybach??? rozumie browar i takie tam, ale żona:))???
Postaram się odpowiedzieć w miarę poważnie, bo pytanie jak najbardziej zasadne i borykają się z tym problemem wędkarze od zawsze.
Po pierwsze - jeżeli narzeczona z Tobą jeździ na ryby i wydaje Ci się, że chętnie wędkuje, to nie miej złudzeń - dzień ślubu jest ostatnim dniem w którym te chęci wykazuje. I to w zasadzie odpowiedź na pytanie w jaki sposób ją do tego zachęcić. Można jednak sobie wędkowanie zgrabnie poorganizować.
- najlepiej tak sobie to ułożyć , aby jej stosunek był aprobująco pobłażający z tendencją do hamowania zbyt szalonych pomysłów dotyczących Twojego hobby,
- idealnie jest jak lubi jeść ryby (kłóci się to z zasadą no kill, ale jak czasami coś Ci się uda dla niej złowić - nie za często aby się nie przyzwyczaiła - to tym lepiej dla Twojego wędkowania)
- zapewnij rodzinie wszystkie środki do życia - to zapewni Ci uniknięcia komentarzy typu: Brakuje na rachunki a on na wędkowanie wydaje pieniądze.
- postaraj się o zdobycie aprobaty do twojego hobby u jej mamusi - uwierz mi - to więcej jak połowa sukcesu
- wspólne wczasy organizuj w miejscach do których ona chce jechać. Możesz zaproponować świetne miejsce nad morzem bo ona lubi plażę przez przypadek z urokliwym jeziorem pełnym ryb w pobliżu tej miejscowości
- jeżeli któreś Twoje dziecko złapie bakcyla wędkarstwa (choroba całkowicie nieuleczalna), to właściwie Ona już jest na pozycji przegranej
- i rzecz najważniejsza - nigdy Ona nie może pomyśleć, że Twoje wędkarstwo jest ważniejsze od niej lub rodziny.
a tak na poważnie moja żona przestała mi marudzić o ryby i puszczać teksty typu co ty w tych rybach widzisz,jak ją zabrałem na jeden ze zlotów kill&grill,i zobaczyła że wędkarstwo to nie tylko siedzenie i bezmyślne wpatrywanie się w spławik ,ale i dobra zabawa oraz fajne spędzanie czasu na wodą
Zostaw żonę w domu a weź prawdziwego przyjaciela do wypraw wędkarskich zawsze ci pomoże.:) (Ale byka nie drobiazg)
który nigdy cię nie zdradzi. nawet jak go nie weźmiesz na ryby. nie narzeka, że zimno, że komary gryzą, że słońce pali, że nic nie bierze, nie pyta co chwila, czy długo jeszcze, nie zanudza, nie gani, nie ma pretensji, nie wymaga nic więcej jak drapania za uchem, głaskania i jedzenia, a w zamian za to zawsze jest gotów by cię bronić....:)))
Tylko wybierz rasę która nie lubi wody (wbrew pozorom) bo ci między spławikami będzie pływał. Ten na zdjęciu nie do upilnowania w każdą wodę wchodzi jak do siebie. >)
Ciekawe pytanie... Ja mam ten sam problem tylko z moim mężem :) Wyciągam go pod pretekstem, że musi ze mną jechać albo sama pojadę... <wiadomo że swojego auta ochoczo nie daje tym bardziej na ryby :D > i tym samym go zarażam. Już nie marudzi po 15min tylko sam stara się spiningować, aczkolwiek po 2h już mu się nudzi... Mnie tata nauczył wędkować w zeszłym roku i spodobało mi się i myślę, że jak ją zabierzesz <najlepiej na jezioro gdzie będą brania> dasz jej wędkę aby spróbowała i jak wyciągnie swoją pierwszą rybę to będzie jeździć - o ile jej się to spodoba... Proponuję też zabrać ją gdy będzie cieplej, zrobić grilla lub ognisko aby urozmaicić czas :) Powodzenia ! :)
Kiedy żona lubi towarzystwo koleżanek kawę długi cygaret i klachy, to takiej nigdy już nie wciągniesz do wędkowania, chyba że całe jej towarzystwo zabierzesz nad wodę.
Kiedy żona lubi towarzystwo koleżanek kawę długi cygaret i klachy, to takiej nigdy już nie wciągniesz do wędkowania, chyba że całe jej towarzystwo zabierzesz nad wodę.
jeśli cię kocha to pojedzie z tobą, a jeśli nie to rozwiedź się i poszukaj chętnej do trzymania wędziska. proste.
