Reklama
  • baldhead2010-02-03 19:26:22

    Dla relaksu proponuję wiersz autorstwa pana Janusza Hebdy. Od siebie dodam, że wierszyk  zawiera „pikantne słówka’ i nie każdemu może przypaść do gustu.

     

     

    RELAKS

    Mam dwie namiętności, jedna łowić ryby

    Druga to w lesie zbierać rosnące grzyby.

    Po całotygodniowej pracy biurowej struktury

    Marząc o wypoczynku na łonie natury.

    Cały tydzień pogoda, słońce oszalało

    Prognoza na weekend! Będzie kurwa lało.

     

     

     NA RYBY

    Ty to masz fajnie niektórzy zazdroszczą

    Jedziesz sobie na rybki, one się nie złoszczą.

    Wokół cisza, spokój, relaksu smakujesz

    i chyba szczęśliwy się wtedy czujesz.

    Faktycznie gdzieś nad rzeczką czy inną wodą

    Rozkoszuje się w upał, wody czystą ochłodą.

    Miło czas leci, rybki biorą szczodrze

    A kiełbaska z ogniska też smakuje dobrze.

    Szum rzeki, żwirowisko, jak trzeba krzaczek

    Wędeczka, żyłeczka, na haczyczku robaczek.

    Cieplutko, w chłodnej wodzie nóżki moczę

    i z zimnym piwkiem powoli się droczę.

    Pełna sielanka, wypoczynek nie praca

    potem wsiadam do autka i do domu wracam.

     

    Tak, czasami tak bywa, we śnie - zawsze prawie

    lecz  częściej bywa, tak jak wam teraz wyjawię.

     

    Żeby dojechać na ciekawe łowisko

    najlepiej na Dunajec, na jakieś żwirowisko

    trzeba dwie godziny jechać tylko w jedną stronę

    i jeszcze po wertepach, ja i auto strudzone

    jest już podrapane, ubrudzone błotem

    już jestem wkurwiony, a co będzie potem?

     

    Podjechać chcę bliżej, o nieszczęsny losie!

    Zakopałem się we żwirze aż po same osie.

    Pierdolę nie teraz, później go odkopie

    teraz się nie denerwuj, odpuść sobie chłopie.

     

    Wreszcie się rozkładam, ci co dobrze mnie znają

    wiedzą że nerwowo i szybko, bo ryby czekają.

     

    Robię zanętę, gotowa, dolać wody troszeczkę

    chlupnąć zamieszać i poczekać chwileczkę.

    Jeszcze za sucha znów chlup, chlup, chlup powoli

    o jeden chlup za dużo, alem dopierdolił.

     

    Zanęta do dupy niech wyschnie na słońcu

    w tym czasie rozkładam wędki, wodery na końcu.

     

    Ledwo wędkę rozłożyłem nagle pociemniało

    i za chwilkę gdzieś w oddali potężnie zagrzmiało.

    Wędkę szybko składam, bo nie można wolno

    bo mógłby mi piorun w tę wędkę pierdolnąć.

     

    Nareszcie po deszczu, łowisko zanęcone

    i wędki po raz drugi zarzucone.

    Wtem za krzaków, miejscowi licznie przybyli

    i niedaleko przy mnie majdan rozłożyli.

    Dzieciaki chyba wszystkie, w sobie to mają

    że są nieszczęśliwe jak nie porzucają.

    Jeden skurwiel rzuca prosto w moje łowisko

    przypieprzyć takiemu, ale ojciec blisko.

    Miejsca nie zmienię jest przecież zanęcane

    no i trzeba pamiętać auto zagrzebane.

     

    Więc czekam aż się znudzą często tak bywało

    niechcący trąciłem piwo, te się kurwa wylało.

    Chyba przyjdzie, jak upał zagrzeje mi jajca

    żłopać dla ochłody wodę prosto z Dunajca.

     

    Wreszcie pusto wchodzę do wody by ryby łowić

    i zaczynam do walki szybko się sposobić.

