Tegoroczny urlop mojej mamy zaplanowałem na rybach. Choć mama nie była z tego powodu najszczęśliwsza (prawie się załamała) . Tylne siedzenia samochodu zajęły wędki i podbieraki. Wyjechaliśmy nocą, żeby rano być na miejscu. Nasz ośrodek mieścił się w miejscowości Rybitwy. W Piszu znaleźliśmy duży sklep wędkarski, w którym moja mama przeżyła kolejny szok - robaki. Zaopatrzeni w cały sprzęt wyszliśmy około godziny 17 na ryby. Okolica wyglądała ciekawie:
Zasiadłem na pomoście i zacząłem wędkowanie. Na początku łowiłem na spławik , złapałem dużo uklejek:
Moja mama ochoczo zabrała się za wędkowanie, co skończyło się złamaniem wędki. Na szczęście miałem starą wędkę dziadka. Nazajutrz pojechałem do Pisza po drugą wędkę. Około 18 załadowany po uszy poszedłem na pomost.
Okazało się, że zająłem ostatnie wolne miejsce
Rozłożyłem sprzęt i zacząłem wędkowanie.
Obok doświadczony wędkarz udzielał ludziom wielu wskazówek i rad. Niektórych to cieszyło, innym przeszkadzało. Po około godzinie złapałem swojego pierwszego leszcza w życiu - 19cm: .
Zadowolony z wyniku i słuchając narzekań mamy poszedłem na kolację. Przy kolacji poinformowałem mamę, że jutro wstajemy ok. 3 rano (prawie się obraziła) i kontynuujemy łapanie leszczy. Trzeciego dnia poradziłem jej żeby też się zajęła wędkowaniem, bo inaczej się zanudzi. Zasiadłem z wędką, a mama zajęła się fotografowaniem. Pierwsza ukleja , 10-ta ukleja , 20-sta ukleja i piękne branie na gruntówce, zacinam. Po 10 minutowym holu w podbieraku ląduje 35cm okoń : .
Wołam mamę, żeby przybiegła z aparatem i zrobiła zdjęcia. Jeszcze trochę połowiliśmy i pojechaliśmy zwiedzać okolicę ( zamki , muzea i takie tam wymysły mojej mamy). Gdy wróciliśmy padał deszcz i nici z wędkowania. Następnego dnia dałem mamie pospać i wstaliśmy o 3:15. Rozłożyliśmy sprzęt, namówiłem mamę na wędkowanie. Nie wiem czy to był dobry pomysł, bo poprzedniego dnia idealnie zarzuciła w sam środek trzcin. No ale dała się namówić . Siedzi , siedzi , siedzi szczytówka skacze i mówi, że chyba coś jej bierze , 3 wędkarzy jak w chórze zakrzyczało: ""zacinaj!"". No i złapała, po krótkim holu leszczyk 25-26 ląduje w podbieraku. Oczywiście nie dotknęła ryby. Musiałem odczepiać i trzymać do zdjęcia .
Jeżeli chodzi o ilość ryb to miałem ich pare setek, a na kilogramy koło 4 Około 7 rano zaczęli się schodzić inni wędkarze i robiło się tłoczno. Pakowaliśmy sprzęt i wróciliśmy na śniadanie. Po zwiedzaniu poszliśmy na łowy. O tej porze było tam bardzo tłoczno. Złowiliśmy kilka leszczy i wróciliśmy na kolację.
Piątego dnia wstaliśmy o 3.30.
Mama powoli zaczęła się przyzwyczajać, chociaż powiedziała że weźmie drugi urlop-żeby odpocząć. Około 5.20 mam piękne branie. Po 5minutowym holu w podbieraku siedzi leszcz - 41cm.
Mama znalazła sobie nowe zajęcie : przypomina sobie nazwy ryb po łacinie (miała to na studiach). I mówi, że złapałem jakieś Abramis Brama. Nie wiem o co jej chodzi - chyba jest niewyspana . Napstrykała zdjęć i poszliśmy na śniadanie. Wieczorem znowu padał deszcz, więc nadrobiliśmy zaległości w spaniu. Ostatniego dnia wstaliśmy ok. godz. 5 i zaczęliśmy wędkowanie. Tego dnia łowiliśmy krócej, bo trzeba było szykować się do powrotu . Złapaliśmy kilka rybek i zaczęliśmy się pakować. Ogólnie to wszystkie złowione rybki oddawaliśmy i wypuszczaliśmy. Moja mama za nic w świecie nie dotknie ryby, ale ze smakiem pałaszowała złowioną przez siebie rybkę, którą usmażył nasz znajomy. Wyjazd uważam za bardzo udany. Myślę, że jeszcze wrócę nad Jezioro Roś.
W tym roku tez zamiezam sie tam wybrac bardzo fajny opis a czy kolego wiesz moze cos o tamtejszych szczyakach jak wyglada sytuacja z ta rybka?? A oczywiscie ***** PS Abramis brama to leszcz
Jezioro Roś - 27.07 - 01.08
Tegoroczny urlop mojej mamy zaplanowałem na rybach. Choć mama nie była z tego powodu najszczęśliwsza (prawie się załamała) . Tylne siedzenia samochodu zajęły wędki i podbieraki.
