Moja Połówka ma niepełnosprawnego kolegę jeżdżącego na wózku. Czasami tak bywa, że sprawność umysłowa nie idzie w parze z motoryczną... Kolegę, dla ułatwienia relacji, nazwiemy Piotr.
Piotr, z uwagi na swoją małą niedoskonałość, jak sam zwykł nazywać swoje kalectwo, nie miał dotychczas okazji wzięcia udziału w wyprawie na ryby. Jak się pewnie domyślacie, gdyby mu na tym nie zależało nie miałabym o czym dziś pisać. Oboje z Połówką posiadamy wszystko co wymaga prawo do łowienia na, że tak powiem, prawdziwych ryb ale Piotr, z wiadomych przyczyn, nie ma nawet własnego kija. Postanowiliśmy zrobić mu przyjemność i zaprosiliśmy na weekend. Plan był prosty...
Pobudka o 6:15 w niedzielę, dzień wolny od pracy to nie lada wyzwanie ale udało mi się ściągnąć panów z łóżek, napoić kawą, zapakować do samochodu i z małym poślizgiem, bo Piotr również okazał się susłem, wyruszyć na łowisko.
Na Jegiel dotarliśmy o 8:00. Miało być tak pięknie - gładki brzeg, trawa, zero krzaków, słońce, ławeczka żeby Piotr nie musiał się obawiać, że wjedzie do wody podczas próby wyjęcia dużej ryby. Sprzęt przygotowany, kukurydza, robale i zanęta kupione, my już na miejscu i ... miejsca brak! Jeszcze nam się to na tym łowisku nie przytrafiło a tu taki klops, właśnie dziś!
Nie było wyjścia. Zawróciliśmy i pojechaliśmy nad Narew w jedyne miejsce, które znaliśmy, gdzie mieliśmy szansę przetransportować Piotra przez wał i gdzie mógł bezpiecznie zakotwiczyć swój wózek. Maleńka polanka z dwiema miejscówkami. Na jednej Piotr z moją lekką wędką na spławik i Połówka, który Go odpowiednio instruował, a na drugiej wielka gruntówka i ja z drugim spławikiem. Wszystko się udało, Piotr zachwycony choć miał problemy z rzucaniem wędką, my szczęśliwi Jego zadowoleniem, które rekompensowało brak brań.
I kiedy w końcu zanęcanie zaczęło przynosić efekty i Piotr złowił pierwszą w życiu rybkę (mały, żarłoczny jazgarz, który natychmiast wrócił do wody) na polankę przyszła kobieta z 4-letnim chłopcem. Wręczyła mu kijek z kawałkiem żyłki, wprowadziła do wody między moje wędki (a między nimi było może metr odstępu), położyła się tyłem do dziecka i zatopiła się w lekturze. Z nad ramienia rzuciła w stronę syna "woda jest dla wszystkich" i już jej nie było...
OSŁUPIELIŚMY! Stanęłam obok swoich wędek, spojrzałam na małe dziecko bawiące się w rzece, na które własna matka nie zwraca uwagi i w końcu, kiedy już z ledwością powstrzymywałam wybuch Połówka zapytał głośno czy pilnuję tego chłopca. Oczywiście nie pilnowałam i natychmiast skorzystałam z okazji i zapytałam "matkę" kto tu właściwie zajmuje się chłopcem i jak ona widzi jego bezpieczeństwo między tymi wędkami, na co usłyszałam:
- jak będzie pani chciała przerzucić wędkę to mi pani o tym powie a ja go na chwilę zabiorę z wody.
Woda jest dla wszystkich...
I dla wędkarzy i do kąpieli...
Dla dzieci bawiących się samopas w rzece między drogim i, dla nich, stanowiącym zagrożenie...
Tupet i tępota niektórych nie zna granic. Bezsilni zebraliśmy sprzęt i wróciliśmy do domu.
