Jak w temacie,już takie pytanie mnie nie nurtuje,ale...Dobra chciałem się pożalić ;) Znaleźliśmy z kumplem fajną miejscówkę na ryby,woda bardzo duża (jezioro) kanały,rozlewiska,głębiny ,bez echa lub mapy batymetrycznej można pływać latami.Zdobywaliśmy i studiowaliśmy mapy batymetryczne tego zbiornika,później poświęciliśmy dwa lata na dogłębne sprawdzenie miejscówek typowanych na dostępnych mapach batymetrycznych i śmigaliśmy te miejscówki z dobrym echem.Efekt pracochłonny ale fajny,w dobrych dniach po kilkadziesiąt szczupaków na dwóch od 60 cm do 1 m.Radocha nieziemska :) zaczęliśmy zabierać na tą miejscówkę znajomych i się zaczęło.......nic w tym złego ale... znajomi znajomych a tamci swoich znajomych i zaczęło się zabieranie ryb z tej miejscówki . Boli mnie to i sam się w głowę biję że na to poszłem,kurde tylko chciałem spełnić marzenia ludzi którzy nigdy dużego szczupaka w życiu nie złowili,a nie jeden z nich spełnił swoje marzenie i złowił ponad metra.Później zaczęły się najazdy znajomych znajomych i znajomych tych znajomych, nawet sam wędki nie miałem gdzie zarzucić. Mądry polak po szkodzie? raczej tak,....na pewno następnym razem się dwa razy zastanowię jak miejscówkę udostępnię,a najlepsze w tym wszystkim jest to że miejscówka była udostępniona tylko kolesiom z C&R a oni zabierali tych co zabierają ;)...jaki z tego morał?
Tak jak napisałeś "mądry polak po szkodzie". Nie Ciebie pierwszego życie nauczyło że "goście" na wypracowanych kosztem długiego czasu,zaangażowania itd. miejscówkach to nic dobrego. Jedni "wyczyszczą" ją do najmniejszej rybki inni zrobią z niej śmietnik. Dlatego łowię sam,co wypracuję czy już wypracowałem przez lata to moje.Nie chcę nic od nikogo i nic nie daję.:) Oczywiście są nieliczni Wędkarze których znam w realu czy tu na portalu, których bym zabrał w najskrytsze miejscówki ale jakoś się nie składa dlatego że daleko mieszkają lub życie stawia jakieś inne przeszkody.
a mnie dziwi ze jeszcze sa "nieuczeszczane" jeziorka - bo teraz albo pzw - oblegane przez meisiarzy, albo gospodarstwa ciagna sieciami i niewiele co w ejziorze zostaje, albo ..komercja...- mieszkam w Lesznie, niby jest tu pojezierze leszczyńskie, ale zeby znalezc taka "dziewicza" wode to nei ma szans.. no chyba ze kałuża za domem ...
Miejscówki (jeziora, wyrobiska, stawy, odcinki rzek) udostępniam kolegom, bo jaki byłby zemnie kolega w stosunku do nich, gdybym tego nie robił? W praktyce wygląda to tak, że wymieniamy się nimi, a najlepiej jest, gdy jeździmy na nie razem.
Poza tym, zamieszczając artykuł na blogu z wyprawy wspominam, gdzie byłem. Jaki miałby sens opisywania wyprawy bez wspominania o miejscówce.
Jeżeli chodzi o typowe miejscówki na danych łowiskach, to też nie mam z tym problemu. W końcu, jeśli łowisko jest ogólnie dostępne, to czemu mam zatajać takie informację przed kolegami?
Podobnie moglibyśmy zachowywać się w stosunku do tajników technik wędkarskich i sposobów połowu.
Są tacy, którzy za Chiny nie podzielą się wiedzą, a są tacy, którzy robią to chętnie.
Wędkarzy uważam za jedyną w swoim rodzaju społeczność. Nie ważne skąd jesteś, jaką techniką łowisz i tak uważam Cię za kolegę.
Jeśli myślisz inaczej, nie jesteś wędkarzem (imho).
Mam nieco inne zdanie. Kilka lat temu odkryliśmy w lesie staw z karasiami, wpuściłem kilka szczupaków i zapomniałem o sprawie. Rok temu pojechaliśmy sprawdzić co się dzieje i staw okazał się szczupakowym eldorado, rekord to 5,5kg. Było tyle szczupaków że niemal wytępiły wszystkie karasie. Postanowiliśmy podzielić się wiedzą ze znajomymi. Efekt? W tym roku złowiliśmy jednego szczupaka... Więc jeśli chodzi o miejsce na zalewie sulejowskim to ok, ale wole zostawić dla siebie informacje o takich łowiskach, chyba ze to ktoś zaufany i zwracający rybom wolność
Piotr napisał: "Jeśli myślisz inaczej, nie jesteś wędkarzem (imho)." Jeśli dotychczasowe wpisy Cię nie "obudziły" to życie zweryfikuje Twoje spojrzenie. Już kiedyś napisałem - "Łowienie to nie wyciąganie ryb z wody". W całym znaczeniu tego słowa kryje się także m.inn. znalezienie miejscówki, czas poświęcony na tą czynność, a przychodzi dzień przed zawodami "cwaniaczek" i zadaje pytanie - gdzie biorą ? Według Ciebie - nie jestem kolegą, ba nie jestem wędkarzem ! Powodzenia.
Jeśli myślisz inaczej, nie jesteś wędkarzem (imho).
Więc wcale nie chcę być wędkarzem przynajmniej takim jak Ty opisujesz jednym z bezwolnego stada. Widziałem takich stad podrostków dużo,szczególnie na wakacjach do dziś w miejsca gdzie łowili są zasypane puszkami po piwie,kukurydzy,butelkami po wodzie mineralnej itd.. Po większości miejsc gdzie ja łowiłem z zasiadki na feeder nie został ślad,zarosła je trawa zmyły deszcze,śmiecie nie było bo je na bieżąco sprzątałem. Wiosną wrócę na większość z nich,nawet teraz gdy przechodzę ze spinningiem i je mijam budzą się wspomnienia i nadzieje na przyszłość bo wiem że ryby tam są. Taka moja wola, moja mnie nie wędkarza.:)
Cześć,Myślę, że wszystko zależy z kim się tą wiedzą podzielimy. Jeśli palniemy gafę bądź odpowiadamy wszem i wobec gdzie, jak i na co łowimy, to cóż, ale jesteśmy sami sobie winni.Pzdr. Maras
może jestem idealistą, ale trzymam się tego, że wędkarska brać powinna być sobie przychylna, a nie na każdym kroku, za wszelką cenę rywalizować ze sobą. Od tego są zawody, na których przeważnie miejscówki się losuje. Jednak nawet w czasie zawodów rozmawiamy o tym, jak i gdzie łowić.
Może mam wyjątkowe szczęście, ale do tej pory nie spotkałem się z kimś, kto nie chciał podzielić się swoimi doświadczeniami. Mało tego, często spotykałem się postawą, gdzie koledzy wręcz mówili "jedź tam, przynajmniej połapiesz".
Bycie wędkarzem, to oczywiście nie tylko wyjmowanie ryby z wody. Nigdy nie byłem nastawiony tylko na to. Podkreślam to w moich artykułach. Szukanie miejscówek, dbanie o nie jak i o całe łowisko i jego otoczenie, podnoszenie swoich umiejętności to to, co wpisuję w bycie wędkarzem, ale najważniejsze jest miłe spędzenie czasu.
Jeśli przechodzę obok wędkującego, zawsze się przywitam. Jeśli ktoś siedzi obok, zawsze znajdę chwilę, żeby zamienić kilka słów. A o czym mamy gadać, jak nie o rybach? Nie ważne, czy ta osoba spinninguje, jest karpiarzem, czy łowi na spławik.
Nie znoszę gburów i chamów, którzy widząc, że ktoś siedzi na ich miejscówce, przeganiają. Słyszałem o takich przypadkach. Szczególnie kiedy na miejscówce siedzi ktoś młody i przychodzi stary, doświadczony "wędkarz". Wrzucanie do wody, wyzwiska, itp. "Bo to MOJA miejscówka". Dramat.
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem swoimi wyidealizowanymi poglądami.
Nigdy,nigdy,nigdy.Nie okłamujmy się koledzy oprócz normalnych moczokijów jest pośród nas kupę buraków i zwyczajnych chamów. Swojego czasu jeżdzilem na Wisłę na Tarchomin jeszcze jak to normalna wioska była . Niby Warszawa a już jak na wsi. Piękna miejscówka spokój cisza każdą metodą można było łapać. Do do tond jak kolega nieopacznie swojego chrześniaka wziął . No i się zaczęło syf, śmieci mordo darcie i wszędzie pełno butelek.To kolesie chrześniaka urzędowali. Zaś co się tyczy tkzw, odzywki moje miejsce zależy kto i w jaki sposób do mnie mówi. Gdy widzę normalnego gościa udostępnie albo nawet przeniosę się na inne łowisko. A tak to pada sakramentalne panie to nie teatr a miejsce to ma każdy z nas na cmentarzu. Po czym dodaje podnieś chłopie trochę wcześniej tyłek to wtedy ja na Twoim miejscu będę stał. Swojego czasu podobną sytuację opisałem jak złapałem swojego rekordowego karasia na Wiśle w Witowie ( tu pozdrowienia dla kolegów wędkarzy z Kazimierzy Wielkiej zwłaszcza Jarosław Włodarczyka) - piękne opisy łowisk.Wtedy dostało mi się od mojego śp wójka za pomysł zgłoszenia w księdze rekordów. Julian
Pojawiają się niezbyt przyjazne epitety, określające niektórych wędkarzy, więc by nie przylgnął któryś do mnie oświadczam, że po przetartych przeze mnie szlakach pływa dziś olbrzymia większość spinningistów łowiących na naszej zaporówce. Gdy łowię z brzegu zawsze przestrzegam reguły - kto pierwszy ten ją zajmuje. Sytuacja opisana na moim blogu była próbą wykorzystania przez laika szczerości i mojej pracy włożonej w rozpracowanie namiaru, a nie dotyczyła kolegów z mojego bezpośredniego otoczenia. Bardzo rzadko łowię sam, ponieważ lubię towarzystwo, tylko ja je muszę dobrać i zaakceptować. Poza tym Ty Piotrze dajesz przykłady łowienia z brzegu a ja przeważnie z łodzi. Miejscówka na brzegu jest już oznakowana: czy to wydeptaną trawą, połamanymi gałęziami, pozostawionymi resztkami zanęt czy śmieciami... miejscówka na środku jeziora wymaga jednak trochę wysiłku od każdego, kto chce ją zlokalizować.
Zibi, rozumiem Twoje stanowisko i je w pełni szanuję. Epitety, których używam i używać będę, tyczą się osób, które postępują w sposób niegodny nie tylko miana prawdziwego wędkarza, ale również normalnego człowieka.
Nie jestem za rozwieszaniem map z dobrymi miejscówkami. Jeżeli jednak rozmawiam z kolegą lub osobą, która jest np. pierwszy raz na łowisku, a do tego wydaje się być rozsądną, to dlaczego mam jej nie pomóc. Jeżeli jednak widzę, że "sprzedanie" miejscówki wyrządzi szkody. To zwyczajnie jej nie wskażę.
Brzeg czy woda? Dla mnie nie ma różnicy. Oczywiście trudniej jest zlokalizować dobre miejsca na wodzie, ale na brzegu też wszystko nie jest oczywiste. Trzeba wiedzieć, gdzie jest górka, dołek, spadek, itp.
Jakiś czas temu byłem na łowisku, i w bardzo kulturalny sposób zapytał mnie kolega. gdzie może znaleźć jakieś stanowisko karpiowe. Po krótkiej i bardzo miłej rozmowie okazało się, że jest pierwszy raz na łowisku, że głównie łowi na komercji i chciałby spróbować sił na dzikim. Miał przy sobie torbę z zanętą. Chciał ponęcić przez kilka dni i zasiąść w weekend. Mogłem powiedzieć coś na odwal się, ale wolałem porozmawiać. Poleciłem kilka miejsc i po sprawie.
Podobnie chciałbym być sam potraktowany, kiedy udaję się pierwszy raz na nowe łowisko. Nie mówię, żeby podawać dokładne namiary GPS, ale można przynajmniej podpowiedzieć, gdzie można się wybrać, żeby po przejechaniu nawet kilkuset kilometrów nie wrócić bez jednego brania.
Zibi, rozumiem Twoje stanowisko i je w pełni szanuję. Epitety, których używam i używać będę, tyczą się osób, które postępują w sposób niegodny nie tylko miana prawdziwego wędkarza, ale również normalnego człowieka.
Nie jestem za rozwieszaniem map z dobrymi miejscówkami. Jeżeli jednak rozmawiam z kolegą lub osobą, która jest np. pierwszy raz na łowisku, a do tego wydaje się być rozsądną, to dlaczego mam jej nie pomóc. Jeżeli jednak widzę, że "sprzedanie" miejscówki wyrządzi szkody. To zwyczajnie jej nie wskażę.
