Witam , zastanawia mnie jakim to sprzetem dysponowalscie zaczynajc wedkarska przygode. Pewnie mlodsi z nas zaczynali juz jakimis nowosciami ,a ci starsi maja w pamieci stare wysluzone bambusy itp. Jesli chodzi o mnie moja pierwsza wedke dostalem od sp. dziadka , byl to stary spinning skladany z dwoch czesci z wlokna szklanego. Do tego kija mialem zamocowany kolowrotek o nazwie "Skalar" , ktory strasznie halasowal. Wlasnie na tym sprzecie wyciagalem swoje pierwsze ryby , byly to karasie , poławiane na "piaskach" - wedkarze naszego kola na pewno wiedza gdzie znajduje sie ta piekana woda...
Ja też zaczynałem od kija leszczynowego, potem byla bambusówka. Za pieniadze zarobione przy myciu okien u dziadków kupiłem sobie czeski spining tokoz i kołowrotek czapla. To byłsprzęt że ho, ho!
Ja pierwszą wędke jaką dostałem to był trzyczęściowy bambus i kołowrotek z ruchomą szpulą.Do tego oczywiście kolorowa żyłeczka i spławik z gęsiego pióra.I tek to się zaczeło
Moje początki były standardowe, czyli wszystkie typy leszczynówek, jesionówek ze szczytówka z jałowca. Do treningu była leszczynowa gruntówka z zestawem 4-krotnie dłuższym od kija, zarzucić łatwo, ale hol polegał na wychodzeniu na łąkę ;-). Potem była leszczówka 6,5 metra, którą kładłem na wodzie, bo nie miałem siły utrzymać dłużej niż kilka minut, a stałem w wodzie powyżej pępka. Później szło już łatwiej -bambus najpierw „cukrowy”, potem „przypalany” i własnoręcznie „hartowany” całą zimę na strychu. Jedynie do połowów „na obiad” ojciec pozwalał korzystać ze swojego sprzętu (bo nie ma czasu na zabawę). Kołowrotków z PRL-u przeszedłem całą gamę, tyle że wszystkie dostawałem już mocno zużyte, pamiętam naukę pompowania w trakcie holu szczupaka kiedy okazało się, że poczciwy Stabil zwija żyłkę jedynie bez obciążenia. Pierwszym porządnym nowym kołowrotkiem był Master 1 DAM otrzymany od zaprzyjaźnionego Niemca za tydzień oprowadzania po mazurskich jeziorach (chyba w "88 roku) i potem poleciało już z „górki”-własna kasa, a więc wszystko co oferowały sklepy sportowe, Polspingi, Prexery, Polsporty i oczywiście kolekcja rośnie do dziś tyle, że wolniej bo dobieram z bardziej rozważnie. Dziś wracam do „korzeni” kolekcjonując sprzęt dużo starszy (ostatnia perełka jest z 1946 roku -multiplikator Shakespear"a). Dodam na koniec, że jakoś tym starym ukochanym sprzętem nawet dziś przyjemniej się łowi, bo może mniej zwraca się uwagę na polowanie...
Moja przygoda wędkarska zaczęła się w wakacje 1981 roku. A lato było piękne tego roku, nikt się nie spodziewał, że w grudniu wybuchnie. Do brzegu moją wędką był bambus z katuszką na której była już żyłka, spławik z pióra i haczyk. Sprzęt był używany a dał mi go ojciec bo dostał od kolegi. Jak już wielokrotnie pisałem jestem pierwszym pokoleniem wędkarzy w mojej rodzinie dlatego późniejszy sprzęt sam skrupulatnie dobierałem w miarę poznawania tajników wędkarskich. Należy wspomnieć o sprzęcie dodatkowym, który jak chyba wszyscy sam robiłem (podpórki, podbierak, siatka, sygnalizator na diody do połowu w nocy).