Tylko wybierz rasę która nie lubi wody (wbrew pozorom) bo ci między spławikami będzie pływał. Ten na zdjęciu nie do upilnowania w każdą wodę wchodzi jak do siebie. >)
o to musisz mieć wesoło:)) podbierak nie potrzebny:))
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Cierpliwy ma tu akurat rację. Chciaż są kobiety, które bardzo trudno wyciągnąć na ryby. I nawet tego typu zabiegi nie przekonają jej do wędkowania. Zwłaszcza jak żona/dziewczyna/narzeczona (niepotrzebne skreślić) dowie sie co się zakłada na haczyk (mam ma myśli robaki). ;)
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Rób tak, rób a po kilku latach nawet nie będziesz wiedział, że już jesteś niewolnikiem. Myslisz, że kobiety sa takie głupie. Ich instynkt przetrwania pobija na głowę naszą mądrość w tym temacie. Zrobi wszystko jak będzie miała w tym swój interes. Są niektórzy, że robią to wszystko a po jakims czasie zostaja wpuszeni w kanał. To tylko kwestia czasu. Ostatnio mój znajomy po 12 latach, jak odstawił jej dom, wymienił samochód na nowy i wykształcił jej dzieci to walizki miał juz spakowane bo nie był potrzebny. Najlepiej od razu załóż sobie chomąto i udawaj osła to lżej bedziesz to przetrawiał.
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Rób tak, rób a po kilku latach nawet nie będziesz wiedział, że już jesteś niewolnikiem. Myslisz, że kobiety sa takie głupie. Ich instynkt przetrwania pobija na głowę naszą mądrość w tym temacie. Zrobi wszystko jak będzie miała w tym swój interes. Są niektórzy, że robią to wszystko a po jakims czasie zostaja wpuszeni w kanał. To tylko kwestia czasu. Ostatnio mój znajomy po 12 latach, jak odstawił jej dom, wymienił samochód na nowy i wykształcił jej dzieci to walizki miał juz spakowane bo nie był potrzebny. Najlepiej od razu załóż sobie chomąto i udawaj osła to lżej bedziesz to przetrawiał.
Postaram się odpowiedzieć w miarę poważnie, bo pytanie jak najbardziej zasadne i borykają się z tym problemem wędkarze od zawsze.
Po pierwsze - jeżeli narzeczona z Tobą jeździ na ryby i wydaje Ci się, że chętnie wędkuje, to nie miej złudzeń - dzień ślubu jest ostatnim dniem w którym te chęci wykazuje. I to w zasadzie odpowiedź na pytanie w jaki sposób ją do tego zachęcić. Można jednak sobie wędkowanie zgrabnie poorganizować.
- najlepiej tak sobie to ułożyć , aby jej stosunek był aprobująco pobłażający z tendencją do hamowania zbyt szalonych pomysłów dotyczących Twojego hobby,
- idealnie jest jak lubi jeść ryby (kłóci się to z zasadą no kill, ale jak czasami coś Ci się uda dla niej złowić - nie za często aby się nie przyzwyczaiła - to tym lepiej dla Twojego wędkowania)
- zapewnij rodzinie wszystkie środki do życia - to zapewni Ci uniknięcia komentarzy typu: Brakuje na rachunki a on na wędkowanie wydaje pieniądze.
- postaraj się o zdobycie aprobaty do twojego hobby u jej mamusi - uwierz mi - to więcej jak połowa sukcesu
- wspólne wczasy organizuj w miejscach do których ona chce jechać. Możesz zaproponować świetne miejsce nad morzem bo ona lubi plażę przez przypadek z urokliwym jeziorem pełnym ryb w pobliżu tej miejscowości
- jeżeli któreś Twoje dziecko złapie bakcyla wędkarstwa (choroba całkowicie nieuleczalna), to właściwie Ona już jest na pozycji przegranej
- i rzecz najważniejsza - nigdy Ona nie może pomyśleć, że Twoje wędkarstwo jest ważniejsze od niej lub rodziny.
Ująłeś to pięknie- ten dzień ślubu znam z autopsji był tylko tekst : co za hobby po Ślubie-popie.... ci się czyli od tego dnia miałem przestać łowić,grac w kapeli i przykładnie oglądać seriale :-)
A ja Wam mówię chłopacy, że są takie kobietki, co lubią jeździć na ryby. Lubią piwo, ognisko, wschód i zachód słońca, glizdy, zanęty itd. Podobno są lepszymi kompanami, na wyprawy wędkarskie niż faceci, a i jak rybki nie biorą, to można sobie znaleźć inną rozrywkę ;) Ale to podobno! Może to tylko mit...
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Rób tak, rób a po kilku latach nawet nie będziesz wiedział, że już jesteś niewolnikiem. Myslisz, że kobiety sa takie głupie. Ich instynkt przetrwania pobija na głowę naszą mądrość w tym temacie. Zrobi wszystko jak będzie miała w tym swój interes. Są niektórzy, że robią to wszystko a po jakims czasie zostaja wpuszeni w kanał. To tylko kwestia czasu. Ostatnio mój znajomy po 12 latach, jak odstawił jej dom, wymienił samochód na nowy i wykształcił jej dzieci to walizki miał juz spakowane bo nie był potrzebny. Najlepiej od razu załóż sobie chomąto i udawaj osła to lżej bedziesz to przetrawiał.
