Witam wszystkich bardzo serdecznie. Piszę ten post z myślą, że znajdziecie sposób na mój problem. A mianowicie..
Z wielką chęcią wybrał bym się na zasiadkę linową lecz tzw pan koluch ( sumik karłowaty) mi to uniemożliwia. Miejsce na którym wędkuję ma ok 1-1,5m wody obok po lewej stronie znajdują się lilie wodne a na dnie zalega jak na razie niewielka moczarka wodna. Udało mi się w tamtym roku złapać tam 3 sztuki lina każdy powyżej 1kg lecz złapałem je w przeciągu 4 miesięcy i wszystkie w parne bezwietrzne południe( takich dni jest dość mało w roku).Przynęty na które mi wziął to rosówka z kukurydzą. Chciałbym pokierować do was pytanie o sposób na lina bez brań kolucha(np. jakaś zanęta, lub nowa przynęta bo poza robakami,kukurydzą i grochem na nic innego nie próbowałem) Jak wiadomo nowa przynęta wymaga wcześniejszego sypania a mam zamiar wybrać się na nockę w piątek więc proszę o szybką odpowiedź.
To stary , masz problem bo te koluchy , potwory z czarnej jak kufer starej murzynki otchłani żrą wszystko co im pod wąsy zapodasz ! Normalnie można palpitacji serca dostać jak miejsce sobie karmisz przez kilka dni , przychodzi do łapania a te małe , przebiegłe potworki napalają się na twoją przynętę jak arab na kurs pilotażu . Jak myślę o tych twoich koluchach , jak tymi swoimi wrednymi ryjkami wpierniczają twoją zanętę to mnie w klatce zaczyna uciskać ! Nie mam pojęcia co Ci poradzić no może na rybach weź coś na uspokojenie albo wypal jakiegoś rozweselacza !!!
na dobra sprawę to chyba nie dasz rady na moich łowiskach jest taki problem z krąpiami ale wyrzucam zanętę na leszcza z dala od łowiska i krapie odpływają ale na koluch nie znam żadnej mieszanki
Aaaaa , zapomniałem Cię ostrzec , że grozi Ci niebezpieczeństwo ! Koluchy to przebiegłe i niebezpieczne stworzenia , niby to ryby ale ja wiem swoje . Trzeba na nie uważać !
Wybrałem się kiedyś na ryby z moją żoną i moim świętej pamięci jamnikiem kapitanem Spokiem , lipiec jakoś to był albo sierpień . Na miejsce dojechaliśmy około 8-smej , fajna miejscóweczka , mały lecz głęboki stawik oddzielony od rzeki Odry piaszczystą plażą o szerokości około 10 merów . Ja zacząłem rozkładać wędki a stara posmarowała się jakimś świństwem , założyła okulary i zaległa na leżaku ! Jamnik jak to jamnik w pierwszej kolejności wytarzał się w jakimś gównie i leżał ze dwadzieścia metrów od nas żeby go moja stara nie utopiła+ ! Rozłożyłem odległościówkę , zmontowałem zestaw przelotowy i chciałem zbadać grunt . Badam , dodaje metr po metrze i kurde nie ma dna , myślę no co jest ? Kołowrotek już prawie pusty a dna nie ma , przeraziłem się nie na żarty , rozejrzałem się dookoła aby upewnić się , że jakimś cudem nie teleportowałem się wraz ze starą i osranym psem do Norwegi na klify , ale nie , byłem tam gdzie byłem . Aż tu nagle spławik się kładzie no to zmniejszam , zmniejszam i wreszcie jest dno około dwóch metrów , myślę kurw....., co to było !? Do dzisiejszego dnia nie pojmę co się wtedy stało ! Zaraz potem zestaw umieściłem na środku stawku , podrzuciłem zanętki , strzeliłem kilka razy pinka i czekam ! Nagle branie , ciach fajny leszcz , myślę dobry początek . To mała kulka paszy do wody i czekam , znowu branie ,no to ciach , wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy , że to zacięci zmieni całkowicie moje doczesne życie . Patrzę a taaaammm KOLUCH , na początku myślałem , że to mały sum ale jak bliżej się przyjrzałem to już wiedziałem , że to wredny , mały koluszek . Okropne stworzenie , brudne i obślizgłe fuj , w pewnym momencie miałem wrażenie , że się ze mnie śmieje ,. nawet wydawał z siebie dźwięk , było to coś w stylu "" hiiilpi hiiilpi hiiilpii"" ! Jak się wkurzyłem , jak nim przywaliłem o naszą dostojną rodzicielkę ziemię to mu zaraz uśmiech zszedł z tego głupiego pyska !