Na szczęście jest i plus całej wyprawy - Piotr rozważa zalegalizowanie swojego nowego hobby :)
Witaj.Bardzo mi miło czytać, że komuś się "chce" zabierać osoby niepełnosprawne "na ryby". Jest to wyzwanie przysparzające wiele niedogodności, więc moje uznanie. Co do dziecka puszczonego w samopas nad wodą, to chyba nie muszę pisać że to skrajna głupota i że wypadało by pani dać nauczkę, ale życie jest zbyt krótkie, by je tracić na takie "taborety" Ps : Wręczyła mu kijek z kawałkiem żyłki, - czy to znaczy że to dziecko wędkowało ?
BYliśmy dwa dni temu na zbiorniku Dzierżno,łowimy rybki,a tu patrze płynie materacyk z dwójką dzieciaków (myśle że 10,12 lat ).Materacyk był na głębokości 5-7 metrów,a rodzice piwko,grilik i cały świat w dupie .Kasia to jest debilizm...
Witaj.Bardzo mi miło czytać, że komuś się "chce" zabierać osoby niepełnosprawne "na ryby". Jest to wyzwanie przysparzające wiele niedogodności, więc moje uznanie. Co do dziecka puszczonego w samopas nad wodą, to chyba nie muszę pisać że to skrajna głupota i że wypadało by pani dać nauczkę, ale życie jest zbyt krótkie, by je tracić na takie "taborety" Ps : Wręczyła mu kijek z kawałkiem żyłki, - czy to znaczy że to dziecko wędkowało ?
TAK! :)))) i nawet pomyślałam, że mogłam pójść tym tropem, ale już w domu kiedy trochę ochłonęłam... Poza tym przecież mamunia z dzieckiem to COŚ uprzywilejowanego i trudno z tym czymś walczyć. Nie to żebym ogólnie miała coś przeciwko macierzyństwu ale wystarczająco napatrzyłam się na "matki" wypychające wózek pod rozpędzone auta bo przecież mają pierwszeństwo.... kretynki i tupeciary bezmózgowe!
Teraz tak sobie myślę, że haka na wędce nie miało to dziecko więc nie można powiedzieć, że wędkowało. Do tego Piotr na pewno nie powinien tego robić więc nie mogłam użyć takiego argumentu...
Teraz tak sobie myślę, że haka na wędce nie miało to dziecko więc nie można powiedzieć, że wędkowało. Do tego Piotr na pewno nie powinien tego robić więc nie mogłam użyć takiego argumentu... Raczej myślałem o wytłumaczeniu "dosadnie" tej pani, że wędkowanie nie jest prawem, lecz przywilejem, bo wzywanie służb nie miało by sensu. Niestety, tacy ludzie żyją wśród nas i walczyć się z tym nie da, a przyglądać beztrosko nie można. Ja nie dawno miałem podobny przypadek, gdy na stanowisko wzdłuż brzegu wbiegła mi 2-3letnia dziewczynka. Bez rybie było totalne więc nie sprawiło mi to jakiś większych komplikacji w zestawach, a pogawędka z tym uroczym szkrabem była miłą odskocznią od tej beznadziei. Po 10 minutach postanowiłem jednak poszukać rodziców maleństwa i znalazłem 50m dalej parę wpatrującą się w dal ;/ Nie wiem jak można w ten sposób nie zauważyć zniknięcia dziecka ;/ Cóż ...
Woda jest dla wszystkich... I dla wędkarzy i do kąpieli... Dla dzieci bawiących się samopas w rzece między drogim i, dla nich, stanowiącym zagrożenie...
Tupet i tępota niektórych nie zna granic. Bezsilni zebraliśmy sprzęt i wróciliśmy do domu.
Na szczęście jest i plus całej wyprawy - Piotr rozważa zalegalizowanie swojego nowego hobby :)
Co do tej pani, to grzecznie i bez ogródek powinnaś jej powiedzieć by zajęła się swoim dzieckiem, i że sporo ryzykuje posyłając dziecko pomiędzy tak drogi i zarazem delikatny sprzęt… może by zrozumiała aluzję.
