Chciałbym poruszyć bardzo istotny temat,który bulwersuje nas wędkarzy,a mianowicie wygodny dostęp do brzegów zbiorników i rzek dzierżawionych przez P.Z.W.Ja chciałbym opisać ten problem w swoim okręgu,a ściślej można powiedzieć w powiecie Opoczyńskim.Zacznę od tego,że zgodnie ze statutem PZW &1 pkt. 9 wędkarz ma prawo do swobodnego dostępu do wody,jeśli przepisy lokalne wydane przez uprawniony organ nie stanowią inaczej.I tak właśnie zrobiono na zbiorniku Miedzna Murowana i na Drzewicy,choć podejrzewam,że na terytorium całej Polski jest podobnie.Zb. Miedzna jest zbiornikiem o mało wykorzystanym brzegu, z jednej strony las z drugiej roślinność i łąki zalewowe,a właśnie tam gdzie jest możliwość wędkowania i można dojechać samochodem,to wkopano tablice informujące o zakazie wjazdu,parkowania,rozbijania namiotów i kąpieli,no i dziękuje jest pozamiatane.To ja się pytam po jaką cholerę płacimy dzierżawę do państwa i jeszcze zarybiamy te zbiorniki-dla kłusowników!!!!!!!????Temat ten poruszany był przez nasz zarząd w prasie lokalnej,to napisano,że jest to zbiornik rolniczo-retencyjny i tyle.Wkopuje się różne słupki,betonowe krawężniki,aby umilić życie wędkarzom którzy płacą składki i to z ich pieniędzy okręgi płacą do państwa dzierżawę!!!!!to do jasnej cholery pozwólcie im łowić i mieć wolny dostęp do naszych wód.My jako wędkarze i społeczeństwo Polskie chcemy w lato pojechać nad wodę na grila na ryby z żoną z dziećmi i odpoczywać,to co mamy siedzieć w blokowiskach,chcemy z tej wody korzystać bo mamy do tego prawo!!!!!Kto wymyśla takie bzdurne rzeczy!!!!!My wędkarze chcemy dbać o środowisko,sprzątamy brzegi zbiorników,chcemy aby młodzież w tym uczestniczyła,czyli to jest też element wychowania.Jesteśmy jednostką pożytku publicznego,a podkłada nam się kłody pod nogi.Muszę coś z tym zrobić i napisać do marszałka województwa łódzkiego jak można rozwiązać ten problem.Normalnie się wkurzyłem.A jak jest w innych miejscach???Zapraszam do dyskusji.
Witam kolego. U mnie może nie ma problemów z tabliczkami zakazującymi wjazd itp. Ale swobodnego dostępu do wody też nie ma!!! Wkra jest rzeką w większości dziewiczą, bo tu o niej chcę poruszyc wątek. Na wczorajszym zebraniu sprawozdawczym też o tym mówiliśmy. Problem jest z zarastającymi coraz bardziej nieużytkami, jeszcze 10 lat temu idąc ze spiningiem na szczupaczka mogłem zrobic ok 10km brzegiem bez większych przeszkód, teraz łąki, które niegdyś były użytkowane przez rolników, którzy wypasali bydło, przeszły w niektórych miejscach w ręce gminy i prywatnych "biznesmenów" i są kompletnie zaniedbane, nie wyglądając przy tym jak łąki tylko jak zarośnięte krzaczyska. Przedostanie się przez nie graniczy z cudem, pokrzywy, osty, rzepy itp. Czy PZW jako gospodarz powinien zadbac o swobodny dostęp do wody?
Witam. Kiedys,przed dwoma laty poruszałem ten temat na innym portalu wędkarskim. Podobnie jak kolega KYLON opisalem w/w problem i oczywiscie napisalem podobne postulaty.Dostałem jedną "fajną" odpowiedż: " Te hasła są dobre na pochód pierwszo majowy".No i oczym tu rozmawiac. Nie można sie dostac nad wode,nie ma gdzie zwodowac łódki,o zaparkowaniu samochodu to juz nie można nawet pomarzyc.Słupki wkopane,dojazdy poorane itd. Ale pierdziele w PZW dalej siedza i debatują jak tu może jeszcze podniesc troszke skladeczki,bo i tak wedkarze zaplacą za wszystko.Ponarzekają ale zaplacą.
