Koledzy mam pytanie czy także macie dylemat co zrobić ze złowioną rybą? Dzisiaj wybrałem się rano na rybki i efekty były całkiem przyzwoite, lin 35 cm 43-44 cm i nasz karasiek 25 cm, osobiście do wędkarstwa podchodzę czysto sportowo i szkoda mi jest złowionych ryb, czasami wezmę coś do domu ale na ogół staram się wypuścić. Dzisiejszy połów wypuściłem oczywiście po skromnej sesji fotograficznej a rodzice jak zwykle pytają dlaczego wypuszczam bo i tak ktoś inny złapie i zabierze... I nachodzą mnie wątpliwości może trzeba było zabrać? Nie wiem czy to kwestia przekonań, wrażliwości czy większej świadomości... Jak koledzy podchodzicie do tego dylematu co przemawia za tym, że zabieracie czy wypuszczacie złowioną rybkę ?
Wędkuję wraz z mężem. Na rybach jesteśmy bardzo często. Bywa różnie, wielokrotnie wracamy bez ryby.Tym się nie martwimy. Złowione ryby w większości wypuszczamy po zrobieniu fotki. Jeżeli mamy ochotę na swieżą rybkę wtedy coś bierzemy. Nigdy w nadmiarze i dla nikogo. Z tego jesteśmy znani w kręgu kol.wędkarzy. Czy zabierać - indywidualna sprawa każdego z kolegów.Pozdrawiam
Starsze pokolenie pod chodzi do tego nieco inaczej. Twoi rodzice może mają ochotę na rybę, a Ty wolisz kupić szynkę w sklepie. Musisz ich zrozumieć. Rybę możesz zabrać raz na jakiś czas, dać rodzicom, skoro Ty jest sporadycznie.
Koledzy mam pytanie czy także macie dylemat co zrobić ze złowioną rybą? Dzisiaj wybrałem się rano na rybki i efekty były całkiem przyzwoite, lin 35 cm 43-44 cm i nasz karasiek 25 cm, osobiście do wędkarstwa podchodzę czysto sportowo i szkoda mi jest złowionych ryb, czasami wezmę coś do domu ale na ogół staram się wypuścić. Dzisiejszy połów wypuściłem oczywiście po skromnej sesji fotograficznej a rodzice jak zwykle pytają dlaczego wypuszczam bo i tak ktoś inny złapie i zabierze... I nachodzą mnie wątpliwości może trzeba było zabrać? Nie wiem czy to kwestia przekonań, wrażliwości czy większej świadomości... Jak koledzy podchodzicie do tego dylematu co przemawia za tym, że zabieracie czy wypuszczacie złowioną rybkę ?
Jeżeli w domu jest potrzeba na świeżą rybe to bierz i się nie oglądaj.
Ja biorę tylko jak ktoś ma ochotę na rybę.
W zamrażarce mam lina więc od dłuższego czasu nic nie zabrałem bo mi nie potrzebne.
Koledzy mam pytanie czy także macie dylemat co zrobić ze złowioną rybą? Dzisiaj wybrałem się rano na rybki i efekty były całkiem przyzwoite, lin 35 cm 43-44 cm i nasz karasiek 25 cm, osobiście do wędkarstwa podchodzę czysto sportowo i szkoda mi jest złowionych ryb, czasami wezmę coś do domu ale na ogół staram się wypuścić. Dzisiejszy połów wypuściłem oczywiście po skromnej sesji fotograficznej a rodzice jak zwykle pytają dlaczego wypuszczam bo i tak ktoś inny złapie i zabierze... I nachodzą mnie wątpliwości może trzeba było zabrać? Nie wiem czy to kwestia przekonań, wrażliwości czy większej świadomości... Jak koledzy podchodzicie do tego dylematu co przemawia za tym, że zabieracie czy wypuszczacie złowioną rybkę ?
Sam musisz zdecydowac :) jak chcesz lowic sportowo to low sportowo i nie ogladaj sie na nikogo. Jak bedziesz mial chec na rybe to sobie wezmiesz. Ale napewno nie daj nikomu decydowac za siebie :)
Mnie kiedys dawno temu tez rodzice pytali czemu wypuszczam, ale postawilem na swoim, i tak jest do dzisiaj :)
Koledzy mam pytanie czy także macie dylemat co zrobić ze złowioną rybą? Dzisiaj wybrałem się rano na rybki i efekty były całkiem przyzwoite, lin 35 cm 43-44 cm i nasz karasiek 25 cm, osobiście do wędkarstwa podchodzę czysto sportowo i szkoda mi jest złowionych ryb, czasami wezmę coś do domu ale na ogół staram się wypuścić. Dzisiejszy połów wypuściłem oczywiście po skromnej sesji fotograficznej a rodzice jak zwykle pytają dlaczego wypuszczam bo i tak ktoś inny złapie i zabierze... I nachodzą mnie wątpliwości może trzeba było zabrać? Nie wiem czy to kwestia przekonań, wrażliwości czy większej świadomości... Jak koledzy podchodzicie do tego dylematu co przemawia za tym, że zabieracie czy wypuszczacie złowioną rybkę ?
Ja niektóre biorę, niektóre wypuszczam.Zależy to przede wszystkim od potrzeb. Nikt na forum nie podejmie decyzji za Ciebie. Nie jest też powiedziane że czarne lub białe.Możesz puszczać jak taka twoja wola, ale możesz też czas od czasu zabrać coś dla rodziców jak mają ochotę. Twoja decyzja.
Wszystko jest dla ludzi-byle bez przesady,jeżeli ryba nie jest mniejsza niż wymiar i w okresie ochronnym a Twoi rodzice lubią ryby to świat się nie skończy jak im coś od czasu do czasu przyniesiesz.Sam zabieram ryby jeżeli mam ochote albo chce nałapać punktów u żony ale nigdy w ilości większej niż na jeden posiłek i oczywiście wieeeelkie ryby wypuszczam nawet bez fotki byle jak najmniej je męczyć.I nie sugeruj się wypowiedziami że jak tak można i że ryb zabraknie jak będziemy zabierać... bo to jest Twoja decyzja i Twoje prawo decydować co ze złowioną rybą zrobisz
Większość ryb wypuszczam, jeśli mam ochotę zjeść to biorę na kolacje 1,2 zjadam z bratem i tyle nigdy ponad potrzeby i na zapas. Uważam, że to jest zdrowe podejście.
To jest indywidualna sprawa każdego. Osobiście czasem biorę ale nie więcej niż jedną czasem dwie rybki. Zależy oczywiście od tego jak duża jest sztuka. Okazy oczywiście sesja zdjęciowa i do wody, zbyt cenny materiał zarybieniowy. Na co komu szczupak, załóżmy 5-6 kg i większy. Szkoda takiego zeżreć ;). Dlatego też jestem za górnym wymiarem ochronnym.
Moje spostrzeżenia co do opisanego problemu są takie : że jeśli od czasu do czasu któryś z członków rodziny łaknie ryby , tęskni za niepodrabialnym smakiem mięsa - to warto zabrać połów do domu. Takie postępowanie spotka się nie tylko z obopólną satysfakcją ( radość z połowu i będącej jego konsekwencją konsumpcji ) ale i również uchroni przed identyfikowaniem się z jedną ze skrajnych grup tzw "oszołomów" stanowiących dla siebie antypody ( gwoli ścisłości owe zwaśnione grupy to osławieni mięsiarze i znani z radykalizmu purytańscy wyznawcy C&R ). Należy jednak mieć świadomość że każdy z obranych kierunków , nie ważne czy ryby zabiera się czy nie , wymaga umiaru i samokontroli , nie należy popadać w skrajność - toteż gdy tylko najdzie Cię ochota na okazanie rybie miłosierdzia , nie wahaj się tego robić. Uważam że gdy tylko stan złowionej ryby na to pozwala , naprawdę warto zwracać im wolność, choć oczywiście mam świadomość że spora rzesza wędkarzy traktuje połów jako " ziemniaczka " czy chlebek nasz powszedni ( czytaj główne źródło pożywienia ). To już jest ten pułap którego my hobbyści , stanowczo nie powinniśmy przekraczać.
W moim przypadku sprawa wygląda tak: jeżeli w danym dniu mam ochotę (smaka) czas i warunki aby złowioną rybke oprawić i przyrządzić to zabieram, jeżeli wiem, że nie to NIE.
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Strachliwy obrońca? :/ no jak to .... Maciek... nie bój żaby (jakby to mój najmłodszy brat powiedział ;) )
A co do "zabrać czy wypuścić" to jak mi się w końcu uda złowić to wypuszczam bo ryb nie jadam :) raz zabraliśmy szczupaczka na obiad do teściowej.
Kasia, ja się boję, że będzie trzeba skręcić kark wątkowi, o wątek się boję, bo kłótnie załatwiam jednym - klllik...! :)))) Żab nie boję, bo któraś jest na pewno księżniczką i cmokam te wszystkie płazy jak spotkam, a nuż trafię :) Taka żabofilia.
PS. A propos szukania księżniczek w żabach to ostatnio gdzieś widziałam, że w dzisiejszych czasach trzeba całować świnie a nie żaby ;)
Co Ty za filmy oglądasz? :) Hmmmmmmmmm..........chyba w tym problem, ze przez ostatnie lata właśnie taką całowałem. Chyba nie w to co trzeba, bo kiepsko na tym wyszedłem. :)
kol.Linke83 "Takie postępowanie spotka się nie tylko z obopólną satysfakcją ( radość
z połowu i będącej jego konsekwencją konsumpcji ) ale i również uchroni
przed identyfikowaniem się z jedną ze skrajnych grup tzw "oszołomów"
stanowiących dla siebie antypody ( gwoli ścisłości owe zwaśnione grupy
to osławieni mięsiarze i znani z radykalizmu purytańscy wyznawcy
C&R )."
Czyli wg ciebie powinienem zabrac czasami jakas rybe po to zeby nie identyfikowac sie z C&R. Niezly sposob myslenia. Sam nie zabieram ryb, ale jestem w stanie zrozumiec ludzi ktorzy biora czasami ryby na jakis smaczny posilek. Ale zamrazanie i przechowywanie ryb na gorsze czasy nie miesci sie w mojej logice. Biore tylko teczaki z CP i to tylko tyle aby byly zjedzane w ciagi 1 - 2 dni od zlowienia. Dla mojej zony wystarczy jedna 40 cm ryba.
kol. Mija: "A co do "zabrać czy wypuścić" to jak mi się w końcu uda złowić to
wypuszczam bo ryb nie jadam :) raz zabraliśmy szczupaczka na obiad do
teściowej."