Jeśli nie to mały myk ze strony twego męża; Podchodzi do kobiety, szybko i zręcznie macha kartą wędkarską jak legitymacją służbową, przedstawia się jako Społeczna Straż Rybacka, i prosi ją o okazanie odpowiednich dokumentów (karty wędkarskie), lekkie poinstruowanie że od opiekuna dziecka wymagane jest takowe zezwolenie, i że jeśli wędkująca osoba nie wyraża zgody by ktoś wchodził na jej łowisko to nie mogą tego uczynić tak bezprawnie. Bądź zrobić to samo bez tej szopki ze strażą. Można też napomknąć że jeśli kobieta nie zmieni swego postępowania to poinformujecie o tym odpowiednie władze. (Na pewno następnym razem zastanowiła by się troszeczkę zanim by wywinęła taki sam numer).
Ja kiedyś miałam podobny przypadek z tym że matka dziecka podeszła i grzecznie się zapytała czy jej córcia może troszkę pochlapać się koło mnie i czy mi to nie będzie przeszkadzać. Obiecała że przypilnuje by za dużo nie na psociła, i dotrzymała słowa a dziewczynka była tak grzeczna że nawet zamiast się bawić wiaderkiem z łopatką zaczęła mnie wypytywać co to za ryba, co ona je i takie tam, nawet kilka małych rybak sama wypuściła do wody. Matka na koniec mi podziękowała i przeprosiła za niedogodności, a ta mała sprawiła mi tyle przyjemności…
Co do Piotra to wspaniale że spodobało mi się wędkowanie.
Woda jest dla wszystkich... I dla wędkarzy i do kąpieli... Dla dzieci bawiących się samopas w rzece między drogim i, dla nich, stanowiącym zagrożenie...
Tupet i tępota niektórych nie zna granic. Bezsilni zebraliśmy sprzęt i wróciliśmy do domu.
Na szczęście jest i plus całej wyprawy - Piotr rozważa zalegalizowanie swojego nowego hobby :)
Co do tej pani, to grzecznie i bez ogródek powinnaś jej powiedzieć by zajęła się swoim dzieckiem, i że sporo ryzykuje posyłając dziecko pomiędzy tak drogi i zarazem delikatny sprzęt… może by zrozumiała aluzję.
Jeśli nie to mały myk ze strony twego męża; Podchodzi do kobiety, szybko i zręcznie macha kartą wędkarską jak legitymacją służbową, przedstawia się jako Społeczna Straż Rybacka, i prosi ją o okazanie odpowiednich dokumentów (karty wędkarskie), lekkie poinstruowanie że od opiekuna dziecka wymagane jest takowe zezwolenie, i że jeśli wędkująca osoba nie wyraża zgody by ktoś wchodził na jej łowisko to nie mogą tego uczynić tak bezprawnie. Bądź zrobić to samo bez tej szopki ze strażą. Można też napomknąć że jeśli kobieta nie zmieni swego postępowania to poinformujecie o tym odpowiednie władze. (Na pewno następnym razem zastanowiła by się troszeczkę zanim by wywinęła taki sam numer).
Ja kiedyś miałam podobny przypadek z tym że matka dziecka podeszła i grzecznie się zapytała czy jej córcia może troszkę pochlapać się koło mnie i czy mi to nie będzie przeszkadzać. Obiecała że przypilnuje by za dużo nie na psociła, i dotrzymała słowa a dziewczynka była tak grzeczna że nawet zamiast się bawić wiaderkiem z łopatką zaczęła mnie wypytywać co to za ryba, co ona je i takie tam, nawet kilka małych rybak sama wypuściła do wody. Matka na koniec mi podziękowała i przeprosiła za niedogodności, a ta mała sprawiła mi tyle przyjemności…
Co do Piotra to wspaniale że spodobało mi się wędkowanie.
Mija, jesteś wielka! Aż chce się żyć, czytając takie historie. Diablico, ty jestes nie mniejsza ;) ale ... podawanie się za straznika SSR, nie będąc nim jest karalne. W gorącej wodzie kąpanaś.
Zaprawdę powiadam wam, niektóre niewiasty są z Wenus :D
Niektórzy wędkarze mają wielkiego farta, mogąc dzielić to piękne hobby z ... połówką ^^
Co do matki z relacji Miji, no cóż ... niech Bóg (i dobrzy ludzie) ma(mają) w opiece jej dziecko.
