Rok temu byłen na wakacjach w mieście o pięknej nazwie "Okarpiec". Poszedłem raz na nockę na łódce z kolegą. Przez całą noz złowiliśmy tylko 30 cm leszcza. Byliśmi trochę zawiedzeni bo liczyliśmy na liny znane w tej okilicy. O świcie na pomoście usiadł jakiś facet. zanęcił i po ok. 15 min zaczą wyciągać liny po 45cm. Wyciągną takich ok. 15 pod rząd. Siedzieliśmy na łódzce do 10 rano ale nic więcej nie złowiliśmy. CO POSZŁO NIE TAK? łowiliśmy ok. 15 m od tego pana.
Często tak bywa. Mamy najlepszy sprzęt, żyłki, kołowrotki, wędki, drogie zanęty i przynęty, a przyjdzie miejsowy facet z bambusem lub jeszcze rosyjskim teleskopem i czeskim starym kołowrotkiem, żyłka jak linka do bielizny. Sypnie garstkę ziarna, jedną, drugą i łapie piuękne rybki. Znajomość łowiska, regularne nęcenie, spokój cisza i nic więcej do szczęścia nie potrzeba.
W sobotę taka sytuacja miała na wiśle w okolicach Otwocka, siedziało 10 gości i nić nie złowili a obok 20m dalej siedział jeden wędkarz i jak wyjął siatkę to reszta o mało zawału nie dostała. W siatce miał około 20 leszczy +30cm, ale na co łowił nikt nie wie.
To co poszło nie tak aż taka wielka tajemnica pewnie nie jest.Co kraj to obyczaj ,co zbiornik to inne upodobania. Mogłeś łapac na czerwonego,białego a kolega łapał na ryz dmuchany plus kukurydze (daje przykład) i to już jest klucz do sukcesu,a pewnie na innym zbiorniku klucz miałbyś ty.facet mógł mieć zanęcone kilkudniowo miejsce ,gdzie właśnie lin żerował a ty go szukałeś pływając i te kilkanaście metrów starczyło żebyś nie miał powodzenia.Rodzaj zanety która używałeś itd ..itd... przykładów może być kilka i jeden podstawowy błąd który zrobiłeś to brak rozeznania na nowym terenie. Warto podpytac miejscowych,podpatrzeć gdzie i na co biorą,ta wiedza czasami daje efekty....oczywiście jak ktoś cie w balona nie robi....
Rok temu byłen na wakacjach w mieście o pięknej nazwie "Okarpiec". Poszedłem raz na nockę na łódce z kolegą. Przez całą noz złowiliśmy tylko 30 cm leszcza. Byliśmi trochę zawiedzeni bo liczyliśmy na liny znane w tej okilicy. O świcie na pomoście usiadł jakiś facet. zanęcił i po ok. 15 min zaczą wyciągać liny po 45cm. Wyciągną takich ok. 15 pod rząd. Siedzieliśmy na łódzce do 10 rano ale nic więcej nie złowiliśmy. CO POSZŁO NIE TAK? łowiliśmy ok. 15 m od tego pana.
Często tak bywa. Mamy najlepszy sprzęt, żyłki, kołowrotki, wędki, drogie zanęty i przynęty, a przyjdzie miejsowy facet z bambusem lub jeszcze rosyjskim teleskopem i czeskim starym kołowrotkiem, żyłka jak linka do bielizny. Sypnie garstkę ziarna, jedną, drugą i łapie piuękne rybki. Znajomość łowiska, regularne nęcenie, spokój cisza i nic więcej do szczęścia nie potrzeba.
W sobotę taka sytuacja miała na wiśle w okolicach Otwocka, siedziało 10 gości i nić nie złowili a obok 20m dalej siedział jeden wędkarz i jak wyjął siatkę to reszta o mało zawału nie dostała. W siatce miał około 20 leszczy +30cm, ale na co łowił nikt nie wie.
To co poszło nie tak aż taka wielka tajemnica pewnie nie jest.Co kraj to obyczaj ,co zbiornik to inne upodobania. Mogłeś łapac na czerwonego,białego a kolega łapał na ryz dmuchany plus kukurydze (daje przykład) i to już jest klucz do sukcesu,a pewnie na innym zbiorniku klucz miałbyś ty.facet mógł mieć zanęcone kilkudniowo miejsce ,gdzie właśnie lin żerował a ty go szukałeś pływając i te kilkanaście metrów starczyło żebyś nie miał powodzenia.Rodzaj zanety która używałeś itd ..itd... przykładów może być kilka i jeden podstawowy błąd który zrobiłeś to brak rozeznania na nowym terenie.
Warto podpytac miejscowych,podpatrzeć gdzie i na co biorą,ta wiedza czasami daje efekty....oczywiście jak ktoś cie w balona nie robi....