Brzeg czy woda? Dla mnie nie ma różnicy. Oczywiście trudniej jest zlokalizować dobre miejsca na wodzie, ale na brzegu też wszystko nie jest oczywiste. Trzeba wiedzieć, gdzie jest górka, dołek, spadek, itp.
Jakiś czas temu byłem na łowisku, i w bardzo kulturalny sposób zapytał mnie kolega. gdzie może znaleźć jakieś stanowisko karpiowe. Po krótkiej i bardzo miłej rozmowie okazało się, że jest pierwszy raz na łowisku, że głównie łowi na komercji i chciałby spróbować sił na dzikim. Miał przy sobie torbę z zanętą. Chciał ponęcić przez kilka dni i zasiąść w weekend. Mogłem powiedzieć coś na odwal się, ale wolałem porozmawiać. Poleciłem kilka miejsc i po sprawie.
Podobnie chciałbym być sam potraktowany, kiedy udaję się pierwszy raz na nowe łowisko. Nie mówię, żeby podawać dokładne namiary GPS, ale można przynajmniej podpowiedzieć, gdzie można się wybrać, żeby po przejechaniu nawet kilkuset kilometrów nie wrócić bez jednego brania.
CześćWybacz Piotrze ale nigdy nie zdradzę swoich miejscówek. Za dużo czasu poświęcam na ich odszukanie i sprawdzenie. Zapraszam i zaproszę na swoje miejscówki karpiarzy ale godnych zaufania. Sam jestem również zapraszany na zasiadki w miejsca sprawdzone przez kolegów. Raz w swoim życiu napisałem nawet artykuł o swojej miejscówce - (((((Najechało się tam przeróżnej maści cwaniaczków podających się za karpiarzy - już nie napiszę ile i jakiej wielkości karpi normalnie zatłukli.Nigdy więcej nikomu o tym gdzie i na co !JK
zgadzam się z kolegami hefeed8 i kolegą JKarp ja tez nie chwale się stanowiskami na jednej siedziałem prawie dziesięć lat od jakiegoś czasu ta główka jest oblegana śmiecie już walają się po trawie zawsze tam sprzątałem ale to walka z wiatrakami zawsze było to samo dlatego sam znalazłem sobie nową główkę do wędkowania na odrze z dala od dróg z dojazdem tylko motorem sam sobie nęcę sprzątam p osobie i zawsze zostaje jak dzika na razie nie połapałem sobie tam karpia albo amura ale są ładne klenie i leszcze i inne ryby co do zabierania ryb z wód jestem zdania tego ze każdy ma prawo tylko z rozsądkiem anie zawalić lodówkę sam nie raz biorę ryby a ci wędkarze co nie chcą pokazać swoich stanowisk nie muszą być mięsiarzami
jeśli nie o tym gdzie, na co, czym i kiedy łowić, to o czym pisać na tym forum?
Zastanawiam się, co robią tu Ci, którzy nie chcą dzielić się swoją wiedzą, tą praktyczną, pochodzącą znad wody.
Idąc ich tropem trzeba usunąć z bazy wszystkie łowiska, przepisy na zanęty i wszystko inne, co pomoże innym złapać rybę. W końcu, do wszystkiego trzeba dojść samemu.
Wiem, że szlag trafia, jak na ulubionej miejscówce nagle zrobi się szeroko pojęty syf, ale to może się stać nawet jeśli miejscówkę zachowacie tylko dla siebie.
jeśli nie o tym gdzie, na co, czym i kiedy łowić, to o czym pisać na tym forum?
Zastanawiam się, co robią tu Ci, którzy nie chcą dzielić się swoją wiedzą, tą praktyczną, pochodzącą znad wody.
Idąc ich tropem trzeba usunąć z bazy wszystkie łowiska, przepisy na zanęty i wszystko inne, co pomoże innym złapać rybę. W końcu, do wszystkiego trzeba dojść samemu.
Wiem, że szlag trafia, jak na ulubionej miejscówce nagle zrobi się szeroko pojęty syf, ale to może się stać nawet jeśli miejscówkę zachowacie tylko dla siebie.
Przecież to wszystko już jest napisane. Ukazują się czasopisma wędkarskie,filmy,przewodniki.Nie wspomnę o książkach i innych rzeczach. Więc czy ja mam kogoś prowadzić na swoja miejscówkę pokazać mu zestaw,przynęty i gdzie zarzucić? Po braniu jak wyholuje rybę to czyja ona będzie moja czy jego? Nie trzeba liczyć na gotowca i kupować patelni i oleju w dzień po zakupie wędki bo nauka wędkarstwa trwa lata.Chyba że ktoś ma szczęście i trafi mu się dobry wędkarz w rodzinie. Ja nie miałem takiego szczęścia i wszystkiego uczyłem się sam. Tu lubię rozmawiać o bieżących tematach typu sprzęt i zamienić parę zdań ze znajomymi.
Wyszedł jeszcze w czasie dyskusji problem "moja miejscówka".Tak "moja " ale jak przyjdę na nią i zastane kogoś to nigdy nie powiem idź bo to moje tylko pójdę w inne miejsce.
Przecież to wszystko już jest napisane. Ukazują się czasopisma wędkarskie,filmy,przewodniki.Nie wspomnę o książkach i innych rzeczach. Więc czy ja mam kogoś prowadzić na swoja miejscówkę pokazać mu zestaw,przynęty i gdzie zarzucić? Po braniu jak wyholuje rybę to czyja ona będzie moja czy jego? Nie trzeba liczyć na gotowca i kupować patelni i oleju w dzień po zakupie wędki bo nauka wędkarstwa trwa lata.Chyba że ktoś ma szczęście i trafi mu się dobry wędkarz w rodzinie. Ja nie miałem takiego szczęścia i wszystkiego uczyłem się sam. Tu lubię rozmawiać o bieżących tematach typu sprzęt i zamienić parę zdań ze znajomymi.
Wyszedł jeszcze w czasie dyskusji problem "moja miejscówka".Tak "moja " ale jak przyjdę na nią i zastane kogoś to nigdy nie powiem idź bo to moje tylko pójdę w inne miejsce. i oto chodzi
Miejscówki (jeziora, wyrobiska, stawy, odcinki rzek) udostępniam kolegom, bo jaki byłby zemnie kolega w stosunku do nich, gdybym tego nie robił? W praktyce wygląda to tak, że wymieniamy się nimi, a najlepiej jest, gdy jeździmy na nie razem.
Poza tym, zamieszczając artykuł na blogu z wyprawy wspominam, gdzie byłem. Jaki miałby sens opisywania wyprawy bez wspominania o miejscówce.
Jeżeli chodzi o typowe miejscówki na danych łowiskach, to też nie mam z tym problemu. W końcu, jeśli łowisko jest ogólnie dostępne, to czemu mam zatajać takie informację przed kolegami?
Podobnie moglibyśmy zachowywać się w stosunku do tajników technik wędkarskich i sposobów połowu.
Są tacy, którzy za Chiny nie podzielą się wiedzą, a są tacy, którzy robią to chętnie.
Wędkarzy uważam za jedyną w swoim rodzaju społeczność. Nie ważne skąd jesteś, jaką techniką łowisz i tak uważam Cię za kolegę.
Jeśli myślisz inaczej, nie jesteś wędkarzem (imho).
Wiedzą , taktyką , przynęta i miejscem można dzielić się tylko z zaufanymi osobami lub wędkarzami z łowiska sekcyjnego gdzie niewielu jest członków. Ja popełniłem podobny błąd jak ty. 3 lata oraz w tym roku popełniłem błędy.Podobnie jak ty olaf72 za dużo mówiłem i moje stanowisko od maja do października było zajęte a w tym roku popełniłem duży błąd na zbiorniku zaporowym, miałem mocno ustawiony sygnalizator brań , byli sąsiedzi którzy szanowali to jaki wysiłek włożyłem w miejscówke ale byli tacy którzy najpierw przychodzili zapytać na co łowie , jaka odległość kulki od haka , rozmiary haków itp. a za parę dni sami wynosili tam zestaw a jego koledzy obok po 5-10 m w prawo i lewo.Teraz tylko sygnalizatory wyciszone, centralka w kurtce z wibracją i niewielkim głosem dźwięku.
Ludzie o co chodzi,ja zawsze udostępniam swoje miejscówki.Dla mnie Ci wędkarze którzy nie udostępniają są tacy sami jak mięsiarze .Koniec tematu...
Swego czasu łowiłem(bardzo skutecznie) sandacze na zalewie w Radzynach, pewnego dnia zabrałem tam "kolegę" i pokazałem co i jak. On kończył pracę o 15-stej, a ja o 17-stej, co zajechałem, to zajęte przez niego, znalazłem miejsce na przeciwnym brzegu, ale nie pomalowałem skutera na maskujące kolory. Po kilku dniach "kolega" już był na mojej nowej miejscówce.
Zmieniłem zbiornik, ale nic to nie dało, bo postawił łódkę na tym samym brzegu i pływał po moich miejscówkach(wielu tak robi). Kolejna zmiana zbiornika ze zmianą gatunku na okonia i... wreszcie mam spokój(za trudno).
Mieliśmy z kolegą łowisko, do którego zaglądały duże leszcze i pokaźne liny. Jeździliśmy tam dwa - trzy razy w tygodniu, przeważnie łowiąc kilka dużych ryb. Pod koniec każdego wędkowania wysypywaliśmy tam puszkę lub dwie kukurydzy i zanętę, jeśli została. Nawet jak nie łowiliśmy to kolega przyjeżdżał zanęcić. Pewnego dnia byłem sam, siedziałem ok. dwóch godzin bez brania. Pobuszowałem w okolicznej trawie i znalazłem ziarna kukurydzy, ale nie z puszki, wniosek - mamy kolegę na łowisku. Po chwili podjechał samochód, wyszedł jegomość i w pobliżu mojego łowiska wywalił wiadro ... czegoś tam, mówiąc, że nęci od kilku dni, bo ma zamiar przyjechać na nockę, a łowisko wybrał, bo widział nas jak łowiliśmy tu duże ryby. To jest jeszcze jeden przyczynek do tematu, który poruszamy. Jeśli chcesz łowić ryby, to czym mniej ludzi wie gdzie łowisz, tym większe prawdopodobieństwo dobrego łowienia. Gdybym nie spotkał tego gościa co nęcił, to zachodził bym w głowę skąd nagły brak brań.
Ludzie o co chodzi,ja zawsze udostępniam swoje miejscówki.Dla mnie Ci wędkarze którzy nie udostępniają są tacy sami jak mięsiarze .Koniec tematu...
Swego czasu łowiłem(bardzo skutecznie) sandacze na zalewie w Radzynach, pewnego dnia zabrałem tam "kolegę" i pokazałem co i jak. On kończył pracę o 15-stej, a ja o 17-stej, co zajechałem, to zajęte przez niego, znalazłem miejsce na przeciwnym brzegu, ale nie pomalowałem skutera na maskujące kolory. Po kilku dniach "kolega" już był na mojej nowej miejscówce.
Zmieniłem zbiornik, ale nic to nie dało, bo postawił łódkę na tym samym brzegu i pływał po moich miejscówkach(wielu tak robi). Kolejna zmiana zbiornika ze zmianą gatunku na okonia i... wreszcie mam spokój(za trudno).
:)
CześćIrek bo większość chce wszystkiego gotowego: miejscówki, rodzaju zanęty i rodzaju i typu haczyka, jaka przynęta, sposobu nęcenia...Książki, filmy, gazety - to wszystko mało... Opisy łowisk, opis jak rozpoznać dobre miejsce - mało... Zbyszek i tu jest właśnie cały szkopuł - Ty wiesz, że dwie puszki kukurydzy wystarczyło ale ktoś bez pojęcia o wędkowaniu sobie wymyślił, że trzeba wiadro wsypać. JK
Swego czasu łowiłem(bardzo skutecznie) sandacze na zalewie w Radzynach, pewnego dnia zabrałem tam "kolegę" i pokazałem co i jak. On kończył pracę o 15-stej, a ja o 17-stej, co zajechałem, to zajęte przez niego, znalazłem miejsce na przeciwnym brzegu, ale nie pomalowałem skutera na maskujące kolory. Po kilku dniach "kolega" już był na mojej nowej miejscówce.
Zmieniłem zbiornik, ale nic to nie dało, bo postawił łódkę na tym samym brzegu i pływał po moich miejscówkach(wielu tak robi). Kolejna zmiana zbiornika ze zmianą gatunku na okonia i... wreszcie mam spokój(za trudno).
Był to chyba bardo bliski kolega, powiedziałbym wręcz przyjaciel, który tak bardzo się uzależnił od Ciebie że sam nie potrafił nic zdziałać..chyba jednak prawda jest taka że jest tak nie zaradnym.....że sam nic nie zlokalizuje i nie złapie.