Siadłem na krzesło , mocze sobie nogi w wodzie i zakładam robala na haczyk i nagle widzę kontem oka jakieś poruszenie na wodzie , jakieś kółka coś pływa pod powierzchnia i mąci wodę ! Nagle , coś mnie trach w nogę a dokładnie w duży , lewy palec , jakby igłą mnie ktoś zajechał . Patrze a tam stado koluchów przy moich nogach , jak ja nogę do wody to one do nogi jak ja nogę z wody to one do tyłu , myślę co się u licha dzisiaj dzieje ? Wraz słyszę ujadanie kapitana Spoka , ale dziada nie widzę bo polazł na koniec bajora za krzaki . Idę do niego , szukam , wołam i nic , zacząłem się martwić i coś podejrzewać . Wróciłem szybko do starej żeby mi pomogła szukać psa ale patrzę jej też nie ma , leżak w wodzie jakieś głębokie ślady na piasku . Przerażony , stoję nad tym bajorem i zaczynam szlochać , nie wiedziałem co mam robić . Byłem przekonany , że to koluchy maczały palce a właściwie płetwy w porwaniu mojej żony i psa ! A może ich zeżarły , no co można myśleć w takiej chwili ? W tym całym zamieszaniu i strachu zacząłem odruchowo krzyczeć coś w stylu "" oddajcie mi skurwy...... moją zonę "" , było tego więcej ale zapomniałem z tego wszystkiego i tak raz za razem , drę ryja i drę. Nagle , za pleców słyszę "" co się jełopie tak wydzierasz "" , patrze a tu moja szanowna małżonka z kapitanem Spokiem na rękach ! Ja do niej , KOCHANIE TY ŻYJESZ !!!! Spojrzała na mnie , podeszła , dotknęła mojego czoła i powiedziała tak żyję , Spok wskoczył na mnie jak opalałem się na leżaku i mnie ubrudził więc poszłam nad rzekę tam , niedaleko do tej ładnej zatoczki umyć siebie i psa , nagle usłyszałem ciebie jak się wydzierasz i przybiegłam , co cię napadło ?! Już w ten dzień nie łowiłem ryb , bałem się ! Wieczorem spakowaliśmy toboły i poszliśmy do samochodu , gdy pakowałem sprzęt do bagażnika zauważyłem , ze zapomniałem zabrać worka ze śmieciami . Poszedłem tam z powrotem , zabrałem worek i już miałem odchodzić gdy usłyszałem hiiilpi hiiilpi hiiilpii !!!!!!!!
Franz! Fajnie napisane opowiadanie, którego styl, jako żywo przypomina mi jednego z zasłużonych dla tego Portalu, który wraz z innymi opuścił go po "Nocy Świętego Bartłomieja". Zastanawiam się tylko nad przypomnieniem sobie jego tożsamości. Aha! Popraw tylko fragment "kontem oka" na "kątem oka". Pozdrawiam!
Dziękuje za słowa uznaia , mam jeszcze kilka fajnych opowieści które niebawem wam zapodam . Właśnie , o co chodzi z tym odejściem , co tu się kiedyś stało ???????
Na moim zbiorniku sposobem na nie łowienie tego sumika to kukurydza. Nęcę normalną zanętą linową tyle że daje więcej kuku a mniej zanęty niż zwykle, oczywiście nie przesadzając. Daję jej tyle by cie kuku fajnie skleiła z zanętą. na hak również kukurydza, albo kanapka; kuku z białym. Nie gwarantuje że nie będzie sumika bo każde łowisko jest inne, ale myślę że warto spróbowac.
wspułczuje to holerstwo wezmie na wszystko ja bym na twoim miejscu sprubował zanete wrzucic kawałek od miejsca w którym łowisz a tam gdzie łowisz nie nęcic spróbowac na ciasto z atraktorem zapachowym na lina kminek albo atraktor lin karaś dragon
Witam wszystkich bardzo serdecznie. Piszę ten post z myślą, że znajdziecie sposób na mój problem. A mianowicie..
