Piszę tego posta, dla wszystkich wędkarzy. Tych początkujących jak i zaawansowanych. Wędkuje naprawdę długo bo praktycznie od urodzenia, i tak naprawdę nie mam za bardzo pojęcia o pasożytach ryb. Dlatego zakładam tego posta, a będzie on na pewno służył pomocą dla wszystkich wędkarzy. Proszą Was o porady, zdjęcia na temat pasożytów ryb. To znaczy szczegółowy opis pasożytów; wygląd, jak go odróżnić od reszty ciała ryby, jego umiejscowienie i zachowanie u ryby żywej jak i martwej lub patroszonej, no i fotografie przedstawiające te paskudztwa, ważne by były czytelne i najlepiej z zaznaczonym pasożytem, a nawet by przedstawiało samego pasożyta. I co też bardzo ważne, w jakich łowiskach go spotykamy (charakterystyka), w jakich okresach, czym je zwalczamy lub zapobiegamy ich występowaniu. No i to co najważniejsze jak wpływa na zdrowie konsumentów ryb; zagrożenia, dolegliwości, i jak ich neutralizować (unieszkodliwiać). Artur z Kętrzyna.
Poruszyłeś dobry temat i bardzo ważny dla nas wędkarzy , ponieważ niestety jesteśmy narażeni na zarażenie się pasożytami przy zjedzeniu ryb czy piciu wody z rzek . Czytałem kiedyś artykuł w Wiadomościach Wędkarskich na temat zagrożeń na jakie jesteśmy narażeni spożywając ryby , czy mając kontakt z wodą gdzie one występują . Również kiedyś spotkałem się z Karpiami zarażonymi Tasiemcem uzbrojonym i te ryby lubią być pośrednikiem oprócz Świni w łańcuchu rozwojowym tego pasożyta . Drugim tasiemcem przedostającym się do naszego organizmy jest Bruzdogłowiec szeroki gdzie pośrednim żywicielem są ptaki i ryby .
Niestety jedynie możemy stwierdzić obecność pasożytów tylko i wyłącznie podczas oprawiania i patroszenia ryb gdzie po rozkrojeniu razem z jelitami ukazują nam się niejednokrotnie formy już rozwinięte tasiemca , które wyglądają jak ruszające się białe lub żółto- różowe wstążki , ewentualnie grubsze nici . Niejednokrotnie u żywiciela pośredniego są formy pośrednie w postaci wągrów trudno zauważalne gołym okiem . opisano również sposoby zapobiegania przed zarażeniem się nimi i podano tam że możemy to zrobić dwoma sposobami . Gotując , lub dokładnie smażyć ryby i zamrażając ich do temperatury takiej gdzie wszystkie komórki w mięsie zamarzają . Ja od tamtej pory kiedy przeczytałem ten artykuł , to nigdy od razu złowionych ryb nie jem , a tylko umieszczam w zamrażalniku na tydzień i dopiero po upływie tego czasu przyrządzam ich dalej dodatkowo obrabiając termicznie .
Jest jeszcze Anisakis marina, także pasożyt należący do nicieni, jest przyczyną choroby zwanej anizocytozą. Pasożytuje w rybach morskich, zwłaszcza śledziach, makrelach i łososiach. Do zarażenia się ludzi dochodzi na skutek zjedzenia surowych lub niedosmażonych ryb morskich. Aby pozbyć się tych pasożytów, ryby można mrozić przez co najmniej dobę lub poddać obróbce termicznej czyli dobrze wysmażyć.
Jeśli podczas patroszenia ryby zaóważysz coś takiego, to dobrze radzę aby taką rybę lub nawet cały połów zakopać głęboko lub nawet spalić, jaśli to możliwe.
Ja również takie ryby wyrzucam tak na wszelki wypadek choć są ponoć okolice na mazurach gdzie uważają to za przysmak , oczywiście odpowiednio przyrządzając (pisało w tym artykule)
Ja jednak nie polecam tego typu przysmaki . Musimy zabierając ryby do domu bardziej zwracać uwagę podczas patroszenia , bo nasze rzeki i jeziora mają styczność z wieloma gospodarstwami ludzkimi gdzie jeszcze odchody ludzkie i zwierzęce przedostają się do naszych wód i nie wiadomo na co i kiedy trafimy .
Jak pisałem wyżej . Nie jeść surowego mięsa i niedosmażonego . Obróbka termiczna , to jest dobre wysmażenie , czy gotowanie powinno wystarczyć . Ja na wszelki wypadek zawsze złowione ryby umieszczam w zamrażalniku tak minimum na tydzień , a dopiero potem przyrządzam , smażąc, gotując lub wędząc .
Tasiemce przeważnie atakują ryby w zbiornikach tzw. przeleszczonych tzn. gdy jest zbyt duża populacja ryb spokojnego zeru , dlatego tak ważne jest zachowanie równowagi w środowisku i występowanie silnej populacji ryb drapieżnych głownie szczupaka.
Tasiemce wyst. u ryb zwane są ligulozą. Nie są szkodliwe dla człowieka, ale..... Najczęściej występują u płoci i leszcza. Ryby mają gruby, twardy brzuch- jak przed tarłem. Zauważyłem, że łowiąc zimą, takie ryby trafiają się na początku sezonu, potem ich ilość maleje.?! Wiedząc,że mogę mieć doczynienia z zarażonymi rybami, najpierw rozcinam im brzuchy i sprawdzam zawartość. Tasiemiec ma kształt makaronu tasiemki. Taka rybka idzie precz, brrrr. Kiedyś w WP czytałem, że nad Bugiem uważają to za afrodyzjak(?!) Nigdy nie sprawdzałem, ale może ktoś z kolegów to potwierdzi.
Biorąc pod uwagę te wszystkie niebezpieczeństwa wynikające z obecności pasożytów w mięsie niezależnie od ich uzbrojenia, należy spożywać wyłącznie mięso dobrze ugotowane lub usmażone i odpuścić sobie wszelkiego rodzaju tatary.
Wszystko to i prawda, wysmażyć? pamiętam z biologi że to nie do końca skuteczne jak i mrożenie. Te ich jajeczka mają osłonkę która chroni ich przed kwasami żołądka, wyższymi i niższymi temperaturami. Z gotowanych ryb to jadam tylko szczupaczka i to galantynę, resztę preferuję smażoną i to tak w sam raz, wprost nienawidzę ze smażonych. Lubię się delektować smakiem ich mięska, tak więc i przypraw nie stosuję do smażenia oprócz soli. Przyprawione rybki to tylko te w sosie greckim, palce lizać. Wracając do pasożytów. Na tym zdjęciu kolego(kowal 42) to tasiemiec? On siedzi w flakach rybki czy między nimi?