W mojej okolicy takich paranoicznych kretyństw jest cała masa. A najbardziej mnie wkurza pewien Pan Prezes koła, któren na wodzie dzierżawionej przez to koło sam poustawiał zakazy wjazdów. No ale oczywiście auto prezesa może wjechać - ot... takie lokalne przywileje!
Masz Kolego Kylon racje w stu procentach. To my w końcu zarybiamy te wody i usiłujemy o nie jakoś tam dbać, a traktuje się nas jak złodziei.
Podaje link który jest odpowiedzią Prezesa Krajowej Gospodarki wodnej ma memoriał Krajowego Zjazdu Delegatów.Pan Leszek Karpowski przedstawia tam ciekawą interpretację dostępu do wód. link tohttp://www.pzw.org.pl/pliki/prezentacje/3/wiadomosci/23508/pliki/kzgw.pdf. Ja jestem zaskoczony tą interpretacją,przepisów prawa.
Na zbiorniku Domaniów też stoją zakazy ruchu od strony plaży ale nikt sobie nic z tego nie robi i wjeżdża. Policja się tego bardzo nie czepia bo wie, że to paranoja ale jakiś służbista mógłby walnąc za to mandat. Nie rozumiem takich znaków przecież PZW to MY I TE WODY SĄ NASZE.
takie problemy są wszędzie, u mnie w regionie to samo, nad moje ulubione jezioro jak się wybiorę sam z łódką to nie daj boże spadnie deszcz to pozamiatane, już nie wyjadę pod górkę, a jeszcze podjazd jest tak wyryty że zawieszenie można zostawić. nie ma komu tego naprawić.
z kolei nad innym jeziorem na bardzo dogodnym zjeździe wójt słupki wkopał w ziemię, żeby nikt nie mógł do wody podjechać, a sam łowi - palant, i tylko dlatego że znalazłem miejsce na prywacie, to te słupki wtedy jeszcze zostały, bo bym je bardzo szybo usunął, ale kij mu w oko,
po co tak wszystkim utrudniać, tym bardziej że to nie jest jego prywata tylko gminy.
Z dostępem do wody jest gorzej niż źle. Koło Torunia jest całkiem rybne jezioro Chełmżyńskie które na swoim kilkudziesięcio kilometrowym obwodzie ma tylko jedno miejsce do zwodowania łodzi. Jezioro Małe Czyste jest co roku tak oborane przez rolnika (razem z drogą) że dojechać można tylko monsterem na wielkich kołach. Te przykłady otwierają wielką litanię samowoli która za ogólnym przyzwoleniem dzieje się na naszych wodach - za które, a właściwie za wędkowanie na nich płacimy niemałe pieniądze. Nie muszę wjeżdżać autem do wody - ja chcę tylko podjechać, zwodować łódź i odstawić pojazd na parking aby nikomu nie przeszkadzać. Niestety , z reguły jest to niewykonalne. Pozdrawiam
Ponarzekamy,popiszemy postulaty,pokrzyczymy na zebraniach, no i na tym się kończy. To sołtys wkopie słupki,to chłop zaora dojazd i miejsce wodowania łodzi i im to wszystko wolno.A wędkarz jak postawi autko na chwilke ,żeby sie rozładowac (jak juz oczywiscie dojedzie do łowiska) i na to nadjedzie PSR, TO MUSI SIĘ GĘSTO TLUMACZYC. Ten kraj jest chory,ale musze w nim życ.
Panowie, jeśli chodzi o "chłopów"(rolników) to z nimi zawsze problem będzie, oczywiście są wyjątki, ale większośc z nich za przysłowiowe "2 palce" ziemi by zjadła! Problem jest w mentalności ludzkiej. Z pazernością "chłopa" mamy do czynienia nie tylko nad wodą, zaorują oni drogi, worują się w nie zakopując rowy odprowadzające wodę! Ale cały szkopuł tkwi w tym, że nikt im za to nic nie robi. Bo teraz wyobraźmy sobie sytuację, że każdy rolnik, który zaorał drogę lub rów, lub jakąkolwiek granicę (miedzę) z gminną ziemią-zostaje ukarany lub zostaje mu nakazane usunąc szkody-to kto wtedy pójdzie zagłosowac na wójta, który taką decyzję wydał!!!???Tu jest wilk pochowany i to trzeba leczyc! Tak jest teraz wszędzie, a przykład z rolnikiem i gminą to tylko jeden z wielu, o których można by było pisac.