Pozdrawiam.
ja zaczalem w czerwcu 78 dostalem wedke od ciotki bambus 2czesciowy ,zloty ruski kolowrotek z ruchoma szpula do tego ze 20 metrow zylki haczyk z uszkiem i gesie pioro i w ten dzien zlowilem pierwsze 4 karasie
Ja zaczynałem trochę póżniej niż koledzy z racji wieku ;)ale też sprzęt miałem ciekawy. Wędka made in ZSRR z włókna szklanego 2-składowa 1,80m waga chyba z 3 kg plus kołowrotek DELFIN z ruchomą szpulą również produkcji naszych wschodnich"braci" Do tego gęsie pióro i taśma ołowiana (śrutu nie było)Rewelka, kij był taki sztywny, że można było kaloszem zarzucac!!! i oczywiście niezapomniana żyłka tricolor (w kolorach tęczy)Dopiero póżniej na targu u ruskich tata kupił mi teleskop 4,5 m. niesamowita pała! Mam go do dziś
a ja to miałam fajnie jak zaczynałam 7 lat temu. Tata dał mi śliczny bacik 4m Do tego żyłeczka musiała być wytrzymała i oczywiście sama musiałam wybrać najładniejszy spławik jaki miał. I pamiętam ze tego dnia miałam naprawdę udany połów jak na początek i byłam z siebie bardzo dumna. A potem już poszło wędka od rodziców na urodzinki to coś tam mi dokupili to ja sama i robi się go coraz więcej.
O kurde kiedy to było jakiś rok 1976/7.Za odkładane pieniądze kupiłem sobie w Warszawie na ul KRN (najlepiej chyba zaopatrzony sklep wędkarski w woj. mazowieckim w tamtym czasie,dziś już go niema) dobrze ża akurat była dostawa,dwa bambusy,jeden lekki 3m,drugi żywcowy 4,5m oba nieistniejącej już firmy czapla.Do tego dwa kołowrotki (małe) ze szpulą ruchomą i 50m żyłki LESKA made in DDR.Bożeeee.. ale to było toporne i dzialało.
Witam , zastanawia mnie jakim to sprzetem dysponowalscie zaczynajc wedkarska przygode.
Pewnie mlodsi z nas zaczynali juz jakimis nowosciami ,a ci starsi maja w pamieci stare wysluzone bambusy itp.
Jesli chodzi o mnie moja pierwsza wedke dostalem od sp. dziadka , byl to stary spinning skladany z dwoch czesci z wlokna szklanego. Do tego kija mialem zamocowany kolowrotek o nazwie "Skalar" , ktory strasznie halasowal.
Wlasnie na tym sprzecie wyciagalem swoje pierwsze ryby , byly to karasie , poławiane na "piaskach" - wedkarze naszego kola na pewno wiedza gdzie znajduje sie ta piekana woda...
Pierwsza moja wędka to leszczynowy kij z przywiązaną żyłką.
Potem ojciec kupił mi bambusa z kołowrotkiem.
Spławiki strugane z kory.
Ja też zaczynałem od kija leszczynowego, potem byla bambusówka. Za pieniadze zarobione przy myciu okien u dziadków kupiłem sobie czeski spining tokoz i kołowrotek czapla. To byłsprzęt że ho, ho!