Widzę, że byłeś pilnym uczniem na lekcjach biologii. Co do faktu, że gotowanie i smażenie mięsa nie jest antydotum skutecznym w 100% do uniknięcia zakażenia pasożytami, to zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Długotrwała obróbka termiczna mięsa pozwala się jednak pozbyć znacznej większości pasożytów. Są co prawda posożyty, które jak napisałeś "Te ich jajeczka mają osłonkę która chroni ich
przed kwasami żołądka, wyższymi i niższymi temperaturami". Należy do nich Włosień kręty (Trichinella spiralis) należący do nicieni,
będący jednym z najgroźniejszych pasożytów człowieka, gdyż wywołuje chorobę zwaną włośnicą lub trychinozą, z
ciężkim przebiegiem, kończącym się niekiedy śmiercią. Zakażenie następuje po zjedzeniu zakażonego mięsa świni lub dzika, nie
poddanych odpowiedniej obróbce termicznej. Aby zginęły wszystkie larwy, należałoby gotować kilogram mięsa ponad pół godziny. Na pocieszenie powiem, że włosień kręty i jego larwy nie występują u ryb. Żeby uniknąć zakażenia włośnicą należy spożywać mięso badane przez lekarz weterynarii. Słyszałem niedawno o przypadku włośnicy w jednej wsi, gdzie zmarły bodajże 3 osoby na tą chorobę. Teraz chyba każdy wie, dlaczego nie spożywam potrawy uwielbianej przez wielu a zwanej tatarem, zapewne na cześć azjatyckich koczowników najeżdżających onegdaj Polskę.
W przypadku ryb najczęściej mamy do czynienia z ligulozą (na ogół leszcz, płoć). To biała taśma wypełniająca znaczną część brzucha.
1. Mięso ryby po pozbyciu się tego tasiemca nie jest szkodliwe dla człowieka (kiedyś wypróbowałem i żyję :-), choć teraz bym tego nie zrobił.
2. Rybę w wersji "lajf " można rozpoznać czy jest nosicielem ligulozy po nienaturalnie wzdętym brzuchu - wiedząc, że ryba jest dawno po tarle i pomyłki nie budiet. Ja osobiście takie ryby (płotki, leszcze) usmiercam i zakopują jeżeli zdarzy mi się (z rzadka) ich złowić. Nie namawiam jednak nikogo jak ma postąpić
Takie mięso może nie jest szkodliwe(trujące) ale można się zarazić takim tasiemcem. Możemy nawet przez kilka lat nie wiedzieć że jesteśmy tym świństwem zarażeni, może nie być żadnych objawów.
MInęło jakieś 10 lat, jak był to chyba nie przetrwał :-) Nie sądzę, żeby człowiek mógł być nosicielem ligulozy, ale nie jestem lekarzem, czekamy na głos specjalisty :-)
czesto tez trafiaja sie plotki i ukleje z czarnymi kropkami na ciele to tez jakis pasozyt chyba ale niestety nie wiem nic dokladnie, czasami cale populacje w zbiorniku sa obsypane tym czyms:( pozdrawiam.
Kto pije i pali ten niema robali . To też z życie wzięte powiedzenie . A tak na serio to żaden organizm nie wytrzyma temperatury 100 stopni , może być nie dokładnie usmażona lub ugotowana (jakaś część mięsa nie będzie poddana na działanie tych temperatur ) co często się zdarza z braku czasu , lub złego określenia czy potrawa jest już gotowa . Względem niskich temperatur to muszą być bardzo niski i działać w dłuższym czasie (komórki w większości składają się z wody która zamarzając rozrywa je ) . względem picia i palenia jeżeli nam szkodzi to i pasożytowi też i to jest jakiś sposób . Wcale nikogo nie namawiam , ale jeszcze nie spotkałem kogoś nadmiernie nadużywającego aby miał tasiemca , czy inne robale .
A skąd kolego Kazik wiesz, że nie ma tego pasożyta? Robiłeś jemu badania lub zaglądałeś tu i ówdzie. Wielu ludzi nawet sobie nie zdaje sprawy z tego, że ma jakieś pasożyty poza ciężkimi przypadkami.
Od czasu do czasu tak dla kurażu stosuję odtrutkę w postaci mocnych trunków i jak by były to muszą pijane wyjść albo zginąć . Na serio – nie ma tak że nie występują jakieś objawy . Tylko stadium początkowe jest nie zauważalne . ostatnio robiłem sobie badania bo lekarz nie wiedział co mi jest i oprócz tego leżałem w szpitalu gdzie robiono dokładne badania i dlatego wiem że nie mam nic takiego . Takie badanie na nosicielstwo może zrobić sobie każdy i każdy lekarz wyda skierowanie . Są zawody gdzie jest obowiązkowe takie badanie . Bule głowy , zawroty , wymioty , duszności , spadek wagi , nadmierny apetyt , to wszystko może objawiać się obecnością pasożytów .Należy w takich przypadkach nawet własny kał zaobserwować i zrobić sobie na wszelki wypadek badania .
Oglądałem kiedyś na biologi film o pasożytach i mówili w nim że jakieś 95% populacji ludzkiej jest zarażonych różnego rodzaju pasożytami, więc to prawie każdy z nas, a nawet o tym nie wiemy.
Oglądałem kiedyś na biologi film o pasożytach i mówili w nim że jakieś 95% populacji ludzkiej jest zarażonych różnego rodzaju pasożytami, więc to prawie każdy z nas, a nawet o tym nie wiemy.
I właśnie o to chodzi że takie paskudztwa, w nas żyją i my nic nie wiemy. Co do badań na obecność pasożytów to różnie z tym jest. Często są odpłatne i nie zawsze lekarze chcą dać na nie skierowanie. Nie wszystkie komórki zamarzają np. tłuszcz. W lodowcach naukowcy znajdują rożne rzeczy, jak dna w zdrowych komórkach i bakterie Na przykład Motylica żyje w płucach i nic o niej nosiciel nie wie, bo płuca nie bolą. A jak nosiciel się dowie to jest już za późno.