Z wielką chęcią wybrał bym się na zasiadkę linową lecz tzw pan koluch ( sumik karłowaty) mi to uniemożliwia. Miejsce na którym wędkuję ma ok 1-1,5m wody obok po lewej stronie znajdują się lilie wodne a na dnie zalega jak na razie niewielka moczarka wodna. Udało mi się w tamtym roku złapać tam 3 sztuki lina każdy powyżej 1kg lecz złapałem je w przeciągu 4 miesięcy i wszystkie w parne bezwietrzne południe( takich dni jest dość mało w roku).Przynęty na które mi wziął to rosówka z kukurydzą. Chciałbym pokierować do was pytanie o sposób na lina bez brań kolucha(np. jakaś zanęta, lub nowa przynęta bo poza robakami,kukurydzą i grochem na nic innego nie próbowałem) Jak wiadomo nowa przynęta wymaga wcześniejszego sypania a mam zamiar wybrać się na nockę w piątek więc proszę o szybką odpowiedź.
Pozdrawiam LapiePlocie
To stary , masz problem bo te koluchy , potwory z czarnej jak kufer starej murzynki otchłani żrą wszystko co im pod wąsy zapodasz ! Normalnie można palpitacji serca dostać jak miejsce sobie karmisz przez kilka dni , przychodzi do łapania a te małe , przebiegłe potworki napalają się na twoją przynętę jak arab na kurs pilotażu . Jak myślę o tych twoich koluchach , jak tymi swoimi wrednymi ryjkami wpierniczają twoją zanętę to mnie w klatce zaczyna uciskać ! Nie mam pojęcia co Ci poradzić no może na rybach weź coś na uspokojenie albo wypal jakiegoś rozweselacza !!!
Pozdro Bracie !
na dobra sprawę to chyba nie dasz rady na moich łowiskach jest taki problem z krąpiami ale wyrzucam zanętę na leszcza z dala od łowiska i krapie odpływają ale na koluch nie znam żadnej mieszanki
zwabić je zanętą i granatem :D
Aaaaa , zapomniałem Cię ostrzec , że grozi Ci niebezpieczeństwo ! Koluchy to przebiegłe i niebezpieczne stworzenia , niby to ryby ale ja wiem swoje . Trzeba na nie uważać !
Wybrałem się kiedyś na ryby z moją żoną i moim świętej pamięci jamnikiem kapitanem Spokiem , lipiec jakoś to był albo sierpień . Na miejsce dojechaliśmy około 8-smej , fajna miejscóweczka , mały lecz głęboki stawik oddzielony od rzeki Odry piaszczystą plażą o szerokości około 10 merów . Ja zacząłem rozkładać wędki a stara posmarowała się jakimś świństwem , założyła okulary i zaległa na leżaku ! Jamnik jak to jamnik w pierwszej kolejności wytarzał się w jakimś gównie i leżał ze dwadzieścia metrów od nas żeby go moja stara nie utopiła+ ! Rozłożyłem odległościówkę , zmontowałem zestaw przelotowy i chciałem zbadać grunt . Badam , dodaje metr po metrze i kurde nie ma dna , myślę no co jest ? Kołowrotek już prawie pusty a dna nie ma , przeraziłem się nie na żarty , rozejrzałem się dookoła aby upewnić się , że jakimś cudem nie teleportowałem się wraz ze starą i osranym psem do Norwegi na klify , ale nie , byłem tam gdzie byłem . Aż tu nagle spławik się kładzie no to zmniejszam , zmniejszam i wreszcie jest dno około dwóch metrów , myślę kurw....., co to było !? Do dzisiejszego dnia nie pojmę co się wtedy stało ! Zaraz potem zestaw umieściłem na środku stawku , podrzuciłem zanętki , strzeliłem kilka razy pinka i czekam ! Nagle branie , ciach fajny leszcz , myślę dobry początek . To mała kulka paszy do wody i czekam , znowu branie ,no to ciach , wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy , że to zacięci zmieni całkowicie moje doczesne życie . Patrzę a taaaammm KOLUCH , na początku myślałem , że to mały sum ale jak bliżej się przyjrzałem to już wiedziałem , że to wredny , mały koluszek . Okropne stworzenie , brudne i obślizgłe fuj , w pewnym momencie miałem wrażenie , że się ze mnie śmieje ,. nawet wydawał z siebie dźwięk , było to coś w stylu "" hiiilpi hiiilpi hiiilpii"" ! Jak się wkurzyłem , jak nim przywaliłem o naszą dostojną rodzicielkę ziemię to mu zaraz uśmiech zszedł z tego głupiego pyska !