Z tymi utrudnieniami to jest ciekawa sprawa. Mamy zagwarantowany dostęp do wody z każdej strony przez statut PZW a rzeczywistość jest całkiem inna. Pojechałem z Norbiko1 nad pewien akwen i znaleźliśmy bardzo ciekawe i opowiadające nam miejsce na rozbicie obozowiska i powędkowania przez weekend. Był jeden problem, droga się kończy i rozciągnięty jest drut(pastuch). Odgrodzona cała łąka z pięknymi dębami i dostępu do wody przez pastuch brak. I teraz powstaje pytanie. Czy opierając się o statut powinniśmy rozpiąć druciany pastuch i linią brzegową dostać się do wypatrzonego miejsca a potem czekać na ewentualną awanturę z strony właściciela ogrodzenia że znajdujemy się tam gdzie nie powinniśmy czy znaleźć jegomościa i spytać o pozwolenie podpierając swoją prośbę może jeszcze szklaną butelką z procentowym płynem. Czy My, opłacający składki i robiący jeszcze wymyślne dopłaty mamy dodatkowo kombinować jak dostać się na łowisko i ryzykować zepsutym odpoczynkiem gdy zjawi się owy "właściciel" ? Chyba tylko w PL jest możliwy taki proceder.
Ciesz się kol. Rooster że to był tylko pastuch. Najwyżej przy przejściu przez niego lekko Cię popieści. Często jest tak że nad jeziorem jest domek, płot biegnie do samej wody a w wodzie potłuczone butelki i słoiki, żebyś przypadkiem nie obszedł wodą ogrodzenia w woderach. Oczywiście rozciąłem sobie wodery na jednym z nich. Kraj plastiku i plastikowych mózgów....
Chciałbym poruszyć bardzo istotny temat,który bulwersuje nas wędkarzy,a mianowicie wygodny dostęp do brzegów zbiorników i rzek dzierżawionych przez P.Z.W.Ja chciałbym opisać ten problem w swoim okręgu,a ściślej można powiedzieć w powiecie Opoczyńskim.Zacznę od tego,że zgodnie ze statutem PZW &1 pkt. 9 wędkarz ma prawo do swobodnego dostępu do wody,jeśli przepisy lokalne wydane przez uprawniony organ nie stanowią inaczej.I tak właśnie zrobiono na zbiorniku Miedzna Murowana i na Drzewicy,choć podejrzewam,że na terytorium całej Polski jest podobnie.Zb. Miedzna jest zbiornikiem o mało wykorzystanym brzegu, z jednej strony las z drugiej roślinność i łąki zalewowe,a właśnie tam gdzie jest możliwość wędkowania i można dojechać samochodem,to wkopano tablice informujące o zakazie wjazdu,parkowania,rozbijania namiotów i kąpieli,no i dziękuje jest pozamiatane.To ja się pytam po jaką cholerę płacimy dzierżawę do państwa i jeszcze zarybiamy te zbiorniki-dla kłusowników!!!!!!!????Temat ten poruszany był przez nasz zarząd w prasie lokalnej,to napisano,że jest to zbiornik rolniczo-retencyjny i tyle.Wkopuje się różne słupki,betonowe krawężniki,aby umilić życie wędkarzom którzy płacą składki i to z ich pieniędzy okręgi płacą do państwa dzierżawę!!!!!to do jasnej cholery pozwólcie im łowić i mieć wolny dostęp do naszych wód.My jako wędkarze i społeczeństwo Polskie chcemy w lato pojechać nad wodę na grila na ryby z żoną z dziećmi i odpoczywać,to co mamy siedzieć w blokowiskach,chcemy z tej wody korzystać bo mamy do tego prawo!!!!!Kto wymyśla takie bzdurne rzeczy!!!!!My wędkarze chcemy dbać o środowisko,sprzątamy brzegi zbiorników,chcemy aby młodzież w tym uczestniczyła,czyli to jest też element wychowania.Jesteśmy jednostką pożytku publicznego,a podkłada nam się kłody pod nogi.Muszę coś z tym zrobić i napisać do marszałka województwa łódzkiego jak można rozwiązać ten problem.Normalnie się wkurzyłem.A jak jest w innych miejscach???Zapraszam do dyskusji.