Coś w tym jest. Kiedyś gdzieś czytałem, że praktycznie cała populacja Japończyków ma glistę ludzką. Nie wiem ile w tym prawdy, ale faktem jest, że często ulegają zakażeniu tym pasożytem nacje, których nawyki żywieniowe polegają na spożywaniu rożnych potraw w postaci surowej, a tak jest w kuchni azjatyckiej, gdzie często na potrawie z ryżu z dodatkiem warzyw pełzają jakieś kraby lub inne stworzenia.
Witam. Przeczytałem Wasze posty Koledzy i zgadzam się z wypowiedziami. Urodziłem się nad jeziorem i ryby były w domu zawsze. Jako dziecko nie pamiętam aby dziadek wspominał coś o tasiemcach. Natomiast teraz, od około 20 lat trafiają mi się takie "okazy". Płoć i leszcz. Nie spotkałem się z tasiemcem u drapieżników. Nie przesadzę ze stwierdzeniem, że występowanie pasożytów u ryb jest "naszą" zasługą. Zaobserwowałem, że ryby zarażone są w wodach gdzie w sąsiedztwie są nazwijmy to "kombinaty tuczu". Scieki, takie jak gnojowica wylewane sa na pola a to już blisko do wody. Oczywiście takiej ryby nie zabieram do konsumpcji.
właśnie dzisiaj wrócił mój mąż z nad oceanu z połowu ryb i po wyczyszczeniu ryb zauważyłam że z "mięsa" wystają jakieś czerwone wijące się "niteczki"( brrr ochydztwo )pociągnęłam za to i jakie było moje żdziwienie gdy wyciągnęłam "robala" o długości 3-4 cm wijącego się w okół noża.Nie mam zielonego pojęcia co to było ale wszystkie ryby jakie mąż przywiózł a było ich sporo "poszły" do kosza :(
Jest jeszcze Anisakis marina, także pasożyt należący do nicieni, jest przyczyną choroby zwanej anizocytozą. Pasożytuje w rybach morskich, zwłaszcza śledziach, makrelach i łososiach. Do zarażenia się ludzi dochodzi na skutek zjedzenia surowych lub niedosmażonych ryb morskich. Aby pozbyć się tych pasożytów, ryby można mrozić przez co najmniej dobę lub poddać obróbce termicznej czyli dobrze wysmażyć.
witam :)
i dzisiaj miałałam chyba do czynienia z tym paskudztwem.Mąż wrócił z połowu ryb z nad oceanu,jakie moje żdziwienie było gdy z "mięsa" wystawały czerwone ruchome "niteczki"pociągnęłam za jedna i doznałam szoku zobaczyłam "robala"długości 3-4 cm wijącego się na nożu (brrrr ochyda) niestety cały połów "poszedł" w siną dal......a szkoda.pozdrawiam wszystkich
Stary temat ale coś mogę dorzucić od siebie. Kilka lat temu spotkałem się z dziwnym przypadkiem. Mam swój staw wykopany 18 lat temu przez ojca i wujka. Przewarza w nim populacja karasia tego srebrnego i lina ale poza tym trafiają się też szczupaczki i karasie te złote (SZEROKIE) Nie wiem dlaczego ale wszystkie okonie już dawno zniknęły ze zbiornika. Wracając do tematu to chcę zwrócić uwagę na (SZEROKIE , ZŁOTE) karasie. Kilka lat temu gdy złowiłem ze stawu takiego karasia zobaczyłem coś dziwnego i ohydnego. Z pod łusek coś wystawało często w okolicach płetw lub brzucha. Wyglądało to jak by jakiś pasożyt lub nie wiem co to było siedział w rybie i wystawała z pod łusek tylko jego część. W tym miejscu oczywiście ryba krwawiła. Wyrwałem to dziadostwo z karasia i zobaczyłem ohydne coś. Nawet nie wiem jak to nazwać ale z wyglądu przypominało mi komara tylko że nie takiego delikatnego że jak się go ściśnie to on śię rozgniecie w miazgę. To coś było twarde i silne. Gdy złowiłem kolejne okazy tego samego rodzaju karasia też miały w sobie to świństwo. Zaniepokoiło to mnie i zrobiłem przegląd stawu tzn. na początku żaki a potem niewód. Okazało się że wszystkie Złote karasie miały w sobie to świństwo. Było mi ich szkoda ale wypierniczyłem je w cholerę ze stawu. Jeden karaś miał w sobie od dwóch do kilkunastu sztuk tego gówna. Dziwne jest to że żadne inne ryby tego nie miały. Wtedy byłem młody i nie wiedziałem co z tym zrobić. Teraz zawiózłbym te ryby gdzieś do przebadania żebym wiedział z czym mam doczynienia, tyle że nawet nie wiem gdzie. Może ktoś też się z tym spotkał i powie mi coś na ten temat. Byłbym wdzięczny bo znowu zarybiłem troszkę stawek tą odmianą karasia i boje się że sytuacja mi się powtórzy Sory że tak obszernie ale jak już zacznęto ciężko mi skończyć. Chcę jak najdokładniej przedstawić sytuację. Pozdro
Stary temat ale coś mogę dorzucić od siebie. Kilka lat temu spotkałem się z dziwnym przypadkiem. Mam swój staw wykopany 18 lat temu przez ojca i wujka. Przewarza w nim populacja karasia tego srebrnego i lina ale poza tym trafiają się też szczupaczki i karasie te złote (SZEROKIE) Nie wiem dlaczego ale wszystkie okonie już dawno zniknęły ze zbiornika. Wracając do tematu to chcę zwrócić uwagę na (SZEROKIE , ZŁOTE) karasie. Kilka lat temu gdy złowiłem ze stawu takiego karasia zobaczyłem coś dziwnego i ohydnego. Z pod łusek coś wystawało często w okolicach płetw lub brzucha. Wyglądało to jak by jakiś pasożyt lub nie wiem co to było siedział w rybie i wystawała z pod łusek tylko jego część. W tym miejscu oczywiście ryba krwawiła. Wyrwałem to dziadostwo z karasia i zobaczyłem ohydne coś. Nawet nie wiem jak to nazwać ale z wyglądu przypominało mi komara tylko że nie takiego delikatnego że jak się go ściśnie to on śię rozgniecie w miazgę. To coś było twarde i silne. Gdy złowiłem kolejne okazy tego samego rodzaju karasia też miały w sobie to świństwo. Zaniepokoiło to mnie i zrobiłem przegląd stawu tzn. na początku żaki a potem niewód. Okazało się że wszystkie Złote karasie miały w sobie to świństwo. Było mi ich szkoda ale wypierniczyłem je w cholerę ze stawu. Jeden karaś miał w sobie od dwóch do kilkunastu sztuk tego gówna. Dziwne jest to że żadne inne ryby tego nie miały. Wtedy byłem młody i nie wiedziałem co z tym zrobić. Teraz zawiózłbym te ryby gdzieś do przebadania żebym wiedział z czym mam doczynienia, tyle że nawet nie wiem gdzie. Może ktoś też się z tym spotkał i powie mi coś na ten temat. Byłbym wdzięczny bo znowu zarybiłem troszkę stawek tą odmianą karasia i boje się że sytuacja mi się powtórzy Sory że tak obszernie ale jak już zacznęto ciężko mi skończyć. Chcę jak najdokładniej przedstawić sytuację. Pozdro
Może była to pijawka rybia (Piscicola geometra)? Z wyglądu przypomina larwę komara, osiąga rozmiary 2-7 cm. Osobiście się z tym nie spotkałem, informację znalazłem czytając o pasożytach ryb w internecie. Pozdrawiam.