Ja pierwszą wędke jaką dostałem to był trzyczęściowy bambus i kołowrotek z ruchomą szpulą.Do tego oczywiście kolorowa żyłeczka i spławik z gęsiego pióra.I tek to się zaczeło
Moje początki były standardowe, czyli wszystkie typy leszczynówek, jesionówek ze szczytówka z jałowca. Do treningu była leszczynowa gruntówka z zestawem 4-krotnie dłuższym od kija, zarzucić łatwo, ale hol polegał na wychodzeniu na łąkę ;-). Potem była leszczówka 6,5 metra, którą kładłem na wodzie, bo nie miałem siły utrzymać dłużej niż kilka minut, a stałem w wodzie powyżej pępka. Później szło już łatwiej -bambus najpierw „cukrowy”, potem „przypalany” i własnoręcznie „hartowany” całą zimę na strychu. Jedynie do połowów „na obiad” ojciec pozwalał korzystać ze swojego sprzętu (bo nie ma czasu na zabawę). Kołowrotków z PRL-u przeszedłem całą gamę, tyle że wszystkie dostawałem już mocno zużyte, pamiętam naukę pompowania w trakcie holu szczupaka kiedy okazało się, że poczciwy Stabil zwija żyłkę jedynie bez obciążenia. Pierwszym porządnym nowym kołowrotkiem był Master 1 DAM otrzymany od zaprzyjaźnionego Niemca za tydzień oprowadzania po mazurskich jeziorach (chyba w "88 roku) i potem poleciało już z „górki”-własna kasa, a więc wszystko co oferowały sklepy sportowe, Polspingi, Prexery, Polsporty i oczywiście kolekcja rośnie do dziś tyle, że wolniej bo dobieram z bardziej rozważnie. Dziś wracam do „korzeni” kolekcjonując sprzęt dużo starszy (ostatnia perełka jest z 1946 roku -multiplikator Shakespear"a). Dodam na koniec, że jakoś tym starym ukochanym sprzętem nawet dziś przyjemniej się łowi, bo może mniej zwraca się uwagę na polowanie...
Moja przygoda wędkarska zaczęła się w wakacje 1981 roku. A lato było piękne tego roku, nikt się nie spodziewał, że w grudniu wybuchnie. Do brzegu moją wędką był bambus z katuszką na której była już żyłka, spławik z pióra i haczyk. Sprzęt był używany a dał mi go ojciec bo dostał od kolegi. Jak już wielokrotnie pisałem jestem pierwszym pokoleniem wędkarzy w mojej rodzinie dlatego późniejszy sprzęt sam skrupulatnie dobierałem w miarę poznawania tajników wędkarskich. Należy wspomnieć o sprzęcie dodatkowym, który jak chyba wszyscy sam robiłem (podpórki, podbierak, siatka, sygnalizator na diody do połowu w nocy). Pozdrawiam.
ja zaczalem w czerwcu 78 dostalem wedke od ciotki bambus 2czesciowy ,zloty ruski kolowrotek z ruchoma szpula do tego ze 20 metrow zylki haczyk z uszkiem i gesie pioro i w ten dzien zlowilem pierwsze 4 karasie
Ja zaczynałem trochę póżniej niż koledzy z racji wieku ;)ale też sprzęt miałem ciekawy. Wędka made in ZSRR z włókna szklanego 2-składowa 1,80m waga chyba z 3 kg plus kołowrotek DELFIN z ruchomą szpulą również produkcji naszych wschodnich"braci" Do tego gęsie pióro i taśma ołowiana (śrutu nie było)Rewelka, kij był taki sztywny, że można było kaloszem zarzucac!!! i oczywiście niezapomniana żyłka tricolor (w kolorach tęczy)Dopiero póżniej na targu u ruskich tata kupił mi teleskop 4,5 m. niesamowita pała! Mam go do dziś
a ja to miałam fajnie jak zaczynałam 7 lat temu. Tata dał mi śliczny bacik 4m Do tego żyłeczka musiała być wytrzymała i oczywiście sama musiałam wybrać najładniejszy spławik jaki miał. I pamiętam ze tego dnia miałam naprawdę udany połów jak na początek i byłam z siebie bardzo dumna. A potem już poszło wędka od rodziców na urodzinki to coś tam mi dokupili to ja sama i robi się go coraz więcej.
O kurde kiedy to było jakiś rok 1976/7.Za odkładane pieniądze kupiłem sobie w Warszawie na ul KRN (najlepiej chyba zaopatrzony sklep wędkarski w woj. mazowieckim w tamtym czasie,dziś już go niema) dobrze ża akurat była dostawa,dwa bambusy,jeden lekki 3m,drugi żywcowy 4,5m oba nieistniejącej już firmy czapla.Do tego dwa kołowrotki (małe) ze szpulą ruchomą i 50m żyłki LESKA made in DDR.Bożeeee.. ale to było toporne i dzialało.