Trzeba bylo do tesciowej zabrac bolenia :). Ja kiedys tak zrobilem. Co prawda nie dla tesciowej ale namolnej sasiadki ktora za kazdym razem marudzila mi zebym przywiozl jej rybe. W koncu nie wytrzymalem, pojechalem nad wode i przywiozlem jej bolka. Juz wiecej ryb nie chciala :).
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Jedyne słowo które napiszę to Woooow !! Nikt z nikim tu nie wojuje ;) Może wreszcie koledzy dorośli ;) Co do samego tematu mam bardzo podobnie, jak kolega Łukasz @withanight88 napisał. I powiem Wam że to z czasem staje się wygodne;) Mam taką zasadę, że każdą rybkę mrożę, ( tak na wszelki wypadek ), a jak wracam następnym razem "o kiju" mówię że przecież tam leży rybka w lodówce, więc następna jest nie potrzebna. Jedynie moja Mama jest prawdziwą smakoszką rybek, więc od czasu do czasu złowię coś specjalnie dla niej .
kol.Linke83 "Takie postępowanie spotka się nie tylko z obopólną satysfakcją ( radość
z połowu i będącej jego konsekwencją konsumpcji ) ale i również uchroni
przed identyfikowaniem się z jedną ze skrajnych grup tzw "oszołomów"
stanowiących dla siebie antypody ( gwoli ścisłości owe zwaśnione grupy
to osławieni mięsiarze i znani z radykalizmu purytańscy wyznawcy
C&R )."
Czyli wg ciebie powinienem zabrac czasami jakas rybe po to zeby nie identyfikowac sie z C&R. Niezly sposob myslenia. Sam nie zabieram ryb, ale jestem w stanie zrozumiec ludzi ktorzy biora czasami ryby na jakis smaczny posilek. Ale zamrazanie i przechowywanie ryb na gorsze czasy nie miesci sie w mojej logice. Biore tylko teczaki z CP i to tylko tyle aby byly zjedzane w ciagi 1 - 2 dni od zlowienia. Dla mojej zony wystarczy jedna 40 cm ryba.
kol. Mija: "A co do "zabrać czy wypuścić" to jak mi się w końcu uda złowić to
wypuszczam bo ryb nie jadam :) raz zabraliśmy szczupaczka na obiad do
teściowej."
Trzeba bylo do tesciowej zabrac bolenia :). Ja kiedys tak zrobilem. Co prawda nie dla tesciowej ale namolnej sasiadki ktora za kazdym razem marudzila mi zebym przywiozl jej rybe. W koncu nie wytrzymalem, pojechalem nad wode i przywiozlem jej bolka. Juz wiecej ryb nie chciala :).
Może mój sposób myślenia jest naprawdę "niezły " , tego nie wiem i nie mam zamiaru oceniać z uwagi nie tylko na wrodzoną skromność ale i również obawy.Natomiast mój wpis należy rozumieć nieco inaczej bo mnie chodzi nie tyle o to by nie identyfikować się z którąś z wędkarskich subkultur . Najważniejsze jest zachowanie równowagi , świadomości że postępuje się dobrze - sytuować się gdzieś bezpiecznie pomiędzy ww grupami - to cel który powinien przyświecać wielu wędkarzom , borykającym się z opisanym przez Kolegę dylematem .Jak wygląda to wszystko w praktyce ?Bardzo prosto - łowimy dla przyjemności , dla przyjemności i idei gnamy na dalekie łowiska , z kolei ryby będące naturalną konsekwencją naszych nadwodnych starań - zabieramy wyłącznie gdy odczuwamy przemożną potrzebę. Wbrew mniemaniu niektórych ryby nie są tylko po to by traktować je jako źródło łatwo przyswajalnego białka ( dr Marian Sinobrody znad wody twierdzi inaczej "PO TO JE PAN BÓG TWORZY ŻEBY MY JE JEDLI - argumenty naprawdę trudne do odparcia); wędkarstwo to bowiem pewien styl postrzegania świata, forma integrowania się z przyrodą - zróbmy więc wszystko by ta ingerencja była dla przyrody możliwie jak najmniejszym obciążeniem.
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Jedyne słowo które napiszę to Woooow !! Nikt z nikim tu nie wojuje ;) Może wreszcie koledzy dorośli ;) Co do samego tematu mam bardzo podobnie, jak kolega Łukasz @withanight88 napisał. I powiem Wam że to z czasem staje się wygodne;) Mam taką zasadę, że każdą rybkę mrożę, ( tak na wszelki wypadek ), a jak wracam następnym razem "o kiju" mówię że przecież tam leży rybka w lodówce, więc następna jest nie potrzebna. Jedynie moja Mama jest prawdziwą smakoszką rybek, więc od czasu do czasu złowię coś specjalnie dla niej . Podobnie jest w moim przypadku - przecież gdy ojciec , który jest dla jedną z najważniejszych i najbliższych mi osób raz na jakiś czas chciałby zjeść rybkę ( powiedzmy karpia oseska 3kg ) to mimo wszystko , nie odmawiam....
Ja powiemn troche pokretnie. Jedzmy ryby zlowione przez siebie ile wlezie. Pod jednym warunkiem. Ze to co robimy nie zburzy oczywiscie tej rownowagi o ktorej pisze kol Linke83. Ja indentyfikuje sie z C&R i marzy mi sie zeby wiekszosc wedkarzy byla NK. Ale nie dlatego ze jestem jakims nawiedzonym zielony czy kim kto lituje sie nad biedna rybka i jej cierpieniem. NIE. Ja to robie tylko i wylacznie z czystego egoizmu. Po prostu chce lowic ryby za 1 2 czy 20 lat. Ale jesli tylko warunki pozwola i w wodzie bedzie tak duzo ryb ze zabieranie nie bedzie mialo wplywu na stan naszych wod, to pewnie moja rodzina jesli tylko bedzie miala ochote bedzie jadla codziennie rybe :). Ale to moje zdanie i przyjmuje do wiadomosci ze ktos ma inne i postepuje inaczej.
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Jedyne słowo które napiszę to Woooow !! Nikt z nikim tu nie wojuje ;) Może wreszcie koledzy dorośli ;) Co do samego tematu mam bardzo podobnie, jak kolega Łukasz @withanight88 napisał. I powiem Wam że to z czasem staje się wygodne;) Mam taką zasadę, że każdą rybkę mrożę, ( tak na wszelki wypadek ), a jak wracam następnym razem "o kiju" mówię że przecież tam leży rybka w lodówce, więc następna jest nie potrzebna. Jedynie moja Mama jest prawdziwą smakoszką rybek, więc od czasu do czasu złowię coś specjalnie dla niej . Podobnie jest w moim przypadku - przecież gdy ojciec , który jest dla jedną z najważniejszych i najbliższych mi osób raz na jakiś czas chciałby zjeść rybkę ( powiedzmy karpia oseska 3kg ) to mimo wszystko , nie odmawiam....
Bo cała magia leży w zdrowym rozsądku :Chcesz zjeść ? Weź, zgodnie z wymiarami i okresami. Życzę smacznego.Nie wiesz czy chcesz ? Wypuść, ale delikatnie, a rybka podziękuje machając uroczo ogonkiem. Kto wie może się jeszcze spotkacie ?. ;)
*pawelz
Wszyscy przy stole byli zachwyceni szczupakiem. Żadne z nas wcześniej go nie jadło. Teściowa stwierdziła, że to szlachetna ryba a my zaplusowaliśmy :) warto było, tym bardziej, że nikt nas o nic nie prosi i nie mamy dylematów zabierać czy nie. Wypuszczamy i już :) radochę mamy z samego łowienia a na stół wędrują inne mięcha.
*pawelz
Wszyscy przy stole byli zachwyceni szczupakiem. Żadne z nas wcześniej go nie jadło. Teściowa stwierdziła, że to szlachetna ryba a my zaplusowaliśmy :) warto było, tym bardziej, że nikt nas o nic nie prosi i nie mamy dylematów zabierać czy nie. Wypuszczamy i już :) radochę mamy z samego łowienia a na stół wędrują inne mięcha.
Napisalem ten post w ramach zartu. Przypomnialo mi sie pewne zdarzenie. Kumpel lowi glownie pstragi ale raz zawiozl wlasnie tesciowej bolenia. Strasznie sie nad nim zachwycala (tym boleniem). Kumpel stwierdzil ze skoro jej bolen tak smakuje to szkoda dla niej innej ryby a tym bardziej pstraga :)))
*pawelz Wszyscy przy stole byli zachwyceni szczupakiem. Żadne z nas wcześniej go nie jadło. Teściowa stwierdziła, że to szlachetna ryba a my zaplusowaliśmy :) warto było, tym bardziej, że nikt nas o nic nie prosi i nie mamy dylematów zabierać czy nie. Wypuszczamy i już :) radochę mamy z samego łowienia a na stół wędrują inne mięcha.