Pijawka to to chyba nie była bynajmniej nie taka zwyczajna jakie znam na codzień z jęzior i stawów. Szukałem też troszke w sieci lecz nic odobnego do tamtego czegoś nie znalazłem. Nie mam pojęcia co to było.
Pozwolę sobie skopiować artykuł który sam zgłaszałem dziennikarzom przeróżnych portali:
Wędkarze łowiący w zbiorniku Sobolewo znajdują w rybach tasiemca. W
akwenie od dłuższego czasu pływają śnięte ryby, nierzadko zdarza się
też, że któraś z zażywających kąpieli osób zaplącze się w sieci
kłusownicze. Sanepid i Polski Związek Wędkarski bezradnie rozkładają
ręce.
Jeden z internautów i zarazem zapalony wędkarz informuje,
że ostatni jego połów niezwykle go zaskoczył. - Od kilku lat tasiemca
można było znaleźć tylko w płotce, w tym roku jest we wszystkich rybach.
Wczoraj znalazłem trzy tasiemce w 15-centymetrowej rybie - dodaje
mężczyzna.
Sanepid nie interweniuje, choć już w ubiegłym roku
otrzymywał sygnały o problemach ze zbiornikiem. Pracownicy tłumaczą, że
przepisy nie obejmują zbiorników pożwirowych należących do kopalni
kruszywa. Inspektorzy mają związane ręce. Sinice i glony pływające w
takiej wodzie mogą powodować choroby (np. dermatozy). Ludzie chętnie się
tam kąpią, nic sobie nie robiąc z zagrożenia.
Polski Związek
Wędkarski także nie podejmuje działań. Grzegorz Pul, ichtiolog z
Białegostoku tłumaczy, że tasiemcem rybim na pewno nikt się nie zarazi.
Jak dodaje - skutecznych sposób walki z tasiemcem nie ma, a przepisy
unijne zabraniają korzystania ze środków chemicznych. - W pobliżu
zbiorników gniazdują rybitwy, a to właśnie ptaki przenoszą pasożyty.
Trzeba byłoby wybić całą ich populację, żeby przerwać łańcuch pokarmowy -
tłumaczy specjalista. Ichtiolog białostockiego oddziału Polskiego
Związku Wędkarskiego mówi, że natura sama unormuje ten stan. Wędkarze
mogą tylko czekać - w ocenie specjalisty nawet 2-3 lata.
Tasiemiec
i śnięte ryby to nie jedyne "atrakcje" zbiornika Sobolewo. Wędkarz
wspomina, że niedawno podczas kąpieli zaplątał się w sieci kłusownicze. Z
pułapki pomógł mu wydostać się kolega.
Zdjęcie jest autentyczne z tego zbiornika i link do artykułu http://www.otobranie.pl/artykul-177.html Wpiszcie w google ""kąpiel z tasiemcem" a wyświetlą się strony z podobnymi artykułami
Pijawka rybia, podobnie jak inni jej krewni
należy do gromady pierścienic, jest obojnakiem (hermafrodytą). To gatunek
bardzo pospolity w stawach, jeziorach, oraz rzekach. Szczególnie preferuje
ciepłe stawy hodowlane. Ciało pijawek z rodzaju Piscicola jest wąskie,
wydłużone, koloru szarożółtawego z licznymi ciemnymi plamkami. Dwie pary oczu
tworzą u tego gatunku charakterystyczny kwadrat (patrz zdjęcie poniżej) - stąd
łacińska nazwa geometra. Długość poszczególnych osobników wacha się od
2 do 7 cm.
Na końcach ciała pijawka rybiaposiada dwie stosunkowo duże i silne
przyssawki (fotografia poniżej). Rodzaj Piscicola zalicza się do pijawek
ryjkowych (Rhynchobdellae). Są one zupełnie pozbawione szczęk, a otwór
gębowy posiada wysuwalny ryjek, przy pomocy którego pijawki drążą otwór w
skórze ryby, aby wyssać krew. Pijawki rybie są dobrymi pływakami. Oddychają
całą powierzchnią ciała. Przytwierdzone jedną przyssawką do rośliny wodnej
oczekują na przepływające w pobliżu ryby, aby w odpowiednim momencie się do
niej przyssać. Gatunek ten jest pasożytem i odżywia się krwią ryb (głównie
karpiowatych). W oczku wodnym nie jest więc mile widziany.
Chorobę wywołaną przez pijawki nazywamy pijawczycą. Liczne pijawki na
jednej rybie mogą doprowadzić nawet do jej śmierci w skutek utraty krwi. W
miejscu pasożytowania dochodzi też często do wtórnych infekcji np. pleśniawek
(fotografia poniżej). Po wyssaniu odpowiedniej ilości krwi ryba jest porzucana,
zaś pijawka poszukuje partnera. Po kopulacji oboje partnerów składa pojedyncze
jaja na roślinach wodnych.
Piszę tego posta, dla wszystkich wędkarzy. Tych początkujących jak i zaawansowanych. Wędkuje naprawdę długo bo praktycznie od urodzenia, i tak naprawdę nie mam za bardzo pojęcia o pasożytach ryb. Dlatego zakładam tego posta, a będzie on na pewno służył pomocą dla wszystkich wędkarzy.