Witam kolego. U mnie może nie ma problemów z tabliczkami zakazującymi wjazd itp. Ale swobodnego dostępu do wody też nie ma!!! Wkra jest rzeką w większości dziewiczą, bo tu o niej chcę poruszyc wątek. Na wczorajszym zebraniu sprawozdawczym też o tym mówiliśmy. Problem jest z zarastającymi coraz bardziej nieużytkami, jeszcze 10 lat temu idąc ze spiningiem na szczupaczka mogłem zrobic ok 10km brzegiem bez większych przeszkód, teraz łąki, które niegdyś były użytkowane przez rolników, którzy wypasali bydło, przeszły w niektórych miejscach w ręce gminy i prywatnych "biznesmenów" i są kompletnie zaniedbane, nie wyglądając przy tym jak łąki tylko jak zarośnięte krzaczyska. Przedostanie się przez nie graniczy z cudem, pokrzywy, osty, rzepy itp. Czy PZW jako gospodarz powinien zadbac o swobodny dostęp do wody?
Witam. Kiedys,przed dwoma laty poruszałem ten temat na innym portalu wędkarskim. Podobnie jak kolega KYLON opisalem w/w problem i oczywiscie napisalem podobne postulaty.Dostałem jedną "fajną" odpowiedż: " Te hasła są dobre na pochód pierwszo majowy".No i oczym tu rozmawiac. Nie można sie dostac nad wode,nie ma gdzie zwodowac łódki,o zaparkowaniu samochodu to juz nie można nawet pomarzyc.Słupki wkopane,dojazdy poorane itd. Ale pierdziele w PZW dalej siedza i debatują jak tu może jeszcze podniesc troszke skladeczki,bo i tak wedkarze zaplacą za wszystko.Ponarzekają ale zaplacą.
W mojej okolicy takich paranoicznych kretyństw jest cała masa. A najbardziej mnie wkurza pewien Pan Prezes koła, któren na wodzie dzierżawionej przez to koło sam poustawiał zakazy wjazdów. No ale oczywiście auto prezesa może wjechać - ot... takie lokalne przywileje!
Masz Kolego Kylon racje w stu procentach. To my w końcu zarybiamy te wody i usiłujemy o nie jakoś tam dbać, a traktuje się nas jak złodziei.
Podaje link który jest odpowiedzią Prezesa Krajowej Gospodarki wodnej ma memoriał Krajowego Zjazdu Delegatów.Pan Leszek Karpowski przedstawia tam ciekawą interpretację dostępu do wód.
link tohttp://www.pzw.org.pl/pliki/prezentacje/3/wiadomosci/23508/pliki/kzgw.pdf.
Ja jestem zaskoczony tą interpretacją,przepisów prawa.
197cm120kg również czytałem te odpowiedzi i znów prawdą jest powiedzenie, że "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".
Na zbiorniku Domaniów też stoją zakazy ruchu od strony plaży ale nikt sobie nic z tego nie robi i wjeżdża. Policja się tego bardzo nie czepia bo wie, że to paranoja ale jakiś służbista mógłby walnąc za to mandat. Nie rozumiem takich znaków przecież PZW to MY I TE WODY SĄ NASZE.
Jeszcze raz ten link bo tamten coś nie działa www.pzw.org.pl/pliki/prezentacje/3/wiadomosci/23508/pliki/kzgw.pdf
takie problemy są wszędzie, u mnie w regionie to samo, nad moje ulubione jezioro jak się wybiorę sam z łódką to nie daj boże spadnie deszcz to pozamiatane, już nie wyjadę pod górkę, a jeszcze podjazd jest tak wyryty że zawieszenie można zostawić. nie ma komu tego naprawić.
z kolei nad innym jeziorem na bardzo dogodnym zjeździe wójt słupki wkopał w ziemię, żeby nikt nie mógł do wody podjechać, a sam łowi - palant, i tylko dlatego że znalazłem miejsce na prywacie, to te słupki wtedy jeszcze zostały, bo bym je bardzo szybo usunął, ale kij mu w oko,
po co tak wszystkim utrudniać, tym bardziej że to nie jest jego prywata tylko gminy.