Dla dobra dziecka należało by wezwać Policję bo innej możliwości interwencji nie ma.Pozostawianie małego dziecka bez dozoru,zwłaszcza w wodzie,naraża je na poważne niebezpieczeństwo."Matka" powinna o tym wiedzieć.Jeśli nie wie to Policja by ją poinformowała mandatem lub wnioskiem do sądu rodzinnego.DLA DOBRA DZIECKA.
Policja... jestem przekonana (zachowanie tej kobiety na to mnie naprowadziło), że miejscowe służby znają się z tą panią i nic by jej nie zrobili, a nawet, wieczorkiem, przy piwku pośmialiby się jak to biedni wędkarze nie mają gdzie łowić bo ich kobiety z dziećmi z nad wody przepędzają... Pewnie jeszcze bym się nasłuchała, że dziecku zabraniam dostępu do wody... To jakaś paranoja.
Po co zaraz Policja....wszędzie Policja....potem dziwicie się koledzy wędkarze, że policjanci z niechęcią przyjeżdżają na interwencje zgłaszane przez wędkarzy...@Mija dałaś sobie świetnie radę, grunt to spokój. Usunięcie tej Pani z łowiska najprawdopodobniej skończyłoby się grubszą awanturą a to dlatego, że miała tupet tak się zachować, więc na waszą ostrzejszą reakcję dopiero pokazała by swoje możliwości( słowne ). Szkoda by było nerwowo kończyć tak fajnie zaplanowany dzień dla Piotra. Niestety wiele sytuacji, które zastajemy nad wodą nie są tak do końca przewidywalne i nie po to jedziemy wędkować, aby się kłócić, wzywać policję i psuć sobie nerwy, czyli szare życie codzienne przenosić na łowisko...uważam, że zasada "mądrzejszy ustępuje"jest w takich przypadkach jak najbardziej na miejscu. Pozdrawiam.
Moja Połówka ma niepełnosprawnego kolegę jeżdżącego na wózku. Czasami tak bywa, że sprawność umysłowa nie idzie w parze z motoryczną... Kolegę, dla ułatwienia relacji, nazwiemy Piotr.
Piotr, z uwagi na swoją małą niedoskonałość, jak sam zwykł nazywać swoje kalectwo, nie miał dotychczas okazji wzięcia udziału w wyprawie na ryby. Jak się pewnie domyślacie, gdyby mu na tym nie zależało nie miałabym o czym dziś pisać. Oboje z Połówką posiadamy wszystko co wymaga prawo do łowienia na, że tak powiem, prawdziwych ryb ale Piotr, z wiadomych przyczyn, nie ma nawet własnego kija. Postanowiliśmy zrobić mu przyjemność i zaprosiliśmy na weekend. Plan był prosty...
Pobudka o 6:15 w niedzielę, dzień wolny od pracy to nie lada wyzwanie ale udało mi się ściągnąć panów z łóżek, napoić kawą, zapakować do samochodu i z małym poślizgiem, bo Piotr również okazał się susłem, wyruszyć na łowisko.
Na Jegiel dotarliśmy o 8:00. Miało być tak pięknie - gładki brzeg, trawa, zero krzaków, słońce, ławeczka żeby Piotr nie musiał się obawiać, że wjedzie do wody podczas próby wyjęcia dużej ryby. Sprzęt przygotowany, kukurydza, robale i zanęta kupione, my już na miejscu i ... miejsca brak! Jeszcze nam się to na tym łowisku nie przytrafiło a tu taki klops, właśnie dziś!
Nie było wyjścia. Zawróciliśmy i pojechaliśmy nad Narew w jedyne miejsce, które znaliśmy, gdzie mieliśmy szansę przetransportować Piotra przez wał i gdzie mógł bezpiecznie zakotwiczyć swój wózek. Maleńka polanka z dwiema miejscówkami. Na jednej Piotr z moją lekką wędką na spławik i Połówka, który Go odpowiednio instruował, a na drugiej wielka gruntówka i ja z drugim spławikiem. Wszystko się udało, Piotr zachwycony choć miał problemy z rzucaniem wędką, my szczęśliwi Jego zadowoleniem, które rekompensowało brak brań.