Proszą Was o porady, zdjęcia na temat pasożytów ryb. To znaczy szczegółowy opis pasożytów; wygląd, jak go odróżnić od reszty ciała ryby, jego umiejscowienie i zachowanie u ryby żywej jak i martwej lub patroszonej, no i fotografie przedstawiające te paskudztwa, ważne by były czytelne i najlepiej z zaznaczonym pasożytem, a nawet by przedstawiało samego pasożyta. I co też bardzo ważne, w jakich łowiskach go spotykamy (charakterystyka), w jakich okresach, czym je zwalczamy lub zapobiegamy ich występowaniu. No i to co najważniejsze jak wpływa na zdrowie konsumentów ryb; zagrożenia, dolegliwości, i jak ich neutralizować (unieszkodliwiać).
Artur z Kętrzyna.
Poruszyłeś dobry temat i bardzo ważny dla nas wędkarzy , ponieważ niestety jesteśmy narażeni na zarażenie się pasożytami przy zjedzeniu ryb czy piciu wody z rzek . Czytałem kiedyś artykuł w Wiadomościach Wędkarskich na temat zagrożeń na jakie jesteśmy narażeni spożywając ryby , czy mając kontakt z wodą gdzie one występują . Również kiedyś spotkałem się z Karpiami zarażonymi Tasiemcem uzbrojonym i te ryby lubią być pośrednikiem oprócz Świni w łańcuchu rozwojowym tego pasożyta . Drugim tasiemcem przedostającym się do naszego organizmy jest Bruzdogłowiec szeroki gdzie pośrednim żywicielem są ptaki i ryby .
Niestety jedynie możemy stwierdzić obecność pasożytów tylko i wyłącznie podczas oprawiania i patroszenia ryb gdzie po rozkrojeniu razem z jelitami ukazują nam się niejednokrotnie formy już rozwinięte tasiemca , które wyglądają jak ruszające się białe lub żółto- różowe wstążki , ewentualnie grubsze nici . Niejednokrotnie u żywiciela pośredniego są formy pośrednie w postaci wągrów trudno zauważalne gołym okiem . opisano również sposoby zapobiegania przed zarażeniem się nimi i podano tam że możemy to zrobić dwoma sposobami . Gotując , lub dokładnie smażyć ryby i zamrażając ich do temperatury takiej gdzie wszystkie komórki w mięsie zamarzają . Ja od tamtej pory kiedy przeczytałem ten artykuł , to nigdy od razu złowionych ryb nie jem , a tylko umieszczam w zamrażalniku na tydzień i dopiero po upływie tego czasu przyrządzam ich dalej dodatkowo obrabiając termicznie .
Jest jeszcze Anisakis marina, także pasożyt należący do nicieni, jest przyczyną choroby zwanej anizocytozą. Pasożytuje w rybach morskich, zwłaszcza śledziach, makrelach i łososiach.
Do zarażenia się ludzi dochodzi na skutek zjedzenia surowych lub niedosmażonych ryb morskich. Aby pozbyć się tych pasożytów, ryby można mrozić przez co najmniej dobę lub poddać obróbce termicznej czyli dobrze wysmażyć.
Jeśli podczas patroszenia ryby zaóważysz coś takiego, to dobrze radzę aby taką rybę lub nawet cały połów zakopać głęboko lub nawet spalić, jaśli to możliwe.
Ja również takie ryby wyrzucam tak na wszelki wypadek choć są ponoć okolice na mazurach gdzie uważają to za przysmak , oczywiście odpowiednio przyrządzając (pisało w tym artykule)
Ja jednak nie polecam tego typu przysmaki . Musimy zabierając ryby do domu bardziej zwracać uwagę podczas patroszenia , bo nasze rzeki i jeziora mają styczność z wieloma gospodarstwami ludzkimi gdzie jeszcze odchody ludzkie i zwierzęce przedostają się do naszych wód i nie wiadomo na co i kiedy trafimy .
Lecz jednak ryby z tasiemcami lub z innymi świnstwami są niebezpieczne dla ludzi jak i dla siebiee>>>
Jak temu zaradzić???
Jak pisałem wyżej . Nie jeść surowego mięsa i niedosmażonego . Obróbka termiczna , to jest dobre wysmażenie , czy gotowanie powinno wystarczyć . Ja na wszelki wypadek zawsze złowione ryby umieszczam w zamrażalniku tak minimum na tydzień , a dopiero potem przyrządzam , smażąc, gotując lub wędząc .
Tasiemce przeważnie atakują ryby w zbiornikach tzw. przeleszczonych tzn. gdy jest zbyt duża populacja ryb spokojnego zeru , dlatego tak ważne jest zachowanie równowagi w środowisku i występowanie silnej populacji ryb drapieżnych głownie szczupaka.
Tasiemce wyst. u ryb zwane są ligulozą. Nie są szkodliwe dla człowieka, ale..... Najczęściej występują u płoci i leszcza. Ryby mają gruby, twardy brzuch- jak przed tarłem. Zauważyłem, że łowiąc zimą, takie ryby trafiają się na początku sezonu, potem ich ilość maleje.?! Wiedząc,że mogę mieć doczynienia z zarażonymi rybami, najpierw rozcinam im brzuchy i sprawdzam zawartość. Tasiemiec ma kształt makaronu tasiemki. Taka rybka idzie precz, brrrr. Kiedyś w WP czytałem, że nad Bugiem uważają to za afrodyzjak(?!) Nigdy nie sprawdzałem, ale może ktoś z kolegów to potwierdzi.
Biorąc pod uwagę te wszystkie niebezpieczeństwa wynikające z obecności pasożytów w mięsie niezależnie od ich uzbrojenia, należy spożywać wyłącznie mięso dobrze ugotowane lub usmażone i odpuścić sobie wszelkiego rodzaju tatary.
Wszystko to i prawda, wysmażyć? pamiętam z biologi że to nie do końca skuteczne jak i mrożenie. Te ich jajeczka mają osłonkę która chroni ich przed kwasami żołądka, wyższymi i niższymi temperaturami. Z gotowanych ryb to jadam tylko szczupaczka i to galantynę, resztę preferuję smażoną i to tak w sam raz, wprost nienawidzę ze smażonych. Lubię się delektować smakiem ich mięska, tak więc i przypraw nie stosuję do smażenia oprócz soli. Przyprawione rybki to tylko te w sosie greckim, palce lizać.
Wracając do pasożytów. Na tym zdjęciu kolego(kowal 42) to tasiemiec? On siedzi w flakach rybki czy między nimi?