    Nawlekam robaka, w nerwach żem go ścisnął

    a on tym co miał w sobie prosto w oko mi prysnął.

    Puszczam zestaw z prądem by powoli spływał

    i oczu od spławika wcale nie odrywam.

    Puszczam tak ten zestaw trzy godziny bez mała

    ale żadna ryba brać przynęty nie chciała.

     

    Nagle coś targnęło, chyba było branie

    zwiększam grunt na spławiku, na ryby spotkanie.

    Puszczam głębiej haczyk, być może go spotka

    jakiś marny klenik lub oścista płotka.

    Znowu coś targnęło, z wyczuciem zacinam

    a to kurwa zaczep, zawiedziona mina.

    Zaczynam więc ciągnąć i wędziskiem szarpać

    nie chce puścić, więc zaczynam targać.

    Szarpię, aż urwałem jestem teraz wściekły

    ryby jak tam były to pewnie uciekły.

    Już nie mam haczyka, a za to mam żyda,

    kłębowisko żyłki, co na nic się przyda.

    Kurewski żyd, nikt go nie rozplącze

    trzeba go wyciąć, wstawić jakieś złącze.

     

    Nerwowo robię nowy zestaw, już haczyk zapiąłem

    spieszę się i … znowu za mocno robaka ścisnąłem.

     

    Znowu chyba branie, odruchowo zacinam

    dreszczyk emocji - uśmiechnięta mina.

    Lecz holowana ryba jakoś się nie rusza

    ale ciągnę dalej, nic mnie nie wzrusza.

    No i przyciągnąłem jakieś ohydne kurestwo

    żeby ściągnąć z haczyka to dopiero męstwo.

     Jakaś szmata, czy zielsko albo coś gorszego

    jedynym efektem wędkowania mojego.

     

    Jeszcze postanowiłem na spinning spróbować

    by jakiegoś drapieżnika sprytnie upolować.

    Mam nowiutką błysteczkę sześć złotych kosztowała

    to znaczy miałem - oderwać się nie dała.

    Nie nacieszyłem się nią, używając skrótów

    bo miałem ją tylko do pierwszego rzutu.

     

    Pieprzę nie łowię mam już dość wszystkiego

    znerwicowany, głodny, pić się chce do tego.

    Muszę jeszcze się sprężyć nie mogę się grzebać

    trzeba jeszcze niestety z piachu auto wygrzebać.

     

    Na kolanach, lub leżąc, gołymi rękami

    wpijam się we żwir, drapie pazurami.

    Myślę że lepiej było jechać na grzyby

    bo same kłopoty przez te pieprzone ryby.

     

    I tak wypoczęty, a naprawdę upieprzony

    wracam do domu i do swojej żony.

    No i jak było? dobrze, połowiłem

    no i jak zawsze wszystkie wypuściłem.

    Wyobrażania działa i widzę lament wielki

    gdybym wszedł z rybami między te kafelki.

    Zresztą też tak myślę jak ma żona słodka

    na co mi klenik lub oścista płotka.

     

    NA GRZYBY

    Ty to masz fajnie niektórzy zazdroszczą

    jedziesz sobie na grzybki, one się nie złoszczą.

    Wokół cisza, spokój, relaks smakujesz

    i chyba szczęśliwy się wtedy czujesz.

    Faktycznie bardzo lubię jechać do lasu

    z dala od zgiełku i od hałasu

    spacerować po lesie z niedużym koszykiem

     szukać spotkania z szlachetnym borowikiem

    albo kurki w runie pilnie wypatrywać

    muchomory oglądać, ale ich nie zrywać.

    Podgrzybki brunatne, kozaki czerwone

    maślaki, opieńki, kanie - kosze zapełnione.

    Lubię taki relaks, tego się nie wstydzę

    ostatnio najbardziej polubiłem rydze.

    W lesie możesz się pokrzepić gdy dom jest w oddali

    garścią wonnych borówek, poziomek lub malin.

     

    Pełna sielanka, wypoczynek nie praca

    potem wsiadam do autka i do domu wracam.