Wracając do tematu to po rozumiem Piotra co chce przekazać, inaczej się ma sprawa do łowienia z łodzi, czy miejsca nie znane innym których jest już bardo mało a inaczej do miejscówek z brzegu które są oblegane każdego dnia i aby być pierwszym na swoim ulubionym miejscu wstaję o trzeciej a w środku sezonu nawet o drugiej. Nad zalew w Radzynach jeździłem zazwyczaj w weekend ale gdy byłem zmuszony zmienić z powodu pracy ten dzień na inny w tygodniu po rozłożeniu się w wybranym miejscu zostałem od pana starszego obok poinformowany że w tym miejscu to łowi zawsze taki pan z Poznania jego kolega a dzisiaj chyba nie przyjedzie...to był właśnie przykład przywiązania do miejscówki, z uśmiechem zapytałem się że jak przyjedzie to mam przejść w inne miejsce...do tego dnia często łowimy obok siebie, dodam że wiele się od niego nauczyłem. pozdr.
To mi przypomina chodzenie na siłownię i branie "koksów". Droga na skróty bo życia szkoda na niepotrzebne wysiłki.
Mi zaś to przypomina fałszywy odłam C&R. Nie tych co naprawdę wypuszczają tylko tych którzy piszą w internecie że trzeba ryby wypuszczać a w myślach mają "po to żebym ja miał co brać".:) Tak samo jest tu :zaprowadź mnie tam gdzie są ryby a ja i moi kumple Ci załatwimy że już ich nie będzie.:)
Staram się tłumaczyć w swych wywodach, że wędkarstwo to cały zespół zależności, po spełnieniu których uzyskujemy zamierzony efekt, czyli łowienie ryb. Najpierw musimy "poczuć bakcyla", musi nas ktoś zarazić, wprowadzić i jeśli pierwszy kontakt z wędkowaniem jest pozytywny, to dalej jest z górki. W zależności od tego, co nas najbardziej rajcuje, staramy się zaspokajać nasz głód: walki, przygody, żarcia, podziwiania i obcowania z przyrodą... adrenalina gra tu ważną rolę. Każdego początkującego łowcę cieszą nawet małe rybki i często je zabiera do konsumpcji - sam sobie złapałem, sam zjem. Później myśli, wyciąga wnioski, dojrzewa,... i dopiero wtedy można go nazwać wędkarzem. Oczywiście nie wszyscy idą tak obraną drogą i oni są głównymi bohaterami kłótni na forach. Każdemu z nas zdarzyło się popełnić nadużycie, ale nie każdego męczy po nim czkawka. Niektórym tak się spodobało, że pozostało normalnością. Wędkarstwa uczymy się całe życie i na pewno nie nauczymy się szybciej jeśli kolega pokaże nam swoją miejscówkę. Do tego musimy dojść sami, a jest to bardzo ciekawa i pochłaniająca droga z końcowym określeniem - łowię z premedytacją. Ileż miałem radości jak posłałem do wody przed chwilą zrobionego (na łodzi) koguta i nastąpiło branie - szok ! To był mój, przeze mnie zrobiony kogut, którym skusiłem piękną rybę. Myślę, że pokrewny przykład dokładnie oddał sens wywodu.
Zibi, wszystko rozumiem, ale jak Hefeed8 pisze, że "ktoś ma szczęście i trafi mu się dobry wędkarz w rodzinie", to nie rozumiem. Ci, którzy nie mają w rodzinie wędkarza, to muszą do wszystkiego samemu dochodzić? Ja nie miałem takiego szczęścia. Do wędkowania wciągnęli mnie koledzy. Zabrali mnie nad wodę, na swoje miejscówki i powiedzieli, co i jak. Później zacząłem jeździć i szukać swoich. Odwdzięczyłem się kolegom zabierając ich na nie.
Oprócz kolegów, radami służyli mi wędkarze spotkani nad wodą. Jak już wspomniałem, zdecydowana większość chętnie dzieliła się swoim doświadczeniem.
Przykład. Stałem pod mostem w Serocku i był obok starszy Pan, któremu leszcze brały jak głupie, a nam oczywiście nie. Postanowiłem podpytać o co chodzi. Miły staruszek przyszedł, spojrzał na zestaw, zalecił wymianę haczyka na mniejszy i wydłużenie przyponu. Ponieważ nie mieliśmy 16tek, kolega po kiju poratował swoimi. Powiedział jeszcze żeby rzucać nieco dalej i pomogło.
Można? Można.
Nie namawiam do zdradzania swoich tajemnic i miejscówek, ale traktujecie szczególnie młodych adeptów sztuki wędkarskiej jak jakieś zło największe. Od kogo mamy się uczyć, jak nie od Was... weteranów?
Trochę wychodzi polska mentalność. Jak ja miałem pod górę, to niech i inni mają.
Może gdyby gość wrzucający wiadro zanęty otrzymał informację, że wystarczy puszka lub dwie, to następnym razem wszyscy by połapali, a tak...
Wystarczy podpowiedzieć, poradzić, porozmawiać a może nastawienie tych niedoświadczonych też się zmieni.
Wiadomo, że pijanemu albo komuś, po kim widać, że pomylił się z powołaniem nie ma co mówić o miejscówkach itp, ale jeśli jest ktoś, po kim widać, że sprawia mu to przyjemność, ale nie wychodzi, to chyba można pomóc?
Kolego Piotr-strzalkow spotkanie nad wodą na pewno daje możliwość pomocy praktycznej w konkretnym problemie. Nie mam prawa wypowiadać się w imieniu innych więc powiem tylko w swoim.
Na pewno pomogę każdemu młodszemu i nie tylko młodszemu spotkanemu nad wodą jeśli bede umiał a dana osoba nie podrażni moich nerwów.Jestem chyba dość stanowczy i szybko kończę dyskusję z kimś kto mnie wkurzy,przykładowo wrzucenie jakiejś puszki czy worka foliowego w krzaki czy nie daj Boże do wody kończy rozmowę z automatu. Jednak jeśli ktoś jest normalny,uprzejmy może z pewnością oczekiwać tego samego z mojej strony.Nie jestem "sztywniakiem i jak ktoś zażartuje nawet ostro a mądrze zrozumie bo też lubię sie pośmiać i mam dystans do nie zawsze fajnej rzeczywistości a wiadomo każdy ma swój charakter byle tylko mieścił się w granicach normy.
Jeszcze jedno. Dlaczego wędkarz w rodzinie napisałem? Dlatego że taka osoba będzie Cie brała na ryby nie raz,nie dwa ale przez rok ,dwa,trzy a trzeba lat żeby się czegoś nauczyć.Jakaś jedna rada czy nawet jedno wspólne wędkowanie nie daje szans na to by nauczyć kogoś czegokolwiek. Chyba że spotkasz kogoś takiego kto będzie Cie brał przez długi okres czasu na ryby ale to nie jest proste z różnych wzgledów ale możliwe.
niestety pazernosc robi swoje !!! ja kiedys zaciołem ładnego sandacza fajny hol i do podbieraka , podbierak miał siatke taka pleciona z włukna , taka czarna siatka " było już ciemno wyplątanie z takiej siatki woblera (dhj12) z 3 kotwiczkami zajeło mi sporo czasu skupiłem sie na wyplątaniu woblera i uwolnieniu z siatki sandacza jak juz sie udało podnosze głowe i ....... nie mam jak płynąc dalej bo byłem obstawiony łódkami do okoła
Jeśli przechodzę obok wędkującego, zawsze się przywitam. Jeśli ktoś siedzi obok, zawsze znajdę chwilę, żeby zamienić kilka słów. A o czym mamy gadać, jak nie o rybach? Nie ważne, czy ta osoba spinninguje, jest karpiarzem, czy łowi na spławik.
Nie znoszę gburów i chamów, którzy widząc, że ktoś siedzi na ich miejscówce, przeganiają. Słyszałem o takich przypadkach. Szczególnie kiedy na miejscówce siedzi ktoś młody i przychodzi stary, doświadczony "wędkarz". Wrzucanie do wody, wyzwiska, itp. "Bo to MOJA miejscówka". Dramat.
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem swoimi wyidealizowanymi poglądami.
Jak widzę wyżej opisane przez ciebie sytuacje to zawsze reaguje nie jestem obojętny a na chamstwo jestem szczególnie uczulony, gdy ktoś poprosi to czasami ustąpię z miejsca lub zorbie miejsce obok i powiem gościowi aby się przysiadł bywa że skuteczną przynętą się podzielę. Trzeba być koleżeńskim i miłym dla ludzi lecz nie pozwolić sobie wejść na głowę. To chyba coś o tak popularną dzisiaj asertywność chodzi. Jeżeli chodzi o udostępnianie miejscówek to dzielę się nimi tylko i wyłącznie z zaufanymi ludźmi którzy nie zrobią mi tam chlewu nie chodzi o wyłapanie ryb tylko o zachowanie czystości na pieczołowicie wydeptanej i przygotowanej miejscówce na rzece.
Odrobine odejde od tematu. Zawsze twierdzilem, ze to wedkarze z idiotycznymi limitami w RAPR sa najwiekszym zagrozeniem dla naszych wod. Nie klusownicy, rybacy a wedkarze. A teraz poczytajcie co napisaliscie w wiekszosci postow wyzej. Macie fajne miejsce, powiedzmy to pelne ryb. I kogo tak najbardziej sie obawiacie ? Ano innych wedkarzy ze zrobia raz dwa porzadek w wodzie. A ilez to slow bylo napisane na tym forum, ze wystarczy przestrzegac przepisow, limitow i wszystko bedzie OK. Ze wedkarze nie sa w stanie zagrozic rybom. Ze to rybace, klusole i zanieczyszczenia. Wiec czemu nie chcemy sie chwalic miejscowkami ? Bo obawiamy sie kolegow po kiju a nie innych kataklizmow. I tyle. PS. Czemu na OS"ach na Dunajcu czy Sanie sa wrecz w internecie rozpiski z najciekawszymi lowiskami. Ludzie chetnie pisza gdzie ustawic sie na glowke, gdzie na lipienia czy pstraga. Bo tam nikt sie nie obawia ze drugi wyrybi mu wode. A niech ktos sproboje znalezc podobne informacje o "normalnych" wodach.
Odrobine odejde od tematu. Zawsze twierdzilem, ze to wedkarze z idiotycznymi limitami w RAPR sa najwiekszym zagrozeniem dla naszych wod. Nie klusownicy, rybacy a wedkarze. A teraz poczytajcie co napisaliscie w wiekszosci postow wyzej. Macie fajne miejsce, powiedzmy to pelne ryb. I kogo tak najbardziej sie obawiacie ? Ano innych wedkarzy ze zrobia raz dwa porzadek w wodzie. A ilez to slow bylo napisane na tym forum, ze wystarczy przestrzegac przepisow, limitow i wszystko bedzie OK. Ze wedkarze nie sa w stanie zagrozic rybom. Ze to rybace, klusole i zanieczyszczenia. Wiec czemu nie chcemy sie chwalic miejscowkami ? Bo obawiamy sie kolegow po kiju a nie innych kataklizmow. I tyle. PS. Czemu na OS"ach na Dunajcu czy Sanie sa wrecz w internecie rozpiski z najciekawszymi lowiskami. Ludzie chetnie pisza gdzie ustawic sie na glowke, gdzie na lipienia czy pstraga. Bo tam nikt sie nie obawia ze drugi wyrybi mu wode. A niech ktos sproboje znalezc podobne informacje o "normalnych" wodach.
I wszystko w temacie, zwiężle i czytelnie.................
Odrobine odejde od tematu. Zawsze twierdzilem, ze to wedkarze z idiotycznymi limitami w RAPR sa najwiekszym zagrozeniem dla naszych wod. Nie klusownicy, rybacy a wedkarze. A teraz poczytajcie co napisaliscie w wiekszosci postow wyzej. Macie fajne miejsce, powiedzmy to pelne ryb. I kogo tak najbardziej sie obawiacie ? Ano innych wedkarzy ze zrobia raz dwa porzadek w wodzie. A ilez to slow bylo napisane na tym forum, ze wystarczy przestrzegac przepisow, limitow i wszystko bedzie OK. Ze wedkarze nie sa w stanie zagrozic rybom. Ze to rybace, klusole i zanieczyszczenia. Wiec czemu nie chcemy sie chwalic miejscowkami ? Bo obawiamy sie kolegow po kiju a nie innych kataklizmow. I tyle. PS. Czemu na OS"ach na Dunajcu czy Sanie sa wrecz w internecie rozpiski z najciekawszymi lowiskami. Ludzie chetnie pisza gdzie ustawic sie na glowke, gdzie na lipienia czy pstraga. Bo tam nikt sie nie obawia ze drugi wyrybi mu wode. A niech ktos sproboje znalezc podobne informacje o "normalnych" wodach.
Trochę naiwne to patrzenie w sprawie kolegów i limitów. Ja z praktycznego punktu widzenia nigdy nie uwierzę że jak ktoś mi wejdzie w rybne przygotowane łowisko będzie przestrzegał limitów.Prawda jest taka że 75-80 % ludzi zabierze wszystko.Praktyka to nie internet gdzie każdy wypuszcza w praktyce to nieliczni wypuszczają niewymiarowe ryby a o wymiarowych nawet nie wspomnę.