Widzę, że byłeś pilnym uczniem na lekcjach biologii. Co do faktu, że gotowanie i smażenie mięsa nie jest antydotum skutecznym w 100% do uniknięcia zakażenia pasożytami, to zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Długotrwała obróbka termiczna mięsa pozwala się jednak pozbyć znacznej większości pasożytów. Są co prawda posożyty, które jak napisałeś "Te ich jajeczka mają osłonkę która chroni ich przed kwasami żołądka, wyższymi i niższymi temperaturami". Należy do nich Włosień kręty (Trichinella spiralis) należący do nicieni, będący jednym z najgroźniejszych pasożytów człowieka, gdyż wywołuje chorobę zwaną włośnicą lub trychinozą, z ciężkim przebiegiem, kończącym się niekiedy śmiercią. Zakażenie następuje po zjedzeniu zakażonego mięsa świni lub dzika, nie poddanych odpowiedniej obróbce termicznej. Aby zginęły wszystkie larwy, należałoby gotować kilogram mięsa ponad pół godziny. Na pocieszenie powiem, że włosień kręty i jego larwy nie występują u ryb. Żeby uniknąć zakażenia włośnicą należy spożywać mięso badane przez lekarz weterynarii. Słyszałem niedawno o przypadku włośnicy w jednej wsi, gdzie zmarły bodajże 3 osoby na tą chorobę. Teraz chyba każdy wie, dlaczego nie spożywam potrawy uwielbianej przez wielu a zwanej tatarem, zapewne na cześć azjatyckich koczowników najeżdżających onegdaj Polskę.
W przypadku ryb najczęściej mamy do czynienia z ligulozą (na ogół leszcz, płoć). To biała taśma wypełniająca znaczną część brzucha.
1. Mięso ryby po pozbyciu się tego tasiemca nie jest szkodliwe dla człowieka (kiedyś wypróbowałem i żyję :-), choć teraz bym tego nie zrobił.
2. Rybę w wersji "lajf " można rozpoznać czy jest nosicielem ligulozy po nienaturalnie wzdętym brzuchu - wiedząc, że ryba jest dawno po tarle i pomyłki nie budiet. Ja osobiście takie ryby (płotki, leszcze) usmiercam i zakopują jeżeli zdarzy mi się (z rzadka) ich złowić. Nie namawiam jednak nikogo jak ma postąpić
Takie mięso może nie jest szkodliwe(trujące) ale można się zarazić takim tasiemcem. Możemy nawet przez kilka lat nie wiedzieć że jesteśmy tym świństwem zarażeni, może nie być żadnych objawów.
MInęło jakieś 10 lat, jak był to chyba nie przetrwał :-) Nie sądzę, żeby człowiek mógł być nosicielem ligulozy, ale nie jestem lekarzem, czekamy na głos specjalisty :-)
czesto tez trafiaja sie plotki i ukleje z czarnymi kropkami na ciele to tez jakis pasozyt chyba ale niestety nie wiem nic dokladnie, czasami cale populacje w zbiorniku sa obsypane tym czyms:( pozdrawiam.
Kto pije i pali ten niema robali . To też z życie wzięte powiedzenie . A tak na serio to żaden organizm nie wytrzyma temperatury 100 stopni , może być nie dokładnie usmażona lub ugotowana (jakaś część mięsa nie będzie poddana na działanie tych temperatur ) co często się zdarza z braku czasu , lub złego określenia czy potrawa jest już gotowa . Względem niskich temperatur to muszą być bardzo niski i działać w dłuższym czasie (komórki w większości składają się z wody która zamarzając rozrywa je ) . względem picia i palenia jeżeli nam szkodzi to i pasożytowi też i to jest jakiś sposób . Wcale nikogo nie namawiam , ale jeszcze nie spotkałem kogoś nadmiernie nadużywającego aby miał tasiemca , czy inne robale .
A skąd kolego Kazik wiesz, że nie ma tego pasożyta? Robiłeś jemu badania lub zaglądałeś tu i ówdzie. Wielu ludzi nawet sobie nie zdaje sprawy z tego, że ma jakieś pasożyty poza ciężkimi przypadkami.
Od czasu do czasu tak dla kurażu stosuję odtrutkę w postaci mocnych trunków i jak by były to muszą pijane wyjść albo zginąć . Na serio – nie ma tak że nie występują jakieś objawy . Tylko stadium początkowe jest nie zauważalne . ostatnio robiłem sobie badania bo lekarz nie wiedział co mi jest i oprócz tego leżałem w szpitalu gdzie robiono dokładne badania i dlatego wiem że nie mam nic takiego . Takie badanie na nosicielstwo może zrobić sobie każdy i każdy lekarz wyda skierowanie . Są zawody gdzie jest obowiązkowe takie badanie . Bule głowy , zawroty , wymioty , duszności , spadek wagi , nadmierny apetyt , to wszystko może objawiać się obecnością pasożytów .Należy w takich przypadkach nawet własny kał zaobserwować i zrobić sobie na wszelki wypadek badania .
Oglądałem kiedyś na biologi film o pasożytach i mówili w nim że jakieś 95% populacji ludzkiej jest zarażonych różnego rodzaju pasożytami, więc to prawie każdy z nas, a nawet o tym nie wiemy.
Oglądałem kiedyś na biologi film o pasożytach i mówili w nim że jakieś 95% populacji ludzkiej jest zarażonych różnego rodzaju pasożytami, więc to prawie każdy z nas, a nawet o tym nie wiemy.
I właśnie o to chodzi że takie paskudztwa, w nas żyją i my nic nie wiemy. Co do badań na obecność pasożytów to różnie z tym jest. Często są odpłatne i nie zawsze lekarze chcą dać na nie skierowanie.
Nie wszystkie komórki zamarzają np. tłuszcz. W lodowcach naukowcy znajdują rożne rzeczy, jak dna w zdrowych komórkach i bakterie
Na przykład Motylica żyje w płucach i nic o niej nosiciel nie wie, bo płuca nie bolą. A jak nosiciel się dowie to jest już za późno.
Coś w tym jest. Kiedyś gdzieś czytałem, że praktycznie cała populacja Japończyków ma glistę ludzką. Nie wiem ile w tym prawdy, ale faktem jest, że często ulegają zakażeniu tym pasożytem nacje, których nawyki żywieniowe polegają na spożywaniu rożnych potraw w postaci surowej, a tak jest w kuchni azjatyckiej, gdzie często na potrawie z ryżu z dodatkiem warzyw pełzają jakieś kraby lub inne stworzenia.