Ja tak robię i jestem bardzo szczęśliwym facetem a żonę mam wspaniałą i życzę wszystkim aby mieli tak w życiu .
A ja Wam mówię chłopacy, że są takie kobietki, co lubią jeździć na ryby. Lubią piwo, ognisko, wschód i zachód słońca, glizdy, zanęty itd. Podobno są lepszymi kompanami, na wyprawy wędkarskie niż faceci, a i jak rybki nie biorą, to można sobie znaleźć inną rozrywkę ;) Ale to podobno! Może to tylko mit...
Są. To prawda. Kumpel ma taką żonę.Na tylu wędkarzy co znam to wyjatek.
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Rób tak, rób a po kilku latach nawet nie będziesz wiedział, że już jesteś niewolnikiem. Myslisz, że kobiety sa takie głupie. Ich instynkt przetrwania pobija na głowę naszą mądrość w tym temacie. Zrobi wszystko jak będzie miała w tym swój interes. Są niektórzy, że robią to wszystko a po jakims czasie zostaja wpuszeni w kanał. To tylko kwestia czasu. Ostatnio mój znajomy po 12 latach, jak odstawił jej dom, wymienił samochód na nowy i wykształcił jej dzieci to walizki miał juz spakowane bo nie był potrzebny. Najlepiej od razu załóż sobie chomąto i udawaj osła to lżej bedziesz to przetrawiał.
Ja tak robię i jestem bardzo szczęśliwym facetem a żonę mam wspaniałą i życzę wszystkim aby mieli tak w życiu .
Wierzę Ci, że jesteś szczęśliwy. Szczęscie to jest pojęcie względne jak w tej historyjce. Ozenił sie wedkarz. Spotyka go kolega i pyta. To prawda,że sie ożeniłeś? Tak. A żona ladna, miła? Tak To musisz byc szczęśliwy. Tak, muszę.
Mnie udało się na razie zarazić tylko córkę, nie mogę się wprost opędzić. A z żonami próbujemy z kumplem od roku i na razie dupa. Może w przyszłym roku jakiś wypad na mazury z całymi rodzinami si ę uda.
a tak swoja drogą, taka kobita to skarb, chylę czoła przed koleżankami z forum
witam Ja moja żona i trzy córki 3/4 wypadów nad wodę to z nimi zawsze mam wesoło nieraz nawet nad to ale jest fajnie znaojomi wędkarze są pełni podziwu jak zajeżdżamy nad wodę o 04:00 wszyscy razem na ryby . Pozdro .
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle. Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle. Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował... Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz. Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi. siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji. Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
Wraca chłop wieczorem późnym ochlany do domu.. Otwiera drzwi i wchodzi po cichu na paluszkach,,,,-ściąga buty i ...upsss..Bach wazon przewrócony....ciiiiiiiiii, Kochanie już jestem-leźie dalej łub...pierdzi-uch w przedpokoju...ciiiiiiii, kochanie już wróciłem-włazi do pokoju...pierdziu na wyro ,,,wraz z kablem od telefonu.......... .......ach jak dobrze jest być kawalerem:))))))
A ja wyznaję zasadę że jadę nad wodę odpocząć ! Fizycznie i psychicznie.
Ja tak samo.
Zgadza się. Raz na jakiś czas rodzinnie okej, ale to tylko raz na jakiś czas... Mój czas, moje hobby, moje kije, moje robaki ;)
....za kasę żony...:)
A dlaczego za kase żony? Czy ja jestem dziad? Żona ma swoje fundusze a ja swoje. Przecież nie będę zebrał u żony aby czasem dała mi na piwo moje własne pieniądze. Żona też kupuje sobie co chce i jest dobrze. Ona też nie jest dziadem aby mnie prosiła o pieniądze. Jeżeli ktos sobie na to pozwoli to jego sprawa.
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle. Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle. Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował... Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz. Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi. siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji. Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
Artur. To jest tak W naszym życiu żona postawiła na dzieci a ja na rodzinę i oboje zostaliśmy sami bo dzieci są ,,wyjechane". Czyli, że oboje przegraliśmy. Jak to mówią u nas na wschodzie - no żizń kak żizń.
Jakieś pomysły, sugestie jak zarazić żonę wędkarstwem. Może ktoś już przerabiał temat.
A ja myślałem, że wędkarstwo jest właśnie jednym ze sposobów aby od żony odpocząć;)
Ja raz zabrałem żonę nad wodę i to był ostatni raz, zwyczajnie po 10 min. zaczęła się nudzić (podobnie było kiedyś z siostrzenicą) a jako, że owego dnia rybki dopisywały, nie muszę chyba mówić w jakim humorze opuszczałem łowisko (wytrzymałem chyba z pół godz.:).