I kiedy w końcu zanęcanie zaczęło przynosić efekty i Piotr złowił pierwszą w życiu rybkę (mały, żarłoczny jazgarz, który natychmiast wrócił do wody) na polankę przyszła kobieta z 4-letnim chłopcem. Wręczyła mu kijek z kawałkiem żyłki, wprowadziła do wody między moje wędki (a między nimi było może metr odstępu), położyła się tyłem do dziecka i zatopiła się w lekturze. Z nad ramienia rzuciła w stronę syna "woda jest dla wszystkich" i już jej nie było...
OSŁUPIELIŚMY! Stanęłam obok swoich wędek, spojrzałam na małe dziecko bawiące się w rzece, na które własna matka nie zwraca uwagi i w końcu, kiedy już z ledwością powstrzymywałam wybuch Połówka zapytał głośno czy pilnuję tego chłopca. Oczywiście nie pilnowałam i natychmiast skorzystałam z okazji i zapytałam "matkę" kto tu właściwie zajmuje się chłopcem i jak ona widzi jego bezpieczeństwo między tymi wędkami, na co usłyszałam:
- jak będzie pani chciała przerzucić wędkę to mi pani o tym powie a ja go na chwilę zabiorę z wody.
Woda jest dla wszystkich...
I dla wędkarzy i do kąpieli...
Dla dzieci bawiących się samopas w rzece między drogim i, dla nich, stanowiącym zagrożenie...
Tupet i tępota niektórych nie zna granic. Bezsilni zebraliśmy sprzęt i wróciliśmy do domu.
Na szczęście jest i plus całej wyprawy - Piotr rozważa zalegalizowanie swojego nowego hobby :)
PS. Do pisania używam konsoli, która zdaje się przyjmuje tylko określoną ilość znaków dlatego opowiadanko jest w tylu częściach za co przepraszam.
Moje pytanie - Co powinniśmy byli zrobić?
Witaj.Bardzo mi miło czytać, że komuś się "chce" zabierać osoby niepełnosprawne "na ryby". Jest to wyzwanie przysparzające wiele niedogodności, więc moje uznanie. Co do dziecka puszczonego w samopas nad wodą, to chyba nie muszę pisać że to skrajna głupota i że wypadało by pani dać nauczkę, ale życie jest zbyt krótkie, by je tracić na takie "taborety"
Ps : Wręczyła mu kijek z kawałkiem żyłki, - czy to znaczy że to dziecko wędkowało ?
BYliśmy dwa dni temu na zbiorniku Dzierżno,łowimy rybki,a tu patrze płynie materacyk z dwójką dzieciaków (myśle że 10,12 lat ).Materacyk był na głębokości 5-7 metrów,a rodzice piwko,grilik i cały świat w dupie .Kasia to jest debilizm...
Witaj.Bardzo mi miło czytać, że komuś się "chce" zabierać osoby niepełnosprawne "na ryby". Jest to wyzwanie przysparzające wiele niedogodności, więc moje uznanie. Co do dziecka puszczonego w samopas nad wodą, to chyba nie muszę pisać że to skrajna głupota i że wypadało by pani dać nauczkę, ale życie jest zbyt krótkie, by je tracić na takie "taborety"
Ps : Wręczyła mu kijek z kawałkiem żyłki, - czy to znaczy że to dziecko wędkowało ?
TAK! :)))) i nawet pomyślałam, że mogłam pójść tym tropem, ale już w domu kiedy trochę ochłonęłam...
Poza tym przecież mamunia z dzieckiem to COŚ uprzywilejowanego i trudno z tym czymś walczyć. Nie to żebym ogólnie miała coś przeciwko macierzyństwu ale wystarczająco napatrzyłam się na "matki" wypychające wózek pod rozpędzone auta bo przecież mają pierwszeństwo.... kretynki i tupeciary bezmózgowe!
Teraz tak sobie myślę, że haka na wędce nie miało to dziecko więc nie można powiedzieć, że wędkowało. Do tego Piotr na pewno nie powinien tego robić więc nie mogłam użyć takiego argumentu...