Witam. Przeczytałem Wasze posty Koledzy i zgadzam się z wypowiedziami. Urodziłem się nad jeziorem i ryby były w domu zawsze. Jako dziecko nie pamiętam aby dziadek wspominał coś o tasiemcach. Natomiast teraz, od około 20 lat trafiają mi się takie "okazy". Płoć i leszcz. Nie spotkałem się z tasiemcem u drapieżników. Nie przesadzę ze stwierdzeniem, że występowanie pasożytów u ryb jest "naszą" zasługą. Zaobserwowałem, że ryby zarażone są w wodach gdzie w sąsiedztwie są nazwijmy to "kombinaty tuczu". Scieki, takie jak gnojowica wylewane sa na pola a to już blisko do wody. Oczywiście takiej ryby nie zabieram do konsumpcji.
Pozdrawiam i "połamania..."
klensnik jeśli łapiesz rybki z tym paskudztwem, mógł byś czytelne fotki tego pasożyta umieścić na forum?
właśnie dzisiaj wrócił mój mąż z nad oceanu z połowu ryb i po wyczyszczeniu ryb zauważyłam że z "mięsa" wystają jakieś czerwone wijące się "niteczki"( brrr ochydztwo )pociągnęłam za to i jakie było moje żdziwienie gdy wyciągnęłam "robala" o długości 3-4 cm wijącego się w okół noża.Nie mam zielonego pojęcia co to było ale wszystkie ryby jakie mąż przywiózł a było ich sporo "poszły" do kosza :(
Jest jeszcze Anisakis marina, także pasożyt należący do nicieni, jest przyczyną choroby zwanej anizocytozą. Pasożytuje w rybach morskich, zwłaszcza śledziach, makrelach i łososiach.
Do zarażenia się ludzi dochodzi na skutek zjedzenia surowych lub niedosmażonych ryb morskich. Aby pozbyć się tych pasożytów, ryby można mrozić przez co najmniej dobę lub poddać obróbce termicznej czyli dobrze wysmażyć.
witam :)
i dzisiaj miałałam chyba do czynienia z tym paskudztwem.Mąż wrócił z połowu ryb z nad oceanu,jakie moje żdziwienie było gdy z "mięsa" wystawały czerwone ruchome "niteczki"pociągnęłam za jedna i doznałam szoku zobaczyłam "robala"długości 3-4 cm wijącego się na nożu (brrrr ochyda) niestety cały połów "poszedł" w siną dal......a szkoda.pozdrawiam wszystkich
bezsenna szkoda że zdjęcia temu pasożytowi nie zrobiłaś i nie dopięłaś do forum. Nam wszystkim zależy na tym by je obejrzeć i porównać.
Stary temat ale coś mogę dorzucić od siebie. Kilka lat temu spotkałem się z dziwnym przypadkiem. Mam swój staw wykopany 18 lat temu przez ojca i wujka. Przewarza w nim populacja karasia tego srebrnego i lina ale poza tym trafiają się też szczupaczki i karasie te złote (SZEROKIE) Nie wiem dlaczego ale wszystkie okonie już dawno zniknęły ze zbiornika. Wracając do tematu to chcę zwrócić uwagę na (SZEROKIE , ZŁOTE) karasie. Kilka lat temu gdy złowiłem ze stawu takiego karasia zobaczyłem coś dziwnego i ohydnego. Z pod łusek coś wystawało często w okolicach płetw lub brzucha. Wyglądało to jak by jakiś pasożyt lub nie wiem co to było siedział w rybie i wystawała z pod łusek tylko jego część. W tym miejscu oczywiście ryba krwawiła. Wyrwałem to dziadostwo z karasia i zobaczyłem ohydne coś. Nawet nie wiem jak to nazwać ale z wyglądu przypominało mi komara tylko że nie takiego delikatnego że jak się go ściśnie to on śię rozgniecie w miazgę. To coś było twarde i silne. Gdy złowiłem kolejne okazy tego samego rodzaju karasia też miały w sobie to świństwo. Zaniepokoiło to mnie i zrobiłem przegląd stawu tzn. na początku żaki a potem niewód. Okazało się że wszystkie Złote karasie miały w sobie to świństwo. Było mi ich szkoda ale wypierniczyłem je w cholerę ze stawu. Jeden karaś miał w sobie od dwóch do kilkunastu sztuk tego gówna. Dziwne jest to że żadne inne ryby tego nie miały. Wtedy byłem młody i nie wiedziałem co z tym zrobić. Teraz zawiózłbym te ryby gdzieś do przebadania żebym wiedział z czym mam doczynienia, tyle że nawet nie wiem gdzie. Może ktoś też się z tym spotkał i powie mi coś na ten temat. Byłbym wdzięczny bo znowu zarybiłem troszkę stawek tą odmianą karasia i boje się że sytuacja mi się powtórzy Sory że tak obszernie ale jak już zacznęto ciężko mi skończyć. Chcę jak najdokładniej przedstawić sytuację. Pozdro
Stary temat ale coś mogę dorzucić od siebie. Kilka lat temu spotkałem się z dziwnym przypadkiem. Mam swój staw wykopany 18 lat temu przez ojca i wujka. Przewarza w nim populacja karasia tego srebrnego i lina ale poza tym trafiają się też szczupaczki i karasie te złote (SZEROKIE) Nie wiem dlaczego ale wszystkie okonie już dawno zniknęły ze zbiornika. Wracając do tematu to chcę zwrócić uwagę na (SZEROKIE , ZŁOTE) karasie. Kilka lat temu gdy złowiłem ze stawu takiego karasia zobaczyłem coś dziwnego i ohydnego. Z pod łusek coś wystawało często w okolicach płetw lub brzucha. Wyglądało to jak by jakiś pasożyt lub nie wiem co to było siedział w rybie i wystawała z pod łusek tylko jego część. W tym miejscu oczywiście ryba krwawiła. Wyrwałem to dziadostwo z karasia i zobaczyłem ohydne coś. Nawet nie wiem jak to nazwać ale z wyglądu przypominało mi komara tylko że nie takiego delikatnego że jak się go ściśnie to on śię rozgniecie w miazgę. To coś było twarde i silne. Gdy złowiłem kolejne okazy tego samego rodzaju karasia też miały w sobie to świństwo. Zaniepokoiło to mnie i zrobiłem przegląd stawu tzn. na początku żaki a potem niewód. Okazało się że wszystkie Złote karasie miały w sobie to świństwo. Było mi ich szkoda ale wypierniczyłem je w cholerę ze stawu. Jeden karaś miał w sobie od dwóch do kilkunastu sztuk tego gówna. Dziwne jest to że żadne inne ryby tego nie miały. Wtedy byłem młody i nie wiedziałem co z tym zrobić. Teraz zawiózłbym te ryby gdzieś do przebadania żebym wiedział z czym mam doczynienia, tyle że nawet nie wiem gdzie. Może ktoś też się z tym spotkał i powie mi coś na ten temat. Byłbym wdzięczny bo znowu zarybiłem troszkę stawek tą odmianą karasia i boje się że sytuacja mi się powtórzy Sory że tak obszernie ale jak już zacznęto ciężko mi skończyć. Chcę jak najdokładniej przedstawić sytuację. Pozdro
Może była to pijawka rybia (Piscicola geometra)? Z wyglądu przypomina larwę komara, osiąga rozmiary 2-7 cm. Osobiście się z tym nie spotkałem, informację znalazłem czytając o pasożytach ryb w internecie. Pozdrawiam.