Napisalem ten post w ramach zartu. Przypomnialo mi sie pewne zdarzenie. Kumpel lowi glownie pstragi ale raz zawiozl wlasnie tesciowej bolenia. Strasznie sie nad nim zachwycala (tym boleniem). Kumpel stwierdzil ze skoro jej bolen tak smakuje to szkoda dla niej innej ryby a tym bardziej pstraga :)))
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Przykro mi ale karpia nie cierpię! i nie ma takiej siły żebym go zabrała... Na Wigilię chyba teściowa zamówiła u nas to może do tego czasu uda mi się go złapać.... a jak nie to na poprawę nastroju pojadę na Jegiel, tam zawsze biorą :) Moi teściowie to na poprawę fajni ludzie a teść w szczególności ;) taka starsza wersja mojego lubego ;)
Idę sobie z wędką (za małolata) brzegiem niewielkiej rzeczki (szerokość 5-10 m, głębokość średnia ok. 1 m, max. 2)... idę i patrzę, a na brzegu jakiś starszy pan chyba ryby skrobie. Byłem ciekaw, więc podchodzę i oczom moim ukazał się niezapomniany widok. Obok wędkarza była "górka" cierników, wysoka na 20 cm, za to na brzegu niewielkiej deseczki leżały wypatroszone, ułożone ładnie w szereg cierniki, nawet spasione, nie powiem. Te niewypatroszone (jeszcze z głową) miały ok. 7 cm. Zdumiony pytam się "Po co pan skrobie te rybki? Dla kota?" A pan spokojnie odpowiedział, pamiętam dokładnie: "Wszytko się zje. Nawet nie wiesz jakie te ryby są smaczne." SZOK
Spotkał się ktoś z czymś podobnym? Jadł ktoś z kolegów cierniki? :)
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Karp to rybka, nie chwast. Chwastem jest sumik karłowaty, chodź to też rybka. Jesteś w błędzie Kolego - żadna ryba nie jest chwastem . Są tylko ryby rodzime i przybysze oraz ich hodowlane "zantropgenizowane " formy . Te ostatnie ( tj przybysze i ich hodowlani kuzyni jako to : karpie , tołpygi , amury i wiele innych ) zawsze wywołują szereg bardziej lub mniej zauważalnych zmian w polskiej przyrodzie . Mnie też szkoda tego "hodowlanego tłuściocha karpia - tego że żywe stworzenie stało się obiektem działań najpazerniejszego ze stworzeń - człowieka ,trudno mi się pogodzić że jest inaczej - że w zasadzie ludzie , nawet wielu z tych oklaskiwanych "dożywotnich strażników" zachowujących się jak szeryf z Teksasu - patrzy na wody okiem "GOSPODARZA tj w pierwszej kolejności liczy się dla nich ochrona i zarybianie rybami "ważnymi i użytecznymi gospodarczo " oraz tym żeby było co łowić ( ryby duże i silne , zręczne w przyginaniu wędki ). Trudno mi się pogodzić że choć karp to ryba która nie jest przystosowana do życia w jeziorze - mimo dobrych przyrostów i zaskakująco atrakcyjnych rozkładów osiąganych przez wędkarzy , musi żyć tam gdzie wpuści go hodowca - a później być z tego tytułu obwoływany mianem SZKODNIKA -a jako bezwolne stworzenie w łapskach hodowcy nie prosił się przecież by go na drodze mutacji genetycznych przerabiać na rasę "galicyjską " , lustrzenia , liniowego , bezłuskiego , pełnołuskiego (jeśli pominąłem jakieś krzyżówki to tylko z lenistwa). Trudno tak wygląda pieski los ryby , którą człowiek w zasadzie wykształcił dla własnych potrzeb ( rozpoczęcie hodowli i jej późniejsza sukcesja to proceder niesłabnący). Powodowany tymi przemyśleniami w innym wątku stwierdziłem więc że KARP MÓGŁBY MIEĆ STATUS ZWIERZĘCIA DOMOWEGO , SWÓJ STAW ZABEZPIECZONY PRZEZD PODTOPIENIEM , IMIĘ ITD . JEŚLI NIE ZMIENIMY FAKTU IŻ CZŁOWIEK MANIPULUJE INNYMI STWORZENIAMI DLA WŁASNYCH POTRZEB , DLA WŁASNYCH KORZYŚCI NISZCZY LUB PRZEKSZTAŁCA BIOLOGIZM INNYCH ZWIERZĄT - TO UZNANIE KARPIA ZA ZWIERZĘ DOMOWE , W PRZYPADKU SUROWEGO ZAKAZU ZARYBIEŃ TYM GATUNKIEM - UCHRONIŁOBY TEGO NIEBOŻEGO KARPIA , PRZED TOTALNĄ ZAGŁADĄ . NIE CHCIAŁBYM ABY KARPIE ZASTĘPOWAŁY POLSKI RYBOSTAN , A WIDAĆ JUŻ TAKĄ TENDENCJĘ . JEDNOCZEŚNIE JEDNAK SZKODA MI TEGO KARPIA , JAKO ISTOTY ŻYWEJ - STĄD TAKIE DOŚĆ NIECODZIENNE POGLĄDY . KARP JAKO ZWIERZĘ DOMOWE , ( "O JAKIE MA ŁADNE ŁUSECZKI A JAK SIĘ WABI ?) . KARP JAKO ZWIERZĘ DOMOWE , JEDNAK JUŻ NIE JAKO BOHATER WĘDKARSKICH PRZYGÓD CZY PRZEDŚWIĄTECZNYCH HANDLOWYCH SZLAGWORTÓW WOBEC KTÓRYCH NALEŻY KARPIA : ZABIĆ , WYBEBESZYĆ I POŻREĆ , TAK JAK POŻERA SIĘ TRYWIALNEGO SCHABOSZCZAKA . WNET HASŁA CENTRALI RYBNYCH ZAMIENIŁYBY SIĘ W SŁOWA NAWOŁUJĄCE DO DBANIA O KARPIA , JAKO PUPILA W PRZYDOMOWYM , DOBRZE ZABEZPIECZONYM PRZED PODTOPIENIEM STAWIE .JEŚLI NIE ZNISZCZY SIĘ TEJ BRUTALNEJ TENDENCJI ZGODNIE Z KTÓRĄ KARP STAŁ SIĘ RYBĄ HODOWLANĄ , NA UŻYTEK CZŁOWIEKA , A ZARAZEM NIE CHCIAŁOBY SIĘ TEŻ MIEĆ TEGO KARPIA W WODACH NATURALNYCH GDZIE JAK WIADOMO WYRZĄDZA SZKODY - TO MOŻNA BY GO URATOWAĆ , TRAKTUJĄC TĘ RYBĘ JAKO ZWIERZĘ DOMOWE.
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Karp to rybka, nie chwast. Chwastem jest sumik karłowaty, chodź to też rybka. Jesteś w błędzie Kolego - żadna ryba nie jest chwastem . Są tylko ryby rodzime i przybysze oraz ich hodowlane "zantropgenizowane " formy . Te ostatnie ( tj przybysze i ich hodowlani kuzyni jako to : karpie , tołpygi , amury i wiele innych ) zawsze wywołują szereg bardziej lub mniej zauważalnych zmian w polskiej przyrodzie . Mnie też szkoda tego "hodowlanego tłuściocha karpia - tego że żywe stworzenie stało się obiektem działań najpazerniejszego ze stworzeń - człowieka ,trudno mi się pogodzić że jest inaczej - że w zasadzie ludzie , nawet wielu z tych oklaskiwanych "dożywotnich strażników" zachowujących się jak szeryf z Teksasu - patrzy na wody okiem "GOSPODARZA tj w pierwszej kolejności liczy się dla nich ochrona i zarybianie rybami "ważnymi i użytecznymi gospodarczo " oraz tym żeby było co łowić ( ryby duże i silne , zręczne w przyginaniu wędki ). Trudno mi się pogodzić że choć karp to ryba która nie jest przystosowana do życia w jeziorze - mimo dobrych przyrostów i zaskakująco atrakcyjnych rozkładów osiąganych przez wędkarzy , musi żyć tam gdzie wpuści go hodowca - a później być z tego tytułu obwoływany mianem SZKODNIKA -a jako bezwolne stworzenie w łapskach hodowcy nie prosił się przecież by go na drodze mutacji genetycznych przerabiać na rasę "galicyjską " , lustrzenia , liniowego , bezłuskiego , pełnołuskiego (jeśli pominąłem jakieś krzyżówki to tylko z lenistwa). Trudno tak wygląda pieski los ryby , którą człowiek w zasadzie wykształcił dla własnych potrzeb ( rozpoczęcie hodowli i jej późniejsza sukcesja to proceder niesłabnący). Powodowany tymi przemyśleniami w innym wątku stwierdziłem więc że KARP MÓGŁBY MIEĆ STATUS ZWIERZĘCIA DOMOWEGO , SWÓJ STAW ZABEZPIECZONY PRZEZD PODTOPIENIEM , IMIĘ ITD . JEŚLI NIE ZMIENIMY FAKTU IŻ CZŁOWIEK MANIPULUJE INNYMI STWORZENIAMI DLA WŁASNYCH POTRZEB , DLA WŁASNYCH KORZYŚCI NISZCZY LUB PRZEKSZTAŁCA BIOLOGIZM INNYCH ZWIERZĄT - TO UZNANIE KARPIA ZA ZWIERZĘ DOMOWE , W PRZYPADKU SUROWEGO ZAKAZU ZARYBIEŃ TYM GATUNKIEM - UCHRONIŁOBY TEGO NIEBOŻEGO KARPIA , PRZED TOTALNĄ ZAGŁADĄ . NIE CHCIAŁBYM ABY KARPIE ZASTĘPOWAŁY POLSKI RYBOSTAN , A WIDAĆ JUŻ TAKĄ TENDENCJĘ . JEDNOCZEŚNIE JEDNAK SZKODA MI TEGO KARPIA , JAKO ISTOTY ŻYWEJ - STĄD TAKIE DOŚĆ NIECODZIENNE POGLĄDY . KARP JAKO ZWIERZĘ DOMOWE , ( "O JAKIE MA ŁADNE ŁUSECZKI A JAK SIĘ WABI ?) . KARP JAKO ZWIERZĘ DOMOWE , JEDNAK JUŻ NIE JAKO BOHATER WĘDKARSKICH PRZYGÓD CZY PRZEDŚWIĄTECZNYCH HANDLOWYCH SZLAGWORTÓW WOBEC KTÓRYCH NALEŻY KARPIA : ZABIĆ , WYBEBESZYĆ I POŻREĆ , TAK JAK POŻERA SIĘ TRYWIALNEGO SCHABOSZCZAKA . WNET HASŁA CENTRALI RYBNYCH ZAMIENIŁYBY SIĘ W SŁOWA NAWOŁUJĄCE DO DBANIA O KARPIA , JAKO PUPILA W PRZYDOMOWYM , DOBRZE ZABEZPIECZONYM PRZED PODTOPIENIEM STAWIE .JEŚLI NIE ZNISZCZY SIĘ TEJ BRUTALNEJ TENDENCJI ZGODNIE Z KTÓRĄ KARP STAŁ SIĘ RYBĄ HODOWLANĄ , NA UŻYTEK CZŁOWIEKA , A ZARAZEM NIE CHCIAŁOBY SIĘ TEŻ MIEĆ TEGO KARPIA W WODACH NATURALNYCH GDZIE JAK WIADOMO WYRZĄDZA SZKODY - TO MOŻNA BY GO URATOWAĆ , TRAKTUJĄC TĘ RYBĘ JAKO ZWIERZĘ DOMOWE.
A sumiki to co - pewnego razu kupiły bilet i ruszyły w drogę ? To takie same ryby jak inne obcego pochodzenia które nie są przystosowane do życia w naszych wodach ( wybujałość to nie przystosowanie to raczej mechanizm obronny ) Jest też druga wersja z akcentem terrorystycznym - Talibowie z Al - Kaidy spuścili materiał zarybieniowy wprost do wód ( Piłsudski , paranoik - wreszcie znalazłby swojego zaplutego karła reakcji ). Oczywiście bzdura , absurd . Jak zatem te ryby dostały się do Polski ? Odpowiedź : płynąc rzeką bezmyślności i zachłanności ludzkiej.