     

    Tak, czasami tak bywa, we śnie - zawsze prawie

    lecz częściej bywa, tak jak teraz wyjawię.

     

    Chcąc jechać w jakieś bliskie ale grzybne lasy

    godzinę trzeba jechać nie zbaczając z trasy.

    Później zostawić auto, by się nie stresować

    gdzieś na skraju lasu, przy drodze je schować.

    No i się zaczyna leśne grzybobranie

    co chwilę pajęczyn z gęby strzepywanie.

    Odganianie się od much, os i całych roi owadów

    od robactwa, ślimaków, jaszczurek oraz innych gadów.

    Nie lubię też mrówek, a na ciul są kleszcze?

    lub zygzakowate żmije, czy trzeba coś jeszcze?

     

    Lecz idę w głąb lasu, drzewa ciaśniej się schodzą

    wtedy myśli natrętne do głowy przychodzą.

    Choć nie jestem ułomkiem albo marnym śledziem

    myśli mam niezależne, o spotkaniu z niedźwiedziem.

     

    Wtedy tracę kierunki szybciej zapierdalam

    nieświadomy że coraz bardziej się oddalam.

    Potem mchu na pniach szukam od północnej strony

    ale ten mech to rośnie wokół - taki pieprzony.

    Nie wiem gdzie iść no i w którą stronę

    wtedy o niedźwiedziu znów myśli szalone.

    Pieprzę wszystkie grzyby idę na wyczucie

    wlazłem w jakieś bagno, już mam mokro w bucie.

    Ale się udało na drogę wylazłem

    ale niestety auta nie znalazłem.

     

    Albom sobie dukty leśne popierdolił

    albo mi „Almerę” złodziej zapierdolił.

    Jestem krok od paniki, nerwy jak postronki

    jak wrócę do domu i do mojej żonki?

    Choć uwielbiam ciszę drę się wniebogłosy

    echo odpowiada, dęba stają włosy.

     

    Myślę że lepiej było jechać nad wodę na ryby

    bo same kłopoty przez te pieprzone grzyby.

     

    I żeby te grzyby rosły dobre, pachnące

    ale większość z nich robaczywe i trujące!

    A te wonne maliny, poziomki, borówki słońcem wygrzane

    tez szkodzą, bo przez wściekłego lisa są wszystkie ze szczane.

     

    Postanawiam wracać, nie lasem lecz drogą

    koszyk zupełnie pusty, ledwo włóczę nogą.

    Po trzech kwadransach chodzenia bez mała

    znalazłem „Almerę” co na mnie czekała.

     

    No i jak było? próżno wróciłeś ty mój stary byku

    powiedz gdzie byłeś, masz pusto w koszyku.

     

    I opowiadam o nie wszystkim co się zdarzyło

    i akcentuje - wiesz, wysypu to jeszcze nie było.

     

    Zresztą sobie myślę czy byłbym szczęśliwy

    bo wiem że grzyb gdybym znalazł byłby robaczywy.

     

    A po weekendzie, relaksie na łonie natury

    chętnie wracam do pracy w biurowe struktury.

     

    Janusz Hebda (lipiec 2004 r.)

     

    P.S.

    Może się ktoś uśmiechnąć, ja się nie obrażam

    ale ryby i grzyby jem tylko z Kleparza.

     

  • Forum wedkuje.pl 2010-02-03 20:13:38

    Dobre :D                                                                                                                   

  • Forum wedkuje.pl 2010-02-03 20:27:24

    Świetne wierszyki i takie z korzeniami wydarte z naszego własnego doświadczenia. Nawet te kilka wulgaryzmów, choć kolą w oko to jednak są "usprawiedliwione"

  • Waldi Fish 2010-02-03 20:28:02

    Dobre! Haha!

  • Reklama
  • baldhead 2010-02-03 20:53:14

    Dla niewtajemniczonych - Kleparz, to jeden z największych placów targowych w Krakowie.



Reklama
Reklama