Z dostępem do wody jest gorzej niż źle. Koło Torunia jest całkiem rybne jezioro Chełmżyńskie które na swoim kilkudziesięcio kilometrowym obwodzie ma tylko jedno miejsce do zwodowania łodzi. Jezioro Małe Czyste jest co roku tak oborane przez rolnika (razem z drogą) że dojechać można tylko monsterem na wielkich kołach. Te przykłady otwierają wielką litanię samowoli która za ogólnym przyzwoleniem dzieje się na naszych wodach - za które, a właściwie za wędkowanie na nich płacimy niemałe pieniądze. Nie muszę wjeżdżać autem do wody - ja chcę tylko podjechać, zwodować łódź i odstawić pojazd na parking aby nikomu nie przeszkadzać. Niestety , z reguły jest to niewykonalne. Pozdrawiam
Ponarzekamy,popiszemy postulaty,pokrzyczymy na zebraniach, no i na tym się kończy. To sołtys wkopie słupki,to chłop zaora dojazd i miejsce wodowania łodzi i im to wszystko wolno.A wędkarz jak postawi autko na chwilke ,żeby sie rozładowac (jak juz oczywiscie dojedzie do łowiska) i na to nadjedzie PSR, TO MUSI SIĘ GĘSTO TLUMACZYC. Ten kraj jest chory,ale musze w nim życ.
Panowie, jeśli chodzi o "chłopów"(rolników) to z nimi zawsze problem będzie, oczywiście są wyjątki, ale większośc z nich za przysłowiowe "2 palce" ziemi by zjadła! Problem jest w mentalności ludzkiej. Z pazernością "chłopa" mamy do czynienia nie tylko nad wodą, zaorują oni drogi, worują się w nie zakopując rowy odprowadzające wodę! Ale cały szkopuł tkwi w tym, że nikt im za to nic nie robi. Bo teraz wyobraźmy sobie sytuację, że każdy rolnik, który zaorał drogę lub rów, lub jakąkolwiek granicę (miedzę) z gminną ziemią-zostaje ukarany lub zostaje mu nakazane usunąc szkody-to kto wtedy pójdzie zagłosowac na wójta, który taką decyzję wydał!!!???Tu jest wilk pochowany i to trzeba leczyc! Tak jest teraz wszędzie, a przykład z rolnikiem i gminą to tylko jeden z wielu, o których można by było pisac.
Z tymi utrudnieniami to jest ciekawa sprawa.
Mamy zagwarantowany dostęp do wody z każdej strony przez statut PZW a rzeczywistość jest całkiem inna.
Pojechałem z Norbiko1 nad pewien akwen i znaleźliśmy bardzo ciekawe i opowiadające nam miejsce na rozbicie obozowiska i powędkowania przez weekend. Był jeden problem, droga się kończy i rozciągnięty jest drut(pastuch). Odgrodzona cała łąka z pięknymi dębami i dostępu do wody przez pastuch brak.
I teraz powstaje pytanie.
Czy opierając się o statut powinniśmy rozpiąć druciany pastuch i linią brzegową dostać się do wypatrzonego miejsca a potem czekać na ewentualną awanturę z strony właściciela ogrodzenia że znajdujemy się tam gdzie nie powinniśmy czy znaleźć jegomościa i spytać o pozwolenie podpierając swoją prośbę może jeszcze szklaną butelką z procentowym płynem. Czy My, opłacający składki i robiący jeszcze wymyślne dopłaty mamy dodatkowo kombinować jak dostać się na łowisko i ryzykować zepsutym odpoczynkiem gdy zjawi się owy "właściciel" ? Chyba tylko w PL jest możliwy taki proceder.
Ciesz się kol. Rooster że to był tylko pastuch. Najwyżej przy przejściu przez niego lekko Cię popieści. Często jest tak że nad jeziorem jest domek, płot biegnie do samej wody a w wodzie potłuczone butelki i słoiki, żebyś przypadkiem nie obszedł wodą ogrodzenia w woderach. Oczywiście rozciąłem sobie wodery na jednym z nich.
Kraj plastiku i plastikowych mózgów....