Ale jesteś i tak w głębokim błędzie bez względu na to czy palę czy nie ponieważ patrzysz na karpia poprzez pryzmat jego "atrakcyjności ", walorów sportowo - wędkarskich i jakich tam jeszcze . Natomiast ryby drobne równie niepożądane w naturalnych zbiornikach jak karp - to już dla Ciebie bez cienia wątpliwości chwast .NIE MA ŻADNYCH CHWASTÓW SĄ RYBY - OBCE I RODZIME , RYBY PRZYSTOSOWANE I WŁAŚCIWE DLA POLSKIEJ PRZYRODY I RYBY OBCE , WYWOŁUJĄCE OKREŚLONE ZMIANY W ŚRODOWISKU KRAJOWYCH GATUNKÓW. Dla mnie sytuacja jest oczywista : CZŁOWIEK MANIPULUJE ŻYWYMI STWORZENIAMI TAKIMI JAK RYBY , PONIEWAŻ SĄ ONE BEZWOLNE I BEZBRONNE WOBEC DZIAŁAŃ HODOWCÓW I LUDZI PATRZĄCYCH NA WODY OKIEM HODOWCY A TAKICH JEST W NASZYM KRAJU ZATRZĘSIENIE.
Chyba kolego nad interpretujesz moją wypowiedź. ;) Chwast – roślina niepożądana z punktu widzenia osoby, posługującej się tym terminem. < ciocia Wiki > Zakładając że mówimy o rybkach, to chodzi o rybki niepożądane przez gospodarza wód. I tyle . kropka ;)
Ja też wiele razy zastanawiam się nad wpływem ciężaru właściwego pigmentu użytego przy produkcji lakieru, na pracę, w tym chropowatość powierzchni błystki, która jest nim pokryta.
Ty chyba nie rozumiesz o co mi chodzi ? Pamiętaj że karp - nie licząc sporadycznych , niezbyt potwierdzonych przypadków , jako ryba " hodowlana " obcego pochodzenia nie odbywa w Polsce naturalnego tarła ! Dlatego gdyby zakazać surowo zarybień tym gatunkiem a co za tym idzie zlikwidować HODOWLĘ , nośnik narybku karpia - po pewnym czasie w dużym stopniu wyeliminowałoby się KARPIOWĄ POPULACJĘ , która bez zarybień nie jest w stanie się przecież powiększyć.Zakładając że są w Polsce osoby podobne do mnie czyli takie którym SZKODA SKAZYWAĆ TĘ RYBĘ NA DEFINITYWNĄ ZAGŁADĘ ( BO JEST PRZECIEŻ STWORZENIEM ŻYWYM I NIE JEGO WINA ŻE JEST JAKI JEST ) - tak jak ja te osoby doszłyby do wniosku iż jedynym sposobem na to by UCHRONIĆ RYBĘ PRZED ZAGŁADĄ - JEST UZNANIE KARPIA JAKO RYBĘ UDOMOWIONĄ ( na razie karp jest rybą hodowlaną , wielu postrzega go jako pływające mięso lub co mało kogo oburza a powinno - ZA JEDNĄ Z NAJATRAKCYJNIEJSZYCH RYB POD WZGLĘDEM WĘDKARSKIM.
Ty chyba nie rozumiesz o co mi chodzi ? Pamiętaj że karp - nie licząc sporadycznych , niezbyt potwierdzonych przypadków , jako ryba " hodowlana " obcego pochodzenia nie odbywa w Polsce naturalnego tarła ! Dlatego gdyby zakazać surowo zarybień tym gatunkiem a co za tym idzie zlikwidować HODOWLĘ , nośnik narybku karpia - po pewnym czasie w dużym stopniu wyeliminowałoby się KARPIOWĄ POPULACJĘ , która bez zarybień nie jest w stanie się przecież powiększyć.Zakładając że są w Polsce osoby podobne do mnie czyli takie którym SZKODA SKAZYWAĆ TĘ RYBĘ NA DEFINITYWNĄ ZAGŁADĘ ( BO JEST PRZECIEŻ STWORZENIEM ŻYWYM I NIE JEGO WINA ŻE JEST JAKI JEST ) - tak jak ja te osoby doszłyby do wniosku iż jedynym sposobem na to by UCHRONIĆ RYBĘ PRZED ZAGŁADĄ - JEST UZNANIE KARPIA JAKO RYBĘ UDOMOWIONĄ ( na razie karp jest rybą hodowlaną , wielu postrzega go jako pływające mięso lub co mało kogo oburza a powinno - ZA JEDNĄ Z NAJATRAKCYJNIEJSZYCH RYB POD WZGLĘDEM WĘDKARSKIM.
Sorka. Nie wiem co jarasz, ale podziel się ;)
Temat brzmi Złowiłem ryby. Zabrać czy wypuścić? a nie Jakimi rybami zarybia ć
Ja też wiele razy zastanawiam się nad wpływem ciężaru właściwego pigmentu użytego przy produkcji lakieru, na pracę, w tym chropowatość powierzchni błystki, która jest nim pokryta. Bardzo chwytliwy temat Kolego - dlaczego nie założysz wątku na ten temat ? Przecież jest tylu wędkarzy , którzy wiedzą jakich blach używać by szczupak "francuski piesek", nie połamał sobie ząbków (śmiech).
Ty chyba nie rozumiesz o co mi chodzi ? Pamiętaj że karp - nie licząc sporadycznych , niezbyt potwierdzonych przypadków , jako ryba " hodowlana " obcego pochodzenia nie odbywa w Polsce naturalnego tarła ! Dlatego gdyby zakazać surowo zarybień tym gatunkiem a co za tym idzie zlikwidować HODOWLĘ , nośnik narybku karpia - po pewnym czasie w dużym stopniu wyeliminowałoby się KARPIOWĄ POPULACJĘ , która bez zarybień nie jest w stanie się przecież powiększyć.Zakładając że są w Polsce osoby podobne do mnie czyli takie którym SZKODA SKAZYWAĆ TĘ RYBĘ NA DEFINITYWNĄ ZAGŁADĘ ( BO JEST PRZECIEŻ STWORZENIEM ŻYWYM I NIE JEGO WINA ŻE JEST JAKI JEST ) - tak jak ja te osoby doszłyby do wniosku iż jedynym sposobem na to by UCHRONIĆ RYBĘ PRZED ZAGŁADĄ - JEST UZNANIE KARPIA JAKO RYBĘ UDOMOWIONĄ ( na razie karp jest rybą hodowlaną , wielu postrzega go jako pływające mięso lub co mało kogo oburza a powinno - ZA JEDNĄ Z NAJATRAKCYJNIEJSZYCH RYB POD WZGLĘDEM WĘDKARSKIM.
Sorka. Nie wiem co jarasz, ale podziel się ;)
Temat brzmi Złowiłem ryby. Zabrać czy wypuścić? a nie Jakimi rybami zarybia ć A czy w ogóle trzeba byłoby zarybiać gdyby nie degradacja przyrody i krajobrazu ? Czy chciałbyś aby ktoś przymuszał Cię do adoptowania dzieci z Kambodży ? Przyroda też nie chce przyjmować na siłę , jest upakowana ponad miarę - wytworami ludzkiej działalności. Po co jej sztuczny rozród kontrolowany przez człowieka , jeżeli gdy tylko nie byłaby tak zniszczona , radziłaby sobie i regulowała te kwestie doskonale ?
Ja też wiele razy zastanawiam się nad wpływem ciężaru właściwego pigmentu użytego przy produkcji lakieru, na pracę, w tym chropowatość powierzchni błystki, która jest nim pokryta. Bardzo chwytliwy temat Kolego - dlaczego nie założysz wątku na ten temat ? Przecież jest tylu wędkarzy , którzy wiedzą jakich blach używać by szczupak "francuski piesek", nie połamał sobie ząbków (śmiech).
Generalnie to słusznie prawisz kolego. Czasami tylko niepotrzebnie wchodzisz na górne rejestry psychologicznych rozważań, których wielu z kolegów nie może lub nie jest w stanie pojąć. Twoje "politycznie" poprawne opinie, niepotrzebnie na tym tracą.
Załóż o tym temat, napisz bloga, lub co tam sobie wolisz. Po co zaśmiecać czyjś temat, w którym autor zadaje konkretne pytanie ?Czy Ty kolego szukasz na siłę zaczepki? Po co Ci to ? Miej poglądy jakie chcesz, ale nie zadręczaj nimi innych .
A może ludziom chodzi o to by po zarybieniach było ryb więcej niż dałaby sama nieprzymuszona natura ? Skoro tak - to nie dziwmy się że jest tak jak jest. Człowiek wtrąca się w świat biologii - nauki w rzeczy samej okrutnej i precyzyjnej , od której chce się odgrodzić swoim ludzkim jestestwem , zbytkiem , budową autostrad i wieżowców , stawianiem pylonów mądrości na rzekach , kaskadyzacją i regulacją rzek , zabudową , osuszaniem , wycinaniem nadbrzeżnych zarośli - a później "ratuje " przyrodę - TAŃCZĄC W WODERACH PO PAS ZANURZONY W WODZIE I OGŁASZAJĄC WSZEM I WOBEC ; PATRZCIE JAM JEST STRAŻNIKIEM TEJ WODY , ZARYBIAM ! Zarybianie , zarybianie , upiększanie - na siłę i na wariata i nic prócz dbałości o sztucznie zarybione łowiska z tego nie wychodzi.
Koledzy mam pytanie czy także macie dylemat co zrobić ze złowioną rybą? Dzisiaj wybrałem się rano na rybki i efekty były całkiem przyzwoite, lin 35 cm 43-44 cm i nasz karasiek 25 cm, osobiście do wędkarstwa podchodzę czysto sportowo i szkoda mi jest złowionych ryb, czasami wezmę coś do domu ale na ogół staram się wypuścić. Dzisiejszy połów wypuściłem oczywiście po skromnej sesji fotograficznej a rodzice jak zwykle pytają dlaczego wypuszczam bo i tak ktoś inny złapie i zabierze... I nachodzą mnie wątpliwości może trzeba było zabrać? Nie wiem czy to kwestia przekonań, wrażliwości czy większej świadomości... Jak koledzy podchodzicie do tego dylematu co przemawia za tym, że zabieracie czy wypuszczacie złowioną rybkę ?
