Po ostatnim wyjeździe na ryby i zmasakrowaniu progu w samochodzie przez kłodę której nie zauważyłem zawracając na polanie jestem ciekawy Waszych doświadczeń z uszkodzeniami samochodów czy innych pojazdów podczas wyjazdów na ryby . I nie mam tu na myśli podrapania lakieru przez gałęzie tylko uszkodzenia skutkujące np. unieruchomieniem samochodu w teren czy koniecznością wizyty w warsztacie na poważniejsze naprawy. Nie jest to rzecz przyjemna i dodatkowo kolejny argument dla żony ( lub męża ) do narzekania na nasze hobby , więc liczę na wasze doświadczenia w tym względzie ;-)
Ja kiedys w zimie chcialem dojechac nad odre przez "ciężki" teren i przednim lewym kolem wpadlem w dziure i probowalem wyjechac i tak boksowałem ze roztopiony snieg lecial mi na kable i jak juz wyjechalem to poczulem dym spalenizny i po kilku km zatrzymałem sie i podniosłem maske samochodu a tam widze ze "płonie ognisko" ;) kable od instalacji zaczely sie palic;) myslalem ze padne na pysk.a jakis rok temu moj znajomy niemal w tym samym miejscu probowal przejechac autem w deszczową pogode i sie zakopal i po chwili auto osiadło mu w błocie az po same progi.za pomoca kołków probowal podniesc auto i w ten oto sposob pokrzywil progi;)
Raz zimą z kumplami jeździliśmy po wielu łowiskach, ryba wogóle nie żerowała. Przejechaliśmy około 80 km i wracając zajechaliśmy na jezioro Tuchel (Kwida). Zaparkowałem jak zwykle na wzniesieniu, gdy koledzy się ruszyli do wysiadania. Nagle moja ładzianka 2107, zaczeła sie zsuwać, odruchowo depnąłem na hamulec, a ona sru w drzewo. Efekt był taki; zderzak i atrapa połamane, rozbity reflektor, wgięta maska. Mimo rozbitego auta postanowiliśmy powędkować, złowiłem 1 ledwo wymiarową płoteczkę, koledzy nic, tylko jeden z wędkarzy miał z 6 szt, ale on już wędkował ponad 5 godzin. Naprawa auta wyniosła ok 500 zł, (koszt części zakupionych na szrocie, bo autko sam naprawiłem).
to ja tak na świeżo, wczoraj z kumplem pojechaliśmy pospinować na rzece, drogę wytłumaczył nam znajomy, wziełem auto na dojazdy opelka astre F kombi , fajne autko mało pali i sprzęt się mieści ;p no i pojechaliśmy... niestety jak się okazało nasza znajomość terenu i pomylenie wskazówek znajomego okazało się naszą zgubą po 2 godz błądzenia w lesie, dojechaliśmy do rzeki, ale na pewno nie był to odcinek o którym mówił "rybak" , po 3 godzinkach i zerowym effekcie, wróciliśmy do opelka, cofam cofam, i jeb siedze na podmokłej polanie koła zatopiły sie do połowy, i tu zaczyna się masakra, podważanie kołkami deski i dywaniki pod koła,i d**a nic ani drgnie, po wypaleniu połowy paczki papierosów, postanowiłem zorganizować jakąś pomoc, przeszedłem jakieś 2 km,i znalazłem życzliwych ludzi którzy akurat mieli popijawkę , zebrałem ekipę i podjechaliśmy na miejsce, tak sie zabrali do roboty że pchając wgniotła sie tylna klapa, a podsadzona pod koło deska podskoczyła i zmasakrowała próg.... ale i tak cieszyłem sie że wydostaliśmy sie z tego zielonego piekła. Gdybym pojechał drugim autem to chyba bym się zapłakał, ale niezniszczalny opel znów okazał sie autem terenowym ;p