Odrobine odejde od tematu. Zawsze twierdzilem, ze to wedkarze z idiotycznymi limitami w RAPR sa najwiekszym zagrozeniem dla naszych wod. Nie klusownicy, rybacy a wedkarze. A teraz poczytajcie co napisaliscie w wiekszosci postow wyzej. Macie fajne miejsce, powiedzmy to pelne ryb. I kogo tak najbardziej sie obawiacie ? Ano innych wedkarzy ze zrobia raz dwa porzadek w wodzie. A ilez to slow bylo napisane na tym forum, ze wystarczy przestrzegac przepisow, limitow i wszystko bedzie OK. Ze wedkarze nie sa w stanie zagrozic rybom. Ze to rybace, klusole i zanieczyszczenia. Wiec czemu nie chcemy sie chwalic miejscowkami ? Bo obawiamy sie kolegow po kiju a nie innych kataklizmow. I tyle. PS. Czemu na OS"ach na Dunajcu czy Sanie sa wrecz w internecie rozpiski z najciekawszymi lowiskami. Ludzie chetnie pisza gdzie ustawic sie na glowke, gdzie na lipienia czy pstraga. Bo tam nikt sie nie obawia ze drugi wyrybi mu wode. A niech ktos sproboje znalezc podobne informacje o "normalnych" wodach.
Trochę naiwne to patrzenie w sprawie kolegów i limitów. Ja z praktycznego punktu widzenia nigdy nie uwierzę że jak ktoś mi wejdzie w rybne przygotowane łowisko będzie przestrzegał limitów.Prawda jest taka że 75-80 % ludzi zabierze wszystko.Praktyka to nie internet gdzie każdy wypuszcza w praktyce to nieliczni wypuszczają niewymiarowe ryby a o wymiarowych nawet nie wspomnę.
Tyle tylko ze wtedy mowimy juz o klusownictwie.Ja z osobistych spostrzezen moge stwierdzic, ze wielu wedkarzy przestrzega jednak limitow i wymiarow. Oczywiscie nie wszyscy ale jednak zdecydowana wiekszosc znanych mi przypadkow. Co nie zmienia faktu, ze poki jest rezerwa w limitach, lowia ile sie da. Widze czesto jak gosc wylazi z wody z siata ryb. Przepisow nie zlamal, ale przejesc tego tez na pewno sie nie da samemu.
Pawle, tak uogólniłeś, że poczułem się dotknięty. Uwierz mi, że w moim gronie jestem inaczej postrzegany. Przykłady które podałem wyżej, czy w moim wpisie na blogu, tyczyły pojedynczych sytuacji, ale tak charakterystycznych, że je podałem. Moja wykładnia brzmi - sam ewoluuj i do wszystkiego dojdź, to największa radość i istota wędkarstwa. Wyznaję tezę, że największa przyjemność to "gonienie króliczka". Młodzi adepci wędkowania, szukają miejscówek, sprzętu... szukają gotowców, które wszystko za nich zrobią. A gdzie cała otoczka, trzeba najpierw poczytać, polubić i zrozumieć przyrodę, aby móc w nią ingerować. Nie zaczynamy uprawiać naszego hobby od wizyty na jarmarku i zakupie wędziska z którym ktoś bierze nas na swą miejscówkę. Nasze wyobrażenie o wędkowaniu może zostać bardzo wypaczone, a nie przygotowanie teoretyczne wkrótce się zemści. Droga na skróty nic nie da, a jeszcze pozbawi nas wielu wspaniałych doznań.
Tyle tylko ze wtedy mowimy juz o klusownictwie.Ja z osobistych
spostrzezen moge stwierdzic, ze wielu wedkarzy przestrzega jednak
limitow i wymiarow. Oczywiscie nie wszyscy ale jednak zdecydowana
wiekszosc znanych mi przypadkow. Co nie zmienia faktu, ze poki jest
rezerwa w limitach, lowia ile sie da. Widze czesto jak gosc wylazi z
wody z siata ryb. Przepisow nie zlamal, ale przejesc tego tez na pewno
sie nie da samemu.
Właśnie widzisz. Ja jednak nie łowię na odcinkach specjalnych,komercjach czy licencjach gdzie przez całą dobę wędkarz od wędkarza co 10 m siedzi i jeden drugiemu patrzy na ręce a to znacznie zmienia postać rzeczy.:)
Tyle tylko ze wtedy mowimy juz o klusownictwie.Ja z osobistych
spostrzezen moge stwierdzic, ze wielu wedkarzy przestrzega jednak
limitow i wymiarow. Oczywiscie nie wszyscy ale jednak zdecydowana
wiekszosc znanych mi przypadkow. Co nie zmienia faktu, ze poki jest
rezerwa w limitach, lowia ile sie da. Widze czesto jak gosc wylazi z
wody z siata ryb. Przepisow nie zlamal, ale przejesc tego tez na pewno
sie nie da samemu.
Właśnie widzisz. Ja jednak nie łowię na odcinkach specjalnych,komercjach czy licencjach gdzie przez całą dobę wędkarz od wędkarza co 10 m siedzi i jeden drugiemu patrzy na ręce a to znacznie zmienia postać rzeczy.:)
95% czasu spedzam u siebie na zwyklej Pilicy okupowanej glownie przez splawikowcow. W tym roku bylem tylko jeden raz na wodzie pstragowej. Niestety. I swoje spostrzezenia opieram glownie na "swojej" wodzie. Uwierz mi, u mnie 90% wedkarzy nie przepusci rybie. Na OS"ach tez tlumow nie ma. Jest nawet znacznie mniejszy niz na wodach przylegajacych do nich. Cena odstrasza wielu, a w dodatku nie ma miesa (calkowity NK).
Pawle, tak uogólniłeś, że poczułem się dotknięty. Uwierz mi, że w moim gronie jestem inaczej postrzegany. Przykłady które podałem wyżej, czy w moim wpisie na blogu, tyczyły pojedynczych sytuacji, ale tak charakterystycznych, że je podałem. Moja wykładnia brzmi - sam ewoluuj i do wszystkiego dojdź, to największa radość i istota wędkarstwa. Wyznaję tezę, że największa przyjemność to "gonienie króliczka". Młodzi adepci wędkowania, szukają miejscówek, sprzętu... szukają gotowców, które wszystko za nich zrobią. A gdzie cała otoczka, trzeba najpierw poczytać, polubić i zrozumieć przyrodę, aby móc w nią ingerować. Nie zaczynamy uprawiać naszego hobby od wizyty na jarmarku i zakupie wędziska z którym ktoś bierze nas na swą miejscówkę. Nasze wyobrażenie o wędkowaniu może zostać bardzo wypaczone, a nie przygotowanie teoretyczne wkrótce się zemści. Droga na skróty nic nie da, a jeszcze pozbawi nas wielu wspaniałych doznań.
Zbyszek, jesli to bylo do mnie, to nie wiem czym bym mogl Cie urazic ? Na pewno nie bylo to moja intencja. Odnioslem sie tylko do tego, ze tak naprawde boimy sie wedkarzy na "naszych lowiskach". Oczywiscie nie zawsze i czasami ufamy znajomym. Ale jak w opisywanym przypadku, nie zawsze dobrze na tym wychodzimy. PS. Piszacz poprzednie posty nie czytalem Twojego wpisu na blogu, wiec w zaden sposob sie do niego nie odnosilem :).
Cześć,Dwa lata temu na Pilicy pięknie brała gruba płoć 30+, a czasem trafił się leszcz i to taki powyżej 2 kg. Łowiłem z kolegą, zestawem skróconym, grunt około 2,5 m. Naprawdę był to udany dzień. Zrobiłem kilka fotek, zabrałem 2 największe leszcze do wędzenia i reszta ryb wróciła do wody. Po powrocie pochwaliliśmy się w sklepie wędkarskim innym kolegom, łowiącym sportowo tak jak my(tak nam się wydawało). Jak się później okazało jeździli tam przez 3 tygodnie, aż wyłowili całe stado płoci(wszystko zawekowane do słoików, bo to takie dobre, aż słodkie-tak mówili). Zaznaczę, że każdy z nich ma sprzęt wartości grubo przekraczającej 10000 zł( tyczka+kombajn+akcesoria). Jak widać są to zamożni ludzie, wykształceni wędkarsko na wysokim poziomie, a dokonali rzezi na Pilicy( szacuję, że we 3 złowili ponad tysiąc płoci i około stu leszczy). Takich przykładów można by mnożyć w nieskończoność. DLATEGO TERAZ ZASTANOWIE SIĘ TRZY RAZY ZANIM POWIEM KOMUŚ DOKŁADNIE CO I JAK!!!Pzdr. Maras
Nie wiem jak jest na OS-ach. Wiem jednak jak jest na "normalnej "wodzie". Stąd może i wcześniejsze wypowiedzi że niektórzy wędkarze są gburowaci i nieuprzejmi. Niestety tak mnie nauczyło życie na wodach PZW.Końcem listopada miałem kolejne doświadczenie które każe mi ostrożnie podchodzić do nieznajomych nad wodą.Idąc ze spinningiem zobaczyłem jak starszy gość zwija kije,przyczajka i obserwacja bo byłem na odcinku rzeki gdzie rzadko bywam.Zwinął 3-4 żywcówki na szczupaka,zastawił karasia na samołówce z kija z kija (foto) i pojechał do domu. Drugiego dnia też tam pojechałem bo ciekawe miejsca były.Gość znów jest biega po brzegu kontrolując spławiki swoich wielu żywcówek.Żeby było śmiesznie to mnie zwyzywał że rzucam jak on tam łowi i mu ryby straszę a rzucałem przy swoim brzegu a on był na przeciwnym.Jednak on bywał tam pewnie codziennie i czuł się jak na swoim. Czy po to zarzuca tyle wędek by złowić komplet cz więcej jak komplet? Czy można być wzorem uprzejmości nad naszymi wodami?
Klusole byli, sa i beda. Jednak wg mnie zdecydowana wiekszosc wedkarzy, to ludzie dzialajacy w obszarze przepisow. To ze czasami ktos wezmie niemiarowa rybe, czy jedna ponad limit, nie zmienia faktu. Problem w tym, ze ludziom tym przepisy pozwalaja bezkarnie wyrybic nawet najlepsze lowiska. W swietle prawa. Wiem po sobie jak zachowywalem sie dawniej. Wymiar ochronny szczupaka 40 cm to nie raz przynosilem do domu 40-paro cm szczupaczka. Teraz sie tego wstydze, ale ta robilem. Podnosili wymiar to ja, ryby bralem, ale jednak tylko te miarowe. Opamietanie przyszlo pozniej. I to jest cale nieszczescie. Nie oszukujmy sie. Wiekszosc wedkarzy bierze tyle na ile pozwalaja przepisy. A przepisy sa takie ze lepiej nie pokazywac swoich miejscowek.
Czyli podsumowując jest wiele powodów żeby "trzymać język za zębami". Oczywiście można zabrać kolegę do którego ma się zaufanie na znalezioną dobrą miejscówkę ale krzyczeć na lewo i prawo o niej nie jest wskazane.:)
Klusole byli, sa i beda. Jednak wg mnie zdecydowana wiekszosc wedkarzy, to ludzie dzialajacy w obszarze przepisow. To ze czasami ktos wezmie niemiarowa rybe, czy jedna ponad limit, nie zmienia faktu. Problem w tym, ze ludziom tym przepisy pozwalaja bezkarnie wyrybic nawet najlepsze lowiska. W swietle prawa. Wiem po sobie jak zachowywalem sie dawniej. Wymiar ochronny szczupaka 40 cm to nie raz przynosilem do domu 40-paro cm szczupaczka. Teraz sie tego wstydze, ale ta robilem. Podnosili wymiar to ja, ryby bralem, ale jednak tylko te miarowe. Opamietanie przyszlo pozniej. I to jest cale nieszczescie. Nie oszukujmy sie. Wiekszosc wedkarzy bierze tyle na ile pozwalaja przepisy. A przepisy sa takie ze lepiej nie pokazywac swoich miejscowek.
Nie wiem jak jest u Ciebie,ale u mnie jest odwrotnie,normalnie "dziki zachód".
Jak w temacie,już takie pytanie mnie nie nurtuje,ale...Dobra chciałem się pożalić ;)
Znaleźliśmy z kumplem fajną miejscówkę na ryby,woda bardzo duża (jezioro) kanały,rozlewiska,głębiny ,bez echa lub mapy batymetrycznej można pływać latami.Zdobywaliśmy i studiowaliśmy mapy batymetryczne tego zbiornika,później poświęciliśmy dwa lata na dogłębne sprawdzenie miejscówek typowanych na dostępnych mapach batymetrycznych i śmigaliśmy te miejscówki z dobrym echem.Efekt pracochłonny ale fajny,w dobrych dniach po kilkadziesiąt szczupaków na dwóch od 60 cm do 1 m.Radocha nieziemska :) zaczęliśmy zabierać na tą miejscówkę znajomych i się zaczęło.......nic w tym złego ale... znajomi znajomych a tamci swoich znajomych i zaczęło się zabieranie ryb z tej miejscówki .