Wędkuję wraz z mężem. Na rybach jesteśmy bardzo często. Bywa różnie, wielokrotnie wracamy bez ryby.Tym się nie martwimy. Złowione ryby w większości wypuszczamy po zrobieniu fotki. Jeżeli mamy ochotę na swieżą rybkę wtedy coś bierzemy. Nigdy w nadmiarze i dla nikogo. Z tego jesteśmy znani w kręgu kol.wędkarzy. Czy zabierać - indywidualna sprawa każdego z kolegów.Pozdrawiam
Starsze pokolenie pod chodzi do tego nieco inaczej. Twoi rodzice może mają ochotę na rybę, a Ty wolisz kupić szynkę w sklepie. Musisz ich zrozumieć. Rybę możesz zabrać raz na jakiś czas, dać rodzicom, skoro Ty jest sporadycznie.
Koledzy mam pytanie czy także macie dylemat co zrobić ze złowioną rybą? Dzisiaj wybrałem się rano na rybki i efekty były całkiem przyzwoite, lin 35 cm 43-44 cm i nasz karasiek 25 cm, osobiście do wędkarstwa podchodzę czysto sportowo i szkoda mi jest złowionych ryb, czasami wezmę coś do domu ale na ogół staram się wypuścić. Dzisiejszy połów wypuściłem oczywiście po skromnej sesji fotograficznej a rodzice jak zwykle pytają dlaczego wypuszczam bo i tak ktoś inny złapie i zabierze... I nachodzą mnie wątpliwości może trzeba było zabrać? Nie wiem czy to kwestia przekonań, wrażliwości czy większej świadomości... Jak koledzy podchodzicie do tego dylematu co przemawia za tym, że zabieracie czy wypuszczacie złowioną rybkę ?
Jeżeli w domu jest potrzeba na świeżą rybe to bierz i się nie oglądaj.
Ja biorę tylko jak ktoś ma ochotę na rybę.
W zamrażarce mam lina więc od dłuższego czasu nic nie zabrałem bo mi nie potrzebne.
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Koledzy mam pytanie czy także macie dylemat co zrobić ze złowioną rybą? Dzisiaj wybrałem się rano na rybki i efekty były całkiem przyzwoite, lin 35 cm 43-44 cm i nasz karasiek 25 cm, osobiście do wędkarstwa podchodzę czysto sportowo i szkoda mi jest złowionych ryb, czasami wezmę coś do domu ale na ogół staram się wypuścić. Dzisiejszy połów wypuściłem oczywiście po skromnej sesji fotograficznej a rodzice jak zwykle pytają dlaczego wypuszczam bo i tak ktoś inny złapie i zabierze... I nachodzą mnie wątpliwości może trzeba było zabrać? Nie wiem czy to kwestia przekonań, wrażliwości czy większej świadomości... Jak koledzy podchodzicie do tego dylematu co przemawia za tym, że zabieracie czy wypuszczacie złowioną rybkę ?
Sam musisz zdecydowac :) jak chcesz lowic sportowo to low sportowo i nie ogladaj sie na nikogo. Jak bedziesz mial chec na rybe to sobie wezmiesz. Ale napewno nie daj nikomu decydowac za siebie :)
Mnie kiedys dawno temu tez rodzice pytali czemu wypuszczam, ale postawilem na swoim, i tak jest do dzisiaj :)
Koledzy mam pytanie czy także macie dylemat co zrobić ze złowioną rybą? Dzisiaj wybrałem się rano na rybki i efekty były całkiem przyzwoite, lin 35 cm 43-44 cm i nasz karasiek 25 cm, osobiście do wędkarstwa podchodzę czysto sportowo i szkoda mi jest złowionych ryb, czasami wezmę coś do domu ale na ogół staram się wypuścić. Dzisiejszy połów wypuściłem oczywiście po skromnej sesji fotograficznej a rodzice jak zwykle pytają dlaczego wypuszczam bo i tak ktoś inny złapie i zabierze... I nachodzą mnie wątpliwości może trzeba było zabrać? Nie wiem czy to kwestia przekonań, wrażliwości czy większej świadomości... Jak koledzy podchodzicie do tego dylematu co przemawia za tym, że zabieracie czy wypuszczacie złowioną rybkę ?
Ja niektóre biorę, niektóre wypuszczam.Zależy to przede wszystkim od potrzeb.
Nikt na forum nie podejmie decyzji za Ciebie.
Nie jest też powiedziane że czarne lub białe.Możesz puszczać jak taka twoja wola, ale możesz też czas od czasu zabrać coś dla rodziców jak mają ochotę.
Twoja decyzja.
Wszystko jest dla ludzi-byle bez przesady,jeżeli ryba nie jest mniejsza niż wymiar i w okresie ochronnym a Twoi rodzice lubią ryby to świat się nie skończy jak im coś od czasu do czasu przyniesiesz.Sam zabieram ryby jeżeli mam ochote albo chce nałapać punktów u żony ale nigdy w ilości większej niż na jeden posiłek i oczywiście wieeeelkie ryby wypuszczam nawet bez fotki byle jak najmniej je męczyć.I nie sugeruj się wypowiedziami że jak tak można i że ryb zabraknie jak będziemy zabierać... bo to jest Twoja decyzja i Twoje prawo decydować co ze złowioną rybą zrobisz
Rozumiem, dzięki za wypowiedzi. Chciałem się zorientować co sądzicie na ten temat.
Większość ryb wypuszczam, jeśli mam ochotę zjeść to biorę na kolacje 1,2 zjadam z bratem i tyle nigdy ponad potrzeby i na zapas. Uważam, że to jest zdrowe podejście.
To jest indywidualna sprawa każdego. Osobiście czasem biorę ale nie więcej niż jedną czasem dwie rybki. Zależy oczywiście od tego jak duża jest sztuka. Okazy oczywiście sesja zdjęciowa i do wody, zbyt cenny materiał zarybieniowy. Na co komu szczupak, załóżmy 5-6 kg i większy. Szkoda takiego zeżreć ;). Dlatego też jestem za górnym wymiarem ochronnym.
Moje spostrzeżenia co do opisanego problemu są takie : że jeśli od czasu do czasu któryś z członków rodziny łaknie ryby , tęskni za niepodrabialnym smakiem mięsa - to warto zabrać połów do domu. Takie postępowanie spotka się nie tylko z obopólną satysfakcją ( radość z połowu i będącej jego konsekwencją konsumpcji ) ale i również uchroni przed identyfikowaniem się z jedną ze skrajnych grup tzw "oszołomów" stanowiących dla siebie antypody ( gwoli ścisłości owe zwaśnione grupy to osławieni mięsiarze i znani z radykalizmu purytańscy wyznawcy C&R ). Należy jednak mieć świadomość że każdy z obranych kierunków , nie ważne czy ryby zabiera się czy nie , wymaga umiaru i samokontroli , nie należy popadać w skrajność - toteż gdy tylko najdzie Cię ochota na okazanie rybie miłosierdzia , nie wahaj się tego robić. Uważam że gdy tylko stan złowionej ryby na to pozwala , naprawdę warto zwracać im wolność, choć oczywiście mam świadomość że spora rzesza wędkarzy traktuje połów jako " ziemniaczka " czy chlebek nasz powszedni ( czytaj główne źródło pożywienia ). To już jest ten pułap którego my hobbyści , stanowczo nie powinniśmy przekraczać.
W moim przypadku sprawa wygląda tak: jeżeli w danym dniu mam ochotę (smaka) czas i warunki aby złowioną rybke oprawić i przyrządzić to zabieram, jeżeli wiem, że nie to NIE.
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Strachliwy obrońca? :/ no jak to ....
Maciek... nie bój żaby (jakby to mój najmłodszy brat powiedział ;) )
A co do "zabrać czy wypuścić" to jak mi się w końcu uda złowić to wypuszczam bo ryb nie jadam :) raz zabraliśmy szczupaczka na obiad do teściowej.
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Strachliwy obrońca? :/ no jak to ....
Maciek... nie bój żaby (jakby to mój najmłodszy brat powiedział ;) )
A co do "zabrać czy wypuścić" to jak mi się w końcu uda złowić to wypuszczam bo ryb nie jadam :) raz zabraliśmy szczupaczka na obiad do teściowej.
Kasia, ja się boję, że będzie trzeba skręcić kark wątkowi, o wątek się boję, bo kłótnie załatwiam jednym - klllik...! :)))) Żab nie boję, bo któraś jest na pewno księżniczką i cmokam te wszystkie płazy jak spotkam, a nuż trafię :) Taka żabofilia.
hmmm.... w sumie masz rację, już zdążyłam zauważyć szczególne umiejętności niektórych.
PS. A propos szukania księżniczek w żabach to ostatnio gdzieś widziałam, że w dzisiejszych czasach trzeba całować świnie a nie żaby ;)
PS. A propos szukania księżniczek w żabach to ostatnio gdzieś widziałam, że w dzisiejszych czasach trzeba całować świnie a nie żaby ;)
Co Ty za filmy oglądasz? :) Hmmmmmmmmm..........chyba w tym problem, ze przez ostatnie lata właśnie taką całowałem. Chyba nie w to co trzeba, bo kiepsko na tym wyszedłem. :)
kol.Linke83
"Takie postępowanie spotka się nie tylko z obopólną satysfakcją ( radość z połowu i będącej jego konsekwencją konsumpcji ) ale i również uchroni przed identyfikowaniem się z jedną ze skrajnych grup tzw "oszołomów" stanowiących dla siebie antypody ( gwoli ścisłości owe zwaśnione grupy to osławieni mięsiarze i znani z radykalizmu purytańscy wyznawcy C&R )."
Czyli wg ciebie powinienem zabrac czasami jakas rybe po to zeby nie identyfikowac sie z C&R.
Niezly sposob myslenia. Sam nie zabieram ryb, ale jestem w stanie zrozumiec ludzi ktorzy biora czasami ryby na jakis smaczny posilek. Ale zamrazanie i przechowywanie ryb na gorsze czasy nie miesci sie w mojej logice. Biore tylko teczaki z CP i to tylko tyle aby byly zjedzane w ciagi 1 - 2 dni od zlowienia. Dla mojej zony wystarczy jedna 40 cm ryba.
kol. Mija:
"A co do "zabrać czy wypuścić" to jak mi się w końcu uda złowić to wypuszczam bo ryb nie jadam :) raz zabraliśmy szczupaczka na obiad do teściowej."
Trzeba bylo do tesciowej zabrac bolenia :). Ja kiedys tak zrobilem. Co prawda nie dla tesciowej ale namolnej sasiadki ktora za kazdym razem marudzila mi zebym przywiozl jej rybe. W koncu nie wytrzymalem, pojechalem nad wode i przywiozlem jej bolka. Juz wiecej ryb nie chciala :).