Generalnie ani jej przez myśl nie przejdzie żeby ze mną jechać, ani ja jej nie namawiam...
Co do wędkarskiego kompana to jest mi nim kumpel, brat lub zwyczajnie - samotność;)
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle. Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle. Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował... Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz. Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi. siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji. Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle. Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle. Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował... Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz. Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi. siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji. Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
z tym kompem to miała rację. :)))
Może, ale co miałem robić ja miała foha. I nie wiadomo o co jej chodziło. Piątek. ko... co planujesz na weekend? Nie wiem jak się rano będę czuła!!!! Sobota. I jak coś planujesz? pomóc ci? milczy lub fuka? no i za sprzątanie haty się bierze... To co tu robić? Pomóc Ci, może dziś gdzieś skoczymy? Milczy...
pojedziesz na ryby - źle siądziesz do kompa - źle pójdziesz na piwo z kumplem (jedno wypijesz) -alkocholik!!! i zaczyna się jazda. Pójdziesz na działkę coś porobić, to przyjdzie i foch jakoś przechodzi... I nawet piwko jej nie przeszkadza. Ale nie zawsze pogoda pozwoli!!! (dobrze że jak brałem tą działkę to na siebie), oczywiscie za to też był foch.
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle. Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle. Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował... Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz. Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi. siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji. Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
z tym kompem to miała rację. :)))
Może, ale co miałem robić ja miała foha. I nie wiadomo o co jej chodziło. Piątek. ko... co planujesz na weekend? Nie wiem jak się rano będę czuła!!!! Sobota. I jak coś planujesz? pomóc ci? milczy lub fuka? no i za sprzątanie haty się bierze... To co tu robić? Pomóc Ci, może dziś gdzieś skoczymy? Milczy...
pojedziesz na ryby - źle siądziesz do kompa - źle pójdziesz na piwo z kumplem (jedno wypijesz) -alkocholik!!! i zaczyna się jazda. Pójdziesz na działkę coś porobić, to przyjdzie i foch jakoś przechodzi... I nawet piwko jej nie przeszkadza. Ale nie zawsze pogoda pozwoli!!! (dobrze że jak brałem tą działkę to na siebie), oczywiscie za to też był foch.
Jakieś pomysły, sugestie jak zarazić żonę wędkarstwem. Może ktoś już przerabiał temat.
Pierwsze i chyba najważniejsze -- musisz tak się postarać aby przy pierwszym łowieniu złowiła trochę ( najlepiej więcej niż Ty ) , mogą to być najmniejsze rybki lecz musi wyciągać je z wody .
Później jeśli się jej wędkowanie spodoba pójdzie łatwiej :)
nie, nie nie może złowić więcej niż Ty. bo straci zapał. zabierz ją na łowisko gdzie coś się dzieje, gdzie ryba bierze non stop. jeśli nie chce próbować łowić to na początek niech tylko jeździ z Tobą. tylko po co Ci żona na rybach??? rozumie browar i takie tam, ale żona:))???
Jedni myślą jak zarazić a inni jak zniechęcić :D dobra pogoda, skup się na niej a nie na łowieniu, używaj kukurydzy a nie robaków. powodzenia
rozumie teściową zarazić wędkarstwem podlodowym, to może zachoruje, albo lód się zarwie, trafi w przerębel przez przypadek itd.:))))
Postaram się odpowiedzieć w miarę poważnie, bo pytanie jak najbardziej zasadne i borykają się z tym problemem wędkarze od zawsze.
Po pierwsze - jeżeli narzeczona z Tobą jeździ na ryby i wydaje Ci się, że chętnie wędkuje, to nie miej złudzeń - dzień ślubu jest ostatnim dniem w którym te chęci wykazuje. I to w zasadzie odpowiedź na pytanie w jaki sposób ją do tego zachęcić. Można jednak sobie wędkowanie zgrabnie poorganizować.
- najlepiej tak sobie to ułożyć , aby jej stosunek był aprobująco pobłażający z tendencją do hamowania zbyt szalonych pomysłów dotyczących Twojego hobby,
- idealnie jest jak lubi jeść ryby (kłóci się to z zasadą no kill, ale jak czasami coś Ci się uda dla niej złowić - nie za często aby się nie przyzwyczaiła - to tym lepiej dla Twojego wędkowania)
- zapewnij rodzinie wszystkie środki do życia - to zapewni Ci uniknięcia komentarzy typu: Brakuje na rachunki a on na wędkowanie wydaje pieniądze.
