Obudziłem się rano z myślą że pójdę na rybki , wczoraj złowiłem ładną płoć bo miała 25 cm ,dlatego poczyniłem kroki aby mój dzisiejszy plon był ładniejszy.Naczytałem się w artykułów z poradami jak skuteczniej łowić , przerobiłem zestaw na bata na delikatny, kupiłem zanęty na płoć, szykuje własne domieszki, wszystko zapięte na ostatni guzik.Wstaję rano i ...... pada deszcz a by to ........ !!!!!! siedząc przy kawie pomyślałem jak to było kiedyś ,tak np 27 lat temu, miałem wtedy 7 lat i też chodziłem wtedy na rybki z tatą albo z wujkiem
.czy ktoś pamięta jak się przygotowywało na ryby? Za wędkę służył mi kij leszczynowy (bambusowy kij to był hit) taki z 2,5 m przelotki zrobione z drutu miedzianego, kołowrotek hm.... raczej dwa gwoździki na który nawijało się żyłkę ,spławik obowiązkowo z gęsiego pióra dobrze że człowiek mieszkał na wsi to zawsze jakieś pióro się znalazło.A jakie były efekty nad wodą? nie przypominam sobie żeby do domu wracało się o kiju , płocie takie jak ta moja 25 cm to była normalka , klenie które łapało się na byle co ,okonie które brały 1m od brzegu na robaki kopane w gnoju albo zbierane gdzieś pod kamieniami ,trafiały się też leszcze, krąpie, karasie,liny.po prostu się wychodziło nad wodę i wracało z rybami .Dziś wyjazd na ryby to naprawdę wyprawa, w pokrowcu 5 wędek, kilka szpul żyłek ,na plecach -plecak z małym sklepem wędkarskim, w ręku wiaderko z zanętą (kiedyś taką ilością wykarmiłbym świnię) i cieszę się z płotki co ma 25 cm . Czy to jest normalne? Czy kiedyś wrócą te piękne czasy kiedy to naprawdę na byle co i byle gdzie łapało się ryby? chyba ta pogoda tak na mnie wpływa ale drodzy wędkarze czy pamiętacie takie czasy?
pamiętam takie czasy ,to były naprawde piękne dni kiedy to ryby łapało się nawet na ręce,i to takie sztuki że teraz to tylko można pomarzyć albo się czyta o nich w rekordach!!!!
Obudziłem się rano z myślą że pójdę na rybki , wczoraj złowiłem ładną płoć bo miała 25 cm ,dlatego poczyniłem kroki aby mój dzisiejszy plon był ładniejszy.Naczytałem się w artykułów z poradami jak skuteczniej łowić , przerobiłem zestaw na bata na delikatny, kupiłem zanęty na płoć, szykuje własne domieszki, wszystko zapięte na ostatni guzik.Wstaję rano i ...... pada deszcz a by to ........ !!!!!!
siedząc przy kawie pomyślałem jak to było kiedyś ,tak np 27 lat temu, miałem wtedy 7 lat i też chodziłem wtedy na rybki z tatą albo z wujkiem
.czy ktoś pamięta jak się przygotowywało na ryby?
Za wędkę służył mi kij leszczynowy (bambusowy kij to był hit) taki z 2,5 m przelotki zrobione z drutu miedzianego, kołowrotek hm.... raczej dwa gwoździki na który nawijało się żyłkę ,spławik obowiązkowo z gęsiego pióra dobrze że człowiek mieszkał na wsi to zawsze jakieś pióro się znalazło.A jakie były efekty nad wodą? nie przypominam sobie żeby do domu wracało się o kiju , płocie takie jak ta moja 25 cm to była normalka , klenie które łapało się na byle co ,okonie które brały 1m od brzegu na robaki kopane w gnoju albo zbierane gdzieś pod kamieniami ,trafiały się też leszcze, krąpie, karasie,liny.po prostu się wychodziło nad wodę i wracało z rybami .Dziś wyjazd na ryby to naprawdę wyprawa, w pokrowcu 5 wędek, kilka szpul żyłek ,na plecach -plecak z małym sklepem wędkarskim, w ręku wiaderko z zanętą (kiedyś taką ilością wykarmiłbym świnię) i cieszę się z płotki co ma 25 cm .
Czy to jest normalne?
Czy kiedyś wrócą te piękne czasy kiedy to naprawdę na byle co i byle gdzie łapało się ryby? chyba ta pogoda tak na mnie wpływa ale drodzy wędkarze czy pamiętacie takie czasy?
pamiętam takie czasy ,to były naprawde piękne dni kiedy to ryby łapało się nawet na ręce,i to takie sztuki że teraz to tylko można pomarzyć albo się czyta o nich w rekordach!!!!