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Jedyne słowo które napiszę to Woooow !! Nikt z nikim tu nie wojuje ;) Może wreszcie koledzy dorośli ;)
Co do samego tematu mam bardzo podobnie, jak kolega Łukasz @withanight88 napisał. I powiem Wam że to z czasem staje się wygodne;) Mam taką zasadę, że każdą rybkę mrożę, ( tak na wszelki wypadek ), a jak wracam następnym razem "o kiju" mówię że przecież tam leży rybka w lodówce, więc następna jest nie potrzebna. Jedynie moja Mama jest prawdziwą smakoszką rybek, więc od czasu do czasu złowię coś specjalnie dla niej .
kol.Linke83
"Takie postępowanie spotka się nie tylko z obopólną satysfakcją ( radość z połowu i będącej jego konsekwencją konsumpcji ) ale i również uchroni przed identyfikowaniem się z jedną ze skrajnych grup tzw "oszołomów" stanowiących dla siebie antypody ( gwoli ścisłości owe zwaśnione grupy to osławieni mięsiarze i znani z radykalizmu purytańscy wyznawcy C&R )."
Czyli wg ciebie powinienem zabrac czasami jakas rybe po to zeby nie identyfikowac sie z C&R.
Niezly sposob myslenia. Sam nie zabieram ryb, ale jestem w stanie zrozumiec ludzi ktorzy biora czasami ryby na jakis smaczny posilek. Ale zamrazanie i przechowywanie ryb na gorsze czasy nie miesci sie w mojej logice. Biore tylko teczaki z CP i to tylko tyle aby byly zjedzane w ciagi 1 - 2 dni od zlowienia. Dla mojej zony wystarczy jedna 40 cm ryba.
kol. Mija:
"A co do "zabrać czy wypuścić" to jak mi się w końcu uda złowić to wypuszczam bo ryb nie jadam :) raz zabraliśmy szczupaczka na obiad do teściowej."
Trzeba bylo do tesciowej zabrac bolenia :). Ja kiedys tak zrobilem. Co prawda nie dla tesciowej ale namolnej sasiadki ktora za kazdym razem marudzila mi zebym przywiozl jej rybe. W koncu nie wytrzymalem, pojechalem nad wode i przywiozlem jej bolka. Juz wiecej ryb nie chciala :).
Może mój sposób myślenia jest naprawdę "niezły " , tego nie wiem i nie mam zamiaru oceniać z uwagi nie tylko na wrodzoną skromność ale i również obawy.Natomiast mój wpis należy rozumieć nieco inaczej bo mnie chodzi nie tyle o to by nie identyfikować się z którąś z wędkarskich subkultur . Najważniejsze jest zachowanie równowagi , świadomości że postępuje się dobrze - sytuować się gdzieś bezpiecznie pomiędzy ww grupami - to cel który powinien przyświecać wielu wędkarzom , borykającym się z opisanym przez Kolegę dylematem .Jak wygląda to wszystko w praktyce ?Bardzo prosto - łowimy dla przyjemności , dla przyjemności i idei gnamy na dalekie łowiska , z kolei ryby będące naturalną konsekwencją naszych nadwodnych starań - zabieramy wyłącznie gdy odczuwamy przemożną potrzebę. Wbrew mniemaniu niektórych ryby nie są tylko po to by traktować je jako źródło łatwo przyswajalnego białka ( dr Marian Sinobrody znad wody twierdzi inaczej "PO TO JE PAN BÓG TWORZY ŻEBY MY JE JEDLI - argumenty naprawdę trudne do odparcia); wędkarstwo to bowiem pewien styl postrzegania świata, forma integrowania się z przyrodą - zróbmy więc wszystko by ta ingerencja była dla przyrody możliwie jak najmniejszym obciążeniem.
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Jedyne słowo które napiszę to Woooow !! Nikt z nikim tu nie wojuje ;) Może wreszcie koledzy dorośli ;)
Co do samego tematu mam bardzo podobnie, jak kolega Łukasz @withanight88 napisał. I powiem Wam że to z czasem staje się wygodne;) Mam taką zasadę, że każdą rybkę mrożę, ( tak na wszelki wypadek ), a jak wracam następnym razem "o kiju" mówię że przecież tam leży rybka w lodówce, więc następna jest nie potrzebna. Jedynie moja Mama jest prawdziwą smakoszką rybek, więc od czasu do czasu złowię coś specjalnie dla niej .
Podobnie jest w moim przypadku - przecież gdy ojciec , który jest dla jedną z najważniejszych i najbliższych mi osób raz na jakiś czas chciałby zjeść rybkę ( powiedzmy karpia oseska 3kg ) to mimo wszystko , nie odmawiam....
Nie wypuszczam wszystkich ryb ale wypuszczam prawie wszystkie . Ryby zabieram znad wody bardzo rzadko i tylko na specjalne zamówienie osoby bliskiej .
Ja powiemn troche pokretnie.
Jedzmy ryby zlowione przez siebie ile wlezie. Pod jednym warunkiem. Ze to co robimy nie zburzy oczywiscie tej rownowagi o ktorej pisze kol Linke83.
Ja indentyfikuje sie z C&R i marzy mi sie zeby wiekszosc wedkarzy byla NK. Ale nie dlatego ze jestem jakims nawiedzonym zielony czy kim kto lituje sie nad biedna rybka i jej cierpieniem. NIE. Ja to robie tylko i wylacznie z czystego egoizmu. Po prostu chce lowic ryby za 1 2 czy 20 lat. Ale jesli tylko warunki pozwola i w wodzie bedzie tak duzo ryb ze zabieranie nie bedzie mialo wplywu na stan naszych wod, to pewnie moja rodzina jesli tylko bedzie miala ochote bedzie jadla codziennie rybe :).
Ale to moje zdanie i przyjmuje do wiadomosci ze ktos ma inne i postepuje inaczej.
Już się boję jak rozwinie się znowu ten temat.......
Jedyne słowo które napiszę to Woooow !! Nikt z nikim tu nie wojuje ;) Może wreszcie koledzy dorośli ;)
Co do samego tematu mam bardzo podobnie, jak kolega Łukasz @withanight88 napisał. I powiem Wam że to z czasem staje się wygodne;) Mam taką zasadę, że każdą rybkę mrożę, ( tak na wszelki wypadek ), a jak wracam następnym razem "o kiju" mówię że przecież tam leży rybka w lodówce, więc następna jest nie potrzebna. Jedynie moja Mama jest prawdziwą smakoszką rybek, więc od czasu do czasu złowię coś specjalnie dla niej .
Podobnie jest w moim przypadku - przecież gdy ojciec , który jest dla jedną z najważniejszych i najbliższych mi osób raz na jakiś czas chciałby zjeść rybkę ( powiedzmy karpia oseska 3kg ) to mimo wszystko , nie odmawiam....
Bo cała magia leży w zdrowym rozsądku :Chcesz zjeść ? Weź, zgodnie z wymiarami i okresami. Życzę smacznego.Nie wiesz czy chcesz ? Wypuść, ale delikatnie, a rybka podziękuje machając uroczo ogonkiem. Kto wie może się jeszcze spotkacie ?. ;)
*pawelz
Wszyscy przy stole byli zachwyceni szczupakiem. Żadne z nas wcześniej go nie jadło. Teściowa stwierdziła, że to szlachetna ryba a my zaplusowaliśmy :) warto było, tym bardziej, że nikt nas o nic nie prosi i nie mamy dylematów zabierać czy nie. Wypuszczamy i już :) radochę mamy z samego łowienia a na stół wędrują inne mięcha.
*pawelz
Wszyscy przy stole byli zachwyceni szczupakiem. Żadne z nas wcześniej go nie jadło. Teściowa stwierdziła, że to szlachetna ryba a my zaplusowaliśmy :) warto było, tym bardziej, że nikt nas o nic nie prosi i nie mamy dylematów zabierać czy nie. Wypuszczamy i już :) radochę mamy z samego łowienia a na stół wędrują inne mięcha.
Napisalem ten post w ramach zartu.
Przypomnialo mi sie pewne zdarzenie. Kumpel lowi glownie pstragi ale raz zawiozl wlasnie tesciowej bolenia. Strasznie sie nad nim zachwycala (tym boleniem). Kumpel stwierdzil ze skoro jej bolen tak smakuje to szkoda dla niej innej ryby a tym bardziej pstraga :)))
*pawelz
Wszyscy przy stole byli zachwyceni szczupakiem. Żadne z nas wcześniej go nie jadło. Teściowa stwierdziła, że to szlachetna ryba a my zaplusowaliśmy :) warto było, tym bardziej, że nikt nas o nic nie prosi i nie mamy dylematów zabierać czy nie. Wypuszczamy i już :) radochę mamy z samego łowienia a na stół wędrują inne mięcha.
Napisalem ten post w ramach zartu.
Przypomnialo mi sie pewne zdarzenie. Kumpel lowi glownie pstragi ale raz zawiozl wlasnie tesciowej bolenia. Strasznie sie nad nim zachwycala (tym boleniem). Kumpel stwierdzil ze skoro jej bolen tak smakuje to szkoda dla niej innej ryby a tym bardziej pstraga :)))
Ha ha
teściowa też człowiek ;)
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Przykro mi ale karpia nie cierpię! i nie ma takiej siły żebym go zabrała... Na Wigilię chyba teściowa zamówiła u nas to może do tego czasu uda mi się go złapać.... a jak nie to na poprawę nastroju pojadę na Jegiel, tam zawsze biorą :) Moi teściowie to na poprawę fajni ludzie a teść w szczególności ;) taka starsza wersja mojego lubego ;)
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Karp to rybka, nie chwast. Chwastem jest sumik karłowaty, chodź to też rybka.
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Karp to rybka, nie chwast. Chwastem jest sumik karłowaty, chodź to też rybka.
Aż boję się wspomnieć coś o ciernikach ;)
A co mi tam, coś niecoś wspomnę :)
Idę sobie z wędką (za małolata) brzegiem niewielkiej rzeczki (szerokość 5-10 m, głębokość średnia ok. 1 m, max. 2)... idę i patrzę, a na brzegu jakiś starszy pan chyba ryby skrobie. Byłem ciekaw, więc podchodzę i oczom moim ukazał się niezapomniany widok. Obok wędkarza była "górka" cierników, wysoka na 20 cm, za to na brzegu niewielkiej deseczki leżały wypatroszone, ułożone ładnie w szereg cierniki, nawet spasione, nie powiem.
Te niewypatroszone (jeszcze z głową) miały ok. 7 cm. Zdumiony pytam się "Po co pan skrobie te rybki? Dla kota?" A pan spokojnie odpowiedział, pamiętam dokładnie: "Wszytko się zje. Nawet nie wiesz jakie te ryby są smaczne." SZOK
Spotkał się ktoś z czymś podobnym? Jadł ktoś z kolegów cierniki? :)
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Karp to rybka, nie chwast. Chwastem jest sumik karłowaty, chodź to też rybka.
