Wczoraj w nocy wyczaiłem w Warcie całkiem sporego suma. Mam nadzieję, że przetrwa w tym miejscu do końca okresu ochronnego i będę mógł zmierzyć się z nim na poważnie. Nie jest to jednak takie pewne, bo wąsacz zadomowił się w odcinku obleganym przez wędkarzy, niedaleko ogromnej wsi. Wieczorkiem zasiadłem sobie na wrzynającej się w nurt ostrodze, na ostrym zakręcie rzeki. Po bokach miałem takie dwa wodne oczka, od prądu odgrodzone trzciną i płycizną na jakieś 30 cm. Jedną wędkę zarzuciłem w lewo, drugą w prawo. Pierwsza z grubą żyłką i pęczkiem czerwonych, druga na jakieś płoteczki i podobną drobnicę. Około 21 miałem pierwsze branie. Takiego małego suma jeszcze nie widziałem, miał chyba 25 cm... Udało się bez okaleczeń zwrócić mu wolność. Mały, a cieszy, bo przecież ktoś go musiał zrodzić, wiec są w tej rzece ryby i to z gatunku tych poważnych... O 23 zaczęło wokół grzmieć i błyskać. Ale deszcz nie spadł. Było groźnie i bardzo pięknie jednocześnie. I wówczas coś chciało porwać mocniejszą wędkę z podpórek. Zaciąłem i... Jakby haczyk wbił się w podwodne drzewo. Ani rusz. Zacząłem pompowanie z coraz bardziej sceptycznym nastawieniem. Ot, coś pociągnęło, zaciąłem i pewnie zahaczyłem o coś. Ale postanowiłem poczekać. Wędkę ze skrajnie napiętą żyłką położyłem na podpórkach. Po jakiś 20 minutach zaczep ruszył i to tak, że ledwie zdążyłem złapać wędzisko. Nie poszedł w nurt, lecz na przeciwległy koniec oczka i znowu przywarował. Teraz wiedziałem już z kim mam do czynienia. Wierzcie, że przez tą chwilę gdy odjeżdżał ode mnie, kołowrotek się gotował, zrozumiałem, że raczej nie mam szans z tą rybą. Nie jestem przygotowany na wyciąganie z wody parowozów. No ale miło byłoby chociaż go zobaczyć, a i jemu może być miło, jak mu wyjmę hak z gęby. Zdjęcia nie mógłbym zrobić, bo miałem tylko telefon w aparacie, bez lampy błyskowej. No to znowu zacząłem pompować. Bardzo energicznie, co będzie to będzie. On też ruszył energicznie, po jakiś pięciu minutach. Usłyszałem tylko brzdęk... I tyle. Mam nadzieję, że mój haczyk mu nie zaszkodzi. Jak go nie skłusują, może się spotkamy w lipcu...
Dobre branie tylko jak zawsze "ty", "ja" nie byłeś na to przygotowany.
Z tym sumem to właśnie o to chodzi, że jak ja jestem przygotowany to zero brań lub tylko biorą dzieciaki, a jak mam słabszy sprzęt w wodzie to trafi się taki profesor.
w tamtym roku tez mialem fajna przygode w nocy o 23 na peczek czerwonych robaczkow mocne branie zacinam zaczep plecionka 0.20 ponad dwadziescia kilo wytrzymalosci zaczep stoi w miejscu , nagle na 2 wedke branie choluje leszcza mam go brzegu ladny z poltorakilo biore podbierak a tu pierwsza wedka ucieka do wody odkladam 2 wedke lapie pierwsza i czuje poterzny opor ryba idzie pod prad wyciaga z poterzna sila plecionke jak bym za barke zaczepil 135metrow plecionki zaczyna sie konczyc a ryba nie mysli o tym by sie zatrzymac przy max dokrecenie niemal hamulca plecionka pekla zastalo moze z 8 metrow ,ochlonelem chwile ,suma nie ma plecionki niema leszcza niema telefonu tez niema
w tamtym roku tez mialem fajna przygode w nocy o 23 na peczek czerwonych robaczkow mocne branie zacinam zaczep plecionka 0.20 ponad dwadziescia kilo wytrzymalosci zaczep stoi w miejscu , nagle na 2 wedke branie choluje leszcza mam go brzegu ladny z poltorakilo biore podbierak a tu pierwsza wedka ucieka do wody odkladam 2 wedke lapie pierwsza i czuje poterzny opor ryba idzie pod prad wyciaga z poterzna sila plecionke jak bym za barke zaczepil 135metrow plecionki zaczyna sie konczyc a ryba nie mysli o tym by sie zatrzymac przy max dokrecenie niemal hamulca plecionka pekla zastalo moze z 8 metrow ,ochlonelem chwile ,suma nie ma plecionki niema leszcza niema telefonu tez niema
Dobra markowa plecionka 0,2 to już nie jest taka słaba do łapania sumików ale jej długość 135m na kołowrotku łowiąc z brzegu to strasznie mało. No chyba, że ewentualnie z łódki.
Wczoraj w nocy wyczaiłem w Warcie całkiem sporego suma. Mam nadzieję, że przetrwa w tym miejscu do końca okresu ochronnego i będę mógł zmierzyć się z nim na poważnie. Nie jest to jednak takie pewne, bo wąsacz zadomowił się w odcinku obleganym przez wędkarzy, niedaleko ogromnej wsi.