Siadłem na krzesło , mocze sobie nogi w wodzie i zakładam robala na haczyk i nagle widzę kontem oka jakieś poruszenie na wodzie , jakieś kółka coś pływa pod powierzchnia i mąci wodę ! Nagle , coś mnie trach w nogę a dokładnie w duży , lewy palec , jakby igłą mnie ktoś zajechał . Patrze a tam stado koluchów przy moich nogach , jak ja nogę do wody to one do nogi jak ja nogę z wody to one do tyłu , myślę co się u licha dzisiaj dzieje ? Wraz słyszę ujadanie kapitana Spoka , ale dziada nie widzę bo polazł na koniec bajora za krzaki . Idę do niego , szukam , wołam i nic , zacząłem się martwić i coś podejrzewać . Wróciłem szybko do starej żeby mi pomogła szukać psa ale patrzę jej też nie ma , leżak w wodzie jakieś głębokie ślady na piasku . Przerażony , stoję nad tym bajorem i zaczynam szlochać , nie wiedziałem co mam robić . Byłem przekonany , że to koluchy maczały palce a właściwie płetwy w porwaniu mojej żony i psa ! A może ich zeżarły , no co można myśleć w takiej chwili ? W tym całym zamieszaniu i strachu zacząłem odruchowo krzyczeć coś w stylu "" oddajcie mi skurwy...... moją zonę "" , było tego więcej ale zapomniałem z tego wszystkiego i tak raz za razem , drę ryja i drę. Nagle , za pleców słyszę "" co się jełopie tak wydzierasz "" , patrze a tu moja szanowna małżonka z kapitanem Spokiem na rękach ! Ja do niej , KOCHANIE TY ŻYJESZ !!!! Spojrzała na mnie , podeszła , dotknęła mojego czoła i powiedziała tak żyję , Spok wskoczył na mnie jak opalałem się na leżaku i mnie ubrudził więc poszłam nad rzekę tam , niedaleko do tej ładnej zatoczki umyć siebie i psa , nagle usłyszałem ciebie jak się wydzierasz i przybiegłam , co cię napadło ?! Już w ten dzień nie łowiłem ryb , bałem się ! Wieczorem spakowaliśmy toboły i poszliśmy do samochodu , gdy pakowałem sprzęt do bagażnika zauważyłem , ze zapomniałem zabrać worka ze śmieciami . Poszedłem tam z powrotem , zabrałem worek i już miałem odchodzić gdy usłyszałem hiiilpi hiiilpi hiiilpii !!!!!!!!
Ictalurus nebulosus
fajna przygoda:D proponuje ci artykuł z tego zrobić i żeby na główną trafił;p
Szacun stary, pozdro
Franz! Fajnie napisane opowiadanie, którego styl, jako żywo przypomina mi jednego z zasłużonych dla tego Portalu, który wraz z innymi opuścił go po "Nocy Świętego Bartłomieja". Zastanawiam się tylko nad przypomnieniem sobie jego tożsamości. Aha! Popraw tylko fragment "kontem oka" na "kątem oka". Pozdrawiam!
Dziękuje za słowa uznaia , mam jeszcze kilka fajnych opowieści które niebawem wam zapodam . Właśnie , o co chodzi z tym odejściem , co tu się kiedyś stało ???????
Franz - wygrałeś :)
b.
Na moim zbiorniku sposobem na nie łowienie tego sumika to kukurydza. Nęcę normalną zanętą linową tyle że daje więcej kuku a mniej zanęty niż zwykle, oczywiście nie przesadzając. Daję jej tyle by cie kuku fajnie skleiła z zanętą. na hak również kukurydza, albo kanapka; kuku z białym. Nie gwarantuje że nie będzie sumika bo każde łowisko jest inne, ale myślę że warto spróbowac.
wspułczuje to holerstwo wezmie na wszystko ja bym na twoim miejscu sprubował zanete wrzucic kawałek od miejsca w którym łowisz a tam gdzie łowisz nie nęcic spróbowac na ciasto z atraktorem zapachowym na lina kminek albo atraktor lin karaś dragon
Ach te szkodniki :)))))
Ach te szkodniki :)))))
Jędruś- archeolog hehe. Ale przynajmniej przeczytałem ciekawą historyjke :)))
Ahaha ale się uśmiałem :D Pamiętacie kto nas uraczył tą niesamowitą opowieścią?