Mam prośbę chcę się wybrać na łowisko karasiowo-linowe, ale dostęp jest bardzo trudny, jedyna kładka została zalana, a dziś chcę się wybrać na ryby tylko nie wiem jak łowić. z brzegu tuż przed zalaną kładką? , czy jak? Proszę o pomoc.
Nie ryzykuj wejścia na zalaną kładkę, bo na pewno jest ona już śliska od glonów, a poza tym nie postawisz na niej ani fotelika, ani reszty sprzętu. Jeśli jest miejsce obok kładki, to rzucaj obok, a jeśli nie ma, to szukaj innego. Wpaść do wody, to nie sztuka.
Ja swoje stanowisko w tym roku linowo-karasiowe, musiałem sam sobie zrobić. Pomost był 30 cm pod wodą, więc wpadłem na pomysł że na nosze kłód i tam będę na nich trzymać rzeczy. Tak zrobiłem wchodziłem do pasa przez wode, nogi moczyłem cały czas, sam tylko wędkowałem na całym jeziorze pomosty po zalewane (mój najmniej) a z brzegu nie za bardzo da się połapać. Musisz kombinować, ale uważaj jak wchodzisz na pomost, bo śluz zapewne na nim się znajduje i jest bardzo nie bezpieczny.
Czego wedkarz nie zrobi żeby dopaść rybe,a najgorzej jak sobie ubzdura że dane miejsce jest najlepsze. bardzo podobny (z opisu) zbiornik jest niedaleko mojego miejsca zamieszkania.Kumpel raz poszedł tam nałapać żywców i wyciągnął kilka linów ponad 40cm i coś mu sie zerwało wielkiego łamiąc mu haczyk. Przyleciał raz do mnie z browarem i gada mi o całej sytuacji itd.Kusił ,kusił i poszliśmy tam za pare dni ,lecz na miejscu w którym łowił siedział gostek i jak łatwo można sie domyslić efektem jego ładnych połowów było systematyczne nęcenie przez owego pana.Niestety, staw tak jak kolegi autora tematu, był i jest do dziś,baardzo niedostępny i zarośnięty .Stare pomosty juz zdewastowane i zaniedbane wszystko(kiedyś lata temu był to zbiornik PZw z sandaczem nawet)Nie jestem zwolennikiem biegania po bagnach,(nie moja bajka),lecz na prośbe kumpla poszedłem z nim na tą krucjate ....to była rzeź komarów na ofiarach ,atak pijawek ,a wszystkie końskie gówna nie widziały tyle much, co ja na sobie w owym dniu. Przy podejściu do trzcin byłem po kolana w szlomie ,a gęstości i ilości zarośniętych trzcin nie powstydziła by sie dżungla. Jakoś tam sobie poradziliśmy i za trzcinami leżały stare kłody po pomostach,to jakieś tam stanowisko żeśmy zrobili. Efektem było kilka karasi dość pokaźnych rozmiarów i parę wzdręg i okoni. masakra ....Przy takich zbiornikach trzeba uważać ,bo przyjemność z łowienia przerodzi sie w gehennę.
ale pierdoly pociskasz perwer miejsce o ktorym piszesz bylo przezemnie necone od paru dni i dobrze o tym wiedziales po drugie jakie komary i muchy w chlodnym marcu fakt cos haczyk mi zlamalo trudno felerne byly a te liny po 40 tez niewiem z kad wzioles nie mowiac juz o lapaniu zywcow w marcu .A co do lowiska to fakt do najwygodniejszych nie nalezy ale jesli mam juz zanecac jakies miejsce to wlasnie takie ktore kazdy omija bo sie niechce woderow ubrac i przez mokradla przejsc ja wiem swoje i tyle a liny i karasie to tam sa spore
mylisz pojecia miedzy fantazja wedkaza a przekrecaniem zeczywistosci
Przekręcenie rzeczywistości z fantazją wędkarza..to co lubie na forum + plus dawac satysfakcje...Przepraszam...........no i czasami zwrócic uwage że koledze troche liter klawiatura zżera.
A ja tam uważam że jesli zbiornik jest godny uwagi to czasem warto poświęcić 2 h na wykarczowanie sobie trzciny i zrobienie zupełnie nowej miejscówki. Warunkiem koniecznym jest to, żeby tej trzciny nie było 20m do wykarczowania w sensie żeby pas przybrzeżnej trzciny nie był za szeroki, mówię to o trzcinie tej zanużonej w wodzie. Karczujesz sobie dojście, i to najlepiej z niewidocznego miejsca, a potem metr po metrze odsłaniasz wodę. Oprócz tego brzeg też powinien być na tyle twardy żeby się nie zapadać w błoto. Z doświadczenia wiem że można sobie stworzyć fajną i do tego dobrze ukrytą miejscówkę w trzcinach i dopóki ktoś jej nie przylooka z drugiego brzego (a moja była w zatoczce i nikt jej nie wylookał) to wyniki gwarantowane i że ten czas, dzień, poświęcony na jej przygotowanie się opłaci.
Mam prośbę chcę się wybrać na łowisko karasiowo-linowe, ale dostęp jest bardzo trudny, jedyna kładka została zalana, a dziś chcę się wybrać na ryby tylko nie wiem jak łowić. z brzegu tuż przed zalaną kładką? , czy jak? Proszę o pomoc.
Jeśli kładka jeszcze trzyma się "kupy" to kalosze lub wodery.
na takie pytania to chyba tylko Radio Maryja zna odpowiedzi O_o ....
na takie pytania to chyba tylko Radio Maryja zna odpowiedzi O_o ....
lecz wcześniej trzeba uiścić opłate manipulacyjną za dobre rady i błogosławieństwo w braniach...