Wieczorkiem zasiadłem sobie na wrzynającej się w nurt ostrodze, na ostrym zakręcie rzeki. Po bokach miałem takie dwa wodne oczka, od prądu odgrodzone trzciną i płycizną na jakieś 30 cm. Jedną wędkę zarzuciłem w lewo, drugą w prawo. Pierwsza z grubą żyłką i pęczkiem czerwonych, druga na jakieś płoteczki i podobną drobnicę.
Około 21 miałem pierwsze branie. Takiego małego suma jeszcze nie widziałem, miał chyba 25 cm... Udało się bez okaleczeń zwrócić mu wolność. Mały, a cieszy, bo przecież ktoś go musiał zrodzić, wiec są w tej rzece ryby i to z gatunku tych poważnych...
O 23 zaczęło wokół grzmieć i błyskać. Ale deszcz nie spadł. Było groźnie i bardzo pięknie jednocześnie.
I wówczas coś chciało porwać mocniejszą wędkę z podpórek. Zaciąłem i... Jakby haczyk wbił się w podwodne drzewo. Ani rusz. Zacząłem pompowanie z coraz bardziej sceptycznym nastawieniem. Ot, coś pociągnęło, zaciąłem i pewnie zahaczyłem o coś. Ale postanowiłem poczekać. Wędkę ze skrajnie napiętą żyłką położyłem na podpórkach. Po jakiś 20 minutach zaczep ruszył i to tak, że ledwie zdążyłem złapać wędzisko. Nie poszedł w nurt, lecz na przeciwległy koniec oczka i znowu przywarował. Teraz wiedziałem już z kim mam do czynienia. Wierzcie, że przez tą chwilę gdy odjeżdżał ode mnie, kołowrotek się gotował, zrozumiałem, że raczej nie mam szans z tą rybą. Nie jestem przygotowany na wyciąganie z wody parowozów. No ale miło byłoby chociaż go zobaczyć, a i jemu może być miło, jak mu wyjmę hak z gęby. Zdjęcia nie mógłbym zrobić, bo miałem tylko telefon w aparacie, bez lampy błyskowej. No to znowu zacząłem pompować. Bardzo energicznie, co będzie to będzie. On też ruszył energicznie, po jakiś pięciu minutach. Usłyszałem tylko brzdęk... I tyle.
Mam nadzieję, że mój haczyk mu nie zaszkodzi. Jak go nie skłusują, może się spotkamy w lipcu...
Dobre branie tylko jak zawsze "ty", "ja" nie byłeś na to przygotowany.
Z tym sumem to właśnie o to chodzi, że jak ja jestem przygotowany to zero brań lub tylko biorą dzieciaki, a jak mam słabszy sprzęt w wodzie to trafi się taki profesor.
Powodzenia.
w tamtym roku tez mialem fajna przygode w nocy o 23 na peczek czerwonych robaczkow mocne branie zacinam zaczep plecionka 0.20 ponad dwadziescia kilo wytrzymalosci zaczep stoi w miejscu , nagle na 2 wedke branie choluje leszcza mam go brzegu ladny z poltorakilo biore podbierak a tu pierwsza wedka ucieka do wody odkladam 2 wedke lapie pierwsza i czuje poterzny opor ryba idzie pod prad wyciaga z poterzna sila plecionke jak bym za barke zaczepil 135metrow plecionki zaczyna sie konczyc a ryba nie mysli o tym by sie zatrzymac przy max dokrecenie niemal hamulca plecionka pekla zastalo moze z 8 metrow ,ochlonelem chwile ,suma nie ma plecionki niema leszcza niema telefonu tez niema
w tamtym roku tez mialem fajna przygode w nocy o 23 na peczek czerwonych robaczkow mocne branie zacinam zaczep plecionka 0.20 ponad dwadziescia kilo wytrzymalosci zaczep stoi w miejscu , nagle na 2 wedke branie choluje leszcza mam go brzegu ladny z poltorakilo biore podbierak a tu pierwsza wedka ucieka do wody odkladam 2 wedke lapie pierwsza i czuje poterzny opor ryba idzie pod prad wyciaga z poterzna sila plecionke jak bym za barke zaczepil 135metrow plecionki zaczyna sie konczyc a ryba nie mysli o tym by sie zatrzymac przy max dokrecenie niemal hamulca plecionka pekla zastalo moze z 8 metrow ,ochlonelem chwile ,suma nie ma plecionki niema leszcza niema telefonu tez niema
Na telefon wziął?
Na telefon wziął?
Napisz jaki model jest chodliwy u sumów.
wypadl mi jak wedke lapalem chyba i juz go nie znalazlem .do strat go dopisalem na konmcu
wypadl mi jak wedke lapalem chyba i juz go nie znalazlem .do strat go dopisalem na koncu
Dobra markowa plecionka 0,2 to już nie jest taka słaba do łapania sumików ale jej długość 135m na kołowrotku łowiąc z brzegu to strasznie mało. No chyba, że ewentualnie z łódki.
Pozdrawiam.
Masakra,ja tym roku miałem też pięknego sumka,ale oczko krętlika pękło;/