- postaraj się o zdobycie aprobaty do twojego hobby u jej mamusi - uwierz mi - to więcej jak połowa sukcesu
- wspólne wczasy organizuj w miejscach do których ona chce jechać. Możesz zaproponować świetne miejsce nad morzem bo ona lubi plażę przez przypadek z urokliwym jeziorem pełnym ryb w pobliżu tej miejscowości
- jeżeli któreś Twoje dziecko złapie bakcyla wędkarstwa (choroba całkowicie nieuleczalna), to właściwie Ona już jest na pozycji przegranej
- i rzecz najważniejsza - nigdy Ona nie może pomyśleć, że Twoje wędkarstwo jest ważniejsze od niej lub rodziny.
Pokaż jej zachód albo wschód słońca nad jeziorem a na pewno wymięknie
Cóż...
Moja żona pochodzi z samego serca Mazur... :) Wspaniała kobieta! :)
Tyle w temacie.
a tak na poważnie moja żona przestała mi marudzić o ryby i puszczać teksty typu co ty w tych rybach widzisz,jak ją zabrałem na jeden ze zlotów kill&grill,i zobaczyła że wędkarstwo to nie tylko siedzenie i bezmyślne wpatrywanie się w spławik ,ale i dobra zabawa oraz fajne spędzanie czasu na wodą
Zostaw żonę w domu a weź prawdziwego przyjaciela do wypraw wędkarskich zawsze ci pomoże.:) (Ale byka nie drobiazg)
Zostaw żonę w domu a weź prawdziwego przyjaciela do wypraw wędkarskich zawsze ci pomoże.:) (Ale byka nie drobiazg)
który nigdy cię nie zdradzi. nawet jak go nie weźmiesz na ryby. nie narzeka, że zimno, że komary gryzą, że słońce pali, że nic nie bierze, nie pyta co chwila, czy długo jeszcze, nie zanudza, nie gani, nie ma pretensji, nie wymaga nic więcej jak drapania za uchem, głaskania i jedzenia, a w zamian za to zawsze jest gotów by cię bronić....:)))
Tylko wybierz rasę która nie lubi wody (wbrew pozorom) bo ci między spławikami będzie pływał. Ten na zdjęciu nie do upilnowania w każdą wodę wchodzi jak do siebie. >)
Ciekawe pytanie...
Ja mam ten sam problem tylko z moim mężem :)
Wyciągam go pod pretekstem, że musi ze mną jechać albo sama pojadę... <wiadomo że swojego auta ochoczo nie daje tym bardziej na ryby :D > i tym samym go zarażam. Już nie marudzi po 15min tylko sam stara się spiningować, aczkolwiek po 2h już mu się nudzi...
Mnie tata nauczył wędkować w zeszłym roku i spodobało mi się i myślę, że jak ją zabierzesz <najlepiej na jezioro gdzie będą brania> dasz jej wędkę aby spróbowała i jak wyciągnie swoją pierwszą rybę to będzie jeździć - o ile jej się to spodoba...
Proponuję też zabrać ją gdy będzie cieplej, zrobić grilla lub ognisko aby urozmaicić czas :)
Powodzenia ! :)
Kiedy żona lubi towarzystwo koleżanek kawę długi cygaret i klachy, to takiej nigdy już nie wciągniesz do wędkowania, chyba że całe jej towarzystwo zabierzesz nad wodę.
Kiedy żona lubi towarzystwo koleżanek kawę długi cygaret i klachy, to takiej nigdy już nie wciągniesz do wędkowania, chyba że całe jej towarzystwo zabierzesz nad wodę.
jeśli cię kocha to pojedzie z tobą, a jeśli nie to rozwiedź się i poszukaj chętnej do trzymania wędziska. proste.
Tylko wybierz rasę która nie lubi wody (wbrew pozorom) bo ci między spławikami będzie pływał. Ten na zdjęciu nie do upilnowania w każdą wodę wchodzi jak do siebie. >)
o to musisz mieć wesoło:)) podbierak nie potrzebny:))
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
jesteś Cierpliwy1 ;)))
Cierpliwy ma tu akurat rację. Chciaż są kobiety, które bardzo trudno wyciągnąć na ryby. I nawet tego typu zabiegi nie przekonają jej do wędkowania. Zwłaszcza jak żona/dziewczyna/narzeczona (niepotrzebne skreślić) dowie sie co się zakłada na haczyk (mam ma myśli robaki). ;)
na to potrzebny jest czas.moja też nie lubiła jeździć a teraz to nie można się ogonić
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Rób tak, rób a po kilku latach nawet nie będziesz wiedział, że już jesteś niewolnikiem. Myslisz, że kobiety sa takie głupie. Ich instynkt przetrwania pobija na głowę naszą mądrość w tym temacie.
Zrobi wszystko jak będzie miała w tym swój interes.
Są niektórzy, że robią to wszystko a po jakims czasie zostaja wpuszeni w kanał. To tylko kwestia czasu. Ostatnio mój znajomy po 12 latach, jak odstawił jej dom, wymienił samochód na nowy i wykształcił jej dzieci to walizki miał juz spakowane bo nie był potrzebny.