Nie ryzykuj wejścia na zalaną kładkę, bo na pewno jest ona już śliska od glonów, a poza tym nie postawisz na niej ani fotelika, ani reszty sprzętu. Jeśli jest miejsce obok kładki, to rzucaj obok, a jeśli nie ma, to szukaj innego. Wpaść do wody, to nie sztuka.
hmm najbardziej odpowiednie będą te gumowce, lub poszukaj gdzieś lepszego dostępu z brzegu.
Dwa dni temu stałem na suchym kamieniu, a dzisiaj bez kaloszy zapomnij.
To już ten kamień jest tak śliski i obrośnięty że zaraz się "woduję"???
Pozdrawiam
Ja swoje stanowisko w tym roku linowo-karasiowe, musiałem sam sobie zrobić.
Pomost był 30 cm pod wodą, więc wpadłem na pomysł że na nosze kłód i tam będę na nich trzymać rzeczy. Tak zrobiłem wchodziłem do pasa przez wode, nogi moczyłem cały czas, sam tylko wędkowałem na całym jeziorze pomosty po zalewane (mój najmniej) a z brzegu nie za bardzo da się połapać. Musisz kombinować, ale uważaj jak wchodzisz na pomost, bo śluz zapewne na nim się znajduje i jest bardzo nie bezpieczny.
Czego wedkarz nie zrobi żeby dopaść rybe,a najgorzej jak sobie ubzdura że dane miejsce jest najlepsze.
bardzo podobny (z opisu) zbiornik jest niedaleko mojego miejsca zamieszkania.Kumpel raz poszedł tam nałapać żywców i wyciągnął kilka linów ponad 40cm i coś mu sie zerwało wielkiego łamiąc mu haczyk.
Przyleciał raz do mnie z browarem i gada mi o całej sytuacji itd.Kusił ,kusił i poszliśmy tam za pare dni ,lecz na miejscu w którym łowił siedział gostek i jak łatwo można sie domyslić efektem jego ładnych połowów było systematyczne nęcenie przez owego pana.Niestety, staw tak jak kolegi autora tematu, był i jest do dziś,baardzo niedostępny i zarośnięty .Stare pomosty juz zdewastowane i zaniedbane wszystko(kiedyś lata temu był to zbiornik PZw z sandaczem nawet)Nie jestem zwolennikiem biegania po bagnach,(nie moja bajka),lecz na prośbe kumpla poszedłem z nim na tą krucjate ....to była rzeź komarów na ofiarach ,atak pijawek ,a wszystkie końskie gówna nie widziały tyle much, co ja na sobie w owym dniu. Przy podejściu do trzcin byłem po kolana w szlomie ,a gęstości i ilości zarośniętych trzcin nie powstydziła by sie dżungla. Jakoś tam sobie poradziliśmy i za trzcinami leżały stare kłody po pomostach,to jakieś tam stanowisko żeśmy zrobili. Efektem było kilka karasi dość pokaźnych rozmiarów i parę wzdręg i okoni.
masakra ....Przy takich zbiornikach trzeba uważać ,bo przyjemność z łowienia przerodzi sie w gehennę.
ale pierdoly pociskasz perwer miejsce o ktorym piszesz bylo przezemnie necone od paru dni i dobrze o tym wiedziales po drugie jakie komary i muchy w chlodnym marcu fakt cos haczyk mi zlamalo trudno felerne byly a te liny po 40 tez niewiem z kad wzioles nie mowiac juz o lapaniu zywcow w marcu .A co do lowiska to fakt do najwygodniejszych nie nalezy ale jesli mam juz zanecac jakies miejsce to wlasnie takie ktore kazdy omija bo sie niechce woderow ubrac i przez mokradla przejsc ja wiem swoje i tyle a liny i karasie to tam sa spore
Historia wzięta z fantazji wędkarza,plus zero reala.......to co lubie na forum....
mylisz pojecia miedzy fantazja wedkaza a przekrecaniem zeczywistosci
mylisz pojecia miedzy fantazja wedkaza a przekrecaniem zeczywistosci
Przekręcenie rzeczywistości z fantazją wędkarza..to co lubie na forum + plus dawac satysfakcje...Przepraszam...........no i czasami zwrócic uwage że koledze troche liter klawiatura zżera.
moze i klawiatura zjadla a moze sama napisala dziecinnie widzac takie dziecinady
A ja tam uważam że jesli zbiornik jest godny uwagi to czasem warto poświęcić 2 h na wykarczowanie sobie trzciny i zrobienie zupełnie nowej miejscówki. Warunkiem koniecznym jest to, żeby tej trzciny nie było 20m do wykarczowania w sensie żeby pas przybrzeżnej trzciny nie był za szeroki, mówię to o trzcinie tej zanużonej w wodzie. Karczujesz sobie dojście, i to najlepiej z niewidocznego miejsca, a potem metr po metrze odsłaniasz wodę. Oprócz tego brzeg też powinien być na tyle twardy żeby się nie zapadać w błoto. Z doświadczenia wiem że można sobie stworzyć fajną i do tego dobrze ukrytą miejscówkę w trzcinach i dopóki ktoś jej nie przylooka z drugiego brzego (a moja była w zatoczce i nikt jej nie wylookał) to wyniki gwarantowane i że ten czas, dzień, poświęcony na jej przygotowanie się opłaci.