Jesteś w błędzie Kolego - żadna ryba nie jest chwastem . Są tylko ryby rodzime i przybysze oraz ich hodowlane "zantropgenizowane " formy . Te ostatnie ( tj przybysze i ich hodowlani kuzyni jako to : karpie , tołpygi , amury i wiele innych ) zawsze wywołują szereg bardziej lub mniej zauważalnych zmian w polskiej przyrodzie . Mnie też szkoda tego "hodowlanego tłuściocha karpia - tego że żywe stworzenie stało się obiektem działań najpazerniejszego ze stworzeń - człowieka ,trudno mi się pogodzić że jest inaczej - że w zasadzie ludzie , nawet wielu z tych oklaskiwanych "dożywotnich strażników" zachowujących się jak szeryf z Teksasu - patrzy na wody okiem "GOSPODARZA tj w pierwszej kolejności liczy się dla nich ochrona i zarybianie rybami "ważnymi i użytecznymi gospodarczo " oraz tym żeby było co łowić ( ryby duże i silne , zręczne w przyginaniu wędki ). Trudno mi się pogodzić że choć karp to ryba która nie jest przystosowana do życia w jeziorze - mimo dobrych przyrostów i zaskakująco atrakcyjnych rozkładów osiąganych przez wędkarzy , musi żyć tam gdzie wpuści go hodowca - a później być z tego tytułu obwoływany mianem SZKODNIKA -a jako bezwolne stworzenie w łapskach hodowcy nie prosił się przecież by go na drodze mutacji genetycznych przerabiać na rasę "galicyjską " , lustrzenia , liniowego , bezłuskiego , pełnołuskiego (jeśli pominąłem jakieś krzyżówki to tylko z lenistwa). Trudno tak wygląda pieski los ryby , którą człowiek w zasadzie wykształcił dla własnych potrzeb ( rozpoczęcie hodowli i jej późniejsza sukcesja to proceder niesłabnący). Powodowany tymi przemyśleniami w innym wątku stwierdziłem więc że KARP MÓGŁBY MIEĆ STATUS ZWIERZĘCIA DOMOWEGO , SWÓJ STAW ZABEZPIECZONY PRZEZD PODTOPIENIEM , IMIĘ ITD . JEŚLI NIE ZMIENIMY FAKTU IŻ CZŁOWIEK MANIPULUJE INNYMI STWORZENIAMI DLA WŁASNYCH POTRZEB , DLA WŁASNYCH KORZYŚCI NISZCZY LUB PRZEKSZTAŁCA BIOLOGIZM INNYCH ZWIERZĄT - TO UZNANIE KARPIA ZA ZWIERZĘ DOMOWE , W PRZYPADKU SUROWEGO ZAKAZU ZARYBIEŃ TYM GATUNKIEM - UCHRONIŁOBY TEGO NIEBOŻEGO KARPIA , PRZED TOTALNĄ ZAGŁADĄ . NIE CHCIAŁBYM ABY KARPIE ZASTĘPOWAŁY POLSKI RYBOSTAN , A WIDAĆ JUŻ TAKĄ TENDENCJĘ . JEDNOCZEŚNIE JEDNAK SZKODA MI TEGO KARPIA , JAKO ISTOTY ŻYWEJ - STĄD TAKIE DOŚĆ NIECODZIENNE POGLĄDY . KARP JAKO ZWIERZĘ DOMOWE , ( "O JAKIE MA ŁADNE ŁUSECZKI A JAK SIĘ WABI ?) . KARP JAKO ZWIERZĘ DOMOWE , JEDNAK JUŻ NIE JAKO BOHATER WĘDKARSKICH PRZYGÓD CZY PRZEDŚWIĄTECZNYCH HANDLOWYCH SZLAGWORTÓW WOBEC KTÓRYCH NALEŻY KARPIA : ZABIĆ , WYBEBESZYĆ I POŻREĆ , TAK JAK POŻERA SIĘ TRYWIALNEGO SCHABOSZCZAKA . WNET HASŁA CENTRALI RYBNYCH ZAMIENIŁYBY SIĘ W SŁOWA NAWOŁUJĄCE DO DBANIA O KARPIA , JAKO PUPILA W PRZYDOMOWYM , DOBRZE ZABEZPIECZONYM PRZED PODTOPIENIEM STAWIE .JEŚLI NIE ZNISZCZY SIĘ TEJ BRUTALNEJ TENDENCJI ZGODNIE Z KTÓRĄ KARP STAŁ SIĘ RYBĄ HODOWLANĄ , NA UŻYTEK CZŁOWIEKA , A ZARAZEM NIE CHCIAŁOBY SIĘ TEŻ MIEĆ TEGO KARPIA W WODACH NATURALNYCH GDZIE JAK WIADOMO WYRZĄDZA SZKODY - TO MOŻNA BY GO URATOWAĆ , TRAKTUJĄC TĘ RYBĘ JAKO ZWIERZĘ DOMOWE.
Jak złowisz karpia to nie wypuszczaj chwasta, jak złowisz okonia lub sandacza to wypuść, moja piękna je uwielbia ;)
Karp to rybka, nie chwast. Chwastem jest sumik karłowaty, chodź to też rybka.
Jesteś w błędzie Kolego - żadna ryba nie jest chwastem . Są tylko ryby rodzime i przybysze oraz ich hodowlane "zantropgenizowane " formy . Te ostatnie ( tj przybysze i ich hodowlani kuzyni jako to : karpie , tołpygi , amury i wiele innych ) zawsze wywołują szereg bardziej lub mniej zauważalnych zmian w polskiej przyrodzie . Mnie też szkoda tego "hodowlanego tłuściocha karpia - tego że żywe stworzenie stało się obiektem działań najpazerniejszego ze stworzeń - człowieka ,trudno mi się pogodzić że jest inaczej - że w zasadzie ludzie , nawet wielu z tych oklaskiwanych "dożywotnich strażników" zachowujących się jak szeryf z Teksasu - patrzy na wody okiem "GOSPODARZA tj w pierwszej kolejności liczy się dla nich ochrona i zarybianie rybami "ważnymi i użytecznymi gospodarczo " oraz tym żeby było co łowić ( ryby duże i silne , zręczne w przyginaniu wędki ). Trudno mi się pogodzić że choć karp to ryba która nie jest przystosowana do życia w jeziorze - mimo dobrych przyrostów i zaskakująco atrakcyjnych rozkładów osiąganych przez wędkarzy , musi żyć tam gdzie wpuści go hodowca - a później być z tego tytułu obwoływany mianem SZKODNIKA -a jako bezwolne stworzenie w łapskach hodowcy nie prosił się przecież by go na drodze mutacji genetycznych przerabiać na rasę "galicyjską " , lustrzenia , liniowego , bezłuskiego , pełnołuskiego (jeśli pominąłem jakieś krzyżówki to tylko z lenistwa). Trudno tak wygląda pieski los ryby , którą człowiek w zasadzie wykształcił dla własnych potrzeb ( rozpoczęcie hodowli i jej późniejsza sukcesja to proceder niesłabnący). Powodowany tymi przemyśleniami w innym wątku stwierdziłem więc że KARP MÓGŁBY MIEĆ STATUS ZWIERZĘCIA DOMOWEGO , SWÓJ STAW ZABEZPIECZONY PRZEZD PODTOPIENIEM , IMIĘ ITD . JEŚLI NIE ZMIENIMY FAKTU IŻ CZŁOWIEK MANIPULUJE INNYMI STWORZENIAMI DLA WŁASNYCH POTRZEB , DLA WŁASNYCH KORZYŚCI NISZCZY LUB PRZEKSZTAŁCA BIOLOGIZM INNYCH ZWIERZĄT - TO UZNANIE KARPIA ZA ZWIERZĘ DOMOWE , W PRZYPADKU SUROWEGO ZAKAZU ZARYBIEŃ TYM GATUNKIEM - UCHRONIŁOBY TEGO NIEBOŻEGO KARPIA , PRZED TOTALNĄ ZAGŁADĄ . NIE CHCIAŁBYM ABY KARPIE ZASTĘPOWAŁY POLSKI RYBOSTAN , A WIDAĆ JUŻ TAKĄ TENDENCJĘ . JEDNOCZEŚNIE JEDNAK SZKODA MI TEGO KARPIA , JAKO ISTOTY ŻYWEJ - STĄD TAKIE DOŚĆ NIECODZIENNE POGLĄDY . KARP JAKO ZWIERZĘ DOMOWE , ( "O JAKIE MA ŁADNE ŁUSECZKI A JAK SIĘ WABI ?) . KARP JAKO ZWIERZĘ DOMOWE , JEDNAK JUŻ NIE JAKO BOHATER WĘDKARSKICH PRZYGÓD CZY PRZEDŚWIĄTECZNYCH HANDLOWYCH SZLAGWORTÓW WOBEC KTÓRYCH NALEŻY KARPIA : ZABIĆ , WYBEBESZYĆ I POŻREĆ , TAK JAK POŻERA SIĘ TRYWIALNEGO SCHABOSZCZAKA . WNET HASŁA CENTRALI RYBNYCH ZAMIENIŁYBY SIĘ W SŁOWA NAWOŁUJĄCE DO DBANIA O KARPIA , JAKO PUPILA W PRZYDOMOWYM , DOBRZE ZABEZPIECZONYM PRZED PODTOPIENIEM STAWIE .JEŚLI NIE ZNISZCZY SIĘ TEJ BRUTALNEJ TENDENCJI ZGODNIE Z KTÓRĄ KARP STAŁ SIĘ RYBĄ HODOWLANĄ , NA UŻYTEK CZŁOWIEKA , A ZARAZEM NIE CHCIAŁOBY SIĘ TEŻ MIEĆ TEGO KARPIA W WODACH NATURALNYCH GDZIE JAK WIADOMO WYRZĄDZA SZKODY - TO MOŻNA BY GO URATOWAĆ , TRAKTUJĄC TĘ RYBĘ JAKO ZWIERZĘ DOMOWE.
Sorka. Nie wiem co jarasz, ale podziel się ;)
A sumiki to co - pewnego razu kupiły bilet i ruszyły w drogę ? To takie same ryby jak inne obcego pochodzenia które nie są przystosowane do życia w naszych wodach ( wybujałość to nie przystosowanie to raczej mechanizm obronny ) Jest też druga wersja z akcentem terrorystycznym - Talibowie z Al - Kaidy spuścili materiał zarybieniowy wprost do wód ( Piłsudski , paranoik - wreszcie znalazłby swojego zaplutego karła reakcji ). Oczywiście bzdura , absurd . Jak zatem te ryby dostały się do Polski ? Odpowiedź : płynąc rzeką bezmyślności i zachłanności ludzkiej.