Najlepiej od razu załóż sobie chomąto i udawaj osła to lżej bedziesz to przetrawiał.
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Rób tak, rób a po kilku latach nawet nie będziesz wiedział, że już jesteś niewolnikiem. Myslisz, że kobiety sa takie głupie. Ich instynkt przetrwania pobija na głowę naszą mądrość w tym temacie.
Zrobi wszystko jak będzie miała w tym swój interes.
Są niektórzy, że robią to wszystko a po jakims czasie zostaja wpuszeni w kanał. To tylko kwestia czasu. Ostatnio mój znajomy po 12 latach, jak odstawił jej dom, wymienił samochód na nowy i wykształcił jej dzieci to walizki miał juz spakowane bo nie był potrzebny.
Najlepiej od razu załóż sobie chomąto i udawaj osła to lżej bedziesz to przetrawiał.
To chyba najlepiej założyć ją na haczyk
Postaram się odpowiedzieć w miarę poważnie, bo pytanie jak najbardziej zasadne i borykają się z tym problemem wędkarze od zawsze.
Po pierwsze - jeżeli narzeczona z Tobą jeździ na ryby i wydaje Ci się, że chętnie wędkuje, to nie miej złudzeń - dzień ślubu jest ostatnim dniem w którym te chęci wykazuje. I to w zasadzie odpowiedź na pytanie w jaki sposób ją do tego zachęcić. Można jednak sobie wędkowanie zgrabnie poorganizować.
- najlepiej tak sobie to ułożyć , aby jej stosunek był aprobująco pobłażający z tendencją do hamowania zbyt szalonych pomysłów dotyczących Twojego hobby,
- idealnie jest jak lubi jeść ryby (kłóci się to z zasadą no kill, ale jak czasami coś Ci się uda dla niej złowić - nie za często aby się nie przyzwyczaiła - to tym lepiej dla Twojego wędkowania)
- zapewnij rodzinie wszystkie środki do życia - to zapewni Ci uniknięcia komentarzy typu: Brakuje na rachunki a on na wędkowanie wydaje pieniądze.
- postaraj się o zdobycie aprobaty do twojego hobby u jej mamusi - uwierz mi - to więcej jak połowa sukcesu
- wspólne wczasy organizuj w miejscach do których ona chce jechać. Możesz zaproponować świetne miejsce nad morzem bo ona lubi plażę przez przypadek z urokliwym jeziorem pełnym ryb w pobliżu tej miejscowości
- jeżeli któreś Twoje dziecko złapie bakcyla wędkarstwa (choroba całkowicie nieuleczalna), to właściwie Ona już jest na pozycji przegranej
- i rzecz najważniejsza - nigdy Ona nie może pomyśleć, że Twoje wędkarstwo jest ważniejsze od niej lub rodziny.
Ująłeś to pięknie- ten dzień ślubu znam z autopsji był tylko tekst : co za hobby po Ślubie-popie.... ci się czyli od tego dnia miałem przestać łowić,grac w kapeli i przykładnie oglądać seriale :-):D
:))))
A ja Wam mówię chłopacy, że są takie kobietki, co lubią jeździć na ryby. Lubią piwo, ognisko, wschód i zachód słońca, glizdy, zanęty itd. Podobno są lepszymi kompanami, na wyprawy wędkarskie niż faceci, a i jak rybki nie biorą, to można sobie znaleźć inną rozrywkę ;) Ale to podobno! Może to tylko mit...
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Rób tak, rób a po kilku latach nawet nie będziesz wiedział, że już jesteś niewolnikiem. Myslisz, że kobiety sa takie głupie. Ich instynkt przetrwania pobija na głowę naszą mądrość w tym temacie.
Zrobi wszystko jak będzie miała w tym swój interes.
Są niektórzy, że robią to wszystko a po jakims czasie zostaja wpuszeni w kanał. To tylko kwestia czasu. Ostatnio mój znajomy po 12 latach, jak odstawił jej dom, wymienił samochód na nowy i wykształcił jej dzieci to walizki miał juz spakowane bo nie był potrzebny.
Najlepiej od razu załóż sobie chomąto i udawaj osła to lżej bedziesz to przetrawiał.
Ja tak robię i jestem bardzo szczęśliwym facetem a żonę mam wspaniałą i życzę wszystkim aby mieli tak w życiu .
A ja Wam mówię chłopacy, że są takie kobietki, co lubią jeździć na ryby. Lubią piwo, ognisko, wschód i zachód słońca, glizdy, zanęty itd. Podobno są lepszymi kompanami, na wyprawy wędkarskie niż faceci, a i jak rybki nie biorą, to można sobie znaleźć inną rozrywkę ;) Ale to podobno! Może to tylko mit...
Są. To prawda. Kumpel ma taką żonę.Na tylu wędkarzy co znam to wyjatek.