Boli mnie to i sam się w głowę biję że na to poszłem,kurde tylko chciałem spełnić marzenia ludzi którzy nigdy dużego szczupaka w życiu nie złowili,a nie jeden z nich spełnił swoje marzenie i złowił ponad metra.Później zaczęły się najazdy znajomych znajomych i znajomych tych znajomych, nawet sam wędki nie miałem gdzie zarzucić.
Mądry polak po szkodzie? raczej tak,....na pewno następnym razem się dwa razy zastanowię jak miejscówkę udostępnię,a najlepsze w tym wszystkim jest to że miejscówka była udostępniona tylko kolesiom z C&R a oni zabierali tych co zabierają ;)...jaki z tego morał?
miało być bez ostatniego uśmieszka ---:) ,nie pasował do tematu ,sorrki
Ja tam nigdy nie mówię nikomu gdzie łowię ryby bo też później ogon wędkarzy za mną stoi.
Tak jak napisałeś "mądry polak po szkodzie".
Nie Ciebie pierwszego życie nauczyło że "goście" na wypracowanych kosztem długiego czasu,zaangażowania itd. miejscówkach to nic dobrego.
Jedni "wyczyszczą" ją do najmniejszej rybki inni zrobią z niej śmietnik.
Dlatego łowię sam,co wypracuję czy już wypracowałem przez lata to moje.Nie chcę nic od nikogo i nic nie daję.:)
Oczywiście są nieliczni Wędkarze których znam w realu czy tu na portalu, których bym zabrał w najskrytsze miejscówki ale jakoś się nie składa dlatego że daleko mieszkają lub życie stawia jakieś inne przeszkody.
znam to. Dlatego lepiej sie nie chwalić takimi miejscami, rybami. Tylko no właśnie, fajnie jak koledzy podziwiaja;/
a mnie dziwi ze jeszcze sa "nieuczeszczane" jeziorka - bo teraz albo pzw - oblegane przez meisiarzy, albo gospodarstwa ciagna sieciami i niewiele co w ejziorze zostaje, albo ..komercja...- mieszkam w Lesznie, niby jest tu pojezierze leszczyńskie, ale zeby znalezc taka "dziewicza" wode to nei ma szans.. no chyba ze kałuża za domem ...
Odniosłem się do wpisu na moim blogu
http://zibi60.wedkuje.pl/blog/index.php?ID=47902
Miejscówki (jeziora, wyrobiska, stawy, odcinki rzek) udostępniam kolegom, bo jaki byłby zemnie kolega w stosunku do nich, gdybym tego nie robił?
W praktyce wygląda to tak, że wymieniamy się nimi, a najlepiej jest, gdy jeździmy na nie razem.
Poza tym, zamieszczając artykuł na blogu z wyprawy wspominam, gdzie byłem. Jaki miałby sens opisywania wyprawy bez wspominania o miejscówce.
Jeżeli chodzi o typowe miejscówki na danych łowiskach, to też nie mam z tym problemu. W końcu, jeśli łowisko jest ogólnie dostępne, to czemu mam zatajać takie informację przed kolegami?
Podobnie moglibyśmy zachowywać się w stosunku do tajników technik wędkarskich i sposobów połowu.
Są tacy, którzy za Chiny nie podzielą się wiedzą, a są tacy, którzy robią to chętnie.
Wędkarzy uważam za jedyną w swoim rodzaju społeczność. Nie ważne skąd jesteś, jaką techniką łowisz i tak uważam Cię za kolegę.
Jeśli myślisz inaczej, nie jesteś wędkarzem (imho).
Mam nieco inne zdanie. Kilka lat temu odkryliśmy w lesie staw z karasiami, wpuściłem kilka szczupaków i zapomniałem o sprawie. Rok temu pojechaliśmy sprawdzić co się dzieje i staw okazał się szczupakowym eldorado, rekord to 5,5kg. Było tyle szczupaków że niemal wytępiły wszystkie karasie. Postanowiliśmy podzielić się wiedzą ze znajomymi. Efekt? W tym roku złowiliśmy jednego szczupaka... Więc jeśli chodzi o miejsce na zalewie sulejowskim to ok, ale wole zostawić dla siebie informacje o takich łowiskach, chyba ze to ktoś zaufany i zwracający rybom wolność
Piotr napisał: "Jeśli myślisz inaczej, nie jesteś wędkarzem (imho)."
Jeśli dotychczasowe wpisy Cię nie "obudziły" to życie zweryfikuje Twoje spojrzenie. Już kiedyś napisałem - "Łowienie to nie wyciąganie ryb z wody". W całym znaczeniu tego słowa kryje się także m.inn. znalezienie miejscówki, czas poświęcony na tą czynność, a przychodzi dzień przed zawodami "cwaniaczek" i zadaje pytanie - gdzie biorą ? Według Ciebie - nie jestem kolegą, ba nie jestem wędkarzem ! Powodzenia.
Jeśli myślisz inaczej, nie jesteś wędkarzem (imho).
Więc wcale nie chcę być wędkarzem przynajmniej takim jak Ty opisujesz jednym z bezwolnego stada.
Widziałem takich stad podrostków dużo,szczególnie na wakacjach do dziś w miejsca gdzie łowili są zasypane puszkami po piwie,kukurydzy,butelkami po wodzie mineralnej itd..
Po większości miejsc gdzie ja łowiłem z zasiadki na feeder nie został ślad,zarosła je trawa zmyły deszcze,śmiecie nie było bo je na bieżąco sprzątałem.
Wiosną wrócę na większość z nich,nawet teraz gdy przechodzę ze spinningiem i je mijam budzą się wspomnienia i nadzieje na przyszłość bo wiem że ryby tam są.
Taka moja wola, moja mnie nie wędkarza.:)
Cześć,Myślę, że wszystko zależy z kim się tą wiedzą podzielimy. Jeśli palniemy gafę bądź odpowiadamy wszem i wobec gdzie, jak i na co łowimy, to cóż, ale jesteśmy sami sobie winni.Pzdr. Maras
może jestem idealistą, ale trzymam się tego, że wędkarska brać powinna być sobie przychylna, a nie na każdym kroku, za wszelką cenę rywalizować ze sobą. Od tego są zawody, na których przeważnie miejscówki się losuje. Jednak nawet w czasie zawodów rozmawiamy o tym, jak i gdzie łowić.
Może mam wyjątkowe szczęście, ale do tej pory nie spotkałem się z kimś, kto nie chciał podzielić się swoimi doświadczeniami. Mało tego, często spotykałem się postawą, gdzie koledzy wręcz mówili "jedź tam, przynajmniej połapiesz".
Bycie wędkarzem, to oczywiście nie tylko wyjmowanie ryby z wody. Nigdy nie byłem nastawiony tylko na to. Podkreślam to w moich artykułach.
Szukanie miejscówek, dbanie o nie jak i o całe łowisko i jego otoczenie, podnoszenie swoich umiejętności to to, co wpisuję w bycie wędkarzem, ale najważniejsze jest miłe spędzenie czasu.
Jeśli przechodzę obok wędkującego, zawsze się przywitam. Jeśli ktoś siedzi obok, zawsze znajdę chwilę, żeby zamienić kilka słów. A o czym mamy gadać, jak nie o rybach? Nie ważne, czy ta osoba spinninguje, jest karpiarzem, czy łowi na spławik.
Nie znoszę gburów i chamów, którzy widząc, że ktoś siedzi na ich miejscówce, przeganiają. Słyszałem o takich przypadkach. Szczególnie kiedy na miejscówce siedzi ktoś młody i przychodzi stary, doświadczony "wędkarz". Wrzucanie do wody, wyzwiska, itp. "Bo to MOJA miejscówka". Dramat.
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem swoimi wyidealizowanymi poglądami.
Nigdy,nigdy,nigdy.Nie okłamujmy się koledzy oprócz normalnych moczokijów jest pośród nas kupę buraków i zwyczajnych chamów. Swojego czasu jeżdzilem na Wisłę na Tarchomin jeszcze jak to normalna wioska była . Niby Warszawa a już jak na wsi. Piękna miejscówka spokój cisza każdą metodą można było łapać. Do do tond jak kolega nieopacznie swojego chrześniaka wziął . No i się
zaczęło syf, śmieci mordo darcie i wszędzie pełno butelek.To kolesie chrześniaka urzędowali.
Zaś co się tyczy tkzw, odzywki moje miejsce zależy kto i w jaki sposób do mnie mówi. Gdy widzę normalnego gościa udostępnie albo nawet przeniosę się na inne łowisko. A tak to pada sakramentalne panie to nie teatr a miejsce to ma każdy z nas na cmentarzu. Po czym dodaje podnieś chłopie trochę wcześniej tyłek to wtedy ja na Twoim miejscu będę stał.
Swojego czasu podobną sytuację opisałem jak złapałem swojego rekordowego karasia na Wiśle w Witowie ( tu pozdrowienia dla kolegów wędkarzy z Kazimierzy Wielkiej zwłaszcza Jarosław Włodarczyka) - piękne opisy łowisk.Wtedy dostało mi się od mojego śp wójka za pomysł zgłoszenia w księdze rekordów.
Julian
Pojawiają się niezbyt przyjazne epitety, określające niektórych wędkarzy, więc by nie przylgnął któryś do mnie oświadczam, że po przetartych przeze mnie szlakach pływa dziś olbrzymia większość spinningistów łowiących na naszej zaporówce. Gdy łowię z brzegu zawsze przestrzegam reguły - kto pierwszy ten ją zajmuje. Sytuacja opisana na moim blogu była próbą wykorzystania przez laika szczerości i mojej pracy włożonej w rozpracowanie namiaru, a nie dotyczyła kolegów z mojego bezpośredniego otoczenia. Bardzo rzadko łowię sam, ponieważ lubię towarzystwo, tylko ja je muszę dobrać i zaakceptować.
Poza tym Ty Piotrze dajesz przykłady łowienia z brzegu a ja przeważnie z łodzi. Miejscówka na brzegu jest już oznakowana: czy to wydeptaną trawą, połamanymi gałęziami, pozostawionymi resztkami zanęt czy śmieciami... miejscówka na środku jeziora wymaga jednak trochę wysiłku od każdego, kto chce ją zlokalizować.
Zibi, rozumiem Twoje stanowisko i je w pełni szanuję. Epitety, których używam i używać będę, tyczą się osób, które postępują w sposób niegodny nie tylko miana prawdziwego wędkarza, ale również normalnego człowieka.
Nie jestem za rozwieszaniem map z dobrymi miejscówkami. Jeżeli jednak rozmawiam z kolegą lub osobą, która jest np. pierwszy raz na łowisku, a do tego wydaje się być rozsądną, to dlaczego mam jej nie pomóc.
Jeżeli jednak widzę, że "sprzedanie" miejscówki wyrządzi szkody. To zwyczajnie jej nie wskażę.
Brzeg czy woda? Dla mnie nie ma różnicy. Oczywiście trudniej jest zlokalizować dobre miejsca na wodzie, ale na brzegu też wszystko nie jest oczywiste. Trzeba wiedzieć, gdzie jest górka, dołek, spadek, itp.
Jakiś czas temu byłem na łowisku, i w bardzo kulturalny sposób zapytał mnie kolega. gdzie może znaleźć jakieś stanowisko karpiowe. Po krótkiej i bardzo miłej rozmowie okazało się, że jest pierwszy raz na łowisku, że głównie łowi na komercji i chciałby spróbować sił na dzikim. Miał przy sobie torbę z zanętą. Chciał ponęcić przez kilka dni i zasiąść w weekend. Mogłem powiedzieć coś na odwal się, ale wolałem porozmawiać. Poleciłem kilka miejsc i po sprawie.
Podobnie chciałbym być sam potraktowany, kiedy udaję się pierwszy raz na nowe łowisko. Nie mówię, żeby podawać dokładne namiary GPS, ale można przynajmniej podpowiedzieć, gdzie można się wybrać, żeby po przejechaniu nawet kilkuset kilometrów nie wrócić bez jednego brania.
Zibi, rozumiem Twoje stanowisko i je w pełni szanuję. Epitety, których używam i używać będę, tyczą się osób, które postępują w sposób niegodny nie tylko miana prawdziwego wędkarza, ale również normalnego człowieka.
Nie jestem za rozwieszaniem map z dobrymi miejscówkami. Jeżeli jednak rozmawiam z kolegą lub osobą, która jest np. pierwszy raz na łowisku, a do tego wydaje się być rozsądną, to dlaczego mam jej nie pomóc.
Jeżeli jednak widzę, że "sprzedanie" miejscówki wyrządzi szkody. To zwyczajnie jej nie wskażę.
Brzeg czy woda? Dla mnie nie ma różnicy. Oczywiście trudniej jest zlokalizować dobre miejsca na wodzie, ale na brzegu też wszystko nie jest oczywiste. Trzeba wiedzieć, gdzie jest górka, dołek, spadek, itp.