Ale jesteś i tak w głębokim błędzie bez względu na to czy palę czy nie ponieważ patrzysz na karpia poprzez pryzmat jego "atrakcyjności ", walorów sportowo - wędkarskich i jakich tam jeszcze . Natomiast ryby drobne równie niepożądane w naturalnych zbiornikach jak karp - to już dla Ciebie bez cienia wątpliwości chwast .NIE MA ŻADNYCH CHWASTÓW SĄ RYBY - OBCE I RODZIME , RYBY PRZYSTOSOWANE I WŁAŚCIWE DLA POLSKIEJ PRZYRODY I RYBY OBCE , WYWOŁUJĄCE OKREŚLONE ZMIANY W ŚRODOWISKU KRAJOWYCH GATUNKÓW. Dla mnie sytuacja jest oczywista : CZŁOWIEK MANIPULUJE ŻYWYMI STWORZENIAMI TAKIMI JAK RYBY , PONIEWAŻ SĄ ONE BEZWOLNE I BEZBRONNE WOBEC DZIAŁAŃ HODOWCÓW I LUDZI PATRZĄCYCH NA WODY OKIEM HODOWCY A TAKICH JEST W NASZYM KRAJU ZATRZĘSIENIE.
Chyba kolego nad interpretujesz moją wypowiedź. ;) Chwast – roślina niepożądana z punktu widzenia osoby, posługującej się tym terminem. < ciocia Wiki > Zakładając że mówimy o rybkach, to chodzi o rybki niepożądane przez gospodarza wód. I tyle . kropka ;)
Ja też wiele razy zastanawiam się nad wpływem ciężaru właściwego pigmentu użytego przy produkcji lakieru, na pracę, w tym chropowatość powierzchni błystki, która jest nim pokryta.
Ty chyba nie rozumiesz o co mi chodzi ? Pamiętaj że karp - nie licząc sporadycznych , niezbyt potwierdzonych przypadków , jako ryba " hodowlana " obcego pochodzenia nie odbywa w Polsce naturalnego tarła ! Dlatego gdyby zakazać surowo zarybień tym gatunkiem a co za tym idzie zlikwidować HODOWLĘ , nośnik narybku karpia - po pewnym czasie w dużym stopniu wyeliminowałoby się KARPIOWĄ POPULACJĘ , która bez zarybień nie jest w stanie się przecież powiększyć.Zakładając że są w Polsce osoby podobne do mnie czyli takie którym SZKODA SKAZYWAĆ TĘ RYBĘ NA DEFINITYWNĄ ZAGŁADĘ ( BO JEST PRZECIEŻ STWORZENIEM ŻYWYM I NIE JEGO WINA ŻE JEST JAKI JEST ) - tak jak ja te osoby doszłyby do wniosku iż jedynym sposobem na to by UCHRONIĆ RYBĘ PRZED ZAGŁADĄ - JEST UZNANIE KARPIA JAKO RYBĘ UDOMOWIONĄ ( na razie karp jest rybą hodowlaną , wielu postrzega go jako pływające mięso lub co mało kogo oburza a powinno - ZA JEDNĄ Z NAJATRAKCYJNIEJSZYCH RYB POD WZGLĘDEM WĘDKARSKIM.
Sorka. Nie wiem co jarasz, ale podziel się ;)
Ty chyba nie rozumiesz o co mi chodzi ? Pamiętaj że karp - nie licząc sporadycznych , niezbyt potwierdzonych przypadków , jako ryba " hodowlana " obcego pochodzenia nie odbywa w Polsce naturalnego tarła ! Dlatego gdyby zakazać surowo zarybień tym gatunkiem a co za tym idzie zlikwidować HODOWLĘ , nośnik narybku karpia - po pewnym czasie w dużym stopniu wyeliminowałoby się KARPIOWĄ POPULACJĘ , która bez zarybień nie jest w stanie się przecież powiększyć.Zakładając że są w Polsce osoby podobne do mnie czyli takie którym SZKODA SKAZYWAĆ TĘ RYBĘ NA DEFINITYWNĄ ZAGŁADĘ ( BO JEST PRZECIEŻ STWORZENIEM ŻYWYM I NIE JEGO WINA ŻE JEST JAKI JEST ) - tak jak ja te osoby doszłyby do wniosku iż jedynym sposobem na to by UCHRONIĆ RYBĘ PRZED ZAGŁADĄ - JEST UZNANIE KARPIA JAKO RYBĘ UDOMOWIONĄ ( na razie karp jest rybą hodowlaną , wielu postrzega go jako pływające mięso lub co mało kogo oburza a powinno - ZA JEDNĄ Z NAJATRAKCYJNIEJSZYCH RYB POD WZGLĘDEM WĘDKARSKIM.
Sorka. Nie wiem co jarasz, ale podziel się ;)
Temat brzmi Złowiłem ryby. Zabrać czy wypuścić? a nie Jakimi rybami zarybia ć
Ja też wiele razy zastanawiam się nad wpływem ciężaru właściwego pigmentu użytego przy produkcji lakieru, na pracę, w tym chropowatość powierzchni błystki, która jest nim pokryta.
Bardzo chwytliwy temat Kolego - dlaczego nie założysz wątku na ten temat ? Przecież jest tylu wędkarzy , którzy wiedzą jakich blach używać by szczupak "francuski piesek", nie połamał sobie ząbków (śmiech).
Ty chyba nie rozumiesz o co mi chodzi ? Pamiętaj że karp - nie licząc sporadycznych , niezbyt potwierdzonych przypadków , jako ryba " hodowlana " obcego pochodzenia nie odbywa w Polsce naturalnego tarła ! Dlatego gdyby zakazać surowo zarybień tym gatunkiem a co za tym idzie zlikwidować HODOWLĘ , nośnik narybku karpia - po pewnym czasie w dużym stopniu wyeliminowałoby się KARPIOWĄ POPULACJĘ , która bez zarybień nie jest w stanie się przecież powiększyć.Zakładając że są w Polsce osoby podobne do mnie czyli takie którym SZKODA SKAZYWAĆ TĘ RYBĘ NA DEFINITYWNĄ ZAGŁADĘ ( BO JEST PRZECIEŻ STWORZENIEM ŻYWYM I NIE JEGO WINA ŻE JEST JAKI JEST ) - tak jak ja te osoby doszłyby do wniosku iż jedynym sposobem na to by UCHRONIĆ RYBĘ PRZED ZAGŁADĄ - JEST UZNANIE KARPIA JAKO RYBĘ UDOMOWIONĄ ( na razie karp jest rybą hodowlaną , wielu postrzega go jako pływające mięso lub co mało kogo oburza a powinno - ZA JEDNĄ Z NAJATRAKCYJNIEJSZYCH RYB POD WZGLĘDEM WĘDKARSKIM.
Sorka. Nie wiem co jarasz, ale podziel się ;)
Temat brzmi Złowiłem ryby. Zabrać czy wypuścić? a nie Jakimi rybami zarybia ć
A czy w ogóle trzeba byłoby zarybiać gdyby nie degradacja przyrody i krajobrazu ? Czy chciałbyś aby ktoś przymuszał Cię do adoptowania dzieci z Kambodży ? Przyroda też nie chce przyjmować na siłę , jest upakowana ponad miarę - wytworami ludzkiej działalności. Po co jej sztuczny rozród kontrolowany przez człowieka , jeżeli gdy tylko nie byłaby tak zniszczona , radziłaby sobie i regulowała te kwestie doskonale ?
*Linke83 Witaj, chciałam jedynie zauważyć, że to nie *JaroDaw nazwał karpia chwasten. On w subtelny sposów, jednym zdaniem potępił taką opinię.
Ja też wiele razy zastanawiam się nad wpływem ciężaru właściwego pigmentu użytego przy produkcji lakieru, na pracę, w tym chropowatość powierzchni błystki, która jest nim pokryta.
Bardzo chwytliwy temat Kolego - dlaczego nie założysz wątku na ten temat ? Przecież jest tylu wędkarzy , którzy wiedzą jakich blach używać by szczupak "francuski piesek", nie połamał sobie ząbków (śmiech).
Generalnie to słusznie prawisz kolego. Czasami tylko niepotrzebnie wchodzisz na górne rejestry psychologicznych rozważań, których wielu z kolegów nie może lub nie jest w stanie pojąć. Twoje "politycznie" poprawne opinie, niepotrzebnie na tym tracą.
pozdrawiam
Załóż o tym temat, napisz bloga, lub co tam sobie wolisz. Po co zaśmiecać czyjś temat, w którym autor zadaje konkretne pytanie ?Czy Ty kolego szukasz na siłę zaczepki? Po co Ci to ? Miej poglądy jakie chcesz, ale nie zadręczaj nimi innych .
A może ludziom chodzi o to by po zarybieniach było ryb więcej niż dałaby sama nieprzymuszona natura ? Skoro tak - to nie dziwmy się że jest tak jak jest. Człowiek wtrąca się w świat biologii - nauki w rzeczy samej okrutnej i precyzyjnej , od której chce się odgrodzić swoim ludzkim jestestwem , zbytkiem , budową autostrad i wieżowców , stawianiem pylonów mądrości na rzekach , kaskadyzacją i regulacją rzek , zabudową , osuszaniem , wycinaniem nadbrzeżnych zarośli - a później "ratuje " przyrodę - TAŃCZĄC W WODERACH PO PAS ZANURZONY W WODZIE I OGŁASZAJĄC WSZEM I WOBEC ; PATRZCIE JAM JEST STRAŻNIKIEM TEJ WODY , ZARYBIAM ! Zarybianie , zarybianie , upiększanie - na siłę i na wariata i nic prócz dbałości o sztucznie zarybione łowiska z tego nie wychodzi.
Mija biję się w piersi, ten chwast to miał być w cudzysłowiu.
Z dwojga złego, lepiej mieć w Polsce karpie niż ... miodne pszczoły afrykańskie :)
Widzę, że kolega się nakręcił i ciągnie swój monolog;) Powodzenia.
Widzę, że kolega się nakręcił i ciągnie swój monolog;) Powodzenia.
Bez obaw, jeszcze nie w jednym temacie zobaczysz monologi kolegi Linke hehehehe ;)
Widzę, że kolega się nakręcił i ciągnie swój monolog;) Powodzenia.
Bez obaw, jeszcze nie w jednym temacie zobaczysz monologi kolegi Linke hehehehe ;)
Ach , chyba już odwykłem ;)
Już skończyłem . Pozdrawiam.