Teraz tak sobie myślę, że haka na wędce nie miało to dziecko więc nie można powiedzieć, że wędkowało. Do tego Piotr na pewno nie powinien tego robić więc nie mogłam użyć takiego argumentu...
Raczej myślałem o wytłumaczeniu "dosadnie" tej pani, że wędkowanie nie jest prawem, lecz przywilejem, bo wzywanie służb nie miało by sensu. Niestety, tacy ludzie żyją wśród nas i walczyć się z tym nie da, a przyglądać beztrosko nie można. Ja nie dawno miałem podobny przypadek, gdy na stanowisko wzdłuż brzegu wbiegła mi 2-3letnia dziewczynka. Bez rybie było totalne więc nie sprawiło mi to jakiś większych komplikacji w zestawach, a pogawędka z tym uroczym szkrabem była miłą odskocznią od tej beznadziei. Po 10 minutach postanowiłem jednak poszukać rodziców maleństwa i znalazłem 50m dalej parę wpatrującą się w dal ;/ Nie wiem jak można w ten sposób nie zauważyć zniknięcia dziecka ;/ Cóż ...
Woda jest dla wszystkich...
I dla wędkarzy i do kąpieli...
Dla dzieci bawiących się samopas w rzece między drogim i, dla nich, stanowiącym zagrożenie...
Tupet i tępota niektórych nie zna granic. Bezsilni zebraliśmy sprzęt i wróciliśmy do domu.
Na szczęście jest i plus całej wyprawy - Piotr rozważa zalegalizowanie swojego nowego hobby :)
Co do tej pani, to grzecznie i bez ogródek powinnaś jej powiedzieć by zajęła się swoim dzieckiem, i że sporo ryzykuje posyłając dziecko pomiędzy tak drogi i zarazem delikatny sprzęt… może by zrozumiała aluzję.
Jeśli nie to mały myk ze strony twego męża; Podchodzi do kobiety, szybko i zręcznie macha kartą wędkarską jak legitymacją służbową, przedstawia się jako Społeczna Straż Rybacka, i prosi ją o okazanie odpowiednich dokumentów (karty wędkarskie), lekkie poinstruowanie że od opiekuna dziecka wymagane jest takowe zezwolenie, i że jeśli wędkująca osoba nie wyraża zgody by ktoś wchodził na jej łowisko to nie mogą tego uczynić tak bezprawnie. Bądź zrobić to samo bez tej szopki ze strażą. Można też napomknąć że jeśli kobieta nie zmieni swego postępowania to poinformujecie o tym odpowiednie władze. (Na pewno następnym razem zastanowiła by się troszeczkę zanim by wywinęła taki sam numer).
Ja kiedyś miałam podobny przypadek z tym że matka dziecka podeszła i grzecznie się zapytała czy jej córcia może troszkę pochlapać się koło mnie i czy mi to nie będzie przeszkadzać. Obiecała że przypilnuje by za dużo nie na psociła, i dotrzymała słowa a dziewczynka była tak grzeczna że nawet zamiast się bawić wiaderkiem z łopatką zaczęła mnie wypytywać co to za ryba, co ona je i takie tam, nawet kilka małych rybak sama wypuściła do wody. Matka na koniec mi podziękowała i przeprosiła za niedogodności, a ta mała sprawiła mi tyle przyjemności…
Co do Piotra to wspaniale że spodobało mi się wędkowanie.
Woda jest dla wszystkich...
I dla wędkarzy i do kąpieli...
Dla dzieci bawiących się samopas w rzece między drogim i, dla nich, stanowiącym zagrożenie...
Tupet i tępota niektórych nie zna granic. Bezsilni zebraliśmy sprzęt i wróciliśmy do domu.
Na szczęście jest i plus całej wyprawy - Piotr rozważa zalegalizowanie swojego nowego hobby :)
Co do tej pani, to grzecznie i bez ogródek powinnaś jej powiedzieć by zajęła się swoim dzieckiem, i że sporo ryzykuje posyłając dziecko pomiędzy tak drogi i zarazem delikatny sprzęt… może by zrozumiała aluzję.