Jakiś czas temu byłem na łowisku, i w bardzo kulturalny sposób zapytał mnie kolega. gdzie może znaleźć jakieś stanowisko karpiowe. Po krótkiej i bardzo miłej rozmowie okazało się, że jest pierwszy raz na łowisku, że głównie łowi na komercji i chciałby spróbować sił na dzikim. Miał przy sobie torbę z zanętą. Chciał ponęcić przez kilka dni i zasiąść w weekend. Mogłem powiedzieć coś na odwal się, ale wolałem porozmawiać. Poleciłem kilka miejsc i po sprawie.
Podobnie chciałbym być sam potraktowany, kiedy udaję się pierwszy raz na nowe łowisko. Nie mówię, żeby podawać dokładne namiary GPS, ale można przynajmniej podpowiedzieć, gdzie można się wybrać, żeby po przejechaniu nawet kilkuset kilometrów nie wrócić bez jednego brania.
CześćWybacz Piotrze ale nigdy nie zdradzę swoich miejscówek. Za dużo czasu poświęcam na ich odszukanie i sprawdzenie. Zapraszam i zaproszę na swoje miejscówki karpiarzy ale godnych zaufania. Sam jestem również zapraszany na zasiadki w miejsca sprawdzone przez kolegów. Raz w swoim życiu napisałem nawet artykuł o swojej miejscówce - (((((Najechało się tam przeróżnej maści cwaniaczków podających się za karpiarzy - już nie napiszę ile i jakiej wielkości karpi normalnie zatłukli.Nigdy więcej nikomu o tym gdzie i na co !JK
Ludzie o co chodzi,ja zawsze udostępniam swoje miejscówki.Dla mnie Ci wędkarze którzy nie udostępniają są tacy sami jak mięsiarze .Koniec tematu...
zgadzam się z kolegami hefeed8 i kolegą JKarp ja tez nie chwale się stanowiskami na jednej siedziałem prawie dziesięć lat od jakiegoś czasu ta główka jest oblegana śmiecie już walają się po trawie zawsze tam sprzątałem ale to walka z wiatrakami zawsze było to samo dlatego sam znalazłem sobie nową główkę do wędkowania na odrze z dala od dróg z dojazdem tylko motorem sam sobie nęcę sprzątam p osobie i zawsze zostaje jak dzika na razie nie połapałem sobie tam karpia albo amura ale są ładne klenie i leszcze i inne ryby co do zabierania ryb z wód jestem zdania tego ze każdy ma prawo tylko z rozsądkiem anie zawalić lodówkę sam nie raz biorę ryby a ci wędkarze co nie chcą pokazać swoich stanowisk nie muszą być mięsiarzami
jeśli nie o tym gdzie, na co, czym i kiedy łowić, to o czym pisać na tym forum?
Zastanawiam się, co robią tu Ci, którzy nie chcą dzielić się swoją wiedzą, tą praktyczną, pochodzącą znad wody.
Idąc ich tropem trzeba usunąć z bazy wszystkie łowiska, przepisy na zanęty i wszystko inne, co pomoże innym złapać rybę. W końcu, do wszystkiego trzeba dojść samemu.
Wiem, że szlag trafia, jak na ulubionej miejscówce nagle zrobi się szeroko pojęty syf, ale to może się stać nawet jeśli miejscówkę zachowacie tylko dla siebie.
jeśli nie o tym gdzie, na co, czym i kiedy łowić, to o czym pisać na tym forum?
Zastanawiam się, co robią tu Ci, którzy nie chcą dzielić się swoją wiedzą, tą praktyczną, pochodzącą znad wody.
Idąc ich tropem trzeba usunąć z bazy wszystkie łowiska, przepisy na zanęty i wszystko inne, co pomoże innym złapać rybę. W końcu, do wszystkiego trzeba dojść samemu.
Wiem, że szlag trafia, jak na ulubionej miejscówce nagle zrobi się szeroko pojęty syf, ale to może się stać nawet jeśli miejscówkę zachowacie tylko dla siebie.
Przecież to wszystko już jest napisane.
Ukazują się czasopisma wędkarskie,filmy,przewodniki.Nie wspomnę o książkach i innych rzeczach.
Więc czy ja mam kogoś prowadzić na swoja miejscówkę pokazać mu zestaw,przynęty i gdzie zarzucić? Po braniu jak wyholuje rybę to czyja ona będzie moja czy jego?
Nie trzeba liczyć na gotowca i kupować patelni i oleju w dzień po zakupie wędki bo nauka wędkarstwa trwa lata.Chyba że ktoś ma szczęście i trafi mu się dobry wędkarz w rodzinie.
Ja nie miałem takiego szczęścia i wszystkiego uczyłem się sam.
Tu lubię rozmawiać o bieżących tematach typu sprzęt i zamienić parę zdań ze znajomymi.
Wyszedł jeszcze w czasie dyskusji problem "moja miejscówka".Tak "moja " ale jak przyjdę na nią i zastane kogoś to nigdy nie powiem idź bo to moje tylko pójdę w inne miejsce.
Przecież to wszystko już jest napisane.
Ukazują się czasopisma wędkarskie,filmy,przewodniki.Nie wspomnę o książkach i innych rzeczach.
Więc czy ja mam kogoś prowadzić na swoja miejscówkę pokazać mu zestaw,przynęty i gdzie zarzucić? Po braniu jak wyholuje rybę to czyja ona będzie moja czy jego?
Nie trzeba liczyć na gotowca i kupować patelni i oleju w dzień po zakupie wędki bo nauka wędkarstwa trwa lata.Chyba że ktoś ma szczęście i trafi mu się dobry wędkarz w rodzinie.
Ja nie miałem takiego szczęścia i wszystkiego uczyłem się sam.
Tu lubię rozmawiać o bieżących tematach typu sprzęt i zamienić parę zdań ze znajomymi.
Wyszedł jeszcze w czasie dyskusji problem "moja miejscówka".Tak "moja " ale jak przyjdę na nią i zastane kogoś to nigdy nie powiem idź bo to moje tylko pójdę w inne miejsce. i oto chodzi
Miejscówki (jeziora, wyrobiska, stawy, odcinki rzek) udostępniam kolegom, bo jaki byłby zemnie kolega w stosunku do nich, gdybym tego nie robił?
W praktyce wygląda to tak, że wymieniamy się nimi, a najlepiej jest, gdy jeździmy na nie razem.
Poza tym, zamieszczając artykuł na blogu z wyprawy wspominam, gdzie byłem. Jaki miałby sens opisywania wyprawy bez wspominania o miejscówce.
Jeżeli chodzi o typowe miejscówki na danych łowiskach, to też nie mam z tym problemu. W końcu, jeśli łowisko jest ogólnie dostępne, to czemu mam zatajać takie informację przed kolegami?
Podobnie moglibyśmy zachowywać się w stosunku do tajników technik wędkarskich i sposobów połowu.
Są tacy, którzy za Chiny nie podzielą się wiedzą, a są tacy, którzy robią to chętnie.
Wędkarzy uważam za jedyną w swoim rodzaju społeczność. Nie ważne skąd jesteś, jaką techniką łowisz i tak uważam Cię za kolegę.
Jeśli myślisz inaczej, nie jesteś wędkarzem (imho).
Wiedzą , taktyką , przynęta i miejscem można dzielić się tylko z zaufanymi osobami lub wędkarzami z łowiska sekcyjnego gdzie niewielu jest członków.
Ja popełniłem podobny błąd jak ty. 3 lata oraz w tym roku popełniłem błędy.Podobnie jak ty olaf72 za dużo mówiłem i moje stanowisko od maja do października było zajęte a w tym roku popełniłem duży błąd na zbiorniku zaporowym, miałem mocno ustawiony sygnalizator brań , byli sąsiedzi którzy szanowali to jaki wysiłek włożyłem w miejscówke ale byli tacy którzy najpierw przychodzili zapytać na co łowie , jaka odległość kulki od haka , rozmiary haków itp. a za parę dni sami wynosili tam zestaw a jego koledzy obok po 5-10 m w prawo i lewo.Teraz tylko sygnalizatory wyciszone, centralka w kurtce z wibracją i niewielkim głosem dźwięku.
zapraszam http://www.facebook.com/pages/W%C4%99dkarstwo-dla-nas/486627614715765?ref=ts&fref=ts
liczę na waszą pomoc w rpzwoju strony
Ludzie o co chodzi,ja zawsze udostępniam swoje miejscówki.Dla mnie Ci wędkarze którzy nie udostępniają są tacy sami jak mięsiarze .Koniec tematu...
CześćMożesz to jeszcze raz napisać?JK
Ludzie o co chodzi,ja zawsze udostępniam swoje miejscówki.Dla mnie Ci wędkarze którzy nie udostępniają są tacy sami jak mięsiarze .Koniec tematu...
Swego czasu łowiłem(bardzo skutecznie) sandacze na zalewie w Radzynach, pewnego dnia zabrałem tam "kolegę" i pokazałem co i jak. On kończył pracę o 15-stej, a ja o 17-stej, co zajechałem, to zajęte przez niego, znalazłem miejsce na przeciwnym brzegu, ale nie pomalowałem skutera na maskujące kolory. Po kilku dniach "kolega" już był na mojej nowej miejscówce.
Zmieniłem zbiornik, ale nic to nie dało, bo postawił łódkę na tym samym brzegu i pływał po moich miejscówkach(wielu tak robi). Kolejna zmiana zbiornika ze zmianą gatunku na okonia i... wreszcie mam spokój(za trudno).
:)
też znam takie przypadki:))
Mieliśmy z kolegą łowisko, do którego zaglądały duże leszcze i pokaźne liny. Jeździliśmy tam dwa - trzy razy w tygodniu, przeważnie łowiąc kilka dużych ryb. Pod koniec każdego wędkowania wysypywaliśmy tam puszkę lub dwie kukurydzy i zanętę, jeśli została. Nawet jak nie łowiliśmy to kolega przyjeżdżał zanęcić. Pewnego dnia byłem sam, siedziałem ok. dwóch godzin bez brania. Pobuszowałem w okolicznej trawie i znalazłem ziarna kukurydzy, ale nie z puszki, wniosek - mamy kolegę na łowisku. Po chwili podjechał samochód, wyszedł jegomość i w pobliżu mojego łowiska wywalił wiadro ... czegoś tam, mówiąc, że nęci od kilku dni, bo ma zamiar przyjechać na nockę, a łowisko wybrał, bo widział nas jak łowiliśmy tu duże ryby.
To jest jeszcze jeden przyczynek do tematu, który poruszamy. Jeśli chcesz łowić ryby, to czym mniej ludzi wie gdzie łowisz, tym większe prawdopodobieństwo dobrego łowienia. Gdybym nie spotkał tego gościa co nęcił, to zachodził bym w głowę skąd nagły brak brań.
Ludzie o co chodzi,ja zawsze udostępniam swoje miejscówki.Dla mnie Ci wędkarze którzy nie udostępniają są tacy sami jak mięsiarze .Koniec tematu...
Swego czasu łowiłem(bardzo skutecznie) sandacze na zalewie w Radzynach, pewnego dnia zabrałem tam "kolegę" i pokazałem co i jak. On kończył pracę o 15-stej, a ja o 17-stej, co zajechałem, to zajęte przez niego, znalazłem miejsce na przeciwnym brzegu, ale nie pomalowałem skutera na maskujące kolory. Po kilku dniach "kolega" już był na mojej nowej miejscówce.
Zmieniłem zbiornik, ale nic to nie dało, bo postawił łódkę na tym samym brzegu i pływał po moich miejscówkach(wielu tak robi). Kolejna zmiana zbiornika ze zmianą gatunku na okonia i... wreszcie mam spokój(za trudno).
:)
CześćIrek bo większość chce wszystkiego gotowego: miejscówki, rodzaju zanęty i rodzaju i typu haczyka, jaka przynęta, sposobu nęcenia...Książki, filmy, gazety - to wszystko mało... Opisy łowisk, opis jak rozpoznać dobre miejsce - mało...Zbyszek i tu jest właśnie cały szkopuł - Ty wiesz, że dwie puszki kukurydzy wystarczyło ale ktoś bez pojęcia o wędkowaniu sobie wymyślił, że trzeba wiadro wsypać. JK
Swego czasu łowiłem(bardzo skutecznie) sandacze na zalewie w Radzynach, pewnego dnia zabrałem tam "kolegę" i pokazałem co i jak. On kończył pracę o 15-stej, a ja o 17-stej, co zajechałem, to zajęte przez niego, znalazłem miejsce na przeciwnym brzegu, ale nie pomalowałem skutera na maskujące kolory. Po kilku dniach "kolega" już był na mojej nowej miejscówce.
Zmieniłem zbiornik, ale nic to nie dało, bo postawił łódkę na tym samym brzegu i pływał po moich miejscówkach(wielu tak robi). Kolejna zmiana zbiornika ze zmianą gatunku na okonia i... wreszcie mam spokój(za trudno).