Trzeba ją bardzo kochać i często o tym mówić ,szanować ,podziwiać ,wielbić,zapewnić jej BEZPIECZEŃSTWO,podziękować za pyszny obiad,kupić bez okazji kwiaty,na rozbudzenie rano ucałować a w tedy żona zrobi dla każdego wędkarza wszystko .
Rób tak, rób a po kilku latach nawet nie będziesz wiedział, że już jesteś niewolnikiem. Myslisz, że kobiety sa takie głupie. Ich instynkt przetrwania pobija na głowę naszą mądrość w tym temacie.
Zrobi wszystko jak będzie miała w tym swój interes.
Są niektórzy, że robią to wszystko a po jakims czasie zostaja wpuszeni w kanał. To tylko kwestia czasu. Ostatnio mój znajomy po 12 latach, jak odstawił jej dom, wymienił samochód na nowy i wykształcił jej dzieci to walizki miał juz spakowane bo nie był potrzebny.
Najlepiej od razu załóż sobie chomąto i udawaj osła to lżej bedziesz to przetrawiał.
Ja tak robię i jestem bardzo szczęśliwym facetem a żonę mam wspaniałą i życzę wszystkim aby mieli tak w życiu .
Wierzę Ci, że jesteś szczęśliwy. Szczęscie to jest pojęcie względne jak w tej historyjce.
Ozenił sie wedkarz. Spotyka go kolega i pyta. To prawda,że sie ożeniłeś? Tak. A żona ladna, miła? Tak To musisz byc szczęśliwy. Tak, muszę.
Mnie udało się na razie zarazić tylko córkę, nie mogę się wprost opędzić. A z żonami próbujemy z kumplem od roku i na razie dupa. Może w przyszłym roku jakiś wypad na mazury z całymi rodzinami si ę uda.
a tak swoja drogą, taka kobita to skarb, chylę czoła przed koleżankami z forum
witam
Ja moja żona i trzy córki 3/4 wypadów nad wodę to z nimi zawsze mam wesoło nieraz nawet nad to ale jest fajnie znaojomi wędkarze są pełni podziwu jak zajeżdżamy nad wodę o 04:00 wszyscy razem na ryby .
Pozdro .
Jeszcze zapomniałem .
Pozdrowienia dla wszystkich babek które jeżdżą ze swoimi chłopami na rybki.
Jeszcze zapomniałem .
Pozdrowienia dla wszystkich babek które jeżdżą ze swoimi chłopami na rybki.
Dziękujemy za pozdrowionka:),,patrz moja babka nie chce wędkować ,a tak ją zachęcałem:)))),milusio tu poczytać i zasięgnąć parę wskazówek:)
A ja wyznaję zasadę że jadę nad wodę odpocząć !
Fizycznie i psychicznie.
A ja wyznaję zasadę że jadę nad wodę odpocząć !
Fizycznie i psychicznie.
Ja tak samo.
A ja wyznaję zasadę że jadę nad wodę odpocząć !
Fizycznie i psychicznie.
Ja tak samo.
Zgadza się.
Raz na jakiś czas rodzinnie okej, ale to tylko raz na jakiś czas...
Mój czas, moje hobby, moje kije, moje robaki ;)
A ja wyznaję zasadę że jadę nad wodę odpocząć !
Fizycznie i psychicznie.
Ja tak samo.
Zgadza się.
Raz na jakiś czas rodzinnie okej, ale to tylko raz na jakiś czas...
Mój czas, moje hobby, moje kije, moje robaki ;)
....za kasę żony...:)
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle.
Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle.
Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował...
Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz.
Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi.
siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji.
Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
Wraca chłop wieczorem późnym ochlany do domu..
Otwiera drzwi i wchodzi po cichu na paluszkach,,,,-ściąga buty i ...upsss..Bach wazon przewrócony....ciiiiiiiiii, Kochanie już jestem-leźie dalej łub...pierdzi-uch w przedpokoju...ciiiiiiii, kochanie już wróciłem-włazi do pokoju...pierdziu na wyro ,,,wraz z kablem od telefonu.......... .......ach jak dobrze jest być kawalerem:))))))
masz dobrze
Moja żona łowi, dwaj synowie również, jednym słowem wędkarska rodzina.
A ja wyznaję zasadę że jadę nad wodę odpocząć !
Fizycznie i psychicznie.
Ja tak samo.
Zgadza się.
Raz na jakiś czas rodzinnie okej, ale to tylko raz na jakiś czas...
Mój czas, moje hobby, moje kije, moje robaki ;)
O nie, nie. Robaki może mieć też żona. Po co wędkarz się żeni? Żeby miec zonę co ma robaki.
A ja wyznaję zasadę że jadę nad wodę odpocząć !
Fizycznie i psychicznie.
Ja tak samo.
Zgadza się.