Po ostatnim wyjeździe na ryby i zmasakrowaniu progu w samochodzie przez kłodę której nie zauważyłem zawracając na polanie jestem ciekawy Waszych doświadczeń z uszkodzeniami samochodów czy innych pojazdów podczas wyjazdów na ryby . I nie mam tu na myśli podrapania lakieru przez gałęzie tylko uszkodzenia skutkujące np. unieruchomieniem samochodu w teren czy koniecznością wizyty w warsztacie na poważniejsze naprawy. Nie jest to rzecz przyjemna i dodatkowo kolejny argument dla żony ( lub męża ) do narzekania na nasze hobby , więc liczę na wasze doświadczenia w tym względzie ;-)
Ja kiedys w zimie chcialem dojechac nad odre przez "ciężki" teren i przednim lewym kolem wpadlem w dziure i probowalem wyjechac i tak boksowałem ze roztopiony snieg lecial mi na kable i jak juz wyjechalem to poczulem dym spalenizny i po kilku km zatrzymałem sie i podniosłem maske samochodu a tam widze ze "płonie ognisko" ;) kable od instalacji zaczely sie palic;) myslalem ze padne na pysk.a jakis rok temu moj znajomy niemal w tym samym miejscu probowal przejechac autem w deszczową pogode i sie zakopal i po chwili auto osiadło mu w błocie az po same progi.za pomoca kołków probowal podniesc auto i w ten oto sposob pokrzywil progi;)
Pogiąłem wahacz i wgniotłem miskę olejową , z większymi kosztami się to nie wiązało.
Raz zimą z kumplami jeździliśmy po wielu łowiskach, ryba wogóle nie żerowała. Przejechaliśmy około 80 km i wracając zajechaliśmy na jezioro Tuchel (Kwida). Zaparkowałem jak zwykle na wzniesieniu, gdy koledzy się ruszyli do wysiadania. Nagle moja ładzianka 2107, zaczeła sie zsuwać, odruchowo depnąłem na hamulec, a ona sru w drzewo. Efekt był taki; zderzak i atrapa połamane, rozbity reflektor, wgięta maska. Mimo rozbitego auta postanowiliśmy powędkować, złowiłem 1 ledwo wymiarową płoteczkę, koledzy nic, tylko jeden z wędkarzy miał z 6 szt, ale on już wędkował ponad 5 godzin.
Naprawa auta wyniosła ok 500 zł, (koszt części zakupionych na szrocie, bo autko sam naprawiłem).
to ja tak na świeżo, wczoraj z kumplem pojechaliśmy pospinować na rzece, drogę wytłumaczył nam znajomy, wziełem auto na dojazdy opelka astre F kombi , fajne autko mało pali i sprzęt się mieści ;p no i pojechaliśmy... niestety jak się okazało nasza znajomość terenu i pomylenie wskazówek znajomego okazało się naszą zgubą po 2 godz błądzenia w lesie, dojechaliśmy do rzeki, ale na pewno nie był to odcinek o którym mówił "rybak" , po 3 godzinkach i zerowym effekcie, wróciliśmy do opelka, cofam cofam, i jeb siedze na podmokłej polanie koła zatopiły sie do połowy, i tu zaczyna się masakra, podważanie kołkami deski i dywaniki pod koła,i d**a nic ani drgnie, po wypaleniu połowy paczki papierosów, postanowiłem zorganizować jakąś pomoc, przeszedłem jakieś 2 km,i znalazłem życzliwych ludzi którzy akurat mieli popijawkę , zebrałem ekipę i podjechaliśmy na miejsce, tak sie zabrali do roboty że pchając wgniotła sie tylna klapa, a podsadzona pod koło deska podskoczyła i zmasakrowała próg.... ale i tak cieszyłem sie że wydostaliśmy sie z tego zielonego piekła. Gdybym pojechał drugim autem to chyba bym się zapłakał, ale niezniszczalny opel znów okazał sie autem terenowym ;p
urwany tłumik , misa olejowa wgnieciona, skrzynia biegów przesunięta jak na dwa lata to nie duzo chyba :P
Połamana felga w Chińskim motorku;(((