Był to chyba bardo bliski kolega, powiedziałbym wręcz przyjaciel, który tak bardzo się uzależnił od Ciebie że sam nie potrafił nic zdziałać..chyba jednak prawda jest taka że jest tak nie zaradnym.....że sam nic nie zlokalizuje i nie złapie.
Wracając do tematu to po rozumiem Piotra co chce przekazać, inaczej się ma sprawa do łowienia z łodzi, czy miejsca nie znane innym których jest już bardo mało a inaczej do miejscówek z brzegu które są oblegane każdego dnia i aby być pierwszym na swoim ulubionym miejscu wstaję o trzeciej a w środku sezonu nawet o drugiej.
Nad zalew w Radzynach jeździłem zazwyczaj w weekend ale gdy byłem zmuszony zmienić z powodu pracy ten dzień na inny w tygodniu po rozłożeniu się w wybranym miejscu zostałem od pana starszego obok poinformowany że w tym miejscu to łowi zawsze taki pan z Poznania jego kolega a dzisiaj chyba nie przyjedzie...to był właśnie przykład przywiązania do miejscówki, z uśmiechem zapytałem się że jak przyjedzie to mam przejść w inne miejsce...do tego dnia często łowimy obok siebie, dodam że wiele się od niego nauczyłem. pozdr.
To mi przypomina chodzenie na siłownię i branie "koksów". Droga na skróty bo życia szkoda na niepotrzebne wysiłki.
To mi przypomina chodzenie na siłownię i branie "koksów". Droga na skróty bo życia szkoda na niepotrzebne wysiłki.
Mi zaś to przypomina fałszywy odłam C&R.
Nie tych co naprawdę wypuszczają tylko tych którzy piszą w internecie że trzeba ryby wypuszczać a w myślach mają "po to żebym ja miał co brać".:)
Tak samo jest tu :zaprowadź mnie tam gdzie są ryby a ja i moi kumple Ci załatwimy że już ich nie będzie.:)
Staram się tłumaczyć w swych wywodach, że wędkarstwo to cały zespół zależności, po spełnieniu których uzyskujemy zamierzony efekt, czyli łowienie ryb. Najpierw musimy "poczuć bakcyla", musi nas ktoś zarazić, wprowadzić i jeśli pierwszy kontakt z wędkowaniem jest pozytywny, to dalej jest z górki. W zależności od tego, co nas najbardziej rajcuje, staramy się zaspokajać nasz głód: walki, przygody, żarcia, podziwiania i obcowania z przyrodą... adrenalina gra tu ważną rolę. Każdego początkującego łowcę cieszą nawet małe rybki i często je zabiera do konsumpcji - sam sobie złapałem, sam zjem. Później myśli, wyciąga wnioski, dojrzewa,... i dopiero wtedy można go nazwać wędkarzem. Oczywiście nie wszyscy idą tak obraną drogą i oni są głównymi bohaterami kłótni na forach.
Każdemu z nas zdarzyło się popełnić nadużycie, ale nie każdego męczy po nim czkawka. Niektórym tak się spodobało, że pozostało normalnością. Wędkarstwa uczymy się całe życie i na pewno nie nauczymy się szybciej jeśli kolega pokaże nam swoją miejscówkę. Do tego musimy dojść sami, a jest to bardzo ciekawa i pochłaniająca droga z końcowym określeniem - łowię z premedytacją. Ileż miałem radości jak posłałem do wody przed chwilą zrobionego (na łodzi) koguta i nastąpiło branie - szok ! To był mój, przeze mnie zrobiony kogut, którym skusiłem piękną rybę. Myślę, że pokrewny przykład dokładnie oddał sens wywodu.
Zibi, wszystko rozumiem, ale jak Hefeed8 pisze, że "ktoś ma szczęście i trafi mu się dobry wędkarz w rodzinie", to nie rozumiem.
Ci, którzy nie mają w rodzinie wędkarza, to muszą do wszystkiego samemu dochodzić? Ja nie miałem takiego szczęścia. Do wędkowania wciągnęli mnie koledzy. Zabrali mnie nad wodę, na swoje miejscówki i powiedzieli, co i jak. Później zacząłem jeździć i szukać swoich. Odwdzięczyłem się kolegom zabierając ich na nie.
Oprócz kolegów, radami służyli mi wędkarze spotkani nad wodą. Jak już wspomniałem, zdecydowana większość chętnie dzieliła się swoim doświadczeniem.
Przykład. Stałem pod mostem w Serocku i był obok starszy Pan, któremu leszcze brały jak głupie, a nam oczywiście nie. Postanowiłem podpytać o co chodzi. Miły staruszek przyszedł, spojrzał na zestaw, zalecił wymianę haczyka na mniejszy i wydłużenie przyponu. Ponieważ nie mieliśmy 16tek, kolega po kiju poratował swoimi. Powiedział jeszcze żeby rzucać nieco dalej i pomogło.
Można? Można.
Nie namawiam do zdradzania swoich tajemnic i miejscówek, ale traktujecie szczególnie młodych adeptów sztuki wędkarskiej jak jakieś zło największe. Od kogo mamy się uczyć, jak nie od Was... weteranów?
Trochę wychodzi polska mentalność. Jak ja miałem pod górę, to niech i inni mają.
Może gdyby gość wrzucający wiadro zanęty otrzymał informację, że wystarczy puszka lub dwie, to następnym razem wszyscy by połapali, a tak...
Wystarczy podpowiedzieć, poradzić, porozmawiać a może nastawienie tych niedoświadczonych też się zmieni.
Wiadomo, że pijanemu albo komuś, po kim widać, że pomylił się z powołaniem nie ma co mówić o miejscówkach itp, ale jeśli jest ktoś, po kim widać, że sprawia mu to przyjemność, ale nie wychodzi, to chyba można pomóc?
Kolego Piotr-strzalkow spotkanie nad wodą na pewno daje możliwość pomocy praktycznej w konkretnym problemie.
Nie mam prawa wypowiadać się w imieniu innych więc powiem tylko w swoim.
Na pewno pomogę każdemu młodszemu i nie tylko młodszemu spotkanemu nad wodą jeśli bede umiał a dana osoba nie podrażni moich nerwów.Jestem chyba dość stanowczy i szybko kończę dyskusję z kimś kto mnie wkurzy,przykładowo wrzucenie jakiejś puszki czy worka foliowego w krzaki czy nie daj Boże do wody kończy rozmowę z automatu.
Jednak jeśli ktoś jest normalny,uprzejmy może z pewnością oczekiwać tego samego z mojej strony.Nie jestem "sztywniakiem i jak ktoś zażartuje nawet ostro a mądrze zrozumie bo też lubię sie pośmiać i mam dystans do nie zawsze fajnej rzeczywistości a wiadomo każdy ma swój charakter byle tylko mieścił się w granicach normy.
Jeszcze jedno.
Dlaczego wędkarz w rodzinie napisałem? Dlatego że taka osoba będzie Cie brała na ryby nie raz,nie dwa ale przez rok ,dwa,trzy a trzeba lat żeby się czegoś nauczyć.Jakaś jedna rada czy nawet jedno wspólne wędkowanie nie daje szans na to by nauczyć kogoś czegokolwiek.
Chyba że spotkasz kogoś takiego kto będzie Cie brał przez długi okres czasu na ryby ale to nie jest proste z różnych wzgledów ale możliwe.
niestety pazernosc robi swoje !!! ja kiedys zaciołem ładnego sandacza fajny hol i do podbieraka , podbierak miał siatke taka pleciona z włukna , taka czarna siatka " było już ciemno wyplątanie z takiej siatki woblera (dhj12) z 3 kotwiczkami zajeło mi sporo czasu skupiłem sie na wyplątaniu woblera i uwolnieniu z siatki sandacza jak juz sie udało podnosze głowe i ....... nie mam jak płynąc dalej bo byłem obstawiony łódkami do okoła
Jeśli przechodzę obok wędkującego, zawsze się przywitam. Jeśli ktoś siedzi obok, zawsze znajdę chwilę, żeby zamienić kilka słów. A o czym mamy gadać, jak nie o rybach? Nie ważne, czy ta osoba spinninguje, jest karpiarzem, czy łowi na spławik.
Nie znoszę gburów i chamów, którzy widząc, że ktoś siedzi na ich miejscówce, przeganiają. Słyszałem o takich przypadkach. Szczególnie kiedy na miejscówce siedzi ktoś młody i przychodzi stary, doświadczony "wędkarz". Wrzucanie do wody, wyzwiska, itp. "Bo to MOJA miejscówka". Dramat.
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem swoimi wyidealizowanymi poglądami.
Jak widzę wyżej opisane przez ciebie sytuacje to zawsze reaguje nie jestem obojętny a na chamstwo jestem szczególnie uczulony, gdy ktoś poprosi to czasami ustąpię z miejsca lub zorbie miejsce obok i powiem gościowi aby się przysiadł bywa że skuteczną przynętą się podzielę. Trzeba być koleżeńskim i miłym dla ludzi lecz nie pozwolić sobie wejść na głowę. To chyba coś o tak popularną dzisiaj asertywność chodzi. Jeżeli chodzi o udostępnianie miejscówek to dzielę się nimi tylko i wyłącznie z zaufanymi ludźmi którzy nie zrobią mi tam chlewu nie chodzi o wyłapanie ryb tylko o zachowanie czystości na pieczołowicie wydeptanej i przygotowanej miejscówce na rzece.
Odrobine odejde od tematu.
Zawsze twierdzilem, ze to wedkarze z idiotycznymi limitami w RAPR sa najwiekszym zagrozeniem dla naszych wod. Nie klusownicy, rybacy a wedkarze.
A teraz poczytajcie co napisaliscie w wiekszosci postow wyzej. Macie fajne miejsce, powiedzmy to pelne ryb. I kogo tak najbardziej sie obawiacie ? Ano innych wedkarzy ze zrobia raz dwa porzadek w wodzie.
A ilez to slow bylo napisane na tym forum, ze wystarczy przestrzegac przepisow, limitow i wszystko bedzie OK. Ze wedkarze nie sa w stanie zagrozic rybom. Ze to rybace, klusole i zanieczyszczenia.
Wiec czemu nie chcemy sie chwalic miejscowkami ?
Bo obawiamy sie kolegow po kiju a nie innych kataklizmow.
I tyle.
PS. Czemu na OS"ach na Dunajcu czy Sanie sa wrecz w internecie rozpiski z najciekawszymi lowiskami. Ludzie chetnie pisza gdzie ustawic sie na glowke, gdzie na lipienia czy pstraga.
Bo tam nikt sie nie obawia ze drugi wyrybi mu wode.
A niech ktos sproboje znalezc podobne informacje o "normalnych" wodach.
Odrobine odejde od tematu.
Zawsze twierdzilem, ze to wedkarze z idiotycznymi limitami w RAPR sa najwiekszym zagrozeniem dla naszych wod. Nie klusownicy, rybacy a wedkarze.
A teraz poczytajcie co napisaliscie w wiekszosci postow wyzej. Macie fajne miejsce, powiedzmy to pelne ryb. I kogo tak najbardziej sie obawiacie ? Ano innych wedkarzy ze zrobia raz dwa porzadek w wodzie.
A ilez to slow bylo napisane na tym forum, ze wystarczy przestrzegac przepisow, limitow i wszystko bedzie OK. Ze wedkarze nie sa w stanie zagrozic rybom. Ze to rybace, klusole i zanieczyszczenia.
Wiec czemu nie chcemy sie chwalic miejscowkami ?
Bo obawiamy sie kolegow po kiju a nie innych kataklizmow.
I tyle.
PS. Czemu na OS"ach na Dunajcu czy Sanie sa wrecz w internecie rozpiski z najciekawszymi lowiskami. Ludzie chetnie pisza gdzie ustawic sie na glowke, gdzie na lipienia czy pstraga.
Bo tam nikt sie nie obawia ze drugi wyrybi mu wode.
A niech ktos sproboje znalezc podobne informacje o "normalnych" wodach.
I wszystko w temacie, zwiężle i czytelnie.................
Odrobine odejde od tematu.
Zawsze twierdzilem, ze to wedkarze z idiotycznymi limitami w RAPR sa najwiekszym zagrozeniem dla naszych wod. Nie klusownicy, rybacy a wedkarze.
A teraz poczytajcie co napisaliscie w wiekszosci postow wyzej. Macie fajne miejsce, powiedzmy to pelne ryb. I kogo tak najbardziej sie obawiacie ? Ano innych wedkarzy ze zrobia raz dwa porzadek w wodzie.
A ilez to slow bylo napisane na tym forum, ze wystarczy przestrzegac przepisow, limitow i wszystko bedzie OK. Ze wedkarze nie sa w stanie zagrozic rybom. Ze to rybace, klusole i zanieczyszczenia.
Wiec czemu nie chcemy sie chwalic miejscowkami ?
Bo obawiamy sie kolegow po kiju a nie innych kataklizmow.
I tyle.