Raz na jakiś czas rodzinnie okej, ale to tylko raz na jakiś czas...
Mój czas, moje hobby, moje kije, moje robaki ;)
....za kasę żony...:)
A dlaczego za kase żony? Czy ja jestem dziad? Żona ma swoje fundusze a ja swoje. Przecież nie będę zebrał u żony aby czasem dała mi na piwo moje własne pieniądze. Żona też kupuje sobie co chce i jest dobrze. Ona też nie jest dziadem aby mnie prosiła o pieniądze. Jeżeli ktos sobie na to pozwoli to jego sprawa.
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle.
Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle.
Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował...
Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz.
Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi.
siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji.
Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
Artur. To jest tak W naszym życiu żona postawiła na dzieci a ja na rodzinę i oboje zostaliśmy sami bo dzieci są ,,wyjechane". Czyli, że oboje przegraliśmy. Jak to mówią u nas na wschodzie - no żizń kak żizń.
Jakieś pomysły, sugestie jak zarazić żonę wędkarstwem. Może ktoś już przerabiał temat.
A ja myślałem, że wędkarstwo jest właśnie jednym ze sposobów aby od żony odpocząć;)
Ja raz zabrałem żonę nad wodę i to był ostatni raz, zwyczajnie po 10 min. zaczęła się nudzić (podobnie było kiedyś z siostrzenicą) a jako, że owego dnia rybki dopisywały, nie muszę chyba mówić w jakim humorze opuszczałem łowisko (wytrzymałem chyba z pół godz.:).
Generalnie ani jej przez myśl nie przejdzie żeby ze mną jechać, ani ja jej nie namawiam...
Co do wędkarskiego kompana to jest mi nim kumpel, brat lub zwyczajnie - samotność;)
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle.
Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle.
Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował...
Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz.
Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi.
siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji.
Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
z tym kompem to miała rację. :)))
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle.
Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle.
Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował...
Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz.
Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi.
siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji.
Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
z tym kompem to miała rację. :)))
Może, ale co miałem robić ja miała foha. I nie wiadomo o co jej chodziło.
Piątek.
ko... co planujesz na weekend?
Nie wiem jak się rano będę czuła!!!!
Sobota.
I jak coś planujesz? pomóc ci?
milczy lub fuka? no i za sprzątanie haty się bierze...
To co tu robić?
Pomóc Ci, może dziś gdzieś skoczymy?
Milczy...
pojedziesz na ryby - źle
siądziesz do kompa - źle
pójdziesz na piwo z kumplem (jedno wypijesz) -alkocholik!!! i zaczyna się jazda.
Pójdziesz na działkę coś porobić, to przyjdzie i foch jakoś przechodzi... I nawet piwko jej nie przeszkadza. Ale nie zawsze pogoda pozwoli!!!
(dobrze że jak brałem tą działkę to na siebie), oczywiscie za to też był foch.
Ja jeździłem za swoje lewe. I było źle.
Nie odzywała się to siadałem na kompa. I było źle.
Wzięła kota. A ja mam na nie awersje. Nie pozbyła się go. Z czasem człowiek troche go zaakceptował...
Wracam z fuchy. i przynoszę dodatkowa kaskę. Za mało bierzesz. Ciesz się ze wogule jeszcze dorobię!
No i teraz.
Jadę na ryby za swoje, i nikt mi nie zrzędzi.
siedzę przed kompem, i nikt nie ma pretensji.
Sam se ugotuje i zjem, pozmywam, piwko wypiję i cisza...
Tylko tęsknota za dzieciakami, ale i tu się tez ureguluje...
z tym kompem to miała rację. :)))
Może, ale co miałem robić ja miała foha. I nie wiadomo o co jej chodziło.
Piątek.
ko... co planujesz na weekend?
Nie wiem jak się rano będę czuła!!!!
Sobota.
I jak coś planujesz? pomóc ci?
milczy lub fuka? no i za sprzątanie haty się bierze...
To co tu robić?
Pomóc Ci, może dziś gdzieś skoczymy?
Milczy...
pojedziesz na ryby - źle
siądziesz do kompa - źle
pójdziesz na piwo z kumplem (jedno wypijesz) -alkocholik!!! i zaczyna się jazda.
Pójdziesz na działkę coś porobić, to przyjdzie i foch jakoś przechodzi... I nawet piwko jej nie przeszkadza. Ale nie zawsze pogoda pozwoli!!!
(dobrze że jak brałem tą działkę to na siebie), oczywiscie za to też był foch.
No to współczuje wpady.
Kiedyś była super babka, ale...
i się popsuło.
Głównie z powodu kasy...
Bo zacząłem rozliczać. jak auto kosztowało mnie 4 razy tyle niż zapłaciłem.
U mnie tak łowi klepa łowi klepowa łowiom wszystkie cztery klepki razem na łowisku i jest spoko bez zrzędzenia