Pijawka to to chyba nie była bynajmniej nie taka zwyczajna jakie znam na codzień z jęzior i stawów. Szukałem też troszke w sieci lecz nic odobnego do tamtego czegoś nie znalazłem. Nie mam pojęcia co to było.
A może była to splewka rybia, czasami dorasta dużych rozmiarów.
Pozwolę sobie skopiować artykuł który sam zgłaszałem dziennikarzom przeróżnych portali:
Wędkarze łowiący w zbiorniku Sobolewo znajdują w rybach tasiemca. W akwenie od dłuższego czasu pływają śnięte ryby, nierzadko zdarza się też, że któraś z zażywających kąpieli osób zaplącze się w sieci kłusownicze. Sanepid i Polski Związek Wędkarski bezradnie rozkładają ręce.
Jeden z internautów i zarazem zapalony wędkarz informuje, że ostatni jego połów niezwykle go zaskoczył. - Od kilku lat tasiemca można było znaleźć tylko w płotce, w tym roku jest we wszystkich rybach. Wczoraj znalazłem trzy tasiemce w 15-centymetrowej rybie - dodaje mężczyzna.
Sanepid nie interweniuje, choć już w ubiegłym roku otrzymywał sygnały o problemach ze zbiornikiem. Pracownicy tłumaczą, że przepisy nie obejmują zbiorników pożwirowych należących do kopalni kruszywa. Inspektorzy mają związane ręce. Sinice i glony pływające w takiej wodzie mogą powodować choroby (np. dermatozy). Ludzie chętnie się tam kąpią, nic sobie nie robiąc z zagrożenia.
Polski Związek Wędkarski także nie podejmuje działań. Grzegorz Pul, ichtiolog z Białegostoku tłumaczy, że tasiemcem rybim na pewno nikt się nie zarazi. Jak dodaje - skutecznych sposób walki z tasiemcem nie ma, a przepisy unijne zabraniają korzystania ze środków chemicznych. - W pobliżu zbiorników gniazdują rybitwy, a to właśnie ptaki przenoszą pasożyty. Trzeba byłoby wybić całą ich populację, żeby przerwać łańcuch pokarmowy - tłumaczy specjalista. Ichtiolog białostockiego oddziału Polskiego Związku Wędkarskiego mówi, że natura sama unormuje ten stan. Wędkarze mogą tylko czekać - w ocenie specjalisty nawet 2-3 lata.
Tasiemiec i śnięte ryby to nie jedyne "atrakcje" zbiornika Sobolewo. Wędkarz wspomina, że niedawno podczas kąpieli zaplątał się w sieci kłusownicze. Z pułapki pomógł mu wydostać się kolega.
Zdjęcie jest autentyczne z tego zbiornika i link do artykułu http://www.otobranie.pl/artykul-177.html
Wpiszcie w google ""kąpiel z tasiemcem" a wyświetlą się strony z podobnymi artykułami
Zbiornik należy do PZW Białystok
no ten sum to mały bynajmniej nie jest...
Chyba wiem dlaczego ci okonie znikly bo one lubią czystą wode a w stawach to jest przeważnie muł itp one raczej tego nie lubią
Pijawka rybia (Piscicola geometra)
Pijawka rybia, podobnie jak inni jej krewni należy do gromady pierścienic, jest obojnakiem (hermafrodytą). To gatunek bardzo pospolity w stawach, jeziorach, oraz rzekach. Szczególnie preferuje ciepłe stawy hodowlane. Ciało pijawek z rodzaju Piscicola jest wąskie, wydłużone, koloru szarożółtawego z licznymi ciemnymi plamkami. Dwie pary oczu tworzą u tego gatunku charakterystyczny kwadrat (patrz zdjęcie poniżej) - stąd łacińska nazwa geometra. Długość poszczególnych osobników wacha się od 2 do 7 cm. Na końcach ciała pijawka rybia posiada dwie stosunkowo duże i silne przyssawki (fotografia poniżej). Rodzaj Piscicola zalicza się do pijawek ryjkowych (Rhynchobdellae). Są one zupełnie pozbawione szczęk, a otwór gębowy posiada wysuwalny ryjek, przy pomocy którego pijawki drążą otwór w skórze ryby, aby wyssać krew. Pijawki rybie są dobrymi pływakami. Oddychają całą powierzchnią ciała. Przytwierdzone jedną przyssawką do rośliny wodnej oczekują na przepływające w pobliżu ryby, aby w odpowiednim momencie się do niej przyssać. Gatunek ten jest pasożytem i odżywia się krwią ryb (głównie karpiowatych). W oczku wodnym nie jest więc mile widziany.
Chorobę wywołaną przez pijawki nazywamy pijawczycą. Liczne pijawki na jednej rybie mogą doprowadzić nawet do jej śmierci w skutek utraty krwi. W miejscu pasożytowania dochodzi też często do wtórnych infekcji np. pleśniawek (fotografia poniżej). Po wyssaniu odpowiedniej ilości krwi ryba jest porzucana, zaś pijawka poszukuje partnera. Po kopulacji oboje partnerów składa pojedyncze jaja na roślinach wodnych.Materiał pobrany ze strony; http://oczkowodne.net/strony/chorobyryb.php
Ps. jak ktoś coś podobnego znajdzie w necie lub jakimś innym czasopiśmie niech podzieli się z nami tymi informacjami...