PS. Czemu na OS"ach na Dunajcu czy Sanie sa wrecz w internecie rozpiski z najciekawszymi lowiskami. Ludzie chetnie pisza gdzie ustawic sie na glowke, gdzie na lipienia czy pstraga.
Bo tam nikt sie nie obawia ze drugi wyrybi mu wode.
A niech ktos sproboje znalezc podobne informacje o "normalnych" wodach.
Trochę naiwne to patrzenie w sprawie kolegów i limitów.
Ja z praktycznego punktu widzenia nigdy nie uwierzę że jak ktoś mi wejdzie w rybne przygotowane łowisko będzie przestrzegał limitów.Prawda jest taka że 75-80 % ludzi zabierze wszystko.Praktyka to nie internet gdzie każdy wypuszcza w praktyce to nieliczni wypuszczają niewymiarowe ryby a o wymiarowych nawet nie wspomnę.
Odrobine odejde od tematu.
Zawsze twierdzilem, ze to wedkarze z idiotycznymi limitami w RAPR sa najwiekszym zagrozeniem dla naszych wod. Nie klusownicy, rybacy a wedkarze.
A teraz poczytajcie co napisaliscie w wiekszosci postow wyzej. Macie fajne miejsce, powiedzmy to pelne ryb. I kogo tak najbardziej sie obawiacie ? Ano innych wedkarzy ze zrobia raz dwa porzadek w wodzie.
A ilez to slow bylo napisane na tym forum, ze wystarczy przestrzegac przepisow, limitow i wszystko bedzie OK. Ze wedkarze nie sa w stanie zagrozic rybom. Ze to rybace, klusole i zanieczyszczenia.
Wiec czemu nie chcemy sie chwalic miejscowkami ?
Bo obawiamy sie kolegow po kiju a nie innych kataklizmow.
I tyle.
PS. Czemu na OS"ach na Dunajcu czy Sanie sa wrecz w internecie rozpiski z najciekawszymi lowiskami. Ludzie chetnie pisza gdzie ustawic sie na glowke, gdzie na lipienia czy pstraga.
Bo tam nikt sie nie obawia ze drugi wyrybi mu wode.
A niech ktos sproboje znalezc podobne informacje o "normalnych" wodach.
Trochę naiwne to patrzenie w sprawie kolegów i limitów.
Ja z praktycznego punktu widzenia nigdy nie uwierzę że jak ktoś mi wejdzie w rybne przygotowane łowisko będzie przestrzegał limitów.Prawda jest taka że 75-80 % ludzi zabierze wszystko.Praktyka to nie internet gdzie każdy wypuszcza w praktyce to nieliczni wypuszczają niewymiarowe ryby a o wymiarowych nawet nie wspomnę.
Tyle tylko ze wtedy mowimy juz o klusownictwie.Ja z osobistych spostrzezen moge stwierdzic, ze wielu wedkarzy przestrzega jednak limitow i wymiarow. Oczywiscie nie wszyscy ale jednak zdecydowana wiekszosc znanych mi przypadkow. Co nie zmienia faktu, ze poki jest rezerwa w limitach, lowia ile sie da. Widze czesto jak gosc wylazi z wody z siata ryb. Przepisow nie zlamal, ale przejesc tego tez na pewno sie nie da samemu.
Pawle, tak uogólniłeś, że poczułem się dotknięty. Uwierz mi, że w moim gronie jestem inaczej postrzegany. Przykłady które podałem wyżej, czy w moim wpisie na blogu, tyczyły pojedynczych sytuacji, ale tak charakterystycznych, że je podałem. Moja wykładnia brzmi - sam ewoluuj i do wszystkiego dojdź, to największa radość i istota wędkarstwa. Wyznaję tezę, że największa przyjemność to "gonienie króliczka".
Młodzi adepci wędkowania, szukają miejscówek, sprzętu... szukają gotowców, które wszystko za nich zrobią. A gdzie cała otoczka, trzeba najpierw poczytać, polubić i zrozumieć przyrodę, aby móc w nią ingerować. Nie zaczynamy uprawiać naszego hobby od wizyty na jarmarku i zakupie wędziska z którym ktoś bierze nas na swą miejscówkę. Nasze wyobrażenie o wędkowaniu może zostać bardzo wypaczone, a nie przygotowanie teoretyczne wkrótce się zemści. Droga na skróty nic nie da, a jeszcze pozbawi nas wielu wspaniałych doznań.
Tyle tylko ze wtedy mowimy juz o klusownictwie.Ja z osobistych spostrzezen moge stwierdzic, ze wielu wedkarzy przestrzega jednak limitow i wymiarow. Oczywiscie nie wszyscy ale jednak zdecydowana wiekszosc znanych mi przypadkow. Co nie zmienia faktu, ze poki jest rezerwa w limitach, lowia ile sie da. Widze czesto jak gosc wylazi z wody z siata ryb. Przepisow nie zlamal, ale przejesc tego tez na pewno sie nie da samemu.
Właśnie widzisz.
Ja jednak nie łowię na odcinkach specjalnych,komercjach czy licencjach gdzie przez całą dobę wędkarz od wędkarza co 10 m siedzi i jeden drugiemu patrzy na ręce a to znacznie zmienia postać rzeczy.:)
Tyle tylko ze wtedy mowimy juz o klusownictwie.Ja z osobistych spostrzezen moge stwierdzic, ze wielu wedkarzy przestrzega jednak limitow i wymiarow. Oczywiscie nie wszyscy ale jednak zdecydowana wiekszosc znanych mi przypadkow. Co nie zmienia faktu, ze poki jest rezerwa w limitach, lowia ile sie da. Widze czesto jak gosc wylazi z wody z siata ryb. Przepisow nie zlamal, ale przejesc tego tez na pewno sie nie da samemu.
Właśnie widzisz.
Ja jednak nie łowię na odcinkach specjalnych,komercjach czy licencjach gdzie przez całą dobę wędkarz od wędkarza co 10 m siedzi i jeden drugiemu patrzy na ręce a to znacznie zmienia postać rzeczy.:)
95% czasu spedzam u siebie na zwyklej Pilicy okupowanej glownie przez splawikowcow.
W tym roku bylem tylko jeden raz na wodzie pstragowej. Niestety.
I swoje spostrzezenia opieram glownie na "swojej" wodzie. Uwierz mi, u mnie 90% wedkarzy nie przepusci rybie.
Na OS"ach tez tlumow nie ma. Jest nawet znacznie mniejszy niz na wodach przylegajacych do nich. Cena odstrasza wielu, a w dodatku nie ma miesa (calkowity NK).
Pawle, tak uogólniłeś, że poczułem się dotknięty. Uwierz mi, że w moim gronie jestem inaczej postrzegany. Przykłady które podałem wyżej, czy w moim wpisie na blogu, tyczyły pojedynczych sytuacji, ale tak charakterystycznych, że je podałem. Moja wykładnia brzmi - sam ewoluuj i do wszystkiego dojdź, to największa radość i istota wędkarstwa. Wyznaję tezę, że największa przyjemność to "gonienie króliczka".
Młodzi adepci wędkowania, szukają miejscówek, sprzętu... szukają gotowców, które wszystko za nich zrobią. A gdzie cała otoczka, trzeba najpierw poczytać, polubić i zrozumieć przyrodę, aby móc w nią ingerować. Nie zaczynamy uprawiać naszego hobby od wizyty na jarmarku i zakupie wędziska z którym ktoś bierze nas na swą miejscówkę. Nasze wyobrażenie o wędkowaniu może zostać bardzo wypaczone, a nie przygotowanie teoretyczne wkrótce się zemści. Droga na skróty nic nie da, a jeszcze pozbawi nas wielu wspaniałych doznań.
Zbyszek, jesli to bylo do mnie, to nie wiem czym bym mogl Cie urazic ?
Na pewno nie bylo to moja intencja.
Odnioslem sie tylko do tego, ze tak naprawde boimy sie wedkarzy na "naszych lowiskach".
Oczywiscie nie zawsze i czasami ufamy znajomym. Ale jak w opisywanym przypadku, nie zawsze dobrze na tym wychodzimy.
PS. Piszacz poprzednie posty nie czytalem Twojego wpisu na blogu, wiec w zaden sposob sie do niego nie odnosilem :).
Cześć,Dwa lata temu na Pilicy pięknie brała gruba płoć 30+, a czasem trafił się leszcz i to taki powyżej 2 kg. Łowiłem z kolegą, zestawem skróconym, grunt około 2,5 m. Naprawdę był to udany dzień. Zrobiłem kilka fotek, zabrałem 2 największe leszcze do wędzenia i reszta ryb wróciła do wody. Po powrocie pochwaliliśmy się w sklepie wędkarskim innym kolegom, łowiącym sportowo tak jak my(tak nam się wydawało). Jak się później okazało jeździli tam przez 3 tygodnie, aż wyłowili całe stado płoci(wszystko zawekowane do słoików, bo to takie dobre, aż słodkie-tak mówili). Zaznaczę, że każdy z nich ma sprzęt wartości grubo przekraczającej 10000 zł( tyczka+kombajn+akcesoria). Jak widać są to zamożni ludzie, wykształceni wędkarsko na wysokim poziomie, a dokonali rzezi na Pilicy( szacuję, że we 3 złowili ponad tysiąc płoci i około stu leszczy). Takich przykładów można by mnożyć w nieskończoność. DLATEGO TERAZ ZASTANOWIE SIĘ TRZY RAZY ZANIM POWIEM KOMUŚ DOKŁADNIE CO I JAK!!!Pzdr. Maras
Nie wiem jak jest na OS-ach.
Wiem jednak jak jest na "normalnej "wodzie".
Stąd może i wcześniejsze wypowiedzi że niektórzy wędkarze są gburowaci i nieuprzejmi.
Niestety tak mnie nauczyło życie na wodach PZW.Końcem listopada miałem kolejne doświadczenie które każe mi ostrożnie podchodzić do nieznajomych nad wodą.Idąc ze spinningiem zobaczyłem jak starszy gość zwija kije,przyczajka i obserwacja bo byłem na odcinku rzeki gdzie rzadko bywam.Zwinął 3-4 żywcówki na szczupaka,zastawił karasia na samołówce z kija z kija (foto) i pojechał do domu.
Drugiego dnia też tam pojechałem bo ciekawe miejsca były.Gość znów jest biega po brzegu kontrolując spławiki swoich wielu żywcówek.Żeby było śmiesznie to mnie zwyzywał że rzucam jak on tam łowi i mu ryby straszę a rzucałem przy swoim brzegu a on był na przeciwnym.Jednak on bywał tam pewnie codziennie i czuł się jak na swoim.
Czy po to zarzuca tyle wędek by złowić komplet cz więcej jak komplet?
Czy można być wzorem uprzejmości nad naszymi wodami?
Klusole byli, sa i beda. Jednak wg mnie zdecydowana wiekszosc wedkarzy, to ludzie dzialajacy w obszarze przepisow. To ze czasami ktos wezmie niemiarowa rybe, czy jedna ponad limit, nie zmienia faktu. Problem w tym, ze ludziom tym przepisy pozwalaja bezkarnie wyrybic nawet najlepsze lowiska. W swietle prawa.
Wiem po sobie jak zachowywalem sie dawniej. Wymiar ochronny szczupaka 40 cm to nie raz przynosilem do domu 40-paro cm szczupaczka. Teraz sie tego wstydze, ale ta robilem. Podnosili wymiar to ja, ryby bralem, ale jednak tylko te miarowe. Opamietanie przyszlo pozniej.
I to jest cale nieszczescie. Nie oszukujmy sie. Wiekszosc wedkarzy bierze tyle na ile pozwalaja przepisy. A przepisy sa takie ze lepiej nie pokazywac swoich miejscowek.
Czyli podsumowując jest wiele powodów żeby "trzymać język za zębami".
Oczywiście można zabrać kolegę do którego ma się zaufanie na znalezioną dobrą miejscówkę ale krzyczeć na lewo i prawo o niej nie jest wskazane.:)
Klusole byli, sa i beda. Jednak wg mnie zdecydowana wiekszosc wedkarzy, to ludzie dzialajacy w obszarze przepisow. To ze czasami ktos wezmie niemiarowa rybe, czy jedna ponad limit, nie zmienia faktu. Problem w tym, ze ludziom tym przepisy pozwalaja bezkarnie wyrybic nawet najlepsze lowiska. W swietle prawa.
Wiem po sobie jak zachowywalem sie dawniej. Wymiar ochronny szczupaka 40 cm to nie raz przynosilem do domu 40-paro cm szczupaczka. Teraz sie tego wstydze, ale ta robilem. Podnosili wymiar to ja, ryby bralem, ale jednak tylko te miarowe. Opamietanie przyszlo pozniej.
I to jest cale nieszczescie. Nie oszukujmy sie. Wiekszosc wedkarzy bierze tyle na ile pozwalaja przepisy. A przepisy sa takie ze lepiej nie pokazywac swoich miejscowek.
Nie wiem jak jest u Ciebie,ale u mnie jest odwrotnie,normalnie "dziki zachód".