Wyjechaliśmy nocą, żeby rano być na miejscu. Nasz ośrodek mieścił się w miejscowości Rybitwy. W Piszu znaleźliśmy duży sklep wędkarski, w którym moja mama przeżyła kolejny szok - robaki.
Zaopatrzeni w cały sprzęt wyszliśmy około godziny 17 na ryby.
Okolica wyglądała ciekawie:
Zasiadłem na pomoście i zacząłem wędkowanie. Na początku łowiłem na spławik , złapałem dużo uklejek:
Moja mama ochoczo zabrała się za wędkowanie, co skończyło się złamaniem wędki. Na szczęście miałem starą wędkę dziadka.
Nazajutrz pojechałem do Pisza po drugą wędkę. Około 18 załadowany po uszy poszedłem na pomost.
Okazało się, że zająłem ostatnie wolne miejsce
Rozłożyłem sprzęt i zacząłem wędkowanie.
Obok doświadczony wędkarz udzielał ludziom wielu wskazówek i rad. Niektórych to cieszyło, innym przeszkadzało. Po około godzinie złapałem swojego pierwszego leszcza w życiu - 19cm:
.
Zadowolony z wyniku i słuchając narzekań mamy poszedłem na kolację. Przy kolacji poinformowałem mamę, że jutro wstajemy ok. 3 rano (prawie się obraziła) i kontynuujemy łapanie leszczy.
Trzeciego dnia poradziłem jej żeby też się zajęła wędkowaniem, bo inaczej się zanudzi. Zasiadłem z wędką, a mama zajęła się fotografowaniem. Pierwsza ukleja , 10-ta ukleja , 20-sta ukleja i piękne branie na gruntówce, zacinam. Po 10 minutowym holu w podbieraku ląduje 35cm okoń :
.
Wołam mamę, żeby przybiegła z aparatem i zrobiła zdjęcia. Jeszcze trochę połowiliśmy i pojechaliśmy zwiedzać okolicę ( zamki , muzea i takie tam wymysły mojej mamy). Gdy wróciliśmy padał deszcz i nici z wędkowania.
Następnego dnia dałem mamie pospać i wstaliśmy o 3:15. Rozłożyliśmy sprzęt, namówiłem mamę na wędkowanie.
Nie wiem czy to był dobry pomysł, bo poprzedniego dnia idealnie zarzuciła w sam środek trzcin. No ale dała się namówić . Siedzi , siedzi , siedzi szczytówka skacze i mówi, że chyba coś jej bierze , 3 wędkarzy jak w chórze zakrzyczało: ""zacinaj!"". No i złapała, po krótkim holu leszczyk 25-26 ląduje w podbieraku. Oczywiście nie dotknęła ryby.
Musiałem odczepiać i trzymać do zdjęcia .
Jeżeli chodzi o ilość ryb to miałem ich pare setek, a na kilogramy koło 4 Około 7 rano zaczęli się schodzić inni wędkarze i robiło się tłoczno. Pakowaliśmy sprzęt i wróciliśmy na śniadanie. Po zwiedzaniu poszliśmy na łowy. O tej porze było tam bardzo tłoczno. Złowiliśmy kilka leszczy i wróciliśmy na kolację.
Piątego dnia wstaliśmy o 3.30.
Mama powoli zaczęła się przyzwyczajać, chociaż powiedziała że weźmie drugi urlop-żeby odpocząć. Około 5.20 mam piękne branie. Po 5minutowym holu w podbieraku siedzi leszcz - 41cm.
Mama znalazła sobie nowe zajęcie : przypomina sobie nazwy ryb po łacinie (miała to na studiach). I mówi, że złapałem jakieś Abramis Brama. Nie wiem o co jej chodzi - chyba jest niewyspana . Napstrykała zdjęć i poszliśmy na śniadanie. Wieczorem znowu padał deszcz, więc nadrobiliśmy zaległości w spaniu.
Ostatniego dnia wstaliśmy ok. godz. 5 i zaczęliśmy wędkowanie. Tego dnia łowiliśmy krócej, bo trzeba było szykować się do powrotu . Złapaliśmy kilka rybek i zaczęliśmy się pakować.
Ogólnie to wszystkie złowione rybki oddawaliśmy i wypuszczaliśmy. Moja mama za nic w świecie nie dotknie ryby, ale ze smakiem pałaszowała złowioną przez siebie rybkę, którą usmażył nasz znajomy.
Wyjazd uważam za bardzo udany. Myślę, że jeszcze wrócę nad Jezioro Roś.
W tym roku tez zamiezam sie tam wybrac bardzo fajny opis a czy kolego wiesz moze cos o tamtejszych szczyakach jak wyglada sytuacja z ta rybka?? A oczywiscie *****
PS Abramis brama to leszcz