Jeśli nie to mały myk ze strony twego męża; Podchodzi do kobiety, szybko i zręcznie macha kartą wędkarską jak legitymacją służbową, przedstawia się jako Społeczna Straż Rybacka, i prosi ją o okazanie odpowiednich dokumentów (karty wędkarskie), lekkie poinstruowanie że od opiekuna dziecka wymagane jest takowe zezwolenie, i że jeśli wędkująca osoba nie wyraża zgody by ktoś wchodził na jej łowisko to nie mogą tego uczynić tak bezprawnie. Bądź zrobić to samo bez tej szopki ze strażą. Można też napomknąć że jeśli kobieta nie zmieni swego postępowania to poinformujecie o tym odpowiednie władze. (Na pewno następnym razem zastanowiła by się troszeczkę zanim by wywinęła taki sam numer).
Ja kiedyś miałam podobny przypadek z tym że matka dziecka podeszła i grzecznie się zapytała czy jej córcia może troszkę pochlapać się koło mnie i czy mi to nie będzie przeszkadzać. Obiecała że przypilnuje by za dużo nie na psociła, i dotrzymała słowa a dziewczynka była tak grzeczna że nawet zamiast się bawić wiaderkiem z łopatką zaczęła mnie wypytywać co to za ryba, co ona je i takie tam, nawet kilka małych rybak sama wypuściła do wody. Matka na koniec mi podziękowała i przeprosiła za niedogodności, a ta mała sprawiła mi tyle przyjemności…
Co do Piotra to wspaniale że spodobało mi się wędkowanie.
Mija, jesteś wielka! Aż chce się żyć, czytając takie historie. Diablico, ty jestes nie mniejsza ;) ale ... podawanie się za straznika SSR, nie będąc nim jest karalne. W gorącej wodzie kąpanaś.
Zaprawdę powiadam wam, niektóre niewiasty są z Wenus :D
Niektórzy wędkarze mają wielkiego farta, mogąc dzielić to piękne hobby z ... połówką ^^
Co do matki z relacji Miji, no cóż ... niech Bóg (i dobrzy ludzie) ma(mają) w opiece jej dziecko.
Pozdrawiam
szkarlupnia - kaper jej Królewskiej Mości
Dla dobra dziecka należało by wezwać Policję bo innej możliwości interwencji nie ma.Pozostawianie małego dziecka bez dozoru,zwłaszcza w wodzie,naraża je na poważne niebezpieczeństwo."Matka" powinna o tym wiedzieć.Jeśli nie wie to Policja by ją poinformowała mandatem lub wnioskiem do sądu rodzinnego.DLA DOBRA DZIECKA.
Policja... jestem przekonana (zachowanie tej kobiety na to mnie naprowadziło), że miejscowe służby znają się z tą panią i nic by jej nie zrobili, a nawet, wieczorkiem, przy piwku pośmialiby się jak to biedni wędkarze nie mają gdzie łowić bo ich kobiety z dziećmi z nad wody przepędzają... Pewnie jeszcze bym się nasłuchała, że dziecku zabraniam dostępu do wody... To jakaś paranoja.
Po co zaraz Policja....wszędzie Policja....potem dziwicie się koledzy wędkarze, że policjanci z niechęcią przyjeżdżają na interwencje zgłaszane przez wędkarzy...@Mija dałaś sobie świetnie radę, grunt to spokój. Usunięcie tej Pani z łowiska najprawdopodobniej skończyłoby się grubszą awanturą a to dlatego, że miała tupet tak się zachować, więc na waszą ostrzejszą reakcję dopiero pokazała by swoje możliwości( słowne ). Szkoda by było nerwowo kończyć tak fajnie zaplanowany dzień dla Piotra. Niestety wiele sytuacji, które zastajemy nad wodą nie są tak do końca przewidywalne i nie po to jedziemy wędkować, aby się kłócić, wzywać policję i psuć sobie nerwy, czyli szare życie codzienne przenosić na łowisko...uważam, że zasada "mądrzejszy ustępuje"jest w takich przypadkach jak najbardziej na miejscu. Pozdrawiam.